mama_nastolatki1
03.01.14, 23:27
Wiem ze to pytanie brzmi troche dziwnie, ale mam w domu nastolatke (tuz przed matura) i morze klopotow. Nauka praktycznie zero, amibcje zero, szemrane towarzystwo (okradli nas), chlopak z wyrokiem za handel narkotykami, mojemu dziecku tez sie zdarzylo ukrasc. Klopoty zaczely sie na poczatku liceum, wczesniej nie bylo moze idealnie ale calkiem ok. Przy czym nie jest to moje dziecko jest czlowiekiem niezdolny do refleksji nad swoim postepowaniem, doskonale wie gdzie robi bledy a nawet ich zaluje, ale przychodzi 'pokusa' i caly rozum znika, robi nastepna glupote.
Tlumacze sobie ze zycie mojego dziecka nie jest moim zyciem, ze to jej wybory (jest juz dorosla), ze tak naprawde poza rozmowa nie wiele moge pomoc i zrobic, ale chyba nieskutecznie bo jestem klebkiem nerwow. Wiem ze powinnam sie emocjonalnie odizolowac od problemow doroslego (przynajmniej metrykalnie) w koncu dziecka, ale jak?