Wigilia wczoraj w jak najlepszym porządku. Pośmialiśmy się, pojedliśmy, podzieliliśmy opłatkiem. Chciałam byc ok.22 w domu, żeby położyc małą i sobie poczytac. Zawiezliśmy Babcię do domu, wracając weszłam na stację i jak wróciłam to się okazało, że auto się zapalic już nie chcę. K. wysiadł kombinował coś, ale czas traciliśmy a w aucie już się zimno robiło, mała zasnęła. Zadzwoniliśmy do kumpla, był już po piciu, więc przyjechał autem z innym kumplem (bogu dzięki, byłą Wigilia ok. 23 godziny) niestety okazało się, że chyba akumulator się uszkodził czy coś, jakiś facet nam prądu użyczył, ale niestety nic to nie dało. W końcu po praktycznie 2 godzinach miałam tak zmarznięte nogi, że poprosiłam K. żeby ten poprosił tamtego kumpla, żeby chociaż i mnie i małą już zawiózł bo się przebudzała. ja przyjechałam, K. tam został.oczywiście mała spac nie chciała (w domu mieliśmy dla niej prezent pod choinką) i zaczęła się bawic, K. przyszedł przed 1, ten kolega po którego zadzwonił i był spity zwołał swego następnego kumpla, który jest mechanikiem (2 tygodnie temu robił zawieszenie w tym aucie ) no i niestety grzebali, a ruszyc dalej nie mogli, holowali auto pod chatę tego spitego kumpla i przywiezli K. do domu. Na szczęście ludzie Ci wykazali jakieś takie ludzkie odruchy i nie zostawili nas samych sobie. Tym bardziej, że do tej praktycznie 24 siedziałam w w tym aucie z młodą.Jednak są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie

bIlans -mała kaszlała całą noc, jest zakatarzona (smarki do brody) i podejrzewam, że się wczoraj zaziębiła w tym aucie.Samochodu nie mamy, więc nie wiem jak dojedziemy do teściowej (służbowy 2 osobowy, pieszo nie bo mała chora) mieliśmy tam byc na 14 na obiad no i po trzeciez- K. pojechał zobaczyc co z autem, będzie ładował akumulator czy coś. A myślałam, że będzie tak pięknie.
ps: To 3 nasz samochód i drugi,który jest niewypałem od samego początku.