ika997
20.07.07, 22:34
W zasadzie to b. długa historia, spróbuję pokrótce, może mi coś poradzicie.
Jestem dorosła, a ciągle boli mnie brak uwagi ze strony matki, teraz obojga
rodziców.
W dzieciństwie, norma - mały synek mamusi ważniejszy,
Nastolatki - on w domu nie robi NIC, bo to facet w dodatku wyśmiewa, że ja
muszę. Ja, córka gotuję , sprzątam pomagam po prostu w domu, bo "taka rola
kobiety" to słowa matki i ojca. Wielokrotny bunt z mojej strony na tę sytuację
zawsze komentowano " będzie ją głowa bolała", "szaleją hormony", "uspokój
się", "ale o co ci chodzi", "kobiecie w życiu trudniej więc tak musi być" "on
sie musi uczyć" "to kobiece obowiązki"itp.
Brat nie umył szklanki to normalne, ale ja nazywana byłam fleją w takich razach.
Dodatkowo matka krytykowała mnie zawsze, jak coś źle zrobiłam nie pocieszyła
tylko zdołowała, więc nie mówiłam potem nic. w pewnym momencie przestałam
buntować sie.
Teraz jestem mężatką, mieszkam u teściów. Moi rodzice odwiedzają mnie tylko na
zaproszenie, od wielkiej okazji(zapraszam zawsze, ale są wymówki). Ojciec,
który mnie zawsze b. kochał nawet nie wstąpi choć codziennie przejeżdża k.
mojego domu.
Brat nawet wymawia się od większych okazji np. w przeddzień imprezy. Od 6 lat
był u mnie może 5 razy.
Mam wrażenie, że od momentu wyjścia za mąż przestałam istnieć dla nich. Gdy
mówię o problemach (oni nigdy nie pytają o moje sprawy, a o swoich nie
mówią)natychmiast zmieniają temat, przeważnie narzekają na brak pieniędzy.
Najchętniej przestałabym tam jeździć, bo po każdej wizycie jestem chora, ale
tu najciekawsze: są bardzo kulturalni, uśmiechnięci, "wporzo" przy stole
rozmowa o kwiatkach, sporcie i in. pierdołach. Czułabym się winna zrywając ten
kontakt,
bo oni nie mają sobie nic o zarzucenia, uważają że tak powinny wyglądać
relacje. Po kłótni nie ma sprawy, tak jak by nie było.
Mama ostatnio b. mnie zmartwiła, bo mówiłam że szukam telefonu lekarza, miałam
nadzieję że zapyta co się dzieje,poradzi coś, a ona z niecierpliwością, że nie
ma namiaru.Koniec tematu.
Było kilka kłótni przy stole, gdy mówiłam im co mnie boli z przeszłości( nie
wytrzymuję, gdy tata zaczyna z tekstami pt. "baby do garów"), ale moje żale
zawsze lekceważą mówią, że za dużo wina wypiłam, albo, że "za mało wypiłam",
że jestem niewdzięczna, że ich nie szanuję.
Na razie tyle.
Pytanie brzmi jak wyrwać z siebie ten żal o niesprawiedliwość, która ciągle
trwa, bo brata problemy są najważniejsze, "on bardzo ciężko ma, mało ma
pieniędzy i w ogóle..." Gdy całkiem niewinnie bez przytyku powiedziałam że
może pozwolić sobie na kupno b. drogich albumów, bo dopóki jest sam raty 50 zl
mies.
nie odczuje, ojciec prawie się wściekł, zaczął mi udowadniać,że on ma za mało.
A to nieprawda.