Dodaj do ulubionych

"Chore układy" małżeńskie.

29.06.09, 11:39
Na jednym z forum znalazłam:

"Jestem mezatka,mam jedno dziecko.
Dzielimy sie z mezem wydatkami mniej wiecej w ten sposob,ze on
oplaca ze swojej pensji mieszkanie,samochod,prad itd.
Ja natomiast kupuje zywnosc,chemie,ubrania i inne rzeczy potrzebne
dziecku. Probuje oszczedzac,ale mi to nie wychodzi,wlasnie ze
wzgledu na meza. Sam potrafi chodzic po mieszkaniu,gasic
swiatla,przykrecac kaloryfery. Bo za to placi. Natomiast jak
przyjdzie do jedzenia-nie ma umiaru. Gdy kupie soki na zapas,potafi
otworzyc karton w poludnie i wypije caly do wieczora.Probowalam w
ogole nie kupowac,wowczas potrafil ''podbierac''soczki malej...
Duza butelke coca-coli tez w ciagu dnia wypija,a jak nie kupie i nie
ma w domu,marudzi(bo jest od niej uzalezniony).
Nie moge robic pierogow,pyz,zup-do ust tego nie bierze.
Choc bym nie wiem jak sie starala,zawsze przed wyplata jest pusto w
portfelu. Probowalam z mezem rozmawiac na ten temat,niby
rozumie ,mowi,ze mam racje,ale po kilku dniach znow to samo.
Co radzicie? "

Moim zdaniem chory układ, w życiu bym się na coś takiego nie
zgodziła. U nas nie ma moja kasa-twoja kasa. Mamy jedno konto ROR i
jedno oszczędnościowe. Obydwoje pracujemy, obydwoje utrzymujemy dom,
samochody, oszczędzamy i wydajemy. Ja nie zrzędzę jak wydaje na
części elektronizne i sprzęt wędkarski ( to jedo pasje) , on mi nie
wypomina kolejnej pary butów, czy kosmetyków.
Obserwuj wątek
    • drosophila.melanogaster Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 11:49
      Dla mnie to tez chore.Od poczatku jak zamieszkalam z mezem(wtedy jeszcze byl
      ,,tylko''moim facetem)to wszystko bylo wspolne.To bylo naturalne i
      oczywiste.Zalozylismy wspolne konto i nie bylo dzielnia na moje-twoje.Znam
      malzenswto(staz chyba z 15 lat),ktore zrzuca sie na wszystko po polowie jak
      wpolokatorzy..
    • deela Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:21
      my tez tak oplacamy ale:
      moj maz nie wybrzydza z zarciem
      i soki napoje wody kupuje ON bo ja nie mam sily tego nosic
      czasami placi za zakupy sam z siebie i nie dzielimy kazdego grosza na 4 czesci
      zeby sie "rozliczyc"
      • kama_msz Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:32
        my też się tak dzielimy, ponieważ ja nie pracuję i mamy jedną wypłatę.
        początkowo mieliśmy wspólne konto, ale mój mąż jest taki rozrzutny, że po prostu
        kasa szła nie wiadomo na co.
        sama zaproponowałam, żebyśmy się podzielili.
        on opłaca rachunki, ja dostaję kasę na życie.
        teraz póki mam kuroniówkę mam dodatkową kasę tylko dla siebiesmile
        aha, nie jest wybredny - jak może je u siebie w pracy, żeby zmniejszyć koszty,
        na obiad zje wszystko co mu dam, chyba, że jest sama zupa, to się domaga
        drugiego dania, bo zupą się nie najadatongue_out
      • patrice7 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 16:00
        u mnie jak u delli,osobno,ale jednak wspolnie.
        Moze niech autorka zapala swiatlo i zostawia odkręconą wodę/smile
    • deodyma Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:25
      ja znam sporo takich ukladow i to zawsze kobieta gorzej na nim
      wychodzi w przeciwienstwie do faceta oczywiscie.
      no, ale skoro one sie na to godza...
      • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:27
        deodyma napisała:

        >
        > no, ale skoro one sie na to godza...
        >

        Ale co znaczy, że się godzą???
        Ja się nie godzę na to, zeby mąż kupił SOBIE SAMOCHÓD, KTÓRYM TYLKO
        ON BĘDZIE JEŹDZIŁ. Pewnie nie kupi tego samochodu sam, ale jak mam
        do niego mówić, jak mam mu przemówić do rozumu???
        • bswm Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:29
          Taba, sama się wpakowałaś w tą sytuację... co to znaczy, że 7 minut autobusem
          jest ok i dlatego sobie jeździsz w ten sposób do pracy?
          Mąż się przyzwyczaił do takiej sytuacji i teraz trudno się dziwić, że się oburza
          i chce postawić na swoim.
          • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:34
            bswm napisała:

            > Taba, sama się wpakowałaś w tą sytuację... co to znaczy, że 7
            minut autobusem
            > jest ok i dlatego sobie jeździsz w ten sposób do pracy?
            > Mąż się przyzwyczaił do takiej sytuacji i teraz trudno się dziwić,
            że się oburz
            > a

            a co powinnam zrobić?
            On ma dalej do pracy, jeździ z laptopem i w garniturze (taka
            specyfika pracy) ponadto samochód jest w połowie jego a w połowie
            jego mamy. Jeździł nim przed ślubem. Ja nie prowadzę dobrze, nie mam
            praktyki w mieście. Dlaczego ja miałabym jeździć tym samochodem?
            uważasz, że moja wina, bo co? Ja mam do pracy 7minut, mąż 30minut.
            Mam kłócić się tylko dla samego faktu postawienia na swoim?
            Samochód nie jest mój i jako takiego go nie traktuję.
            Ale w sytuacji zakupu samochodu 'poślubnego' uważam, że powinien być
            on NASZ.
            > i chce postawić na swoim.
            • karra-mia Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:40
              CytatAle w sytuacji zakupu samochodu 'poślubnego' uważam, że
              powinien być
              > on NASZ.
              > > i chce postawić na swoim.


              popieram Rysa
              mój małż tez miał samochód przedslubny, był jego i to on sie martwił
              za co go utrzymać, po wypadku kupilismy MY samochód, a więc jest
              nasz (mimo że nie mam prawa jazdy jeszcze). Nasz oznacza, że jak
              potrzebuje gdzies jechać, to małż nie odmawia, dowozi, odwozi itd
            • cudko1 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:14
              jego mamy. Jeździł nim przed ślubem. Ja nie prowadzę dobrze, nie
              mam
              > praktyki w mieście. Dlaczego ja miałabym jeździć tym samochodem?
              > uważasz, że moja wina, bo co? Ja mam do pracy 7minut, mąż 30minut.
              > Mam kłócić się tylko dla samego faktu postawienia na swoim?
              > Samochód nie jest mój i jako takiego go nie traktuję.


              no to tabaczku i tu pies jest pogrzebany, a jak on traktuje jakby
              nie było TWOJ dom?? chyba jako swoją własność?? mało tego tak samo
              traktuje firmę mamy, i twpoją wypłtę i oszczedności BO ZA NIE CHE
              KUPIĆ SWÓJ SAMOCHÓD A TY NIE MASZ NIC DO GADANIA - nie no coraz
              mniej wesoły obraz mi sie wyłaniasuspicious
              • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:18
                cudko1 napisała:

                >
                > no to tabaczku i tu pies jest pogrzebany, a jak on traktuje jakby
                > nie było TWOJ dom??

                To troszkę bardziej skomplikowane.
                Na razie nie mieszkamy w moim smile domuwink

                mało tego tak samo
                > traktuje firmę mamy, i twpoją wypłtę i oszczedności BO ZA NIE CHE
                > KUPIĆ SWÓJ SAMOCHÓD A TY NIE MASZ NIC DO GADANIA

                założył specjalne konto, na które wplaca pieniądze z wypłaty. To
                konto 'na samochód'wink więc też nie do końcasmile ponadto klamka jeszcze
                nie zapadłasuspicious musiałam się rozeznać czy nie jestem przypadkiem nieco
                przewrażliwionawinkale już wiem, że nie...smile

                - nie no coraz
                > mniej wesoły obraz mi sie wyłaniasuspicious

                nie martw się - jak pisałam - klamka jeszcze nie zapadlasuspicious
                • cudko1 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:25
                  > założył specjalne konto, na które wplaca pieniądze z wypłaty. To
                  > konto 'na samochód'wink więc też nie do końcasmile ponadto klamka
                  jeszcze
                  > nie zapadłasuspicious musiałam się rozeznać czy nie jestem przypadkiem
                  nieco
                  > przewrażliwionawinkale już wiem, że nie...smile

                  tabakuś to ja już będę czepliwa żeby do końca wyjaśnić sytuację
                  okiwink
                  1. załozył oddzielne konto na które wpłaca kasę z wypłaty (która we
                  wspólności majątkowej jest wspólna) tak?? a Ty masz takie oddzielne
                  konto??
                  2. wplacajac na ten samochód co PLANUJE SOBOE WZIĄĆ W LISING W
                  FIRMIE TWOJEJ MAMY A TY MASZ DOŁOŻYĆ JAK SIE DOMYŚLAM DUŻĄ CZEŚC BO
                  ON PRZECIEŻ NIE UZBIERA uszczupla tym samym domowy budżet?

                  3. I JESZCE ŚMIE powiedzieć że Ty nie masz nic do gadania bo nie Ty
                  bedziesz jeździx?/ aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa normalnie szok

                  dobrze że na przykładzie swojoego ukochanego szwagierka pokazałaś że
                  nie popuścisz bo inaczej to dupa blada by była.

                  ale wiesz on ma jakies dziwne zapędy jakieś. bo to co jego i mamusi
                  jego to nie Twoje i nie wasze, ale to co twoje i Twoich rodziców to
                  już jak najbarzdiej??? hmmm
                  • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:37
                    cudko1 napisała:


                    > tabakuś to ja już będę czepliwa żeby do końca wyjaśnić sytuację
                    > okiwink
                    > 1. załozył oddzielne konto na które wpłaca kasę z wypłaty (która
                    we
                    > wspólności majątkowej jest wspólna) tak?? a Ty masz takie
                    oddzielne
                    > konto??

                    eeee??? na MÓJ samochód?suspicious generalnie każde z nas ma po 2 własne
                    konta (nie mamy wspólnego)+ mężowskie 'na samochód'.


                    > 2. wplacajac na ten samochód co PLANUJE SOBOE WZIĄĆ W LISING W
                    > FIRMIE TWOJEJ MAMY A TY MASZ DOŁOŻYĆ JAK SIE DOMYŚLAM DUŻĄ CZEŚC
                    BO
                    > ON PRZECIEŻ NIE UZBIERA uszczupla tym samym domowy budżet?


                    Nie chodzi o kwestię 'dołożenia'.
                    Mamy wspólnie kupić samochód, którym TYLKO ON BĘDZIE JEŹDZIŁ.

                    >
                    > 3. I JESZCE ŚMIE powiedzieć że Ty nie masz nic do gadania bo nie
                    Ty
                    > bedziesz jeździx?/ aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa normalnie szok
                    >


                    No, dla mnie rownież.
                    Podejrzewam, że może źle się zrozumieliśmy i stąd zamieszanie.
                    Pogadam z nim dziś na spokojnie.
                    I może coś z tego będziewink


                    > dobrze że na przykładzie swojoego ukochanego szwagierka pokazałaś
                    że
                    > nie popuścisz bo inaczej to dupa blada by była.

                    hahasmile kochana! wiadomo, że jak się uwezmę, to nie popuszczę!!!
                    Nie ma!
                    Jak powiem 'Nie' to nie ma, że boli, a jak się wkurzę to hoho!!!
                    Lepiej mnie nie wkurzaćsuspicious


                    >
                    > ale wiesz on ma jakies dziwne zapędy jakieś. bo to co jego i
                    mamusi
                    > jego to nie Twoje i nie wasze, ale to co twoje i Twoich rodziców
                    to
                    > już jak najbarzdiej??? hmmm
                    >

                    Nie wiesz, jak to jest?suspicious
                    co Twoje to i moje, ale co moje, TO NIE RUSZsuspicious

                    nie wiem, co to za zapędy.
                    Nigdy nie mówil, że to jest samochód jego i teściowej.
                    Ja zawsze mówiłam, że to nie jest nasz samochód (zgodnie z prawdą) i
                    że samochodem jego mamy jeździć nie będę (może więc jam tu winna?)
                    bo nie stać mnie na remont ewentualny a mamie przepadłyby składki.
        • deodyma Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:38

          > Ale co znaczy, że się godzą???


          co znaczy?
          niby narzekaja na tych chlopow, ale nie robia nic, zeby ta sytuacje
          zmienic.
          co z tego, ze one sie przechwalaja tym, jak to duzo ich chlop
          zarabia, skoro nawet grosza z jego zarobkow nie zobacza?
          a znam przypadki, gdzie babki musza pozyczac kase na zarcie, gdy imk
          sie ona skonczy a maz nawet zlamanego grosza jej na zarcie nie da.
          to dopiero jest choresmile
      • lady_nina Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:44
        deodyma napisała:

        > ja znam sporo takich ukladow i to zawsze kobieta gorzej na nim
        > wychodzi w przeciwienstwie do faceta oczywiscie.

        ale w tym przypadku trudno powiedziec, kto gorzej wychodzi, kto
        gorszy, kto kogo wykorzystuje etc.. Idea dzielenia wydatkow sama w
        sobie jest zupelnie neutralna i ok. Tutaj dla mnie panuje jakis
        chory uklad, dlatego, ze jedno chce oszczedzac na drugim, zeby miec
        wiecej dla siebie. Nie oszczedzaja wspolnie, zeby bylo wiecej kasy
        w "ukladzie" do wspolnej dyspozycji, tylko jedno przed drugim jakies
        glupie podchody stosuje - pan mezus gasi swiatlo i zakreca
        kaloryfery, a pani zonka wypomina mezusiowi, ze za duzo soku i coli
        pije i pyzow nie chce jesc. No przedszkole normalnie - zamiast sie
        dogadac jak dorosli ludzie, to kazdy patrzy w swoja strone.
        • e.logan Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 15:16
          aaaaaa
          gdyby zycie bylo proste to nikt by tu watkow nie zakladał. Laska pisała
          ze probowała pertraktowac ale na nie wiele sie to zdalo.I sytuacja
          wrocila do normy. No i nie wiemy c z tymi oszczedzonymi przez meza
          pieniadzmi sa jego czy ich?..
    • anorektycznazdzira Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:27
      a ja na to patrzę nie jak na coś chorego, tylko jak na wielkei
      nieszczęście...
      Moze dlatego, ze moja bliska koleżanka miała coś w tym stylu.
      Naogladałam sie i nasłuchałam opowieści. Jak to się pokłócili, kto
      ma zapłacić OC. Jak się szarpali koło kasy w markecie, kto ma
      machnąć kartą. Jak analizowali, kto właściwie wyjeździł benzynę i
      powinien nalać. Nie byli złym małżeństwem ani idiotami, tylko mieli
      ten akurat punkt totalnie niedograny. Nie mogli dojść do
      porozumienia. Jakis czas próbowali razem prowadzić kasę, nie szło,
      były konflity- spróbowali rozdzielić. Było jeszcze gorzej.
      A muszę dodać, ze nie mieli źle. Nie mogli sobie pozwolić na
      wystawne życie, ale powodziło im sie znacznie lepiej, niż np. mnie w
      tym czasie.
      Po kilku latach i paru ostrych kryzysach doszli do względnej
      równowagi.
    • moninia2000 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:40
      Dla mnie to po prostu kosmos.
      My mamy jedno konto, jedna kase, razem zarzadzamy, razem wydajemy,
      osobno tez wydajemy (w porozumieniu ze soba) i NIGDY problemu nie
      mielismy w kwestii finansow.
      Osobiscie nie poszlabym na taki uklad.
    • karra-mia Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:42
      układ jako tako nie jest najgorszy, o ile się do niego odpowiednio
      podchodzi.
      Bo wszystko ładnie pieknie, ale jeżeli ona kupuje jedzenie i picie,
      to małzonek powinien sie trzymać jej zasad. Ona gasi po sobie
      światło w łazience, żeby rachunki były niższe, a go nie potrafi
      zmusić do tego, żeby nie wypijał soków na zapas, żeby nie wypijał
      2litrowej coli od razu??? To jest dla mnie chore. Skoro ja
      oszczędzam na jego wydatkach, to on powinine oszczędzać na moich i
      już.
      • lady_nina Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:57
        karra-mia napisała:

        > układ jako tako nie jest najgorszy, o ile się do niego odpowiednio
        > podchodzi. Bo wszystko ładnie pieknie, ale jeżeli ona kupuje
        jedzenie i picie, to małzonek powinien sie trzymać jej zasad.

        no ale w tym konkretnym przypadku nie wiemy, czy takie zasady
        zostaly w ogole ustalone. Bo wyobrazam sobie np taka sytuacje, ze
        uklad jest zawierany na zasadach ogolnych typu " ja place czynsz, ty
        kupujesz jedzenie", bez dogadania szczegolow dotyczacych tego co kto
        rozumie pod pojeciem "jedzenia", i np. ja rozumiem szynke, poledwice
        i litr soku na dzien, po czym okazuje sie, ze wcinam pasztetowa z
        wody i popijam szklanka herbaty, bo 2-ga strona postanowila
        przyoszczedzic. No mnie by to nie pasilo zupelnie. Tak samo jak
        irytowaloby mnie, gdyby ktos za mna latal i gasil swiatlo czy
        skrecal kaloryfery. Tzn ja to robie, bo mam lekki odchyl na ptk
        swiadomej konsumpcji i oszczedzania energii - ale nie ma to nic
        wspolnego z obsesja majaca na celu zaoszczedzic 3 zl.
        • karra-mia Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:15
          lady toteż napisałam, że układ ok, ale trzeba do niego odpowiedni,
          odpowiedzialnie podejść. Trzeba ustalić reguły "gry", żeby wlasnie
          potem nie było takich niedomówień.
          • e.logan Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 15:20
            Jak oszczedzac na piciu gdy sie chce pic??..wiem mozna kupic tanszy sok
            czy tansza cole ale jesli maz uzalezniony od coli typu x to ni jak nie
            oszczedzi na niej .Pic trzeba i koniec..
    • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:51
      bswm napisała:

      > A jak to "nasz" będzie wyglądało? I co to za różnica, że był
      kawalerski? U nas
      > od samego początku bycia razem wszystko jest nasze, wspólne.
      > Jak będziecie mieć wspólny samochód to mąż nie będzie musiał
      jeździć z laptopem
      > i w garniturze? Podejrzewam, że nic się nie zmieni... bo jak?

      wejdź w mój wątek.
      Ja nie zgodziłam się na zakup JEDNEGO SAMOCHODU. Nie ma takiej opcji.
      Albo dwa, albo pogadamy inaczej.
      Podkreślam, że mąż chce wydać na samochód ok.60tys <!!!> a ja
      zaproponowałam zakup dwóch tańszych, choćby kilkuletnich.

      >
      > U nas jest tak, że nie wyobrażamy sobie, żeby nie podwozić się
      wzajemnie i
      > odbierać z pracy, gdy mamy jeden pojazd unieruchomiony, a długo
      mieliśmy tylko
      > jedno auto i nie pracujemy obok siebie.

      My pracujemy w innych godzinach.
      Ja od 6stej do 14stej, mąż od 8-8:30 do 16:30 - 17stej.
      Nie opłaca mi się czekać na niego, szczególnie, że jak pisałam jadę
      autobusem 7minut i nie stoję w korkach, a mąż kwitnie w korkach
      kiedy wraca.
      A podwozić to mnie podwozi! Tu problem nie lezy akurat!
      Zawsze i wszędzie mnie podwoziwink


      > Nie wiem jak to teraz rozwiązać i zmienić skoro przez tak długi
      czas godziłaś
      > się na taki układ.

      Tu nie było opcji 'godziłaś się'.
      Nie mieszkaliśmy razem przed ślubem, mieszkaliśmy na dwóch
      przeciwnych końcach miasta, a samochód jest w połowie teściowej!!!
      ile razy mam jeszcze to napisać??????

      > Ale faktycznie obserwuję to w bardzo wielu związkach - facet
      ładuje się do auta
      > ,
      > a żona popitala na przystanek... smutne sad

      1) samochód nie mój, nawet nie męża do końca
      2) nie mam praktyki, w mieście już w ogóle
      3) samochód ma 11 lat i nie ma wspomagania
      4) dłużej trwałby dojazd samochodem niż autobusem + problem z
      miejscem parkowania (spory problem w Poznaniu + drogie miejsca
      parkingowe + płatne strefy) a mąż ma parking przy miejscu pracy za
      darmo.
    • dziub_dziubasek Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:54
      My nie mamy wspolnego konta, ale o kasę się nie kłócimy. Mąż płaci rachunki- bo
      mu tak wygodniej, ja mu czasem "spłacam" karty kredytowe, zakupy codzienne
      robimy razem podobnie z ciuchami i całą resztą. nie wyobrażam sobie takiego
      "wydzielania" kasy- to moje to twoje...
    • zefirekk Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 12:58
      niefajny układ. A jak dzielą kasę na dziecko?
      My mamy wspólne konto, każdy ma do niego kartę i dostęp, większe zakupy ustalamy wspólnie, zakupy książek, płyt ustalamy na początku miesiąca, jakaś tam kwota idzie na konto oszczędnościowe, i tak sobie żyjemy. Głównie to chłop kasą zarządza, bo ja jestem mega rozrzutna, i pewnie jak ja bym była finansistą w tym związku krucho było. Bardzo chwalę sobie taką sytuację.
    • tabakierka2 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:01
      bswm napisała:

      > tabakierka2 napisała:
      >
      > > 4) dłużej trwałby dojazd samochodem niż autobusem + problem z
      > > miejscem parkowania (spory problem w Poznaniu + drogie miejsca
      > > parkingowe + płatne strefy) a mąż ma parking przy miejscu pracy
      za
      > > darmo.
      >
      > Ten argument do mnie wogóle nie przemawia, wolę jechać 3 razy
      dłużej, ale nie
      > wąchać niedomytych pach np.
      > A co do reszty, wracam do Twojego wątku wink

      A ja wolę jechać 7 minut niż 30minutwink
      a wracam o godzinie, kiedy poza mną jedzie może z 10osób maxwink

      Akurat MPK mi nie przeszkadza, bo jeździ sprawnie i szybko.
      Kwestia samochodu dotyczy sytuacji, kiedy będziemy mieszkać na
      przedmieściu.
    • deprim6 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:21
      No współczuje ,ale różnie to jest.
      U nas maż zarabia (ma w miare dobra pensje)dostaje na zycie i taką swoja małą
      wypłate na kosmetyki itd. ale i tak w supermarkecie płaci i nic nie
      mówi.Oczywiście są rozmowy o oszczędzaniu, ale nie zabrania mi kupować do domu
      rzeczy(oczywiście nie przesadzam , staram się oszczędnie gospodarować)no ale nie
      jest sknerą.
      • leluchow1 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 13:45
        U nas wszystko jest "nasze" i kasa i wydatki, i samochód i zmartwienia smile Nie
        wyobrażam sobie inaczej.
        • bernimy Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 15:27
          U nas identycznie: nasze big_grin
    • zuzanka79 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 18:51
      Tak się jeszcze zastanawiam, jak wyglądałaby sytuacja w
      takim "finansowo podzielonym małżeństwie" gdyby jedno z nich
      musiało zrezygnować z pracy ( zwolnienie np). Co wtedy? Albo nie
      będą jeść, albo nie zapłacą rachunków? Jakoś ciężko mi to sobie
      wyobraźić. I jeszcze inna kwestia - wydatki większe np. opłata
      ubezpieczenia, polisy, i nieplanowane : choroba, jakieś urodziny (
      prezent). A wspólne wyjścia - kino spoko każdy płaci za siebie, ale
      np. kolacja w restauracji gdzie każdy zamawia co innego. Dwa
      rachunki? Rozliczanie w samochdzie. I jak tu pojechać na wakacje.
      Potem trzeba będzie sponsorowi oddać tongue_out A za dzicko kto płaci?
    • gacusia1 Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 20:14
      Ja tez nie rozumiem tego "moje-twoje". Fakt,ja nie pracuje ale mam
      pewien niewielki dochod,ktory idzie zawsze do wspolnej kasy i juz.
      Jak cos potrzebuje to kupuje. Fakt,wolalabym miec ten komfort
      psychiczny i zarabiac kase "swoja" kase i nie musiec sie stresowac.
    • slimakpokazrogi Re: "Chore układy" małżeńskie. 29.06.09, 21:18
      my mamy oddzielne konta - teraz nie ma to niby aż takiego sensu, bo
      ja jestem na wychowawczym, ale i tak opłaty, które szły z mojego
      konta idą tak samo nadal, a małż po prostu wpłaca mi co miesiąc na
      to kasę. Nie żałuje mi tez za bardzo na nic, bo nie wróciłam do
      pracy również dlatego, że on bardzo chciał, żebym zajęła się
      wychowaniem dziecka. A pracę miałam nienajgorszą.
      Samochód jest mojego chłopa tylko , ale on sam na niego zarobił, a
      jeśli w końcu zrobię prawko, to pewnie on mi kupi jakie autko (no ,
      takie za 10tyssmile).
      Bardzo współczuję autorce tamtego wątku, ale nie tyle sytuacji
      finansowej, co tego, że nie potrafi dogadać sie z mężem... Kurczę,
      jak można być małżeństwem i mieć tyle rzeczy niedogadanych??
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka