agalma
29.07.12, 10:46
Wraz z mezem przeprowadzilismy sie z rodzinnego miasta oddalonego od miasta rodzinnego o 600 km. Bylo nam tutaj dobrze, mielismy dobra prace. Po narodzinach dziecka stwierdzilismy ze jednak lepiej byc blizej rodziny (pomoc przy dziecku, blizszy kontakt z dziadkami). U meza w pracy nadazyla sie okazji na zmiane regionu wiec wrocilismy. I wtedy pojawily sie pytania czy to byl dobry wybor, czy nie zrobilismy krzywdy dziecku przeprowadzajac sie do malej miejscowosci i tym samym ograniczajac mu mozliwosc rozwoju (mniejszy dostep do zajec dodatkiwych). Po 7 miesiacach wrocilismy spowrotem do Poznania, glownie pod wplywem moich naciskow. I teraz znowu mam problem ze zostawilam rodzicow samych(brat tez mieszka daleko), jak dam rade im pomagac jak juz nie beda samodzielni (teraz maja 60 lat) i ze ograniczylam im kontakt z wnukiem. Mam okropne wyrzuty sumienia i codziennie mnie to meczy. Mezowi juz nic nie mowie bo juz ma dosyc moich fanaberi i tak ciagle zmienial plany w pracy pod moim wplywem. Czy ze mna jest cos nie tak ze nie wiem czego chce...? Czy moze nie przecielam pepowiny i dlatego jest mi teraz ciezko. Czuje ze zle zrobilam wracajac do Poznania, nie mamy tutaj bliskich znajomych, wszyscy zostali w miescie rodz. Przeprowadzajac sie myslalam o dobru dziecka ale czy w Lublinie mialby gorzej jak w Poznaniu?