nie należę do wysokich osób, 1,56 w kapeluszu, czyli wielkoludem nie jestem.
jak założę szpilki, no to z metr sześćdziesiąt dobiję.
czyli nadal krasnal.
to dlaczego u licha, otaczają mnie wszędzie same kurduple, ledwo mi do nosa sięgają, względnie są równego wzrostu?
i albo są chude szczury, albo spasione wieprze. a takich normalnej budowy ciała i wzrostu więcej niż 1,65 to ni ma

mąż akurat jest wyższy, ale nie o to mi chodzi.
chodzi o to, że tych facetów o normalnym wzroście, czyli wyższym niż przeciętna kobieta, jakoś na lekarstwo...
skarlało nam społeczeństwo