asiaiwona_1
13.07.09, 09:35
W sobotę, nie pytając mnie o jakiekolwiek plany, mój ojciec
POINFORMOWAŁ mnie, że przyjedzie do mnie we wtorek (nie mam pojęcia
na jak długo) i olewa wszystkie sugestie, że ja w każdej chwili mogę
urodzić, że właściwie to ja już tylko leżę (trochę
przekoloryzowałam, że może mi się blizna rozejść) i że nie mam już
siły na "usługiwanie" gościom. A on se kuźwa nic z tego nie robi. I
już mam wkurwa od soboty - bo która pamięta mój staaary wątek - on
jest bardzo męczącym i irytującym gościem. Na godzinę, dwie ok. Ale
dłuższy i bliżej nieokreślony czasowo pobyt nie jest już taki fajny.
Aha, na pytanie mojej młodej na ile przyjeżdża powiedział "a na ile
będziesz chciała". Już miałam ochotę powiedzieć na to, że wcale nie
chcę, ale ugryzłam się w język. W końcu to ojciec. Ale z drugiej
strony zła jestem na siebie, że nie potrafię mu jakoś "przygadać". I
znowu będzie tak, że ja będę w innym pokoju, on z młodą w drugim i
młoda co chwilę będzie z płaczem przychodziła, bo dziadek coś tam
każe jej zrobić...