Dodaj do ulubionych

Usługiwanie mężowi...

04.08.11, 20:31
Czy uważacie, że naturalną jest sytuacja, w której żona przebywa poza domem, w pewnym momencie uświadamia sobie i postronnym, że mąż (nie - chory i nie - niepełnosprawny) właśnie albo zaraz wraca z pracy, więc ona natychmiast się zrywa, bo "musi mężowi dać jeść/obiad/kolację". Ostatnio znowu byłam świadkiem podobnej sytuacji, nie pierwszy raz zresztą.
To co, zdrowy facet nie potrafi sam sobie podgrzać obiadu czy zrobić herbaty? Dla mnie kuriozum suspicious big_grin
A dla was?
Obserwuj wątek
    • karra-mia Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 20:33
      dla mnie też,a le to takie wychowanie chyba wiesz.
      Jak ja jechalam do Warszawy, to nikt się nie martwil o moją samotną podróż,za to każda kobieta pytala, czy męzowi nagotuję na 3 dni, i co on bedzie jadł. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem, jak zgłodnieje, to coś wymyśli, ważne, zeby dzieciom dałsuspicious
      • olinka20 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 20:36

        Dla mnie to zachowanie z kosmosu, ale ja odebrałam solidne wyszkolenie przez mamewink
        A to co opisujesz mam wsród dobrych znajomych, jedna taka jednostka ma takiego meza- mieszkają razem juz kilka lat, a on nie wie nawet gdzie leki trzymają uncertain
        • squarito Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 13:51
          Usługiwanie mężowi? Nie, to nie jest normalne. Tylko czy trzeba zadać pytanie na forum, żeby poznać tę tajemną mądrość? uncertain Po co zatem na forum ten wątek? Może autorka szuka potwierdzenia chwytliwej tezy, że "wszyscy faceci to świnie" i w ogóle do niczego?

          Wiadomo, że są faceci, którzy mają dwie lewe ręce, nic nie potrafią, niczego nie zrobią - nawet gwoździa nie będą potrafili krzywo wbić w ścianę. Ale w środowisku ludzi, w którym się obracam jest zupełnie inaczej. To faceci zarabiają, faceci utrzymują dom w stanie jako takiego ładu, podczas gdy kobiety są bezradnymi córeczkami mamusi, czekającymi, aż się wszystko za nie załatwi. Czasem wydaje mi się, że ich największym osiągnięciem jest to, że nie same potrafią się umyć i nie trzeba ich podcierać po toalecie.

          I czytając takie posty jak Twój pytam się: gdzie są te zaradne kobiety? Wiele kobiet spotkałem w swoim życiu, ale na palcach jednej ręki mogę zliczyć te, które umiały sobie z tym życiem radzić.

          Więc może, moje drogie Panie, trochę więcej obiektywizmy i samokrytyki nim zaczniecie na forum puszczać takie posty.
          • spondeo Squarito 18.08.11, 19:46
            Autorka ten watek stworzyla w innym kierunku niz ci sie wydaje.
            Posiada samokrytyke i stosuje ale wobec siebie, watek jednak powstal o kims kto sie zwyczajnie daje, a to juz obecnie rarytas.
            Nie oceniaj ludzi swoja miara, zachowaj jakis dystans, bywa on pomocny, zwlaszcza gdy w gre wchodza domysly.
            • krytykk Doić kasę z faceta to każda by chciała, 18.08.11, 21:43
              ale wykonywać w zamian małżeńskie obowiązki to już nie. Eh, to powiedzenie o kobiecie i dwóch trzecich jest jednak trochę prawdziwe.
          • frodo6 Re: Usługiwanie mężowi... 19.08.11, 10:56
            Zgadzam się z przedmówcą w 100%. Jako facet radzę sobie ze wszystkim sam najlepiej, wręcz nie lubię kiedy się mnie w czymś wyręcza. Owszem miło jest wrócić o domu i zjeść gotowy obiadek, ale jak nie ma to trzeba coś wymyślić na szybko. Nie uważam, że stereotyp typowej kury domowej jeszcze istnieje w naszym społeczeństwie jeśli tak to jest rzadkośią, bo ja się z nim ni spotykam.
      • doral2 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 20:37
        za męża trza brać sprawnego chłopa a nie dziecko specjalnej troski.

        kiedy mąż mnie pyta - co na kolację?
        odpowiadam - nic!
        na co on na to - ty wiesz, jesteś w tym coraz lepsza!!
        staję się perfekcjonistką big_grinbig_grinbig_grinbig_grinbig_grin
        • wkkr A jak trzeba bedzie szafę wtachac do 18.08.11, 12:35
          chałupy to stary też ci powie:
          "Nic z tych rzeczy!"
          PS
          Ty dla niego palcem nie kiwniesz,
          nie zdziw się gdy on ciebie kiedyś oleje...
          • janne.darc Re: A jak trzeba bedzie szafę wtachac do 18.08.11, 13:47
            A ile razy w życiu facet będzie mi szafę wnosił? Z 2 razy? Nie mówiąc o dostawach, które można opłacić w sklepie...
            A ile razy trzeba obiad ugotować? 30 x 12 x 30.... jakieś 10.800 razy jak długo pożyje. Dobry obiad to godzina. Czyli ponad rok mojego życia poświęcę na same obiady...

            I kto tu jest pokrzywdzony?
            • koham.mihnika.copyright no, ale masz satysfakcje 18.08.11, 15:30

            • lavinka Re: A jak trzeba bedzie szafę wtachac do 18.08.11, 17:13
              Chyba najlepszym rozwiązaniem jest wspólne gotowanie. Zmywanie też można uzgodnić, np. przehandlować za wyjmowanie prania z pralki i rozwieszanie(umówmy się, wrzucanie rzeczy do pralki to żaden wysiłek) smile BTW wniesienie szafy zlecam jednak profesjonalistom ze sklepu w którym kupuję szafę, zwłaszcza że jest to wliczone w koszt dostawy. A i czy powinnam się czuć pokrzywdzona, bo pomalowałam ściany i sufit w pokoju korzystając z wyjazdu lubego? smile
              • listek_a Re: A jak trzeba bedzie szafę wtachac do 19.08.11, 09:42
                Chyba najlepszym rozwiązaniem jest wspólne gotowanie. Zmywanie też można uzgodn
                > ić,
                Ja uważam, że zmywac powinien ten który pobrudził naczynia. Czyli jak ktoś gotuje to brudzi, więc powinien zmywać.
      • amoreska Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 21:26
        Cytatkażda kobieta pytala, czy męzowi nagotuję na 3 dni, i co on bedzie jadł.
        Właśnie. Kobieta.
        • olinka20 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 21:29
          Mnie jakos nie pytają big_grin
          Chyba wyszkoliłam kolezanki.
          • wojtas1303 Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 15:47
            ja gotuję sobie sam, moja dziewczyna nie umie gotowaćsmile
        • karra-mia Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 21:31
          ale amor nie wiem, jak w innych rejonach, na śląsku chop był na szychcie a baba dbała o to, żeby on po szychcie mioł wystarczająco dobre jedzenie nie?
          I takie wychowanie, nieliczne się raczą wyłamać z tego stereotypu.
          • zuzanka79 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:04
            karra-mia napisała:

            > ale amor nie wiem, jak w innych rejonach, na śląsku chop był na szychcie a baba
            > dbała o to, żeby on po szychcie mioł wystarczająco dobre jedzenie nie?
            > I takie wychowanie, nieliczne się raczą wyłamać z tego stereotypu.

            Dziołcha dobrze prawi.
            Ja właśnie wcinam kolację - mąż mi przygotował wink
          • zuzanka79 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:06
            I jeszcze, większość tych bab nie miała przez cały boży dzień nic innego do roboty.Chłop w pracy, dzieci w przedszkolu lub szkole a ona razem z frelkami pilnowała domowego ogniska na ławeczce przed familokiem. Więc ugotowanie mężowi to pikuś był wink
            • karra-mia Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:09
              no i górnik to koniecznie ze smalcem dostowoł sznita, żeby siły mieć i zupa w największym talerzu. I pewnie jakoś się to przenosi na dzisiejsze czasy.
              • zuzanka79 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:19
                nie ze smalcem a z lejberwusztem tongue_out
                • karra-mia Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:19
                  ale jo pamientom, że babcia mi godała, że ze smalcem tyż się robiło
                  • amoreska Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:25
                    Z tustym abo ze spyrką big_grin
                    • mamba30 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:29
                      może być i z fetym smile
                      • amoreska Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:30
                        Mamba, a ty skąd, że ta godka znosz wink ?
                        • mamba30 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:40
                          z Warszawy, ale na forum Galeria Potraw kiedyś się z głupia franc gadka rozwinęła i dziołchy zaczęły po śląsku gadać big_grin Uwielbiam te zwroty smile
    • wuwuem Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:13
      Mam jedną taką koleżankę, raczej na nią wszyscy patrzą jak na dziwadło, że pędzi do domu mężusiowi obiadek podać.
    • 18_lipcowa1 Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:35
      dziwne , no ale takie u nas obyczaje są
      jak jestem w domu , a maz wraca z pracy to ma podane
      jak mnie nie ma, a bylam i wyszlam to ma przygotowane ale zrobic musi sobie sam
      • kaka-doo Polski układ partenrski 18.08.11, 15:26
        No to mnie trochę rozbroiłyście. Jak się już ugotuje obiad, to podać do stołu, to chyba najmniejszy problem.Podział - kobieta gotuje - mężczyzna nakrywa do stołu - tylko utrzymuje stereotyp, że facet do niczego więcej się nie nadaje. To taki pozorowany układ partnerski - ja piorę, zmywam, gotuję, a ty nakrywasz do stołu i nie rozrzucasz skarpetek- Jesteśmy tacy nowocześni! Polecam: jekyllhyde.kakadoo.pl/?p=68
        • junk92508 Re: Polski układ partenrski 18.08.11, 23:33
          >Podział - kobieta gotuje - mężczyzna nakrywa do stołu

          Podziały są różne np.

          Kobieta gotuje i podaje
          Ja kupuję, przynoszę, zmywam (za mała kuchnia na zmywarkę) i wynoszę śmieci...

          Wydaje mi się że przy takim podziale to ja jestem na minusie...
          • kristofferr Re: Polski układ partenrski 19.08.11, 11:44
            > Ja kupuję, przynoszę, zmywam (za mała kuchnia na zmywarkę) i wynoszę śmieci...

            Nie ma czegoś takiego jak za mała kuchnia na zmywarkę. Ja mam kuchnię 1,85m x 2,2m i zmywarka się zmieściła (oczywiście szafki na wszystkie gary i inne klamoty też). Więc jak widać - da się!

            pozdrawiam
            kristoffer
      • ko2006 Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 16:39

        A juz mialam nadzieje ze powiesz "jak mnie nie ma, a bylam i wyszlam to ja mam podane". Ten wariant bylby bardziej fair.

        18_lipcowa1 napisała:

        > dziwne , no ale takie u nas obyczaje są
        > jak jestem w domu , a maz wraca z pracy to ma podane
        > jak mnie nie ma, a bylam i wyszlam to ma przygotowane ale zrobic musi sobie sa
        > m
      • caelum Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 19:37
        lipcowa, ty to jesteś normalnie ekspertką od usługiwania - czy to mężowi, czy to dziecku... smile
        że cię zacytuję - SIIIIIKAM... smile))
    • mme_marsupilami Re: Usługiwanie mężowi... 04.08.11, 22:36
      Buahahahahahahaha! big_grin big_grin big_grin
      Dawno mnie tak zaden watek nie rozbawil.
      Znalam taka pania, ktora nie tylko obiad z 3 dan, ale i obowiazkowy masaz glowy panu robila !
      Pan byl wsciekly jak postanowila pojsc do pracy (dzieci raczej nie malenkie bo 19 i 26 lat), wiec uwiazal pania w domu i pracowala "dla rozrywki" jako niania.
      Moj chlop wpada do domu w poludnie, wiec zwykle obiad na stole jest (dla wszystkich), ale jak nie ma to tez nie gloduje.
      • doral2 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 07:12
        mój chłop ma dwie ręce i dwie nogi i zna drogę do lodówki.
        • przeciwcialo Re: Usługiwanie mężowi... 08.08.11, 09:00
          Dla mnie to przegiecie w drugą stronę. Nalewając zupe sobie męzowi juz nie nalejesz do talerza?
          • deodyma Re: Usługiwanie mężowi... 08.08.11, 17:00
            przeciwcialo napisała:

            > Dla mnie to przegiecie w drugą stronę. Nalewając zupe sobie męzowi juz nie nale
            > jesz do talerza?


            no chyba nie, bo wtedy mu uslugujebig_grin
          • caramba68 Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 12:18
            Jak ja gotuje to mąż podaje. On w ogóle uczynny jest, był czas kiedy kolacje mi robił, codziennie, dopóki ją jadłam. I na dodatek Ślązak.
    • jowita771 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 08:39
      Moim zdaniem to zależy od sytuacji. Jeśli oboje pracują, to bardzo mnie dziwi, że jedna osoba usługuje drugiej. Ja nie jestem w ogóle nauczona takiego usługiwania, bo pochodzę z takiego domu, że nie miałam jak się tego nauczyć, ale jak nie pracowałam, a mój mąż pracował po 12 godzin na dobę od poniedziałku do soboty, to starałam się, żeby po powrocie z pracy miał ciepły obiad na stole. Nie uważałam tego za usługiwanie. Zwłaszcza, że nie jestem kobietą, która zapracowuje się w domu, robię tyle, ile chcę, mam czas iść na spacer, poczytać, obejrzeć telewizję.
      • 3-mamuska Re: Usługiwanie mężowi... 06.08.11, 02:01
        jowita771 napisał:

        > Moim zdaniem to zależy od sytuacji. Jeśli oboje pracują, to bardzo mnie dziwi,
        > że jedna osoba usługuje drugiej. Ja nie jestem w ogóle nauczona takiego usługiw
        > ania, bo pochodzę z takiego domu, że nie miałam jak się tego nauczyć, ale jak n
        > ie pracowałam, a mój mąż pracował po 12 godzin na dobę od poniedziałku do sobot
        > y, to starałam się, żeby po powrocie z pracy miał ciepły obiad na stole. Nie uw
        > ażałam tego za usługiwanie. Zwłaszcza, że nie jestem kobietą, która zapracowuje
        > się w domu, robię tyle, ile chcę, mam czas iść na spacer, poczytać, obejrzeć t
        > elewizję.
        Dokladnie mam tak samo.
        • tomelanka Re: Usługiwanie mężowi... 10.08.11, 22:57
          i ja. Jak nie pracowalam to byl obiad przewaznie albo cos tam innego, ogolnie cos do zjedzenia, lacznie z nalozeniem na talerz, ale on wtedy po 13 godzin dziennie na mrozie pracowal uncertain i jeszcze szefa mial zjebanego wink i mi zal bylo biedaka
          teraz do pracy nie chodze, ale zem w ciazy to wykorzystuje by sie troche polenic, a moj maz jak jest w domu teraz to na urlopie, wiec sie nie przemecza

          a sprzatac sprzatalam jak siedzialam w domu, ale ja lubie miec czysto, te pol godziny czy godzinke dziennie cos porobilam, pol godziny machnelam jakis obiad i mialam prawie caly dzien dla siebie
          • skwargosia Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 11:54
            do pracy nie chodzisz boś w ciąży????? o ludzie co to choroba jakaś ???//
            • turysta_amator Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 15:39
              do pracy nie chodzi ALE jest w ciąży (nie ma tam bo)
    • majawrzosowa Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 08:48
      mój mąż nigdy nie pyta " co na obiad?" tylko " czy jest coś do zjedzenia?" jak nic nie ma to albo sprawdza zapasy, albo pyta gdzie jedziemy na żarcie. wyszłam za normalnego faceta a on twierdzi że nie ożenił się z kuchnią podawaczką.
      • majawrzosowa Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 08:52
        ps. aczkolwiek jeśli obiad jest a on wraca z pracy - na ogół ten obiad mu podaję. korona mi z głowy nie spadnie jak to zrobię zwłaszcza że gdy ja wracam skąśtam a mąż jest w domu - to on jest wtedy kurem domowym.
        reasumując: jak się wie, że się nie musi, to się chce. jak się wie, że odwrotnie to też działa, to się chce z przyjemnością.
        • amoreska Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:24
          Jeśli żona w domu akurat JEST (zwłaszcza gdy nie pracuje), to trudno żeby nie mogła podać obiadu mężowi, skoro podaje go dzieciom i sobie. Mam na myśli raczej sytuację, w której żona akurat jest poza domem i musi zmieniać plany (np. wychodzić wcześniej z przyjęcia, skracać spacer z dzieckiem itp.) albo celowo tak planować dzień, żeby mężowi ten posiłek podać, bo ten nie może lub nie chce wziąć go i np. podgrzać samodzielnie.
    • kaamilka Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:07
      nie muszę, ale to robie w chwili obecnej
      mąż jest nauczyciem, więc wakacje ma wolne, ale teraz po 12 godzin zasuwa remontując, a raczej burzac póki co, nasze nowe mieszkanie, więc serca bym nie miała, gdybym mu powiedziała "jajka są w lodówce, se usmaż"
      ale tak każdego dnia, żeby to było standardem - no way
      • pavvka Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 14:22
        kaamilka napisała:

        > nie muszę, ale to robie w chwili obecnej
        > mąż jest nauczyciem, więc wakacje ma wolne, ale teraz po 12 godzin zasuwa remon
        > tując, a raczej burzac póki co, nasze nowe mieszkanie, więc serca bym nie miała
        > , gdybym mu powiedziała "jajka są w lodówce, se usmaż"

        Jeśli mnie coś dziwi w tej sytuacji, to to, że Ty nie pomagasz mężowi w remoncie Waszego wspólnego mieszkania.
    • mamba30 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 09:39
      Powiem tak, obiad jest u mnie prawie zawsze i nie ważne czy siedzę w domu czy pracuję i to ja najczęściej podaję go mężowi z wielką przyjemnością. Mało tego, codziennie dostaje do pracy też zestaw obiadowy. I bywa tak, że specjalnie coś dla niego gotuję "na jutro". Ale po 1 ja to lubię a po 2 nie muszę, mąż często mówi, żebym sobie odpoczęła (buahaha, teraz od 1,5 roku nie pracuję zawodowo), a po 3 nigdy bym nie leciała specjalnie przerywając coś ważnego dla mnie.

      Za to mąż robi wszystko o co go poprosze lub nawet bez proszenia. Wie, że są pewne obowiązki, więc je wykonuje. Bywa tak, że on coś robi, a ja siedzę z piwkiem i wydaję komendy. Np. gniecie ciasta, lepie pierogi. No jednym słowem mój chłop ma ręce, ma nogi i jednocześnie też ma jaja big_grin
    • alexandra74 Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 12:34
      moja tesciowa tak od lat w bloku startowym czekasmile nie jest to dla mnie zabawne ani urocze bynajmniej. Tak go przyzwyczaiła, nie ma co rozwijac tematu.
    • anna_sla Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 22:01
      hehe, ja z tych co nie podają i też mnie to dziwi. Moja koleżanka jeszcze tak robiła względem swojej mamy.
    • semida Re: Usługiwanie mężowi... 05.08.11, 22:16
      Bozia dała rączki,Bozia dała nóżki...więc nic tylko zapierdalać po jedzonko...
    • fabryka.lodow.napatyku Re: Usługiwanie mężowi... 06.08.11, 04:24
      ale o co chodzi z tym "podawaniem"
      ugotowany, gotowy-jeszcze nalozyc na talerz, podgrzac w mikrowave i na stol? i jeszcze widelec?
      gotuje codziennie, bo lubie, ale obsluguje sie sam, bez przesady, nie jestem sluzaca.
      Chyba ze mamy weekend i jemy wspolnie, to oczywiscie- podaje wszystkim
      poza tym wymagam, aby po sobie zmywal naczynia, nienawidze zmywania, nienawidze jak w zlewie uklada mi sie stos brudnych naczyn, latwiej jest zmyc 1,2 talerze niz jak sie nazbiera gora
    • deodyma Re: Usługiwanie mężowi... 06.08.11, 09:17
      nie wiem, ale ze teraz pracuje maz i ja poki co jestem w domu, podam mu ten obiad i hebrate.
      nie widze w tym problemu.
      kiedy pracowalismy oboje, to w zaleznosci ods tego, kto wczesniej skonczyl prace i wrocil do domu, robil/podawal obiad i nie powiedzialabym, zebym ja uslugiwala mezowi, czy tez maz uslugiwal mnie.
    • guderianka Re: Usługiwanie mężowi... 06.08.11, 09:53
      Co kto lubi, co kto woli, wszystko zalezy od wielu czynników, układu między małżonkami, umowy, tego co się lubi. Zalezy mi na wspólnych posiłkach w miarę możliwości i lubię gdy jemy razem. Zatem jesli zdarzy sie juz taka sytuacja( a jest ich niewiele bo pracuję)to tak, właśnie tak robię. Robię wizytę i idę do domu podac obiad/dokończyć. Rano wstaje pierwsza i robię śniadanie mężowi i dzieciakom, mężowi też do pracy i Starszej do szkoły....ale im usluguję co nie ? wink Spokojna główka-są sytuację w których "usługują mi". Słowo celowo w cudzysłowiu-bo w ogóle nie pasuje do partnerskiego podziału obowiązkow i czynności, który jest w naszym domu.
    • amoreska Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 09:08
      ...tak myślę.

      Jeszcze raz podkreślam - nie chodzi mi o sytuację, w której żona będąc w domu i podając obiad dzieciom i sobie nie miałaby go podać także mężowi bo coś tam.

      Chodzi o sytuację, w której żona przebywa POZA DOMEM, w pewnym momencie zrywa się, bo musi mężowi obiad podać, zupełnie jakby nie mógł podgrzać go sobie sam.
      • bei Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 09:22
        Wspolnie zjedzony obiad smakuje lepiej, to nie tylko posiłek, to ROZMOWA przy stole. Świetnie, gdy mogą go zjesc wszyscy domownicy razem. Obiad to po prostu celebracja dniasmile
        Gdy dzien pracy nie pozwala na wspolny obiad- takie "brzemię" spada na kolację.Rodzina musi miec czas, by spotkac się przy przyjemności, a posiłek to własnie taka przyjemność.
        • koham.mihnika.copyright nareszcie ktos kapuje, o co tu chodzi 18.08.11, 13:26

          • pamejudd Re: nareszcie ktos kapuje, o co tu chodzi 18.08.11, 21:20
            Widocznie "amoresce" rozmowa nie za bardzo wychodzi...


            (i pewnie stad tak inteligentne wpisy na forum jak ten ktorym zapoczatkowala temat)
            • the_dzidka Re: nareszcie ktos kapuje, o co tu chodzi 19.08.11, 10:39
              Amoreska akurat napisała jasno i konkretnie, o co jej chodzi, to wy drogie panie macie problem ze zrozumieniem czytanego tekstu, oraz z uporem maniaka wracacie do tego, o co autorce wątku NIE chodziło (vide choćby powyższy post o tym, jak to wspólne spozywanie posiłku cementuje - zupełnie nie na teamt i od czapy).
      • przeciwcialo Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 10:16
        Jak lubi to niech leci.
        • amoreska Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 10:18
          Ja bym raczej zamiast "jak lubi" powiedziała "jak żyje w przekonaniu, że tak należy robić".
          • przeciwcialo Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 10:59
            A co ci do jej przekonań? Że "nie nowoczesne"?
            • amoreska Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 11:15
              Zasadniczo nic.
          • koham.mihnika.copyright zyje w wolnym kraju, czemu to cie gniecie? 18.08.11, 13:30
            poprawiaj wlasne zycie. nie przyszlo ci do glowy, ze jej to moze sprawiac SATYSFAKCJE?
            Ze lubi sie poswiecac, ze ktos jej za to dziekuje?
            Przez wiele lat wozilem dzieci na sport (soboty), zamiast isc na ryby. Uwazalem to za swoj obowiazek i nie przyszlo mi do glowy prosic zone.
      • guderianka Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 08.08.11, 15:46
        Dokładnie tak zrozumiałam.smile
        I dokładnie tak czasami robię.big_grin

        Mimo że Maz zdolny i pełnosprawy i spokojnie mogłam go zostawić z dziatwą na czas, w którym wyjeżdzalam na szkolenia (czasem nawet tygodniowe)
      • lavinka Re: Parę osób chyba mnie nie zrozumiało... 18.08.11, 17:28
        Jeśli wychodzi o 17, by nie zostać po godzinach... też bym się tak tłumaczyła. Dobry argument, ludzie wytkną palcami ale pretensji mieć nie będą (służbowych wyjazdów unikałabym tłumacząc się, że mój partner jest zazdrosny). smile
    • pszczolaasia Re: Usługiwanie mężowi... 08.08.11, 14:32
      moj robi sobie sam jak mnie nie ma.
      • antyka Re: Usługiwanie mężowi... 09.08.11, 18:04
        Moj maz czasami narzeka, ze sie nie troszcze o to, ze on jest glodny,
        ja mu na to: troszcze sie o jedzenie dla jednej corki, dla drugiej, dla siebie
        i mam jeszcze o Ciebie sie troszczyc?
        Chyba zartujesz chlopie.
        No i sie uspokoil.
        • przeciwcialo Re: Usługiwanie mężowi... 10.08.11, 15:22
          No to niezły podział ról. Ty sie troszczysz za 3 sztuki a mąz tylko o siebie? Gdzie tu równośc wink
    • kruszynka09 Re: Usługiwanie mężowi... 10.08.11, 18:14
      mój robi sobie sam ba zawsze robi tez dla mnie i dla dziecitongue_out
      • wkkr A co ty robisz dla niego? 18.08.11, 12:36
    • tomelanka Re: Usługiwanie mężowi... 10.08.11, 22:54
      gotuje kilka razy w tygodniu bo lubie, czasem pytam, co na obiad ma byc, bo cos bym zjadła ale nie wiem co
      jak mi sie nie chce gotowac, to moj maz od razu wie po pytaniu:"robimy dzis jakis obiad?", wtedy obiadu nie ma, kazdy cos tam chwyci, na co ma ochote, czasem on cos pichci
      kolacje kazdy szykuje sobie sam, jemy wspolnie-no chyba ze cos na cieplo, co obydwoje lubimy, to albo ja albo maz, a jak on se jakies makarony gotuje albo kiełbe smazy, to ja sobie robie co innego wink
      sniadan on nie je, wiec robie sobie sama
      a wieczorem zdarza mi sie powiedziec:"dzis na kolacje poprosze to i to, albo x kanapek z tym i z tym i herbatke" tongue_out

      a jakos niedawno taka scenka:
      ja: wez pozamiataj w kuchni
      on: a gdzie miotła??!!

      tak mnie to autentycznie rozbawiło, ze nie moglam sie nie rozesmiac, ale w ciazy to wiadomo <kreci kolko na czole>, na usprawiedliwienie dodam, ze maz w domu jest rzadko, bo pracuje za granica, zreszta on woli odkurzyc wink

      to mnie sie najczesciej mama albo babcia pyta: a Tomusiowi kanapek nie zroooobisz?
      yyy, sam niech sobie zrobi i mi tez przy okazji, choc nie powiem, czasem mam takie zrywy milosci wink
      • 3-mamuska Re: Usługiwanie mężowi... 11.08.11, 00:13
        tomelanka napisała: > to mnie sie najczesciej mama albo babcia pyta: a Tomusiowi kanapek nie zroooobi
        > sz?
        > yyy, sam niech sobie zrobi i mi tez przy okazji, choc nie powiem, czasem mam ta
        > kie zrywy milosci ;
        Hej moj tez Tomus,no i albo mamy ta sama mame albo tesciowa bo tez pytaly.

        Ale bylo tak, ze jak wzielismy slub to maz tylko ubijane ziemniczki z maselkiem i mleczkiem,bo takie mamusia robila.Teraz jemy w obierkach z mikrofali (jak nie ma czasu,albo obierac sie nie chce) lub gotowane w obierkach takie malutkie(plus majonez i szczypiorek)

        Oj jak sie tesciowa dowiedzial to jej mina bezcenna.
        A jej maz do dzis tylko ubijane.
        • yvona73pol Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 11:40
          Zdarza mi sie do domu rwac, bo maz bedzie niedlugo, ale to glownie dlatego, ze duzo pracuje i dla mnie po prostu jest atrakcja poprzebywanie razem big_grin
          Podawanie obiadu/obiadokolacji raczej to insza inszosc, bo ja gotuje zrywami i niekoniecznie o stalych porach, tylko jak mi sie zbierze i jak wymysle co by tu wink
          wiec on cierpliwie czeka, albo sam cos zaczyna pichcic.
          Jak mu podaje cos ze spozywki, badz sztucce, to z milosci big_grin big_grin big_grin
          On podobnie, usluguje mi na rozne sposoby smile
    • pppopularna to taka stara polska szkoła żon ... 18.08.11, 12:08
      moja mama bardzo długo miała zwyczaj pytania mnie: "a co twój mąż będzie jadł jak ty wyjedziesz służbowo na tydzień?" i nawet oferowała się z przyjazdem i pichceniem przez ten tydzień, co by mój mąż z głodu nie padł ... dopiero podczas kilku dłuższych wizyt u nas zaobserwowała, że mój mąż jest całkiem samodzielny jedzeniowo, bo przede wszystkim: jada na tzw. mieście, czyli w knajpce w biurowcu gdzie pracuje, u tzw. pana kanapki, który dostarcza do biurowców żarełko w koszyku albo na służbowych lunchach, dinerach i co tam jeszcze wypadnie, po za tym wie gdzie w domu znajduje się lodówka, kuchenka, noże, czajnik itp., więc organizuje sobie papu samodzielnie, a nawet dzieci nakarmi, choć te mają całodzienny catering w szkole. ale i tak mama nie jest przekonana do takiej organizacji naszego życia, bo gdera nieustannie, że "wy to się byle jak i byle gdzie żywicie", a "kobieta powinna gotować, bo dobre jedzenie to podstawa". niestety, pytana jak i kiedy, tudzież dla kogo miałabym gotować, skoro w domu spotykamy się wszyscy dopiero wieczorem, nie umiała udzielić sensownej odpowiedzi. ale to wciąż siedzi w kobietach i infekuje się tym młode pokolenia kobiet, które potem faktycznie uważają, że ich powinnością i miarą ich użyteczności dla mężczyzny jest gotowanie i obsługa we wszystkich niewdzięcznych pracach domowych. ale to zmienia się wraz ze wzrostem zamożności i pracą zawodową kobiet, która wymusza inny styl życia i organizacji rodziny, większość znanych mi mężczyzn dzisiaj nie jest niepełnosprawna domowo, wielu z pasją gotuje (w weekendy), robi zakupy, specjalizuje się w grillowaniu albo w rybach, uczestniczy we wszystkim co w domu jest do zrobienia. osobniki wymagające obsługi należą zdecydowanie do starszego pokolenia i skazane są na wymarcie.
      • caramba68 Re: to taka stara polska szkoła żon ... 18.08.11, 12:32
        Mój tata jest ze stanowczo starszego pokolenia. Ale on gotuje codziennie, a mama lata z zakupami. Tak lubią. Zresztą mój mąż młodzieniaszkiem też już nie jest ale i gotuje i zakupy zrobi i grilluje, jak ma czas. Jak ja mam czas to ja to robię. Nie umył nigdy za to okien, chyba mu wstyd przed sąsiadami. Ogólnie sprzątanie to nie jest jego hobby, zamiata i odkurza w piwnicy, w garażu i w samochodzie.
      • qardonia Re: to taka stara polska szkoła żon ... 18.08.11, 12:51
        a ja widzę to w wielu młodych małżeństwach, zwłaszcza katolicko wychowanych, w których pielęgnuje się tradycyjny podział ról i kobieta traktowana jest trochę jak inwentarz domowy: musi urodzić dzieci, wychować je i zrobić koło nich wszystko, zadbać o "obrządek" w domu i zagrodzie, być zawsze zdrowa i dyspozycyjna aby mąż miał czas napić się z kolegami i mógł w pole pójść nie kłopotając się domowymi "głupstwami". niedawno byłam świadkiem sceny, w której młoda żona (około 20 -letnia) biega wokół męża przynosząc mu piwo, kanapki, pilota do tv, telefon, itp. a jak się odfuknęła że nie pójdzie do sklepu do alkohol, to została skrytykowana przez własną matkę za to, że się mężowi "odszczekuje". to kwestia wzorców wyniesionych z domu i pewnego typu mentalności, bo ta młoda kobieta, nawet jak będzie pracować i mieć dzieci, to też będzie biegała mężowi po to piwo, bo tak zostało jej wdrukowane i ona myśli, że tak właśnie trzeba. niestety, pewnie nie czytuje gazet dla kobiet i odpowiednich forumów w necie, nie jest "cosmogirl", nie wyemancypowała się z domu na studia, nie wyjechała do wielkiego miasta, więc swojej córce też coś takiego przekaże, szkoda, ale cóż, takie życie.
    • wkkr To zależy 18.08.11, 12:30
      jeśli jej mąż przebywając po za domem uświadamia sobie i postronnym że np. żona właśnie wyszła z pracy, więc ona natychmiast zrywa się bo "musi po żonę pojechać"), to sytuacja przez ciebie opisana nie jest qriozalna.
      W końcu zdrowa kobieta może z pracy przyjechać autobusem, rowerem stopem czy nawet swoim samochodem.
      ==================
      Dość często małżeństwa polegają na tym że ludzie nawzajem się uzupełniają i świadczą sobie usługi: ona gotuje - on sprząta, ona prasuje - on kosi trawnik itd... itd...
      Każdy robi to co umie najlepiej - to obniża koszty egzystencji.
      Gorzej gdy tylko jedna strona robi a druga korzysta.
    • adamczyks Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 12:40
      a potem sie dziwia ze tyle jest singielek i faceci sa slabo zainteresowani malzenstwem albo maja cos na boku
      jak bym chcial miec w domu "partnera" ktory jest taki sam jak ja to zostal bym ped... o przepraszma gejem sie teraz mowi. a jak chce miec zone to mam zone ktora dba o dom dzeci i lubi gotowac w d.. mam poprawnosc polityczna moich pogladow
      ja zarabiam kase zona zajmuje sie domem to zdrowy uklad od 4000lat...
      kazdy jest odpowiedzialny za swoja dzialke jak ja nie zarobie to nie pojde do zony plakac jej w bluzke ze jestem nieszczesliwy, ale wymagam aby domem sie kobieta zajmowala...

      • alia_od_noza Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 16:18
        adamczyks napisał:

        > ja zarabiam kase zona zajmuje sie domem to zdrowy uklad od 4000lat...

        Cóż, wbrew pozorom wcale nie. Pomysł, że mąż wychodzi z domu i zarabia na utrzymanie, a żona siedzi w tym domu i zajmuje się jego utrzymaniem oraz obsługą męża i dzieci jest względnie nowy i wcale nie tak powszechny. W dawniejszych czasach chłopki tudzież po rewolucji przemysłowej robotnice pracowały na równi z mężczyznami, bo praca samego mężczyzny nie wystarczała, by przeżyć. Zaś klasy zamożniejsze miały służbę, która zajmowała się codziennymi czynnościami, sprzątaniem, praniem, gotowaniem - a kobieta pełniła wówczas często niezwykle odpowiedzialną funkcję zarządcy gospodarstwa. O niezmiernie ważnych funkcjach reprezentacyjnych nie wspominając - te wszystkie bale, proszone kolacje, herbatki, przejażdżki i polowania to była wyczerpująca praca na pełen etat.
    • nonoa Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 12:45
      Nie musze wychodzic z zadnego spotkania, by nakarmic meza. Mysle, ze wynika to z wzajemnego szacunku. I wychowania.

      Nigdy nie chcialam za meza "mami synka" co ma problem z kuchenka ale prawdziwego faceta. No i takiego mam!
      Z rana robi mi kanapki a ja dbam o obiad, jesli jest na budowie albo sie uczy serwuje kolacje, ale jesli jest w domku i odpoczywa, serwuje sobie je samsmile Zawsze pyta czy tez cos zjem, ale ja nie jadam kolacji.

      Ciesze sie, ze mam takiego faceta!
    • koham.mihnika.copyright za co kocham moja zone? bo o mnie dba. 18.08.11, 13:19
      gotuje, przypomina o wizycie u dentysty, wyciaga od kompa na spacer.....
      a ja jej za to robie rozne inne rzeczy.
      • iaguasu Re: za co kocham moja zone? bo o mnie dba. 18.08.11, 13:57
        jakie rzeczy jej robisz? wymień (minetę możesz pominąć smile
    • iaguasu Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 14:05
      w takiej formie jak przedstawiasz, to jest niewolnictwo. ale są też takie formy, że podanie mężowi obiadu jest dla żony ważniejsze niż ploty z koleżankami nie dlatego, że musi i że mąż lanie spuści albo z głodu umrze a sam sobie nie weźmie, ale dlatego że to rodzaj rytuału, który oboje kultywują i lubią (mąż też się śpieszy do domu, bo żona czeka z obiadem). tak było u mnie w rodzinnym domu, matka zawsze wszystkim podawała obiad, na który należało się stawić w domu o określonej porze i wszyscy temu podporządkowywali swój dzień. oczywiście, dzisiaj coś takiego w większości rodzin jest nie do zastosowania, bo żyje się inaczej, szybciej, długo pracuje itp. niemniej jednak twierdzę, że to nic złego ani uwłaczającego stosować taki domowy model życia, jeżeli ktoś ma u temu warunki, ale oczywiście feministki sądzą inaczej, bo to nie jest trendy ...
      • ente_en Re: Usługiwanie mężowi... 18.08.11, 15:58
        A ja po prostu lubię czasami podać mężowi obiad. Nie kończę wcześniej spotkań z przyjaciółkami żeby to zrobićwink, ale czasami po prostu lubię mu przygotować coś dobrego i to ładnie podać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka