Dodaj do ulubionych

jakis koszmar...

28.11.11, 15:43
W wieku 36 lat zostałam ponownie mamą dwóch uroczych bliźniaków. Wczesniej życie poukładane, prawie dorosły syn, drugi (lepszy) mąż, stała praca, przynosząca zyski i satysfakcje. Co roku wakacje, weekendowe wyjazdy, częste wyjścia do kina, do przyjaciół, czasami imprezka, częste zakupy,jakis ciuszek, rzecz dla bliskich... Właściwie poza drobnymi problemami życie spokojne, stabilne, ciekawe. No i stało się, chwila nieuwagi i życie powywracane do góry nogami... Ciąża ( okropny, pełen nerwów okres), zaniedbana firma (na efekty nie trzeba było długo czekać), potem maluszki, nieprzespane noce, przysłowiowe pranie pieluch, gotowanie i ...właściwie wszystko od początku. Tyle, że już nie miałam 20 lat , tego zdrowia, cierpliwości i takiej pogody ducha. Wszystko poczło w "niepamięć": wakacje, weekendy, wyjscia z przyjaciółmi, beztroskość robienia zakupów, myślenie "tylko o sobie", w zamian choroby dzieci, problemy z kasą, kredyty, problemy zdrowotne...itd. Zaczęły się kłótnie w domu, awantury o byle co, ot zwykła codzienność. Właściwie zdaję sobie sprawę z tego co się dzieje, ale nie potrafie opanować nerwów, ciągłych pretensji do wszystkich i o wszystko...chociaż zdaje sobie sprawe, że nie zawsze mam rację... Pogubiłam się, nie umiem sobie poradzić, chociaż należę do osób "mocno stąpających po ziemi", ponoc mam silny charakter. Poza tym jestem osoba operatywna, ciagle w ruchu, zaradną, niejednokrotnie to inni szukali u mnie porad, słów otuchy... teraz sama nie umiem sobie poradzic. A najbardziej żal mi męża i moich maluszków, bo przecież niewiele rozumia z tego wszystkiego,a muszę przyznać, że już nieraz złe emocje wyładowywałam na nich... niestety...kiedyś korzystałam z porad psychologa, niewiele jednak pomogły...teraz też nie wierzę w skuteczność tejże instytucji. a jednak potrzebuję, ja i moi bliscy zmian...zmian na lepsze...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: jakis koszmar... 28.11.11, 16:08
      OK, a ile dzieci mają lat? Bo jak pół roku, to wszystko w normie, minie. Jesli są już duże, to rzeczywiście widze problem.
    • joanna35 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 16:17
      Misiowamamo może warto terapię wspomóc jakimiś łagodnymi lekami poprawiającymi nastrój?
    • blue_romka Re: jakis koszmar... 28.11.11, 16:21
      Jakoś nie potrafię Ci współczuć, żal mi przede wszystkich Twoim małych dzieci. Wiadomo, że z niemowlętami nie jest łatwo, szczególnie z dwojgiem, ale zazwyczaj ludzie zdają sobie z tego sprawę i mając świadomość, że to przejściowe nie nazywają tego okresu w życiu koszmarem. Nie potępiam Cię, po prostu nie rozumiem.
      Ps. Pamiętaj, że wpadka może się jeszcze przydarzyć, więc może pomyśl o rozwiązaniach ostatecznych.
      • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 21:55
        pisząc o koszmarze miałam na myśli to, ze nie mogę sobie poradzić z problemami, emocjami...to, że jestem cholernie nerwowa, wybuchowa, ciągle płaczę...zawsze jakoś radziłam sobie z problemami, znajdowałam dobre strony nawet w najcięższych chwilach. Teraz nie potrafię...tak po prostu nie daję rady...
    • lexi777 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 16:58
      Ech spokojnie, ułoży się.U mnie to samo: nie chciana ciąża, brak pracy, mąż też kiepsko z pracą, drugie starsze w domu i....dół. Miało być pięknie, miałam iść do pracy a tu taki prezent od losu. Spróbuj wyluzować, nic się nie zda takie złe nastawienie.Zauważyłam, że jak się nastawię pozytywnie to mnie to wszystko tak nie męczy i nie puszczają tak nerwy przy dzieciach. Za jakiś czas wyrosną...oby do wiosny.Ściskam:)
    • jagoddda Re: jakis koszmar... 28.11.11, 17:33
      Po urodzeniu dziecka byłam nieznośna dla mojego męża. Ciągłe awantury. Potem zdrada. Koleżanka poleciła mi swoją psycholożkę. Bardzo mi pomogła. Ja również polecam 608821855
    • moniapoz Re: jakis koszmar... 28.11.11, 19:22
      to wszystko minie...dzieci tak szybko rosną.... i naprawdę będzie lepiej.
      bliźniaki to wyzwanie z całą pewnością ale bez przesady.
      może jeżeli psycholog nie pomógł to jakieś łagodne leki poprawiające nastrój jak to już ? ktoś zasugerował ?
    • easyblue Re: jakis koszmar... 28.11.11, 20:06
      Ja Cię podziwiam:) Mam drugie dziecko /2l/ i obecnie prawie 40. Nie daję rady. Młodemu się obrywa, M także, starszej też. A ja wiem, że oni Bogu ducha winni i tyle. Wkurzam się na siebie, klnę, ze taka głupia jak stołowa noga jestem, po czym łapię się że znów to samo robię.
      Jesteś perfekcjonistką i dlatego tak się wściekasz. Dzieciaki /a bliźniaki to już spooooro roboty/ skutecznie pozbawiły Cię tego, co kochałaś i dlatego się miotasz. Ale dzieci tak szybko rosną, że jak dasz sobie trochę czasu i troszeczkę uzbroisz się w cierpliwość wszystko minie, a Wy znów będziecie jeździć na weekendy za miasto, będziesz szaleć na zakupach i imprezowac z przyjaciółmi:)
      • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 21:36
        dziewczyny, moje kochane bliźniaki mają już 3,5 latek... Oprócz WIELKIEJ radości przysparzają wiele zmartwień. Do roku czasu to można powiedzieć była bajka, zdrowe, grzeczne... jak zaczęły raczkować, potem chodzić to zaczęły się...schody. Ciężko jak cholera, jeden w lewo, drugi w prawo, jeden na stół, drugi grzebie w kontakcie itp. oczy w d... nie pomogły. Oba nieźle dają popalić, przy tym ciągłe zmartwienia zdrowotne. Teraz już trzeci miesiąc chore (we wrześniu poszły do przedszkola): infekce, alergie, ciągłe katary, kaszle, noce nie przespane... w dodatku wszystko cholernie kosztowne.
        To wszystko to jednak na pewno minie, w końcu dzieci rosną...Ale w tym wszystkim najgorsze jest to, że ja nie mam juz takiej cierpliwości, nerwy mnie zżerają. Drażni mnie dosłownie wszystko, nie mogę dać sobie rady. Nie mogę dogadać się z mężem, wszystko mnie w nim denerwuje, nawet w sypialni sie nie układa...niestety. Mój mąż to dobry człowiek, pracuje, dba o dom, nie pije ,nie pali, nie ma skoków w bok (wiem na 100%), można powiedzieć ideał... ale, no właśnie jest jedno ale- w pewnym sensie jest taki jakis nieporadny, drażni mnie to w nim, że sam nigdy nie domysli się co należy w danym momencie zrobic, nie umie podjąć decyzji, do wszystkiego jestem potrzebna, czasami to mnie męczy... I w tym wszystkim jeszcze 19-letni syn, który skutecznie dba o mój rozstrój nerwowy... Acha, i pies ,który właśnie dzisiaj wyskrobał dziurę w ścianie nowego pokoju... żyć nie umierać :-P
        O jakich specyfikach poprawiających nastrój piszecie, może skorzystam. Bo wszystko w czarnych barwach widzę...
        • szklany-sufit Re: jakis koszmar... 28.11.11, 21:53
          Przede wszystkim zauważyłaś, ze jest problem i szukasz jego rozwiązania, a to należy zaliczyć na duży plus. Masz też sporo dowagi w mówieniu szczerze jak jest. Dostrzegasz wiele niuansów i oceniasz sytację bardzo rozsądnie. Dobrze by było jednak abyś nie została z problemami sama. Ja też polecałabym spotkanie z psychologiem, który pomoże Ci spojrzeć na wszystko z innej strony. Forum to trochę za mało na wsparcie w takiej sytuacji.
          • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:00
            na pewno masz rację, tyle że w tej chwili nie mam nawet sił na psychologa...może właśnie "wygadanie" się na forum i wasze wsparcie pomoże mi na chwilę obecną... należę do osób, które muszą się wygadać...nie mam do kogo, moja jedyna przyjaciółka kilka lat temu zaginęła... mamę mam cudowną, kochaną ale nie chcę obarczać jej moimi problemami, sama ma ich mnóstwo, po co ma jeszcze martwić się swoją "starą" córunią...
            chociaż pomału zaczynam "dojrzewać" do wizyty u specjalisty, bo chyba sama nie dam rady...
            • ma2ma Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:30
              Sama jestem mama blizniakow;) chlopcy troche ponad 4 lata...wiec doskonale wiem o czym piszesz i znam to od podszewki...rok temu od listopada do stycznia byli chorzy i caly czas siedzielism yw domu, tez bylo ciezko az bardzo ciezko...ciagle wizyty u lekarzy, marudzenie chlopakow, nowe zajecia itd...caly swiat na glowie i to przez tyle czasu...teraz chorzy byli tylko 2 tyg. a juz powoli marzyl sie nam powrot do normalnosci;) bo gdy sa zdrowi to owszem sa tez ciezkie dni, bo sa zmeczeni, bo nieportafia sie dogadac, bo ciagle cos sie psuje i trzeba tupnac nozka....ale ja mam swoje sposoby na to, aby mimo ich humorow byc mama i do przytulenia i do zabawy..ale tez mama, ktora nie puszcz ich w samopas i czeka co bedzie...szukam rozwiazan;)
              moim "sposobem" na "ucieczke" jest
              - zajecie sie w kuchni, np. gotowaniem-oni wtedy sami super sie bawia, zazwyczaj lego (uwielbiaja budowac i wymyslac nowe zabawy) lub jeden bardzo lubi pomagac przy gotowaniu, pieczeniu..wiec zabieram go ze soba do kuchni, a drugi bawi sie w pokoju u kazdy robi to co lubi i na co ma ochote...a do tego jest cicho:)
              - wyprowadzka do biblioteki-jedziemy tam na 2-3 godziny, mozemy wyporzyczyc ksiazki, ale jednoczesnie moga sie pobawic zabawkami, pograc itd...wracamy i czytamy
              - wyjscie z nimi chocby na spacer po osiedlu-wychodzimy i biegaja, a jak to dzieci zawsze jest powod, aby biec i sprawdzic co znalazl brat;), albo zbieramy liscie, kasztany itd...
              - od 2 mieisiecy intensywny sport:2 x tydzien hokej, 1 x tydzien basen...dzis po hokeju chlopcy spali juz przed 19...a wrocilismy o 17 z terningu-sport zabiera te energie, ktora wykorzystuja do sporow, robienia sobie na zlosc itd... (chyba najlepszy sposob-pozyteczne i przyjemne, uwielbiaja hokeja...)
              - czas synow i taty....a mama odpoczywa

              wiem, ze ciezko pogodzic i dzieci i prace, szczegolnie na swoim...
              odkad mieli prawie 1,5 roku zaczelam chodzic na joge-wyciszyla mnie idealnie, to byla godzina intensywnego skupienia nade mna...rewelacja! po powrocie z niej moglam znow byc dla chlopakow, bez nerwow itd...potem dorzucilam pilates-bo siadl mi kregoslup, potem basen itd...teraz 3 x tydzien sport...to sa MOJE chwile...przycodzi czas, maz zostaje z chlopakami a ja wychodze na sport...tam zapominam o domu, dzieciach, problemach i zajmuje sie soba...oprocz tego spotykam sie z kolezankami, wychodzimy wieczorem do knajpki posiedziec i pogadac, oderwac sie od domu, dzieci, prania itd... mi to pomaga. to sa takie moje chwile, gdy mam je tylko dla siebie...moze tez spobuj odnalezc dla siebie zajecie, ale nie zwiazane z domem i dziecmi...kolezanki, sporty, hobby? moze warto spotkac sie z inna mama i wyjsc na kawe, do kina-wydaje nam sie, ze to tylko 2-3 godziny a potem trzeba wracac do domu..ale te 2-3 godziny potrafia dzialac, wracasz do domu z checia, mozna wtedy zlapac oddech ...bo dzieci mimo wielkiej milosci jaka je darzymy daj nam w kosc..a blizniaki szczegolnie, bo zazwyczaj jest tak, ze oni nawzajem sie nakrecaja...jeden robi na zlosc drugiemu, potem placz i skarzenie itd...a my tez mamy limit na wytrzymalosc i kiedys masz juz dosc sluchania :"mamusiu a on to czy tamto mi zabral", "nie mamusu bo ja to mialem pierwszy" itd...bez konca...aby z tego sie wyrwac i nie wyladowywac sie na dzieciach, mezu, rodzinie musisz znalezc ten swoj czas-niech maz bedzie z dziewczynkami lub mama a ty idz i korzystaj...moze basen, moze silownia, moze ploty z kumpela...inaczej oszalejesz i tylko bedziesz krzyczec i krzyczec a wtedy dzieci beda jeszcze bardziej ciebie denerwowoac...bo juz nawet zle odlozona zabawka bedzie pretekstem do wrzasku i koltni...a maz gdy zle odstawi buty w przedpokoju tez bedzie mial przechlapane....

              psycholog- zapytaj w przedszkolu u dziewczyn czy nie macie takiego do dyspozycji..pojdz, porozmawiaj o sobie, ale tez o dziewczynach...moze zjadzie sie rada i na nie;)

              mam nadzieje, ze rozumiesz o czym pisze...
        • zuzi.1 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:03
          Przede wszystkim magnez i żeń szeń a dla maluchów olej z wątroby rekina na poprawę odporności.
          • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:06
            żeń-szenia nie próbowałam, magnez owszem, juz baaardzo długo, olej z wątroby rekina przerabialiśmy i...nic. Może w tym wszystkim sam rekin okazałby sie pomocny :-D
            • zuzi.1 Re: jakis koszmar... 29.11.11, 14:44
              Olej z wątroby rekina trzeba przerabiac długookresowo, tj. od września do marca roku następnego biorąc codziennie zalecane dawki, a propos rekina dobry rekin mógłby okazac się pomocny... :)))
        • joanna35 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:06
          Ja miałam na myśli Bioxetin lub Cital - oba na receptę, ale możesz spróbować z ogólnodostępnym Deprimem. Pozdrawiam
          • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:07
            dziękuję. deprim jakoś nie działa, ale spróbuję te pozostałe...
          • szklany-sufit Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:21
            Nie jestem pewna czy branie medykamentów na własną rękę to najlepszy pomysł. Przede wszystkim jak dobrze pamiętasz, bo jesteś doświadczoną mamą dzieci z czasem są coraz bardziej samodzielne, można je wdrożyć do pomocy w obowiazkach domowych i samemu trochę odetchnąć. Te czasy, kiedy miałaś czas dla siebie wrócą szybciej niż myślisz. Badania o których czytałam (niestetey nie pamiętam juz gdzie) mówią, że wielu rodziców przeżywa pewnego rodzaju kryzys przy małych dzieciach, natomiast wraz z upływem czasu poczucie szczęścia i satysfakcji z posiadania dzieci rośnie. W tym badaniu im kto miał więcej dorosłych dzieci tym bardziej był zadowolony. Czekają Cię więc coraz lepsze chwile. Zadbaj jednak o siebie. Warto w takiej sytuacji odwiedzić psychologa. To przejaw wielkiej odpowiedzialności i rozsądku, także ze względu na dobro Twojego małżeństwa i na to żebyś mogła być taką mamą jaką byś chciała być i no i na to żebyś czerpała więcej radości z macierzyństwa. Koniecznie też wyjdź do ludzi. Nie w internecie, ale w swojej okolicy. Może są jakieś miejsca gdzie spotykają się inne mamy i gdzie możesz poznać koleżankę. Może nie od razu przyjaciółkę, ale przynjamniej koleżankę. Co z innymi mamami w przedszkolu? Może wybierzecie się gdzieś razem? Albo zaprosicie dzieci do siebie w sobotę lub niedzielę? Musisz mieć ludzi wokół siebie. Przyjaźnie zdobywamy przez całe życie. Głowa do góry! : - )
            • verdana Re: jakis koszmar... 28.11.11, 22:51
              Moim zdaniem nie poradzisz sobie bez fachowej pomocy. Bo Ty przecież wiesz, ze to jest przejsciowe, dzieci rosną i wolność wraca (matce pierwszego dziecka wydaje się to kompletnie niemozliwe). Mnie to wygląda na najwyższą porę na psychologa, a może nawet lepiej - na psychologa i psychiatrę, bo chyba potrzebujesz czegoś na poprawę nastroju.
              Samo wygadanie się to za mało. Za długo to trwa, aby pomogło.
              • moniapoz Re: jakis koszmar... 29.11.11, 09:46
                tak, z psychologiem się rozmawia, a psychiatra przypisuje (bądź nie jeżeli nie uzna tego za konieczne) leki na podstawie objawów fizycznych na jakie cierpisz np. bezsenność, nerwowość, natrętne myśli itp.

                na mnie z leków nie na receptę dobrze działał neopersen, ale to kwestia indywidualna
                pozdrawiam
                M
              • zielona_szparaga Re: jakis koszmar... 29.11.11, 21:25
                Myslę, że większość z nas to przechodziła - tak piszę dla otuchy. Po pierwsze -wróć do pracy, znajdziesz fajną nianię, zrób rekrutację z mężem. A jesli nie stać Was mimo wszystko (chodz ja uważam,ze to najlepiej zainwestowane pieniądze w tym okresie) niechaj pójdą do żłobka. I bez poczucia winy! Wrócisz z pracy, odbierzesz dzieci stęskniona.
                Po drugie wieczory w przyjaciółmi spędzaj raz w tygodniu, niech zostanie z dziećmi mąż, babcia, niania, brat - maluchom nic się nie stanie. Rób wszystko, żeby się wysypiać, weź maluchy do łóżka, wtedy jest szansa, że będą spały. Nie sprzątaj za dużo, gotuj tylko tyle ile trzeba i zamrażaj jedzenie na "czarną godzinę". Aha i jeszcze jedna rada, bądź dla siebie wyrozumiała. Powtarzaj sobie - to minie to minie to minie.
                jeste supermamą!! trzymam kciuki!
        • znowuniedziela Re: jakis koszmar... 29.11.11, 12:26
          I w tym wszystkim jeszcze 19-letni syn, który skutecznie dba o mój rozstrój nerwowy..
          a Ty to niby nie zgotowałas mu rozstroju życia-nowy facet, nowe dzieci....
          • misiowamama-2 Re: jakis koszmar... 29.11.11, 13:24
            jeśli chodzi o faceta to największy rozstrój nerwowy "zgotował" mu tatus-alkoholik. W drugim "przyszywanym" ma przyjaciela i ojca w jednym. To nie to... natomiast dzieci, owszem to były duże zmiany dla całej rodziny, dla niego również, zdaję sobie z tego sprawe, dlatego kiedy tylko mogę mówię do niego po cichutku " kocham Cię synku, jesteś dla mnie ważny" mimo, że to "stary " facet jest...on to wie, ale jest w wieku, który "ma swoje prawa" ale dla mnie ten okres to dodatkowe obciążenie psychiczne, niestety...
    • kiszczynska one rozumią, rozumią.... 28.11.11, 23:47
    • skwargosia Re: jakis koszmar... 29.11.11, 11:48
      inni domownicy muszą brać udział w pracach domowych i koniec. niestety perfekcjoniści tak już mają ,że wszystko muszą sami bo najlepiej , najszybciej itd. Syn i mąż też niech coś robią w domu bo jak nie to się zamęczysz... a rady typu dzieci rosną i to mija są boskie......... i wkurzające (jak o mnie chodzi). psychoterapia to dobry pomysł ale nadmiar obowiązków to jest powód Twojego stanu ( nie mam czasu... to Twoje słowa)
    • nat.wroclaw hmm .. 29.11.11, 13:30
      Misiowa, po pierwsze, fajną i sensowną facetką wydajesz się (wnoszę wyłacznie po tym, jak piszesz :)

      Sama pewnie wiesz, że żadne hardkory jakieś się nie dzieją, normalka zyciowa, zwlaszcza, że macie to podwójnie + jeszcze (wygooglałam) mlode to alergicy, debiutanci w przedszkolu, wiec infekcje, syfy, gluty, smarki - dzień jak codzień, tak?

      No i sama pewnie wiesz, że prędzej, czy później minie jak zły sen, jeszcze będziecie siedzieli razem przy stole, grali w scrabble i będziesz mowic leniwie: Mlody, przynieś matce kawy!

      Na teraz - pierwsze, co mi się nasuwa to - regularny odpoczynek. I to nie taki "Jezu, jezu, mama nam wezmie dzieci na weekend, odgruzję dom, zrobie zakupy, pojade do fryzjera, wyprasuje zalegle kiecki, przeczytam Ulissesa!!". Tylko mniej wypasiony, ale regularny. Uwielbiam rady w stylu: zadbaj o siebie, wyjdz z koleżanką, znajdź sobie hobby, sratatata ;ppp

      Po latach upierdzielania sie i szarpania nie wiem po co wypracowalam model (chyba) optymalny przy małych dzieciach, poznych powrotach w korku i na tle poznych, ze zaden plac zabaw nie wchodzi w gre. Zlapalismy oddech z małzonkiem i zamiast szczekac do siebie zaczelismy napowrot rozmawiac ludzkim glosem. Glownie dzieki temu, ze jestesmy mniej urypani i mamy do jazd dziecięcych dystans: nie spi, trudno, jutro bedziemy sie czołgac na kolanach, ha aha ha. Taki troche smiech przez łzy ;))

      Po powrocie do domu (ok 17.30) mam dwa cele: dopilnować, żeby młoda umyła rece po przedszkolu i zjadła przekąskę i żeby młodemu umyc butelki i dać kaszę. Potem lezymy ze starym na dywanie i trochę wegetujemy do kapieli. Po prostu lezymy, a dzieciaki się po nas czołgają, młoda rysuje, młody fruwa, rzucamy piłkę, spiewamy, młody wali w gitarę, na ktorej odtwarzamy harcerskie przyspiewki, jakoś trzeba ten czas opękać do tej 19 - 19.30. Nie mam zadnej napinki na nic, na obfite obiady, cuda wianki. Nie mamy TV, po prosty spedzamy ten czas z dziecmi w parterze robiąc nic. Bardzo wtedy odpoczywam. Potem kapiel, inhalacje, smarowania, zyrteki, nie zyrteki, młody butla i spac, młoda jeszcze troche przytulania z drugim z nas, czytanie, jakas gra i tez spac. 20.30 jestesmy wolni i nawet niespecjalnie urypani. Wtedy cos tam sie ogarnie wokół domu, robimy jedzenie, winko, piwko i do 23 jakos nawet ze dwa slowa ze starym zamienie ludzkim językiem.

      Dałoby się tak u Was? Troche wolniej?

      Pozdrawiam Cie serdecznie!
      • misiowamama-2 Re: hmm .. 29.11.11, 14:07
        haha, rozbawiły mnie twoje słowa, i na pierwszy rzut "oka" mogę odpłacić się podobnym odczuciem i stwierdzić, że "fajna facetką" jesteś...
        Czytajac to co napisałaś znalazłam w tym wszystkim troche siebie: na pewno powroty do domu ok. 17.30, (tu juz inaczej, niestety) ok. 19.30 zaczyna sie jazda: kolacja, kapiel, inhalacja, lekarstwa, odciaganie katarów, smarowania, oklepywania, czytanie bajek na dobranoc(?), a jeszcze przed snem "mama, kupa!""mama- pić!"9 i to wszystko podwójnie) i tak do ok. 21.00 Już po- padam na pysk, powieki jak by mogły to opadłyby na brodę, kapiel, trochę internetu, na gadanie nie mam sił (to błąd) o seksie nie wspomnę...Rano od nowa: leki na czczo, ubieranie, śniadanie, inhalacje, odciąganie nosków(katarów), leki, oklepywanie, wyjście do przedszkola. Po zaprowadzeniu maluchów praca, o 17-tej. odbiór i ...patrz powyżej. I tak w kółko. Gdzie czas na odpoczynek? Wyjazd na weekendy do babć odpadaja, tesciowa nie, mama za daleko , w dodatku też pracuje również w weekendy. Więc nawet na "odgruzowanie domu" nie ma czasu...
        No i to:
        "Potem lezymy ze starym na dywanie i trochę wegetujemy do kapieli. Po prostu lezymy,
        > a dzieciaki się po nas czołgają, młoda rysuje, młody fruwa, rzucamy piłkę, spi
        > ewamy, młody wali w gitarę, na ktorej odtwarzamy harcerskie przyspiewki,"
        SUPER, tyle że: mój stary wraca do domu 18-19, w tym czasie sama z dwoma "szakalami" (jak nazywa ich nasz znajomy i coś w tym jest ;-) ). Nakręcają się nawzajem i daja popalić (nie umiem się do tego zdystansować i nerwy gotowe), w tym czasie jakis serek, bajka, ja coś tam sobie w kuchni odrobię, pranie powieszę (kiedyś to trzeba zrobić) albo po prostu siadam i mam wszystkiego dość. Do tego kręgosłup w rozsypce...
        Wiem, o czym piszesz i rozumiem. Kiedys było u nas podobnie. Jakos spokojniej (mimo, że oprócz mojego starszego syna była jeszcze dwojka dzieciaków męża z pierwszego małżeństwa- teraz z powrotem mieszkają u matki). Był czas na odpoczynek, na rozmowy... teraz jakoś to wszystko uciekło. Wiem również, że przy takich maluszkach też można inaczej, tylko coś JA nie moge sie wyluzować...
        Podoba mi się to co piszesz, a Twoja rodzinka jawi mi się jako "fajna-równa"
        czy u nas się tak da? Nie wiem...czasami to zwątpienie mnie ogarnia, apatia jakaś...
        W każdym razie coś muszę zrobić bo inaczej...zwariuję!
        Dzięki za Twoje słowa, są mi pomocne;-) pozdrawiam
        • nat.wroclaw Re: hmm .. 29.11.11, 14:26
          Oj tam, oj tam.

          czekaj.. wracacie, myjecie rece (mam ablutomanię niestety), wskakujesz w dresy, wrzucasz w młodych pokarm, ktory im wystarczy do wieczora w miedzycasie sama cos zjadasz na szybko, zeby nie paść i kladziesz sie z nimi na ziemi i jestes warkotem silnika do tej 19, albo syrena radiowozu, albo obudowujesz sie wieza z klockow.

          Wraca stary, myje ręce, siada, zjada, odsapuje, 19.30 kapiecie razem i razem kinezyterapia, smarki, inhalacje. Hmm? do 20.30 powinniscie sie wyrobic w miare, co? potem juz młode odpękane w łóżkach, piżamach, wtedy na zmiane - jedno usypia, drugie idzie sie umyc, zeby juz miec z głowy, ogarnia jakies pranie, sranie, ze starszym wrzuci pizze z Lidla do piekarnika, ten, ktory usypial młodych wchdzi do kuchni, siadacie jecie i jęczycie, jak jestescie upierdzieleni :))

          Nie wiem, czy w ogole jeszcze pamietasz, jakie sa 5latki, ja mam teraz w domu 5latke i 1,5roczniaka. 5latka jeszcze do niedawna byla diablem wcielonym - to forum ma w swojej historii setki moich zrozpaczonych maili o histeryzującej wierzgającej, wrzeszczącej, bijącej nas dziewczynce. O jazdach straszliwych + choroby i ciezka alergia nie wspamne. I Bóg sie zlitował i od tych wakacji normalnie dziecko nagle stało się aniołem z nieba. Nie dość, że wreszcie zaczeła trybić cos i kumać, da sie z nia pogadac, to jest duzo mniej generujaca zmeczenie rodzica. Od czasu gdy miala 3,5 roku zlecialo szybko. Wtedy nie było bata w ogole, zeby myslec o wyjezdzie weekendowym, dobrze jak sie spacer udał bez jej rzucawki na glebe.

          Ale teraz na wiosne, lato - jak najbardziej, moda super, młody - w sumie luzy, bo jest go sztuk jeden i jak ma jazdy, to raczej olewamy to z malżonkiem.

          Generalnie chciałabym zachecic Cie do wyznaczenia sobie minimalnych celów i wygenerowania czasu na zimowy regularny, dpoczynek polegajacy na lezeniu w parterze i robieniu niczego codziennie przynajmniej przez godzine z młodymi wokół - takie zen troche, póki nie podpalają firanek i nie walczą nożyczkami. Gdy ja tak leze czasem udaje mi sie nawet przeczytac z pol strony wysokich obcasow, poki młode nie wejda na mnie i nie stane sie konikiem.

          Zleci. szkoda, ze (jesli dobrze googlam) mieszkacie jakies 4 godziny jazdy od nas :DD
          • skwargosia Re: hmm .. 29.11.11, 15:34
            "takie Rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie" no i ten język polski n\no bomba po prostu....
            • rudylis35 Re: hmm .. 29.11.11, 15:42
              PMS?
              • skwargosia Re: hmm .. 29.11.11, 15:50
                nie ... MRej!
                • nat.wroclaw Re: hmm .. 29.11.11, 16:31
                  słuchajcie, ja jestem prostym magistrem, o co cho? Że brzydko napisałam, że "sranie"?
                  • skwargosia Re: hmm .. 29.11.11, 16:54
                    no cóż tacy są teraz "magistrzy".....
                    • ewa9717 Re: hmm .. 29.11.11, 17:34
                      Nat.wrocław, nie przejmuj się, a przy okazji pozdrów ode mnie dziedzińczyk w Osso ;)
                      Ja toże prostyj magister, ja was pozdrawlaju!!!
                      • nat.wroclaw Re: hmm .. 30.11.11, 08:37
                        Dziedzińczyk w Osso rozwinął ostatnio side business: służy jako plener do ślubnych sesji zdjęciowych dla młodych par. Cennik w szatni ;p
                        Pzdr :))
                  • misiowamama-2 Re: hmm .. 30.11.11, 10:01
                    mi sie podoba! wesoło i na luzie, ubaw po same pachy...:-D
            • weteranka13 Rację ma M. Rej! 29.11.11, 17:58
              Młodzież chowana w poczuciu, że jest ważna.
              Tak ważna, że warto spędzać z nią czas.
              W sposób dla niej miły...

              Że dom jest sympatycznym miejscem. Otwartym również na potrzeby tych "zależnych".
              Że rodzice się lubią, że potrafią zdobyć się na "zorganizowany luz".

              Myślę, że taka młodzież ma wielkie szanse wyrosnąć na pewnych siebie ludzi, dostrzegających potrzeby innych. Na ludzi umiejących tworzyć miłą atmosferę. Chociażby we własnym domu!!!!

              Och Nat - przyjmnij pozdrowienia dla Twojej rodziny.
              Wyrazy szacunku dla luzu w Waszym domu. Opis zrobił na mnie wrażenie.
              Oraz w miarę możliwości przekaż, proszę, serdeczności Rynkowi w cudownym Wrocławiu.

              Wszystkiego dobrego!
              W-13
              • nat.wroclaw Re: Rację ma M. Rej! 30.11.11, 08:33
                Oo jak miło, dzięki, dzięki, rodzina re-pozdrawia zaocznie.

                :)

                A tak dla poddierżenia razgawora - moi najbliżsi sąsiedzi mają 3 dzieci w tym bliźniaki 4 lata i starszego syna 8 lat. Sąsiad wyznaje zasadę: "jak płacze, znaczy że jeszcze żyje", ograniczając swoje interwencje w dziecięce jazdy do absolutnego minimum. Ja bym pewnie nerwowo nie zdzierżyła, ale jego podziwiam za spokój.
          • misiowamama-2 Re: hmm .. 30.11.11, 10:21
            "Wraca stary, myje ręce, siada, zjada, odsapuje, 19.30 kapiecie razem i razem kinezyterapia, smarki, inhalacje. Hmm? do 20.30 powinniscie sie wyrobic w miare, co? potem juz młode odpękane w łóżkach, piżamach, wtedy na zmiane - jedno usypia, drugie idzie sie umyc, zeby juz miec z głowy, ogarnia jakies pranie, sranie, ze starszym wrzuci pizze z Lidla do piekarnika, ten, ktory usypial młodych wchdzi do kuchni, siadacie jecie i jęczycie, jak jestescie upierdzieleni ;-)"
            Nat. jestes po prostu rewelacyjna! Twój język wpada mi w ucho i to jeszcze jak!!! Sama bym tego tak nie ujęła: "wraca stary, siada, zjada, odsapuje", "pranie, sranie" " siadacie, jęczycie jak jesteście upierdzieleni"- Toż to sama poezja! a jaka prawdziwa!
            Z tym sraniem wieczorem u starego to problem, bo on to robi ZAWSZE o 9.00 rano z telefonem w ręku i gorącą kawą- schodzi mu jakieś 30min. hihihi :-D :-D
            Co do rzucawek to niestety wiem jak wygladają, jeden bliźniak tak ma. Jak wpadnie w szał to żadna siła nie jest w stanie go uspokoić. I to o byle co, dzis rano np. wytarcie nosa (śpiki po sam pas a on nie chce) to był powód do rzucawek i histerycznego płaczu. Mówisz, że kiedy wyrośnie? ok. 5lat?! O Jezu...to jeszcze jakieś 1.5 latek...
            Faktycznie, szkoda ,że Wrocław tak daleko... Już widziałam te osiem osób na parterze, jeden konik, drugi samolot. gdzieś te syreny wyjące...ależ to zachęcające...:-D
            Może jednak kiedys się uda... w końcu mamy autko!
            Nat. a może jakiś kontakt na priva?
            pozdrawiam sympatyczna rodzinkę
            • nat.wroclaw Re: hmm .. 30.11.11, 11:37
              Baumann pisał kiedyś "Nie bój się, to tylko język" (troche nawiązując do niewprost, ale mocno zasugerowanych skarg na to jak piszę od skwargosi).

              Mam sporo empatii dla tych, którzy doświadczają "jazd" z przedszkolakami. 5 lat zajęło mi znalezienie równowagi między: dziecko, relacje z mężem, jaki taki ład w domu i wlasna rownowaga psychiczna, zeby nie ocip.. yy nie zwariować (skwargosiu).

              Każda z nas wie jak fizycznie po prostu wyczerpująca bywa opieka nad dzieciakami, w dodatku w sezonie chorób, nasilających się zimą objawów alergii, dojazdów, wlasnych dorosłych spraw do ogarnięcia. I w tym jeszcze trzeba "zadbac" o siebie, pójść do pracy, dzielic obowiązki z partnerem (a więc najpierw urypac sie po łokcie, żeby to z nim dogadać), mieć hobby, wychodzić z koleżanką (niech ją szlag trafi, ale muszę z nia wychodzić!), oglądać ulubione seriale, zapisywać się na zumbę i gotować dzieciom eko-zupę z eko-marchwii z eko-targu. Bo ścierwa uczulone na wszystko, co nieeko na przykład. No heloł, ile można?

              W tym się chaosie zmeczenia i obowiązków ja bardzo więc zachęcam do tego, zeby a) zwolnic i ograniczyc sprawy do minimum, lącznie z ograniczaniem wlasnego jazgotu w stronę niemniej zmeczonego męża, b) odpoczywać w tym czasie, gdy dzieci jeszcze nie spią, czyli z modelu: puszczę im bajkę, a sama powieszę pranie przejśc na model: spędzę z nimi te dwie godziny fizycznie odpoczywając i dając im po prostu swoją fizyczną bliskośc do dyspozycji. Nie mam bladego pojęcia jak to działa, że fizyczna bliskość rodzica do dyspozycji dziecka jest wprost proporcjonalna do natężenia spokoju w tym dziecku. No kurcze, nie wiem, ale w naszej rodzinie wlasnie tak to działa.

              No i jeszcze hardkory. Mnie bardzo pomagało, nie ukrywam, czytanie o hardkorach innych rodziców. Uspokajało mnie to po prostu, ta wiedza, ze inne dzieci tez miesiacami (tak jak moje) odmawiały włożenia rajtuz, czy skarpet (bo mają nitki), jak nie chciały zakładać majtek i (uwga!) darły je w strzępy w sekundę po założeniu przez rodzica na tyłek, jak nie chciały jeść (tego, owego lub, jak moje - niczego), jak potrafiły wpadac w wielogodzinna furię bo matka niosła parasol w lewej rece lub dlatego (to znowu moje), że słońce świeci. Aaaaa!!!!!!!!!!!!!! I tak do urypania.

              Ale okazuje się, że mniej więcej od wieku 5-6 lat te opowieści nagle .. kończą się po prostu. Więc ten czas zanim dzieciak zacznie trybic i jako tako ogarniać swoje emocje trzeba ze spokojem grabarza przeczekać i nie dac się zajechać obowiązkom, sprawom, celom.

              No to tyle, a na priw mozna pisac śmiało, pewnie.
              • misiowamama-2 Re: hmm .. 30.11.11, 12:19
                buahahaha , te rajtuzy i skarpetki bo mają nitki... ale ta matka z parasolem w lewej ręce -to dopiero jazda! hahahaha... :-DDD czy pisałam już ,że uwielbiam twoje wywody? ;-)
                nat chyba jestem tępa, ale nie mogę nigdzie znaleźć Twoich danych na priwa :-( ... podasz?
                • nat.wroclaw Re: hmm .. 30.11.11, 12:38
                  Chcesz wiecej? Poczytaj forum Wychowanie, tam tego pełno co chwilę.

                  Pamietam jak musialam kiedyś wyjatkowo (czego nie lubię robić) wziąć ok 3-letnią młodą do tesco i jak idiotka nie wziełam wózka tylko szybko, szybko za rękę bo tylko po 1-2 rzeczy. Wyszłam oczywiście z 4 siatami jedzenia. I idziemy korytarzem juz do samochodu, ja siaty, stukaja mi cholerne słoiczki w siatach, młoda zmeczona po przedszkolu, juz widzę, już ma miękkie nogi, juz coraz bardziej "maaamooo" juz jęczy i .. gleba pod jakims butikiem i jazda. Ja płaszcz, szalik, zakupy, torebka w ręce, do wolnych wózków jakis kilometr, do auta drugi kilometr, a ta się drze i wije na podłodze. I podchodzą ludzie i pytają: co sie stało? To pani dziecko? Gdzie jest matka tego dziecka? A kim pani jest? JEZUUU!!! :)) Zlitował sie facet, pozbierał siaty, "bierz malą na ręce, odprowadzę cię do auta" nich mu Bóg do dziś błogoslawi.

                  A do przedszkola w pizamie to młoda regularnie kursowała, bo nie miala zyczenia odziać się o poranku. W przedszkolu spotykała inne niekompletnie ubrane koleżanki i kolegów. Pewnie z rodzicami czytalismy te same książki, gdzie radzili: "nie chce sie ubierac, niech jedzie bez ubania". Gorzej z jedzeniem..

                  Albo że źle obieram mandarynkę, nie tak nalewam sok, za mało pasty na szczoteczce, za do ze dotknełam jej włosow przed kapielą.. matko.. przeżyliśmy :))

                  Teraz to tak sobie piszę ha ha ha, ale jak w szale córa sikała pod siebie i tarzala się w tych sikach w furii (powodu brak, pwodem mogło być to, że się obudzila), to nie było mi smiesznie, serio. Albo ze dwa lata regularnie ryczała nocami i drapała sie strasznie, taka miala atopie swedzaca i nic nie pomagalo, zadna dieta, leki, nic. A my z nią jak zombie niewyspani i wk..wieni monstrualnie.

                  Mój priw to tak jak wszyscy tu na gazecie: nat.wroclaw@gazeta.pl

                  • misiowamama-2 Re: hmm .. 30.11.11, 13:54
                    Faktycznie, niezła jazda, aż dziw że przebrnęłąś bez szwanku (?). Ja póki co aż takich sytuacji nie miałam. Na zakupy, zwłaszcza gdy jestem sama, staram się po prostu ich nie brać. Chociaz nie powiem, ostatnio byli ze mną sami, ale przed wejściem ustaliliśmy, że kupujemy po jajku- niespodziance i o dziwo przeszło spokojnie. Coś tam dorzucili do wozka, ale grzecznie. Do większych sklepów (np. też tesco) na zakupy jeśli juz- to z druga osobą. Na razie nie było rzucania się na glebę w miejscu publicznym. Nie biorę ich często, od czasu do czasu, żeby nie poczuli sie zbyt "swojsko" ;-)
                    Z tym ubieraniem rano też niezły ubaw (?) O tym, żeby wysłać dziecko niekompletnie ubranym, nie pomyślałam ( nie czytałam jeszcze książki), a muszę przyznać, że z tym też są problemy, no i darcia majtek przez głowę też się zdarzają :-(
                    Wiesz, musze się przyznać, że kiedyś ( zanim były maluchy) gdy byłam świadkiem sceny typu " wrzeszczące w niebogłosy, wijace sie dziecko na ziemi, matka obok, bezradna, niereagująca" myślałam, "cóż za niewychowane dziecko, jak mozna na coś takiego pozwolić? Ja to bym zrobiła to i to..." Z moim juz dorosłym synem, nie miałam takich problemów, jeśli nawet coś było na rzeczy to radziłam sobie doskonale, nie pozwoliłam na "wchodzenie sobie na głowę". Dlatego niezrozumiałe było dla mnie takie zachowanie, zwłaszcza rodziców. Teraz rozumiem, wiem, że mimo wielu zabiegów, sposobów czasami jest się bezradnym. I nie ma tu do rzeczy czy wychowujesz dziecko " jak to sie modnie nazywa "bezstresowo" czy nie. Te rzeczy nie działają, niestety. Jestem rodzicem, który uważa ,że mały klaps, skarcenie (nie mówię tu o żadnej patologii, biciu i znęcaniu się ) nie zaszkodzi ani zdrowiu ani psychice dziecka. Ale zrozumiałam, że w niektórych przypadkach to nie pomaga, a wrecz przeciwnie może przynieść odwrotne skutki. Dlatego chylę czoła dla rodziców takich jak Ty, którzy wiele przeszli z dziećmi, ale ich postawa sprawiła ,że dzieci nadal są szczęśliwe... I guzik mnie obchodzi, co sobie myślą ludzie patrzacy z boku, nieznający mnie i moich dzieci, ale oceniajacy sposób wychowania. Nic im do tego... teraz już wiem...
                    • nat.wroclaw Re: hmm .. 30.11.11, 14:16
                      Myślę, że ogarnianie jazd i histerii chyba mniej ma wspólnego z wychowaniem a bardziej z .. (sory za słowo) managementem.

                      jak młode robi jazdę, to za wiele nie powychowujesz. Mozna próbować przewidywać i minimalizowac okolicznosci gdy histeria moze sie pojawic (ograniczac bodzce, nie nadwyrężać dziecka gdy jest zmeczone, etc), no ale juz na fakt, ze slonce swieci mam znikomy wplyw. Po awanturze mozna cos tam pogadać, opowiadac bajki społeczne, etc. Do tego mozna (a wlasciwie trzeba) robic swoje, czyli gdy trzeba nos wytrzec, to sie wyciera, wyjsc, to sie wychodzi, nie dyskutuje z dzieckiem, ze nie chce wlozyc butow, czasem trzeba ubrac / obudzic / rozebrac / umyc / wysmarkac na silę, ale bez zlosci, tylko bardziej tak "no juz juz, wiem, ze nie lubisz, trudno, no juz zaraz cie puszcze.."

                      Nie wiem, czy to wszystko to wychowanie, czy raczej management taki techniczny :) My w czasie tych 5 lat przeszlismy wszystko, od zupełnego odpuszczania, po twarda dyscypline, nasze nerwy, klapy tez były, ale zawsze jakos ja miałam kaca jak młodej dałam klapa, nieraz plakalismy z bezradnosci, klocilismy sie "za miekka jestes!", "nie mozesz tyle krzyczec!" i no ... cokolwiek bysmy nie robili - nic nie działalo. Ile ja sie tu juz wysłuchałam rad na forum i jedyne, co okazało sie miec jakikolwiek sens to zeby przyjąć, ze to minie i spokój grabarza - przeczekac, robic swoje, nie dyskutowac, nie nakręcać (siebie i dzieci).

                      Takze takie sklepowe awantury dzieci czy w kosciele czasem, to ja dzis wiem, ze jakikolwiek system wychowawczy ma niewielki wplyw na ich pojawianie sie. To raczej fizjologia: kwestia zmeczenia, przebodzcowania, nieumiejetnosci dziecka z ogarnieciem natloku emocji i stumulacji w takim miejscu. Nie to raczej nie "niewychowanie".

                      Zauwazylam, ze u nas im wiecej regularnosci tym lepiej. Moze to juz jest wychowanie? Ze dni wygladaja tak samo, im wiecej nudy, tym wiekszy spokoj. Takze poki jest cieplo po przedszkolu dzieci - przekąska i do zmroku na dworze, a gdy jest zimno - przekąska i do czasu kapieli jestesmy razem, rodzice nic nie robią, dzieci same animują ten czas. One chyba wtedy tez odpoczywają, tak myślę.

                      I tak od ponad roku dzien jak codzien. Tak samo. Szczerze mowiac, nie wiem, czy to jest juz wychowanie? Czy ciagle zwykla logistyka domowa. Wychowanie kojarzy mi sie z albo przykładem własnym: mowie dziekuje, sprzatam po sobie, sprzatamy razem, przytulamy sie z tatą, przytulamy wszyscy, pomagamy innym, no nie wiem, rozmawiamy ze soba. Sluchamy młodej, pytamy, chwalimy no i (moze czasem troche za duzo) tokujemy jej gadki wieczorem, gdy cos przeskrobie. Mąż wymysla genialne historyjki społeczne, a ja jej tokuję tak na zywca: "wiesz Hanuniu, zobacz, jak ona mogła się wtedy poczuć, no jak sądzisz?" Czasem mam wrazenie, ze ona tylko połowę z tych moich wywodów kuma, a ja się nakręcam dydaktycznie ;))

                      Nie wiem, co jeszcze nazwalabym wychowaniem ...
                      • misiowamama-2 Re: hmm .. 30.11.11, 14:39
                        Myślę, że bardzo dobrze to ujęłaś. Według mnie to właśnie jest wychowanie, i to dobre wychowanie...
                        napisałam na priwa , taka nachalna jestem ;-)
                        • sylwiam_m Re: hmm .. 01.12.11, 13:06
                          Dziewczyny fajnie piszecie.Nat masz lekkie pióro i dobrze czyta się Twoje teksty, a że parę słówek, no cóż nawet Miodek by nie protestował. Ja już mam duże dzieci i to co pisze Nat przy nich też działa. Może nie dywan i parter ale jeśli przygotowuję obiad na następny dzień to robimy to często razem. M. siedzi w kuchni i czasami dostaje coś do obierania i krojenia, dziewczyny mi pomagają, a często my pomagamy młodszej w matmie i tak kwitnie życie rodzinne. Przestałam się już napinać, że może w scrable pograć, poczytać na głos albo coś. Zajęcia dodatkowe laski mają tylko 2-3 razy w tyg. Obliczyłam sobie, że dzieciaki spędzją ok.30 godzin w szkole+min.godz.dziennie lekcje w domu+ zajęcia dodatkowe-toż to one pracują jak stary z nadgodzinami. Trzeba wyluzować i zwyczajnie pobyć razem.Taki slowfood dla zdrowia psychicznego.
                          • nat.wroclaw Re: hmm .. 01.12.11, 13:33
                            Slowparenting .. mam w ulubionych na facebooku :)
                            • sebalda Re: hmm .. 05.12.11, 10:14
                              Ostatnio mąż wyciągnął stary magnetowid i stare kasety, obejrzeliśmy filmiki z dzieciństwa naszych dzieci, popłakałam się ze śmiechu, wzruszyłam. A potem miałam refleksję: nie pamiętam ani jednej ciężkiej akcji ze swoimi dziećmi. Znaczy wiem, że na pewno nie były aniołkami, były całkiem zwyczajnymi dziećmi, na pewno nie były szczególnie niegrzeczne, nerwowe, nie urządzały żadnych przepotwornych histerii, ale swoje za uszami miały, jak to dzieci. Tylko że to się błyskawicznie zapomina, pozostaje samo dobro, wierzcie mi.
                              Dziś dzieci są duże, jedno dorosłe, każdy etap ich rozwoju jest ciekawy i fajny, ale na widok tych maluchów sprzed lat ogarnęła mnie przemożna nostalgia i żal, że to już za mną, że te rozkoszne popisujące się przed kamerą maluchy już są starymi końmi, a mi zostaje teraz długie oczekiwanie na wnuki.
                              Dziewczyny, wiem, że jest ciężko, ale pamiętajcie, to wyjątkowy okres, ktory już nigdy nie wróci, a za jakiś czas będziecie za nim tęsknić, choć teraz wydaje się to absurdalne. Łapcie te dobre chwile i się nimi wspierajcie i syćcie, one tak szybko mijają.
                              Pozdrawiam:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka