dragontatoo
28.02.11, 22:28
Witam! Mam ogromny problem z opanowaniem reakcji stresowych, wręcz nerwicowych, w sytuacjach, które kojarzą mi się z moimi długami. Czuję się jak zaszczute zwierzę i nie jestem w stanie już racjonalnie myśleć...
Ale po kolei. Samotnie wychowuję ponad 4-letnią córeczkę, mam mieszkanie w kredycie hipotecznym na 100%, wysokie, zimne, z drogim ogrzewaniem gazowym. Kiedy córka się urodziła (jako wcześniak), jej ojciec, choć nie był już ze mną, po wielu awanturach podjął się do momentu jej pójścia do przedszkola pokrywania w 100% kosztów utrzymania dziecka i opłacania mediów. Kredyt i swoje utrzymanie opłacałam sama, z zasiłku macierzyńskiego, potem z chorobowego, potem dorabiałam, na koniec odprawa z firmy. Jakoś to szło, dopóki nie pokłóciliśmy się o pójście córki do przedszkola w wieku 2 lat (córka ma alergię, bardzo częste infekcje, wadę serca, była też rehabilitowana).
Tata z dnia na dzień zostawił bez złotówki nie tylko mnie, ale przede wszystkim swoje dziecko, czekałam ponad 2 m-ce na sprawę o alimenty. W tym okresie i później żyłam razem z dzieckiem głównie z tego, co było na kartach kred., które otrzymałam jeszcze pracując. Szefowa nie chciała, żebym wróciła do pracy, a jak na złość, córka całe te 2 m-ce przechorowała ciężko (grypa i powikłania), a ja zaraz po niej.
Przez wakacje próbowałam rozszerzyć pole moich prac na zlecenie, z dość średnim skutkiem, a tu do mediów, hipotecznego, czynszu itp. przybyły mi spłaty 2 kart. W międzyczasie firma zlikwidowała się, no i zostałam całkiem bez pracy. We wrześniu zapisałam córkę do przedszkola niepublicznego, ale niewiele droższego niż państwowe. Pomimo zaledwie 16 dzieci w grupie córka ciężko gorączkowała i musiała brać antybiotyki (angina, ropny katar, oskrzela) już po 2-3 dniach w przedszk. Ma alergię, jak się okazało, na mnóstwo rzeczy, w tym wziewne na roztocza, pleśnie, a to są czynniki nie do likwidacji.
Przetrwałam rok oprócz kart korzystając z kredytu gotówkowego, który mój bank przyznał na podstawie sum transakcji na koncie, gdy jeszcze miałam umowę. Wzięłam ten kredyt, bo nie było za co żyć. Co brałam jakieś zlecenie, córka chorowała, zmieniałam terminy itp. A to nie przysparzało pieniędzy... Do spłaty doszedł kredyt gotówkowy.
W końcu dostałam dotację na działalność i zarejestrowałam ją. Pierwsze 3 m-ce - prawie zero zleceń, pomimo reklamy itp. Kasa z kred. gotówkowego zaczęła się kończyć. Wakacje - zapaść, przestałam płacić za większość rzeczy. Od sierpnia, września - non stop telefony, listy od banków i firm windykacyjnych. W końcu - wypowiedziana umowa na kredyt gotówkowy i 1 z kart.
Część przeterminowań spłaciłam, tu pomogła rodzina. Cały czas jeszcze spłacam środki z tych wypowiedzianych umów. Zalegam z 3 składkami zus, ale i tak 3 wcześniejsze już spłaciłam. Chwilami już się w tym wszystkim gubię.
Jak znajduję awizo w skrzynce, to sobie wyobrażam, że to komornik, egzekucja zaległości z zus, albo kolejne wypowiedzenie umowy. Przez te wypowiedzenia zresztą znalazłam się na 5 lat w BIK, a to będzie 5 lat od całkowitej spłaty tych zobowiązań! Po roku działalności jako tako zaczęłam wiązać koniec z końcem, ale i tak na spłatę zobowiązań finansowych potrzebuję 2 razy więcej niż na życie i opłaty. Wystarczy kilka niezapłaconych rachunków, żeby koszmar zaczął się od nowa, a tym razem na pewno oprze się o sądy albo komornika.
Od wakacji budzę się rano z myślą, że nie chcę żyć, że nie udźwignę, nie przetrwam jeszcze jednego dnia. Zobojętniałam na wszystko poza tymi długami.
Jak ktoś mi nie zapłaci, jestem jeszcze bardziej chamska od windykatorów, w większości jakoś to działa. Ale nie potrafię o niczym innym myśleć.
Wyliczyłam sobie, że jeśli będę co miesiąc to wszystko spłacać bez obsuwów, to skończę z tym za jakieś dwa lata... Nie mówiąc o takiej "drobnostce", jaką jest hipoteczny do starości.
I jeszcze jedno, nie mam nikogo, kto byłby w stanie pomóc mi przy córce dłużej niż 1 dzień, jak jest chora (i nikogo, kogo by to obchodziło). A na razie jest tak, że tydzień był w placówce, a 3 tygodnie w domu, plus koszty, koszty, leki, recepty itp.
Nie wiem, jak się uzbroić w odporność psychiczną i to przetrwać. Stałam się agresywna, wybuchowa, nerwowa, dzwonek telefonu, pukanie listonosza, to mnie wręcz doprowadza do ataków histerii.