Wydałam dzisiaj 400 zł na zakupy dzieciowe i właściwie nic nie mam

Ogólnie łaziłam z kumpelą 4 godziny po mieście, po różnych sklepach, potem odwiedziłyśmy tesco i chwała jej że ze mną była bo bym nie dała rady sama... Kupiłam pampersy małemu, proszek do prania (jelp za 23 zł w lidlu jakby któraś chciała

), chusteczki dodupne, bepanthen, smoczek na wszelki wypadek, płyn do kąpieli z hippa, nożyczki do paznokci (bo te po młodej gdzieś wsiąkły), płatki kosmetyczne do buzi i termometr do wody (z tym jak z nożyczkami młodej

); dla siebie podkłady na łóżko te higieniczne, "pampersy" połogowe

, majtki te z siateczki, takie te mini produkty kosmetyczne do szpitala żeby wielkich nie brać butli, wkładki laktacyjne, 2 koszule i szlafrok (te 3 ostatnie kupiłam na targu, za stówę wytargałam, bo babka jakoś 120 zł chciała) (WŁAŚNIE- powiedzcie mi z czego zrobić pasek do tegoż szlafroka bo kupiłam bez a nie pojadę tam już bo babki w życiu nie poznam

); młodej też się trafiło jak ślepej kurze ziarnko

kuleczki do kąpieli rossmanowskie jej kupiłam, szampon i odżywkę, kubek i jajko niespodziankę dostała
Ogólnie morał jest taki że to jeszcze nie wszystko, jeszcze kupa kasy mnie czeka do wydania, a mówią, że drugie dziecko nic nie kosztuje- mhm, lulu fąfelo