surmatka
13.06.14, 23:40
Po kilku tygodniach zagłębiania się w forum, rozpoczęcia wątku (forum.gazeta.pl/forum/w,898,151010303,151010303,Klotnie_pomiedzy_ojcem_a_synem.html), który parę rzeczy mi rozjaśnił, zaczęłam przeszukiwać internet i.. wow! chyba ktoś zna mojego męża na wylot, bo znalazłam taki oto opis (ten - wzięty z Wikipedii, inne są bardziej rozbudowane). Oto cytat - charakterystyka osobowości narcystycznej:
- pretensjonalne poczucie własnego znaczenia (np. wyolbrzymianie osiągnięć i talentów, oczekiwanie bycia uznanym za lepszego bez współmiernych osiągnięć) - ooo tak. Mamy oboje artystyczne wykształcenie. Ja na koncie nagrody w zagranicznych konkursach, mój m zrobi byle "g" i gada o tym tygodniami. Tak nakręca innych, że w końcu wierzą, że zrobił coś naprawdę wyjątkowego;
- zaabsorbowanie fantazjami o nieograniczonych sukcesach, władzy, błyskotliwości, pięknie lub idealnej miłości - ciągle słyszę jak to nasza firma będzie się w nieskończoność rozrastać i ile to my kasy nie zarobimy. Rzeczywiście - pracy poświęca sporo czasu i są tego efekty, ale wiecznie jest jakiś króliczek, którego trzeba gonić i w niego inwestować w związku z czym żyjemy przeciętnie, bo: firma jest najważniejsza;
- wiara, że jest się kimś "szczególnym" oraz wyjątkowym i że można być w pełni zrozumianym tylko przez innych "szczególnych" ludzi - taaaa, no na przykład nie przez moją rodzinę, która generalnie jest głupia i słoma im z butów wychodzi. Ale powinni być mili, bo przecież bez niego bym zginęła i lepiej żeby siedzieli cicho
- przekonanie, że powinno się zadawać jedynie z ludźmi czy instytucjami o szczególnym bądź wysokim statusie - noo tak...
- wymaganie nadmiernego podziwu - ojej nie mogę nigdy niczego skrytykować, na szczęście nie umiem trzymać języka za zębami, ale jeśli się coś uda to lepiej żebym to zauważyła;
- poczucie wyjątkowych uprawnień (entitlement), czyli wygórowane oczekiwania co do szczególnie przychylnego traktowania lub automatycznego podporządkowania się przez innych narzucanym im oczekiwaniom - mnie już odpuścił, teraz przerzucił się na syna (10 lat) w kolejce jest jeszcze córka (1,5 roku)
- eksploatowanie innych, czyli wykorzystywanie ich do osiągnięcia swych celów - bezwzględnie. Np. firma, którą prowadzimy jest teoretycznie moją własnością, ale on nią kręci czyli jesteśmy nią bardzo mocno związani;
- brak empatii: niechęć do honorowania lub utożsamiania się z uczuciami i potrzebami innych - dotyczy to mnie i dzieci - zawsze jest coś ważniejszego od naszych potrzeb. Jeśli chcę jechać na wakacje razem to jest to tylko mój kaprys, bo przecież to strata kasy - zawsze jest coś ważniejszego, np. rozwój firmy;
- częsta zazdrość o innych lub przekonanie, że inni są zazdrośni o nas lub zazdroszczą nam- no to chyba akurat się nie zgadza, albo jest głęboko ukryte;
- okazywanie arogancji i wyniosłych zachowań lub postaw. Kropka.
Aha, jeszcze dodam ważny punkt - cokolwiek się nie stanie, wina zawsze jest po czyjejś stronie, aż absurdalnie. Np. m często ma do mnie pretensje, że nie zna angielskiego, bo przecież ja znam go świetnie i przez te 12 powinnam go była nauczyć.
Nie piszę tego bez powodu. Przez jakiś czas było w porządku (albo może tylko mi się wydawało, bo się np. podporządkowałam) do momentu, w którym mój m nie zaczął "wychowywać" syna. Czyli ciągle prawić mu morały, irytować się przy najmniejszej wpadce w szkole, dawać ciągłe kary i szlabany. Myślę sobie - no chłopak potrzebuje ojca, może tak ma być. Na szczęście wyprowadziłyście mnie na prostą. Zlikwidowałam wszystkie szlabany, dałam chłopakowi więcej luzu (oj kosztuje mnie to, nie myślcie), ale widzę, że zaczyna przynosić efekty - przestał być taki krnąbrny, zaczął współpracować. Ale z ojcem nadal mu się nie układa - m obraził się na nas - na mnie za to, że podważam jego autorytet, na syna za to, że śmie się z nim nie zgadzać (często ma rację).
Nie jest dobrze w naszym domu. m dużo pracuje więc jest względny spokój, ale co to za życie? Mój syn ma na dodatek kłopoty z rówieśnikami - przez pewien czas szukałam przyczyn w jego zachowaniu, ale teraz widzę, że potrafią być naprawdę chamscy wobec niego - jest jeden, który elegancko potrafi resztę nastawić przeciwko niemu. Kiedyś mój młody odłączył się wcześniej od jakiejś zabawy i tamten nakłamał, że mój syn coś im tam zabrał i wziął do domu (kłamstwo, wydało się później, ale i tak wszyscy byli na niego cięci). Często go odtrącają w zabawach. Niby ma przyjaciela, ale ten właściwie to nie wie, po której ma być stronie.
I co? Jak żyć? Chciałabym, żeby m odszedł... Ale chyba mi to nie grozi...