Wczoraj mialam...Przedwczoraj przepracowalam sie na sloncu i w upale (35C), rano wiec obudzilam sie z potwornym bolem glowy. Zezarlam pare tabletem z mizernym skutkiem, po czym dostalam mejla ze facet bedzie na mnie czekal o 2 po poludniu , ma propozycje pracy dla mnie w lab. Fajnie, pogadalam z nim, dostalam prace na razie za free jako wolontariusz, zeby sie zaczepic. Obiecalam mezowi ze odbiore dziecko z przedszkola, po czym kiedy chciaklam to zrobic, Blackie zdechla na srodku skrzyzowania. Ani klucza obrocic, ani zastartowac. Zadzwonilam do meza zeby jechal na ratunek. Zaproponowal zebym, znalazla kogos, kto mi pomoze zepchnac woz z jezdni. Fajnie. Tylko ze nawet drzwi uchylic sie nie dalo bo mijali o cale. Maz w koncu przyjechal, Blackie zastartowala, stwierdzil ze nic nie bylo i ze zaminimy sie samochodami to mu napelnie bak, bo na oparach przyjechal. Blackie zdechla mu w drodze do pracy.
Bilans dnia;
bol glowy;
praca za darmo,
Zepsuta Blackie- musze zabrac do naprawy;
Siedze w serwisie i wymieniam opony w Daisy.
Maz w innym miescie i wszystko na mojej glowie.
Jak ktos mi powie, ze kury domowy zyja bez stresu-wypruje flaki