mam-problem13
31.10.16, 11:36
Po 15 latach związku, na żądanie partnera rozstajemy się. Partner odmawia terapii rodzinnej. Twierdzi, że już mnie nie kocha . Ze względu na 13 letniego syna nadal mieszkamy w jednym domu dzieląc go między siebie (osobne kuchnie i łazienki).
Piszę tutaj jednak w innej sprawie. Mam/miałam koleżankę/przyjaciółkę, naprawdę wydawało mi się, że bliską mi osobę. Jest ona osobą samotną, rozwiodła się wiele lat temu, od czasu rozwodu nie była w żadnym stałym związku. W tej chwili spotyka się z pewnym Panem, jednak on raczej nie jest zainteresowany zacieśnieniem znajomości. Ze względu na charakter pracy mojego partnera i nieobecność w domu spędzałyśmy z koleżanką sporo czasu razem. Wyjścia na koncerty, spacery, zakupy itp. Po prostu bratnia dusza. Miałyśmy wspólne plany pójścia na podyplomówkę i otworzenia własnej firmy. Koleżanka z moim partnerem nie była w szczególnej zażyłości, po prostu facet koleżanki, z którym się dobrze gada przy winku. W ostatnim czasie dzięki mojej rekomendacji otrzymała pracę w firmie w której ja pracuję, przeszkoliłam ją przekazując zdobywaną samodzielnie przez dwa lata wiedzę.
Tyle tytułem wstępu, gdy rozstałam się z partnerem, oczywiści wypłakałam się jej w rękaw. Usłyszałam, że powinniśmy sobie dać czas. I na tym praktycznie kontakt się urwał. Przez bardzo trudny dla mnie miesiąc z jej inicjatywy spotkałyśmy się tylko raz potem zero kontaktu. Ja próbowałam go nawiązać ale grzecznie wykręciła się brakiem czasu. Natomiast znacznie ożywiły się jej kontakty z moim partnerem. Rozmawiają prze telefon, sms-ują,. Robił dla niej pewne „męskie” prace w domu. (koleżanka ma dwóch dorosłych synów i faceta). Zaprosiła go do domu na kolację i do kina. Wcześniej nigdy u niej nie był nawet ze mną. Umawiali się też na wspólne wyjście. Czuje się z tym fatalnie. Mój partner nie widzi w tym nic złego, twierdzi że ma prawo spotykać się z kim chce, a moje obiekcje uważa za zazdrość. Tak samo twierdzi moja koleżanka. Uważa, że nie robi nic złego. Mnie taka postawa nie mieści się w głowie. I chodzi mi głównie o koleżankę bo to wszystko dziej się z jej inicjatywy. Dla mnie to brak lojalności, empatii , po prostu przyzwoitości. Rozumiem, że ktoś nie chce np. wtrącać się do sprawy rozstającej się pary, ale wtedy ogranicza kontakty z jedną i druga stroną.