Dodaj do ulubionych

Jesli maz nie ma racji ? do eksperta

11.05.10, 21:06
witam,
poprosze o porade eksperta oraz madrzejszych(bardziej
doswiadczonych rodzicow)
Dziecka ma 6 lat -dziewczynka, malzenstwem jestesmy od lat 8.
Drogi ekspercie jaki uklad w malzenstwie jest najlepszy, dla dziecka
i dla malzenstwa ?
Jestem w chaosie ....
Jestem osoba aktywna zawodowo - czyteaj do domu wracam wieczorem bo
musze bo pracuje nie ze chce .
Ukonczylam studia wielki wysilek , praca to tez wielki wysilek,
fizyczny , emocjonalny
Zawsze marzylam o zwiazku partnerskim , tzn. oboje rodzice sa dla
siebie partnerami , kazde z nich wklada po rowno w zwiazek, wysilku,
opieki nad dzieckiem, jest podzial obowiazkow , wszystkie wazne
sprawy podejmujemy wspolnie- nikt nad nikim nie dominuje i nie
goruje

z drugiej strony dziecko jest w przedszkolu katolickim - tu jeden
obowiazujacy uklad to model gdzie ojciec jest najwazniejszy, jest
glowa, to on podejmuje najwazniejsze decyzje , matka przydzieciach
nigdy nie podwaza jego decyzji, malo tego nigdy nie probuje
dyskutowac o decyzjach. Nawet Pani psycholog przedszkolna do ktorej
chodzimy stawia glowe ojca jako rodziny na piedestale a ja na
kolana ...nie moge sie z tym zgodzic, bije to w poczucie mojej
sprawiedliwosci, odbiera prawo do mowienia
jesli ojciec zle zrobi nie wolno powiedziec dziecku ,,mama uwaza ze
tata zrobil zle " - dlaczego pytam ????

Czy dziecku nie nalezy pokazywac swiata prawdziwego , tzn. ludzie
sie myla nie maja racji, ze mam prawo jako matka widziec ze ojciec
zrobil zle i sprobowac spokojnie o tym w 3 osoby porozmawiac ?

Przyklad z ostatnich dni :
dziecko jest chore , jestesmy na wizycie lekarskiej w poniedzialek ,
lekarz mowi dziecko musi zostac w domu do piatku, u lekarza ustalamy
ojciec bierze wtorek wolny, ja matka jestem od srody do piatku .
Jest poniedzialek wieczorem przy obiedzie , maz oznajmia ze do
dziecka we wtroek przyjedzie ukrainka , ktora posprzata i zaopiekuje
sie dzieckiem. Ukrainka byla w moim domu raz.
Ja sie nie zgodzilam przy tym obiedzie i powiedizlam ze sie na to
nie zgadzam , bo nie znam tej kobiety, nie mam do niej zaufania .
Maz sie wsciekl bo powiedzial, ze on wspolnie z tesciowa wymyslili
ze to bedize super rozwiazanie i ze ja nie daje mu samodzielnie
podjac decyzji , ze zawsze musi byc tak jak ja chce i ze on w takim
razie muwo dosc naszemu malzenstwu bo on w dyktaturze zyc nie
chce .Sytualcji podobnych i rownie trudnych btylo wiele w tej chwili
stoimy na granicy rozpadu zwiazku
Prosze niech ktos choc ten maly urywek zycia sprobujepodsumowac i
cos doradzic , ja sie pogubilam .
Obserwuj wątek
    • kati1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:17
      hmm dyktaturze nie będzie żyl \tylko sam rzadzil :)
      Coz Ty myslisz o partnerstwie, on o swojej dyktaturze, dwa modele
      malzenstwa, sprzeczne ze soba.
      Rozmawiaj z mezem, tlumacz mu, ze chcesz aby decyzje byly wspolnie
      podejmowane, a nie on z tesciowa, bez Ciebie i to on teraz uprawia
      dyktature. Tlumacz jakbys chciala, ale jesli on inaczej wychowany,
      to bedziecie koty drzec
      • jagodyipoziomki Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:23
        Ale powiedz prosze czy bylabys w stanie funkcjonowac w modelu
        patriarchalnym - dla mnie rownoznaczyn z rezygnacji z czesc siebie
        czy tez dozysz do partnerstwa w zwiazku
        fakt ze mamy duzo roznic , pochodzimy z roznych domow ja milosc,
        rodzina na szczycie
        u meza zasady porzadek w domu ale nie dobieralismy sie ze wzgledyu
        na nasze domy ale bo sie kochalismy a teraz w zyciu, w codziennych
        zmaganiach milosc chowa sie w kat a problemy rzadza naszym zyciem
        • krzysztof-lis Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:34
          > fakt ze mamy duzo roznic , pochodzimy z roznych domow ja milosc,
          > rodzina na szczycie
          > u meza zasady porzadek w dom

          TERAZ zorientowałaś się, że to Was tak różni? To jest niepoważne...
    • bracialwieserce Pytam 11.05.10, 21:19
      co to za nawiedzone przedszkole? To jakaś sekta! Kto w XXI wieku kieruje się
      idiotyzmem oddając dziecko do takiego "czegoś". W życiu jest się takim a takim,
      istnieją obowiązki etc ale bycie stawianym na piedestale bo ma się penisa między
      nogami? Co to jakaś nowa wersja książki Atwood "Opowieść podręcznej"? Po co
      Twoje dziecko uczęszcza do jeszcze takiej samej jak ośrodek nawiedzonej
      psycholożki - i co to za "specjalistka"?
      Po ente no rany boga kto tu jest terrorystą? Dziecko ma matkę zdrową na umyśle a
      decyzję podejmuje Tatuś ze swoją Mamusią?! EKHM chyba coś się komuś pokręciło? I
      to on Cię biedak szantażuje rozwodem! Wolne żarty.
      Ty oddaj wpierw dziecko do NORMALNEGO ośrodka jeśli już musisz/chcesz wychowywać
      w tzw. wierze to naprawdę przydałoby się coś co niestety przy polskich
      odmóżdżonych realiach jest prawie niemożliwe - TOLERANCJA. Inaczej córka
      wyrośnie Ci na pannę zaspokajającą dążenia mężczyzn/samej nie potrafiąc
      szanować/stanowić o sobie.
      Twój facet ZAWSZE był taki? Współczuję!
      Wiesz ja jestem niewierząca z tym, że postawa i przedszkole w którym Twój mąż
      umieścił dziecko jest RADYKALNE a ja "odchyłów" nie lubię w żadnej postaci w
      tym religijnej -bo to z rel. nie ma nic wspólnego!11 I wybacz jesteście tyle lat
      w związku naprawdę uważasz, że rozmowa etc to zmieni?!
      • krzysztof-lis Re: Pytam 11.05.10, 21:35
        > co to za nawiedzone przedszkole? To jakaś sekta! Kto w XXI wieku
        > kieruje się idiotyzmem oddając dziecko do takiego "czegoś".

        Tatuś z teściową zdecydowali, a mamusia... no właśnie... Czemu mamusia nie
        zaprotestowała?

        > Twój facet ZAWSZE był taki? Współczuję!

        Ja też... Głównie współczuję tego złego wyboru, który podjęła.
    • tully.makker Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:35
      Powiedz prosze, ze zartujesz...
      • efi-efi Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:55
        A ja to pewnie jak etatowa opozycjonistka napiszę, że małżeństwo to nie pole
        walki i nie kumam dlaczego tak się upierasz w tym udowadnianiu swoich racji.
        Tak naprawdę to mądra kobieta jak chce to przeforsuje każdą swoją decyzję w
        małżeństwie, a facet będzie prekonany, że to jego osbista decyzja.
        • bracialwieserce efi-efi 11.05.10, 21:58
          Po co pisać skoro się głupoty chyba rodem z Cosmopolitan wyczytuje i wypisuje?
          Niech mu zrobi jeszcze laskę pewnie szybciej "ulegnie".
        • mgla_jedwabna Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 13.05.10, 13:33
          To napisz, jak ona miała przeforsować w poniedziałek wieczorem, że do dziecka jednak nie przyjdzie Ukrainka, tylko zostanie z nim tatuś. I to jeszzce tak, żeby tatusiowi się wydawało, ze to jego pomysł.

          Problem moim zdaniem leży gdzie indziej i nie w przedszkolu bynajmniej. W skrócie sytuacja wygląda tak:

          Autorka wątku i jej mąż ustalają coś wspólnie. W ostatniej chwili mąż informuje arbitralnie żonę, że będzie inaczej. Na prostest żony, że przecież umówili się inaczej ( a nowe rozwiązanie nie wydaje się lepsze), mąż robi generalną awanturę z generalnymi pretensjami, jak to żona chce go kontrolować, wymusza decyzje. Drobna sprawa jest dla niego pretekstem do mówienia o rozstaniu.

          Takie tematy nie biorą się znikąd. Tu nie chodzi o żadne przedszkole ani o żadną Ukrainkę. Mąż tak na oko chce się wylogować z tego układu (żona, dziecko) i teraz szuka pretekstu, zbiera "dowody" na to, że to nie on jest wstrętny buc, który porzuca rodzinę, tylko to ona jest zołza, która mu żyć nie daje.

          Autorce wątku radzę zagrać w otwarte karty: spokojnie powiedzieć mężowi, że NIE MIAŁABY może nic przeciwko Ukraince, gdyby porozmawiał z nią odpowiednio wcześniej, a nie informował o zmianie w ostatniej chwili. Poza tym radzę zwrocić mężowi uwagę, że kwestia opieki nad dzieckiem przez trzy dni to nie jest powód do tego rodzaju prowokacji, awantur, do straszenia rozwodem lub separacją. To znaczy - jeśli chce się rozwodzić rozmawiamy o rozwodzie, jeśli chodzi mu tylko o wtorek, rozmawiamy o wtorku. Mąż uprawia teraz podłą manipulację, trezba to uciąć i to natychmiast: nie dać się wciągać w tematy niezwiązane ze sprawą (zapytać: co ma kwestia opieki przez 1 dzień do sugerowanej generalnej "zołzowatości" autorki?) i nie pozwolić na wciąganie osób trezcich w konflikt (Ukrainka/teściowa/psycholog z przedszkola NIE MAJĄ TU NIC DO RZECZY).

          Będzie trudno, bo jeśli facet myśli o rozstaniu, to prawdopodobnie już się do tego przygotowuje i po cichu "kolekcjonuje" incydenty takie jak ten. Trzeba traktować sprawę z chłodnym umysłem, mieć oczy dookoła głowy, nie dać sobą manipulować, nie dać się wciągać w gierki (np. "zmienię zdanie w ostatniej chwili, żona się wkurzy i będę miał dowód na jej nieelastyczność"), pilnować osób trzecich.

          • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 13.05.10, 20:54
            To prawda, ze zmienilem zdanie, ale bylo ono podyktowane tym, ze
            chcialem zaosczedzic dzien na zadanie. Uznalem, ze to dobry pomysl,
            bo konieczne bylo posprzatanie mieszkania a przy okazji moglem na
            chwile wyskoczyc z domu i zrobic oplaty, oddac do naprawy samochod,
            bo w naszej rodzinie nie ma czasu na zwykle sprawy. Zona karze
            siedziec z corka przez caly dzien i juz a potem wraca o 20.20 do
            domu. Poza tym to siedzenie corki w domu jest w naszej rodzinie
            norma. Nawet nie wiem czy corka wiecej dni spedza w domu, czy w
            przedszkolu. Poza tym bylem przekonany, ze zona sie ucieszy,
            oczekiwalem, ze powie - dobrze to zalatwiles bo i czysto w domu
            bedzie i sprawy na miescie zalatwione i corka dopilnowana. Ale w
            zamian co AWANTURA, o byle co. Poza tym na pewno wiesz, ze pewnych
            rzeczy nie da sie stale uzgadniac, bo nie ma fizycznie na to czasu.
            Pewne decyzje trzeba podejmowac blyskawicznie, bo inaczej jest
            paraliz w dzialaniach. Poza tym moja zona ma taka nature, ze
            uzgadnianie z nia czegokolwiek to problem i droga przez meke. Ona we
            wszystkim chce miec swoje zdanie i nad wszystkim kontrole - ok ale
            dlaczego chce robic to cudzymi rekami - zawsze chce mnie uziemic i
            mi tak poukladac czas, zebym nie mogl nic zrobic. tylko potem
            pretensja, ze czegos nie dopilnowalem. Nie znasz charakteru mojej
            malzonki. A o decyzji o Ukraince powiedzialem zonie w poniedzialek,
            bo wczesniej nie bylo mozliwosci. Bylem u brata corki na komunii
            poza Warszawa i wrocilem poznym wieczorem, kiedy obie zona i corka
            spaly. ilez to razy zona mnie informowala o czyms w ostatniej chwili
            i co swiat sie zawalil.
            • czarny.bary do redbaron 13.05.10, 23:15
              Czegos tu nie rozumiem najpierw piszesz ze podjales decyzje o
              rozwodzie a potem ze szukasz jeszcze pomocy ze moze to uratowac twoj
              zwiazek
              troche wyglada to tak jakbys samkowite zreszta jagody i inne owoce
              straszyl rozwodem chcac uzyskac jej posluch i slepa akceptacje
              twoich decyzji ...sam bys tak chcial ?
              Milo by bylo gdyby zona zmieniala wasze wspolne dycyzje
              jednostronnie ? nie ma tu znaczenia tlumaczenie nie ma czasu na dwa
              zdania chcby przez telefon czas znalezc sie powinien.Wazne decyzje
              ustala sie wspolnie ! i w waszym przypadku nie przy dziecku bo jak
              widac zle sie to konczy
              dziecko bylo swiadkiem pewnie niejednej waszej klotni , zdajecie
              sobie oboje sprawe czym to dla niego moze sie skonczyc, teraz jak
              ma 6 lat nerwica, wycofanie, brakiem pewnosci siebie, leki przed
              silniejszymi, przed grupa , dalej problemy w szkole z nauczycielami,
              z rowiesnikami, dalej, narkotyki, uzaleznienia (jak myslicie
              odpowiedzialni rodzice dlaczego dalej sa sekty zasilane takimi
              pokaleczonymi jednostkami z dziecinstwa ) idzmy dalej malzenstwo -
              zle wybory partnerow nieudacznikow lub psychopatow -mowiac mocniej.
              czy dziecko z taaaakiej rodziny ma szanse na dobre zycie ?
              odpowiedzcie sobie sami..
              przykro czytac ze dorosly facet szukajac pretekstu w klotni
              rozp..prza rodzine , przykro czytac ze dorosla kobieta krytykuje
              faceta w obecnosci dziecka -opanujcie sie chyba oboje malo jeszcze
              przezyliscie nie dotkneliscie smierci bliskich, powaznych
              chorob....jesli w was tyle emocji to pewnie to dobre uczucie jeszcze
              sie tli i w tobie i w niej ale brakuje wam jednego szacunku....zona
              za malo szanuje ciebie a ty nie szanujesz swojej zony (nazywajca ja
              histeryczka teraz na forum a w domowych pieleszach pewnie jeszcze
              gorzej )nie szanujesz swojego dziecka natlukli ci w tym przedszkolu
              ze jestes naj i wszyscy maja sie sluchac , a ekspertna forum pisze
              szanuj od malego swoje dziecka po partnersku adekwatnie do jego
              wieku dziecko to nie twoj podwykonawca to odrebna jednostka (masz
              ewidentny problem w sobie nie chce ci sie spedzac czasu z wlasnym
              dzieckiem - choroba nie ma tu nic do rzeczy)...podskornie wesze
              problemy w dziecinstwo twoim wlasnym, sklonnosc do agresji, przemocy
              i wydaje sie depresje - moze sie myle a moze nie ....lubisz wladze
              redbaron tez mowi duzo ten nick

              wniosek terapia rodzinna dla dwojga,czas dla siebie obojga
              do jagody : macie prawo drogie jagody byc inni i z innych domow
              liczy sie co was laczy nie krytykuj meza przy dziecku , poswiecmu
              wiecej czasu czuje sie zaniedbany, usamodzielniaj dziecko odklej je
              od siebie

              dla redbaron : zwiazek partnerski, wzajemny szacunek dla swoich
              roznic , panuj nad emocjami wzgledem dziecka i zony , wyjdz z domu a
              nie wrzeszcz, znajdz sobie w zyciu pasje
              przetnij pepowine z mamusia
              kwiaty dla zony milosc dla dziecka BEZWARUNKOWA
              od dziecka wymagaj przez dobry przyklad otocz czuloscia , ty dajesz
              czulosci dla zony i dziecka za malo , wiec zona zrobila sie
              nadopiekuncza -zycie nie lubi prozni przylozyles sie do tego baronie


    • p_wolf Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 21:52
      > z drugiej strony dziecko jest w przedszkolu katolickim - tu jeden
      > obowiazujacy uklad to model gdzie ojciec jest najwazniejszy, jest
      > glowa, to on podejmuje najwazniejsze decyzje , matka przydzieciach
      > nigdy nie podwaza jego decyzji, malo tego nigdy nie probuje
      > dyskutowac o decyzjach. Nawet Pani psycholog przedszkolna do ktorej
      > chodzimy stawia glowe ojca jako rodziny na piedestale a ja na
      > kolana ...nie moge sie z tym zgodzic, bije to w poczucie mojej
      > sprawiedliwosci, odbiera prawo do mowienia
      > jesli ojciec zle zrobi nie wolno powiedziec dziecku ,,mama uwaza ze
      > tata zrobil zle " - dlaczego pytam ????


      Gdzie masz dylemat, drugą stronę? Zabierz dziecko z przedszkola gdzie szkodzą mu
      na mózg.



      > Czy dziecku nie nalezy pokazywac swiata prawdziwego , tzn. ludzie
      > sie myla nie maja racji, ze mam prawo jako matka widziec ze ojciec
      > zrobil zle i sprobowac spokojnie o tym w 3 osoby porozmawiac ?


      Żartujesz czy ćwiczysz figury retoryczne?
    • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 23:27
      Jestem mężem jagody i poziomki i jednocześnie jestem zdumiony
      powierzchownymi opiniami na mój temat. Moja żona przedstawiła swój
      pogląd na sprawę wychowania dziecka czyniąc z siebie osobę
      nieszczęśliwą i poszkodowaną.
      chciałbym wymienic wiele sprostowań dotyczących naszej sytuacji.
      Po pierwsze to moja żona wybrała przedszkole katolickie.
      Przestrzegałem ją, aby się dobrze zastanowiła, zanim pośle dziecko
      do tegoż przedszkola. Teraz stawia mi zarzut, że pani psycholog,
      która ma wykształcenia pedagogiczne ma niewłaściwy pogląd na sprawę,
      jak powinno wyglądać małżeństwo. Na rozmowach w cztery oczy z panią
      psycholog zarówno żona jak i ja mogliśmy w swój subiektywny sposób
      przedstwić kilka sytuacji tak jak je postrzegamy. Niestety pani
      psycholog w większości sytuacji przyznała, że żona niewłaściwie
      postępuje. Po pierwsze moja żona za każdym razem podważała moje
      prośby do dziecka, aby coś zrobiło. Jeżeli ja mówiłem Zosiu proszę
      posprzątaj zabawki ze stołu, bo teraz jemy obiad -Żona ripostowała.
      Daj jej spokój, zostawisz ją w spokoju to tylko dziecko. Kiedy
      mówiłem powieś ubranie po przyjściu ze spaceru, żona: odczepisz się
      od niej. jest jeszcze mała, ma prawo. i dziecko się nauczyło, ze jak
      tata wydaje polecenia to można je lekceważyć. Dlatego za każdym
      razem kiedy coś do córki powiedziałem ona zawsze biegła do mamy na
      skargę, chwytała ją za nogę i mówiła np. mamo ale tata mi nie
      pozwala jeść na łóżku, albo biegać z kanapką po całym mieszkaniu.
      Zawsze moja małżonka moje prośby i polecenia do dziecka negowała.
      Psycholog powiedziała, że rodzice powinny mieć to samo stanowisko i
      sie wspierać a nie jedno podważać zdanie drugiego. Psycholog kazała
      narysować mamusię i tatusia i okazało sie, że jestem słabym
      człowiekiem i że w domu rządzi mama. Świadczyły o tym rysunki. Mama
      największa a tatuś o co najmniej o głowę niższy i w dodatku bez
      nóżek i rączek. Psycholog powiedziała, że to świadczy o tym, że w
      związku dominującą osobą jest żona, że u nas nawet nie ma związku
      partnerskiego, ale jest przewaga żony. wiem, że żona chce dobrze dla
      naszej córki, ale tak naprawdę robi jej krzywdę. Moja żona jest
      niestety muszę to przyznać histeryczką. Wszędzie widzi choroby i
      zagrożenia. Dlatego stara się stworzyć możliwie szczelny parasol
      ochronny nad naszą córką. Objawia się to tym, że z nią śpi. Córka ma
      już sześć lat. Jak się z nią bawi to córka nie potrafi się od niej
      oderwać. Są obie zrośnięte. Córka mówi pobaw się ze mną i żona to
      robi. Do niedawna żona nic w domu nie robiła, bo jak wracała z pracy
      to się tylko z córką bawiła. Ja sprzątałem, prałem, zmywałem. jak
      pewnego dnia zacząłem prać tylko swoje rzeczy, to się okazało, że
      żona nie ma nic do ubrania na następny dzień, bo służacy tzn mąz nie
      uprał. Poza tym nie muszę mówić, że seks w naszej rodzinie jest
      nieobecny, bo córka nie da nam się do siebie zbliżyć. Nawet jak są
      weekendy i jesteśmy we dwoje to żona tylko córka córka córka, ja
      jestem na końcu łańcucha pokarmowego w naszej rodzinie, robię jak
      wół i mną się pogardza.
      \
      Co się tyczy mojej matki, pod wpływem której ponoć jestem, jest to
      nieprawda. Ja mojej matki nie mieszam do naszego małżeństwa. Tak
      naprawdę robi to moja żona. Zawsze wymagała od niej pełnej
      dyspozycyjności tzn. Julia chora i rozkaz w postaci smsa do mojej
      matki był wysyłany. Mamo jutro o ósmej, Julia chora, ani telefon,
      ani słowo proszę, czy mogłabyś itd itp. Inna sprawa, że choroby
      naszej córki to w 70% lewe choroby, tzn, byle katar i już ma
      siedzieć córka w domu. często żona dostawała zwolnienia od lekarzy
      na wyrost. Ponieważ mam nienormowany czas pracy i często pracuję w
      nocy to według mojej żony dzień wolny mogę przeznaczyć na siedzenie
      z córką i tak też robiła. Ona szła do pracy i mnie stawiała przed
      faktem dokonanym:Zostajesz dzisiaj z Zosią, bo jest chora. Nieważne,
      że o piątej nad ranem wróciłem z pracy. I to dzisiaj było i jest w
      naszej rodzinie normą. Tzn tak naprawdę sytuacje wyjątkowe są u nas
      standardem.

      Kiedy ja nie mogłem zostać z Zosią, żona dzwoniła bądź wysyłała sms
      do mojej matki, że ma natychmiast się stawić, bo synowa tak karze.
      Nie mamy opieki nad córką. Mamo musisz przyjść. Moja mama czyniła
      tak przez wiele lat, ale teraz się zbuntowała i ma dosyć. Moja mama
      ma pod opieką mojego ojczyma, który był dla mnie jak ojciec. Jest to
      człowiek po rozległym zawale i ma 85 lat. Cud, że żyje. I moja mama
      musi się nim opiekować. Przecież twój tata symuluje, twoja mama
      mogłaby przyjść do Zosi - to słowa mojej żony.
      Jeśli chodzi o Ukrainkę to sprawa wygląda inaczej niż przedstawia
      moja żona. jest to Pani z polecenia, która sprząta u mojej mamy już
      od kilku miesięcy. jest osobą pogodną i godną zaufania. Jest bardzo
      kontaktowa. Z uwagi na "częste choroby Zosi" Zosia często przebywała
      u mojej mamy i mojego ojczyma. Poniewąz maja mama często korzystała
      z usług tejże Ukrainki (sprzątanie domu), Julia ją znała i często do
      niej zagadywała. Byłem wielokrotnie świadkiem jak mo wymieniała się
      z moją mamą terminami odnośnie sprzątania w naszym mieszkani tzn.
      żona ją wiele razy chciała wypożyczyć do naszego mieszkania. I moja
      mama,żeby pójść na rękę rezygnowała ze sprzątania u siebie. Moja
      żona twierdzi, że Ukrainka była u nas tylko jeden raz. Nie wiem
      dlaczego, ale mnie się wydaje, że była więcej razy. Być może przez
      fakt, że kiedy odwoziłem Zosię do babci tzn. mojej mamy, często ją
      tam widziałem. Ona sprzątała a Zosia ja zaczepiała. Odniosłem
      wrażenie, że się lubią.
      Poza ty kolejne sprostowanie. Ja nie ustaliłem potajemnie z moją
      mamą, że Ukrainka ma się opiekować Zosią. To moja żona wymagała od
      mojej matki, aby ta przez cały tydzień zajęła się Zosią. Z uwagi na
      to, że moja mama nie chciała i po drugie nie mogła. Wyjechała do
      drugiego syna do innego miasta. Wiedząc o tym, że potrzebujemy
      opieki zaproponowała mi, abym skorzystał z tej pani Ukrainki.
      Uznałem, że to dobry pomysł. Wiedziałem, że ona posprząta w domu i
      na chwilę będę mógł wyskoczyć z domu, żeby zapłacić rachunki, oddać
      samochód do naprawy a przy okazji, jak żona wróci z pracy zastanie
      mieszkanie wysprzątane. Nie jest prawdą jak twierdzi moja żona, że
      ta Ukrainka jest nam nieznaną osobą. Nigdy jako ojciec nie
      zostawiłbym córki u osoby, do której miałbym najdrobniejsze
      zastrzeżenia i cień wątpliwości. Problem tkwi w mojej żonnie. To ona
      pociąga za sznurki w naszym małżeństwie. Kiedyś mieliśmy opiekunkę
      przez ponad dwa lata, ale ona miała dosyć mojej żony i z dnia na
      dzień odeszła. Bo moja żona we wszystko się wtrącała i nad wszystkim
      chce mieć kontrolę. A to za chłodno a to za ciepło ubrała Zosię. A
      to za wcześnie a to za późno poszła na spacer. I prawie nigdy moja
      żona nie była o umówionej godzinie z pracy. Wiedząc, że opiekunka
      jest z Zosią moja żona potrafiła o dwudziestej i dwudziestej
      pierwszej wrócić do domu, bo coś jej wypadła a to coś było normą tak
      jak choroby itd itp i w końcu opiekunka powiedziała dość. Poza tym
      moja żona ma o wszystko pretensje co się tyczy wychowania dziecka.
      Nie podobała jej się opiekunka, mimo że ją sama wybrała. Przez ponad
      dwa lata mówiła, że przedszkole jest głupie, że siostra
      wychowawczyni jest głupia (przy dziecku) mimo, że przedszkole sama
      wybrała, że moja matka jest złą teściową, że jestem podłym
      człowiekiem itd itp. Ja w żadnej sprawie nie mogłem podjąć decyzji,
      bo żona mi nie pozwalała. Wiele razy jej mówiłem nie lubisz mojej
      mamy to daj jej spokój, nie żądaj od niej żeby opiekowała się Zosią.
      Ja poszukam opiekunki do dziecka. Zadzwoniłem, gdzie trzeba i już
      prawie było umówione spotkanie, ale żona nie chciała, bo tej osoby
      nie zna i kółko się zamyka. Nic na siłę. Ale ja tak dłużej nie
      jestem w stanie wytrzymać i już podjąłem decyzję o rozwodzie, bo
      jedyną rzecz jaką mi wolno w domu to posłusznie wykonywać polecenia
      żony, no może poruszać palcem w bucie - to jes
      • bracialwieserce TROLLE idzcie do domu 11.05.10, 23:52
      • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 23:56
        hmmm, a może jednak terapia rodzinna?
        nie szkoda zostawiać ci córki z taką matką?
        mój ojciec wymiksował się i zostawił mnie na pastwę
        niezrównoważonej mamuni i babci...

        poza tym masz sam spory problem - zachowujesz się jak bezradne
        dziecko, niewolnik, osobnik totalnie bezjajeczny, zaprezentowałeś
        się jako totalna pierdoła, wycofująca się z konfrontacji, nawet
        kosztem dziecka za które jesteś odpowiedzialny.
        Trudno szanować takiego faceta

        a teraz umywamy rączki i spier...dalamy
        chyba jesteście siebie warci

        a i jeszcze jedno - nie załatwisz tej sprawy teraz jak mężczyzna,
        masz ogromne szanse na to że kolejna żona będzie cie traktowała tak
        samo
        znowu się rozwiedziesz przekonując samego siebie że wszystkie
        kobiety to rozhisteryzowane idiotko-hetery?
        • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:50
          Nie wiem, może masz rację, tylko powiedz mi ja to zrobić. Jeżeli
          zostaję przy swoim stanowisku żona zarzuca mi dyktaturę i przykleja
          mi łatkę, że jestem pod wpływem mojej matki. Jeśli argumentując
          podważam słuszność jej opinii w domu, jest zwantura. Prawdę mówiąc z
          moją żoną nie ma rozmowy. Jest tylko jej prawda i jej stanowisko, a
          dziecko się temu przygląda i często mówi ty mną nie rządzisz, mama
          rządzi.
          Kiedy jestem z nią sam to jej tłumaczę. Nie kochanie, jestem twoim
          tatą i masz zrobić tak, jak cię proszę. Mama ci nie pomoże, bo jest
          w pracy. Dziecko się mnie słucha, ale jak żona wraca, to córka mną
          pomiata. Prawda jest też taka, że córka żony też nie słucha, bo żona
          raz jej na coś pozwala, raz jej tego samego zabrania. I córka nie
          wie, kiedy te zakazy są aktualne, a kiedy nie
          • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:58
            nauka rozmowy i argumentacji, w tym trzymanie sie tematu, bez aluzji
            personalnych, tylko fakty, poczucie własnej wartości itd

            na terapię indywidualną prosze
            to że robisz tak jak robisz z czegos wynika
            warto sie dowiedziec z czego, jaka jest twoja wizja zwiazku i na ile
            realna w ogóle,a w szczególności z twoim charakterem i tą konkretną
            kobietą
            praca na miesiace, niestety
            na to nie ma szybkich recept

            polecam na początek książkę napisaną przez Johna Cleesa, tego z
            MontyPytona, "Żyć w rodzinie i przetrwać"
      • sheer.chance nastepnym razem, 12.05.10, 00:01
        zanim sie zabierzesz za prowokacje, zapisz sobie na kartce imiona bohaterow. Jak
        ci sie beda mniej platac, to moze wiecej osob sie nabierze.
      • pulmoll Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 02.07.10, 00:16
        Witam w klubie i może nie piorę ale sprzątam i bawie się z córką i pracuję i nie mam czasu dla siebie.
        Gdy odbieram telefon to jest, kochanie posprzątałeś a kiedy mamy czas dla siebie to temat sprowadza się do tego, kiedy pomalujesz mieszkanie, poskrecasz rowerek dziecka, pomalujesz sanki, posprzątasz i umyjesz samochód a ostatnio podejrzewa mnie o alkoholizm bo co kilka dni wypijam piwo i zapalam przy tym papierosa w samotności i to już jest kolejny zarzut argumentując że normalnie nie pije się w samotności tylko w towarzystwie.
        Proszę mi wybaczyć ale ja nie mam towarzystwa bo nie mam na to czasu.
        Właśnie mam urlop i żona nie jedzie bo musi pracować więc chciałem zabrać córkę na parę dni w góry ale to jest teraz problem bo jak pojadę to nie zdążę pomalować mieszkania na urodziny naszej córki.
        i co Ty na to????????
        • doctor.no.1 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 02.07.10, 09:02
          Nie daj się wrobić w samodzielne malowanie pokoju :) to zadanie, ktore
          kobieta rownież może wykonac z powodzeniem. Wspaniale jest razem
          pomalowac pokój :) Ty sufit, a żona drobne malowania przy listwach,
          kontaktach w rogach - a i ściany mozecie malwać po połowie. Razem -
          zajmie Wam to 3 godziny...
    • jadwiga1350 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 11.05.10, 23:47
      > z drugiej strony dziecko jest w przedszkolu katolickim - tu jeden
      > obowiazujacy uklad to model gdzie ojciec jest najwazniejszy, jest
      > glowa, to on podejmuje najwazniejsze decyzje , matka przydzieciach
      > nigdy nie podwaza jego decyzji, malo tego nigdy nie probuje
      > dyskutowac o decyzjach. Nawet Pani psycholog przedszkolna do
      ktorej
      > chodzimy stawia glowe ojca jako rodziny na piedestale a ja na
      > kolana


      Oj, marna prowokacja.
      W żadnym przedszkolu, katolickim czy niekatolickim, w żadnej szkole,
      katolickiej czy niekatolickiej, nikt nie narzuca rodzicom modelu
      rodziny. Pani pedagog przedszkolna mówi wam, kto ma rządzić w waszym
      związku. Uśmiać się można. Chyba to przedszkole na księżycu jest, bo
      na pewno nie w Polsce.
      • allija Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 03:41
        prowokacja?
        ja sama dzieci w takim przedszkolu nie miałam natomiast znajoma i
        owszem. Zabrała dziecko z przedszkola kiedy dziecię zaczęło
        niecierpliwie czekać aż mamusia umrze bo zostało przekonane, że mamusia
        pójdzie do nieba i dopiero tam będzie szczęśliwa. A dziecko przecież
        chciało żeby mamusia była szczęśliwa.
        Znajoma przedstawiała przedszkole jako mocno konserwatywne i dewocyjne,
        w takim charakterze dzieci były tam wychowywane.
      • kkokos Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 20:13
        jadwiga1350 napisała:

        nikt nie narzuca rodzicom modelu
        > rodziny. Pani pedagog przedszkolna mówi wam, kto ma rządzić w waszym
        > związku. Uśmiać się można. Chyba to przedszkole na księżycu jest, bo
        > na pewno nie w Polsce.


        to jak już się wyśmiejesz, to napisz sobie na kartce 100 razy: "jeśli ja o
        czymś nie wiem, to nie znaczy, ze tego nie ma".


        np. w placówkach sternika wychowawca pracuje z całą rodziną, a nie tylko z
        dzieckiem. dziecko uczy się nie tylko, jak wiązać buty, ale i jest głęboko
        indoktrynowane religijnie i w katolickim widzeniu świata, podobnie jak rodzice,
        którzy przechodzą obowiązkowe zajęcia/wykłady/dni skupienia - niektóre ze
        spotkań formacyjnych są osobne dla kobiet, osobne dla mężczyzn, jak myślisz,
        dlaczego? może dlatego, że mówi się tam o partnerstwie i równości w związku?

        oczywiście nie ma przymusu posyłania tam dziecka i poddawaniu się osobiście
        praniu mózgu, ale są tacy, którzy się o to biją. nie rozumiem, ale to ich sprawa.


        www.sternik.edu.pl/
    • kinkygirl Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:01
      maz brzmi rozsadnie i skladnie, w przeciwienstwie do zony.

      teoria mowi, zeby najlepiej przy dziecku prezentowac wspolny front.
      a jezeli frontu wspolnego brak, to nalezy przedyskutowac sprawy
      miedzy soba, nie w obecnosci dziecka, bo 6-letnie dziecko to nie
      jest partner do rozmow o tym czy tatus zrobil zle czy dobrze.
      a jezeli rodzice nie sa w stanie wypracowac wspolnego modelu
      wychowania dziecka jak dorosli ludzie, ani nawet ustalic gdzie ma
      jesc kanapke, to chyba glowny problem w tym malzenstwie lezy
      zupelnie gdzie indziej, a dziecko jest wciagane w klotnie, ktore sa
      o zupelnie co innego...


      • kinkygirl Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:13
        tzn. brzmialby skladniej, gdyby sie tych corek potrafil doliczyc.
        julia, zosia...
        nic dziwnego, ze zona w niczym mu nie ufa ;)
        • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:28
          Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że wypowiadając różne imiona,
          jestem osobą, której nie należy ufać. zrobiłem to celowo, żeby nasza
          rodzina pozostała anonimowa. Okazuje się, że imię trudno zastąpić
          prawdziwym. o tą anonimowość prosiła mnie żona. Jak przeczytała moje
          stanowisko, natychmiast wyłączyła komputer. Ja niestety poruszam się
          w internecie dość niezdarnie. Chciałem usłyszeć porady od osób
          postronnych. Ktoś doradził mi, że ucieczka z małżeństwa nie rozwiąże
          problemu, bo mogę znowu spotkać osobę, która w podobny sposób mnie
          zdominuje. Krótko mówiac, ktoś twierdzi, że jestem pierdołą. Może
          tak, może nie. Ja potrafię walczyć o swoje, ale kiedy to czynię jest
          awantura
          • bubster Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 17:56
            To może powinno być kilka awantur?
            Jeżeli sam sobie nie "posprzątasz" w związku, nikt za Ciebie tego nie
            zrobi.
        • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:31
          ale kurde, jestem pod wrażeniem że mu się chciało tyle napisać :)))

          może jest dwu imion?
          :)))
          • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:37
            Chciało mi się, bo jeszcze mam iskierkę nadziei, że rady Wasze
            pomogą uratować nasze małżeństwo. Moja córka ma jedno imię. Chciałem
            pozostać anonimowy a właściwie moja żona, dlatego zmieniłem imię,
            ale się nie udało.
          • sheer.chance Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:38
            Chyba nie. Tu masz wyjasnienie:

            Okazuje się, że imię trudno zastąpić
            prawdziwym.


            cokolwiek to nie znaczy...
            :)
      • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:35
        Może żona mnie już nie kocha i szuka pretekstu do rozwodu, ale
        zawsze mnie zapewniała, że rodzina jest najważniejsza, pytanie co
        rozumie przez najważniejsza. Ma chyba na myśli siebie i córkę, bo
        raczej nie mnie, chociaż nasuwa mi się tutaj jedno spostrzeżenie.
        Pisząc ten mail powoli zaczynam dochodzić do przyczyny naszych
        nieporozumień. Problem tkwi chyba w mojej matce. Mojej żonie nie
        udało się podporządkować mojej matki i dlatego moja żona nienawidzi
        mnie, bo nienawidzi mojej matki.
        • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 00:45
          wiesz co, idź na porządną terapię rodzinną, aż się prosicie
          to robota na miesiace jak nie na lata
    • filetta Trolle czy nie... 12.05.10, 07:48
      jak różne są interpretacje życia tej samej rodziny :)
    • kati1973 terapia a nie wzajemnie przenoszenie racji na foru 12.05.10, 09:15
      forum i szukanie adwokatów
      albo szybciej rozwód, nie bedziecie musili juz szukac potwierdzen,
      kto ma racje.

      A co do Ukrainki sprawe, nalezało przedyskutowac z zona, a nie z
      mamusia.
    • bubster Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 09:31
      Dyktaturę to mąż wprowadza.
      Zabrać dziecko z katolickiego przedszkola i od męża egzekwować, żeby
      szanowł Twoje zdanie.
      • sebalda Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 12.05.10, 12:03
        Od dawna marzyłam o takiej dyskusji. Znaczy o tym, żeby wypowiedziały się obie
        strony konfliktu. A cieszę się tym bardziej, że problem podany jest też moim
        odwiecznym problemem, a mianowicie problemy wychowawcze, podejście do dzieci i
        to tak pożądane, a niestety niemożliwe do osiągnięcia wspólne stanowisko.
        Jestem wielką zwolenniczka wspólnego stanowiska, pokazywania dzieciom, że
        rodzice są zgodni, niewciągania dzieci w konflikty z nimi szczególnie związane.
        Ale niestety życie często przebiega inaczej niż byśmy chcieli. Są sytuacje,
        kiedy zdania na temat danego zachowania dziecka, jego postawy są tak skrajnie
        różne u rodziców, że nie da się mówić jednym głosem. Można próbować przy dziecku
        nie okazywać różnicy zdań i omówić sprawę na stornie, ale co, gdy ojciec
        gwałtownie reaguje i matka musi stanąć w obronie niesłusznie oskarżanego
        dziecka, które stoi sparaliżowane strachem przed takim ojcem? Kiedy ojciec żąda
        posłuchu, a tłumaczenia dziecka traktuje zawsze jako pyskowanie, nie dając tym
        samym dziecku prawa obrony. Matka ma stac z boku, przyglądać się, a dopiero
        potem obgadać sprawę. Czami się nie da, nad czym prawdziwie boleję.
        I tu mam pytanie do ojca wypowiadającego się w tym wątku. Z tego, co piszesz,
        masz zdrowy stosunek do córki, Twoje wymagania nie są wygórowane, mam jedynie
        pytanie, jak próbujesz egzekwować rzeczy od córki? Czy normalnym tonem wydajesz
        jej polecenie czy raczej podnosisz głos, gdy nie jest tak, jak byś sobie tego
        zyczył. Dla mężczyzny często to jest mało istotne, dla dziecka bardziej, dla
        kochającej matki najbardziej, bo krzyki na dziecko ją bardzo niejednokrotnie
        bolą, ona broni dziecka jak lwica, nawet przed rodzonym ojcem.
        Jestem skłonna wierzyć tutaj ojcu, który pisze naprawdę składnie, a pomyłka z
        imionami może rzeczywiście wynikać z chęci zachowania minimum prywatności, ale
        mamy jeszcze za mało przesłanek. Polecam się, jeśli chodzi o traktowanie córki,
        czy czasami nie jest zbyt obcesowe.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 13.05.10, 09:31
      Odpowiem na ogólne pytania zadane przez "jagodyipoziomki".
      Dziecko nie bierze udziału w wyborze modelu małżeństwa i rodziny.
      Ono jest ofiarą lub beneficjentem wyboru dorosłych.
      Myśląc jednak o rodzinie jako o systemie, dziecko jako element
      systemu, poprzez pokazywanie swojej problematyki, nieświadomie na
      ten system oraz na zmiany w nim wpływa.
      Dla dobrego rozwoju dziecka ważne jest aby czuło, że model jaki
      wybrali rodzice jest dla nich dobry, czują się z nim zharmonizowani
      i zidentyfikowani, a przede wszytkim jest w tym wyborze wewnętrzna
      zgoda każdego z małżonków na jego kształt i realizację.
      Systemem małżeński a potem rodzinny, który obecnie wypracowały
      trendy życia społecznego i współczesnej wiedzy psychologicznej i
      socjologicznej w naszej kulturze, to niewątpliwie system
      partnerski. Powinien on działać tak jak go Pani opisała.
      Dla dziecka jest to o tyle dobry system, że uczy się ono w nim
      elastyczności co do podejmowanych ról społecznych dotyczących
      mężczyzny i kobiety, szacunku dla wzajemnych wyborów życiowyych
      dorosłych partnerów, umiejętności dyskusji o tych wyborach. Można
      też sobie wyobrazić, że system taki pozwala na partnerskie
      traktowanie dziecka, równiez bardzo małego. Partnerskie traktowanie
      oznacza dla mnie tutaj, traktowanie podmiotowe, a nie traktowanie
      dziecka jak dorosłego. Ważna różnica, o której w tym miejscu nie
      chcę się rozpisywać.
      Drugim problemem jaki Pani poruszyła, jest odpowiedź na pytanie czy
      dziecku jest niezbędnie potrzebna spójność zdania rodziców wobec
      niego.
      Moim zdaniem, w ramach właśnie dobrze pojetego systemu
      partnerskiego, nie jest niezbędna. Rodzice mogą się między sobą
      różnić a nawet różnią się w sposób widoczny. Inne są też ich role i
      zadania wobec dziecka.
      Ważne jest natomiast aby różnice objawiały się w ramach podstawowo
      spójnego systemu. Istotne jest także i niezwykle ważne jak te
      róznice są wyrażane.
      To nie może być nieustanne wzajemne kwestionowanie poleceń, postaw,
      pogladów wychowawczych. Te sprawy , jako priorytety winny być
      omówione między rodzicami.
      Piszę te słowa zdając sobie sprawę z ich powierzchonosci. Bo tak
      naprawdę chodzi tu o niuanse, które opisac jest bardzo trudno na tak
      waskich łamach. Nie można, bowiem dobrowadzić do tego, że kosztem
      zachowania spójności systemu dziecku lub drugiemu z małżonków dzieje
      się krzywda lub jest zgoda na jakikolwiek rodzaj przemocy.
      Mam nadzieję, że tego nie muszę już tutaj drobiazgowo tłumaczyć.
      Napisałam o ogólnych założeniach odpowiadając na zadane pytania.
      I teraz przechodząc juz do dynamiki tego watku czyli tego, ze do
      dyskusji włączyli sie oboje małżonkowie.
      Założenia systemu jakie Panstwo przyjęliście lub chcecie przyjąć są
      słuszne, ale wykonanie już nie.
      System partnerski trzeba " uprawiać". Nie może on być sztandarem i
      podręcznym orężem do walki między małżonkami, wyciaganym w razie
      potrzeby, by ugodzić nim w drugiego małżonka.
      Róznice w zachowaniach wychowawczych czy relacyjnych wobec dziecka,
      bardzo dobrze mu służace , stają się karykaturą, jesli są używane
      do wojny podjazdowej małżonków.
      Mam wrażenie , że tak dzieje się u Państwa. Stąd u Pani poczucie
      chaosu, a u męża poczucie krzywdy, poniejszenia i bycia pogardzanym.
      Jest walka, która toczy się w utajeniu. O pozycję w związku, o
      seks, o ważność, samodzielność. Jest dużo rywalizacji, niechęci i
      jednak wzajemnej pogordy. To pod spodem. A na wierzchu kłótnie o
      pryncypia. Czy związek jest partnerski czy nie? Czy mama mąża może z
      nim coś ustalać czy nie? Czy mąż może zmieniać ustalone decyzje czy
      nie? Czy żona ma anulować polecenia męza czy nie?
      Dopóki tego między soba nie wyjaśnicie i nie ustalicie ( być może w
      obecności psychoterapeuty ) , stan chaosu będzie się pogłębiał a
      małżeństwo wejdzie w ostry kryzys jeśli już to nie nastąpiło.
      A zatem mozna powiedzieć parafrazując stare hasło
      propagandowe: "partnerstwo tak, wypaczenia nie" . Agnieszka
      Iwaszkiewicz.
      • jagodyipoziomki Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 13.05.10, 23:33
        witam,
        dziekuje Pani Ekspert Agnieszce za odpowiedz i ocene tego urywka
        naszego zycia . podskornie czulam ze model dominujacego ojca nie
        jest wlasciwy dla naszego domu bo ja szukam partnerstwa i
        partnerstwa oczekuje .
        Przedszkole i opinie ludzi tam pracujacych wprowadzily duzo
        zamieszania w naszym zyciu i teraz musimy wspolnie wypracowac dobra
        dla calej trojki droge .
        Dziekuje Sebalda bardzo slusznie dotknelas i zobaczylas nasz problem
        moja nadopiekunczosc do dziecka przyznaje (ale pracuje nad soba ) i
        agresja partnera do dziecka i do mnie co wywoluje moj sprzeciw .
        Dziekuje takze za sluszne trafione slowa czarny.baron za
        konstruktywna krytyke , dzieki kati mgla jedwabna, twoja bogini.
        Czasem czuje sie wielka bezradnosc, szuka sie pomocy wszedzie zeby
        ocalic rodzine, choc dopoki nie dotknie to ich samych jak widac po
        wypowiedziach niektorych nie wszyscy to rozumieja.
        • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 00:03
          ja chyba czytałam inny komentarz

          opowiadanie o dominującym ojcu który nie umie nawet wyegzekwować
          spania żony w małżeńskiem łóżku a nie z dzieciakiem brzmi
          humorystycznie

          mąż podaje konkrety , Ty histeryzujesz

          a co do tej nieszczęsnej ukrainki, no ni czorta nie rozumiem o co
          zrobiłaś jazdę, skoro dziecko ją zna i lubi.
          Jak dla mnie terrorystką, pod płaszczykiem wrażliwości, jesteś ty.
          • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 00:19
            w dodatku manipulujesz informacjami

            info o mężu który chce zostawić dziecko z panią widzianą raz bez
            uzgodnienia z Tobą może wzbudzić niepokój, ale zostawienie 6letniej
            pannicy z osobą którą dobrze zna jest zupełnie naturalne. I nie
            widze powodu omawiania tego na naradzie wojennej.
            Moje dzieci zostawały z babysiterkami w Holandi, i były to
            nastoletnie dziewczyny, których nigdy nie widziałam wcześniej na
            oczy, po prostu miały refernecje w gazetce wydawanej przez szkołę.

            Mąż źle się do dziecka zwraca, okazuje się że źle się zwraca bo
            wydaje polecenia? chcesz wychować kalekę? panna ma jakieś obowiązki
            w ogóle? bo już wiemy że spi z mamusią ...
    • twojabogini Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 13.05.10, 11:44
      Gdyby nie to, ze twoja córka ma 6 lat i zapewne kończy edukację w
      przybytku który opisujesz - jako pierwszą rzecz doradziłabym zmiane
      przedszkola. Dodam, że ze wzgledu na wysoki poziom nauczania i to,
      że wybrana przez nas szkoła naprawdę wychowuje, sama posyłam dziecko
      do szkoły katolickiej i nikt tam mu do głowy patrilchalnych bzdur
      nie tłucze.
      Po drugie opisywane przez ciebie problemy są odjechane jak na
      małżeństwo z osmioletniem stazem. Prawdopodobne, że są to tzw.
      problemy zastępcze, a sedno konfliktu twki zupełnie gdzie indziej. Z
      twojego opisu wynika, że nie lubisz swojej pracy, pracujesz bo
      musisz.
      Jakbym miała zaryzykowac diagnozę - w katolickich rodzinach wiele
      jest takich, gdzie kobieta nie pracuje, zajmuje się domem, a dom
      utrzymuje mężczyzna i to w wielu wypadkach na wysokim poziomie -
      mimo że potomstwa jest sporo. Mimo to stosunki w małżeństwie są
      bardzo partnerskie - po prostu kazde z małżonków pełni jak najlepiej
      obowiazki które na siebie wzięło. Może obserwując to na codzień
      czujesz zazdrośc, że innye kobiety nie musza pracowac, bo mają
      zaradnych mężów? A że ciężko się przyznac do takich myśłi - to
      przenosisz konflikt gdzie indziej?
      Tak czy siak usiądx i szczerze sama przed soba przemyśl - co ci nie
      pasuje w małżeństwie, co chciałabyc zmienic. Skoro miłoś i rodzina
      sa dla ciebie takie wązne - to lepszy kierunek myslenia niż rozwód.
      • kochamkotyijuz Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 07:08
        redbaron1973 napisal

        Prawda jest też taka, że córka żony też nie słucha, bo żona
        raz jej na coś pozwala, raz jej tego samego zabrania. I córka nie
        wie, kiedy te zakazy są aktualne, a kiedy nie

        Wedlug mnie tu jest klucz do calej zagadki tzn nierownosc i brak
        konskwencji matki.
        Nie dziwie sie ,ze corka nie slucha i nie szanuje ojca jesli na
        codzien slucha,oglada jak mamusia traktuje tatusia.Wszystko zalezy u
        niej(zony) od humoru badz nawet i nie,ot poprostu niezmozona chcec
        zrobienia na przekor czyli pokazania dominacji .Podwazanie zdania
        malzonka przy dziecku to dla mnie PORAZKA wychowawcza.Jak ojciec ma
        sobie w takiej sytuacji wyrobic u corki autorytet??kiedy do akcji
        ciagle wkracza "zatroskana" matka???Latanie z kanapka po pokojach z
        pewnoscia nie podoba sie zonie bo latwo mozna cos poplamc nie mowiac
        juz o tym ,ze dziecko moze sie zadlawic ,ale na rozkaz wydany przez
        ojca(choc ja mysle ,ze to byla raczej prosba,badz pouczenie)staje w
        obronie ,ze dziecko male i nalezy dac mu spokoj ,natomiast na drugi
        dzien kiedy maz jest w pracy sama zabrania tego na co w obecnosci
        ojca dziecku pozwalala.W konsekwencji corka rownez jej nie slucha bo
        raz jej zalozmy na to z kanapka biegac wolno a raz nie.
        Z postu autorki az bije brak szczunku do meza i zerowa chec
        wspolpracy w wychowywaniu potomka.Zatroskana - "przewrazliwiona
        inaczej" pustawiala sobie wszystkich po katach a jak ktos na
        zawolanie nie staje na bacznosc jak zolnierz to jest be.Tesciowa tez
        be choc do tej pory na kazde pierdniecie byla do dyzspozycji az sie
        czara przelala i sie zbuntowala bo wymaga szacunku do siebie a nie
        traktowania jak sluzacej czy pani na posylki.
        Zona deyduje o wszystkim i nie odczuwa ona potrzeby konsultowania
        badz liczenia sie z opinia meza.Nie wiem ja redbaron ale mnie zyc by
        sie odechcialo przy takiej egoistycznej babie.
        • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 22:16
          Nie mam pojęcia skąd u Pani takie wnikliwe spostrzeżenia. Czy my w
          domu mamy ukrytą kamerę. To jest oczywiście żart przez łzy, ale
          trudno mi zaprzeczyć Pani zdaniom. Wiem, że powinniśmy skorzystać z
          terapii rodzinnej a nie obwiniać się nawzajem w przestrzeni
          publicznej i nieraz o tym mówiłem żonie. Stąd ta wizyta u psychologa
          przedszkolnego. Dyskusję w internecie zainicjowała moja żona i ja
          się do tej dyskusji włączyłem. Za wszystkie uwagi krytyczne wobec
          mojej żony i mnie z góry dziękuję. Oczywiście nie rozwiążą one
          bezpośrednio naszych problemów, ale jeśli uda nam się znależć
          porozumienie i równowagę w naszym życiu, poinformujemy Was drodzy
          internauci. Pozdrawiam
          • kochamkotyijuz Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 15.05.10, 04:24
            Panie redbaron
            Zycze oczywiscie wszystkiego najlepszego jednak niepokoi mnie,albo
            powiemm inaczej z postow panskiej zony jasno wynika ,ze ona sobie do
            zarzucenia nic nie ma.Jej problemem jest jedynie to ,ze pan jest na
            tyle nieodpowiedzialny,nie godny zaufania (propozycja ukrainki jako
            nianki),ze tylko ten problem bedzie ona miala ochote u psychologa
            przedyskutowac.Natomiast ona jest nieskazitelna,czysta jak
            lza.Krotko mowiac ja tu zadnej checi do wspolpracy czy naprawy
            stosunkow (he he),relacji z jej strony nie widze.
            Musi pan zrozumiec ,ze aby znalezc porozumienie i rownowage w
            panstwa zyciu sa potrzebne szczere checi obojga malzonkow.W
            pojedynke nic pan niestety nie zdziala.
    • jagodyipoziomki Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 08:15
      rumpa i kochajaca koty jestescie z tych ktore zamiast chciec pomoc
      lubicie wsadzic kij w mrowisko czyzby samotne niezalezne
      sfrustrowane rozwiedzione ?

      po pierwsze - zeby bylo skladnie :

      Pisze tu raz jeszcze jesli nie zrozumialyscie dokladnie
      informacji :ukrainka byla u mnie jeden raz , sprzatala u tesciowej
      ok. pol roku z przerwa wyjazdem na 3 miesiace . Mezowi pomylily sie
      kobiety sprzatajace bo bylo ich 3 w tym jedna sprzatala ok roku ,
      ukrainka byla raz . Dzwonilismy do ukrainki i ona potwierdzila w
      obecnosci meza ze byla 1 raz .Dziecko jej nie zna ja takze , dziecko
      jej nie lubi o czym powiedzialo slyszac ze ma z nia zostac.
      Nie mam w zwyczaju zostawic dziecka z osoba ktora byla u mnie jeden
      raz w dodatku sprzatajac a nie bawiac sie z dzieckiem, jesli macie
      inne podejscie jest to wasza sprawa to tyle w temacie opiekunki.

      Po drugie ,,panna" ma obowiazki sprzata pokoj, gotoje ze mna proste
      potrawy , sama potrafi sie bawic zajac soba choc woli w
      towarzystwie , wiaze sama czapki , ubiera sie jest opiekuncza do
      mlodszych dzieci , sama sie myje , zmywa naczynia jak na 6 letnie
      dziecko nie odstaje od normy samodzielnosci .

      po trzecie

      tesciowa nigdy nie byla na kazde pierdniecie jak to nazwalyscie
      kulturalnie bo dwa lata mielismy opiekunke -jedna opiekunke ,
      tesciowa poza kilkoma wyjatkami nigdy nie zostala z chorym
      dzieckiem , odbiera z przedszkola to prawda ale nie codziennie -
      zreszta dziecko zawsze czy przez meza czy przez tesciowa zostaje
      odebrane jako ostatnie. co robi potem ? oglada z tesciowa kretynskie
      seriale brzydula, majka tak kochajaca tesciowa z wnuczka spedza czas
      podsumowujac nie zycze sobie nazywania mnie histeryczka , bywam
      nadopiekuncza , wlasciwie bywalam ale do braku kontroli nad emocjami
      blizej jest wam niz mnie
      • rumpa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 09:45
        czyzby samotne niezalezne
        > sfrustrowane rozwiedzione ?

        jak rozumiem to twoja definicja podczłowieka ? :))) dużo mówi o
        tobie naprawdę...

        ale pudło :))) - od 15 lat w związku plus dwoje dzieci
        do tego obrazu który naszkicowałaś zdecydowanie bliżej tobie niż
        mnie, sądząc z wypowiedzi męża :)))

        Doskonale zrozumiałam że była raz. Natomiast równie dobrze
        zrozumiałam też że dziecko spotykało się z nią wielokrotnie u
        teściowej. Nie pojmę za chiny , dlaczego to że była raz u ciebie to
        za mało, zwłaszcza że z małą widziala się przy innej okazji.
        Możesz sobie mieć takie zdanie a ja mogę miec takie że się czepiasz
        i rządzisz, że mąż ma prawo załatwić sporo spraw a to że opiekunka
        nie jest witana przez dziecko w wybuchu entuzjazmu na pewno nie
        skrzywi mu psychiki, a z całą pewnoscią znacznie mniej niż ta
        żałosna awantura która wybuchła na tym punkcie.
        Nawiasem mówiąc jedną z ulubionych opiekunek naszych dzieci była
        pani która jednocześnie sprzątała, bo to absolutnie nie przeszkadza
        w dopilnowaniu żeby dziecko nie zrobiło sobie krzywdy ,może się samo
        też pobawić, trochę pogadać i na pewno nie cofnie się w rozwoju
        przez jedno popołudnie. Tymczasem ty masz w dupie co mąż może
        załatwić, bo twoja wydumana wizja się nie ziściła. Podtrzymuję
        opinię - terrorystka i histeryczka, a nawet sie umacniam.A jeśli
        robisz to na zimno - to tym gorzej :)))
        taak, masz rację, nie jesteś histeryczką, to walka na zimno, poddaj
        się albo zgiń, w zasłonie dymnej matczynej odpowiedzialności i
        miłości.
        Zawsze jak czytam albo słucham takich mamuś, to mam wrażenie że
        tylko one odkryły sekret doprowadzenia dziecka żywego do 18 urodzin
        i nikt inny nie powinien z nimi polemizować, a już na pewno i przede
        wszystkim - ojciec dziecka.W koncu to tylko ojciec, dawca spermy,
        jednostka nieprzystosowana umysłowo i w związku z tym powinien
        prosić żonę o zgodę na jakiekolwiek posuniecie w związku z JEJ
        dzieckiem.Że dziecko jest nasze, to generalnie pani się przypomina
        jak trzeba pana ustawić do roboty.

        odstaje od normy samodzielności już chocby w tym że spi z mamusią,
        sorry. To co opisałas to równie dobrze norma dla 4 latka.

        zreszta dziecko zawsze czy przez meza czy przez tesciowa zostaje
        > odebrane jako ostatnie

        no i?
        jak rozumiem w swiecie wg poziomek to wyjatkowy nietakt i brak
        uczuć, odpowiedzialności, bo nie za bardzo wiem, o co ci z tym
        chodzi...
        nawiasem mówiąc, w ogóle nie mam telewizora w domu od lat prawie
        dwudziestu , ale nie mogę się dopatrzyć nic złego w tym że dziecko
        sobie pooglada raz na jakiś czas z babcią serial - nie wszyscy sa
        tak uzdolnieni pedagogicznie jak ty.


      • p_wolf Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 11:04
        rumpa i kochajaca koty jestescie z tych ktore zamiast chciec pomoc
        lubicie wsadzic kij w mrowisko czyzby samotne niezalezne
        sfrustrowane rozwiedzione ?


        Skąd ta agresja i wjazd ad personam? Czyżby rumpa dotknęła wrażliwego punktu?
        Piszesz o tej Ukraince jakby to był rzeczywiście największy problem twojej
        rodziny. Zastanów się czy przypadkiem wieloletnie problemy w komunikacji z mężem
        nim nie są.
        Babcia źle zajmuje się dzieckiem, oglądanie durnych seriali nie jest dla
        6-latki? Zgoda, ale w takim razie powinniście się tak zorganizować, by teściowa
        nie musiała odbierać małej z przedszkola.

        Czy wychowujesz córkę sama, czy razem z mężem? Czy gdy mąż prosi córkę o
        cokolwiek wspierasz go, czy wpadasz w stany lękowe i odczytujesz to jako agresje
        wobec jedności Ty-córka?
        Czy masz świadomość tego, że matka sypiająca z normalnie rozwijającą się 6-latką
        zamiast z mężem to patologia?
        Czy wiesz że kwestionowanie zdania ojca przy córce to jest niszczenie jej
        poczucia bezpieczeństwa? To zresztą działa w obie strony, ojciec zdania matki
        też nie powinien kwestionować.

        Przeczytaj jeszcze raz to co napisała pani Agnieszka, tylko tym razem bez filtra
        "tylko to co mi się podoba", a z naciskiem na to co Ty robisz źle. A robisz źle
        niemało.


        • redbaron1973 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 21:51
          Jestem męzem jagody i poziomki. Jestem przeciwnikiem prania brudów w
          naszym małżeństwie w przestrzeni publicznej jakim jest internet, ale
          powiem szczerze, że jeżeli taki sposób miałby pomóc uratować nasze
          małżeństwo, nie będę się tym przejmował. Z uwagą przeczytałem Pani
          komentarz na temat naszej sytuacji i muszę stwierdzić, że Pani uwagi
          są trafione w dziesiątkę. Pisze Pani o jedności Ty - córka i
          niestety jest to prawda. Pani psycholog z przedszkola stwierdziła,
          że nasza córka żyje w tzw. symbiozie z matką. Tzn. nie potrafi
          funkcjonować samodzielnie. Jeżeli mama prosi ją, aby coś zrobiła,
          córka nie jest sama wykonać polecenia. Ociąga się, wymusza np.
          położeniem się na podłodze, że tego nie zrobi. Krzyczy i
          histeryzuje. Wówczas moja żona mówi: no dobrze postprzątamy razem i
          obie to robią. Dlatego też żona jak wraca z pracy praktycznie cały
          czas spędza z córką. Bawią sie razem. Powiem szczerze,że jakje widzę
          obie razem zrośnięte to trafia mnie szlag. Dlatego też żona jest
          praktycznie odsunięta od obowiązków domowych, bo córka nie potrafi
          się sama sobą zająć. Gdy jest ze mną w domu mówię jej, teraz się
          pobaw sama, bo tata musi ci zrobić obiad. No i wtedy skarga na mnie
          jak mama wrpracy, że tata się ze mną w ogóle nie bawił. Bawił się,
          ale z przerwami na obowiązki w domu. Żona to odbiera jakbym był
          wyrodnym ojcem i oczywiście pretensje. tak naprawdę to ja więcej
          czasu spędzam z córką - wiem że mnie kocha, bo nieraz mi to mówiła
          i czuję to, bo takie rzeczy się wie, ale jak
          przychodzi żona to ja jestem odsuwany na dalszy plan. Obie jak są
          razem to tworzą taki sojusz przeciwko mnie. Żona chce, abym był z
          nimi, ale tak naprawdę jest zadowolona, że córka trzyma jej stronę.
          Jeżeli córka jest sama ze mną to zachowuje się zupełnie inaczej. Z
          żoną jest jedna do drugiej przyklejona. Nawet jak się bawią to
          przestrzeni między nimi nie widzę. Widzę jedynie zrośnięte dwie
          istoty w dosłownym słowa znaczeniu. Wiem, że żona bardzo kocha córkę
          i chce dla niej najlepiej, ale nieraz zauważyła, że taki sposób
          funkcjonowania jest również niekorzystny dla niej. Jak przychodzi
          weekend, moja małżonka nie ma możliwości regeneracji, bo córka nie
          daje jej takiej możliwości. Powiem dosłownie. Dopada ją jak ofiarę i
          wyciąga z niej wszystkie siły witalne. Nieraz byłem świadkiem, jak
          żona krzyczała na nią, bo psychicznie tegonie wytrzymywała. Dlatego
          też w weekendy nie spędzała z córką sama czasu tylko zapraszała
          swoją przyjaciółkę z dzieckiem, aby obydwoje dzieci się razem trochę
          pobawiły. i rzeczywiści czytając uwagi Pani Agnieszki odniosłem
          wrażenie, że moja żona wybrała z tekstu, to co jej się podoba. A tak
          p[oza tym to temat naszych problemów wychowawczych nie jaest dla
          mnie problemem zastępczym, ale realnym problemem, bo kochsm żonę i
          naszą córkę. Nie wiem dlaczego proste na pozór sprawy są w naszej
          rodzinie problemem rujnującym nasze życie. Wiem jedno, że kocham
          żonę, ale czuję się w rodzinie nieszczęśliwy. czuję, że brakuje w
          naszych relacjach tlenu i takiego zdroworozsądkowego podejścia do
          życia. czuję, że są zachwiane relacje rodzic dziecko, czuję brak
          granic. Poza tym pragnę zaznaczyć z całą odpowiedzialnościa za
          słowa, że zdarzały się w naszej rodzinie bardzo krótko właściwe
          relacje dziecko - rodzice - i rodzic - rodzic. I było to zaraz po
          wizycie u psychologa. Żona zaczynała stosować pewne uwagi pani
          psycholog i proszą mi wierzyć, że wszyscy czuliśmy poprawę jakości
          naszego życia. Dlaczego działa to tylko dwa dni a potem jest
          powtórka z ponurej rzeczywistości. Wiem też, że jak żona wydaje
          polecenia dziecku zawsze trzymam stronę żony, bo tak naprawdę żona
          wydaje takie same polecenia córce, jakie ja jej sam wydaję. Z tą
          różnicą, że żona bywa niekonsekwentna raz jej coś zabrania, innym
          razem na to samo pozwala. Pozdrawiam
      • miacasa Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 11:05
        Jeśli zależy Ci na związku partnerskim to zacznij na początek ponownie być
        partnerką swojego męża i przeprowadź duże dziecko do własnego łóżka, a
        małżeńskie zacznij dzielić z mężem. W tej chwili Twój mąż postrzega dziecko jako
        rywala i czuje się wypchnięty poza nawias, frustracja budzi agresję a ta choć
        tłumiona daje wyraz w podniesionym tonie czy pretensjach do dziecka. Chyba
        zapomniałaś co było początkiem Waszego małżeństwa, jaki był cel. No i zacznij
        wracać do domu wcześniej, w Warszawie nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem
        pracy, która kończy się o 16-17, nie musisz wracać o 20:20 chyba, że wolisz
        uciekać w pracę od swojej rodziny.
    • filetta Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 08:29
      Jak już wczesniej pisałam, bardzo zainteresowała mnie różnica zdań
      małzonków. Zastanawiałam się nad tym, skąd się to wzięło. Zaczynam
      podejrzewać, że z rywalizaji obojga. A rywalizacja skąd? Tytuł postu
      wskazuje: Jesli mąż nie ma racji? W tym małżeństwie nie ma mowy o
      partnerstwie, nie stosuje go zona (pomimo że sie na nie powołuje)
      ani mąż. Oboje niszczą ten związek. Kochani, czas się obudzić, za
      chwilę może byc za późno!
    • kol.3 Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 14.05.10, 08:58
      Że też sobie ludzie takie piekło potrafią stworzyć.
    • jagodyipoziomki do lupmy sorry rumpy 14.05.10, 13:01
      RADY ,,AUTORYTETU" RUMPY NA FORUM :

      Autor: rumpa 14.05.10, 01:07
      nie wiem czy to jest miłość ale zaburzenia emocjonalne widać na
      kilometr
      kłania się terapia inaczej skończysz jak Ci to koleżanka od kotów
      wyjasniła
      acha, z facetem też pewnie coś nie tak, bo zdrowy psychicznie juz
      dawno by sobie dał spokój...

      ostatnio wywaliłam śmieci do łózka synowi, bo ich nie wyniósł
      niby je pozbierał i odniósł mi, ale widocznie trauma zbierania była
      na tyle duża że już wynosi bez gadania

      nie chce jeść?
      mój młodszy wył mi dwie godziny że jest głodny - z książką
      przeczekałam, a potem się okaząło źe jest w stanie zrobić sobie
      kanapkę bez problemów - oczywiście pochwaliłam a on poczuł się dumny

      raczej o porabanie umysłowe, bo trzeba coś mieć nie tak żeby uważać
      że tłuczenie dziecka pasem to jest właściwy sposób na porządek i
      robienie lekcji
      a jeśli jest jedyny - to cóż, po prostu nie ma sposobu.




      BEZ KOMENTARZA TRZEBA UMIEC ODROZNIC ZIARNO OD PLEW
      • filetta Re: do lupmy sorry rumpy 14.05.10, 13:58
        Wiem, że ten post nie do mnie, ale niestety potwierdza postawę
        zyciową bohaterki: "ja zawsze mam rację", "zawsze to
        udowodnię", "moje będzie na wierzchu". Szkoda, że próbuje to
        udowodnić deprecjonując osobę przeciwnego zdania, a nie podając
        kontrargumenty na jej zarzuty.
        Teraz wszystko układa się w bardzo wyraźną i spójną całość.
        • bacha1979 Re: do lupmy sorry rumpy 24.05.10, 10:09
          O ile mąż brzmi wiarygodnie i rozsądnie, o tyle post zony jest histeryczny, a
          niech tylko ktoś spróbuje nie przyklasnąć, biada mu oj biada.

          Dziewczyno jeśli zależy Ci faktycznie na szczęściu dziecka i Twoim (na
          sczęściumeża chyba nie) to przeczytaj i przyjmij również te posty, które
          niekoniecznie ci się podobają.
          I przestań faceta traktować jako wroga, bo nawet jeśli relacje miedzy Wami nie
          układają się najlepiej to jesteście rodzicami i dobrze byłoby gdybyście wobec
          dziecka byli konsekwentni i nie podważali wzajemnie swojego autorytetu.
          Jak można dziecku robić w głowie taki mętlik???
      • p_wolf Re: do lupmy sorry rumpy 14.05.10, 15:46
        jagodyipoziomki napisała:
        RADY ,,AUTORYTETU" RUMPY NA FORUM : (...)


        Kolejna wycieczka osobista, do tego chybiona bo rumpa pisze w cytowanych przez Ciebie postach całkiem sensownie.
        Zamiast się pogrążać poczytaj co Ci ludzie piszą, i spokojnie zastanów nad tym co robisz źle.

        Po powtórnej lekturze tego co napisał twój mąż, oraz tego jak się ciskasz mam wrażenie że jesteś bardzo młoda, nie do końca potrafisz udźwignąć rolę dojrzałej matki i żony.
        • rumpa Re: do lupmy sorry rumpy 14.05.10, 17:07
          wiesz to by było dobrze gdyby to była kwestia młodości
          niestety, to chyba jednak co innego, strach, że sobie nie poradzę,
          zawiodę, coś złego się stanie, brak zaufania do ludzi, jakas dziwna
          relacja z mężem - innym słowy problem jest dużo głebiej i samo
          otrzaskanie z rola matki nie pomoże, bo gdyby to było to, to 6 lat by
          raczej wystarczyło.
      • rumpa chyba miało być "lumpy" ? :))) 14.05.10, 17:01
        a wiesz że rumpa to po szwedzku "dupa" ?
        podobno :)))

        a tak serio , to z czym masz konkretnie problem w tych zacytowanych
        postach?
        interesuje mnie twój tok myslenia...

        zwłaszcza nie rozumiem czemu wzbudza twój protest mój protest
        przeciwko biciu ?????
        inne od biedy mogłabym zrozumieć, ale tego za chiny ludowe!
      • kinkygirl Re: do lupmy sorry rumpy 15.05.10, 11:53
        zadziwia mnie, ze pani chcialo sie przeczytac caly internet,
        zeby "pograzyc" interlokutorke.
        a smieszy mnie, ze najgorsze co sie znalazlo, to opis sukcesu w
        nauczeniu dziecka, ze moze sobie samo zrobic kanapke.
        warto bylo spedzac te godziny na czytaniu postow?
        moze lepiej byloby porozmawiac z mezem w tym czasie? albo poszukac
        terapeuty.
    • jagodyipoziomki Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 15.05.10, 13:41
      wiele lat temu bywalam na roznych formach i po latach na nie
      wrocilam . Czego oczekiwalam porady eksperta , jasnego obiektywnego
      spojrzenia na KONKRETNY problem ukrainki i modelu rodziny , wsparcia
      innych matek ktore tez nie sa idealne ja za taka sie nie uwazam i
      wskazowek w oparciu o konstruktywna krytyke . W jakiejs czesci
      przyznaje niewielkiej to otrzymalam za co podziekowalam wyzej kilku
      wymienionym osobom . Posty pozostalych resetuje z pamieci i
      przestaje je po porstu otwierac .Dlaczego -bo bardzo odbiegaja od
      rzeczywistosci, snucie domnieman podrekconych zlosliwoscia autorow
      na temat mojego wieku, umiejetnosci corki , naszego zycia , wiecie
      ze jestescie momentami smieszni i zalosni : wystarczy juz zywienia
      sie naszym kosztem podkrecajcie sie beze mnie pseudodoradcy.
      • p_wolf Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 15.05.10, 14:03
        Czego oczekiwalam porady eksperta , jasnego obiektywnego
        > spojrzenia na KONKRETNY problem ukrainki i modelu rodziny , wsparcia
        > innych matek ktore tez nie sa idealne ja za taka sie nie uwazam i
        > wskazowek w oparciu o konstruktywna krytyke .


        I wszystko to dostałaś, z tym że rady przyjmujesz wybiórczo, a na konstruktywną
        krytykę reagujesz agresją.
        Jednak myślę, że oczekiwałaś trochę czego innego - takiego babskiego wsparcia,
        wspólnego przejechania się po wstrętnym mężu. Dlatego tak się wściekłaś gdy on
        tu zawitał, i przedstawił inną perspektywę.
        Stąd na przykład twoja dziwna odpowiedź na post pani ekspert; ona wytyka TWÓJ
        błąd i pisze, że powinniście się z mężem wspierać, wspólnie konsekwentnie
        wychowywać córkę, a Ty odpowiadasz że też uważasz, iż mąż nie zawsze ma rację
        (sic!).

        Chcesz ratować swoją rodzinę? Pomyśl o tym gdzie robicie błędy (tak, TY też),
        skonsultuj się ze specjalistą i wprowadzaj zmiany w życie. Chcesz poprawić sobie
        humor? Idź do fryzjera z koleżankami i pozajeżdżajcie na wstrętnych facetów.
        Twoje życie, twój wybór.
        • kinkygirl Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 23.05.10, 10:48
          Chcesz poprawić sobi
          > e
          > humor? Idź do fryzjera z koleżankami i pozajeżdżajcie na
          wstrętnych facetów.
          > Twoje życie, twój wybór.

          tylko tego faceta i tego dziecka szkoda...
      • yenna_m Re: Jesli maz nie ma racji ? do eksperta 09.07.10, 15:45
        jagodyipoziomki, zastanawiam sie, co chcialas osiagnac piszac ten post i
        zapraszajac na forum swojego meza

        jasne, ze dla nas, czytaczy, jest to interesujacy watek, bo mozna sobie
        zobaczyc/poczytac, jak sprawa widziana jest przez obie strony, jednak... wiesz,
        nie obraz sie, mam wrazenie, ze Wasz udzial w tym watku to kolejne starcie,
        kolejna rywalizacja miedzy Wami o to, kto ma racje

        niezaleznie od tego, kto ma racje - macie powazny problem z komunikacja i imho
        nalezaloby nad tym popracowac, jesli chcecie byc razem i chcecie w dodatku byc
        ze soba szczesliwi

        malzenstwo to nie rywalizacja, kto lepszy, kto wiecej, kto glosniej

        nie obraz sie, ale mam wrazenie, ze oboje do tego malzenstwa nie dorosliscie
        jesli oboje daliscie sie wciagnac w przepychanke w necie? dlaczego nie
        sprobowaliscie porozmawiac w domu, dlaczego maz zamiast - choc nie ukrywam,
        bardzo rzeczowo - ciagnac na ten temat dyskusje w necie z oplakanym zreszta
        skutkiem dla Waszych wzajemnych relacji nie pociagnal tematu juz w zaciszu domowym?

        jesli potrzebujecie do rozmowy osob trzecich, bo tyle miedzy wami nagromadzilo
        sie zlych emocji, to imho gabinet terapeuty jest lepszym, bezpieczniejszym
        miejscem niz watek forumowy

        no przeciez pewne slowa zupelnie niepotrzebnie w zacietrzewieniu padly (net
        wyzwala rozne emocje, czasem ludzie po prostu staraja sie "wygrac" z
        dyskutantem, i czasami to granie na wygranie to gra nie warta swieczki

        coz, zycze Wam, zebyscie sie jakos porozumieli

        co do meritum - przychylam sie do opinii eksperta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka