Dodaj do ulubionych

Jesli ktos widzi tylko wady

09.10.13, 12:36
Jesli czlonek rodziny- glownie rodzic, ale moze tez rodzenstwo- widzi w innym czlonku rodziny tylko wady, pamieta tylko bledy (rzeczywiste czy wyimaginowane), trywializuje sukcesy i neguje zalety- czy taka osoba rzeczywiscie tak to widzi, czy tez widzi jak jest ale przeklamuje rzeczywitosc- bo chce cos ugrac- jak myslicie?
Moze po latach takiej negatywnej propagandy i takiego negatywizmu istotnie dochodzi do transformacji w postrzeganiu i zaczyna wierzyc sie w to, co sie mowi? W takim wypadku problem z uplywem lat nie jest ten sam, ale pogrsza sie- a rokowania sa coraz gorsze.
Mozna tez zadac pytanie z cyklu jajko i kura- czy takie negatywne postrzeganie innych osob w rodzinie (np dzieci) jest przyczyna niecheci i krytyki, czy tez ta niechec jest pierwotna, a takie negatywne oceny sa racjonalizacja.

Osoby z rodzin chlodnych i krytycznych maja zaburzone widzenie wiezi miedzy ludzmi czy obraz rodziny, dlatego pojawia sie problem braku znajomosci 'normy' jakkolwiek by ja definiowac. Mozna sobie wyobrazac, ze w 'normalnej' rodzinie wszyscy sie wspieraja i patrza na siebie przez rozowe okulary. To znaczy, rodzice sa zapatrzeni w swoje dzieci i widza w nich wiecej zdolnosci i dobra niz te istotnie posiadaja.

Takie wnioski moznaby wyciagnac obserwujac jak matki czy ojcowie sa przekonani swiecie, ze ich dziecko jest wyjatkowo zdolne, wyjatkowo piekne, wypychaja je na konkursy talentow czy do szkolek pilkarskich, a gdy pojawi sie konflikt miedzy wlasnym dzieckiem i innym, rodzice murem stoja za swoim, czy ma racje czy nie. (nie mowie, ze to jest prawidlowe do konca, bo lepszy jest jakis obiektywizm niby, ale z drugiej strony czy nie lepszy jest taki delikatny odchyl na plus w sytuacji, gdy inni rodzice tez tak robia).

No ale, jakkolwiek mozna krytykowac taka bezkrytyczna postawe i mozna tez widziec w niej inne dno, jest ona niezaprzeczalnei radykalnie odmienna od sytuacji, gdy rodzice uwazaja, ze ich dziecko jest najglupsze (chociaz jest normalne), ze nie ma zadnego talentu, ze jest nieurodziwe, ze jest gorsze od innych dzieci, inne dzieci na pewno maja racje w sporze, innymi slowy- nie tylko brak wsparcia, ale i dywersja.

Jak mowie, moze to tez objawiac sie w relacjach miedzy np rodzenstwem, podobny schemat.

I pytanie pod dyskusje- skad sie to bierze, jak temu przeciwdzialac? Naturalna reakcja acz raczej przeciwskuteczna jest z reguly perfekcjonizm, czyli proba zdobycia uznania przez zawyzanie norm i probe sprostania nierealnym oczekiwaniom. Inna reakcja moze byc rezygnacja calkowita.

Obserwuj wątek
    • spiryna Re: Jesli ktos widzi tylko wady 09.10.13, 22:17
      Up. Podbijam, bo jestem ciekawa komentarzy.
    • g4l Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 08:01
      kropidlo5 napisał:
      > Osoby z rodzin chłodnych i krytycznych maja zaburzone widzenie więzi miedzy ludźmi
      > czy obraz rodziny, dlatego pojawia się problem braku znajomości 'normy'
      > jakkolwiek by ja definiować.
      >

      Wydaje mi się, że powyższe zdanie napisane przez Ciebie najlepiej opisuje problem.

      Wiem po sobie jak poznając mojego męża i jego mamę na początku byłam wręcz zazdrosna o ich kontakty, a to dlatego, że (mając obraz własnego domu czyli matkę i ojca, którzy wiecznie mnie krytykowali stawiając poprzeczkę o wiele razy wyższą, aniżeli mojemu bratu, który za to, że nigdy nic nie robił był głaskany po głowie) nie miałam zielonego pojęcia, że kontakty rodzica z dzieckiem mogą występować na zasadzie wspólnie podejmowanych decyzji dotyczących sfer życia ludzkiego (zwłaszcza tego dorosłego).
      W mojej rodzinie dominowała krytyka, kłamstwo, ukrywanie wiecznych długów, które odbijały się negatywnie na całej rodzinie (matka zakazywała kontaktu przez całe moje nastoletnie życie z naszą rodziną na terenie miasta i za granicą z uwagi na to, że ze wszystkimi jest i zawsze była skłócona o pożyczki na wieczne nieoddanie) i przede wszystkim: brak rozmowy. Kiedy byłam nastolatką i przychodziłam z problemem (dla mnie WTEDY ważnym) do matki to zawsze byłam wyśmiana.

      W życiu dorosłym bardzo pomógł mi mój mąż i moja teściowa, bo na początku byłam po prostu straszna. Początkowo każdą próbę przybliżenia się do mnie mojej teściowej traktowałam jako wtrącanie się i to, że ma ona życia prywatnego, a dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie jak wygląda prawdziwa matczyna miłość. Do tego brałam wszystko osobiście i dosłownie dorabiając sobie w głowie tysiąc pięćset historii do niektórych sytuacji. Przede wszystkim kontakt z nimi i innymi ludźmi w pracy przestawił moje - że tak powiem - zachwiane funkcjonowanie mojego mózgu w tym zakresie :) Bardzo dużo pracowałam nad sobą, żeby zobaczyć, że (nawet patrząc przez pryzmat tego całego zagonienia czy wyścigu szczurów, które są w tej chwili) są na tym świecie także ludzie dobrzy.

      Reasumując - faktem jest, że uważać na ludzi trzeba w dzisiejszych czasach, ale widzenie we wszystkich i wszystkim tylko i wyłącznie wad jest moim zdaniem drogą do nerwicy.
      • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 11:33
        Dzieki, tak, tez to zauwazylem po sobie. Pochodzac ze specyficznego domu (surowy, chlodny, rygorystyczny) czesto mialem problem z zaufaniem, bliskoscia, ciaglym nastawieniem, ze ktos chce mnie kontrolowac (aby potem ukarac), ze jak sie interesuje moja prywanoscia to po to, aby znalezc 'haka', skrytykowac, ze jak chce sie zblizyc to jest z taka osoba cos nie tak (przez lata uganialem sie tylo za tymi kobietami, ktore mnie odrzucaly, a te ktore interesowaly sie mna ja odrzucalem, a im bardziej bylo to zainteresowanie otwarte i intensywne tym bardziej wrecz spieprzalem, czesto bedac wobec takich kobiet niegrzecznym, czego dzis sie wstydze).

        • g4l Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 12:01
          Najważniejsze jest to, że widzisz to w sobie i pracujesz nad tym chcąc to zmienić. Kiedy się nie ma rodziców sferę wychowania trzeba przejąć na siebie, aby móc się w tym wszystkim odnaleźć. Ja np. w pracy kiedyś multum razy potrafiłam śmiertelnie się obrażać na kogoś tylko z tego względu, że coś mi się wydawało, bo takie wzorce wyniosłam z domu.
          Skoro w domu od rodziców (którzy na pierwszym planie powinni dawać dziecku poczucie bezpieczeństwa, a nie strach) ciągle słyszałam, że wszystkie moje decyzje są złe, no to przecież gdzie tam obcy ludzie będą dla mnie dobrzy? Mając robić to, co oni mi karzą próbowali jednocześni oduczać mnie podejmowania przez siebie decyzji. W pewnym momencie, jak już ten olej do głowy mi się dolał i potrafiłam nazwać to, co się dzieje, powiedziałam po prostu NIE!
        • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 14:23
          Podłożem tego typu zachowań są przekonania na temat własnej osoby wyrobione przez lata życia pod jednym dachem z agresorami. Niedawno właśnie zauważyłam u siebie podobny mechanizm. Po dłuższym zastanowieniu dotarło do mnie, jakie sa tego przyczyny. Otóż mam zakodowane w sobie takie przekonanie, że mnie się nie kocha, lecz lekcewazy, oszukuje, wykorzystuje i pomija. To był punkt wyjścia do wszystkich moich związków i małżeństwa. Zawdzięczam go moim rodzicom. Teraz chcę to zmienić.
    • igge Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 08:54
      ja nie widze samych wad, bynajmniej, mam fantastyczne dzieciaki ale...ostatnio z przerażeniem zauważyłam, że wszystkie wady jakie wykazują są bezpośrednio wymodelowane przeze mnie, duzo czasu razem zawsze spędzaliśmy. Mają każdą, każdziutką moją wadę, i małą i dużą, w tym takie, które próbuję, próbowałąm w nich zmienić, wykorzenić, nauczyć je zalet, bycia obowiązkowym, pracowitym i uporządkowanym np. odpowiedzialnym, sumiennym, starannym. Sama taka nie jestem i moje dzieci tez takie nie są. Mimo, że mąż jest i ma prawie same zalety nie wady, dzieci przejęly cechy charakteru, zachowania, od rodzica, który spędza z nimi więcej czasu. Gdybym mogła cofnąć czas zamieniłabym sie z mężem rolami i wtedy moje dzieci byłyby "lepszymi" ludźmi. Przejęłyby jego dobre cechy. Wychowanie dzieciaków to jednak rodzaj hmmm, manipulacji i on by stanowił lepszy wzór do naśladowania ode mnie. Wychowanie to odpowiedzialność i on byłby lepszym rodzicem. Może jeszcze kiedyś, wlasną pracą nad sobą będą się starały byc bardziej podobne do ojca, taką mam nadzieję. te wady dziecinne są dla mnie dużym zaskoczeniem a przecież nie powinny być, tyle lat na nie pracowałam.
      • paris-texas-warsaw Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 10:13
        Jedną z opcji jest właśnie sytuacja opisana przez Igge. Widzimy w dzieciach nasze wady, no bo wrona kruka przecież nie wychowa. To widzenie wad jest jednak czasem baaaardzo bolesne, w momencie zdania sobie właśnie sprawy, że dzieci to NASZE lustrzane odbicie. To niezadowolenie z siebie, z własnego postępowania, własnych błędów, najłatwiej "rozładować" obwiniając dziecko o jego wady.
      • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 11:36
        Moze masz za niska samoocene? Oceniasz dosc krytycznie siebie, a dosc bezkrytycznie meza?
        Dzieci powielaja wiele z rodzicow, i wad i zalet, i jak mowi Paris rodzice poprzez projekcje moga nienawidziec w dzieciach samych siebie ( albo np malzonka). taki krytycyzm bylby objawem niskiego poczucia wartosci.
        Natomiast nie idzie to w parze z czesta propaganda, ze dzieci sa najgorsze a rodzice najlepsi na swiecie ( u mnie tak na przyklad bylo). Jest to moze i wyparcie, dalszy ciag tej projekcji, zarazem jednak trzeba miec chyba jakas pewnosc siebie by tak twierdzic, i pytanie- czemu skoro takie narcystyczne wyparcie nastepuje, nie obejmuje ono dzieci i nie jest w kontrze np wobec swiata (nasza rodzina idealna, wszystkei inne zle) tylko jest wewnetrzne pekniecie.
        • firstname Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 14:59
          W mojej rodzinie był taki zwyczaj ciągłej krytyki, zauważania zawsze jakiś niedociągnięć zamiast tego co dobre. Rodzice nie należeli do tych którzy chwalili. Jedyne dobre opinie o sobie wypowiedziane z ust mojej mamy słyszałam gdy chwaliła sie np moimi wynikami w nauce koleżankom. Mnie bezpośrednio nigdy nie pochwaliła. Teraz moja sytuacja wygląda tak, że mam zaburzony obraz własnej osoby przejawiający się ciągłym poczuciem winy i szukaniem jej w sobie oraz brakiem poczucia własnej wartości. W pracy na początku bardzo angażuję się w to co robię aby było perfekcyjnie, a gdy spotkam sie z krytyka nie umiem jej przyjąć i od razu odbija się to na moim nastroju. Pomimo iż oceniając siebie często widzę w sobie jako taki potencjał to nie umiem go wykorzystać, boję się coś zacząć aby nie skończyło się to niepowodzeniem. Boje się właśnie tych niepowodzeń tak jakbym nie miała do nich prawa. Wszystko chcę robić idealnie a jak mi nie wychodzi to analizuję to 1500 razy aż głowa pęka. Ot, taki skutek uboczny wychowania moich rodziców, który prędzej czy później zakończy się terapią:)
          • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 10.10.13, 15:30
            firstname napisała:

            > W mojej rodzinie był taki zwyczaj ciągłej krytyki, zauważania zawsze jakiś nied
            > ociągnięć zamiast tego co dobre. Rodzice nie należeli do tych którzy chwalili.
            > Jedyne dobre opinie o sobie wypowiedziane z ust mojej mamy słyszałam gdy chwali
            > ła sie np moimi wynikami w nauce koleżankom. Mnie bezpośrednio nigdy nie pochwa
            > liła.


            Czyli chwalila nie Ciebie, a siebie. U mnie bylo to samo. W czterech scianach slyszalem, ze jestem leniem, ze mam dobre oceny tylko dlatego, ze 'reke nade mna trzymaja, jakby opuscicli reke od razu bym mial same troje'- czyli ze uczylem sie dobrze bo jakas magia otaczala mnie, aura rodzicielska, bo pomocy w nauce to nigdy od nich nie mialem w zadnym calu. No chyba, ze chodzilo o to, ze terroryzuja mnie ze musialem miec srednia 5.5, bo za mniej lanie- to owszem, gdybym sam decydowal wolalbym miec srednia 4.8 bez potrzeby chodzenia na rzesach zeby miec 5.5, no ale dla moich rodzicow 4.8 to by bylo tak jak dla innych rodzicow 2.0, dowod totalnego stoczenia sie, margines spoleczny, recydywa.

            Slyszalem tez, ze te moje oceny sa nicwarte bo moja szkola jest najgorsza w miescie i ma najnizszy poziom, albo ze nauczyciele mi stawiaja dobre oceny bo widza, ze jestem z 'dobrej rodziny', albo ze mi zalatwili ( nie wiem jak, ale zalatwili). Dodam, ze rodzice sami mieli na swiadectwach same troje i wyksztalcenie odpowiednio podstawowe i srednie (co ukrywali i co wydalo sie doiero jak mialem jakies 20 lat).

            Teraz moja sytuacja wygląda tak, że mam zaburzony obraz własnej osoby prz
            > ejawiający się ciągłym poczuciem winy i szukaniem jej w sobie oraz brakiem pocz
            > ucia własnej wartości. W pracy na początku bardzo angażuję się w to co robię ab
            > y było perfekcyjnie, a gdy spotkam sie z krytyka nie umiem jej przyjąć i od raz
            > u odbija się to na moim nastroju. Pomimo iż oceniając siebie często widzę w sob
            > ie jako taki potencjał to nie umiem go wykorzystać, boję się coś zacząć aby nie
            > skończyło się to niepowodzeniem. Boje się właśnie tych niepowodzeń tak jakbym
            > nie miała do nich prawa. Wszystko chcę robić idealnie a jak mi nie wychodzi to
            > analizuję to 1500 razy aż głowa pęka. Ot, taki skutek uboczny wychowania moich
            > rodziców, który prędzej czy później zakończy się terapią:)


            Wspolczuje, bo wiem jak to jest, mam to samo. Nadmierny samokrytycyzm, zero przyzwolenia dla bledow, traktowanie bledow jak jakiejs tragedii, perfekcjonizm. Konczy sie wlasnie niemoznoscia wykorzystania potencjalu wynikajaca z odwlekania spraw, strachu rzed inicjatywa, biernosci.
    • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 14:16
      Rodzic, który widzi w potomku swoje wady, a posiada już wiedzę, jak te wady mogą wpłynąć na życie, jakie zrodzić problemy, w tak dziwny sposób stara się je przed tym uchronić. Dotyczy to równiez nauki szkolnej. Jeśli sam nie przykładał się w szkole i interpretuje to jako błąd, który odebrał mu masę mozliwości, zrobi wszystko, by jego dziecko tego błędu nie popełniło. Wieczna krytyka nie metoda, ale każdy radzi sobie, jak potrafi.
      Inną przyczyną takiego zachowania mogą być emocje. Dorosły, który tak naprawdę nie jest dorosły, nie rozumie, nie panuje nad swoimi emocjami i nie zna bezpiecznych sposobów ich rozładowywania, szuka sobie kozła ofiarnego. Może się np. werbalnie rozładować na kimś słabszym, zależnym od siebie.
      • zuzi.1 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 14:19
        Kropidło, czy Twojej siostrze udało się stworzyc związek/założyc rodzinę?
        • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 21:22
          zuzi.1 napisała:

          > Kropidło, czy Twojej siostrze udało się stworzyc związek/założyc rodzinę?

          Tak i nie. Nie ma dzieci i nie ma meza, obecnie nie ma nikogo, ale w przeszlosci miala dluzsze zwiazki, tylko ze nie wypalilo. To i tak lepiej niz ja, ktory nie stworzylem przez cale zycie zadnego zwiazku, bo przelotnych znajomosci czy kilku serii randek bez ciagu dalszego nie da sie tutaj zaliczyc. Ona twierdzi, ze nie ma powodzenia, i ze powodem jest to, ze jest chlodna i poblokowana- istotnie, ona ma taka osobowosc troche jakby purytanska.
          Z drugiej strony, wiele jest takich czy innych osob, malo ktory czlowiek to ideal czlowieka, a jednak wiekszosc ludzi tworzy rodziny, wiec tutaj wydaje mi sie tak jak w moim wypadku to nie jest kwestia braku chetnych, tylko uciekania od bliskosci, odrzucania zainteresowania innych i tworzenia atmosfery nieprzystepnosci, tak zreszta jak i u mnie, tylko moze mniej nasilone.
          Niestety malzenstwo naszych rodzicow to totalny niewypal, tych dwoje ludzi powinno zyc w innych konstelacjach, sa pod kazdym wzgledem rozni od siebie, laczy ich tylko duza ilosc wewnetrznych blokad i problemow emocjonalnych, ale tez zupelnie odmiennie sie wyrazajacych, choc w przewrotny sposob komplementarnych ( w ten sposob, ze tworzycych jak dwa puzzle idealnie niewlasciwe malzenstwo). Dla nas naturalne bylo, ze rodzice ze soba walcza, ze nigdy sie nie przytulaja, nie wyznaja sobie pozytywnych uczuc a za to mnostwo negatywnych, rywalizuja, zwalczaja sie.
          To juz czysta gdybylogia, gdyby trafili na inne osoby- oboje- byc moze byliby w stanie stworzyc zdrowsze rodziny, problemy i tak by byly, ale w innych relacjach moze bylyby bardziej stlumione, moze by jakos sie wyeliminowaly z czasem choc czesciowo, a tak, przy tej komplementarnosci, po obu stronach to sie jeszcze powzmacnialo.


          • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 21:39
            ps dodam jeszcze, ze rodzice maja juz po 60 lat, wiec na to, by sie rozwodzili czy zaczynali nowe relacje jest za pozno, zreszta juz sie chyba do siebie i tak przyzwyczaili i do swojego stylu malzenstwa, ja staram sie juz unikac wtracania sie w relacje miedzy nimi, bo kiedys to czynilem, probojac cos tam naprawiac, ale z drugiej strony to ich sprawa.
            Tak wiec dozyja sobie starosci w swoim towarzystwie i mam nadzieje, ze nie pojawia sie wieksze kryzysy czy konflikty, moze na stare lata troche sie uspokoja, ja oczywiscie zycze im jak najlepiej, bo sklamalbym mowiac, ze mi nie zalezy, ale nie ma na to wplywu- co pojalem o 20 lat za pozno, ale lepiej pozno niz wcale:)
            Coz, nie sa jedynym nieudanym malzenstwem na swiecie, moze czasem dramatyzuje myslac o tym w takich skrajnych kategoriach.
            Moze z czasem ja i siostra zdolamy uporzadkowac nasze zycie i naprawic ten blad oprogramowania, ktory zdarzyl sie gdzies po drodze, bo przeciez rodzice sami tez musieli wyjsc z jakos dysfukncyjnych srodowisk skoro maja takie problemy, a jeszcze dalej ich rodzice tez i tak kreci sie sztafeta pokolen.
            To jest taki punkt widzenia, jaki sie czasem promuje- aby zamiast przeklenstwa widziec w swoim losie jakis rodzaj misji 'naprawienia' wielu pokolen bledow.
            troche metafyzizcka zalatuje, ale cos i w tym jest.
          • zuzi.1 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 22:28
            kropidło napisał: "uciekania od bliskosci, odrzucania zainteresowania innych i tworzenia atmosfery nieprzystepnosci, tak zreszta jak i u mnie, tylko moze mniej nasilone."

            A skąd Twoim zdaniem takie objawy po takim dziecinstwie jakie mieliście? Dlaczego gdy trafiasz np. na ciepłą, życzliwą Ci osobę to blokujesz jej dostęp do siebie uciekaniem od bliskosci i tym co napisałeś powyżej. Dlaczego tak reagujesz/-ecie z siostrą po takim dzieciństwie?
            • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 22:38
              Pewnie wiele zjawisk rownoleglych.
              Na przyklad, obserwuja relacje rodzicow, ktorzy sie nawzajem nie kochali, a raczej zwalczali, uczysz sie ze to jest 'norma'. Druga sprawa to oczekiwanie transaykcyjnosci w relacjach miedzyludzkich, nawet tych bliskich, wiec gdy ktos oferuje akceptacje czy cieplo to podswiadomie boisz sie, ze to bedzie mialo wysoka cene, ktorej nie bedziesz w stanie zaplacic. Na to naklada sie niskie poczucie wartosci, czyli niewiara w to, ze zasluguje sie na dobre traktowanie.
              Tak mysle.
              • zuzi.1 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 22:50
                No ale przecież świadomie wiesz, że norma Twoich rodziców to żadna norma, wręcz antynorma, więc nie nalezy brac z nich przykładu, tylko robic coś wręcz odwrotnego w związku. Odnośnie transakcyjnosci, czy jeżeli ten ktos pokaze Ci wiele razy swoim zachowaniem, że nie oczekuje nic w zamian, to dalej ta transakcyjnosc Ci siedzi w głowie? Niskie poczucie własnej wartosci- niewiara w to, że zasługuje się na dobre traktowanie, ale jeżeli to dobre traktowanie Ci się trafia przez dłuższy czas , to dalej nie wierzysz, że na nie zasługujesz?
                Ciekawe na ile (w jakim procencie) Twoimi zachowaniami rządzi świadomosc a na ile podświadomie zakodowane negatywne wzorce.
                • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 24.10.13, 23:21
                  Mysle, ze w przypadku moim jak i w ogole osob z emocjonalnymi konfliktami pojawia sie zderzenie swiadomosci i nawykow, ktore mozna nazwac podswiadomoscia czy automatyzmem. Nawyki i automaty sa zawsze pierwsze ( z natury rzeczy) a refleksja wtorna, wiec o te korekty trzeba doslownie walczyc- dopoki same one nie stana sie nawykami i automatami, a do tego to trzeba systematycznego wysilku, uporu, determinacji, pewnie tez jakiegos ramowego programu dzialania- a nie chaotycznego przyswajania bardziej odpowiadajacych norm na zasadzie 'tu troche tam troche'.
                  Z tego, co dotad wykombinowalem wlasnie rozumiem ta systemowowsc, ramowosc, uporzodkowanie jako warunek konieczny. Dlatego, ze rozne negatywne przekonania i zachowania nie dzialaja pojedynczo, ale w calych systemach- wzajemnie sie napedzaja, uzasadniaja, uzupelniaja, i jak sie wyjmie jeden klocek i wlozy inny to nie bedzie on pasowal do struktury, wiec wyleci i wroci stary pasujacy.

                  Troche teoretyzuje, podam przyklad tego, o czym mowie. Np majac 'niskie poczucie wartosci' jestem nieufny wobec ludzi, kreuje falszywa tozsamosc. Ta falszywa tozsamosc wzmaga nieufnosc i strach przed 'odkryciem' Dodatkowo powoduje poczucie innosci i izolacji. Zaczynam zachowywac sie w sposob pasujacy do tego- izolacja, formalne relacje z ludzmi, powierzchowne.
                  Zarazem w tym systemie istnieje inna cecha= perfekcnjonizm i brak przyzwolenia na bledy, samokrytycyzm. Do tego trzeci skladnik- poszukiwanie akceptacji i walidacji w otoczeniu.

                  Jesli zmienie tylko jedno i np zaczne na sile 'otwierac sie' ale nie zmienie innych przekonan, no perfekcjonizmu, to pojawi sie konflikt. Otworze sie- zaczne pokazywac siebie 'prawdziwego' i np przestane wstydzic sie swojego gustu czy przekonan- ale moge zderzyc sie z krytyka czy niezrozumieniem, i tutaj perfekcjonizm wejdzie do gry i 'podpowie' ze to cale otwieranie na nic a wlasciwie to zaszkodzilo, bo 'sie otworzylem to mnie nie zaakceptowali', dlatego nalezy tez zamienic perfekcjonizm na pewien dystans, zeby reakcja na to, ze moje przekoannai nie znalazly zrozumienia bylo uznanie, ze takie jest zycie i nie kazdy sie musi zgadzac ze mna.

                  • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 08:30
                    Faktycznie trochę za dużo teoretyzujesz. Przemiana jest procesem, który zaczyna się i trwa. Gdybym analizowała tak dokładnie każdy etap, chyba bym zwariowała. Na to, co dzieje się ze mną w jej trakcie, wolę patrzeć z większym dystansem.
                  • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 08:45
                    Jeszcze jedno małe spostrzeżenie. Oczywiście mogę się mylić, bo jako istota ludzka nie jestem nieomylna.
                    W tego, co wcześniej pisałeś wnioskuję, ze rodzice ciągle cię "tresowali" m.in. ciągłą krytyke bez względu na to, co zrobiłeś. Dokładnie analizowali to, co zrobiłeś, zawsze w negatywnym kontekście. Czy ty obecnie nie robisz tego samego, nie analizujesz siebie zbyt dokładnie, "tresując" siebie teoriami, które ... mno właśnie co? poprawiaja ci samopoczucie? dają poczucie swojskosci?
                    Wiem, wiem, przesadzam. Ale myslę, że coś w tym jest.
                    • paris-texas-warsaw Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 09:43
                      Kropidło, świetnie to opisujesz. Doskonale Cię rozumiem, rozumiem kwestię tej kreacji tożsamości. Troche z innych przyczyn w moim życiu do czegoś takiego sie uciekałam, ale rozumiem jak jest to destrukcyjne dla kontaktów z ludźmi. Jako dziecko i nastolatek miałam przyjaciółki, znajomych etc., ale z uwagi, że bardzo się wstydziłam swojego domu, ojca alkoholika, matki wariatki, etc. bardzo starałam się nie zapraszać ludzi do siebie do domu, unikałam miejsc, gdzie mogłam spotkać pijanego ojca, etc. To moje zycie domowe było zupełnie niedostępne dla osób, które poznawałam. Czasem było to dość ciężkie - ile razy mówiłam jakiemus chłopakowi, żeby np. nie odprowadzał mnie do domu, ile razy nie otwierałam komuś drzwi i udawałam, że nie ma mnie w domu, bo zaraz mógł przyjść ojciec/matka etc. Czasem było tak, że rezygnowałam z jakichś znajomości, bo wiedziałam, że byłoby dla mnie za ciężko, gdyby wyszło na jaw z jakiego jestem domu. Myślę, że dla wielu osób te moje "tajemnice" były znane, przez delikatność o tym mi nie mówili. To jest bardzo ciężka strategia, takie ukrywanie prawdy o sobie, bo bardzo odcina od ludzi. Czasem łapię się na tym, że to w jakis sposób we mnie zostało - nawet kupując niepotrzebnie za drogie buty lub inny atrybut "lepszego świata". Czego najbardziej mi żal z dziecinstwa, to nie właśnie, że w domu było źle, ale że byłam zbyt wtedy młoda/słaba/głupia, żeby rozumieć, że to nie ma znaczenia w bliskich wartościowych kontaktach z ludźmi. Jakiekolwiek kreacje dotyczace świata materialnego/psychicznego tylko oddalają od ludzi, choć w założeniu mają pozwolić na bycie w tym świecie z ludźmi. W ogóle "prawda" to podstawa wg mnie jakiejkolwiek realnej relacji z innymi ludźmi. Różne maski, zakłamania piętrzą tylko problemy. To jest faktycznie bardzo ciężka praca tak "stanąć w prawdzie" przed drugim człowiekiem, ale jesli to robisz, to wtedy po pierwsze masz więcej siły, bo nie tracisz na tworzenie kreacji, a po drugie widzisz ile dobrych rzeczy Cię spotyka poprzez prawdziwy kontakt z innymi ludźmi. Czasem jak czytam, co zrobić, żeby kogoiś poderwać, z kimś się zaprzyjaźnić, etc. to sobie myślę, że w zasadzie nie trzeba nic robić, tylko byc sobą tak do głębi, żeby móc sie na głębszych poziomach z kimś spotkać. Trzeba być tym, kim się jest. To jest jednak czasem łatwe tylko w teorii. Przepraszam za kiepski język wypowiedzi, ale cięzko to opisać, Ty Kropidło więcej na tym forum Psychologia bywasz;)
                    • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 11:01
                      filetta napisała:

                      > Jeszcze jedno małe spostrzeżenie. Oczywiście mogę się mylić, bo jako istota lud
                      > zka nie jestem nieomylna.
                      > W tego, co wcześniej pisałeś wnioskuję, ze rodzice ciągle cię "tresowali" m.in.
                      > ciągłą krytyke bez względu na to, co zrobiłeś. Dokładnie analizowali to, co zr
                      > obiłeś, zawsze w negatywnym kontekście. Czy ty obecnie nie robisz tego samego,
                      > nie analizujesz siebie zbyt dokładnie, "tresując" siebie teoriami, które ... mn
                      > o właśnie co? poprawiaja ci samopoczucie? dają poczucie swojskosci?
                      > Wiem, wiem, przesadzam. Ale myslę, że coś w tym jest.

                      Nie, nie mylisz sie, duzo w tym co piszesz to prawda.
                      Wewnetrzny krytyk- czyli taka 'kopia zapasowa' sumienia rodzica czy jakiegos toksycznego znajomego, ktore 'podpowiada' a wlasciwie dyktuje.
                      Jak robilem cwiczenia z ksiazek roznych polegajacych na sluchaniu swego krytycznego/potepiajacego glosu to bylo takie proste zadanie, by sipsac te mysli i glosy ktore sie slyszy wewnetrznie zwerbalizowac, a nastepnie przeanalizowac. Tak zrobilem i pojawily sie niemal cytaty zarzutow, krytyki czy drwin ktore uslyszalem na wczesniejszych etapach swego zycia.
                      A to ciagle skanowanie o ktorym mowisz, ciagla analiza, to mechanizm obronny -intelektualizacja- a takze proba zycia 'na bacznosc', caly czas w gotowosci, bo nie znasz dnia ani godziny.
                      Slusznie spostrzegasz- ze co by czlowiek nie zrobil- to bedzie zle- to jest taki rodzaj udupiania czlowieka- w efekcie nigdy nie jest pewien, czy to co zrobi bedzie ok czy nie, nawet gdy starania beda by bylo jak najlepiej moze wyjsc zle- wiec mozg musi czas caly pracowac i parowac od wysilku, aby na kazdy krok bylo wyjasnienie i wytlumaczenie, a nawet bylo wytlumaczenie na wytlumaczenie.


                      • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 11:50
                        Bardzo mocno odczuwam to, co piszesz. Rozumiem, że powoli zaczynasz mieć dość i siebie, i świata i już kompletnie nie wiesz, co masz robić.
                        A może już czas kopnąć w d..pę wewnętrznego krytyka i zająć się swoim wewnętrznym dzieckiem?
                        Obecnie robisz sobie to samo, co robili ci rodzice. Oni traktowali cię rygorystycznie, krytykowali, ty traktujesz siebie równie źle. A gdyby podejść do tego z innej strony? Gdyby to twoje zdanie na temat samego siebie było najwazniejsze, a nie to, o sobie pomyslą inni? A gdyby zacząć traktować siebie jako pełnowartościowego człowieka bez względu na bezmiar swoich wad i złych zachowań? Popatrzeć na siebie z innej strony? Zacząć siebie akceptować takim, jakim się jest? Zacząć siebie traktować dobrze, czyli tak jak na to zasługuje każdy z racji swojego istnienia?
                        Moim zdaniem punktem wyjścia jest zmiana przekonań na temat własnego "ja". Ty nosisz w sobie wewnętrzne przekonanie "jestem do niczego". I "katujesz" siebie na różne sposoby starając się to w życiu codziennym zanegować. Co stałoby się, gdybys któregoś dnia powiedział sobie "jestem całkiem do rzeczy", "nie muszę być idealny"? Gdybyś zaczął patrzeć na siebie z innej perspektywy, z pozycji swojego przyjaciela nie wroga, z pozycji swojego dobrego, a nie złego rodzica? Myślę, że coś by się zmieniło. Może przestałbyś uciekać przed otwartymi, empatycznymi kobietami, które traktują cię tak jak na to zasługujesz.
                        Poczytaj sobie "Odwaga poddania się" T. Hellsten. Osiem sprzeczności na ścieżce duchowej. Jedna z nich mówi, że siła rodzi się ze słabości. Ciekawe, co nie?
                        • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 12:02
                          Miało być: siła rodzi się w słabości.
                          • paris-texas-warsaw Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 13:54
                            Kropido, jak napisałeś o blokadach Twojej siostry i jej purytańskim charakterze, to przyszło mi do głowy, że mi Ty tak właśnie się jawisz:) Większość Twoich rozważań psychologicznych w zasadzie wchodzi w kwestie moralne/etyczne. Począwszy od historii znajomych i gitary a na tym wątku kończąc. Takie rozważania moralne właśnie wg mnie sa powiązane z blokadami w przezywaniu życia oraz być może stanowią dla Ciebie pewnego rodzaju siłę/oparcie w tym "ciężkim" świecie i dają jakąś gratyfikację jako temu "dobremu" (względnie "ofiary"). Tak jakbys sobie cały czas zadawał sobie pytanie, czy tak jest dobrze, zamiast czy tak jest przyjemnie;) Może w ten sposób byłoby Ci łatwiej dotrzeć do emocji - poprzez skupienie się na tym co sprawia Ci przyjemność a co nie. Jakby może psychoanalitycy powiedzieli "za duże superego", ja osobiście optuję za wygraną id;), ale ja taki trochę mały hedonista jestem:)
                            • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 15:38
                              Co, ze ja, ze ja purytanski? Zniewaga!

                              A powazniej to powiem tak: na pewno jestem na tym punkcie niezmiernie wyczulony, moralnosci, etyki, zasad. Moze jak piszesz, szukam porzadku i oparcia w zasadach, ktorego nie mam w sobie. Zarazem przezywam konflikt, bo nie mam zadnego systemu przekonan ani nie lubie nic nikomu narzucac.

                              ALe ciekawe rozroznieniena 'przyjemne' vs' 'dobre', widac katolickie nauczanie w jego ciemnym mrocznym wydaniu sprasowalo mnie calkowicie a nietsche by mnie rozstrzelal, czlowiek ktory wyrzekl sie przyjemnosci w imie 'dobra', oczywiscie nieco ironizuje, bo to jest poza kontrola i swiadomoscia, ale cos w tym jest.
                        • kropidlo5 Re: Jesli ktos widzi tylko wady 25.10.13, 15:34
                          Tego krytyka wewnetrznego juz zauwazlem dawno temu, natomiast skopuje go z ramion a on wdrapuje sie z powrotem dosc uparty jest.
                          A mowiac mniej poetycko- tak, zgadzam sie. Dzieki za link!
                          • filetta Re: Jesli ktos widzi tylko wady 28.10.13, 12:01
                            Bardzo fajnie o swoich zmaganiach z wewnętrznym krytykiem pisze B. Pawlikowska w "W dżungli życia".
                            Pozdrawiam
    • danaide Re: Jesli ktos widzi tylko wady 27.10.13, 01:07
      Czytam po raz drugi wszystko i nic, trochę myśli mi uciekają, może późna pora, może teoretyzowanie już mnie nie bierze.
      Co robić? No, swoje robić. Czyli co?
      A tu każdy musi sobie sam odpowiedzieć. Perfekcjonizm vs. rezygnacja - niekoniecznie, po po prostu znalezienie siebie pośród miliona różnych scenariuszy. Wraz z akceptowalnym dla siebie marginesem błędu.

      Ja to zbytnio krytykowana ani chwalona nie byłam tak długo jak byłam perfekcyjnym perpetuum mobile. Przykład świadectwa: każda trója (przed systemem 1-6) mojej siostry była analizowana od każdej strony i kwitowana zbiorowym uczuciem ulgi. A moje świadectwo rzutem oka klasyfikowane było jako oczywiste i nudne (bedebe bedebe itepe). Jak się popsułam to się zaczęło. Moja mama po latach powiedziała, że ona zawsze utożsamiała świadomość kompetencji (mam piątki, mam dyplomy, mam języki, to umiem, tamto umiem) z wiarą w siebie/poczuciem własnej wartości. A tu zonk. I z czego to się wzięło?

      Wydaje mi się, może wydaje, ale samo wydawanie się też jest jakąś siłą, że udaje mi się łatwiej przejść do porządku dziennego nad "porażkami", "problemami". Robię swoje i tyle. Walczę z perfekcjonizmem na swój sposób - po prostu ćwiczę się w robieniu różnych rzeczy trochę na byle jak i cieszeniu się, że są, zrobione, tak jak są. Jasne, ciągle się łapię na zakusach na perfekcjonizm. Na szczęście widzę mechanizm i tłamszę większość tych dążeń w zarodku (ok, ale na urodziny córeczki posprzątałam jak ta lala).

      Co do ludzi... Dziś rano miałam podbramkową sytuację. Absolutnie chciałam coś zrobić i absolutnie nie miałam takiej możliwości w pojedynkę. Więc zrobiłam coś czego nigdy nie robiłam wcześniej w tak bezpośredni sposób. Wyrwałam z łóżka telefonem tyle osób ile mogłam, żeby sprawę przeforsować. I się udało. I świat się nie zawalił.

      Latami słyszałam "Nie myśl tyle". Mniej myślę, więcej robię, efekty mi się podobają. Nawet jak coś zawalę to przynajmniej nie mam poczucia że nie spróbowałam.

      A moja refleksja co do bliskości jest prosta. Od każdej dziewczyny/chłopaka/kobiety/mężczyzny możesz zwiać. A od dziecka się nie da - to znaczy niby można, ale jak się ma jakąś moralność to się nie da. I musisz się nauczyć wszystkiego tego, czego w innej konfiguracji można zaniechać wiejąc. Dotrzeć do swoich emocji, granic, zobaczyć siebie w dziecku, a nawet - polubić swoje wady widząc je w dziecku, które skądinąd też zdążyłeś polubić. Bo tak też można.

      To co napisałam chyba kompletnie ma się nijak do pozostałych wypowiedzi. Zupełnie nie rozumiem czemu. I zupełnie mi to nie przeszkadza=) Tak czuję ten wątek.
    • 71tosia Re: Jesli ktos widzi tylko wady 27.10.13, 13:24
      i ciagle krytykowanie dziecka ale tez bezkrytyczne zachwycanie sie nim jest szkodliwe. I jeden i drugi sposob 'produkuje' ososbnika 'nieprzystoswanego' . W pierwszym przypadku ososbe pozbawiana poczucia wartosci w drugim narcyza, skoncetrowanego jedynie na sobie i wlasnych uczuciach.
      No i proces wychowania to nie tylko wplyw rodzicow ale tez srodowiska nie rodzinnego, efekt zalezy tez od predyspozycji genetycznych etc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka