Dodaj do ulubionych

Problem stary jak świat

25.06.13, 13:37
Czyli teściowa. Bardzo proszę o rady i pomoc, zwłaszcza Panią Ekspert, ponieważ przestałam radzić sobie z problemem. Będzie długo i szczegółowo, ale chcę powiedzieć o wszystkich problemach, które nas spotkały. Z mężem znamy się 10 lat, od 2 jesteśmy małżeństwem. Do czasu ślubu stosunki z teściową były poprawne. Często ją odwiedzaliśmy, obowiązkowo we wszystkie Święta i rodzinne uroczystości. Służyliśmy pomocą gdy była potrzeba. Ja zawsze byłam miła i grzeczna, choć zapewne nie budowałam z nią głębokich więzi gdyż jest osobą, która jak dla mnie ma nieznośny charakter. Zawsze mówiła, że na ślub ma dla nas odłożone pieniądze – 10 tysięcy. Przyszło co do czego. Postanowiliśmy z mężem, że sami pokryjemy wszystkie koszty, a pieniądze, które rodzice chcieli nam ofiarować na ślub mają włożyć do koperty i dać w formie prezentu. Podjęliśmy taką decyzję ponieważ między naszymi rodzicami jest duża dysproporcja jeśli chodzi o zamożność i nie chcieliśmy, aby matka męża czuła się dotknięta. Jednak w prezencie otrzymaliśmy 2 tysiące. Nie chodzi o to , że dla mnie to za mało. Ale obiecywała przez lata, a w efekcie obietnicy nie dotrzymała. Po drodze siostra mojego męża postanowiła spłacić go finansowo, za dom, który pozostawiła im matka, a w którym sama mieszka. Mąż zgodził się na niską kwotę spłaty- taka była jego decyzja. Matka powiedziała za to, że w zamian dostaniemy od niej mieszkanie, w którym aktualnie mieszka (nie było wtedy wykupione). Po roku zadzwoniła do nas, że mieszkanie jest do wykupu i jeśli chcemy to możemy je sobie wykupić, bo ona nie ma pieniędzy. Podziękowaliśmy więc grzecznie i mieszkania nie wykupiliśmy. Zrobiła to siostra. I wszystko miałoby ręce i nogi, gdyby nie to, że siostra nie chcąc płacić ewentualnego zachowku po śmierci matki wezwała wszystkich do notariusza i razem z matką kazała zrzec się całego majątku. Mieszkanie mieszkaniem- ona je kupiła. Ale w majątek matki wchodzą inne rzeczy. Mąż nie chciał robić scen. Zrzekł się majątku. Zarzekał się, że ma dość matki i to koniec kontaktów. Jednak po jakimś czasie stwierdził, że matka jest tylko jedna. Podziwiam go za to, bo ja bym chyba nie potrafiła….I najgorsze w tym wszystkim jest to, że matka uważa, że postąpiła dobrze, a to my zrozumieliśmy swój błąd i odnowiliśmy kontakty…
Rok temu urodził się nasz syn. Teściowa zapadła się pod ziemię. Przyjechała raz w odwiedziny na kawę. Później nie było jej przez całą jesień i zimę. My jeździliśmy do niej. Nie tak często jak kiedyś, ale jeździliśmy dla poprawności kontaktów. Mały miał kolki, płakał non stop przez dwa miesiące. Jej z nami nie było. Mąż pojechał wyżalić się matce, że nie daje sobie rady, że nie może brać małego na ręce bo on cięgle płacze. Teściowa wyrzuciła go z hukiem z domu i zadzwoniła do mnie, że „jak on tak może mówić”. Dla mnie to było wołanie o pomoc do matki, a ona nie zareagowała. Przypomniało jej się na wiosnę, że ma wnuka. Zaczęła czasem przyjeżdżać (raz na miesiąc). Zaczęła wypłakiwać: dlaczego ja nie wezmę małego i nie przyjadę do niej na cały dzień posiedzieć? Dlaczego? Dlatego, że ona ma nas gdzieś!! Zawsze miała!! Owszem mogę jechać w weekend z mężem na godzinę, ale nie czuję potrzeby jechania tam na cały dzień. Pojechaliśmy do siostry męża na grilla. Była tam matka. Wzięła wózek, wpakowała małego i wychodzi. Więc krzyczę, że teraz nie ma go brać na spacer (mały nie cierpi jeździć wózku, gdy nie jest śpiący). Tłumaczę jej dlaczego. Siostra męża zadzwoniła na następny dzień, że gdy wyszliśmy zrobiła scenę dzikiego płaczu (przy wielu innych ludziach, którzy tam byli), że uniemożliwiam jej kontakt z wnukiem. Siostra sama powiedziała, że nie ma się martwić, że matka jest egoistką jakich mało. W weekend teściowa zadzwoniła do męża, że ma potrzebę zobaczyć wnuka. Więc mąż mówi, że ma przyjechać kiedy chce. Więc ona płacz, że to wnuk powinien przyjeżdżać do babci, a nie babcia do wnuka, że uniemożliwiamy jej kontakty z wnukiem, że rzadko przyjeżdżamy, że jeśli ja nie chcę do niej przyjechać to mąż ma sam z synem przyjechać. I mnie zatkało. Bo ja jeżdżę do niej 10x częściej niż ona do nas. A że nie przyjeżdżam na cały dzień? Nie przyjeżdżam bo sama takie zasady ustaliła swoim zachowaniem. Do tego zarzut, że nie robimy spotkań z teściami, że ograniczamy życie rodzinne. Owszem nie robimy. Ponieważ moi rodzice przed ślubem zaprosili ich na obiad do restauracji, a następnie na kawę i kielicha do siebie. Przy wyjściu teściowa wzięla numer od mojej mamy i powiedziała, że zadzwoni z terminem rewizyty. Tylko, że nie zadzwoniła przez dwa lata, więc jak dla mnie to ona ten kontakt urwała.
Błagam pomóżcie mi rozwikłać ten konflikt, bo mi się już włosy na głowie jeżą. Nigdy nie chciałam stawać między mężem a jego matką. Nigdy nie byłam wobec niej niemiła. Nigdy nie powiedziałam jej wprost tych zarzutów, które tu wypisałam. W zasadzie nigdy nie miałyśmy wymiany zdań. Wiem, że mąż chce utrzymywać z nią kontakt. Ale ona ciągle robi problemy. Chce aby świat wyglądał tak jak ona sobie wymarzyła. Moja wina? Jestem pamiętliwa- i to wszystko mi się zbiera. Ale ja już dłużej tego nie zniosę. Czarę goryczy przelało dzisiejsze stwierdzenie, że mąż ma do niej przyjeżdżać sam…
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 13:55
      no i co by sie takiego stalo jakby maz pojechal z waszym synem do matki, a ty z kolezankami albo swoja rodzina milo ten czas spedzila.
      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:01
        Absolutnie nicy by się nie stało. Tylko pytanie co ja jej zrobiłam, że nie mam przyjeżdżać?
        • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:08
          Jeśli chcesz jeździć to bym jeździła. Pytanie, czy chcesz bo faktycznie czujesz potrzebę podtrzymania kontaktów, czy chcesz dlatego że ona cię nie chce?

          Co jej zrobiłaś? Może nic, ale jak sama napisałaś nie przepadasz za nią, nie ma dobrego kontaktu, matka jest przewrażliwiona na swoim punkcie, i matce łatwiej zrzucić winę za dyskomfort na kiepską synową (oraz synowej na teściową) bo wtedy może mieć "czysty" kontakt z własnym synem (przypuszczam, ze syn jadąc tam sam, dostosowuje się do domowych zwyczajów matki nie sprzeciwstawia jej się, Ty zaś jako "obca" masz inne zwyczaje i wprowadzasz dyskomfort)
        • jagienka75 Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 18:24
          aaaniula napisała:

          > Absolutnie nicy by się nie stało. Tylko pytanie co ja jej zrobiłam, że nie mam
          > przyjeżdżać?

          ale tak szczerze, to chcesz tam jezdzic???
          czy Ciebie te wyjazdy do teściowej w ogóle cieszyły? nie zauważyłam żadnego entuzjazmu z Twojej strony, radości. te wizyty były tylko i wyłącznie ze względu na poprawne stosunki.

          na Twoim miejscu cieszyłabym się z takiego obrotu sprawy.
          nie chce Cię tam? to nie.
          mąż niech jedzie a Ty spędz ten czas, jak chcesz. w gronie osób, które Cię lubią/szanują i lubią Twoje towarzystwo.
      • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:02
        Może autorka się boi, że mąż się matce będzie zwierzał i obgadywał żonę?

        Mam znajomych gdzie syn z dzieckiem jeździ odwiedzac rodziców(tak ze 3 razy do roku się zdarzy), jego żona za teściami nie przepada źle się czuje w ich domu i wkurzaja ją ich zwyczaje, teściowie tez ją uważają za dziwną, więc lepiej dla wszystkich gdy syn sam przyjedzie. Z tym, że on złego slowa nigdy na swoja żonę nie powie, tylko pozytywy.
        • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:14
          Chciałam utrzymywać te kontakty, aby jak normalna rodzina jeździć z dzieckiem do babci. I długo mi się udawało jeździć z uśmiechem na twarzy. Teraz wiem, że już nie da rady. Dlatego piszę i pytam co robić?
          • pade Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 15:47
            Nie jeździć. Poważnie piszę.
            Sama w imię dobrych relacji i kontaktów wnuków z dziadkami dłuuugo zaciskałam zęby i z perspektywy czasu twierdzę, że byłam głupia i nie było warto się tak poświecać.
          • koronka2012 Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 22:49
            aaaniula napisała:

            > Chciałam utrzymywać te kontakty, aby jak normalna rodzina jeździć z dzieckiem d
            > o babci.

            Ale wy nie jesteście normalną rodziną. Daliście się koncertowo wyrolować i nadal wydaje się wam, że cokolwiek w tej relacji gra?

            Na marginesie - siostrunia spadkiem po ojcu też się tak sprytnie zaopiekowała?
    • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 13:58
      Myślę, że spokojnie możecie żyć bez utrzymywania na siłę kontaktow z dziwną teściową. Z majątku zrezygnowaliście sami, nie upominaliście się, więc nie ma co teraz żalować, bo trzeba się było upominać na bieżąco. Choć dla czystości relacji źle zrobiliście że nie mówiliście matce że macie o cos do niej żale.
      Teraz Siostra męża ma problematyczną matkę na głowie i tego jej żaden majątek nie wynagrodzi :P Co najwyżej zasugerujcie siostrze, że może matkę trzeba wysłać po jakies pigułki do lekarza, bo te histeryczne huśtawki normalne nie są.
      Nie MUSISZ jeździć do teściowej "by pokazać jej wnuka". Jeśli CHCESZ to jeździj, jeśli NIE CHCESZ to nie jeździj. I nie przejmuj się tym co teściowa wymyśla, bo może wymyślić cuda na kiju żeby swojego udziału w braku kontaktu nie dostrzegać.
      Dziwię się, że mąż nie mający z matką bliskich kontaktów JEDZIE DO NIEJ SKARŻYĆ SIĘ ŻE DZIECKO PŁACZE. To jest dla mnie baaaaardzo niezrozumiałe. Czy Twój mąż się odpępowił od matki czy nie? PO CO biega do toksycznej matki i jeszcze skarży się na obecna rodzinę? Czy na pewno ma przepracowane te relacje?
      Przestań być "miłą dziewczynką" i zacznij mówić co myślisz, zaznacz granice, a nie mów tylko to, co inni by chcieli uslyszeć by było miło. Jak na razie wygląda, że nie rozmawiacie w rodzinie, nie komunikujecie się, ale wzajemnie macie wiele oczekiwań by to druga strona się domyśliła czego chcecie. Ty oczekujesz że teściowa będzie się angażowac w wnuka, teściowa oczekuje że to wy będziecie koło niej biegać i wnuka pod nos podstawiać.
      Ani jedna strona ani druga nie ma na to ochoty. Więc chyba lepiej odpuścic temat i zając się sobą?
      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:11
        Próbowaliśmy mówić co nas boli. Z mieszkaniem chociażby: że nie obiecuje się czegoś, czego dać nie można. A ona ma takie reakcje, że człowiek zaczyna myśleć, że któraś ze stron nie jest do końca normalna. Odpowiedziała, że brudne gacie byśmy z niej zdarli i żywcem rozszarpali. Wina nigdy nie jest jej.
        A z tą pępowiną to nie wiem jak jest. Ja w mężu widzę czystą i prawdziwą chęć utrzymania kontaktów z rodziną. Chęć posiadania normalnej rodziny. Jedzie i się skarży licząc na pomoc i znów wraca wkurzony bo matka zachowała się jak niezrównoważona wariatka.
        • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:30
          No ale powiedz mi, JAKIM CUDEM z matką jak twierdzisz nienormalną mąż chce mieć kontakty normalne? "Normalne" kontakty będzie miał tylko wtedy gdy sam będzie nienormalny i mu to będzie odpowiadać.
          Myslicie życzeniowo, nie dopuszczając do do siebie faktu, że z osobą zaburzoną NIGDY kontakty nie bedą normalne. I "staranie się" by one normalne były będzie powodowac jedynie współuzaleznianie się od nienormalności i dostosowywanie do niej.
          Zalóżcie z mężem swoją własną "normalną" rodzinę i w niej budujcie centrum dla siebie i dzieci wprowadzając wlasne normy.
          Matka męża NIE JEST W STANIE WAM POMAGAĆ bo sama jest zaburzona i ma z soba samą problemy. Wy jak widać tez jej nie umiecie pomóc.
          Nadal nie rozumiem dlaczego maz jeździ do matki-wariatki PO POMOC.
          Przeciez to kuriozalne. Dorośli jesteście, jeśli sami sobie nie pomożecie to nikt wam nie pomoże a jedynie uwiążecie się w niezdrowe zalezności.
          Nie wszystkie rodziny są życzliwe, nie wszystkie utrzymują kontakty z teściami, babciami, itd.
          Pora się z tym pogodzić i rozważyć na spokojnie za i przeciw, co wam odpowiada.
          Mąż jeździ do matki, bo wcześniej olany wielokrotnie prosi się o jej miłość.... a nie widzi, że matka nie jest zdolna dac mu tego czego pragnie i zaspokoić jego braki.
          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 15:10
            Nie wiem dlaczego pojechał. Bo był załamany i gdzieś musiał? Oni w ogóle działają na siebie jak płachta na byka, ciągle się kłócą a on ciągle pierwszy rękę wyciąga. Wydaje mi się, że ciężko zerwać kontakty z mamą, niezależnie od tego jaka ona jest...
            • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 15:15
              to się nazywa "współuzależnienie".
              mąż jeździ bo CHCE, i tymi ich kłótniami się karmi, napelnia swoje chore emocje.
              i pewnie nie zamierza tego zmienić ani popracować nad tym z psychologiem... woli trwac w napie...nkach z matką.
              uważaj, bo tymi toksynami nasiąka też wasza obecna rodzina. ma je w sobie mąż. nieprzerobione. a z jakiegos powodu Tobie one nie przeszkadzają....
              chodzi mi o to, że jesli ktoś wiąże się z osobą problematyczną - to robi to zazwyczaj z powodu swoich własnych nie zawsze uświadomionych problemów. Więc będąc w każdym konflikcie warto się zastanowić przede wszystkim nas soba samym.
    • zuzi.1 Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:10
      Masz toksyczną tesciową, konfliktową i czepialską. Im rzadziej będziesz się z nią widywac, tym lepiej dla Twojego zdrowia psych., męza wysyłaj do niej z dzieckiem, kiedy tylko ma ochotę, a sama zajmij się w tym czasie sobą i swoimi przyjemnosciami. Jeżeli masz ochotę bywac u niej i zapraszac ją kurtuazyjnie do siebie, to tak rób, tylko nie za często, bo zaraz doprowadzi do konfliktów między Wami. Gdy poczujesz, że w trakcie wizyt męza nastawia go przeciwko Tobie i odbija się to na Tobie, wówczas ogranicz i te wizyty do minimum. Przeczytaj 2 ksiązki "Toksyczni ludzie" i "Toksyczni rodzice", po ich przeczytaniu będziesz już wiedziała prawie wszystko na temat takich ludzi. W kwestii pieniędzy i majątku, pozostaw te sprawy mężowi, jak to sobie załatwi z rodziną, to jego sprawa, nie wtrącaj się w te sprawy, traktuj je tak, jak by Ciebie kompletnie nie dotyczyły. I na koniec, przestań tak brac do siebie zachowania zaburzonej teściowej i przestań się nimi przejmowac, potraktuj ją tak jak osobę chorą psychicznie/zaburzoną osobowosciowo, wówczas łagodniej zniesiesz jej wybryki...Szkoda zdrowia na roztrząsanie zachowań zaburzonych, niedojrzałych ludzi, niezaleznie od wieku w jakim są.
      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:21
        Nigdy nie wtrącałam się w sprawy finansowe. Owszem byłam obecna przy rozmowach, ale słowem się nie odezwałam, choć czasem to aż samo się ze mnie wyrywało....
        • zuzi.1 Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:49
          Więc powiedz męzowi, że generalnie nie masz ochoty uczestniczyc nawet jako świadek w sprawach majątkowych jego rodziny pochodzenia, po co się denerwowac dodatkowo. Tacy ludzie nie działają jak dorosli i dojrzali ludzie, więc lepiej miec z nimi jak najmniej do czynienia, dla własnego dobra.
      • satoja Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 14:50
        Jeśli osoby sa probematyczne a wywodzą się z rożnych środowisk,mają różne obyczaje, to nie problem nagromadzić różnych niechęci po drodze jesli się od początku nie rozmawia i nie stawia granic a jest się pamiętliwym i łatwo wchodzi w focha.
        Tak dla przykładu jak było u moich znajomych: "wyrazem miłości" kościółkowej teściowej było np kupienie synowej na wielkiego obrazu Matki Boskiej by sobie zawiesili na ścianie w sypialni. Dla synowej był to szczyt kiczu, nie powiedziała tego glośno ale gdy teściowa przyjechała w odwiedziny po pół roku to swoj prezent znalazła zakurzony za szafą, a w sypialni powieszone inne świeckie obrazy. Bylo to dla niej jak policzek w twarz, przemilczala. (teściowa uznała że jej pomysł MUSI się synowej podobać, a synowa uznała że gust teściowej jest poniżej krytyki). Znowu z drugiej strony: synowa urodzila drugą corkę. Dzwoni teściowa , synowa myślała że do niej z gratulacjami, a teściowa ani slowa na ten temat zero zainteresowania jak się synowa czuje, teściowa dzwonila w innej sprawie. Dla teściowej urodzenie dziecka to żadna okolicznośc nadzwyczajna, takie wychowanie, a dla synowej brak zainteresowania teściowej to wręcz skandal.
        I takich przykladów między nimi można by mnożyć. Efekt taki, że kontaktów nie ma, ani jedna ani druga nie lubią się odwiedzac.
    • feronique Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 16:05
      Ale może to rzeczywiście jest wyjście? Ja za swoją teściową też nie przepadam. Wiele, wiele razy wkurzyła mnie tak, że prawie wyszłam z siebie i stanęłam obok. Jest osobą, z którą w życiu nie utrzymywałabym żadnych kontaktów, gdyby nie była matką mojego męża i, co gorsza, babcią mojego dziecka. Stety lub niestety mieszkamy bardzo daleko, więc w grę wchodzą jedynie wizyty dłuższe. Kiedy ona jest u nas jak tygodniową wizytę odchorowuję przez miesiąc. Dlatego jak najgorliwiej namawiam ją zawsze do wizyt pod moją nieobecność, kiedy mąż jest z nią sam i ja nie muszę jej na oczy oglądać. Gdybym miała taką opcję, że tylko on by do niej jeździł z dzieckiem, czy bez, to naprawdę bardzo, bardzo chętnie bym z niej korzystała. Niestety najczęściej ten przykry obowiązek spada na mnie. Ja zupełnie nie wiem, czego Ty oczekujesz - z jednej strony jej nie lubisz i kontakty z nią sprawiają Ci średnią frajdę, z drugiej chciałabyś, żeby ona jakąś straszną miłością pałała do Ciebie, przyjeżdżała na wizyty itp. Ja za kilka dni jadę na 4 dni do teściowej i już jestem cała chora na samą myśl, ale zrobię to co zwykle - czyli zacisnę zęby i jakoś to przeżyję.
      Ja kiedyś ogólnie bardziej się gorączkowałam, starałam się być nad wyraz miła, nie urazić, broń boże nie krytykować. Od jakiegoś czasu bardziej olewam, bo za dużo nerwów mnie to kosztowało i mam gdzieś to, czy jej się zrobi przykro, czy się obrazi itd. Z poczucia przyzwoitości zapewniam jej kontakt z wnuczką kosztem swojego samopoczucia, ale nie wychodzę już z siebie dla zachowania poprawnych stosunków. Mąż wie, jaka ona jest, ale to jego matka, którą mimo wszystko jednak kocha, a ja to rozumiem i szanuję, natomiast on kocha i szanuje mnie i dlatego też na tyle, na ile może, stara m się oszczędzić konieczności przebywania w jej towarzystwie. Jeśli Twój mąż też jest gotów tak się poświęcić, to korzystaj i nie marudź :)
      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 19:54
        Nie, nie oczekuję żadnej miłości, czy bliższych kontaktów. Mi wystarczy wizyta raz na dwa- trzy tygodnie bez za przeproszeniem wyrzygiwania, że przyjeżdżamy tak rzadko, że uniemożliwiamy kontakty. A chcę tego dla mojego dziecka- aby miało babcię i dla mojego męża- aby miał kontakty z matką. A ja nie chcę stać temu na przeszkodzie. Jednak jej chamstwo, egoizm i niedojrzałość na to nie pozwalają.
        • diodeo1 Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 20:04
          > A chcę tego dla mojego dziecka- aby miał
          > o babcię i dla mojego męża- aby miał kontakty z matką. A ja nie chcę stać temu
          > na przeszkodzie. Jednak jej chamstwo, egoizm i niedojrzałość na to nie pozwala


          Zastanów się nad tym co sama napisałaś.
          Jeśli chcesz dla swojego dziecka by koniecznie miało częste kontakty z osobą chamską, egoistyczną i niedojrzałą, to czy jesteś pewna, że chcesz dobrze dla dziecka? Bo ja tu widzę kobitkę co rywalizuje z teściową i uważa ją za samo zło, ale dziecko chętnie tej złej osobie da na wychowanie i ma pretensje że ta zła osoba nie przyjeżdża częściej.
          Mąż kontakty z matką ułoży sobie bez Twojego udziału, czy to Ci się podoba czy nie. Nie robisz nikomu łaski, że tam jeździsz, tym bardziej, że po wizycie zostają tylko kwasy.
          Zastanów się czego chcesz, bo coś mi się wydaje, że jedyne czego chcesz naprawdę to zerwać kontakt z teściową, ale tak by to na pewno ona była temu winna.
          Na razie wychodzi Ci misz-masz: upieranie się by dziecko miało kontakty ze złą osobą, upieranie się by mąż miał kontakty z matką z którą się tylko kłóci. Nie jesteś ambasadorem dobrej sprawy tylko złej.
          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 20:26
            Chciałam do tej pory, od dziś już nie chcę. Ale z drugiej strony mam zakazać zabierać dziecka do babci?? No to chyba nie przejdzie... Oczywiście, że mi się nie uśmiecha, aby robiła przy małym sceny rozpaczy i jęków, no ale zakazać nie mogę.
            Na dzień dzisiejszy chcę zerwać te kontakty i owszem- tak aby ona była winna. Bo jest winna całej sytuacji. Najbardziej by mi pasowało nie widzieć jej w życiu na oczy. Ale myślę, że mąż nie jest gotowy na taki krok. Więc kiedyś będzie chciała widzieć małego. Do tego zbliżają się chrzciny syna- mam jej nie zaprosić? Czy może rozwiązaniem sytuacji jest stanąć obok? Pozwolić rozwinąć się sytuacji? A w czasie spotkań się po prostu nie odzywać? Czy znów grać, że wszystko jest pięknie?
            Przepraszam za chaos, ale to mam w głowie.
            • zuzann-a Re: Problem stary jak świat 25.06.13, 21:52
              Hmm, a możesz wypunktować co jej zarzucasz? Bo ja mam wrażenie, że chodzi głównie o kwestie finansowe, tak przynajmniej odczytałam pierwszego posta.
              • aaaniula Re: Problem stary jak świat 26.06.13, 08:35
                -nie tyle kwestie finansowe co wielokrotne niedotrzymywanie słowa
                -wydziedziczenie syna
                -kłamstwa na mój temat (że dzwoniła kiedy byłam w ciąży żeby zapytać czy mi pomóc, że wielokrotnie do mnie dzwoni a ja nie odbieram i nie odzwaniam)
                -wieczne próby ustawiania wszystkich dookoła tak, aby robili to co ona chce
                -zwalanie winy na innych, jeśli coś dzieje się nie po jej myśli
                -przewrażliwienie, lamentowanie, płacz bez powodu
                -obgadywanie za plecami (przy nas obgaduje własną córkę i jej męża w sposób bardzo intensywny), co za tym idzie mogę wnioskować, że i mnie obgaduje
                -robienie problemów z niczego (i tu np. nigdy nie może się sprecyzować o której przyjedzie z wizytą, tylko mówi, że w sobotę. Jak się ją pyta o której to odpowiada, że chyba nie musi się awizować i jeśli nam przeszkadza to mamy jej powiedzieć to nie będzie przyjeżdżać)
                To po krótce, bo chyba mogę napisać dużo więcej
                • zuzi.1 Re: Problem stary jak świat 26.06.13, 09:15
                  tesciowa to typowa toksyczna hetera, przeczytaj książki i zacznij zmieniac swoje podejscie do niej, wyznaczaj granice, stosuj asertywne zachowania i ogranicz z nią własne kontakty do minimum, pozwól męzowi na kontakty z nia i jeżdzenie do niej z dzieckiem, pod warunkiem, że wizyty te nie będą wpływały negatywnie na zachowania męza w stosunku do Ciebie...
    • tully.makker Re: Problem stary jak świat 26.06.13, 09:26
      Jednym slowem, tesciowa wycyckala swojego syna finasowo, a on jak ciele sie dal, a teraz bedzie jeszcze jezdzic do mamusi nasiakac jej toksynami.

      Maz musi sam dojsc do wniosku, kim jest jego matka. Nie da sie tego przyspieszyc, mozna natomiast samemu odizolowac sie od jej toksycznosci nie kontaktujac sie z nia. oczywiscie, musisz monitorowac, jak zachowuje sie wobec diecka i gdy beda podstawy do obaw, ze jest toksyczna rowniez wobec niego, to trzeba bedzie te kontakty tez uciac.
      • ledzeppelin3 Re: Problem stary jak świat 26.06.13, 09:57
        Mężuś nie potrafi odciąć się od matki i im ona mniej mu daje, tym on bardziej jej potrzebuje. Rada: nic od niej nie chcieć, nic w związku z tym nie musieć. I najważniejsze: mąż musi przeciąć pępowinę, inaczej pępowina go zadusi.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem stary jak świat 29.06.13, 23:44
      Przy Pani problemie, który w istocie jest stary jak świat, zastanawia mnie zawsze czemu te nielubiane, toksyczne, niechętne Wam teściowe są dla Was takim stałym punktem odniesienia .
      Podobnie czyni to i Pani, tracąc energię na obserwację, wyciąganie wniosków, analizę zachowań teściowej. I każde jej zachowanie przyjmuje Pani jako skierowane do siebie. A tak wcale być nie musi. Jeśli teściowa "zniknęła" po urodzeniu dziecka, to znaczy, że to ona nie miała chęci na kontakty z niemowlakiem i Wami. Może nawet bez względu na Panią, ale na siebie.
      Ta Pani energia jest stracona, bo teściowa się nie zmieni w taką osobę, jaką by Pani chciała ją widzieć i jaka by Pani odpowiadała. Natomiast ta Pani energia utoksycznia Panią czyniąc z niej z jednej strony agresora a z drugiej ofiarę.
      Dlatego, skoro Pani nie ma ochoty na kontakty, to proszę je ograniczyć bez poczucia winy. Szczególnie, że nikt ich od Pani nie oczekuje : ani mąż, ani teściowa, która potrafi "znikać".
      Zostawić całą sprawę po stronie teściowej i przjmować na siebie odpowiedzialności za Wasze kontakty.
      To co robi mąż, to nie jest nieodcięta pępowina, tylko najprawdopodobniej, naturalna chęc kontaku z mamą. Jego lączą z mamą inne więzi niż teściowa z Panią.
      Taka postawa da ulgę a może i nową perpektywę dla relcji z teściową. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 08:58
        Bardzo dziękuję za odpowiedź. Owszem teraz staram się te kontakty ograniczyć, choć zupełnie się nie da. Choćby właśnie były imieniny męża. Zaprosił mamę na kawę z ciastem. Teściowa doskonale wie, że ja nigdy własnych imienin nie wyprawiam i nie obchodzę. Przyjechała. Z uśmiechem się z nią przywitałam. Złożyła życzenia mężowi, wręczyła mu prezent. Wino z kopertą, a w niej pieniądze i list- że to prezent dla Nas. Spora suma pieniędzy, których teściowa za wiele nie posiada. Powiedziałam wprost, że stawia mnie w niezręcznej sytuacji, ponieważ ja imienin w dniu dzisiejszym nie wyprawiam. A ona, że taka jest jej wola. Wola niby dobra, ale ze swoim "widzimisię", że imieniny wypada wyprawiać. Poza tym było widać, że wielce obrażona, w zasadzie się do mnie nie odzywa. I dobrze mi z tym. Nie musiałam się sztucznie uśmiechać i wymyślać tematu do rozmów.
        Owszem, ja także myślę, że ze strony męża to czysta chęć pozostawania w kontakcie z mamą, a nie pępowina. I oczywiście zdaję sobie sprawę, że męża łączą zupełnie inne kontakty z mamą niż ze mną. Dlatego nie chciałam ograniczać kontaktów, choć teraz wiem, że lepiej dla wszystkich będzie to zrobić, gdyż będzie wokół nas panowało "czystsze powietrze".
        • satoja Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 19:04
          Sorry, ale ja już nie rozumiem o co ci chodzi. Tesciowa nie dala pieniędzy na wesele- źle, sączysz jad, narzekasz, krzywdujesz sobie jak śmiała nie dać. Teściowa dala pieniądze w prezencie też źle, jak ona śmiała tak dać, niby po co, czujesz się teraz zobowiązana, znowu foch....
          A CO SZKODZILO, POWIEDZXIEC Z USMIECHEM "DZIREKUJEMY MAMUSIU, TO BARDZO MILE Z TWOJEJ STRONY" ? i skończyć temat? po co ciągle szukasz okazji do konfliktowania się?
          Ja wspolczuje twojemu męzowi. Miedzy mastką histeryczką a żoną sekutnicą...
          Jesteś tak źle nastawiona do teścowej, że cokolwiek by zrobiła to się jej czepisz i skrytykujesz. ODPUŚĆ. Zajmij się sobą a nie nią. ODPĘPOWIJ SIĘ OD NIEJ. Bo jak na razie solidnie się przyczyniasz do podtrzymywania konfliktu.
          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 20:34
            Nie chodziło o to, że nie dała pieniędzy na ślub, a o to, że nie dotrzymała danego słowa. I nie chodzi o to, że dała pieniądze na imieniny, tylko, że dała prezent na okoliczność, której ja nie obchodzę, a ona uważa, że każdy powinien. Jeszcze niedawno mówiłaś, abym nie była małą dziewczynką i mówiła swoje zdanie. Więc powiedziałam, że stawia mnie w niezręcznej sytuacji- co było prawdą- gdyż ja imienin nie obchodzę. A teraz jestem sekutnicą.
            I pomijając to wszystko, mężowi nie powiedziałam absolutnie nic, a teściowej tylko tyle, że to niezręczna sytuacja.
            • koronka2012 Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 22:52
              aaaniula napisała:

              Więc powiedziałam, że stawia mnie w niezręcznej sytuacji- co było prawdą- gdyż j
              > a imienin nie obchodzę. A teraz jestem sekutnicą.
              > I pomijając to wszystko, mężowi nie powiedziałam absolutnie nic, a teściowej ty
              > lko tyle, że to niezręczna sytuacja.

              wiesz co, a po coś się w ogole odzywała? dostaliście prezent, bardziej mąż niż ty, mówi się dziękuję i swoje uwagi zachowuje dla siebie. Sama stworzyłaś niezręczną sytuację.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 22:31
          Tytułem komentarza. Znów powtórzyła Pani sytuację i zachowanie tesciowej odniosłą Pani do siebie. Dokładnie tak jak pisałam. Teściowa przyniosła prezent dla Was, chcąc jak rozumiem przy jednej okazji uczcić również Pani imieniny. A Pani uznała, że tym samym robi ona uwagę, że nie wyprawia Pani imienin. Teściowa chyba nie jest idiotką i wie na czyje imieniny przychodzi. I że nie jest to Pani uroczystość, tylko jej syna i on ją podjął kawą i ciastem. Ale podejmuje suwerenną, osobistą decyzję, aby przy tej okazji zrobić i Pani prezent. Gdzie Pani widzi tu związek z tym, że Pani nie urządza imienin i że to na pewno jest do tego aluzja. Po co to wieczne poczucie winy, które, choć jest tylko Pani, zatruwa również teściową ? Jeśli tak Pani myśli, to prosze oddać teściowej swoją sumę prezentu. Będziecie kwita. Nie ma przyjęcia imieninowego, nie ma prezentu.
          Swoją drogą, czy dorosła kobieta, matka dorosłego mężczyzny staje ubezwłasnowolniona od momentu stania się teściową i od tej pory ma wyłącznie działać tak, jakie zasady wyznaje i wyznacza jej synowa ? Zawsze warto sobie uzmysłowić, że kiedyś wiele kobiet stanie po tej drugiej stronie. I co wtedy będą robić??? Agnieszka Iwaszkiewicz
          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 08:31
            To może w roli wyjaśnienia. Ja obchodzę urodziny i kiedyś na tę uroczystość zaprosiłam teściową, na co ona odpowiedziała, że urodziny obchodzi każda świnia i nie przyszła. Więc tym sposobem nie zapraszam jej ani na urodziny, ani na imieniny i nie mam najmniejszej ochoty być przez nią obdarowywana. I tu widzę aluzję do dawania mi prezentów na imieniny. Może faktycznie mam do niej tak ogromną awersję, że nigdy mi nie dogodzi swoimi czynami. Ale już tyle razy mnie obraziła i tyle razy miałam z jej strony docinki i obgadywanie, że nie potrafię jej odpuścić. A najbardziej wściekła jestem za to, że zawsze starałam się być dla niej miła. Od czasu kiedy się poznałyśmy. Ale to jej zawsze coś nie pasowało w moim zachowaniu i zawsze próbowała tak pokierować sprawą, aby wszystko było tak, jak ona sobie wymarzyła.
            A matka nie jest ubezwłasnowolniona. Może robić co chce, co nie znaczy, że innym musi się to podobać, tak samo jak moje zachowanie nie musi podobać się jej, o czym ona nie omieszka mnie powiadamiać, a ja wiecznie milczę, aby nie zaostrzać sytuacji. A teraz kiedy zamierzam to zmienić, bo ma dość wieszania na mnie psów to dostaje po głowie za to, że wszędzie doszukuję się złych intencji.
        • princy-mincy Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 23:02
          OJP, teściowa jest dorosła kobieta, moze dyspońowac swoimi pieniędzmi jak jej sie podoba.
          Mam wrażenie, ze cokolwiek ona nie zrobi. To będzie złe, o nie tak jak jaśnie synowa by chciała.
          Dała kasę Wam- złe, dałaby kasę tylko dla męża- byłby lament, ze pominela żonę syna i nie umie siepogodzic, ze syn ma juz żonę.
          Weź dorosńij dziewczyno, zwłaszcza, ze kiedyś sama wejdziesz w buty swojej teściowej jako matka syna!!!
    • morekac Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 07:09
      A ja myślę, że teściowa jest z tych, co to zawsze mówią , co to nie one. Świetnie wypada w słownych deklaracjach, a może nawet sama wierzy, że to prawda.
      A cokolwiek nie zrobisz, i tak będzie źle. Jeśli będziesz jeździć, nie posłuchasz jej prośby, jeśli nie będziesz, teściowa płaczliwym tonem powie: A bo Aaaniula do mnie nie przyjeżdża...
      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 30.06.13, 09:03
        Dokładnie tak, ja mam wrażenie, że ona w to wierzy. I masz rację mówiąc, że cokolwiek zrobię- będzie źle. Dlatego przyjęłam postawę milcząco- omijającą. W zasadzie nigdy nie mówiła do mnie nic wprost, że jej nie pasuje, tylko narzekała dookoła. A potem tylko po jej zachowaniu widać, że coś się w jej głowie urodziło, co jej nie odpowiada. I tak tego nie zmienię. Będę jeździć czasem, żeby się pokazać, żeby nie robić przykrości mężowi. Nie zwracając uwagi na to co ona myśli i mówi.
        • 71tosia Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 00:15
          ta... masz pretensje ze nie dotrzymala slowa ....a jakby dala wam nie te obiecane 10 tys ale 100tys, a wiec tez nie dotrzymala slowa, to tez milabys pretensje? Niech zgadne- chyba jednak mniejsze.
          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 08:35
            Oczywiście, że pewnie bym ich nie miała. Jednak połączenie wszystkich spraw majątkowych jakie miały miejsce (obiecane pieniądze, obiecane mieszkanie i wydziedziczenie) sprawiły, że człowiek chyba ma prawo mieć pretensje. Zarówno za niedotrzymane słowo, jak i podarowanie całego majątku w ręce jednego dziecka. Czy twierdzisz inaczej?
            • anula36 Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 08:54
              A znasz takie powiedzenie - umiesz liczyc, licz na siebie? Swoj majatek kazdy moze rozdysponowac jak chce.
              A ty to naprawde jestes mentalna niewolnica tesciowej - zamiast zajmowac sie i cieszyc swoim zyciem traktujesz wszystko jako odniesienie do niej, slow czynow i tego czego nie zrobila. No i tu tesciowa wygrala, nie ma sie co oszukiwac.Ma Cie na krotkiej smyczce.



              • aaaniula Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 09:11
                Kurczę radzę sobie sama świetnie, co nie znaczy, że wydziedziczenie jest przykre, chyba dla każdego prawda? Może i teściowa wygrała, jak się po kimś ujeżdża jak na łysej kobyle, to można go zniszczyć.
                • princy-mincy Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 11:03
                  No wlasnie sobie nie radzisz, bo wieszasz psy na tej teściowej, masz żal o jakieś tampieniadze, które w ogóle nie były Twoje ale juz podzielilas skórę na niedzwiedziu.
                  Moze obiecała Wam kasę a pózniej jej nie miała jak dać?

                  Ja nie liczę kasy moim teściom, ile dają nam a ile córce i jej mężowi.
                  Mam swoje pieniądze, nie oczekuje od nich niczego.
                  Dają jak chcą- super, dziękujemy bardzo! Nie dają- no i co z tego? Nie muszą.
                • feronique Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 12:19
                  Sorry, ale z Twojego opisu wynika, że to raczej siostra nie chciała płacić zachowku, a nie że teściowa wydziedziczyła Twojego męża. Poza tym prośba o zrzeczenie się prawa do majątku raczej dla mnie nie jest równoznaczna z wydziedziczeniem - wydziedziczeni moglibyście się poczuć, gdyby teściowa sporządziła po prostu testament, w którym wszystko przepisuje na siostrę i koniec.
                  Osobiście uważam, że takie zasadzanie się na majątek - rodziców czy teściów - jest okropne. Moja teściowa też dużo kłapie o tym, jak to odziedziczymy po niej dom (obecnie to my ją praktycznie utrzymujemy). Ja tam takie uwagi zupełnie ignoruję, bo wiem, że życie różnie się układa i kto na czyje buty czeka musi długo boso chodzić. A to, że ktoś mi coś obiecuje jeszcze nie oznacza, że obiecana rzecz czy kwota należy do mnie, bo mogą się zmienić okoliczności, sytuacja materialna obiecującego lub osoba ta może przecież uznać, że woli jednak ten obiecany prezent zachować lub przeznaczyć na inne cele. Może teściowa mówiąc, że ma odłożone 10 tys. na Wasz ślub miała na myśli właśnie wkład w jego sfinansowanie, ale skoro okazało się, że sami jesteście w stanie pokryć koszty to uznała, że ta pomoc finansowa nie jest Wam potrzebna i tyle? I dała normalny prezent, przy czym sama mówisz, że nie jest szczególnie majętną osobą, więc tym bardziej powinnaś wykazać się zrozumieniem.
                  Zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie potrafisz się odciąć emocjonalnie. Wiem, że do pewnego stopnia nie jest to możliwe. Mnie także skacze ciśnienie już na sam widok teściowej, więc możliwie ograniczam kontakty, cieszę się, jak nie muszę jej oglądać, a kiedy muszę, zachowuję się normalnie, tak jak bym się zachowywała, gdyby np. niezbyt lubiany znajomy wpadł z niezapowiedzianą wizytą - jestem miła, uprzejma, nie wdaję się w jakieś zażyłe pogadanki. Daję z siebie minimum i niczego nie oczekuję w zamian. Jeśli coś się zdarzy dostać, to okazuję zwykłą ludzką wdzięczność, co jest wypadkową dobrego wychowania i poczucia przyzwoitości.
                  Ty wydajesz się mieć coś przeciwko każdemu zachowaniu teściowej - choć część z nich zapewne wynika raczej z dobrej niż złej woli. Skoro teściowa ewidentnie jest nieco zaburzona, to dlaczego przykładasz taką wagę do wszystkiego co robi i mówi? Z jednej strony przyznajesz, że jej nie znosisz, z drugiej strasznie przeżywasz, że Was olała (a było się cieszyć). Twoje wypowiedzi są tak pełne sprzeczności, że naprawdę trudno zrozumieć, co ta teściowa miałaby niby zrobić, żebyś w końcu była zadowolona.
                  • aaaniula Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 20:54
                    Ona nie jest już nic w stanie zrobić żeby mnie zadowolić. Mi się nazbierało i tu wylałam, bo jej i mężowi nigdy nie narzekałam. Chyba czasem piszę mało zrozumiale. Nie miałam pretensji, że je nie było kiedy urodził się syn. Było mi z tym dobrze. Tylko teraz ona wypłakuję, że to ja jej uniemożliwiam kontakty. A ja zwyczajnie ją "olałam". Przecież nie będę tam jeździć, jeśli ona ciągle mnie obgaduje, ma pretensje. Tylko nie potrafię znieść i poradzić sobie z tym jej zwalaniem winy i paplaniem dookoła.
                    • satoja Re: Problem stary jak świat 01.07.13, 22:49
                      I po nitce do kłębka doszliśmy do sedna, że Ty nie masz problemu z teściową, tylko Z SAMĄ SOBĄ. Zachowujesz się fałszywie w relacjach z ludźmi, przymilasz się choć w duszy nienawidzisz, nie rozmawiasz o problemach na bieżąco nawet z mężem. A potem pretensje, że Ci źle, bo nakręciłaś sobie sama poczucie winy w stosunku do otoczenia, bo co innego czułaś a wydaje ci się że co innego "wypada czuć".
                      Przeszkadza Ci teraz to, że teściowa mówi wszystkim, że jej ograniczasz kontakty, Ty nie ograniczałaś ale po cichu szalałaś z radości że ta wredna baba do was nie przychodzi. A przed mężem i przed otoczeniem gra: ach ach, jakżeż ta teściowa może tak wnuka nie widywać, ach ach jak ona nas źle finansowo potraktowała, ach.
                      I wyszukiwanie teraz argumentów na to, że ona jest zła, że masz prawo jej nienawidzić.

                      Gra. Bo ważniejsze co ludzie powiedzą niż co sama czujesz. Bo ważniejsze pozory niż treść.

                      Dorośnij. Przestań kłamać, przestań okłamywać otoczenie i samą siebie. Bo skończysz depresją albo rozwodem. Idź na jakąś terapię bo taki misz-masz przedstawiłaś w tym wątku, że sama raczej ze sobą do ładu nie dojdziesz i emocjonalnie popaprane dziecko wychowasz.
                      • aaaniula Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 09:55
                        To co piszesz nie jest dla mnie zrozumiałe. Milczałam- to brak chęci do rozmowy i rozwiązywania problemów. Powiedziałam- byłam sekutnicą. Jeździłam do teściowej- źle- bo po co jeżdżę, jak nie lubię, nie jeżdżę- współczucie dla męża, że ma taką okropną żonę. Chciałabym pomocy- źle- bo przecież jej nie lubię, nie chciałam pomocy- źle, że szaleję z radości, że nie muszę jej oglądać.
                        Przed nikim nie grałam- nie chciałam nigdy stawiać męża między młotem, a kowadłem. I dla mnie nie wypada co innego czuć, tylko czasem lepiej nic nie mówić, żeby nie zaostrzać sytuacji i na tą sekutnicę nie wyjść- tylko potrafić zamilknąć i być mądrzejszą. I nie czuję się specjalnie niezrównoważona, ani nie mam zapędów na depresję. Na rozwód też się nie zanosi. Myślę, że dziecko też nie będzie szczególnie popaprane- jak to określiłaś.
                        Jedyne czego oczekiwałam od tego forum to wskazówki jak wobec takiej osoby się zachowywać... Faktycznie olać? Próbować na siłę te kontakty polepszyć? Czy w tym trwać, żeby nie robić hałasu wokół sprawy. Ja doskonale wiem, że teściowa jest wredna, wiem, że mnie źle traktuje. A tu nagle wyszło na to, że ja mam problemy z poczytalością i z samą sobą bo ubzdurałam sobie i szukam argumentów na to jaka ona jest "ach ach" zła.
                        • zuzi.1 Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 11:40
                          Przeczytałas polecane przeze mnie książki:"Toksyczni ludzie" i "Toksyczni rodzice"? Tam znajdziesz wszystkie informacje na temat tego jak zyc z takimi ludzmi. Resztę dopracujesz w praktyce.
                          • aaaniula Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 20:44
                            zamówiłam "toksycznych ludzi"
                        • koronka2012 Re: Problem stary jak świat 02.07.13, 23:07
                          aaaniula napisała:

                          > Przed nikim nie grałam- nie chciałam nigdy stawiać męża między młotem, a kowadł
                          > em. I dla mnie nie wypada co innego czuć, tylko czasem lepiej nic nie mówić, że
                          > by nie zaostrzać sytuacji i na tą sekutnicę nie wyjść- tylko potrafić zamilknąć
                          > i być mądrzejszą.

                          Poczytaj dokładnie post powyżej. Twoje życie kręci się wokół potrzeb innych osób, a to męża, a to teściowej. Zapomniałaś o sobie. Żyjesz wbrew sobie, zadajesz kłam własnym uczuciom, to się musi mścić. Ty cały czas udajesz, w imię wpojonej konwencji co wypada, a co nie i jak powinno wyglądać życie rodzinne.

                          Nie wyobrażam sobie dobrego małżeństwa, gdzie nie porusza się pewnych tematów. Gdzie twoja opinia o zachowaniu jego rodziny jest tabu. Nie mówię naturalnie o najeżdżaniu na jego rodzinę, ale ty za każdym razem gryziesz się w język jak masz powiedzieć co ci się nie podoba.

                          Zastanów się czego TY chcesz, a nie jak dogodzić innym. Nie chcesz jeździć - nie jeździj, nie znosisz baby - nie uśmiechaj się fałszywie. Naprawdę świat się nie zawali, jak mąż się dowie, że jego matka działa ci na nerwy i lepiej żeby sam ją odwiedzał. Z dzieckiem czy bez.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka