jak zwykle to ja sie produkowalam, nawijalam nieprzerwanie jakies pol godziny,
bo on jest zmeczony...
to chyba do jasnej powinna jakas forma relaksu byc dla niego, pogadac przez
ten pieprzony telefon
z nimi wszystkimi sie jakos potrafi smiac, a do mnie wiecznie: zmeczony
jestem... nie chce mi sie gadac
na skypa jak zadzwoni raz na tydzien to jest zajebiscie dobrze, najczesciej
rzadziej, jakos mu nie zalezy na tym zeby mnie zobaczyc chociaz na chwile, a
nie jest tak, ze nie ma mozliwosci skorzystania (moze nie w kazdej chwili, ale
na tyle czesto, ze jakby chcial, to moglby codziennie)
rozmawiamy raz dziennie, wieczorem, zwykle ok 15-25 minut, zalezy, co chwile
sie nam ktos wcina, bo to pranie trzeba zdjac, dzieci przypilnowac, kolacje
zrobic, ziemniaki odlac, kartacze zrobic (po 22!), jakby dzieci nie mialy ojca
i matki, zreszta jego siostra nie pracuje, caly dzien jest w domu, a teraz ma
jeszcze mame i tate do pomocy, no kuzwa, nie dosc ze on taki zmeczony
przyjezdza, to jeszcze musi w domu robic
zeby nie bylo: normalnie tez wszystko robil, ale jakby zapitalal po 10-12 h
dzienie fizycznie to juz bym mu na pewno nie kazala w domu nic robic,(jakbym
nie pracowala) tylko podsuwala wszystko pod nos

zamiast powiedziec ze chce konczyc to nic nie mowi i zalega glucha cisza

no dobra i na koniec nie powiedzial, ze mnie kocha
i nie odpisal na smsa
a teraz mnie wysmiejcie