tak sobie ostatnio myślałam na temat przyjaźni. I stwierdziłam, że
coś jest ze mną nie tak. Nie udzielam się towarzysko zbyt często,
mam dwie przyjaciółki, z którymi widuję się czasami raz na pól roku.
Zazwyczaj spotykam się z rodzicami innych dzieci, żeby dzieci się
nie nudziły. Na samodzielne (bezdzietne) wyjścia nie mam ochoty.
Jakimś samotnikiem zaczynam się robić.
A kiedyś dziwiłam się rodzicom, że mają mało znajomych i że nigdzie
nie chodzą. Teraz sama tak mam. I najlepsze jest to, że nie z
przymusu tylko z wyboru. Nieważne, że wybór był nieświadomy

:
też tak macie? czy tylko ja jakaś dziwna jestem?