Dodaj do ulubionych

moj kochanek...

27.08.09, 11:28
jestem nieszzesiwa mezatka, mam 2 malych dzieci. z mezem to katastrofa,
jestesmy niedobrani, nie mamy wspolnych zainteresowan, nie laczy nas juz nic-
nawet sex jest do bani.

no i oto na mojej drodze pojawil sie mezczyzna; tez uwiklany w staly,
nieszczesliwy zwiazek [ a przynajmniej tak mowi]
jest to delikatny, mily mezczyzna o romantycznym uosobieniu - czyli dokladnie
odwrotnie niz moj slubnysad.


mamy tysiace tematow do rozmow,bawi nas to samo, i amy podobne podejscie do
zyciai jego problemow.


tylko tak jaknapisalam ten pan ma zonei dziecko jatez....i to nas trzyma z
daleka od siebie.

tz. spotykamy sie, a poczatku niby przypadkiem sie dotykalismy, wszystko
newinnie- ale to juznam przestalo wystarczac.
chcemy czegos wiecej, ja chce sie nim kochac on ze mna tez...chcemy byc
razem, zjesc razem sniadanie i sie nigdzie nie spieszyc, ogladac tv i trzymac
sie za rece a nieciagle biec i sie ukrywacsad-chociaz skrzywdzimy wiele osob.

tylko ze ja nie wiem czy to fair...
czy moge budowac swoje szczescia na gruzowisku ludzkich uczuc?

a jak wy to widzicie???



Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:34
      Na zimno takie rzeczy.
      Rozstajesz się z mężem i co? Konkrety - lokal, kasa, praca,
      organizacja dnia z dziećmi. Ewentualny rozwód z orzeczeniem Twojej
      winy na klatę.
      Pan rozstaje się z żoną - kiedy, dzieci, kasa, lokal, praca etc.

      Daj panu szansę,żeby rozwiodł się z żoną skoro taki nieszczęśliwy
      jest. Na razie to tylko zadurzenie romantyczne, opera mydlana. Nawet
      nie zdrada, bo seksu nie było.
      • dlania Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:47
        ja rozumiem takie nagle porywy romantycznych uniesien, ale zgadzam sie z triss -
        one nie maja nic wspólnego z życiem. To co opisujesz (łapka w lapke, budzenie
        sie wspólne) to sa twoje fantazje erotyczne.
        No i daj kochankowi podjąc pierwszemu decyzję - niech złozy wniosek rozwodowywink)
    • madameblanka Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:42
      no triss ma tu racje, najpierw kalkulacja na zimno.

      Po drugie jestem za tym że mozna zacząć wszystko od nowa bez względu na wiek.
      Jeżeli ty masz sie męczyc ze swoim starym a on ze soją starą to zdrowiej będzie
      dla wszystkich jak od nich odejdziecie. JEŻELI uważasz że nie da sie nic uratować.
      Nie wiem czy tu ktos kogoś krzywdzi w sytuacji kiedy oba małżeństwa praktycznie
      w rozsypce.
      • triss_merigold6 Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:45
        Jakby były w rozsypce to by razem nie mieszkali. Tu na razie są
        jakieś mrzonki nastolatków.
    • eyes69 Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:50
      > czy moge budowac swoje szczescia na gruzowisku ludzkich uczuc?


      Zadaj sobie pytanie, czy chcesz dalej byc nieszczesliwa, czy moze
      jednak warto to zmienic.
      Bo jak narazie, to sama sobie serwujesz zycie z czlowiekiem, z
      ktorym Ciebie nic nielaczy.
      Podejrzewam, ze on tez nie jest z Toba szczesliwy.

      • triss_merigold6 Re: moj kochanek... 27.08.09, 11:56
        Na razie to ona snuje romantyczne iluzje o szczęściu w ramionach
        wybawcy. A życie to czynsz, odprowadzanie dziecka do przedszkola,
        siaty z zakupami, mycie wanny, czytanie 500 razy tej samej bajki,
        leży talerzyk, kwasy eksa etc.
        • asiaiwona_1 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:00
          Piszesz, że nie chcecie zranić tylu osób. A czy żyjąc nadal w
          waszych związkach i zdradzając waszych partnerów nie ranicie ich?
          Skoro to faktycznie taka wielka miłość z tym nowym to trzeba
          zakończyć wasze dotychczasowe związki i już. A masz wogóle pewność,
          że pan też jest zainteresowany poważniejszym związkiem z tobą?
          • na_rozstaju Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:15
            mamy po 30-kilka lat.
            jestesmy doroslymi, powaznymi ludzmi.
            nie jestem glupiutkim podlotkiem, wiem ze zycie to nie je bajka;0

            jednak ten czlowiek daje mi tyle szczescia i radosci ze nie jestem w stanie tego
            odepchnac.

            moje dzieci to przezyja- one kochaja ojca.

            tylko ze ja umieram w tym zwiazku.

            nie wiem jednak czy od razu chce z bagna wchodzic w nowy staly zwiazek- tak
            macieracje ja chce miec motyle w brzuchu, chce sie kochac az do utraty tchu- a
            jednoczesnie nie mam zamiaru targac siat z ziemniorami.


            czy wy wiedzac ze wasze malzenstwo to kupa gowna z przewaga akupy-
            ZDECYDOWALYBYSCIE sie na romans, zwiazek z innym nieszczesliwcem.

            nie rozwodac sie z obecnym i nie kazac tego samego zrobic kochankowi.

            czy byly byscie w stanie miec "tylko odskocznie od codziennej monotonii"

            hotel, sex, spacery, wspolne wyjazdy, namietnosc....a pozniej znowu dom, burak,
            siaty itd, itp.???
            • elan-o100 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:18
              > czy wy wiedzac ze wasze malzenstwo to kupa gowna z przewaga akupy-
              > ZDECYDOWALYBYSCIE sie na romans, zwiazek z innym nieszczesliwcem.
              >
              > nie rozwodac sie z obecnym i nie kazac tego samego zrobic
              kochankowi.
              >
              > czy byly byscie w stanie miec "tylko odskocznie od codziennej
              monotonii"
              >
              > hotel, sex, spacery, wspolne wyjazdy, namietnosc....a pozniej
              znowu dom, burak,
              > siaty itd, itp.???

              NIE, jak iśc to na całość. rozwód i nowy związek
            • asiaiwona_1 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:19
              na_rozstaju napisała:

              >
              > czy wy wiedzac ze wasze malzenstwo to kupa gowna z przewaga
              akupy-
              > ZDECYDOWALYBYSCIE sie na romans, zwiazek z innym
              nieszczesliwcem.
              >
              > nie rozwodac sie z obecnym i nie kazac tego samego zrobic
              kochankowi.
              >
              > czy byly byscie w stanie miec "tylko odskocznie od codziennej
              monotonii"
              >
              > hotel, sex, spacery, wspolne wyjazdy, namietnosc....a pozniej
              znowu dom, burak,
              > siaty itd, itp.???

              A po co tkwić w takim małżeństwie? Matką †eresą chcesz być i się
              poświęcać? Dla kogo? Po co? Myślę, że nie jesteś pewna tamtegi
              drugiego faceta, tzn jego uczuć i po prostu nie chcesz zostać na
              lodzie. A tu sobie wymyśliłaś, że pociągniesz 2 sroki za ogon.
        • eyes69 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:07
          Nie ma nic zlego w tym, ze szuka pocieszenia.
          To jest normalne, ludzie daza do tego, zeby ich potrzeby byly
          zaspokojone.

          A mezczyzna, ktory sie pojawil w jej zyciu moze jej pomoc podjac
          decyzje o rozstaniu z mezem, moze dac jej sile sie pozbierac po tym.
          Ona nie musi z nim zycia sobie ukladac. Wazniejsze jest to, zeby sie
          nie meczyla w zwiazku z mezczyzna, do ktorego nic nie czuje.
          • tabakierka2 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:08
            a ja myślę, że ten wątek to podpucha.
            • eyes69 Tez tak mysle :) n/t 27.08.09, 12:13
    • elan-o100 Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:14
      może to ma jakiś związek z wątkiem o kochance?
      • na_rozstaju Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:17
        nie to nie podpucha...
        moj "idealny" zwiazek juz troche trwa. balam sie jednak o tym glosno
        powiedziec-przyznac sie ze taka sytuacja ma miejsce.
        zmienam nicka bo nie chce byscie mnie tu kojarzyly z puszczalska zdrajczyniasad

        jesli uwazacie ze to trolling- nie odpisujcie i tyle.
        • bernimy Re: moj kochanek... 27.08.09, 12:37
          Po przeczyaniu samego opisu widać, że podpucha, zwłaszcza to
          ostatnie pytanie brzmi jak "zapraszam, podyskutujmy smile" ale nie ma
          znaczenia.
          Zakładamy, że prawda. Skoro tak jak piszesz, w obu małżeństwach
          wszystko na wymarciu, to zróbcie to do końca, a dopiero jak
          będziecie obydwoje wolni to kolejne kroki smile
          • l.e.a Re: moj kochanek... 27.08.09, 13:06
            Jakbym czytała o kimś kogo znam i ma taki własnie problem jak Ty.
            Jezeli Wasze uczucie jest prawdziwe, to nie powinniście mieć
            wątpliwości, po co ranić partnerów i siebie wzajemnie ? dzieci tez
            tylko cierpią, myślisz,że nie zauważą,że mama nie jest szczęsliwa ?
            Jeżeli to mocny związek a nie romans, powinniście odejśc od swoich
            partnerów.
    • princy-mincy Re: moj kochanek... 27.08.09, 13:05
      pytanie tylko czy ten facet faktycznie traktuje Ciebie powaznie i
      bylby gotowy sie rozwiezc.

      Wielu juz facetow widzialam, ktorzy mydlili oczy kobietom, jacy to
      oni nieszczesliwi w malzenstwie, niekochani, nierozumiani, tylko po
      to, by zaliczyc krotki romans, podczas gdy bynajmniej takie ich
      malzenstwa wcale ne byly a oni nie zamierzali sie rozwodzic
      • circa.about Re: moj kochanek... 27.08.09, 13:41
        Mam w rodzinie ciotkę, co to dla kochanka rozwiodła się ze swoim mężem, wzięła
        nawet winę na siebie i tyle kochasia widziała.
        Facet chciał pociupciać bez zobowiązań, więc opowiadał jakieś kocopoły o
        wielkiej miłości, a jak przyszło co do czego, to się ulotnił.
        Żeby autorce wątku przypadkiem nie przyszło do głowy, by rozwodzić się jako
        pierwsza. Jeśli facetowi zależy, to zrobi wszystko by z nią być - nie ważna
        żona, dzieci, kredyty, majątki.
    • drosophila.melanogaster Re: moj kochanek... 27.08.09, 14:46
      Z tego co piszesz wydaje mi sie,ze Ty jestes bardziej zaangazowana niz Twoj kochanek(ktory nawet nim nie jest skoro nie sypiacie ze soba).Jesli rzeczywiscie chcesz odejsc od meza dla tego mezczyzny to najpierw niech on wniesie swoj pozew rozwodowy.Bo cos mam wrazenie,ze on moze nie traktowac tego tak powaznie jak Ty.
    • sebaga powiedz mi 27.08.09, 15:01
      dlaczego masz dwójkę dzieci z kimś kogo nie kochasz i z kim się
      męczysz? Sama piszesz, ze długo juz jest źle, żadnych wspolnych
      zainteresowa, niedobrani itd, to po co decyzja o dzieciach? Moje
      pytanie to nie atak, zastanawia mnie po prostu dlaczego dwójka ludzi
      bez uczuc dla siebie robi sobie dzieci?
      • na_rozstaju Re: powiedz mi 27.08.09, 17:42
        moje malzenstwo nalezalo do poprawnych, zdecydowanie pogorszylo sie po przyjsciu
        na swiat drugiego dziecka.
        a teraz to porazka.

        a ja mam swoje potrzeby -nawet te seksualne, potrzebuje bliskosci,
        pieszczot,dotyku.

        piszecie ze pan jest mniej zaangazowany-ja mysle ze to nie tak.

        on mowi glosno to o czy jaboje sie nawet pomyslec.
        dla niego wynajecie mieszkania to normalna rzecz-dla mnie przewrot.


        bo prozaicznie mowiac -on ma latwiej -on zostawi corke zonie a ja??? bez moich
        dzieci sie nie rusze.

        zreszta dobra, przepraszam ze wam trulam.



        • triss_merigold6 Re: powiedz mi 27.08.09, 18:01
          No cóż, wszystko da się zrobić tylko nie na hurra. Ja odeszłam od
          męża i po jakimś czasie związałam z byłym kochankiem. Cały układ
          rozwijał się bardzo powoli i bez romantycznych iluzji. Ale pan był
          wolny i bezdzietny, wcześniej zostawił pannę z którą mieszkał.

          Nie wyobrażam sobie snucia planów z gościem z którym nie spałam. No
          way.
    • deodyma Re: moj kochanek... 27.08.09, 15:12

      > a jak wy to widzicie???
      >



      a ja Was razem w ogole nie widze...
      z tego raczej nic nie bedzie.
    • anorektycznazdzira Re: moj kochanek... 27.08.09, 17:54
      Po co tyle dylematów- chcecie być z nowym panem albo nie chcecie,
      chcesz byc z tym meżem, albo nie chcesz. Proste.
      Nie do końća rozumiem zachłystywanie się wspólnymi tematami i
      cudownych charakterem kogoś, kogo sie mało zna, nigy nie mieszkało,
      nigdy nie dzieliło obowiazkó i problemów finansowo-dzieciowo-
      miszkaniowych. To dziecinne. Jak ten pan tak dobrze rokuje to
      naprawdę zamieszkajcie.
      Z życia mogę powiedziec tylko tyle, ze w 95% takich przypadkó na
      gadaniu i wzdychaniu sie kończy, potem sie orzeka, że "dla dzieci
      tego nie zrobię" i tyle z romansu.
      • na_rozstaju Re: moj kochanek... 27.08.09, 18:00
        no i pewnie tak bedzie.
        znajac moj charakter, znowu szczescie i stabilizacja innych beda wazniejsze.
        i znowu zostane z mezem w naszym malym piekle aby nie zburzyczycia innym.

        bo ja- jak mowi moja matka -juz wybralam, juz sobie poscielilam.

        i byc moze idealizuje owego pana bo moj pan zaslubiony bardzo ale to bardzo mnie
        zawiodl, a w oststnich miesiacach bardzo zaniedbał.
        • sebaga Re: moj kochanek... 27.08.09, 18:15
          a kogo masz na myśli piszac szczęście i stabilizacja innych? Swoich
          dzieci??? Bo jeśli tak to się grubo mylisz, szczęsliwa rodzina nie
          polega na tym, ze mama i tata mieszkaja pod jednym dachem i udaja.
          DZieci szybko zorientują się co jest grane.
          Jeśli między Tobą a mężem jest naprawdę źle przerwij to, rozstań sięz
          nim, a potem planuj kolejne zwiazki.
          • miarka71 Re: moj kochanek... 27.08.09, 20:38
            motylki fajna sprawa, pewnie z męzem na początku też były i zobacz
            co z nich zostałosmile napisałaś ze ten drugi jest z żoną
            nieszczęśliwy, ale może ona jest szczęśliwa z nim?
    • karra-mia Re: moj kochanek... 27.08.09, 20:47
      a co z dziećmi?
      pytam, bo piszesz, że dzieci to przeżyją, bardzo kochają ojca - więc
      z góry już sobie załozyłaś, że budujesz nowe życie bez dzieci, z
      kochankiem, a dzieciaki z mężem, bo go kochają tak?
      • fabryka.lodow.napatyku Re: moj kochanek... 27.08.09, 21:20
        albo czy nowy pan ma w planach wychowywac dwojke Twoich dzieci?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka