zuzanka79
29.06.09, 11:39
Na jednym z forum znalazłam:
"Jestem mezatka,mam jedno dziecko.
Dzielimy sie z mezem wydatkami mniej wiecej w ten sposob,ze on
oplaca ze swojej pensji mieszkanie,samochod,prad itd.
Ja natomiast kupuje zywnosc,chemie,ubrania i inne rzeczy potrzebne
dziecku. Probuje oszczedzac,ale mi to nie wychodzi,wlasnie ze
wzgledu na meza. Sam potrafi chodzic po mieszkaniu,gasic
swiatla,przykrecac kaloryfery. Bo za to placi. Natomiast jak
przyjdzie do jedzenia-nie ma umiaru. Gdy kupie soki na zapas,potafi
otworzyc karton w poludnie i wypije caly do wieczora.Probowalam w
ogole nie kupowac,wowczas potrafil ''podbierac''soczki malej...
Duza butelke coca-coli tez w ciagu dnia wypija,a jak nie kupie i nie
ma w domu,marudzi(bo jest od niej uzalezniony).
Nie moge robic pierogow,pyz,zup-do ust tego nie bierze.
Choc bym nie wiem jak sie starala,zawsze przed wyplata jest pusto w
portfelu. Probowalam z mezem rozmawiac na ten temat,niby
rozumie ,mowi,ze mam racje,ale po kilku dniach znow to samo.
Co radzicie? "
Moim zdaniem chory układ, w życiu bym się na coś takiego nie
zgodziła. U nas nie ma moja kasa-twoja kasa. Mamy jedno konto ROR i
jedno oszczędnościowe. Obydwoje pracujemy, obydwoje utrzymujemy dom,
samochody, oszczędzamy i wydajemy. Ja nie zrzędzę jak wydaje na
części elektronizne i sprzęt wędkarski ( to jedo pasje) , on mi nie
wypomina kolejnej pary butów, czy kosmetyków.