Dodaj do ulubionych

30 lat minęło

27.01.15, 08:59
(przysłał mi to kolega z Australii)

Sytuacja 1 :  Po szkole Michał chce iść do lasu, pokazuje Jasiowi swój nóż, którym chce sobie wyciąć procę.
Rok 1977: Widząc nóż dyrektor szkoły pyta Miśka gdzie go kupił, bo szuka podobnego.
Rok 2007: Szkoła zostaje zamknięta, brygada
antyterrorystyczna odwozi Michała do policyjnej izby dziecka. TVP informuje o wstrząsającym zdarzeniu w dzienniku o wpół do ósmej.

Sytuacja 2 : Dyscyplina szkolna
Rok 1977: Wydurniasz się w klasie. Nauczyciel dał Ci po łbie.
Gdy wracasz do domu, ojciec daje Ci po łbie.
Rok 2007: Wydurniasz się.
Nauczyciel przeprasza Cię.
Ojciec przeprasza Cię i kupuje Ci skuter.

Sytuacja 3 :  Franek kłóci się z Markiem, tłuką się po szkole.
Rok 1977: Pozostali dopingują ich. Marek wygrywa.
Ściskają sobie ręce i zostają kumplami.
Rok 2007: Szkoła zostaje zamknięta.
TVP donosi o przemocy w szkole; Fakt daje to na pierwszą stronę i poświęca sprawie 5 kolumn.

Sytuacja 4 : Musisz lecieć samolotem
Rok 1977 : Lecisz LOT-em, dostajesz jeść, proponują Ci coś do picia. Zajmują sięTobą urocze stewardesy, fotel jest na tyle szeroki, że zmieściłyby się na nim dwie osoby.
Rok 2007 : Wsiadasz do samolotu, zapinając pasek, który musiałeś wyciągnąć ze spodni, by przejść przez kontrolę celną; siadasz na siedzeniu tak wąskim, że oddychając głębiej wbijasz łokcie w sąsiadów;
gdy chcesz się napić, steward przynosi Ci kartę z zajebistymi cenami, ale nie protestujesz, bo grozi to doprowadzeniem Cię w porcie docelowym na cło, gdzie wsadzą
Ci palec w tyłek, żeby sprawdzić czy nie przemycasz tam narkotyków.

Sytuacja 5:  Kazio rozbija szybę w samochodzie na sąsiedniej ulicy; ojciec wyciąga pasek i wyjaśnia mu jak się rzeczy mają.
Rok 1977: Następnym razem Kazio będzie bardziej uważny; normalnie dorasta, idzie do szkoły średniej, idzie na studia i zakłada własną firmę.
Rok 2007: Policja zatrzymuje ojca Kazia za znęcanie się nad nieletnim.
Kazio dołącza do bandy lokalnych dresiarzy.

Sytuacja 6 Biegnąc po szkolnym podwórku Jaś przewraca się, rani w kolano i płacze.
Nauczycielka Kasia przytula go, żeby się uspokoił
Rok 1977: Po chwili Jasio czuje się lepiej i zaczyna znowu biegać.
Rok 2007: Kasia zostaje oskarżona o pedofilię; w związku z wyrokiem (choć w zawieszeniu) szkoła ją zwalnia.
Jasio przez pięć lat chodzi na terapię.
Jego rodzice skarżą szkołę o odszkodowanie za brak dozoru, a Kasię za wywołaną u Jasia traumę.
Wygrywają oba procesy.
Kasia, bezrobotna, zadłużona, wyjeżdża do Norwegii, pracować na zmywaku.

Sytuacja 7 :  Bieżące stosunki między ojcem, a synem.
Rok 1977: Proszę ojca o pieniądze, bo chcę wyjść z kolegami.
Rok 2007: Ojciec pożycza ode mnie pieniądze na pokrycie debetu w banku.

Sytuacja 8 :  Ostatnia niedziela października
Rok 1977: Dzień zmiany czasu letniego na zimowy.
Nic się nie dzieje.
Rok 2007 : Dzień zmiany czasu letniego na zimowy.
Ludzie cierpią na bezsenność, przez co wpadają w depresje

Sytuacja 9 : koniec wakacji
Rok 1977: Po dwóch tygodniach w przyczepie kempingowej rodzina wraca do domu. Nazajutrz idziesz do pracy i nic się nie dzieje.
Rok 2007: Koniec wakacji, powrót z urlopu w Turcji, all-inclusive. Trzeba wracać. Ludzie cierpią na bezsenność i popadają w liczne depresje.


Wniosek: Porąbało nas zdrowo.
Chyba lepiej by było zachowywać się nieco normalniej i olewać media szukające sensacji w każdej pierdole.

To jest efekt bezstresowego wychowywania, działalności różnych pozytecznych idiotów, totalnej feminiacji zawodu nauczycielskiego i urzędów opieki społecznej, sądów rodzinnych i tak dalej.

Przeczyałe w sieci (lub widziałem w TV) secenę. W pociągu w przediale jechała młoda mama z niesfornym dzioeciuakim, który rozrabiał okropnie. Na zswróconą uwagę odpowiadała, że ona wychowuje dziecko bezstresowo. Na kolejnym przystanku młody wysiadał. Wstał, wyjął z ust gumę do żucia i przykleił ja tej mamie do czoła mówiąc:
"Ja też byłem wychowany bezstresowo".

A już powaznie. Granice absurdu zostały dawno przekroczone. Jest tylko kwestią czasu, kiedy te bardziej tradycyne cywiliozacje, obecnie zwane często barbarzynskimi, usuną naszą cywilizację z mapy świata. Ten proces już trwa.
Straciliśmy instynkt samozachowawcy.
To nic nowego. Tak jak to bywało w przeszłości. Na przykłac cywilizacja rzymska v. Germanie
M.
Obserwuj wątek
    • inna57 Re: 30 lat minęło 27.01.15, 10:22
      Super zestawienie.
      A Cesarstwo Rzymskie upadło również za sprawą "przefiskalizowania". Germanie byli przyjmowani przez Obywateli z otwartymi rękami bo znieśli większość bzdurnych i durnych podatków. O dziwo obecnie mamy taką samą sytuację.
      • mariner4 Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 10:46
        Czy dobrobyt jest dobry dla społeczeństwa jako całości.
        Od lat obserwuję na przykład Norwegów i w ogóle Skandynawów.
        Z narodu twardzieli, wspaniałych marynarzy i dzielnych ludzi stali się łajzami, kudźmi zgnuśniałymi. Obcy przybysze prędzej czy później zdominują tych dawnych dumnych Wikingów.
        A oni są praktycznie juz bezbronni.
        Wcale mnie to nie cieszy.
        M.
        • gat45 Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 11:09
          Dodajcie jeszcze, że to wszystko z braku wojen, bo dlatego całe to europejskie tałatajstwo tak się rozpuściło i zniewieściało - i będzie komplet.
          • damakier1 Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 12:31
            No i jeszcze jakaś dżuma, czy inna cholera by się przydała. Plagi, plagi egipskie - oto najlepsze PACANEUM!
          • magdolot Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 12:33
            Dokładnie, Gatu.

            W tym fspaniałym i przemundrym tekście fffszystkie sytuacje wychowawcze dotyczą chłopców, bo kto przy zdrowych zmysłach by się przejmował wychowaniem dziefffczynek? Dziefffczynki jak wiadomo się wychowują same. I tak chłopiec: ma mieć nóż, w szkole ma się wydurniać [zamiast uczyć?], a w ramach zawiązywania przyjaźni ma się tłuc z kolegami. Porządny chłopiec musi także wybijać szyby w samochodach. W tym miejscu uwaga: jak się go ftedy porządnie nie zleje to zostanie dresiarzem, ale uwaga, uwaga: jak rozbije kolano to go trzeba przytulić. [Oczywiście ma go przytulić kobieta, bo mężczyźni nie przytulają.]
            Ale w tym miejscu widzę także poważną niekonsekwencję wychowawczą: jak rozwali kolano i będzie ryczał nauczycielka Kasia powinna go nazwać ciotą. Wtedy uniknie podłego oskarżenia o pedofilię i wyleci ze szkoły prześladowana przez ohydnych lewaków będąc jeno szlachetną homofobką i przez to podporą podmiotowej męskości, w związku z czym znajdzie świetne zatrudnienie... w burdelu?

            Dodam także, że smutny fakt skurczenia się samolotowych foteli wynika z pewnością ze zniewieścienia [anorektyczki rulez] i z ogólnej wymoczkowatości narodów cywilizowanych spowodowanej tym okropnym bezstresowym wychowaniem.

            I podsumuję strrraszliwie seksistowskim stfierdzeniem, że uwielbiam stewardów i jak mi się trafi samolot gdzie są same facety, to moja ulubiona pantomima z pokazywaniem na migi sposobów uwentualnego ratunku staje się jeszcze piękniejsza, zaś w kulminacyjnym momencie prawie spadam z fotela licząc naiwnie na to, że oni se te kamizelki naprawdę nadmuchają i będzie zupełnie jak w króliku Bugsie [dyjaboł tasmański połyka dinghi "przebraną" za śfinkę i z japy sterczy mu sznurek, który królik pociąga, a dyjaboł przybiera błyskawicznie kształt dinghi, która mu się we brzuszku nadmuchuje].
            • magdolot Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 12:44
              P.S. Przerywam sesję na necie, bo zaraz przychodzą faceci, który będą słuchać moich poleceń [apage!], a zaraz potem dwaj inni faceci, co mają mi umyć wannę, kuchenkę, zlew i podłogę [apage, apage,apage].
              • magdolot Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 12:48
                P.P.S. Te cioty to zrobią zamiast napisać na czołgu "Gott mit uns" jak przystało na prawdziwych mężczyzn i ruszyć na polowanie na podludzi. :)))
            • 99venus Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 13:38
              chyba masz kompleksy.
              • magdolot Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 19:31
                Chyba nie ja, Sigismundzie.
            • gat45 Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 15:30
              A to ci dopiero, Siostro Magdo Lotna !
              W życiu by mi po tej lekturze nie przyszedł do głowy kontekst wojny płci apiać i na abarot. Że o chłopakach tylko, znaczy.
              Zaczynam się bać, że ja jakaś ułomna jestem na ciele i umyśle - ani Marinerowy tekst o zmianach obyczajowych, ani wcześniej Man-sapiensowy o sikaniu nie wzbudziły we mnie żadnych, powtarzam : żadnych konotacji seksualnych.
              Jestem najwyraźniej upośledzona.
              Wzorem niedościgłej Kocicy, która dawno już zaliczyła przepisowych dla swojego gatunku dziewięć żywotów i teraz zaczyna triumfalnie czwarty tuzin - idę się zabić na śmierć. Bo co takie coś bezpłciowe ma się po świecie plątać. Nie wiadomo nawet, czy ma szyję.
              • damakier1 Re: Mam czasem taką refleksję 27.01.15, 22:04
                Nie wiem, czy Cię to, Gatu, pocieszy, ale i mnie żadne damsko-męskie przepychanki w związku z tym tekstem do głowy nie przyszły. Jeśli coś mnie w tym zbulwersowało, to przebijające przez całość przekonanie, że jednak, panie dziejku, nie ma to, jak gówniarza przez kolano przełożyć i...

                A jak już tu takie różne przechwałki się pokazały, to zapytam: czy któraś tu dwórka przyniosła rodzicom szkolny dzienniczek z wpisaną uwagą: Córka państwa na przerwie wybiła szybę w drzwiach Stefaniukiem. ?
              • magdolot Re: Mam czasem taką refleksję 28.01.15, 01:27
                Ja specjalnych wątpliwości nie miałam, że ten wątek to ukochany ciąg dalszy bitwy o podmiotowe sikanie i ten jego aspekt mi dynda akurat, ale mojemu belfrowi się nóż we kieszeni otwiera natychmiast na określenie "wychowanie bezstresowe" bo nim się od lat wielu posługuje w Polszcze frakcja uznająca sznur od żelazka za absolutnie niezbędny środek wychowawczy. "Kawału" o gumie do żucia nasłuchałam się otóż już do wyrzygania przez ostatnich minimum 25 latek, gdyż polscy "żelazkowicze" zawsze go opowiadają w charakterze, argumentu [często jedynego] przemawiającego za sznurem od żelazka, prostym skrótem myślowym "jak rodzic nie sięgnie po sznur jako pierwszy, to kończy z gumą na czole" i w ten to prosty obrazowy sposób "załatwiają" wszystkie inne style wychowawcze wrzucając je do zapaskudzonego już worka z napisem "wychowanie bezstresowe".

                I to mnie wcale nie śmieszy, bo oglądałam z bliska zbyt wiele sinych dzieciaków.
                W związku z tym belfer przeczytał raz jeszcze podane w tym "śmiesznym" tekście przykłady wychowawcze i odkrył że dotyczą jedynie chłopczyków.
                To też mnie nie dziwi, bo częściej jednak na chłopięcych nogach oglądałam te męskie tatusiowe pręgi, biorące się często z męskiego strugania samca in spe, aby był dobrym samcem a nigdy przenigdy jakąś mażącą się ciotą. I tutaj się pięknie nakręca zaczarowane koło, bity chłopczyk już na sam widok tatusia reaguje nerwowo, czyli jak ciota, i znuf cza wziąć sznur od żelazka... A potem chłopczyk rośnie i wie aż za dobrze, co to znaczy "zachowywać się podmiotowo". Ot, tradycyjne wychowanie w slumsach.

                Ponieważ na poruszanie poważnych tematów belfer nie miał czasu, więc się ograniczył do kontrolnego przejechania kijem buldogom po kratach i ma potwierdzoną diagnozę na temat sikania, otóż obecnie omawiamy w gruncie rzeczy smętne cywilizacyjne aspekty zmuszania biednych mężczyzn do niepodmiotowego sikania, z jego najtragiczniejszymi konsekwencjami włącznie: upadkiem naszej cywilizacji.

                A teraz belfer zamierza zapytać, gdzie się podziewa ta reszta chłopczyków w takim rozumowaniu? Ta mierzwa, co się nie nadaje na marynarzy, żołnierzy, pilotów i strażaków. Te smętne gnojki co służą przyszłym marynarzom, żołnierzom, pilotom i strażakom swoimi tchórzliwymi zasmarkanymi nosami i zaparowanymi ze strachu okularami do trenowania męskiej podmiotowości i utrzymywania ich męskiej agresji na przyzwoitym poziomie? Te męskie kozły ofiarne obijane na koloniach w nocy "marchewami" z ręczników i torturowane "rowerkiem" [wkłada się śpiącemu papierki między palce u nóg i podpala i jest kupa zabawy, a potem przepiękne wspomnienia]?

                Ilu jest samców alfa w 30-osobowej klasie? Ilu średniaków, a ile oferm?
                Jaki procent osobników płci męskiej takie rozumowanie poprzez przyjęcie kryterium "mężczyzna = samiec alfa" już na starcie właśnie z bycia mężczyzną wyautowuje?

                A kim są te ofermy poniewierane przez prawdziwych samców? Czasem Archimedesami, Einsteinami, Turingami. Czy warto?

                Triada nieprzypadkowa, bo zmierzam do zabawy "mózgowcy versus żołnierze".

                Kiedy wpisałam w gugla "nie niszczcie"... ciąg dalszy cytatu: "moich kół" był na krótkiej liście, więc ludzkość pilnie pamięta śmierć Archimedesa, a także jego wkład w obronę Syrakuz. Upewniłam się guglując, że ludzkość nie pamięta natomiast imienia rzymskiego żołdaka który go zakatrupił, w dodatku wbrew rozkazom. I słusznie nie pamięta.

                Einstein. Jest taki film ładny, tytułu nie pamiętam, o godnej najwyższego potępienia upartej naukowej współpracy Niemca i Anglika ponad morzem utrupiających siebie nawzajem prawdziwych samców, czyli o Einsteinie i Eddingtonie oraz I wojnie światowej. [Astronom Eddington dostarczył dowodów na potwierdzenie ogólnej teorii względności w 1919]
                I szkoda, że w czasie drugiej wojny światowej świat spsiał jeszcze bardziej, a Einstein zasilił szeregi przeciwników własnego narodu, który morderczo zgłupiał. Analizowanie, ile Niemcy stracili w tej wojnie z powodu samczego pozbycia się najlepszych mózgów z kraju przez niejakich nadludzi, jest pouczające.

                O Turingu nie będę pisała, bo jest na tapecie, lecz w filmie są scenki o traktowaniu onego przez "podmiotowych" kolegów, a potem przez kwiat armii i ośmielę się przypomnieć, że ten jeden mózg, w dodatku najprawdziwszej "cioty", uratował sporo bohaterskich marynarzy, pilotów i żołnierzy.

                Ponadto na cywilizacyjne lęki przejawiane w tym wątku przez Marinera ośmielam się polecić film Sama Peckinpaha z Hoffmanem w roli głównej "Straw dogs" 1971 [!!!], co na polski tłumaczy się "Nędzne psy", bo ten film świetnie pokazuje do czego jest zdolny ciotowaty mózgowiec w okularkach, matematyk, nie żaden Makgajwer, oblężony przez stado klasycznych prawdziwych samców, które przyszły go zabić.

                A także polecam spokojne rozumowanie: jeśli naszej cywilizacji przez lat 2000 nie wykończyło na amen to strrraszliwie ciotowate chrześcijaństwo z nadstawianiem policzków, głodzeniem się, chłostaniem, poniewieraniem swego grzesznego ciała by pięknie się wycieńczyło aż miło i nawet z tym ubieraniem facetów w sukienki [fuj, fuj, fuj i dżęder, apage!] i ciągle jest dosyć facetów noszących spodnie, pilotów, strażaków i marynarzy... to i feministki chyba nie dadzą jej rady. Szczególnie, że niektóre feministki... także zostają pilotkami, marynarkami itd.

                I powiem więcej, znam wielu facetów w przedziale 30-40, którzy imponująco potrafią połączyć bycie partnerem i świetnym ojcem od poczęcia nie tylko z pracą zawodową, lecz i z nieupierdliwym machismo. Doktoranci mojego męża startują w zawodach touringowych, maratonach, biegach na orientację typu 100 km po górach, wspinają się, jeżdżą na ostrym kole, a jeden jeździ do pracy na cyrkowym rowerze [1 koło, 2 pedały, 0 kierownicy].
                Znam sporo aktywnych przewodników górskich, dość często żonatych właśnie z przewodniczkami.
                I fcale nie muszą łamać jakichś nosów pod budką z piwem, by udowodnić że są mężczyznami, nie muszą także bić dzieci, ani nawet warczeć na kobiety. Super facety. Doskonałe. Potrafiące posprzątać, upiec ciasto, zrobić pranie, poradzić sobie z niemowlakiem śpiewająco i bynajmniej przez to nie zniewieściałe. Przeciwnie - genialnie zbalansowane. Facet potrafi. Szacun.

                A faceci w tym wieku, to nie tylko owoc tych fstrętnych czasów, lecz i najstraszniejszego w Polsce okresu feminizacji w dziele wychowywania faceta. Bo to są często synowie samotnych/rozwiedzionych matek powierzani babciom gdy matki pracowały, a na dodatek jeszcze "dręczeni" w szkole przez nauczycielki. Synowie często mający niewielki kontakt z ojcami pochłoniętymi pod budkami z piwem opłakiwaniem braku powstań w których mogliby zginąć i udowadnianiem otoczeniu jakimi są kowbojami bez konia. Synowie ojców pochłoniętych robieniem kariery i kasy, wymianą starej żony na nowsze modele, męskim podmiotowym życiem. To dzieci stanu wojennego, dzieci kartkowe.

                Socjologiczna rewela? A może jednak znak czasu? A może także wielka, ogromna zasługa mądrości polskich kobiet?

                Ci faceci z pewnością dobrze wychowają swoich synów i nie sądzę, aby ci faceci potrzebowali bronienia ich przed kobietami przez podmiotowych samców, bo oni z kobietami owocnie współpracują. A nawet dokładnie wiem, że oni tego wcale nie potrzebują, ponieważ najzwyczajniej w świecie się przyjaźnimy, chociaż niektórzy z nich są w wieku moich dzieci.

                • mu_ndek Re: Mam czasem taką refleksję 28.01.15, 01:53
                  Oj tak - te uświęcone (w pełnym tego słowa znaczeniu) obrzędy samcze i rozumienie wychowania.

                  Krótki tylko komentarz – jednego z samców nie fanatyków (znaczy się cioty)

                  „Wojsko w tym znaczeniu z chłopca robi mężczyznę - w jakim burdel z dziewczyny kobietę”

                  Oscar Wilde
                  • mariner4 Ale na razie to Oscar Wilde 28.01.15, 07:12
                    wszedł do historii, a np pani Szczuka jeszcze nie.
                    Takie powiedzonka to pczywiste skróty myślowe, co średnio intelgentny człowiek powinien zrozmieć. Fanatyk idei bierze wszstko dosłownie, ale to jego problem.
                    M.
            • inna57 A figę !!! 27.01.15, 20:21
              Bo jeżeli one dotyczą wyłącznie chłopców to znaczy że ja naprawdę jakaś inna jestem ;)

              Ja dziewczynka (drobinka) miałam doskonałą finkę, przy pomocy której produkowałam najdoskonalsze proce z prawdziwą gumką lotniczą i tylko za skórki dostałam wciry bo skórki wyprodukowałam z najelegantszych rękawiczek papy z prawdziwej licowej skóry.

              A tą szybę proszę pani w pracowni biologicznej to ja osobiście wyposażyłam w duży otwór przy pomocy piłki do palanta i kolegi Rybki który się uchylił.

              I kolegę Zbyszka też ja zrzuciłam ze schodów. Dziś już nie pamiętam ale chyba jak zawsze za przezywanie mnie "chodzącą encyklopedią".

              A kolega Rybka przeze mnie osobiście został sponiewierany przy pomocy piórnika drewnianego z gustownym napisem "pamiątka z Zakopanego". I zamiast mi oddać poskarżył się mamie która następnie poskarżyła się na zebraniu co skończyło się jedynie uśmiechem z politowaniem pani wychowawczyni. Bo cóż innego mogła zrobić skoro dla agresorki specjalnie sprowadzono stolik i krzesełko z przedszkola bo wszystkie ławki były za duże. A i tak kolega Rybka został moim dobrym kumplem.

              A rozwalone do kości kolana podczas jazdy na rowerze poskutkowały jedynie tym że rower marki "żabka" poleciłam sprzedać bo więcej na sprawcę bólu i upokorzenia nie wsiądę. I konsekwentnie na ten ani na żaden inny rower nigdy więcej nie wsiadłam.

              To są moje mało kobiece wyczyny tylko z początków edukacji. Wymagałam wychowywania i takowe otrzymałam choć papa na zebraniu był tylko raz przez cały okres mojej w późniejszym czasie dziwnej edukacji bo wstydzić się za pociechę nie miał zamiaru.

              Nie włączajcie proszę w to seksizmu, gendera(u), czy czegoś tam jeszcze. Świat się zmienił zaczynamy żyć w dziwnym poprawnościowym matrixie.

              A co do samolotów ich, standardów wyposażenia i jakości obsługi zwłaszcza w PLL LOT to jest najprawdziwsza prawda. Latałam kiedyś i latam obecnie. A PLL LOT omijam szerokim łukiem, dziś to już nie to co kiedyś :(
              • mariner4 W naszej paczce podwórkowych urwisów 27.01.15, 20:28
                z czasów podstawówki, była dziewczyna. Anka. I nie była wcale w 2 lidze naszej grupy.
                Ale chciała tego. A jej kolezanki nie.
                M.
              • mania.sza Re: A figę !!! 27.01.15, 20:51
                Dobre :)
                Tez moglabym opowiedziec co wyprawialam, ale troche wstyd :)
                czasami przy okazji rozmowy z synek jakas taka historyjka mi si wymsknie w porywie emocji sentymentalnych, to widze nieraz, ze az mu oczy z wrazenia robia sie jak 5zl, wtedy kiwa glowa usmiechajac sie, i nie wiem, czy to zachwyt nad moja owczesna brawura, czy politowanie nad glupota.
                Moja mama zawsze mnie ostrzegala, zeby dziecku nie opowiadac o takich ekscesach, zeby mu nie przyszlo do glowy tego powtarzac, ale ja swoje wiem zawsze lepiej. Ostatnio wiec mowie d mlodego, wez sie za nauke, bo nie zdasz matury jak nalezy, egzaminy za chwile. na co mlody - ty przeciez sama mowilas, ze zaczelas sie uczyc miesiac przed matura i zdalas wszystko spiewajaco, a ja mam jeszcze 3 miesiace, wiec spoko i przestan truc.
                no, to mam za swoje :/
          • mariner4 Coś w tym jednak jest 27.01.15, 14:17
            I nie popadajmy z jednej skrajności w drugą.
            Dlaczego zaraz wojna?
            Zastanawiam się czy totalne bezpieczeństwo socjalne sprzyja społeczności.
            Jako istoty społeczne bez rywalizacji marniejemy. Postęp jest efektem rywalizacji.
            Pewnie za parę pokoleń Europejczycy się przekonają ile w tym prawdy. Oby nie było za późno.
            M.



          • mariner4 W dosyć wczesnie powieści Lema 27.01.15, 14:36
            }Powrót z gwiazd" autor wykorzystał reletywizm czasu. 2 astronautów wróciło z wyprawy i zastali Ziemię daleko do przodu w stosunku do tej która opuścili.
            Był to świat bez wojen, kłopotów, agrsji.
            Tą ostatnią wyeliminowano sztucznie jakimś zabiegiem.
            I jaki to był swiat? Razem z agresją wyeliminowano zdolność do ryzyka, poświęcenia i rywalizacji.
            Opisany jest wypadek jak dziecko tonie, na oczach całkowicie biernego tłumu.
            Książka była napisana w latach 60.
            Cywilizacja w naszym rozumieniu to zaledwie cząstka trwania naszego gatunku.
            A skąd bierze się agresja na przykład kiboli? A może jest to brak możliwościn wyładowania naturalnej agresji wywołanej hormonami w pozytywny sposób?? ("To wszystko z nudów Wysoki Sądzie").
            Nie chodzi koniecznie o walkę fizyczną. Rywalizacja, na przykład zawodowa też z tego sie bierze.
            Wojny były do zawsze, odkąd grupy ludzi zaczęły na siebie wpadać. I chyba będą jeszcze długo. Niestety.
            M.

            • inna57 Re: W dosyć wczesnie powieści Lema 27.01.15, 19:51
              Wojna, rywalizacja nie są w żaden sposób przypisane naszemu gatunkowi. Rywalizują wszystkie istoty żywe. Nawet rośliny zbroją się, ścigają, trują wrogów. Jedynie arsenał jest różny, zasada zawsze ta sama.
              Ten sam motyw wyeliminowania agresji i emocji jest bardzo często powtarzany w powieściach lub filmach SF.
              • mariner4 Tylko istoty stadne, 27.01.15, 20:07
                W naszym przypadku społeczne, rywalizują o przywództwo wewnątrz swojej grupy.
                I tak jest od zawsze.
                W każdej takie grupie istynieje hierarchia. I walka o ten najwyższy stolek.
                My możemy mieć to w "konserwie", czyli w pieniądzu. Zwierzęta nie potrafią gomadzić dóbr i tylko fizyczna władza się u nich liczy. My możemy dyktowac warunki poprzez np konto w banku. Wystarczy świadomość, że można tej władzy użyć w dowolnym momencie. Niemoniecznie walcząc, a np kupując ludzi.
                Powszechna równość to mżonka i miraż. Nie istnieje.
                M.

                • inna57 Nie do końca 27.01.15, 20:32
                  Taki altannik (ptak) nigdy nie żyje w stadach a jednak dobra gromadzi a nawet często posuwa się do regularnej kradzieży dóbr innym altannikom lub innym istotom tylko z potrzeby zaimponowania wybrance serca.

                  Mrówki walczą ze sobą nie we własnym interesie tylko w interesie władcy. Również one jak i inne owady społeczne posuwają się do tego co my nazywamy pospolitą kradzieżą.

                  Równość gdyby takowa istniała byłaby elementem stopującym ewolucję i nadal Ziemię zamieszkiwałyby jedynie pojedyncze komórki.
                  • mariner4 Miałem na myśli ssaki 27.01.15, 20:41
                    a nie np mrówki, czy pszczoły gdzie pozycja w grupie jest determinowana raz na zawsze.
                    Ta kradzież dóbr przez ptaki jest czynem doraźnym. Tylko luidzie potrafią gromadzić bogactwo, nawet na pokolenia.
                    Umawiają się np że obraz van Gogha jest wart powiedzmy 30 mln USD i tego przestragają.
                    A dzieło sztuki to też pieniądz, który ma warość umowną. Musi być zachowana tylko zasada niepowtarzalności, powszechbego uznania albo rzadkości występowania (złoto). Bo inaczej jest zwyczajna inflacja.
                    M.
                    • inna57 Re: Miałem na myśli ssaki 27.01.15, 21:10
                      Tu masz rację tylko my jesteśmy taki "ni pies ni wydra coś na wzór świdra". Niby zleźliśmy z tego drzewa a i tak kurczowo się jego trzymamy wyzwalając najniższe uczucia przy byle okazji. Czasami badając behawioryzm zwierząt dochodzę do wniosku że na przykład zwykłej empatii moglibyśmy się uczyć od wielu pozornie niżej od nas usadowionych na gałęziach ewolucji.
                      • mariner4 Może tak, ale w przyrodzie tak już jest 27.01.15, 21:32
                        że kieruje się ona własnymi prawami, a eolucja zachodzi bardzo powoli.
                        Nie ma też nic wspólnego z zasadami sprawiedliwości i empatii. Tylko interes gatunku się liczy.
                        Na przykład lwy. W/g naszych kryteriów postępują po zbójecku. Samiec, który przejmuje stado po pokonaniu poprzednika, bez litośnie morduje jego dzieci. Ale tak jest i będzie i nie mozna tego ropzpatrywać w kategoriach moralności.
                        My mamy tylko cienką skórkę cywilizacji. Na przykład w chwilach zagrożenia może ona zniknąć.
                        A może nas jest już za dużo? Jest teoria, że w miare wzrostu gęstości występowania populacji na danym terenie, rośnie poziom agresji.
                        My inerujemy w nature. Z jakim skutkiem? Ocenią potomni.
                        Wspóczesna medycyna na przykład działa na korzyśc jednostek a przeciwko gatunkowi. Brutalne, ale prawdziwe. Wady genetyczne są leczoene ale dalej powielane. Zoperowanie wady wrodzonej serca nie usuwa skazy genetycznej u potomków.
                        Nie jestem za jakimś naturalizmem. Mam tylko liczne watpliwości. Trochę zjechałem z tematu.
                        M.
                        • inna57 Re: Może tak, ale w przyrodzie tak już jest 29.01.15, 20:21
                          Moim skromnym zdaniem dalszy postęp medycyny może doprowadzić do unicestwienia naszego gatunku. Kiedyś natura stosowała zasady eugeniki i to było dobre, korzystne mutacje były powielane (lub nie), niekorzystne były naturalnie eliminowane.
                          Obecnie obserwujemy zjawisko specyficznego wyścigu zbrojeń. Z jednej strony ludzie których jest stanowczo za dużo i jako gatunek są coraz bardziej zdegenerowani właśnie przez wyeliminowanie selekcji naturalnej choćby w postaci epidemii, my ludzie uważający się za panów świata na którym pojawiliśmy się chwilę temu a narobiliśmy zniszczeń jak pijany zając w zagonku kapusty. Z drugiej strony natura która próbuje nadążyć za błyskawicznymi zmianami jakie wprowadzamy niestety z mizernym skutkiem. Jako gatunek jesteśmy sprytni, niestety. Ale przyjdzie taki dzień gdy zostaniemy zmieceni z powierzchni tej planety i nie ma pewności czy do tego aktu apokalipsy sami nie przyłożymy ręki.
            • man_sapiens Re: W dosyć wczesnie powieści Lema 27.01.15, 22:09
              Skłonność do ryzyka, poświęcenia i rywalizacji są potrzebne i pożyteczne - o ile są we właściwej dawce, proporcjach i odpowiednio skierowane. Łączy się z nimi skłonność do agresji i także nienawiść do obcych, bo takie mamy mózgi - trzeba być tego świadomym i kontrolować te paskudne skłonności.
              Ale ci, którzy wywołują wojny nie ryzykują, nie poświęcają się i nie rywalizują. Za to zręcznie podniecają te instynkty (a zwłaszcza agresję i nienawiść do obcych) u mięsa armatniego, żeby nim łatwiej sterować.
              • mariner4 Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 28.01.15, 07:07
                To moim zdanie fakt.
                Rywalizacja i agresja nuie jest natomiast cechą tylko pojedyńczych ludzi. Także hest tto cecha grup i ich prowodyrów.
                Mogdzy nie spotkales się ze zjawiskiem, że w grupie ludzie popelniają więcej czynów niegodnych, niż pokedyńczo? Działe właśnie wzajemne nakręcanie się, będżce efektem rywalizacji w grupie.
                Nie da się opisać w 3 zdaniach tego co napisał Lem w tej książce, ale mnie ina dała wiele do myślenia.
                Dla mnie sprawa jest pewna, że jak tej naturalnie przecież agresji nie da sie wyładować w sposób pozyteczny dla grupy, rodziny, to staje się ona patologiczna.
                I to mnie najbardziej niepokoi kiedy kobiecy punkt widzenia zaczyna dominować. Podobno kobiety wprowadzaja do stosunków społecznych spokój i pozytywne cechy. Ale może to wywołuje patologie u mężczyzn? Kto wie? Nasz gatunek trwa długo. Cywilizacja nie.
                To niekoniecznie są moje poglądy, ale zwykłe pytania.
                M.
                • man_sapiens Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 28.01.15, 16:39
                  Mężczyźni (czy raczej samce rodzaju ludzkiego) instynktownie działają w grupie, bo już jako dzicy polowali stadnie i stadnie napadali na sąsiednie plemiona (albo się przed nimi bronili). Kobiety nie maja takiego instynktu. Dla nich grupa to rodzina. Ten "kobiecy", a raczej antymęski sposób działania który, jak piszesz, jest rzekomo wprowadzany do stosunków społecznych, nie polega na zmianie mechanizmów grupowego działania ale na ich rozmontowaniu. Jest taki rysunek Mleczki, na którym księżniczka mówi do rycerza "Świętego Graala poszukasz kiedy indziej, teraz trzeba wynieść śmieci" (trochę mogłem przekręcić, bo z pamięci). Gdybyśmy my, faceci nie szukali Graala to dalej siedzielibyśmy na drzewach - ale byłoby posprzątane. Oczywiście wiem, że gdyby nie wynoszenie śmieci to wyginęlibyśmy zanim byśmy z tych drzew zeszli. Trzeba uważać, żeby nie popaść w żadną skrajność.
                  • mariner4 Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 18:07
                    być zachowana równowaga. Przewaga jednego z nich powoduje patologie.
                    M.

                    • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 19:15
                      Z czysto naukowego punktu widzenia : nie wiemy. Brak danych. Jeszcze nigdy nie istniało społeczeństwo ze zdecydowaną dominacją kobiet.

                      Miałam na tym skończyć, ale ponieważ wiem, co by potem nastąpiło i jakie plany - projekty - poglądy - metody i cele by mi imputowano, spieszę donieść, że jako rasowa feministka wcale nie marzę o sprawdzeniu, jak to by było : odwrócić role. Nie. Zniwelowanie obecnej dominacji wystarczyłoby mi w zupełności. I mam żal do niektórych feministek, które sprawiają wrażenie, że ich celem jest nie tylko przejęcie dominacji, ale i odwet. Bardzo mi tych pań szkoda, bo zaiste straszne i nie do zniesienia musi być ich poczucie niższości. Mnie panowie aż tak za skórę nie zaleźli, a prawdę powiedziawszy - nigdy nie spotkałam się z seksizmem i bardzo mi z tym dobrze. A one by pewnie powiedziały, że z pewnością wielokrotnie, tylko za głupia jestem, żeby sobie z tego zdać sprawę. I to jest smutne. Niech nie tracą energii na przekonywanie mnie, że jestem nieświadomą ofiarą, niech lepiej wszystkie siły skierują tam, gdzie są naprawdę potrzebne. A takich miejsc nie brak.
                      • inna57 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 19:26
                        A to że zaczynaliśmy od matryjarchatu to pies? Ale ponieważ historia kołem się toczy to obecnie dochodzimy do drapieżnego (i głupio naiwnego) feminizmu. Czyli dochodzimy do farsy. Ludzkości do przetrwania nie są potrzebni samce alfa tak samo jak nie są potrzebne "lwice". Jedyne co potrzebujemy to umiejętność współpracy we wspólnym interesie ale tą zatraciliśmy ponoć w trakcie budowania pewnej wieży.
                        • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 19:31
                          A co my tak konkretnie wiemy o społeczeństwach matriarchalnych ? Bo ja, przyznaję, tyle co nic. Wiem, że mówią, że były. Koniec moich wiadomości.
                          Niezależnie od prośby o polecenie źródeł, gdzie mogłabym tę lukę jakoś rozsądnie uzupełnić, uważam, że fakt mojej całkowitej niewiedzy na ten temat coś znaczy. I to nie tylko to, że jestem niedoukiem.

                          PS Nie chodzi mi o matriarchalne społeczeństwa mityczne lub legendarne.
                          • inna57 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 20:01
                            Polecam prace Michel Brézillon. Był orędownikiem teorii że gdyby nie kobieta która wynalazła motykę i garnek nadal zajadalibyśmy się surowymi stekami z mamuta czy innej krowy.
                            • ploniekocica Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 20:06
                              inna57 napisała:

                              > Polecam prace Michel Brézillon. Był orędownikiem teorii że gdyby nie kobieta kt
                              > óra wynalazła motykę i garnek nadal zajadalibyśmy się surowymi stekami z mamuta
                              > czy innej krowy.

                              Jak gender to gender, Michela Brézillona.
                            • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 21:08
                              Wybacz, ale sama piszesz o teorii.
                              Przy haśle "matriarchat" Wikipedia.pl precyzuje tylko, że jest to "hipotetyczny[1] hierarchiczny ustrój społeczny i polityczny, w którym władzę sprawują kobiety." I szlus. Ale kto i gdzie w takim systemie żył i jak się taki ustrój sprawował - ani słowa.
                              We francuskiej wersji tego samego hasła już dużo więcej tekstu, ale wciąż kręcimy się w domenie teorii antropologicznych i innych przypuszczeń. Nie brak też oponentów o podobnym naukowym dorobku i statusie twierdzących, że matriarchat to mrzonka i mit. U zwolenników "matriarchatu realnego" podział na tych, którzy uważają, że rządziły istotnie kobiety i tych, którzy zawężają tę dominującą rolę społeczną do matek....
                              Wybacz, ale na tej samej zasadzie to ja sobie mogę poczytać rozprawki o liczbie aniołów na czubku szpilki.
                              Nadal uważam, że nie wiemy, czy społeczeństwa matriarchalne rzeczywiście istniały. A jeżeli istniały, to nadal nie wiemy, czy :
                              a] rządziły wszystkie kobiety czy tylko te, które wydały na świat potomstwo
                              b] jak się miewało społeczeństwo pod tymi rządami
                              c] jak, kiedy i dlaczego ten system społeczny upadł

                              Przy takim stopniu niewiedzy wszystkie te teorie zahaczają jak dla mnie o mit. I twierdzenie, że matriarchat to kolebka naszych społeczeństw jest absolutnie nieuprawnione. A przynajmniej równoprawne z poglądem, że rządy kobiet nigdy nie istniały. Mnie tam za jedno, bo nie przypuszczam, żeby nasze dzisiejsze problemy (nie)równościowe miały jakiekolwiek odniesienie do prehistorii. Dzisiejszym kobietom tak samo daleko od jaskiniowych przodkiń, jak mężczyznom od tamtych facetów z maczugami. Trochę nas jednak pokręciło na długiej drodze z jaskini do...... [tu każdy/a niech sobie wstawi nazwę budowli, która według niego/niej najlepiej symbolizuje dzisiejszą cywilizację)
                        • mariner4 Geny nie wiedza co to współpraca 29.01.15, 12:23
                          Silniejszy gen wypiera słabszy.
                          Można sobie snuć teorie, a biologia i tak wygra.Tylko co bedzie jak wygra z nami?
                          M.
                          • gat45 Re: Geny nie wiedza co to współpraca 29.01.15, 13:26
                            Nie wiem, o co Ci chodzi - tym bardziej, że nie wiem, na temat którego konkretnie postu wyszła Ci ta refleksja.
                            A co do genów : tak, statystycznie i w odpowiednio długim okresie czasu zawsze wygrają geny lepiej przystosowane. Ale lepsze przystosowanie nie zawsze musi oznaczać siłę fizyczną. Wystarczy lepsza odporność na czynnik x, y czy z, który nagle pojawia się w otoczeniu. Wtedy wygranymi będą cherlaki z genem odporności, a siłacze bez niego wyginą.
                            • mariner4 Przez większość czasu istnienia naszego gatunku 29.01.15, 14:16
                              wygrywał samiec silny i zdrowy. Bo ta cecha pozwalała przeżyć. To oczywiście może sie zmienić. Na przykład wygra inteligentnbiejszy. Ale czy to jest dobrze? Tego nie wiemy. Historia naturalna pełna jest gatunków, które wymarły podążając ślepą uliczką ewolucji.
                              Teraz z silnym i zdrowycm facetrem może wygrać fizyczny degenerat, ale mający na przykład więcej pieniędzy. Wygra ta tendencja która będzie stanowić dominujący kierunek. Czy to dobrze? Nie wiemy i my się już nie dowiemy.
                              Czytałem gdzieś, że cała ludzkośc pochodzi od 4 kobiet. Każdy z nas nosi w sobie jeden z 4 genów, który przenoszą tylko kobiety. Ciekawy jestem tej naszej jednej pramatki. Pewnie była taka. Potomstwo innych kobiet od tej czwórki wymarło po drodze dziejów.
                              M.
                              • inna57 Re: Przez większość czasu istnienia naszego gatun 29.01.15, 19:57
                                Polecam film Discovery - "The real Eve" ("Prawdziwa Ewa). Możesz znaleźć na chomikach. Warto, opowiada właśnie o tym że w rzeczywistości jesteśmy potomkami jednej kobiety i chodzi tu o mitochondrialne DNA.
                                • mariner4 Re: Przez większość czasu istnienia naszego gatun 30.01.15, 08:26
                                  Dozyć dużo o tym czytałem i oglądałem.
                                  Czy to oznacza, że wtedy żyła tylko ona jedna, jak chce Biblia? Z pewnością nie. Była jedną z wielu samic naszych pra przodków (Bo czy to już była kobieta?). Tylko potomkowie innych wymarli, a jej przetrwali. I o to jesteśmy!
                                  Przyroda jest ślepa i nie kombinuje. Działanie wielu czynników powoduje, że ewolucja posuwa się w jakimś kierunku. Czasem korzystnie, a czasem nie, dlatego pewne gatunki odchodzą do historii.
                                  My możemy natomiast jako jedyni na tej planecie ingerowac w ten porządek rzeczy. Czy robimu to dobrze.
                                  Pan lew przjmując stado od wypędzonego poprzednika morduje jego dzieci. Jakaś przyczyna tego jest. Założę sie, ze nie wie co to gender. To brutalne, a tak to zostało ukształtowane przez wiele tysięcuy lat. My natomiast chcemy w ciągu kilku pokoleń zmieniac to, co natura ukształtowała przez czas naszego trwania.
                                  Mnue sie to jakoś kojarzy z medycyna, która chce na prykład chirurgicznie usiwac wady genetyczne. Czasm nawet odnosi spektakularne sukcesy. Ale ten wyleczony ospbnik kopiuje swoje wady genetyczne potomstwu.
                                  Jestesmy aroganckim gatunkiem.
                                  M.
                      • 99venus Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 21:12
                        Jeszcze nigdy nie istniało społeczeństwo ze zdecydowaną dominacją kobiet.
                        ??????
                        a chociażby:wwwomenoftheworld.wordpress.com/2013/05/14/matrialchalne-plemie-mosu/
                        • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 21:38
                          O !!!!
                          Bardzo ciekawe. Gdybyś miał coś więcej na ten temat lub o innych tego typu rzadkościach, to polecam się łaskawej pamięci :)
                          Ale po szybkim przeczytaniu tego krótkiego i z konieczności skrótowego artykuliku - czegoś mi brakuje, żeby nazwać to matriarchatem. Wstałam dzisiaj o 3-ciej rano, strasznie mi się chce spać, więc dzisiaj już się nie zastanowię nad tym brakiem. Mogę tylko rzec, że przy czytaniu nasunęło mi się "o, to zupełnie coś, jak Mormoni, tylko na odwyrtkę". A chyba nie można mówić o "społeczeństwie, rządzonym przez Mormonów" ?
                          Nie, dzisiaj będę bohaterką z "Przeminęło z wiatrem". Pomyślę o tym jutro.
                          Dobranoc.
                        • inna57 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 28.01.15, 21:54
                          A do tego jeszcze Apacze w Ameryce Północnej, plemiona Ngada na wyspie Flores (Indonezja) i wiele innych starych struktur plemiennych. Dla wszystkich plemion opartych na matryjarchacie charakterystyczna jest dbałość o starców i wyjątkowa uczciwość.

                          Teorią jest jedynie że w okresie neolitu wszyscy żyliśmy w grupach opartych na matriarchacie. Ale jeśli nie, to faktycznie te wszystkie neolityczne Wenus to zwykłe pornole nie warte uwagi.
                          • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 29.01.15, 08:42
                            inna57 napisała:

                            > A do tego jeszcze Apacze w Ameryce Północnej, plemiona Ngada na wyspie Flores (
                            > Indonezja) i wiele innych starych struktur plemiennych. Dla wszystkich plemion
                            > opartych na matryjarchacie charakterystyczna jest dbałość o starców i wyjątkowa
                            > uczciwość.
                            >
                            > Teorią jest jedynie że w okresie neolitu wszyscy żyliśmy w grupach opartych na
                            > matriarchacie. Ale jeśli nie, to faktycznie te wszystkie neolityczne Wenus to z
                            > wykłe pornole nie warte uwagi.

                            O plemieniu Ngada coś mi się pałęta po pamięci, o reszcie nie wiedziałam, więc dzięki. Czuję, że chyba sobie poczytam więcej o społeczeństwach matriarchalnych, bo mnie zabolała ta luka w wykształceniu ogólnym.
                            A co do neolitycznych figurynek : kult płodności i jego symbolizowanie przez brzemienną niewiastę wcale nie oznacza jeszcze matriarchatu. Czyli niekoniecznie matriarchat albo pornografia i tertium non datur. Jak najbardziej datur :)
                          • ploniekocica Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 29.01.15, 10:28
                            Z tymi Apaczami (głównie chodzi o Apaczów Jicarilla) to nie do końca tak. Wśród wielu rodowitych ludów Ameryki pozycja kobiety była zdecydowanie wyższa niż u osadników, ale nie był to w żadnym wypadku matriarchat systemowy jako lustrzane odbicie patriarchatu. Był to raczej system egalitarny, gdzie albo władzą i znaczeniem dzieliły się po równo obie płcie, albo władzę pełnił najsilniejszy/najmądrzejszy/aktualnie wybrany/pochodzący z odpowiedniego rodu (to samo z końcówką A) bez względu na płeć.
                            Znane są historie (także z filmu i literatury) białych kobiet, które świadomie wybrały życie wśród Indian ze względu na to, że traktowali oni kobiety znacznie lepiej niż osadnicy.

                            Jeśli natomiast chodzi o pierwotny matriarchat to po długo trwającym w nauce (antropologii i archeologii głównie) przekonaniu (tak chętnie zaadoptowanym i zaadaptowanym przez ruchy feministyczne), że był on faktem coraz mocniej twierdzi się ostatnio, że po prostu nie ma żadnych dowodów, że istniały wielkie czy nawet duże kultury oparte na matriarchacie.
                            • gat45 Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 29.01.15, 10:54
                              Dzięki, Kocico.
                              Bo już myślałam, że mam nie lukę, a ziejącą wyrwę w tzw kulturze ogólnej.
                              Tak, trochę więcej uprawnień niż miały europejskie kobiety z XVIII czy XIX wieku to jeszcze nie matriarchat. A wszystkie opowieści, jakie znam o rzeczywistym matriarchacie, są z gatunku fikcji.
                              • ploniekocica Re: Pomiędzy tymi punktami widzenia powinna 29.01.15, 11:03
                                Jak Ci się zechce poczytać o koncepcjach to tutaj:
                                www.antropologia.uw.edu.pl/AR/ar-04-01.pdf
                                • ploniekocica ps. 29.01.15, 11:05
                                  To porządnie napisany artykuł - spójrz na bibliografię :)
                                  • gat45 Re: ps. 29.01.15, 11:31
                                    Zaffffffffffffffffffffffffffsze patrzę na bibliografię ! Często od niej zaczynam lekturę. Skrzywienie.
                                    • ploniekocica Re: ps. 29.01.15, 11:41
                                      Ja również i dlatego zanim Ci podesłałam zerknęłam na koniec, żeby było wiadomo, w którym kościele dzwoni :)
                      • mariner4 "Zniwelowanie obecnej dominacji" 29.01.15, 08:09
                        Dobrze brzmi, ale zbyty wiele zależy od interpretacji, co się pod tym pojęciem rozumie. A tych jest bardzo wiele.
                        Zauważyłem dawno, że nikogo nie razi na przykład dominacja kobiet w zawodzie nauczycielskim, co moim zdaniem ma negatywny wpływ na młdoe pokoleniie, gdyż powoduje infantylne postawy. Dzieci powinny miec do czynienia z iobydwioma wzorcami osobowości podczas procesu wychowania.
                        Doceniam jednak trzeźwość spokrzenia.
                        Niedalej jak wczoraj w Polsacie dyskutowano o tabletkach "po".
                        Zaproszenie 2 osób o radykalnie skrajnych poglądach, może jest medialne, ale niczego nie wnosi do problemu Dystkuja stron o umiarkowanie przeciwstawnych poglądach jest o wiele bardziej sensowna. Tej głupiej dziennikarce nie zależało na dyskusji, tylko na słownym mordobiciu zwiękaszjacym jej zdaniem oglądalność.
                        Masz rację pomiędzy zwolenniczką równości płci, a radykalną ferministką jest taka sama róznica jak pomiędzy kimś, kto ma lewicowe poglądy a maoistą. Niby obydwie postawy są lewicowe.
                        M.
                        • gat45 Marsjanie na pomoc ! 29.01.15, 08:37
                          mariner4 napisał:

                          [...]
                          > Zauważyłem dawno, że nikogo nie razi na przykład dominacja kobiet w zawodzie n
                          > auczycielskim, co moim zdaniem ma negatywny wpływ na młdoe pokoleniie, gdyż pow
                          > oduje infantylne postawy. Dzieci powinny miec do czynienia z iobydwioma wzorcam
                          > i osobowości podczas procesu wychowania. [...]

                          A wzorce osobowości męski i niewieści zależą w ogromnym stopniu od procesu wychowania, jakiemu poddano nauczyciela i nauczycielkę.... Czyli cegiełka do powielania wzorców z pokolenia na pokolenie.

                          Prawdziwy feler w tym, że nie ma trzeciej płci. Bo najlepszą metodą na wyrównanie szans mężczyzn i kobiet w męsko-damskim społeczeństwie byłoby powierzyć analizę obecnego stanu rzeczy komuś z zewnątrz, czyli jak w tytule postu :)
                          • az43 Re: Marsjanie na pomoc ! 29.01.15, 10:57
                            wyrównanie szans mężczyzn i kobiet ....jakie wyrównanie?jakich szans?
                            dlaczego kobiety i mężczyźni muszą być tacy sami?nigdy nie będą.NA CAŁE SZCZĘŚCIE!
                            • gat45 Re: Marsjanie na pomoc ! 29.01.15, 11:17
                              az43 napisał:

                              > wyrównanie szans mężczyzn i kobiet ....jakie wyrównanie?jakich szans?
                              Za kalkę z francuskiego przepraszam. Wydawało mi się, że w polskim też to wyrażenie oddaje to co myślę, a mianowicie zapewnienie obu płciom dostępu do pewnych funkcji społecznych na podstawie osobniczej przydatności, bez kryterium płci właśnie. Postuluję na przykład dopuszczenie mężczyzn do deski do prasowania, ponieważ równie dobrze się do tego nadają, jak kobiety.

                              > dlaczego kobiety i mężczyźni muszą być tacy sami?nigdy nie będą.NA CAŁE SZCZĘŚC
                              > IE!

                              Jakie TACY SAMI ???? Zaprawdę, głupoty gadasz (Gat się zdenerwował). Nie wstyd Ci utożsamiać równości z identycznością ?
                              Odmawiam rozmowy na tym poziomie.
                              • 99venus Re: Marsjanie na pomoc ! 29.01.15, 13:41
                                1.a kto broni stanąć przy desce i wyprasować koszulę?mnie nikt nie broni i czasami to robię.
                                (czekam na reakcję na słowo czasami).
                                2.mężczyzn od kobiet różni to(na całe szczęście) ,że nie ulegają zbyt szybko emocjom,nie okazują ich tak ekspresyjnie i odmienne poglądy-nawet jeżeli są błędne(a kto to ocenia?) nie powodują odmowy dalszej rozmowy.
                                3.szanse są jednakowe różne jest ich wykorzystanie.
                                • gat45 Re: Marsjanie na pomoc ! 29.01.15, 14:07
                                  Hi,hi,hi - zachichotał radośnie Gat przy lekturze punktu 1 :). I coraz radośniej przy następnych, choć przy pkt 3) chichot przeszedł w zastanowienie nad ... Nieważne. Nie zgadzam się z punktem trzecim.

                                  Psssssstyczek w Gaci nos został doceniony. Chociaż autor opłacił go dość potężnym minięciem się z prawdą, ale co znaczy prawda, kiedy można komuś przytykiem w nos prztyknąć ? Bo nie uwierzę, Venusie, że według Ciebie mężczyźni nigdy nie reagują odmową dalszej rozmowy, kiedy taka odmowa wydaje im się stosowna. Dobra, rozumiem : to co u mężczyzny jest daniem wyrazu poczuciu własnej wartości, u Gata jest oznaką humorzastości i ulegania nadmiernym emocjom.

                                  Ale i tak Cię bardzo lubię, Venusie :) Tylko po co gryziesz mnie ostatnio po kostkach ? Czym Ci się naraziłam ? Bo jeżeli czymś Cię ukłułam, to naprawdę nie było to moim zamiarem.
                        • magdolot Re: "Zniwelowanie obecnej dominacji" 29.01.15, 19:29
                          > Zauważyłem dawno, że nikogo nie razi na przykład dominacja kobiet w zawodzie n
                          > auczycielskim,

                          1. gdyby nauczyciele zarabiali jak górnicy, czy dalej nikogo by nie raziło, że ten zawód jest tak sfeminizowany, czy zaczęłoby razić? Jak sądzisz?

                          >co moim zdaniem ma negatywny wpływ na młdoe pokoleniie, gdyż pow
                          > oduje infantylne postawy.

                          2. Czyli kobiety są infantylne a dzieci powinny być trzymane od nich z daleka, bo tym kobiecym infantylizmem [niezdrowo] nasiąkają? To powiedziałeś. Może sprostujesz albo rozwiniesz, bo to naprawdę ciekawe twierdzenie [o ile jest poważne]. W rozwinięciu przydałoby się zahaczyć o okresy rozwojowe.

                          > Dzieci powinny miec do czynienia z iobydwioma wzorcam
                          > i osobowości podczas procesu wychowania.
                          2. Czy masz na myśli to, że proces wychowania nie odbywa się także w domu, czy dzieci nie mają ojców, czy jedno i drugie? A może chodzi o to, że kiedy chłopiec ma same nauczycielki, nie uczy się pełnić roli pt. "nauczyciel"?

                          A na koniec ćwiczenie z życia nauczycielki. Wchodzisz na salę odbyć pierwsze dwie lekcje z grupą prawie czterdziestu 14-15 latków płci męskiej. Rzecz odbywa się w slumsach, więc większa część klasy to panowie w obecnym typie "dresiarz". Mówisz: "dzisiaj będziemy ćwiczyć elementy gry w kosza". A panowie uśmiechając się do Ciebie z wyższością [jesteś babą!] oświadczają Ci prosto w oczy, że nie będą robić jakichś głupich ćwiczeń, tylko będą grać w kosza przez dwie lekcje i patrzą na Ciebie wyczekująco.
                          Co zrobisz?
                          Masz nade mną przewagę: Ty możesz się namyślić, ja musiałam natychmiast zareagować.
                          Podpowiedz babie co powinna zrobić w takiej sytuacji, a ja Ci opowiem co zrobiłam.
                          • mariner4 Re: "Zniwelowanie obecnej dominacji" 29.01.15, 19:45
                            Nauczycielom wiedzie się już o wiele lepiej niż kiedyś. mam więc nadzieję, że do zawodu będą wracać mężczyźni. Z pozytkiem dla dziatwy.
                            To nie jest moja opinia. Ja czytałem opracowania psychologów, w kórych pisano, że feminizacja zawodu nauczycielskiego jest szkodliwa. Dzieci mojego syna chodziły do prywatnego przedszkola do którego dopchać się nie byłoo mozna. Między innymi dlatego, ze właściciele dopilnowali parytetu wśród wychowawców przedszkolnych.
                            Dawno temu i nadal wśód różnych plemion do około 7 roku życia dzieci były pod opieką matek. Potem chłopców odbierano matkom (postrzyżyny) i szły pod opiekę mężczyzn. Wiadomo, wychowywano wojowników.
                            Nie da się ukryć, że równowaga powinna byc zachowana.
                            Nie tylko w domu, ale i w szkole, w czyli całym procesie wychowania.
                            M.
                            • magdolot Re: "Zniwelowanie obecnej dominacji" 30.01.15, 00:24
                              No, popatrz jak fajnie jak Mariner wypuści na powierzchnię człowieka! Od razu milej.:)
                              Tu z wieloma rzeczami się zgadzam.

                              I nawet ostatnio sobie myślałam otóż o "postrzyżynach", że w czasach wojowników przez 7 lat chroniono chłopczyka przed męskim struganiem, pod kiecą. I o tym jakie to mądre. I że Słowianin na szczęście Spartaninem nie był [brrr!].

                              A najbardziej zachwycasz mnie jak mówisz pozytywnie o panach przedszkolankach i to zupełnie bez martwienia się o ich zniewieściałość! Bo oni to nówka w nauczycielskim zawodzie i ci panowie do niego przychodzą, a nie wracają, bo przedszkola to niedawna sprawa. Podła płaca w tym zawodzie zaiste sprawiała, że przy równoczesnym społecznym przekonaniu, że facet ma zarabiać więcej bo inaczej nie jest facetem, odeszła z niego większość facetów. A praca w przedszkolu możliwa jest także dzięki rosnącemu społecznemu przekonaniu, że facet potrafi się dogadywać także z małymi dziećmi. I ja z tego także się cieszę.

                              Kolega mojego męża, bardzo zdolny fizyk, wyemigrował do Francji, gdzie dorył się stanowiska szefa Thompsona na Paryż... i zrezygnował i skończył duże studia nauczycielskie i został właśnie nauczycielem w przedszkolu. Rodzina miała dużo mniej kasy, ale on dużo więcej czasu dla własnych dzieci. Potrafił z zachwytem opowiadać jak pięciolatek zaczyna rozumieć pojęcie liczby, jak my wkładamy kurtki i masę różnych innych rzeczy. On jest przedszkolankiem
                              do-sko-na-łym!
                              I mi się nóż w kieszeni otwierał i serce krajało, jak tu przyjeżdżał w latach 90', kiedy Polak masowo fedrował kasę i... rodzice się go fstydzili, bo Thompsonem mogli się chwalić a przedszkolanek to ffffstyd w rodzinie i stawiali mu za wzór osobowy brata, co miał warstat samochodowy i doił kasę. Bolało go strasznie.

                              Na deser Ci opowiem, co ja wtedy zrobiłam. Zaproponowałam, że wobec tego sprawdzimy jak świetni są w kosza w taki oto sposób, że każdy z nich będzie mógł raz zaatakować kosz przeze mnie broniony [układ 1 na 1] i jeśli choć jeden z nich strzeli, to grają. Lecz jeśli żaden z nich nie strzeli mi kosza, to jednak ćwiczymy technikę i taktykę. Panowie weszli w ten układ z radosnym piskiem opon i po kwadransie potulnie ćwiczyli. Zaś pokochali mnie za to, że darowałam se triumf. I odtąd się mogłam pętać po nocy "na dzielnicy" bezkarnie jak mało kto.

                              A dokonałam ja tego, bo oprócz bycia kobietą jestem także jedynym synem mego ojca, co po raz kolejny dowodzi prawdziwości twierdzenia, że równowaga we wzorcach powinna być zachowana: obydwa się przydają. Za to sztywne stereotypy płciowe to śfiństwo i łeż.



                              • mariner4 Re: "Zniwelowanie obecnej dominacji" 30.01.15, 08:47
                                Są postawy nirmalne i skrajne.
                                Z tą "wojną" damsko - męską bywa tak jak z wojnami ideologicznymi. Mogą dyskutować na przykład osoby o poglądach umiarkowanie lewicowych z osobami o poglądach umiarkownie prawicowych i jest fajnie. Ale jak rozmawiają ludzie o skrajnie przeciwstawnych poglądach, to robi sie "mordobicie" i prynosi to więcej szkody, niż pozyrtku.
                                To samo jest z feminizmem. Jeżeli jest skrajny to w dyskusji ze skrajnie tradycyjnym męskim punktem widzenia nie chodzi o jakieś wspólne ustalenia, tylko o dowalenie przeciwnikowi. Czy to przybliża postęp? Moim zdaniem nie. Wiem po sobie, że jak mnie ktoś chce do muru przyprzeć to walczę jak tygrys.
                                Widać to w TV, gdzie dziennikarze zaperaszają osoby o skrajnych poglądach i zaczyna się młócka. Na przykład panią Szczukę i pana Piłkę. Z takiej dyskusji nic dobrego wyniknąć nie może.
                                Ale dziennikarzom nie chodzi o prawdę tylko o oglądalnośc, a walka jest ciekawsza od spkojnej rozmowy.
                                Ponadto postawy skraje wynikają często z osobistych urazów i doświadczeń, co powoduje chęc odegrania się.
                                Pewne nasze zachowanioa kształtowały setki tysięcy lat życia. Tak jak działanie w grupie myśliwych, czy wojowników. I nie da się tego zmienić najmądrzejszym nawet prawem,.
                                M.
                  • gat45 Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 28.01.15, 19:26
                    Powiem i Tobie to, co Marinerowi : nie wiemy. Posprzątawszy dokumentnie każde drzewo pewnie byśmy zlazły posprzątać pod drzewem, a potem wzdłuż ścieżki do drzewa sąsiadki... Że Graala nikt by nie szukał ? Tego nie jestem taka pewna. Coś by się na pewno znalazło do szukania. Ale - mam nadzieję - w imię zupełnie innego bóstwa, zapewne mniej potężnego, ale i mniej krwiożerczego. O ile jestem bardzo ostrożna w określaniu cech jako męskie lub kobiece to jedno wydaje mi się pewne (i doskonale samo-wyjaśniające się przez czystą fizjologię) : mamy zupełnie inne podejście do krwi. Jako takiej, czyli płynu organicznego, i do całej za nią idącej symboliki.
                    Magdolot by to cudownie rozwinął. Ja nie mam ani jej talentu, ani jej odwagi.
                    • magdolot Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 28.01.15, 21:15
                      Rzadko czytam tytuły postów, a powyższy mnie troszku podrzuca. Bym rzekła: przyrodnie.

                      Nie jestem ja specem od sprzątania, choć od wicia gniazd - ofszem. I potrafię wić ad hoc.

                      Mi się kojarzy w rozumie teoria babci na temat menopauzy, mózgu i jagódek. Co się wzięła z dorwania we dżungli plemienia prawdziwych dzikusów i wlezienia mu z kalkulatorem do miski, co dosyć nieoczekiwanie obaliło mit o upolowanym mięsku jako podstawie wyżywienia i wysunęło babusię ściubolącą jagódki na plan pierwszy. Teoria mówi, że luckość mogła przetrwać, bo mamusia rodziła taśmowo i odstawiała od piersi, a babusia przestawała rodzić i pasła wnuki runem leśnym, aż mogły same się pasać. Dzięki tej zabawie ludzkie dzieciństwo [czas na rozwój mózgu] mogło potrwać dłużej. Bo mięsko nie co dzień daje się upolować, zaś przywleczonym mięskiem wojownik politykuje i się je dzieli, więc jego rodzina dostaje kawałek.

                      Mnie się widzi, że to się całkiem ładnie uzupełnia, to mięsko z jagódkami. I sądzę, że babcie [z wnukami] też chodzą po te jagódki grupowo do dżungli, bo bezpieczniej chyba?

                      Jak się doda do tego teorię przyniesioną tu niegdyś przez Marinera by rąbnąć nią wegetarian, o tym że włączenie mięska w dietę dało nam margines kalorii na wyhodowanie tak energożernego organu jak mózg, to można zrobić medley owych teorii i rzec, że wysiłki obydwu płci się złożyły na ten nasz mózg solidarnie.

                      Ale za to zapytam co robili mężczyźni zanim zaczęliśmy jeść mięso i nadeszła era polowań?

                      Chfilowo ja nic nie potrafię rozwijać, może jutro będę bardziej rozwinięta...

                      A tak w ogóle, to ja bym zapytała o zdanie Mundka. Bo Mundek wie co my wiemy i wie czego my nie wiemy i pewnie wie więcej niż wiemy. :)

                      Muuuundkuuuu!
                      • mariner4 Widziałem film w National Geografic 29.01.15, 08:18
                        na ten temat

                        > Ale za to zapytam co robili mężczyźni zanim zaczęliśmy jeść mięso i nade
                        > szła era polowań?

                        Że pierwotnie nasi przodkowie (ale chyba nie jeszcze ludzie) żyli w dżungli i byli roślinożercami, co jest zrozumiałe, bo tam pokarmu roslinnego jest dużo. Później z jakiegoś nieznanego powodyu ( a takie rzeczy sie zdarzały) zostali wyparc i na stepy. A tam pokarmu roslinnego jest mało. Powoli zmienili zwyczaje żywieniowe. Od padlinożerstwa, do polować. Jakieś rosliny jadalen jednak mieli, więc ostatecznie jesteśmy wszystkojedzacy. Witamina B12, tak bardzo potrzebna, jest przyswajalna tylko w mięsie na przykład. Polowania, to narzedzia i broń. Stawanie na tylnychh kopńczynach zwiększa na stepie zasięg obserwacji, co zwisza szanse dostrzezenia zagrożenia. I tak dalej. Chyba jasne.
                        M.
                        • inna57 Re: Widziałem film w National Geografic 29.01.15, 20:05
                          Nie oni zostali wyparci tylko na skutek zmian klimatu postępowało stepowienie i stąd konieczność zajęcia całkiem nowej niszy ekologicznej która wymogła kolejne zmiany ewolucyjne - pionizację postawy, radykalne zmiany w uzębieniu. Nasz przodek był wszystkożerny od początku na co wskazują zachowane szczątki twarzoczaszki.
                          Wiem że Gat zaraz powie że to tylko teoria ale albo to (ewolucja) albo jesteśmy owocem eksperymentów genetycznych kosmitów (też fajne).
                          • gat45 A właśnie że nie ! :) 30.01.15, 09:22
                            Gat tak ffffffffffffffffffffffffffcale nie powie ! :) Fffffcale a ffffcale !
                            Bo teraz piszesz o faktach potwierdzonych takimi czy innymi pozostałościami materialnymi. Zmiany klimatyczne i ewolucja pozostawiły po sobie ślady, a my na ich podstawie wysnuliśmy wnioski. Które wciąż się potwierdzają, albo są lekko modyfikowane w miejscach, gdzie musieliśmy się domyślać "przeskoku", bo w śladach była luka.
                            Ustrój matriarchalny zaś może i był, ale nie mamy bladego pojęcia, jak funkcjonował, czyli jak kształtowały się struktury hierarchiczne. Do tego potrzebna by była kultura juz znająca zapisy, a to jeszcze nie ta epoka. Nie wiemy przede wszystkim, czy był - jeżeli był - lustrzanym odbiciem do świetnie nam znanego patriarchatu. Myślałam sobie o tym właśnie podczas kilku ostatnich spacerów z Piesem i wyszło mi, że o symetrii nie mogłoby być mowy. Bo patriarchat na fizycznej sile się opiera, na dominacji pięści. A nasze ewentualne matriarchalne przodkinie nie miały szans na władzę siłową - z natury słabsze i na dodatek regularnie eliminowane z walki po kilka miesięcy przez ciąże. Ogłaszam konkurs SF : na czym opierały swoją władzę kobiety w hipotetycznym matriarchacie ? Czym uczyniły mężczyzn poddanymi sobie ?

                            • magdolot Wypracowanie dla Gata 31.01.15, 02:04
                              gat45 napisała:

                              Ogłaszam konkurs SF : na czym opierały swoją władzę kobiety w hipotetycznym matriarchacie ? Czym uczyniły mężczyzn poddanymi sobie ?


                              Cała prawda o Plemiu Mosu.

                              <Sajens z linku Venusa, fikszyn z palca Żyrafii Magdolotnej.>

                              Ful matriarchat i nic nie brakuje. Oryginalna nazwa to Das Mutterrecht. Odpowiedź prosta jak cep: syn nigdy nie odpępiony a ojciec rzecz nabyta - ot, cała filozofia.

                              Niebo dla Matek Polek, co nigdy nie tracą syna, bo on się nie wyprowadza do jakiejś szantrapy, ani też nie sprowadza on żadnej szantrapy co bibeloty bezczelnie przestawia i szczotkę do zębów na złej półce trzyma i fszystko to robi of kołz na złość mamusi... A zapłodniona córka się zmywa uwić własne gniazdo i nie ma konfliktów o wychowanie wnuka, bo wnuk jest córki synem, i do babci najwyżej przychodzi z wizytą.

                              Świat w którym kobiety nie walczą o mężczyzn z innymi kobietami, bo synów nigdy nikomu nie oddają, a synom fszak tradycyjnie najlepiej jest u mamusi.
                              Świat w którym mężczyźni nie walczą między sobą o kobiety, bo to kobiety obiekt wybierają. Świat w którym facet może zaliczyć dokładnie wszystkie kobiety, byle po dobroci, więc żyć nie umierać! Piękni i dorodni samcy mają podobne szanse jak utalentowani, czy nieodparcie mili, więc zapewne panowie zdolności komunikacyjne dobrze rozwijają, bo uważność i empatia im się po prostu opłaca. To świat bez migreny, świat wielokrotnych orgazmów osiąganych z obopólną satysfakcją.

                              Świat w którym związki na wyłączność są możliwe gdyby obu stronom się tak akurat chciało, a w domu schadzek i takowe związki mają wieczny posmak miodowego miesiąca, bo odbywają się w przestrzeni nie tylko pracowicie wydzielonej z tzw. trywialnej rzeczywistości, a na dodatek doskonale neutralnej.

                              Świat bez wojen bo kompletnie nie ma się o co trzaskać i fffszyscy mogą być mili.

                              To świat w którym Juliusz Cezar może mieć szansę u kobiety bo jest dowcipny, mądry i domyty, a nie dlatego że wygrał jakieś bitwy i zarżnął w nich wielu ludzi... bo władzy i tak mieć nie może.

                              I tak, masz rację Gatu, to świat w którym krew się szanuje. Krew w żyłach, związki krwi a także krew miesięczną. Jeśli w tym świecie wydarza się wojna, to jest wojną obronną, zapewne z plemieniem patriarchalnym, a armia synów walczy w niej zajadle w obronie swoich ukochanych mamuś. A skoro plemię Mosu nie mieszka na wyspie, ino nad jeziorem na styku prowincji Yunnan i Syczuan, to jego mężczyźni raczej są wystawieni na pokusy patriarchatu, a jakoś o dziwo im nie ulegają, więc chyba jednak uznają że taki układ im się opłaca.

                              Nie piszą nic o waaadzy we plemieniu w wykonaniu jakiejś nadpodmiotowej mamusi, mamusi fffszystkich mamuś, to chyba te mamusie są równe... więc i one nie mają się po co między sobą czaskać o waaadzę. I jeżeli tak jest, to gdyby inne plemiona się podobnie rządziły, to wojen by pewnie nie było. Bo każda mamusia wie, że gdyby wysłała synów żeby napierdzielili tamtym innym synom żeby im zabrać krowę, to tamci synowie [w obronie krowy swojej mamusi] mogliby jej synów jeszcze pokaleczyć albo i coś gorszego... i jeśli jej taka myśl wpadnie, to szybko puknie się w głowę. A i synowie, widać, wolą się napierdolić niźli znosić celibat i cięgiem się napierdalać.

                              Wrażliwe uszy przepraszam, lecz właśnie ten dualizm wydaje się mnie, ordynusowi, smakowity. Przepraszam też jednym tchem i pana Sigmunda za to, że gdyby żył f takim zafffszonym plemieniu to by nie zrobił kariery i nie mógłby sobie wytfornie niczego sublimować, bo by nie miał czego i nawet długości penisa by mu nikt nie zazdrościł, a co dopiero jego posiadania, albowię dla kobiet długość nie ma takiego znaczenia jak technika. I to szczególnie dla kobiet, którym w razie czego ktoś inny akurat w tem względzie dogodzi do syta...

                              Nie wiem jeno, co w tym matriarchacie się dzieje z postępem. Może we społeczeństwie co się swobodnie po uszy nurza w podmiotowym seksie takowego nie ma, bo go nikomu nie potrza? Tu może Sigmund by się jednak ucieszył, że bez tej sublimacji seksualnego popędu nie ma wielu rzeczy i by postrugał złośliwie marchefkę tym Mosu mówiąc "sig, sig, sig!".

                              Ale za to Mosu mogą postrugać marchefkę tym cywilizowanym Niemcom którzy teraz, właśnie w ramach postępu i pędu do podmiotowego tudzież zdrowego życia, masowo przepłacają za jajka od kurki z podwórka, bio mięsko i bio kosmetyki ucierane brudnymi nogami pod palmą ze sadła i popiołu, bio odzież z naturalnych włókien itp. rarytasy, których Mosu mają w sroc prawie darmo. A ponadto prowadzą szalenie ekologiczne życie o którym Niemcy ciągle jeszcze marzą i o które się muszą notorycznie chandryczyć z całym śfiatem.

                              Więc na kij Mosu postęp?!
                              Widać, wystarczyło po prostu nie wychodzić z łóżka i zupełnie spokojnie nań poczekać. :)))

                              To rzekłszy Żyrafa udała się do łóżka, we którym właśnie chrapi wytęskniony samiec i tam pod kordełką sobie Żyrafa na ten postęp spokojnie zaczeka.
                        • magdolot Re: Widziałem film w National Geografic 29.01.15, 23:15
                          Nie o to pytałam.
                          Odpowiadałam na post Sapiensa, a moje pytanie wywaliło na tyle daleko od kontekstu, że muszę dodać ów kontekst:
                          -------------
                          Mężczyźni (czy raczej samce rodzaju ludzkiego) instynktownie działają w grupie, bo już jako dzicy polowali stadnie i stadnie napadali na sąsiednie plemiona (albo się przed nimi bronili). Kobiety nie maja takiego instynktu. Dla nich grupa to rodzina. Ten "kobiecy", a raczej antymęski sposób działania który, jak piszesz, jest rzekomo wprowadzany do stosunków społecznych, nie polega na zmianie mechanizmów grupowego działania ale na ich rozmontowaniu.
                          --------------
                          Czyli: mężczyźni mają instynkt działania w grupie, a kobiety go nie mają. Rozumowanie w stylu "oni idą na piwo, a ona zostaje sama z dziećmi i się wkurza, więc im rozwala grupę".
                          W odpowiedzi opowiedziałam o tym jak męskie i damskie działania grupowe się ładnie wg. mnie uzupełniają w społeczeństwie pierwotnym i zapytałam o to co robili mężczyźni zanim nadeszła era polowań i w istocie było to pytanie o to "jak się wtedy przejawiał męski instynkt działania w grupie" [ ten właśnie instynkt, który tak rozwalają kobiety]. Bo mnię wywód Sapiensa wygląda na obrazek co gości pod czaszką współczesnego człowieka z bloku w momencie, kiedy człek ten sobie jaskiniowe życie wyobraża i radośnie ekstrapoluje własne doświadczenia lub stereotypowe sądy... w bardzo zamierzchłą przeszłość.

                          Ale mogę zmodyfikować pytanie i zapytać:

                          Czy tę padlinę mężczyźni i kobiety jedli grupowo i solidarnie, czy już wtedy kobiety mówiły żeby umyli ręce przed jedzeniem psując im całą przyjemność?

                          Skoro zostali wyparci z tej dżungli, to chyba jeszcze nie było męskiego instynktu grupowego, bowiem męskiemu instynktowi grupowemu fffszak nikt się nie oprze i nikt go znikąd nie wyprze. Może mężczyźni się tak obrazili o to mycie rąk nad padliną, że wtedy go wynaleźli, albowiem grupowo obrażeni przez te kobiety musieli komuś grupowo wpierdolić i im się akurat zwierzak napatoczył?
                          I tak ludzkość dokonała aż trzech odkryć naraz:
                          - męski instynkt grupowy,
                          - polowanie,
                          - agresja przeniesiona.

                          Ale nawet przy takim obrocie sprawy obie płci posiadają ów "instynkt działania w grupie", skoro kobiety grupowo obraziły mężczyzn, co sprawia że moje twierdzenie chyba lepiej trzyma się kupy niż twierdzenie Sapiensa i bardziej jest realistyczne, mimo że w tym poście tak samo wyssane z palca.

                          Bo problem leży zupełnie gdzie indziej: w uporczywym ekstrapolowaniu "wojny płci" w prehistorię. A to kompletny idiotyzm. I dokładnie takim samym idiotyzmem jest pojęcie "wojna płci".

                          Tu się aż prosi pocytować obficie Mundka z wątku o "Charlie Hebdo" i tam gdzie Mundek pisał o narodach i kulturach wpisać "płeć", przeczytać fragmenty o umowach społecznych którym nadaje się rangę mitu założycielskiego i mit ten zajadle uśfięca aby istoty nim epatowane nie skumały, że idzie jeno o umowę [bo takową, strony umowy mogą zmienić!] i o tym jak pięknie można owymi istotami pogrywać manipulując sznurkiem "zagrożenie!!!". Uzupełnić fragmentem o plemiennym cofaniu się za ogrodzenie i dawaniu w ryj.

                          "Wojna płci" to pojęcie z tej samej półeczki co pojęciowa zabawka "zwalczamy islamski terroryzm", co w gruncie rzeczy oznacza, że najpierw pracowicie go produkujemy i za nic nie ustajemy w produkcji. Różnica jest taka, że zwalczanie islamskiego terroryzmu odbywa się gdzieś daleko, a jak się nas fffkręci w "wojnę płci" to 1.wszyscy nieustannie bierzemy w niej udział nieustannie, 2. szalenie trudno ją skończyć bo płci się tak prosto nie pozbędziemy jak terrorystów islamskich. Po prostu perpetuum mobile.

                          Jakże pięknie pasuje ten cytat ze Mundka do uświęconych tradycją i sztywnych ról płciowych:

                          "Strach przed obcymi ma swoje źródło w chlubnych małpich początkach gatunku – naśladowanie (małpie naśladowanie) - które od samych dziecięcych początków pozwala istnieć w grupie nam podobnych – potem naśladowanie prawie instytucjonalne czyli szkoła – potem już naśladowanie na całego- zawodowego szczególnie korporacyjnego czy innego „dobrze przystosowanego” – to jak tu lubić innych niepodobnych - wychowanych w innej „krainie naśladowania” ? – nasza „specjalizacja” kulturowa/językowa wprost do tego nie dopuszcza ? i bywa dla dodatkowym pretekstem do wykluczenia.

                          Wybieramy grupę w której nasze naśladowanie czuje się najswobodniej a tu ktoś chce naruszać naszą wspólnie naśladowaną grupową tożsamość ?– no to w ryj. "

                          Jeżeli dajemy się małpio fffkręcić w "wojnę płci" to ludzkość zwyczajnie ginie. Dlatego czas najwyższy przestać się bać tych strasznych feministek i dopuścić myśl że kobiety to także osobniki rodzaju ludzkiego i na dodatek można z nimi ne-go-cjo-wać. A w negocjacjach używa się argumentów. Nie mitów i nie warczenia z góry, bo agresji instrumentalnej używają raczej terroryści, niż negocjatorzy.
                          Na pocieszenie dodam, że takie negocjacje prowadzimy codziennie w swoich własnych domach, więc trochę umiemy.

                          Ten fffstrętny żęder to w istocie katalog istniejących umów damsko-męskich wraz z analizą okoliczności w jakich je zawierano. Do tego przykłada się współczesną rzeczywistość i z grubsza przynajmniej widać, które okoliczności się przedatowały, a które nigdy się nie przedatują.

                          Ewoluują ustroje polityczne, ewoluuje także demokracja... w kierunku jak najmniejszego wykluczenia różnych "innych" bo nam wyszło w trakcie cywilizacyjnego rozwoju, że najlepiej na tym wychodzimy jak nikt się nie marnuje i że potrzebni są wszyscy. Role płciowe ewoluują w tę samą stronę. Szarijat praktycznie wyklucza kobiety z życia poza domem i dopóki islam trzyma połowę populacji w chałupie pod kluczem, to nie ma szans zwyczajnie, bo marnuje ręce i marnuje mózgi... i właśnie się z tym miota. Piszę to jasno, albowiem ten wątek ma wg. mnie ewidentny podtekst: my wypuściliśmy z kuchni te kobiety, a teraz oni nas...

                          Poza tym życie się zmienia. W 1977 u nas [!!!] abstrahując od "rok po Radomiu" i kartek na cukier, statystycznie rzecz biorąc cały dom był na głowie kobiety, bo ona mogła wyjść z pracy na zakupy i z dzieckiem do szczepienia i zrobić świąteczne porządki, i się nie przygotować do pracy bo miała odrabianie lekcji, prasowanie, pranie [ręczne], gotowanie i mycie garów, a pracodawca to rozumiał m.in. dlatego, że umowa damsko-męska obowiązywała taka, że: on spracowany ma sobie w spokoju poczytać gazetę, a ona przecież i tak tylko udaje że pracuje.

                          Obecnie pracodawca tego nie rozumie, a stare stereotypy mszczą się na młodych i dzisiaj.

                          A w tym miejscu obalam jeden stereotyp na deser:

                          https://static.sexwars.pl/100_100_581360410_Przystosowanie_przez_marianek.jpg
                    • man_sapiens Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 01.02.15, 01:01
                      Wstyd i hańba dla mnie, bo wykoleiłem wątek.
                      Nie lubię się tłumaczyć, ale trochę muszę. Zapominałem o tym, że kiedy się mówi, że kobiety są inne niż samce, to one czasami odbierają to jako obrazę albo wręcz poniżenie. No więc tak nie jest.
                      Męski instynkt tworzenia grupy świetnie nadaje się do tego, żeby stworzyć pluton albo i pułk, który z pieśnią na ustach wykonuje idealnie "w lewoooooooo zwrt" i "naprzóóóóód mrsz" wykrzykiwane przez samca ubranego w szaty bardziej kolorowe niż u reszty tego stada. To było bardzo pożyteczne przez wieki do budowania piramid i w wojsku potrzebne jest nadal. Przydaje się też, dopóki Apollo 13 czy inne Pendolino leci zgodnie z rozkładem. Ale dzisiaj ważniejsza od karności (do tego mamy komputery) jest twórczość, A to wymaga interakcji pomiędzy ludźmi a nie wykrzykiwania rozkazów i meldunków typu "aye aye sir". To wymaga częściowego zdemolowania mechanicznej organizacji i tą demolkę robią świetnie kobiety gdy się znajdą w takim męskim pułku, Wprowadzają luz a przede wszystkim komunikację. Zastępują strojenie min przez facetów jak w tańcu aborygenów przez wymianę spojrzeń, słów i myśli. Bez otoczki męskiej organizacji sprowadziłoby się to plotkowania psiapsiółek przy kawie (wiem, faceci plotkują więcej). Z kolei męska organizacja w czystej formie jest do pooglądania na defiladach w Korei Północnej.
                      Bez tego damskiego bałaganu żaden szeregowy nie mógłby samowolnie oddalić się w celu poszukiwania Graala, ale bez męskiego instynktu wojennego siałby całe życie rzodkiewkę w ogródku. W tym mieszanym damsko-męskim zorganizowanym chaosie (burdelu?) rodzi się przedsiębiorczość (to królowa Izabela sfinansowała wyprawę Kolumba) i twórczość (gdyby nie męska organizacja uniwersytetów to Skłodowska byłaby grzeczną panią profesorową Curie gotująca mu zupę i pielęgnującą wnuki.
                      • magdolot Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 01.02.15, 13:59
                        Z tym się mogę zgodzić, bo obydwie płci od zafsze umieją działać w grupach i w nich mają swoje hierarchie i te hierarchie z biegiem cywilizacji nie tylko się komplikują, lecz i załażą na siebie nawzajem i fffszystko się robi trudniejsze niż drzewiej, ale i coraz lepiej się uzupełniamy.
                        Z tego co wię o Skłodowskiej, to do ówczesnego damskiego obrazka zdrowo nie pasiła i do noszenia zupy się nie nadawała i zafffsze chłopcuf lubiała [asystentów także] i to głównie z obawy przed dużym skandalem rodzina wysłała ją w Paryż i ten strach przed skandalem zaległ był u podstaw jej oszałamiającej kariery. A kariera ta była możliwa i dzięki męskim freakom, których całkiem sporo ta "dziwna" łebska kobieta na swej drodze spotkała [w Polszcze też], uparcie znajdując dobre towarzystwo do szukania Graala.

                        Ja chyba nie chciałabym żyć w tym matriarchacie co żem go opisała [ a małż po lekturze owego postu podskakiwał przez dzień cały jak z przeproszeniem przedszkolak w dodatku w stylistyce damskiej agresji akurat, co było podwójnie zabawne], choć ów matriarchat o tyle być może biologią usprawiedliwion, że jak się wejdzie głębiej w genetykę to pokrewieństwo matka-syn jest najbliższym z istniejących, ponieważ na chromosomie Y jest głównie męskość i niewiele ponad i w związku z tym syn dostaje więcej genów z matczynego X, bo X jest znacznie bardziej genami napakowany. I tak córki są "sprawiedliwszą" mieszanką matki i ojca niż synowie, a matki są z synami bliżej spokrewnione niż z córkami. Obija mnie się po mózgu, że to ok. 3% i sporo z tego to mózg akurat i można tu rzec obrazowo, że córki mają mózgi w łaty, a synowie bardziej mamusiowe.

                        W tej sprawie to ja się akurat cieszę, że nie fffszystko w luckości to jeno cięgiem biologia i dorobilim do niej kilka gupich drobiazgów, które w sumie są mądre.

                        Natomiast ten fragment genetyki powinien dać do myślenia fffszystkim rodzicom upatrującym akurat w płci swojego dziecka passskudnych wad jego współrodzica wraz z płcią odziedziczonych. Pudło.
                        Szanowny rodzicu płci obojga, twój gupi syn nie po ojcu gupi, a twa gupia córka nie po matce gupia. Tyle biologii i chwatit.
                        • man_sapiens Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 01.02.15, 21:09
                          AKurat jest w Polityce ciekawy artykuł na ten temat. www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1607211,1,naukowcy-dowodza-im-wiecej-kobiet-w-grupie-tym-wydajniejsza-praca.read
                          Nie będę tutaj wklejać cytatów z niego, bo na FK nie ma ludzi (zarówno dam jak i dżentelmenów), których męczy przeczytanie więcej niż pięciu linijek tekstu.
                          • ave.duce Na FK? 01.02.15, 22:21
                            ŁOmatko!
                            • man_sapiens Re: Na FK? 01.02.15, 22:39
                              No, oczywiście chodziło o to, że inaczej niż na FK. Taki skrót myślowy, jak mówił taki jeden.
                              Wszystko z tej mojej zapalczywości.
                          • magdolot Re: Agersja i zdolniośc do poświęceń to siostry 02.02.15, 01:34
                            We "Płci mózgu" damskie hierarchie były opisywane jako o tyle bardziej skomplikowane, że bardziej demokratyczne - wieloliderkowe - przywództwo oddawane/ustępowane specówie w danej sprawie na czas trwania zadania. Umiejętności i kompetencje bardziej cenione od zdolności przywódczych jako takich.

                            Przeraża mnie zniknięcie 60 mln kobiet. Tak to jest dać małpie brzytwę w postaci USG... To zapewne owoc indyjskiego i chińskiego pędu do posiadania synów za fffszelką cenę. O wiele łatwiej usunąć ciążę niż zatłuc czy zagłodzić w pełni zaistniałą dziewczynkę. Wiem, że w Indiach jest zakaz podawania rodzicom informacji przy USG o płci przyszłego dziecka, i ichnie podziemie to właśnie nielegalne USG z podawaniem, aby. Całe połacie Indii w bezżennych facetach bez szans na kobietę ever... W skali rodziny zapewne to jest ekonomicznie uzasadnione, w skali narodu - koszmar.
                            Bywa i w drugą stronę. Karen Blixen pisała w "Pożegnaniu z Afryką", że Kikujusi nosili chore dziewczynki do misyjnego szpitala, a dla chłopców na ogół się tak nie trudzili i dawali im sczeznąć w chałupie. Kikujusi byli biednym plemieniem i inwestowanie w córki im się opłacało, bo córkę mogli wydać za bogatego Masaja i poprawić swój byt, a syn nie dawał takiej nadziei.

                            To kolejny [koszmarny] argument przemawiający za tym, że równość płci nie jest głupia.
                            A z przeludnieniem lepiej jest się rozprawiać mając mnie dzieci, za to kochanych po prostu. I to także coraz lepiej robimy.
                          • mariner4 Ale do jakiej granicy 02.02.15, 09:00
                            udziału obu płci w takiej grupie?
                            Jeżeli w grupie prawie nie ma kobiet, to ich większa ilośc może spowodować takie skutki. Ale jeżeli mielibyśmy do czuynienia z grupą niemal samych kobiet, to wprowadzenie do niej mężcyzn mogłoby odnieśc podobny skutek.
                            M.
                            • magdolot Re: Ale do jakiej granicy 02.02.15, 12:57
                              Tutaj masz Marineru linek do stronki autorki tych badań:

                              www.anitawoolley.com/index.php?option=com_content&view=frontpage&Itemid=1
                              w fiszce publikacje stoi wyraźnie, że wystarczy podać e-mail i zamówić dowolne jej publikacje z podanej listy, a zostaną Ci przysłane.

                              Może autorka odpowie Ci także na zadane przez Ciebie pytanie, jeśli poniższe zdanie Cię nie satysfakcjonuje:
                              „Nie chodzi o zróżnicowanie płci w grupie, ale wręcz o wyraźną przewagę liczebną [kobiet*]” – podkreśla Woolley.

                              * nawias mój.

                              A co zrobisz jeśli się okaże, że sformułowanie przez nią owego zdania dowodzi dowodzi, że empatyczność i kompromisowość tej pani są dobrze rozwinięte i ona fcale nie chciała by jej wyniki okazały się seksistowskie, co na przykład manifestowało się w badaniach świadomym doborem grup mieszanych i pominięciem grup jednopłciowych?

                              Pani jest absolwentką Harvardu i być może jej badania zostały przeprowadzone jako naukowa odpowiedź na oświadczenie rektora Harvardu na temat genetycznego nienadawania się kobiet do nauk ścisłych, które kosztowało go stołek?
                              wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/200522,harvard-ma-pierwsza-kobiete-rektora-od-400-lat.html
                              Zwróć uwagę na rodzaj zadań rozwiązywanych przez badanych: "przydzielono im zadania, wymagające z jednej strony logicznego myślenia, z drugiej – analizy i dyskusji."
                              Może tej pani wystarczyło zwyczajne naukowe dowiedzenie seksistowskiej głupoty twierdzenia rektora i fcale nie chciała ona go odwracać o 180 stopni, bo to by było dokładnie tak samo idiotyczne i seksistowskie? Kobiety myślą macicą versus mężczyźni myślą tacicą?! Po kiego? Wszak wystarczyło dowieść, że kobiety znakomicie sobie radzą z logicznym myśleniem, czyli clou nauk ścisłych, zaś ich empatia pomaga miast przeszkadzać w zespołowym rozwiązywaniu problemów logicznych. I chwatit, bo w uprawianiu nauki talenty do mordobicia nie są fcale potrzebne i wie to nawet seksistowski pan Summers.

                              Poza tym ze stronki wynika, że badania tej pani na temat pracy zespołowej finansowane są także przez granty armii USA, która chyba raczej niechętnie finansuje fundamentalne skrajne feministki. Nie sądzę, żeby dało się wyniki tych badań przerobić na przepis kulinarny w stylu: do czołgu cza fsadzić 4 baby i 2 facetów, bo tak jest optymalnie i wtedy NIKT im się nie oprze, bo to by była bzdura. Lecz te badania mogłyby przemawiać na przykład za awansami dla kilku pań generałek we sztabach... Apage!
                              • magdolot Re: Ale do jakiej granicy 03.02.15, 02:17
                                Odbyłam dziś domowe starcie o prześladowanego Lawrence Summersa i f końcu powstał kompromis uzyskany via Swarthmore, które go od medialnej wersji zarzutu uwolniło, a poza tym wypunktowało. Owca wyszła z tego całkiem zadowolona, a wilk fciąż czuje się ciut prześladowany.

                                Owca gazetowe zarzuty stawiane Summersowi powielała, fięc uććiwie dołącza ten linek:

                                bulletin.swarthmore.edu/bulletin-issue-archive/index.html%3Fp=145.html?p=145
    • man_sapiens Re: 30 lat minęło 27.01.15, 12:46
      Popieram. Ale nie w 100%.
      Pierwszy protest: mylisz bezstresowe wychowanie z przekonaniem, że państwo powinno regulować każdy drobiazg w życiu człowieka. To jest zupełnie co innego niż wychowanie bezstresowe czyli traktowanie dzieci jak pełnoprawnych ludzi a nie rekrutów, których można z byle powodu (albo lepiej bez powodu) "przeczołgać". I to najlepiej "przeczołgać" psychicznie i to regularnie.
      Reszta to drobne uwagi:
      > Sytuacja 4 : Musisz lecieć samolotem
      Jeżeli dzisiaj kupisz bilet za takie pieniądze, ile kosztował w 1977 to i szampana dostaniesz. W 1977 nie było tanich linii, nie latało się do Londynu na weekend na piwo.

      > Sytuacja 5: Kazio rozbija szybę w samochodzie na sąsiedniej ulicy; ojciec
      > wyciąga pasek i wyjaśnia mu jak się rzeczy mają.
      Jeżeli ojciec potrzebuje paska, żeby skutecznie ukarać syna, to jest dupkiem. Po za tym zgadza się.

      > Sytuacja 7 : Bieżące stosunki między ojcem, a synem.
      To, że ojciec zarabia mało a pomimo tego wykształcił syna tak, że ten zarabia więcej od niego to przecież OK a że przez to ojciec nie ma oszczędności na czarną chwilę - trudno. To, że ojciec i syn przyjaźnią się i pomagają sobie nawzajem w potrzebie to też nic złego.

      Za to dodałbym:
      1977: Zestresowany szef (nie z powodu Urzędu Skarbowego ale z powodu interwencji sekretarza POP) opieprza bez powodu podwładnego. Ten spotyka się wieczorem z kumplami przy wódeczce (o dobre piwo było wtedy trudno) i obsmarowuje szefa tudzież firmę. Obydwaj kładą się spać uspokojeni jako że szef ma zawsze prawo opieprzyć podwładnego a podwładny ma prawo obgadywać szefa.
      2007: Szef opieprza pracownika j.w. (tyle że powodem stresu jest Urząd Skarbowy). Pracownik żali się w Twitterze. Interweniuje związek zawodowy, prasa rozpisuje się o okrutnym mobbingu w firmie X. W sądzie odbędzie rozprawa przeciwko podwładnemu o szkodzenie wizerunkowi firmy X (rozprawa odbędzie się zresztą "już" za 5 lat). Szef i podwładny z powodu stresu umierają przedwcześnie.
      • mariner4 Ja tylko zamieściłem 27.01.15, 14:13
        tekst. Moim zdaniem ciekawy. Może sporo w nim przesady, ale cos w nim jest.
        Ale i tak już niemal mnie posądzono o seksizm.
        Że to o chłopakach, a nie dziewczynkach.
        Kompleksy to przykra sprawa.
        M.
      • inna57 Re: 30 lat minęło 27.01.15, 20:41
        Latając tanimi liniami nie mam wymagań, znam ofertę i się na nią godzę na starcie. Latając liniówką obsługiwaną przez narodowego przewoźnika i płacąc za bilet stosownie wysoką cenę mam prawo oczekiwać lepszej obsługi i lepszego wyżywienia niż jogurt i mini "grzesiek" w charakterze śniadania w trakcie lotu przez kałużę.
        • man_sapiens Re: 30 lat minęło 27.01.15, 22:11
          Są różni narodowi przewoźnicy. LOT robi to, czego oczekuje od niego przytłaczająca większość pasażerów - jest tani. Ale przynajmniej nie strajkuje w kółko jak Lufthansa.
    • gat45 Różnice męsko-damskie 01.02.15, 08:29
      Wiele tu napisano na ten temat : panowie to, za to panie tamto, panie tak, ale panowie inaczej...
      A mnie zawsze ciekawi, w jakiej proporcji te przypisywanej jednej i drugiej płci zachowania typowe są pierwotne, a w jakiej wtórne. Na przykład wszyscy się zgadzają co do umiejętności negocjacyjnych kobiet i w ogóle zdolności komunikacyjnych. Tylko czy to wynik struktury biologicznej i biochemicznej, czy może cecha wykształcona przez niezliczone pokolenia poddaństwa ? No, niech nie będzie tak ostro - uzależnienia od mężczyzn ? Wiadomo, w każdej negocjacji słabsza strona ma trudniej i musi się bardziej wysilić, więcej i lepiej kombinować, przewidywać, wyczuwać nastroje rozmówcy ,żeby choć ochłap dla siebie wywalczyć. Czyli nie byłoby żadnej żeńskiej zdolności samoistnej, tylko baby nauczyłyby się komunikacji w ciężkiej szkole życia, której regulamin stworzyli panowie.

      Poza tym w całym wątku ograniczamy się do stanu dzisiejszego i historii pod kątem biologii, a gdzie bóstwo ? Gdzie zawalenie się na pysk pozycji kobiety w naszej cywilizacji przez przejęcie zasad religii mojżeszowej i następnie twórcze ich rozwinięcie ? Gdzieś tam mignęły statuetki Venus płodnej, ale ciekawostkowo. A chyba niepełny byłby obraz wzajemnych stosunków płci obojga, gdyby nie uwzględnić naleciałości judeochrześcijańskich. Z mojej lektury Nowego Testamentu wynika, że Nazarejczyk chciał polepszyć los wszystkich pokrzywdzonych, w tym kobiet - a świadczy o tym sporo epizodów i przypowieści. Ale mu nie dali. Opór zastanej materii okazał się silniejszy, o,dużo silniejszy. No bo jak ma się "Młot na czarownice" do wszystkich trzech Marii z Ewangelii ? Już apostołowie zaczęli kręcić, a średniowieczni ojcowie kościoła pozamiatali i szlus. Została tylko samica gołębia jako ucieleśnienie ducha świętego, a i to chyba przez przeoczenie. Nie ma żadnej żeńskiej postaci, którą można by choćby wysłać z tak kobieco intymnym posłaniem, jak zwiastowanie. Nie ma. Do skromnej panienki z taką wiadomością muszą wysyłać faceta. Ani jednej anielicy na stanie, ani sztuki ! No ja was przepraszam....
      • mariner4 Czas w którym liczyła sie siła fizyczna 01.02.15, 09:32
        jwest nieporównywalnie dłuższy od ostatynich może 100 lat.
        Wiadomo, że dominował ten co był silniejszy fiozycznie.
        Wykształciło to inne cechy. Kobietyy musiały nauczuyć się sztuki nkompromisu, negocjacji, żeby po prostu przetrwać. Ponadto glówne zajęcie, czyli wychowywanie dzieci wzmacniały te cechy.
        Można prawem próbować zmienić to co jest efektem całej ewolucji, czyli na siłę. Ale z jakim skutkiem? Tego jeszcze dla dobra sprawy nie wiemy.
        Mam nieoparte wrażenie, ze tłumienie działania testosteronu we współczesnej cywilizacji musi przynosić niechciane skutki patologioczne. Choćby agresja kiboli.
        Tymczasem są cechy nabhyte w procesie wychowania, ale i wrdzone, na które wychowanie ma niewielki, albo żaden wpływ.
        Dzisiaj w TVN jakiś naukowiec (dokładnie nie wiem, bo opgladałem jednym okiem będąc zajęty czym innym) mówuł o różnicach budowy naszych mózgów. To jest fakt anatomiczny i nic na to nie poradzimy. Ale "różny" wcale nie oznacza "gorszy", ani "lepszy".
        M.
        • tojajurek Re: Czas w którym liczyła sie siła fizyczna 01.02.15, 18:51
          Istnieje ciekawa teoria, iż kobiety są ewolucyjnie znacznie wyżej - a w każdym razie dalej - od mężczyzn, gdyż od zarania dziejów szybciej niż mężczyźni dojrzewają do wydania na świat kolejnego pokolenia, a więc genetycznie podlegały liczniejszemu i większemu rozrzutowi mutacji cech związanych z płcią.
          Może coś w tym jest, abstrahując (za przeproszeniem) od rozstrzygania czy szybszy rozwój oznacza większy postęp.
          • mariner4 Nie wiemskąd to wiesz, ale 02.02.15, 08:56
            z tego co ja czytałem, to a zróznicowanie genetyczne odpowiadają plemniki. (tylko jeden z milionów). Kobiety produkują niewiele jaj podczas okresu prokreacji.
            To zasada biologiczn, że wygrywa silniejszy fizycznie doprowadziła, że mężczyźni są fizycznie silniejsi.
            M.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka