Witam w ten piękny (?) poniedziałkowy poranek

I wylewam z rana frustracje me
Przedstawiam sytuację:
siedzi sobie mąż mój i ja siedzę.
Gadamy sobie.
nagle temat schodzi na samochód (nasz potencjalny nowy, który mamy
zakupić). Obecnie jeździmy (mąż prowadzi, ja nie

) jego
kawalerskim, który w połowie jest jego mamy.
Mąż znalazł jakiś samochód, ale mega wypaśny i dość drogi (ok.
60tys.) Ja mówię, że nie bardzo, bo nie będziemy szpanowac, a możemy
kupić tańszy i mieć dwa (tamten + stary, który mamy obecnie).
Mąż się wpienił i mówi 'ja nim będę jeździł, a NIE TY <!!!!> WIĘC
NIE MASZ GŁOSU'


myślałam, ze mnie rozsadzi od środka, ale
trzymam klason, wyszłam z pokoju i tyle mnie było

a kolejnego dnia
mega kłótnia, bo 'nie brałem pod uwagę, że będziesz jeździć'
jasne, kurde, do końca życia MPK będę zapitalać, a zaraz
przeprowadzamy się na zadupie i autobus raz na pół godziny jeździ:
(

Szlag mnie trafił, odechciało mi się dziecka z tym moim mężem i w
ogóle wszystkiego

Jestem przewrażliwiona, czy słusznie się wkurzyłam???