pojde
22.12.10, 14:37
Nie wiem jak to zacząć: ja naprawdę nie lubię świat. I to coraz bardziej z roku na rok. Nie mogę ich znieść. Moj chłopak ciągle mnie do nich namawia - chce byśmy spędzili razem z nim, z jego rodzina, z naszym synem święta. Ja nienawidzę całych tych przygotowań. Tego irracjonalnego zamieszania, tego wydawania kasy na prezenty, kasy którą ja oszczędzam na nasz wspólny start. Jestem załamana. Mam dola. Lapie depresje już miesiąc przed. Proponowałam "świąteczny" wyjazd do Zakopanego, ale on jednoznacznie odmówił: święta, to mikołaj, rodzina, jedzenie. W swoim domu nigdy nie miałam takiej szopki z powodu świąt. On wydaje wtenczas duże pieniądze: prezenty 300, i kolejne prezenty!!! Ja już nie daje rady mu tego tłumaczyć. Mowie, ze nas nie będzie, a on ze w takim razie dla niego to koniec. Nienawidzę świąt. Nienawidzę tego zamętu, tego kupowania, prania, trzepania. Ja to wszystko robię w ciągu roku, a teraz muszę się znów spinać.. A po świętach mam mnóstwo zaległości i myślałam ,ze ten czas poświecę na odrabianie ich. Czy ktoś mi wierzy?
Przed chwila czytałam na plotkarskim portalu artykuł o Łapickich i doszłam do wniosku, ze oni maja dobrze, bo jada razem, poza cały ten zgiełk, poza cala ta krzątaninę i KONSUMPCJE. Nienawidzę świąt, bo sa sztuczne, bo umieram siedząc przy stole wigilijnym, a potem następnego dnia i jeszcze następnego, bo dojadam niedojedzone. Okropność.
Niestety nie możemy dojść do porozumienia, bo on wszystkiego-całego tego fanatycznego zabiegania i improwizorki.
Ja wiem, ze można się zmusić, ale tak jest z imieninami, z ur. z wszystkim innym. Nie daje sobie z tym rady, bo jest jak w wariatkowie.
on jest z rodziny, która takie wydarzenia celebruje, ja nie. U mnie zawsze bylo spokojnie, dużo wolnego, odpoczywanie po tygodniach pracy.. A teraz muszę odpoczywać po świętach. I nic z tym nie mogę zrobić.