aaaniula
25.06.13, 13:37
Czyli teściowa. Bardzo proszę o rady i pomoc, zwłaszcza Panią Ekspert, ponieważ przestałam radzić sobie z problemem. Będzie długo i szczegółowo, ale chcę powiedzieć o wszystkich problemach, które nas spotkały. Z mężem znamy się 10 lat, od 2 jesteśmy małżeństwem. Do czasu ślubu stosunki z teściową były poprawne. Często ją odwiedzaliśmy, obowiązkowo we wszystkie Święta i rodzinne uroczystości. Służyliśmy pomocą gdy była potrzeba. Ja zawsze byłam miła i grzeczna, choć zapewne nie budowałam z nią głębokich więzi gdyż jest osobą, która jak dla mnie ma nieznośny charakter. Zawsze mówiła, że na ślub ma dla nas odłożone pieniądze – 10 tysięcy. Przyszło co do czego. Postanowiliśmy z mężem, że sami pokryjemy wszystkie koszty, a pieniądze, które rodzice chcieli nam ofiarować na ślub mają włożyć do koperty i dać w formie prezentu. Podjęliśmy taką decyzję ponieważ między naszymi rodzicami jest duża dysproporcja jeśli chodzi o zamożność i nie chcieliśmy, aby matka męża czuła się dotknięta. Jednak w prezencie otrzymaliśmy 2 tysiące. Nie chodzi o to , że dla mnie to za mało. Ale obiecywała przez lata, a w efekcie obietnicy nie dotrzymała. Po drodze siostra mojego męża postanowiła spłacić go finansowo, za dom, który pozostawiła im matka, a w którym sama mieszka. Mąż zgodził się na niską kwotę spłaty- taka była jego decyzja. Matka powiedziała za to, że w zamian dostaniemy od niej mieszkanie, w którym aktualnie mieszka (nie było wtedy wykupione). Po roku zadzwoniła do nas, że mieszkanie jest do wykupu i jeśli chcemy to możemy je sobie wykupić, bo ona nie ma pieniędzy. Podziękowaliśmy więc grzecznie i mieszkania nie wykupiliśmy. Zrobiła to siostra. I wszystko miałoby ręce i nogi, gdyby nie to, że siostra nie chcąc płacić ewentualnego zachowku po śmierci matki wezwała wszystkich do notariusza i razem z matką kazała zrzec się całego majątku. Mieszkanie mieszkaniem- ona je kupiła. Ale w majątek matki wchodzą inne rzeczy. Mąż nie chciał robić scen. Zrzekł się majątku. Zarzekał się, że ma dość matki i to koniec kontaktów. Jednak po jakimś czasie stwierdził, że matka jest tylko jedna. Podziwiam go za to, bo ja bym chyba nie potrafiła….I najgorsze w tym wszystkim jest to, że matka uważa, że postąpiła dobrze, a to my zrozumieliśmy swój błąd i odnowiliśmy kontakty…
Rok temu urodził się nasz syn. Teściowa zapadła się pod ziemię. Przyjechała raz w odwiedziny na kawę. Później nie było jej przez całą jesień i zimę. My jeździliśmy do niej. Nie tak często jak kiedyś, ale jeździliśmy dla poprawności kontaktów. Mały miał kolki, płakał non stop przez dwa miesiące. Jej z nami nie było. Mąż pojechał wyżalić się matce, że nie daje sobie rady, że nie może brać małego na ręce bo on cięgle płacze. Teściowa wyrzuciła go z hukiem z domu i zadzwoniła do mnie, że „jak on tak może mówić”. Dla mnie to było wołanie o pomoc do matki, a ona nie zareagowała. Przypomniało jej się na wiosnę, że ma wnuka. Zaczęła czasem przyjeżdżać (raz na miesiąc). Zaczęła wypłakiwać: dlaczego ja nie wezmę małego i nie przyjadę do niej na cały dzień posiedzieć? Dlaczego? Dlatego, że ona ma nas gdzieś!! Zawsze miała!! Owszem mogę jechać w weekend z mężem na godzinę, ale nie czuję potrzeby jechania tam na cały dzień. Pojechaliśmy do siostry męża na grilla. Była tam matka. Wzięła wózek, wpakowała małego i wychodzi. Więc krzyczę, że teraz nie ma go brać na spacer (mały nie cierpi jeździć wózku, gdy nie jest śpiący). Tłumaczę jej dlaczego. Siostra męża zadzwoniła na następny dzień, że gdy wyszliśmy zrobiła scenę dzikiego płaczu (przy wielu innych ludziach, którzy tam byli), że uniemożliwiam jej kontakt z wnukiem. Siostra sama powiedziała, że nie ma się martwić, że matka jest egoistką jakich mało. W weekend teściowa zadzwoniła do męża, że ma potrzebę zobaczyć wnuka. Więc mąż mówi, że ma przyjechać kiedy chce. Więc ona płacz, że to wnuk powinien przyjeżdżać do babci, a nie babcia do wnuka, że uniemożliwiamy jej kontakty z wnukiem, że rzadko przyjeżdżamy, że jeśli ja nie chcę do niej przyjechać to mąż ma sam z synem przyjechać. I mnie zatkało. Bo ja jeżdżę do niej 10x częściej niż ona do nas. A że nie przyjeżdżam na cały dzień? Nie przyjeżdżam bo sama takie zasady ustaliła swoim zachowaniem. Do tego zarzut, że nie robimy spotkań z teściami, że ograniczamy życie rodzinne. Owszem nie robimy. Ponieważ moi rodzice przed ślubem zaprosili ich na obiad do restauracji, a następnie na kawę i kielicha do siebie. Przy wyjściu teściowa wzięla numer od mojej mamy i powiedziała, że zadzwoni z terminem rewizyty. Tylko, że nie zadzwoniła przez dwa lata, więc jak dla mnie to ona ten kontakt urwała.
Błagam pomóżcie mi rozwikłać ten konflikt, bo mi się już włosy na głowie jeżą. Nigdy nie chciałam stawać między mężem a jego matką. Nigdy nie byłam wobec niej niemiła. Nigdy nie powiedziałam jej wprost tych zarzutów, które tu wypisałam. W zasadzie nigdy nie miałyśmy wymiany zdań. Wiem, że mąż chce utrzymywać z nią kontakt. Ale ona ciągle robi problemy. Chce aby świat wyglądał tak jak ona sobie wymarzyła. Moja wina? Jestem pamiętliwa- i to wszystko mi się zbiera. Ale ja już dłużej tego nie zniosę. Czarę goryczy przelało dzisiejsze stwierdzenie, że mąż ma do niej przyjeżdżać sam…