czarnataka
18.05.09, 20:06
Wczoraj mnie i młodą karetka na sygnale zabrała do szpitala...
Krew dzisiaj zmywałam z półpiętra, ciuchy do wywalenia, włącznie z
moim ulubionym stanikiem.
Szłam z zakupami, młoda wypruła po schodach.Krzyknęłam tylko, żeby
się natychmiast zatrzymała...
i płacz
Biedna cała we krwi, łuk brwiowy rozcięty na 6 szwów (jeśli taką
miarę mogę podać). Na szczęście zachowałam zimną krew. Nie będę
pisała co robiłam, żeby krew zatamować ale muszę młodą pochwalić bo
była niewyobrażalnie mądra i dzielna. Zero histerii, nie ruszała się
w ogóle podczas szycia jej główki. W drodze do szpitala mówiłam jej
co i jak będzie chirurg robił, że trochę poboli...
Pielęgniarki w szoku były, że taka grzeczniutka była.
Na koniec nerwy mi puściły i się poryczałam...
Miałam ja oko cyklopa, teraz ona wygląda przesexownie...
Młoda kontra schody, wynik 1:0