demarta
10.04.09, 21:58
czy jak się jest zagorzałym, absolutnie zdeklarowanym ateistą, do
tego bardzo asertywnym, dbającym o to, by nikt zanadto nie naruszał
niczyjej życiowej przestrzeni, to... jak się odbiera masowe, hurtowe
i wszechobecne: "wesołych świąt!"? dlaczego właściwie osoby znające
się ledwo co, mające jakiś tam mikrokontakt na płaszczyźnie
zawodowej czy każdej innej życzą tak zagorzale wesołości świątecznej
jeden drugiemu, skoro tak naprawdę jeszcze pewności mieć nie mogą,
że życzeniobiorca i życzeniodawca na tej samej płaszczyźnie
religijnej nadają? czy to jeszcze czysta, ludzka życzliwość, czy już
zbyt daleko idąca nadinterpretacja i brak ogłady?