.....duchowego, psychicznego, finansowe też może być

Dzisiaj zadzwonili do mnie ze szpitala, że w piątek mała będzie miała zabieg...
Niby nic poważnego - "zwykłe" wycięcie migdała i drenaż uszu, ale i tak trzęsę gaciami jak nie wiem co

Powinnam już być przygotowana psychicznie, bo pierwszy termin miała wyznaczony na listopad ubiegłego roku, ale jako że badania wyszły jej do kitu, zabieg musiał zostać przesunięty do momentu, aż badania zostaną powtórzone i będą OK...
No i badania są właśnie OK, w ubiegły piątek zadzwoniłam i powiadomiłam "tych" w szpitalu, a tu dzisiaj jakże miła/niemiła * (niepotrzebne skreślić) niespodzianka w postaci telefonu ze szpitala, że jeśli dziecko jest zdrowe i nadal jesteśmy zainteresowani (cokolwiek miało to oznaczać, no bo jak tu nie być "zainteresowanym" wykonaniem zabiegu, skoro dziecko ma płyn w uszach) to zapraszają w piątek na zabieg...
Ja wiem że nie jestem pierwszą panikująca, i wiem że to dla małej dobra no bo czekaliśmy na ten zabieg rok, no ale cholera...
Przeraża mnie wizja narkozy, stanu dziecka już po zabiegu, no i w ogóle: wizja samego szpitala

Trzęsę gaciami dosłownie tak, że zaraz mi spadną....

Help....
Dzieci są jak pierdy - znieść można tylko własne