Czy uważacie, że naturalną jest sytuacja, w której żona przebywa poza domem, w pewnym momencie uświadamia sobie i postronnym, że mąż (nie - chory i nie - niepełnosprawny) właśnie albo zaraz wraca z pracy, więc ona natychmiast się zrywa, bo "
musi mężowi dać jeść/obiad/kolację". Ostatnio znowu byłam świadkiem podobnej sytuacji, nie pierwszy raz zresztą.
To co, zdrowy facet nie potrafi sam sobie podgrzać obiadu czy zrobić herbaty? Dla mnie kuriozum
A dla was?