differentview
30.04.17, 10:50
Jeszcze raz o przemocy domowej ale tym razem z zupelnie innej perspektywy. Okazuje sie, ze 90% wyrokow za przemoc domowa to wyroki w zawieszeniu. Czyli sprawca moze bic, zastraszac, maltretowac, gwalcic i jest w tym de facto bezkarny. Nie poniesie zadnej kary a majac psychopatyczny rys osobowosci jest wiecej niz pewne, ze bedzie probowal sie zemscic- za to, ze jego partnerka odeszla, ujawnila, skompromitowala go etc. Dodatkowo czesto dysponuje o wiele wiekszymi zasobami finansowymi, ktore umozliwaja zatrudnienie zalosnego adwokacika bez zadnego moralnego kregoslupa, ktory bedzie bredzil, ze sprawca wolal o milosc. Czyli mozna powiedziec, ze kobieta doswiadczajaca przemocy, ktora jest zdeterminowana by sie z tego wyzwolic, odejsc i chronic swoje dzieci jest czesto realnie na straconej pozycji. Tak samo wyroki sadu, ktore nakazuja matce oddawanie swojego dziecka przemocowemu partnerowi bo on ma prawa do kontaktow. Czyli sadu tez nie obchodzi, ze przemocowy partner, ktorego partnerka sie boi ma przez nikogo nie nadzorowany dostep do malego dziecka, ktore bez matki sam na sam z ojcem jest zupelnie bezbronne. Jak myslicie- skad biora sie takie wyroki sadu? Dlaczego organizacje pomagajace kobietom nie sa na tyle silne i rozreklamowane zeby kazda kobieta gdy juz sie zdecyduje odejsc wiedziala gdzie sie udac? Dlaczego te organizacje nie maja kasy zeby zatrudniac dobrych adwokatow, ktorzy wygrywaliby takie procesy a oskarzeni dostawali odpowiednie wyroki?