fidonga
08.05.07, 12:39
Moja rodzina generalnie jest troche pokrecona - stanowia ja: ja, moj maz,
nasza wspolna coreczka Basia (ma 3 lata) i dorastajace corki meza (17 i 18
lat). Generalnie jest ok, choc problemy sa jak w kazdej rodzinie (szczegolnie
z autorytetem ojca, macoszki i dorastajacymi pannicami).Moja Basia od
urodzenia ma rozne problemy zdrowotne, czesto ladujemy w szpitalu. Ja bardzo
sie tym wszystkim martwie, czesto z tego powodu boli mnie brzuch, zle sypiam
no i mamy problemy ze wspolzyciem (po prostu mi jestem w stanie przestac
martwic sie o dziecko). DO tej pory przyznawalam czasem racje mojemu mezowi,
ktory w rozmowach ze mna przekonywal mnie ze przesadzam. ALe...wczoraj
dostalysmy wyniki badan - okazalo sie ze mala jest chora i bedzie przez cale
zycie musiala miec okresowe nieprzyjemne badania (na razie w narkozie ale jak
bedzie wieksza to nie) i musi zachowywac diete, ponadto znajduje sie w grupie
ryzyka zachorowan na raka jelita grubego. Bardzo sie zdenrwowalam, ale reszta
rodziny...spedzila wieczor na ogladaniu telewizji. Podczas prob rozmowy maz
minimalizuje zagrozenie, gdy mowie mu o swoich obawach stwierdza ze
przesadzam. Starsze corki niegdy sie nie interesowaly zdrowiem basi (nigdy
nawet nie dzwonia do mnie gdy jestem z mala w szpitalu), moi rodzice jakby
nie przyjmowali do wiadomosci chorby Basi traktuja ja jak zdrowie dziecko,
gdy chce porozmawiac zmieniaja temat, tesciowa natomiast rozczula sie nad nia
i prawie ja oplakuje...Czuje sie taka samotna...NIe moge spac w nocy,
nachodza mnie natretne mysli czasem zupelnie irracjonalne (ale moge to
powiedziec tylko teraz gdy jest dzien i swieci slonce ). Czuje ze oddalam sie
od meza, zaczynam nienawidzic ludzi i siebie. Kazde rozstanie z basia chocby
na czas mojej pracy to dla mnie katorga (a to tylko 3 godz. w tygodniu),
natomiast nigdy nie bylam tak zadowolona z wyjazdow meza.Choc mam duza
rodzine i wielu przyjaciol to czuje sie samotna i opuszczona