anna_sla
16.01.12, 22:10
w takiej roli się z mężem znajdujemy ostatnio

. Najpierw kolega.. dziś koleżanka (druga już). Dziś "wypłakałyśmy" swe żale, jutro idziemy je zmęczyć.. na siłownię

W życiu nie byłam na siłowni, nie miałam w planie iść tak szybko, bo grubas jestem straszliwy i mi wstyd przy łobcych ćwiczyć i się pocić

.. No ale dla dobra sprawy.. no i uj, po czynszu. Trudno.. Siłownia ważniejsza

, wsparcie duchowe itd., bo teraz ona biedna chodzi zapuchnięta od płaczu i teraz ona nie je i brakuje by też zasłabła..
Tak, że mamy teraz w domu trudne nastolatki, które trzeba "ukochać", "słomianych wdowców" i rozwodników.. a co.. ja tam sie uwielbiam tulić i wyściskałam wszystkich na ostatniej imprezie oprócz swego instruktora, bo bałam się, że mnie jego żona w kosmos wystrzeli (wszak pierwszy raz na oczy nas wszystkich widziała), ale za to wyściskałam ją


Ktoś jeszcze chce?
Koleżanka stwierdziła dziś, że mamy tu jakieś magiczne przyciąganie

i dom pełen ludzi.