moni-kam9
27.12.09, 13:21
Minęły kolejne święta Bożego Narodzenia, już od czterech lat
wyjatkowo ciężkie dla mojej rodziny.Nie wiem, co dalej robić, a
wszystko dzięki "kochanej teściowej". Jestesmy z mężem już od 11
razem, 8 lat po ślubie. Od 4 lat nie rozmawiam z moją teściową, od 3
lat nie mam juz siły rozmawiać z moim mężem...A na początku było tak
pięknie, jak w bajce. Poznaliśmy się z mężem i zakochalismy w sobie.
Po kilku miesiącach bycia razem, pojechaliśmy do jego rodziców, abym
ich poznała...Na poczatku moja przyszła wówczas teściowa dała poznać
się w wersji "ą" i "ę". Była sztywna jak diabli, ale wytłumaczyłam
sobie,że przecież widzi mnie pierwszy raz, nie zna mnie i takie tam.
Ale ok, staralam się zrobić jak najlepsze wrażenie. Potem drugie,
trzecie, czwarte odwiedziny i zauważyłam, że mnie ona po porstu mnie
nie trawi...Ale to nie z nią jestem, tłumaczyłam sobie...Mój parner,
jedynak, też mi to powtarzał, że mieszkają daleko od nas, że będzie
dobrze, po prostu mama musi się przyzwyczaić do mnie i takie
tam...Po trzech latach znajomości zdecydowaliśmy się na ślub. i się
zaczęło ustanawianie, gdzie i jak. Nie spodobało mi się, że tylko
moi rodzice zostali obarczeni tym obowiązkiem, ale ok. Zalatwiliśmy
hotel i restaurację,moi rodzice zajęli się cateringiem, oprawą
muzyczną itd., a my wzięliśmy na siebie nasze stroje, alkohol,
zaproszenia itd. Przez cały okres załatwiania spraw jego rodzice
tylko raz skontaktowali się z moimi z zapytaniem, czy coś nam dadzą
po ślubie (czyt. kasa). Przyszedł dzień ślubu i wesela. Teściowa nie
dojechała przed weselem, aby udzielić nam błogosławieństwa (bo
musiala w tym czasie zrewidować lokal, w ktorym miało być wesele),
udzieli go moi rodzice, a ona z teściem wpadła do kościoła dopiero
na początku uroczystości. Potem na weselu obraziła się na mnie i
moją rodzinę, bo nie mogła usiąść obok swojego synka przy stole...w
miejscu dla świadka oczywiście. Po weselu pojechaliśmy w podróż
poślubną, a gdy z niej wróciliśmy ( 3 tyg.po ślubie), wyjęła album
ze zdjęciami i zaczęła mnie częstować zdjęciami dziewczyn, które
mogłyby być żonami jej synka. Dziewczynami z nazwiskiem, majątkiem
itd. Mój mąż podkulił ogon i zdobył się tylko na tekst: mamo,
przestań już… Potem było już tylko gorzej. Telefony sprawdzające
gdzie jesteśmy, co robimy, z kim, gdzie jedziemy, ile mamy pieniędzy
itd. Zaczęłam być zła, ale grzecznie zaciskałam zęby i grałam rolę
dobrej synowej. Z mojego męża zaczął w tym czasie wychodzić
mamysynek. Wciąż powtarzał, że przesadzam itd. Zaszłam w ciążę,
urodziła corkę. Teściowa nie raczyła pofatygować się do pomocy, za
to rozpoczęło się udzielanie dobrych rad telefonicznych, jak kąpać,
w czym, jak karmić (dlaczego karmię piersią, skoro teraz takie modne
są butelki),itd. Zaciskała zęby coraz bardziej. Aż do świąt Bożego
Narodzenia, gdy nasza mała miała 2 lata. Pojechaliśmy do rodziców
męża. W drugi dzień świąt, córka (wyjątkowo twardy charakterek),
zaczęła rozrabiać. Aby się uspokoiła, postawiłam ją na chwilę do
kąta. I stało się. Teściowa przystąpiła do ataku. Zaczęła krzyczeć,
że jestem nienormalna, że w jej domu nie będę rządzić się dzieckiem,
że mam iść się leczyć itd. Powiedziałam, żeby poczekała, aż jej syn
wróci ( poszedł akurat na parking po auto) i wtedy powie, co ma do
mnie. Usłyszałam, że jej synek nie musi tego wysłuchiwać i dalej
jazda na mnie…Wykrzyczała mi, że jestem nikt, że czyszczę konto jej
synka, że moja rodzina to też wielkie nic, a ona zrobi wszystko,
żebyśmy się rozwiedli…Straszyła mnie prawnikami, znajomościami i Bóg
wie czy jeszcze. Wówczas zebrałam się z dzieckiem, zwinęłam męża,
który wszedł w drzwi i usłyszał od niej, że właśnie na nią
nakrzyczałam i wróciłam do domu. Od tamtej pory moje życie się wali.
Nie mogę dojść ładu z mężem, bo on dalej uważa, że to moja wina.
Odechciewa mi się wszystkiego. Nie sypiamy ze sobą od dłuższego
czasu. Nie wiem, co mam dalej robić. Nie wiem nawet, czy jeszcze go
kocham. Nienawiść za jego ślepą miłość do mamusi pochłonęła
wszystkie moje uczucia do niego…Jestem w dołku…Boli mnie spojrzenie
córki, która nie widzi przytulających i kochających się rodziców… Co
robić?