wracając od nastolatków z koleżanką zajechałyśmy tylko po "sprzęt" (czyli ciuchy, buty) i od razu na siłownię.. albo miałam dość wrażeń po dniu dzisiejszym (lekcja czytania i psychologii

, kurs jazdy, uciekinierzy), miałam tremę, ale jakaś cholera we mnie siedziała. Plotłam jakieś pocieszne bzdury bez totalnej krępacji. Ja nie wiem co we mnie wstąpiło!! Z tygodnia na tydzień jestem coraz bardziej pokręcona. Może to te toksyny w trakcie owego odchudzania tak mi się wydzielają czy co? Uśmiecham się do obcych ludzi, gadam wylewnie, aż nadto chyba, kurde, pierwszy raz w życiu żarty mi wychodzą!! I ludzie się z nich śmieją

Ćwiczę, pot się leje i plotę jakieś bzdury, prawie sama do siebie, bo koleżanka myśli, myśli, rozwód, mąż, myśli.. ej!! I nagle w wejściu staje dziołcha i na cały głos tak przez tą salę "oooooo matka polka wreszcie sie z domu wyrwała". Wszyscy patrzą

. Normalnie spaliłabym raka, bo ja taka jestem, ale nie dziś. I nie wczoraj i nie przedwczoraj i daj Boże by i nie jutro


Kurde znajoma, mamy dzieci swe w jednej klasie

no i tak zaczęłyśmy gadać... potem nawet jakąś laskę w szatni zagadywałam, już jesteśmy na "Ty", se po imieniu.... o kurczaki, może ja coś brałam? Taa, trener wymordował nas przez 55 minut i kazał iść do domu co skwitowałam tekstem "noo, zapłaciły, teraz sio" itd.. Uśmiał się jedynie i stwierdził, że musimy wyjść z lekkim niedosytem, aby jutro mieć siłę wrócić.. Rany, ale ja się wcale aż tak nie zmęczyłam!! Jutro nie wyciągną mnie wołami przed końcem 1,5 godziny!! Oo, a co..
Ogólnie bardzo fajny klimat ów właściciel (i trener) prowadzi. Naprawdę było dość sympatycznie tylko ta moja koleżanka zamiast koleżanki to papugę na tą siłownię wzięła. Ja normalnie nie wiem