Dodaj do ulubionych

To Lech Kaczyński leciał sam?

21.04.11, 10:14
Po pierwsze, to wystawienie na samotny lot. Ci, którzy lecieli byli przekonani, że wizyta będzie świetnie przygotowana, że będzie świetnie zabezpieczona, że lecą najlepszym sprzętem. Później to, że śledztwo zostało oddane, to też jest w pewien sposób zdrada tego, co państwo powinno zrobić. Ostatnia zdrada, bardzo bolesna, to zdrada pamięci - brak pomników, brak upamiętnienia tych, którzy zginęli, to jest zdrada ich pamięci. Zdrada o świcie nastąpiła kilka razy - mówił poseł Hofman w Radiu Z. O co chodzi z tym "samotnym lotem" nijak nie moge zrozumieć. Spytałam mego męża: jak to, prezydent Kaczyński sam leciał? "O, tak!" - odpowiedział mój mąż i pomachał rozpostartymi rękoma w efektownym przykucu, ale to chyba nie o to szło...?
Obserwuj wątek
    • gat45 Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 10:24
      Wybacz, nie chciałabym odwracać uwagi od zasadniczego tematu wątku, ale MUSZĘ się dowiedzieć : no i co ? Twój mąż poderwał się do lotu ? Bo mój Tubylec - birdwatcher zwariowany - marzy o tym i też próbuje.
      • damakier1 Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:03
        PODERWAŁ SIĘ??? 105 kilogramów żywej wagi!

        Pozdrowienia dla Tubylca ;)
        • ploniekocica Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:22
          a propos tubylców anegdotka.
          W mojej najbliższej rodzinie wszyscy są gadułami, łącznie z psem i kotem (przy czym, żeby było śmieszniej wszyscy mają fazy absolutnej niechęci do otwierania ust i porozumiewają się z otoczeniem niemal na migi, albo w ogóle się nie porozumiewają), a jedno z moich dzieci jest gadułą wyjątkową. Wyrzuca z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego, tworzy kunsztowne konstrukcje gramatyczne, używając wielu tak zwanych "kopalińskich" i archaizmów, wtrącając łacińskie sentencje, ale wszystko na wesoło (żeby nie było, że to drugi Kamilek P z FK). Ale czasami jak każdemu zdarza jej się coś pokręcić z tego zapału. Pewnego dnia wiele lat temu podczas wakacji w naszej ulubionej miejscowości nad polskim morzem opowiadała mi jakaś mrożąca krew w żyłach historię (niemal każda w jej ustach tak brzmi):
          " I wtedy do sklepu wszedł jakiś tutenchamon" - powiedziała w ferworze opowiadania.
          Oczywiście od tej pory nie istnieją w naszym domowym języku ani tubylcy, ani autochtoni.

          Zatem pozdrów Gat swojego osobistego Tutenchamona :)
          • damakier1 Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:31
            Ja swój najlepszy gramatyczny zawijas popełniłam, kiedy wróciłam mocno spóźniona do domu, a mój mąż, który już zdążył przeżyć w rozpaczy mój trzeci zawał i efektowny pogrzeb, od progu rzucił się z pretensjami. Na jego dramatyczne "Co się stało?!" odparłam skruszona: autobusu nie jechało.
            • ploniekocica Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:39
              Moje drugie dziecko w wieku przedszkolnym nijak nie mogło pojąć zawiłości koniugacji czasownika "iść". i wszędzie dodawało "i" na początku tak jak w bezokoliczniku.
              "Jak iszłem do babci...." "Szedłem, synku, szedłem" "No mówię przecież, jak iszedłem do babci".
          • gat45 O Tybulcowym "rozweselaniu się" już opowiadałam 21.04.11, 11:37
            ale przypomnę, bo śliczne ono. Obejrzał obraz kinematograficzny "Wesele" mniej więcej w tym samym czasie, kiedym mu cierpliwie tłumaczyła przedrostki czasownikowe. No i teraz wokół nas rozwodów nie ma, same rozweselenia !
            • ploniekocica Re: O Tybulcowym "rozweselaniu się" już opowiadał 21.04.11, 11:54
              Ja z kolei zawsze we Francji (kiedy jeszcze mówiłam po francusku, bo teraz to tylko już chyba rozumiem z tego nieużywania) stanowiłam źródło nieustającej radości albowiem myliłam mouchoiry z champignonami , co dla Francuzów było pomyłką z kosmosu. Za każdym razem, gdy na stole pojawiały się grzyby następowało pytanie:"No to powiedz nam, z czym są te coquilles saint-jacques" i ja zawsze odpowiadałam: "Aves les mou.... champignons." Tu następowała eksplozja uciechy.

              Zagadka - skąd ta pomyłka? Odpowiedź jest oczywista.

              PS. dla niefrancuskojęzycznych
              mouchoir = chusteczka do nosa, champignons= grzyby, pieczarki
              • gat45 Re: O Tybulcowym "rozweselaniu się" już opowiadał 21.04.11, 12:22
                Ja wiem, ja wiem ! Z tym, ze swoje tylko. Może są i inne odpowiedzi. Ale chyba nie karmili Cię trującymi tymi, takimi czerwonymi w kropki ?

                Moja wpadka najcięższego kalibru polegała na pomyleniu "posterité" z "prosternité". Nawet trudno mówić o pomyłce, bo to drugie słowo nie istnieje. Pierwsze oznacza "potomość", a drugie kojarzy się z czasownikiem "se prosterner" : padać na twarz, bić czołem, płaszczyć się. Mój drugi rok we francuskim liceum - oznajmiłam, że ktoś tam pisał swoje memuary "pour la prosternité". Do matury już cała klasa używała tego zlepka. Nawet na jakiejś tam manifestacji przeciwko którejś tam reformie szkolnictwa koledzy wystąpili z transparentem "nous ne sommes la prosternité de personne !" (nie jesteśmy niczyją - no, właśnie to zlepkowate złowo).

                A mnie się moja "prosternité" wciąż przypomina, kiedy czytam piewców pewnej spuścizny :(((
                • ploniekocica Re: O Tybulcowym "rozweselaniu się" już opowiadał 21.04.11, 13:02
                  Apropo zagadki to - nie tylko, nie tylko, błąd jest wielojęzyczny :)

                  Mnie z kolei za każdym razem, kiedy słyszę jak Polacy wymawiają jakoby z francuska croissant jako "kruazą" przypominają się mroczne lata osiemdziesiąte i wizytę pewnych studentów z Francji, którzy przyjechali zwiedzać kraj białych niedźwiedzi ( i nie mogli wyjść z podziwu, że tu takie ładne dziewczyny i wyedukowane i co najdziwniejsze ubrane jak w Paryżu). Gościłyśmy ich u koleżanki w akademiku - ona wówczas mówiła dobrze po angielsku, po francusku pojedyncze słowa, ja nieźle po angielsku, po francusku nieźle komunikacyjnie, jeden z chłopaków świetnie i z upodobaniem po angielsku, a drugi bardzo źle - toteż konwersacja bywała chwilami dziwna. Bodajże drugiego dnia, kiedy chłopaki były jeszcze mocno przerażone krajem, w którym się znaleźli, moja koleżanka wparowała do ich pokoju z przekąską jakąś i popisała się en francais: Voila le "puazą" pour vous.
                  Mimo, że faceci byli młodzi i mocno wyluzowani nastąpiła chwila konsternacji i lekkiego popłochu.
                  • tojajurek A ja się już od dawna nie chwalę... 21.04.11, 19:06
                    Bo ludziska patrzą na mnie jak na głupka. Widocznie nie wygladam na takiego, co by mógł wymyslić cokolwiek, a zwłaszcza coś powszechnie dziś znanego. Tymczasem w 1971 roku wymyśliłem osobiście wyraz "decydent" na seminarium doktoranckim w Zakładzie Prakseologii PAN. Chodziło tam m.in. parę osób powszechnie dziś znanych, ale jakoś tak wyszło, że byłem tam najlepszym łacinnikiem. Problemem było określenie osoby, która faktycznie decyduje o danej sprawie, choć często (w PRLu tak bywało - wyjaśniam) nie pełni funkcji decyzyjnych w procesie zarządzania. Określenie zostało entuzjastycznie zaaprobowane i nader często potem używane, co widać dziś na każdym kroku.
                    • gat45 Re: A ja się już od dawna nie chwalę... 21.04.11, 19:11
                      Towar zdecydowany należy do decydenta ! Nie ma lekko, musisz teraz za tych wszystkich decydentów wziąć odpowiedzialność. Zjawiska nienazwane nie istnieją. Powołałeś ich do życia. No i ?
                      • tojajurek Re: A ja się już od dawna nie chwalę... 21.04.11, 19:42
                        Już dawno to wymyśliłem, ale jakoś się nie upowszechniło. Zgodnie z opisywaną regułą - osoba będąca podmiotowym przedmiotem decyzji (np. dziecko, czy upierdliwy petent w urzędzie) powinna się nazywać "decydentariusz".
        • inna57 Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:50
          Ubawiłam się setnie. Ja mam bujną wyobraźnię i właśnie jej oczyma zobaczyłam te wspaniałe 105 kg wznoszące się do lotu kosząco-pikującego.

          Dziękuję Ci Damo za tą chwilę radości.
    • ploniekocica Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 10:32
      Aż się prosi o napisanie baśń "O kaczce, która myślała, ze jest orłem..."
    • drzazga.wyobrazni Re: To Lech Kaczyński leciał sam? 21.04.11, 11:36
      Ci, którzy lecieli byli przekonani, (...) że lecą najlepszym sprzętem.

      Czyli myśleli, że mają obstawę F16, jak wiemy nie mieli czyli lecieli samotnie.
    • inna57 ;) 21.04.11, 12:11
      https://1.bp.blogspot.com/_BU_bE_Kr4NQ/TKnRzj96P3I/AAAAAAAAElA/BvXxC56gmg4/s400/wecan2.jpg

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka