keri.0
07.01.13, 23:06
..jako para ktora dopiero zaczela sie w sobie zakochiwac czy poznawac moj M mowi do mnie : usiadz inaczej bo ci celulit widac...albo co ty powiedzialas bo cie moja babcia i kolega kiedys tam nie zrozumial...albo kiedys uwazaj bo moja szwagierka wszystko tylko czysci ,uwazaj zebys tylko jej kawy na stole nie wylala.. A dzisiej po slubie gdy juz jestesmy prawie 10 lat ´,musze przyznac ze od zawsze wyczuwalam niechec jego rodzicow wobec mnie bo nie chcialam tak jak moj maz ich odwiedzac co niedziele .maz zarzuca mi ze jego rodzice ,czuja ze ja ich nie lubie dlatego nie odwiedzaja nas ,i wtedy slysze : bo to twoja winA ze moji rodzice nie przychodza
do nas,bo ty na nich z nozami czekasz a oni w domu siedza jak myszy ,choc nawet nasz syn dziadkow nie lubi bo oni wnuka tez nie odwiedzak´ja jakby go nie bylo to i tak maz uwaza swoich rodzicow za biednych...niekiedy slysze od niego bo moja szwagierka ( ta druga synowa) ma bardziej czysto w domu ,wszystko lsni ,albo mowi mi ze zloscia TY I TE TWOJE POWIEDZONKA ,albo bo u mojej szwagierki inaczej wszystko jest przygotowane na stole gdy goscie przychodza -czuje sie taka niedoceniona ,jak najwiekszy smiec...przy dziecku tez wszystko mowie zle,zadnego wsparcia (nasz skarb 6lat)gdy syn mnie kopnie ,maz mowi ale przeciez cie nie kopnal ze cie to boli,zamiast synowi wytlumaczyc ze tak ,wogole nie wolno.mam wszystkiego dosc ,zadnego dobrego slowa,czuje sie wszystkiemu winna..co sadzicie o tym co napisalam