wiecie co... Moja tesciowa nie byla nigdy specjalnie wylewna ani skora do
pomocy. Z wnukiem byla na spacerze raz i ogolnie nie zalezy jej wcale na
kontaktach z mlodym. Niedawno corka jej siostry urodzila coreczke i tesciowa
kociokwiku jakiegos dostala. Podnieca sie zdjeciami, zaprasza na wakacje ( "
ty sobie odpoczniesz a ja z mala bede spacerwac"). No i do tej pory jakos
sobie tlumaczylam, ze przeciez nie kazdy musi szalec na punkcie wnuka, ludzie
rozni sa itp. I jest mi przykro, ze nasz mlody odstawiony na bok, a corka
chrzesnicy ulubiona. Chyba moze byc mi przykro, nie? Bo na ematce pewnie by mi
napisaly, ze nie moze

A potem sie baba dziwi, ze wlasny wnuk sie jej boi,
jak prawie jej nie zna