Dodaj do ulubionych

Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat?

20.07.07, 22:34
W zasadzie to b. długa historia, spróbuję pokrótce, może mi coś poradzicie.
Jestem dorosła, a ciągle boli mnie brak uwagi ze strony matki, teraz obojga
rodziców.

W dzieciństwie, norma - mały synek mamusi ważniejszy,
Nastolatki - on w domu nie robi NIC, bo to facet w dodatku wyśmiewa, że ja
muszę. Ja, córka gotuję , sprzątam pomagam po prostu w domu, bo "taka rola
kobiety" to słowa matki i ojca. Wielokrotny bunt z mojej strony na tę sytuację
zawsze komentowano " będzie ją głowa bolała", "szaleją hormony", "uspokój
się", "ale o co ci chodzi", "kobiecie w życiu trudniej więc tak musi być" "on
sie musi uczyć" "to kobiece obowiązki"itp.
Brat nie umył szklanki to normalne, ale ja nazywana byłam fleją w takich razach.

Dodatkowo matka krytykowała mnie zawsze, jak coś źle zrobiłam nie pocieszyła
tylko zdołowała, więc nie mówiłam potem nic. w pewnym momencie przestałam
buntować sie.

Teraz jestem mężatką, mieszkam u teściów. Moi rodzice odwiedzają mnie tylko na
zaproszenie, od wielkiej okazji(zapraszam zawsze, ale są wymówki). Ojciec,
który mnie zawsze b. kochał nawet nie wstąpi choć codziennie przejeżdża k.
mojego domu.
Brat nawet wymawia się od większych okazji np. w przeddzień imprezy. Od 6 lat
był u mnie może 5 razy.
Mam wrażenie, że od momentu wyjścia za mąż przestałam istnieć dla nich. Gdy
mówię o problemach (oni nigdy nie pytają o moje sprawy, a o swoich nie
mówią)natychmiast zmieniają temat, przeważnie narzekają na brak pieniędzy.

Najchętniej przestałabym tam jeździć, bo po każdej wizycie jestem chora, ale
tu najciekawsze: są bardzo kulturalni, uśmiechnięci, "wporzo" przy stole
rozmowa o kwiatkach, sporcie i in. pierdołach. Czułabym się winna zrywając ten
kontakt,
bo oni nie mają sobie nic o zarzucenia, uważają że tak powinny wyglądać
relacje. Po kłótni nie ma sprawy, tak jak by nie było.
Mama ostatnio b. mnie zmartwiła, bo mówiłam że szukam telefonu lekarza, miałam
nadzieję że zapyta co się dzieje,poradzi coś, a ona z niecierpliwością, że nie
ma namiaru.Koniec tematu.
Było kilka kłótni przy stole, gdy mówiłam im co mnie boli z przeszłości( nie
wytrzymuję, gdy tata zaczyna z tekstami pt. "baby do garów"), ale moje żale
zawsze lekceważą mówią, że za dużo wina wypiłam, albo, że "za mało wypiłam",
że jestem niewdzięczna, że ich nie szanuję.
Na razie tyle.
Pytanie brzmi jak wyrwać z siebie ten żal o niesprawiedliwość, która ciągle
trwa, bo brata problemy są najważniejsze, "on bardzo ciężko ma, mało ma
pieniędzy i w ogóle..." Gdy całkiem niewinnie bez przytyku powiedziałam że
może pozwolić sobie na kupno b. drogich albumów, bo dopóki jest sam raty 50 zl
mies.
nie odczuje, ojciec prawie się wściekł, zaczął mi udowadniać,że on ma za mało.
A to nieprawda.

Obserwuj wątek
    • uranka Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 21.07.07, 22:23
      czytajac to co piszesz to tak jak bym siebie widziała. Moi rodzice tez cale
      zycie forowali mojego brata. Dla nich to on był najwazniejszy,bo
      chlopak,przedluzal rodowod.O mnie nigdy sie nie martwili,moje problemy ich malo
      interesowaly,Brat mieszkal z rodzicami,matka bawila jego dzieci,ja
      przyjezdzalam tylko na wakacje.I tak zostalo do dzis ,nie wiem dlaczego.zawsze
      staralam się byc dobra corką ,swieta imieniny,potrzeba pojscia do lekarza.Mysle
      teraz ze to wynika z poprzedich ich doswiadczen,z tego jak kiedys matkę
      traktowali rodzice,tez gorzej jak braci,i ona to powiela w swoim zyciu.Kiedys
      to rodzina myslala zeby corkę tylko szybko wydac zamąz ,bo to wstyd stara panne
      miec w domu.Ja to juz przebolalam ,brat tez mnie niezbyt dobrze traktuje,jak
      rywalkę do majatku po rodzicach ,nie jak siostre.Powiem Ci jedno nie daj sie
      ponizac,i nie uwazaj sie za gorsza ,bo jesli sie wpadnie w taki dołek
      psychiczny trudno sobie potem poradzic.pozdrawiam anna
    • ika997 dzięki uranka 23.07.07, 01:47
      Dziękuję, że przeczytałaś,
      wiele z moich koleżanek ma taką samą historię, czasem się żalimy we własnym
      gronie. Mówisz nie daj sie poniżać, ale jak to zrobić kiedy ja nie panuję nad
      tym. Ciągle sie czuje poniżana, a często nie mam pewności czy oni to robią
      naumyślnie w złej wierze czy tak po prostu wychodzi.

      Np. ojciec mnie pyta: mąż przyjedzie po ciebie czy mu sie nie będzie chciało i
      ja mam cię zawieźć? Pytam: a czemu miałoby mu się nie chcieć? O co ci chodzi
      tata? Mam wrażenie, że nie podoba ci sie że wyszłam za niego.

      I następuje wybuch wściekłości, że dopowiadam jakieś bzdury do jego wypowiedzi,
      lecą przekleństwa i przedmioty po stole. Siedzę oniemiała po czym z trudem
      opanowuję płacz.Uspokoił sie i przyniósł mi poczęstunek na talerzu jakby sie nic
      nie wydarzyło, a ja potem ryczałam jak głupia jak wyszłam.

      Po zaprosinach moich na imieniny itp., zawsze robią imprezę na zasadzie
      rewizyty, dla teściów moich również, choć mam odczucie, że robią to dla zasady,
      że gościli w ich domu, a nie z przyjemnością, bo uważają się za "klasę wyższą".
      Upokarza mnie, że jest milczenie przy stole i wymuszone uśmiechy, a przecież nie
      powiem "nie zapraszajcie". Ostentacyjnie pokazują jak dziwne wg nich, że mój mąż
      nie je niektórych potraw.

      Upokarza mnie, że gdy komunikuję co mnie zabolało lekceważą to, albo odwracają
      kota ogonem. Ostatnio brat na GG zapytał męża "i co przeszło już jej?"(po
      ostatniej wymianie zdań)jakbym miała atak histerii, a nie wyraziła poglądy przy
      stole. Udaliśmy że nie widzimy tego zdania na GG.
      Ile można zachowywać pozory? Nie mam siły na to, nic do nich nie dociera, z ich
      strony wszystko jest w porządku, tak powinno być.




      • iwucha Re: dzięki uranka 23.07.07, 10:21
        Nie próbuj ich zmieniać, dyskutować, okazywać swój ból wierząc, że oni nagle
        staną się na niego wrażliwi. Skoro nie byli przez te wszystkie lata, to nie będą
        i teraz. Do nich nic nie dotrze. Wykonujesz niepotrzebnie taką przysłowiową
        "syzyfową pracę" - bardzo frustrującą dla Ciebie, oczekując cudu i zmiany. To
        starzy ludzie z zakorzenionymi chorymi schematami myślowymi, pozbawieni
        refleksji. Nie zmienią się. Staraj się chronić siebie przed nimi - przede
        wszystkim pracować nad własną samooceną, której nie powinnaś uzależniać od tego,
        co mówią rodzice i brat, i jak postępują w stosunku do Ciebie. Tego nie da się
        zrobić ot, tak, pstryk - zmieniam nastawienie i sposób myślenia w jednej chwili.
        Zacznij od przyjęcia do wiadomości (co wcale nie jest proste), że oni są już
        tacy, nie zmienią się, nie zmieni się Twoja przeszłość, być może nigdy Cię za
        nią nie przeproszą bo przecież nie mają sobie nic do zarzucenia. Pozostaje Ci ją
        opłakać, pochować symbolicznie w sercu i sprobować zrozumieć - a to wcale
        niełatwe i wymaga czasu. Ale realne i potrzebne. Ty musisz się zmieniać,
        "obrastać w siłę", dostrzegać swoje mocne strony i uczyć się asertywności.
        Otaczać się życzliwymi ludźmi, być może znaleźć namiastkę takich "zastępczych
        rodziców" w rodzicach swoich znajomych, sąsiadce z naprzeciwka, dalekiej
        krewnej. Myślę, że terapia bardzo by Ci pomogła w tym całym trudnym procesie. Na
        końcu jawi się całkiem inna jakość życia i "jasna droga" - jeśli zdecydujesz się
        na ten wysiłek. A dobry terapeuta to taki dobry przewodnik na tej drodze ku
        uzdrowieniu. Od Ciebie zależy tak naprawdę, czy dalsze życie będzie dla Ciebie
        jedną wielką frustracją czy "oswoisz te demony przeszłości i teraźniejszości" i
        nie dasz im dalej decydować o swoim życiu i stanie ducha...
        • uranka Re: dzięki uranka 23.07.07, 17:10
          Wiesz ja też w dzieciństwie musiałam wszystko w domu robić ,sprzątac,myć
          gary.Brat za to sie bawil z kolegami .To jemu kupili rower ,to on jeżdzil na
          wakacje,kolonie.ja siedziałam w domu.Nikt sie mną specjalnie nie
          interesował,dobrze się uczyłam,to sie mna nie zajmowali.Jak wyszłam za maż to
          przez jakis czas mieszkałam z rodzicami i to była gehenna.Wtącali siedo
          wszystkiego,mieli mnie za głupią.Jak się wyprowadziłam to dopiero odżyłam
          psychicznie.I powiem Przestałam się przejmować ich gadaniem.Ich juz sie nie
          zmieni.To starsi ludzie,wychowani w innej epoce,zimni,Myśl przedewszystkim o
          sobie by tobie się dobrze układało zycie w małzenstwie.Nie musisz wcale
          imprezować z nimi jak są tylko kłotnie.Ja przestałam urzadzac imprezy
          imieninowe,spęd dla rodziny ,ktora sie nie szanuje.Ktoregos razu oznajmiłam ze
          jade z dziećmi na wycieczkę,i spędziłam mily dzien,bez narzekań.Rodzicom
          skladam zyczenia imieninowe,ale dzien po imprezie.I bardzo dobrze sie z tym
          czuje.Czasem zazdroszczę tylko innym,ze ich rodziny są tak przyjaznie do siebie
          nastawione,ze się szanują,pomagają sobie .U nas od pokoleń wieje chłodem.Ja
          otaczam się zupelnie innymi ludzmi.działam w stowarzyszeniu na rzecz pomocy
          dzieciom,młodziezy i osob starszych.Jestem pogodna usmiechnięta,mam w sobie
          wiele zyczliwości dla ludzi.Lubia mnie sąsiedzi .Swoje dzieci staram sie
          wychowywać w duchu przyjażni i miłości do drugiego człowieka.Ojciec moj juz do
          mnie nie pyskuje.Kiedys powiedziałam mu ,że nie jestem gorsza od brata,ze
          jestem dorosłą osobą i nie zycze sobie by mnie tak traktował.Mama tez chciała
          żadzic w moim małżeństwie.Robiła mi awantury ,ze nie poszłam w niedzielę do
          kościoła.Oni z ojcem chodzili,i jakie nauki czerpali z tego.Tak ze głowa do
          gory trzymaj sie,.
          • iwucha Re: dzięki uranka 23.07.07, 17:23
            Weź przykład z uranki! Zmienia sie ona = zmienia sie chory system.
    • kakuba Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 23.07.07, 12:49
      Ja też myślę, że nie masz wiekszych szans na zmianę zachowania rodziców
      oni też tak byli wychowani
      dla nich to jest 'normalne' a każde odstępstwo od tej normy uważają
      za 'dziwactwo'
      - to takie wiejsko-robotnicze tradycyjne podglądy (tzn kobieta na wsi sama
      sobie nie poradzi z gospodarką, wiec jest mniej 'ważna')
      - ugruntowane jest to nawet w tradycji koscioła katolickiego (kobieta ma być
      posłuszna mężowi i spełniać 'obowiazki małżeńskie'...a mąż jedynie ma nie pić
      nadmiernie !)
      - tak samo z przemocą w rodzinie: "jak mąż nie przyłoży żonie solinie
      przynajmniej raz na tydzień to porządku w domu nie utrzyma".. czy jakoś tak..
      - w tradycji krajow anglojezycznych rola kobiety była umniejszana do tego
      stopnia że małżeństwa przedstawiano: Mr and Mrs Adam Smith (czyli Państwo Adam
      i Adamowa Smith... hihihi... kobiecie odbierano nawet imię :-P )

      jeśli kontakty z rodziną Cię ranią to je ogranicz.

      Widzę, że masz oparcie w meżu i to jest najważniejsze. Jeżeli Twój mąż Cię
      docenia, szanuje i dobrze się dogadujecie - to może on mógłby ewentualnie tutaj
      coś zdziałać. Jako przedstawiciel tej niby 'ważniejszej' płci może Cię w
      obecności teściów chwalić, mówić jaki jest dumny z Ciebie, ze coś osiagnełaś,
      jakie ważne dla niego jest to co robisz, że jesteś dla niego wsparciem i
      partnerem... może słowa Twojego męża z czasem bardziej trafią do Twojej rodziny?

      To co możesz zrobić w tym przypadku to nie przekazywać takiego wzorca swoim
      dzieciom :-)
    • kakuba Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 23.07.07, 13:07
      a właśnie mi sie przypomniała taka sytuacja:

      byłam wtedy w ciaży z przykazaniem od lekarza, żeby leżeć i wstawiać wyłącznie
      do łazienki (groził mi przedwczesny poród)

      po południu teść był akurat u nas, pomagał meżowi przy remoncie
      kilka razy sie pytałam czy zrobić im cos do picia, nie byli zainteresowani, ok
      po jakis 2 godzinach teść wychyla sie z pokoju i woła "Zrób mi herbatę!"

      żebyscie widzieli jaką jazdę zrobiłam na to hasło!
      obraziłam sie na teścia na dobre 2 miesiace, a on mnie potem kilkakrotnie
      przepraszał

      jedno małe słowo "zrób mi..." wkurzyło mnie na maxa!
      tylko dlatego, że nie powiedział "poproszę", " czy mogłabyś" czy jakkolwiek
      inaczej ująć to jako prośbę a nie rozkaz

      prawdę mówiac od tego czasu nigdy wiecej teść nie odniósł sie juz do mnie w
      taki sposób!
      a wiem dobrze, że w taki sposób nadal traktuje i swoją żonę i córkę
      cóż.. ze mną łatwo nie ma! ;-))))

      tyle, ze ja byłam wychowana w atmosferze szacunku do drugiego człowieka, bez
      wzgledu na płeć i nie wyobrażam sobie takiego traktowania! no i w ciaży
      byłam...hihihi... hormonki czasami górą były ;-)
    • rogalowa-1 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 29.07.07, 21:27
      Mam też taki problem ale zawsze wstydziłam się o tym mówić. Moja mama całe
      dzieciństwo mnie poniżała wyzywała do prac domowych tylko JA brat w domu był
      królem w pełni znaczenia tego słowa. Teraz miezskam 300 km. od niej mam swoją
      rodzinę dwoje dzieci i z mamą prawie żadnego kontaktu. Gdy zawiozłam do niej
      dziecko (3m-ce) nawet nie wzięła na ręce. Przyjechała na chrzciny nie dotknęła
      mojego dziecka tylko zajmowała się córką brata bo to jest jej wnusia. Gdy
      dzwonię nie ma czasu ze mną rozmawiać bo ogląda film albo coś podobnego. Nigdy
      naprawdę nigdy nie powiedziała że mnie kocha mam nawet wrażenie że jest zła za
      to że jestem.
      • ika997 Re: rogalowa 30.07.07, 02:20
        Mówisz"... jest zła za to że jestem", wiesz uśmiechnęłam się ze smutkiem
        czytając to, bo ja tak samo. Moja mama rodzac mnie wiele zdrowia straciła,
        czasem miałam myśli że nie kocha mnie przez to, że niecierpliwi ją fakt mojej
        obecności na świecie, że myśli gdybym jej nie rodziła to.... Później, w wieku
        kilkunastu lat chorowałam na padaczke, musieli jeździc po lekarzach i też
        myślałam że ma mnie dosyć, że jestem ciężarem. Wiele jest w Polsce takich kobiet
        jak my chyba. Ośmielę się stwierdzić że wszystkie siostry SYNECZKÓW mają ten
        problem.
        • rogalowa-1 Re: ika997 30.07.07, 17:14
          Wydaje mi sie że pogodziłam się z tą sytuacją. Najbardziej jest mi szkoda moich
          dzieci bo nie mają żadnej babci mama jak wcześniej napisałam a teściowa widzi
          tylko dzieci swojej córki. Czy moje dzieci nie zasługują na miłość babci?
    • forestka1 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 30.07.07, 15:13
      Witam,
      Przeczytałam Twoj post i to tak jakbym czytała o sobie.
      Az mi sie płakać chce jak czytam takie posty.Mialam dzis właśnie napisać o sobie
      ale przeczytałam Twój więc odpowiadam.W sumie to sama chciałabym usłyszeć rady
      od Was bo tak naprawdę sytuacja jest dla mnie trudna do zniesienia.

      Od zawsze pamietam że brat (jest rok ode mnie młodszy)był kochany ja nigdy.
      Moi rodzice rozwiedli sie jak miałam 13 lat (mam 33 lata). Bardzo to przezyłam
      bo byłam ta Tatusia a brat mamy. Było mi ciężko bo zamieszkałam z mama , dlatego
      poszłam do liceum z internatem a potem studia i akademik. I całe szczęście bo
      odizolowałam sie od tych tekstów, spojrzeńi tej nienawiści chyba.
      Po studiach praca.
      Mam 2,5 letniego synka, którego kocham całym sercem, i nie wiem jak mozna nie
      kochać właśnego dziecka. Sama całe zycie tak się czuję, jak piate koło u wozu.
      Mam wspaniałego faceta, ojca mojego dziecka, który jest za granicą.

      Jak już wspomniałam byłam zawsze ta gorsza.
      A brat ma żonę i to właśnie ona jest super, ona po ślubie co mogła to od mojej
      matki wyniosła, bo nic nie miała.Wzięła prawie wszystko, cwana jest na swój
      sposób tak jak mój brat.
      Brat ma córkę (3,5roku), ja syna(2,5roku).


      A teraz do rzeczy:
      od pół roku zauważyłam ,że wnuki mojej matki są różnie traktowane.
      Wnusia dla babci jest królową-jej. A do mojego dziecka mówi gó..arz, on,
      bezosobowo.....ostatnio h.. w podtekscie .Mieszkam od swojej matki 30km. I kiedy
      padło to niecenzuralne słowo przez telefon powiedziałam jej że w o góle do niej
      nie będe przyjęzdzać bo przegięła. Zaczeła jak zwykle odwracać kota ogonem, że
      nie tak myslała.itd.
      I wiecie co dobrze mi z tym że jej to wreszcie powiedziałam i że nie muszę tam
      jeżdzić, bo nie chcę.Było mi jej żal bo ja w przeciwieństwie do niej nie lubię
      ludziom krzywd wyrządzać.Ale teraz czuję sie z tym swietnie.A moje dziecko nie
      musi wcale jej znać.Bo i poco.
      Moze ze dwa razy wzięła go na rece, wnusię sciska, całuje, przytula.

      Potwierdzcie mi że dobrze myśle,
      po co mi taka matka i babka dla mojego syna.
      Dodam że jest to osoba na stanowisku, robi wiele na pokaz, bo tak wypada, ale
      wiele krzywd od niej doznałam.
      Przeprawszam że tak długo ale się troszkę wygadałam.
      • ika997 Re:forestka1 01.08.07, 01:57
        Forestka dzięki za odpowiedź, mysle, że jeszcze niejedna babka tu sie wypowie w
        podobnym klimacie. Ja nie mam dzieci, ale taki stosunek do wnuków miała moja
        babcia - matka ojca. Kuzyni, dzieci jej córki niecierpliwili ją i nie chciała
        mieć wiele z nimi wspólnego choć odwiedzali ją rzadko nie cieszyła się,miała
        uwagi do wychowania, w ogóle zięć byl do niczego, w pewnym momencie przestał w
        ogóle przyjeżdżać nie wiem do dziś co sie wydarzyło w rodzinie ale była jakaś
        scysja między nimi.
    • ika997 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 05.08.07, 18:52
      podbijam temat, może p. Agnieszka coś doradzi...
      • sweetann5 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 08.08.07, 11:06
        Dziewczyny podziwiam Was, że jesteście wspaniałymi kobietami,
        ogromnie kochacie swoje dzieci i stworzyłyście fajne związki ze
        swoimi mężczyznami! Moim zdaniem przeszłyście naprawdę ciężkie
        chwile jako dzieci. Dobrze, że to za Wami (przynajmniej w większości
        nie mieszkacie z rodzicami); Życzę powodzenia i cierpliwości do
        Waszych rodziców i braci. Trzymajcie sie ciepło!!
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 12.08.07, 20:44
        Z wszystkich wypowiedzi w tym wątku wyzierają trudne doświadczenia z
        dzieciństwa. Bez względu na to, ile w tym jest realności, a ile
        subiektywnych uczuć, relacje z rodzicami nie zaspokoiły potrzeb
        Was, jako dzieci. Ale to jest przeszłość. Dziś, każda z Pań jest
        dorosłą osobą i jak widać, niezależną od rodziców. To jest ważny
        moment. Możecie relacje z rodzicami układać tak jak Wam jest
        wygodnie i jakie są Wasze potrzeby. To Wy o tym decydujecie. Jeśli
        trudno je podtrzymywać, bez przeżywania przykrości, lepiej je
        ograniczyć. Na braki z dzieciństawa nic się już nie poradzi, czasu
        nie da sie cofnąć. Można te braki rekompensować w dobrych,
        aktualnych relacjach. Nie namawiam do zrywania kontaktów z
        rodzicami, ale jeśli są tak eksploatujące to lepiej je ograniczyć.
        Nie da się wpłynąć na uczucia rodziców ani teraz ani w przeszłości.
        Tak się rozłożyły i już. Trochę w tym co Panie piszecie, widać
        pokłosie patriarchalnych stosunków rodzinnych, gdzie cenniejszy jest
        potomek męski, ale już dziś nic się nie da z tym zrobić. Pamiętając
        to doświadczenie, traktujcie inaczej swoje dzieci. Powodzenia.
        Agnieszka Iwaszkiewicz
        • luka76 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 12.08.07, 23:07
          Ja tez bylam ta "druga" po bracie w rodzinie pomimo ze jestem od niego piec lat
          mlodsza. Matka zawsze go wyrozniala - a teraz wam powiem jak jest jak sie
          zestarzala :Braciszek ma ja po prostu w dupie - do tego stopnai ze nawet jej ze
          szpitala nie przywiozl itd itd okazalo sie ze ta zawsze na "koncu" coreczka jest
          podpora na starosc - i co wy na to? poczekajcie zobaczycie jak bedzie u was.
          Podrawiam
          • ika997 Re: luka 13.08.07, 00:55
            No to nic nowego luka, moja matka przygarnęła pod swój dach babcię, gdyż jej
            synkowie, bracia matki mieli w dupie, że dostała wylewu, ma 80 lat i nie da rady
            żyć sama na poddaszu kamienicy, nosząc węgiel 3 piętra. Umyli rączki. Pomimo
            tego doświadczenia, babcia do końca życia czekała na ich wizyty jak na zbawienie
            i usprawiedliwiała ich postępki.

            Niestety gorzkie te doświadczenia, a także wcześniejsze z dzieciństwa nie
            nauczyły niczego mojej matki, która wychowała mojego brata na egoistę, któremu
            wszystko sie należy i uważam, obym nie miała racji, że postąpi równie nikczemnie
            jak jego wujkowie gdy przyjdzie do sytuacji opieki nad rodzicami.

            Moja koleżanka powiedziała mi te słowa: "córki są dobre jak trzeba w domu
            robić, a potem na starość tyłki podcierać". Gorzka prawda, nie muszę chyba
            dodawać, że ma brata, który miał gdzieś rodziców w starości.
            • ika997 Re: luka 14.08.07, 00:33
              A najbardziej gorzkie w tym wszystkim jest, że my najgorzej wychodzimy do końca, bo:
              1. Matka i tak do śmierci kocha bardziej syna, idealizuje go i NIE WIDZI, że
              jest chamem, nie udaje, że nie widzi, a naprawdę NIE WIDZI .
              2. Syn nie widzi problemu, ma sumienie spokojne.
              3. Syn nie musi pomagać rodzicom w chorobie (nie muszę chyba tłumaczyć jak
              ciężkie to zajęcie) wobec czego ma ręce czyste i dużo czasu.
              • ika997 Re: luka 14.08.07, 00:39
                I jeszcze jedno, nawet jeśli udaje się nam budować swoje życie i wyzwolić z
                kieratu domu rodzinnego, układów patriarchalnych i toksycznego wpływu rodziców,
                to po latach wraca to wszystko jak bumerang właśnie w chwili ich choroby, śmierci.

                Jedynym wyjściem byłaby chyba stanowcza odmowa pomocy im, np. dom starców, ale
                wtedy nasze sumienia by nas gryzły więc dajemy się wrabiać w brudną robotę.
                • arwen8 Re: luka 19.08.07, 14:36
                  ika997 napisała:

                  > I jeszcze jedno, nawet jeśli udaje się nam budować swoje życie i
                  > wyzwolić z kieratu domu rodzinnego, układów patriarchalnych i
                  > toksycznego wpływu rodziców, to po latach wraca to wszystko jak
                  > bumerang właśnie w chwili ich choroby, śmierci.

                  Nieprawda. "Wraca to wszystko" tylko w tym przypadku, kiedy wciąż
                  jesteśmy (nieświadomie?) emocjonalnie uzależnieni od toksycznych
                  więzi i swojego dziecięcego lęku przed domniemaną "karą".

                  > Jedynym wyjściem byłaby chyba stanowcza odmowa pomocy im, np. dom
                  > starców, ale wtedy nasze sumienia by nas gryzły więc dajemy się
                  > wrabiać w brudną robotę.

                  Sumienie przestaje "gryźć", gdy w pełni rozumiemy krzywdę, którą nam
                  wyrządzono, gdy odczuwamy żal i należne współczucie dla siebie, gdy
                  pozbywamy się lęku przed domniemanym gniewem i karą rodziców, gdy
                  zaczynamy dbać o siebie i życie w zgodzie z naszymi prawdziwymi
                  uczuciami, gdy wreszcie przestajemy okłamywać siebie.

                  Jeśli wiesz, że postępujesz słusznie, w zgodzie ze sobą (a nie
                  oczekiwaniami i wymaganiami innych), to nie będziesz odczuwać
                  wyrzutów sumienia.
                  • ika997 Re:Arwen 20.08.07, 15:39
                    Arwen, a co z tego, że mam współczucie dla siebie, świadomość krzywdy, nie
                    zależy mi na opinii rodziców, jeśli: rozsądek podpowiada "nie pomagaj oni nie
                    zasłużyli", a serce mówi: "to twoi rodzice byłoby straszne żeby ich zostawić bez
                    pomocy w takich chwilach". Gdzie tu wtedy miejsce na moralność i postępowanie
                    szlachetne jeśli chce się odciąć?

                    Synowie są zwykle wtedy w zgodzie z sumieniem postępując niemoralnie, tak jak
                    moi wujkowie, co sprawia że są w lepszej sytuacji.

                    Co lepsze? Bo jeśli nie jest się egoistą to tak jak powiedziałam jest się
                    przegranym w tej sprawie więc albo chamskie egoistyczne podejście i spokój
                    ducha, brak zobowiązań, albo do końca postawa moralna w porządku,ale zap...ol.
    • trusia29 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 19.08.07, 14:06
      Dziewczyny, ja też czuję, że mój brat jest i był faworyzowany,
      chociaz w nieco inny sposób. Nie dotyczyło to prania, sprzątania czy
      tego typu obowiązków. Ja zawsze byłam samodzielna, wygadana,
      radzilam sobie w zyciu, mialam wieu znajomych. Skończylam dwa
      kierunki studiów (żeby zapłacic za drugi kierunek musiałam podjac
      prace - studiowałam dziennie, pracowalam popołudniami w weekendy
      studia zaoczne), mam dobra pracę, mieszkanie, samochód itd. Mój brat
      za to, chociaz nie byl mniej zdolny ode mnie, do liceum chodzil 5
      lat, skończył je ale bez matury. Jak przynosiłam slabsza obenę,
      matka kręcila nosem, jak on w ogóle zdal do nastepnej klasy do
      cieszyla się jak dziecko i zaraz dostawal prezent. Caly czas
      dostawał dofinansowanie od dziadków- rodziców ojca (mój tata nie
      zyje) a mama, mimo ze było jej bardzo cięzko samej z dwojgiem
      dorastajacych dzieci - starała sie spelniac wszystkie jego
      zachcianki (np. chodzil w "firmowych" butach i dzinsach, ja moglam o
      tym tylko pomarzyć). Ja nie umialam i nie umiem wyciagac od nikogo
      pieniędzy, on jest w tym mistrzem. I tak jest do tej pory. Pracuje,
      ożenił się (jego zona jest z charakteru podobna do niego), dziecko
      praktycznie od 5 lat wychowuje im moja matka, momo, że ona pracuje a
      bratowa nie. Wiecznie ciagna kase od mojej mamy (a to bierze im
      kredyt na auto, a to doklada do wnuczki idt.). Nie chodzi mi o te
      kasę, zarabiam dobrze, podobnie jak i moj mąż i nie oczekuje nic od
      matki, chodzi po prostu o zainteresowanie ze strony rodziny. Mój
      brat dzwoni do mnie tylko jak chce pozyczyc kasy albo ida na wesele
      i bratowa uparzyła sobie moja kieckę czy buty. Jestem mężatka po raz
      drugi. Na drugie wesele mój brat przyjechal nawet bez kwiatka, nie
      mówiąc już o prezencie. Matka owszem, utrzymuje ze mną kontakt,
      kocham ja i wiem że i ona mnie kocha, ale nigdy nie zwrócia uwagi
      mojemu bratu, że zle się do mnie odnosi, zawsze go broni, wymysla
      tysiace tłumaczeń. O to mam wielki żal.
    • brak.polskich.liter Metoda malych krokow 20.08.07, 16:27
      Wiesz co? Sama siebie traktujesz bez odrobiny szacunku (pozwalasz sie obrazac i
      lekcewazyc, jeszcze wracasz po dodatkowe porcje kopow) i dziwisz sie, ze inni
      tez Cie nie szanuja? No proszszsz...

      Na poczatek proponuje ograniczyc kontakty z rodzicami. Zauwaz, ze miedzy
      calkowitym ich zerwaniem (czego sobie nie zyczysz) a regularnym fundowaniem
      sobie czegos, co Cie rozwala psychicznie, jest przepasc.
      W kontaktach polecam metode behawioralna, jest naprawde prosta w zastosowaniu i
      skuteczna. Przyklad: rodzice gadaja o bracie i o tym, jak mu ciezko - zmieniasz
      temat, mowisz, ze Cie to kompletnie nie interesuje. W przypadku niezastosowania
      sie - wychodzisz ewentualnie odkladasz sluchawke.
      Ktos pozwala sobie na chamskie uwagi pod Twoim adresem - informujesz, ze Cie
      obraza i wychodzisz.
      Do pokochania nikogo nie zmusisz (rodzicow tez nie), do sensownego traktowania -
      owszem, mozesz. Jasna informacja ma plynac - albo bedziecie traktowac mnie
      uprzejmie i z szacunkiem, albo nie bedziemy sie widywac. Tylko, ze zeby podac
      taka informacje wiarygodnie, sama musisz byc psychicznie gotowa na ewentualnosc
      zamrozenia kontaktow z rodzicami. A gotowa na to nie jestes. Moze wizyta u
      dobrego psychologa bylaby niezlym rozwiazaniem?

      Stan, kobieto, przed lustrem i powtarzaj. Mam beznadziejnych starych. Oni sie
      nie zmienia. Powtorz to sobie tak ze 100 razy. Bo to jest prawda. Twoi rodzice
      sie nie zmienia. I tlumaczac im cierpliwie, co Cie boli, etc, tylko robisz sobie
      kuku, bo rozkrecasz sobie niefajne wspomnienia, a oni i tak maja to gdzies.

      Zmien oczekiwania. Masz caly czas nadzieje, ze rodzice Cie docenia, zainteresuja
      sie Toba, okaza chociaz cien uczucia. Tymczasem nie ma na to szans. Twoi rodzice
      Cie krzywdza. Lekcewaza. Olewaja Twoje potrzeby. Nie licza sie z Toba. Maja Cie
      gdzies. Faworyzuja Twojego brata. I to sie nie zmieni. Jesli cos sie zmieni, to
      na gorsze, jasne?

      Dopiero przyjawszy powyzsze na klate, masz szanse na ulozenie sobie z nimi
      sensownej relacji (o ile w ogole bedziesz tym jeszcze zainteresowana).

    • baska121 Re: Czemu jestem ciągle mniej ważna niż brat? 26.08.07, 15:35
      Czytam i łzy mi pociekły .Ja mialam wspaniała mame i ojca .Nie wyrozniali nas
      ale moze kochali inaczej .Bracia robili rowno z nami i nie bylo podzialu babskie
      czy meskie .Dlatego moi bracia sa dobrymi meżami bo umieją pomagac swoim zonom
      .Sama mam dzieci już dorosle i w głowie sie nie mieści takie traktowanie .Znam
      mlodą meżatke z dziecmi ,ktora ma podobną sytuacje z siostra .Jej siostra zawsze
      jest wyrożniana a ta dolowana .Nie ma tez żadnej pomocy ze strony mamy nawet po
      porodzie cc.Zrobiłam wiec tak .Zaczelam jej pomagaćw miare mozliwości .Bylam po
      porodzie pomagalam przy dzieciach .Zostawalam z dziećmi zeby oni mogli gdzies
      wyjsc .Jej matka widzac to zmieniła sie bo jak to obca osoba i tak
      bezinteresownie pomaga .Pomaga jej teraz wiecej ale nie zmienila swoich
      krytycznych uwag pod jej adresem bardzo dokuczliwych i bolących .Dlatego
      poradzilam jej ograniczyc kontakty bo po co ma sie stresowac .Są takie matki
      jakby pozbawione instynktu macierzynskiego .Z tego co wiem to matka sie nia nie
      opiekowala tylko babcia i może to jest przyczyna .Poza tym ona robi uwagi przy
      ojcu jakby chciala ja zdołowac .Moze zazdrosna bo ojciec jest inny .Tobie też
      radze ograniczyc kontakty .Zresztą otrzymalaś tu wiele cennych rad .Nie daj sie
      .Trzymaj sie cieplutko .
      • ika997 Re: Czy jestem przewrażliwiona?? 29.08.07, 12:12
        Powiedzcie mi czy to normalne; ostatnio matka spytała czy nie myślimy o dziecku,
        ja że owszem, ale nie wychodzi od pół roku. Mama na to: a nie myślicie o
        adopcji? Bo jest się wiekiem ograniczonym, można tylko do 45 lat adoptować(mam
        30). Zdołowało mnie to. I tak myślę czy są podstawy żeby się czepiać.
        • ika997 Re: Czy jestem przewrażliwiona?? 29.09.07, 15:42
          podbijam
          • twoj_aniol_stroz Re: Czy jestem przewrażliwiona?? 29.09.07, 16:08
            Tak jakbym czytała o swoich relacja z rodzicami i bratem. I nie jest
            tak jak pisze pani ekspert, że teraz możemy wpływać na nasze
            stosunki bo jesteśmy dorosłe.
            To nieprawda, zwłaszcza w sytuacjach podbramkowych, np. szpital,
            jestem po operacji, rodzice owszem przyjeżdżają, ale brat nawet nie
            zadzwonił jak się czuję. Kiedy o tym wspomniałam mamie
            usłyszałam: "Przecież wiesz, że jest zapracowany, ma małe dziecko!"
            No fakt, telefon komplikuje czlowiekowi życie i wytrąca z rytmu.
            Tydzień to przecież chwila. Wcale nie oczekiwałam go w szpitalu, bo
            faktycznie ma małe dziecko, a szpital to siedlisko bakterii, ale
            przez telefon one się nie roznoszą.
            Wiesz, ja staram się sobie wkładać do głowy, że po prostu muszę żyć
            tak, jakby ich nie było, ale to nie takie łatwe. Czasem jednak ich
            widuję i nie jest łatwo, poza tym moi rodzice są jednocześnie
            dziadkami moich dzieci i nie chcę im ograniczać kontaktu z babcią i
            dziadkiem.
            Oj niełatwe to, nie łatwe.
            • ika997 Re: Czy jestem przewrażliwiona?? 29.09.07, 18:30
              Wielkie dzięki za odpowiedzi. Wiem, że mój stale nawracający wątek może być
              nudny, ale czuję że ma dla mnie wartość terapeutyczną i dziękuję za każdy post.
              • miecka29 Re: Czy jestem przewrażliwiona?? 29.09.07, 20:36
                A ja moze od drugiej strony, to ja zawsze bylam ukochana coreczka
                mamusi, dobrze sie uczylam, a moj bart nie, bylam zaradna a moj brat
                nie, i teraz jak czytam te posty widze jak musial czuc sie moj brat
                wachowujac sie w cieniu swojej "super" siostry, ja coprawda nigdy
                nie traktowalam brata zle i zawsze chetnie mu pomagam ale wiem ze
                byly ostre spiecia miedzy nasza mama a bratem, na szczescie moja
                mama sie polapala ze popelnila wiele bledow wychowawczych wzgledem
                brata, teraz probuje mu to wynagrodzic, rzecz w tym ze pewnych
                rzeczy nie da sie odwrocic, inaczej postrzega sie swiat majac 10 lat
                a inaczej majac 25.......musze sie jednak zgodzic ze wiekszosc
                przypadkow zlego traktowania corki w domu sa stereotypy wyniesione z
                domu, matki powielaja zachowania swoich matek, jedyna rada na to
                jest przerwanie tego lancucha i wychowanie naszych dzieci w innych
                zasadach, bardziej liberalnych, obawiam sie ze zale z przeszlosci i
                ich uswaidamianie ludziom ktorzy i tak nie widzy bledu jest droga do
                nikad, kiedys przeczatalam bardzo madre slowa: nie wymagajmy od
                ludzi zeby dali nam cos czego poprostu nie maja, i mysle ze wlasnie
                tak jest w przypadku Twoich rodzicow, oni nie dadza Ci wiecej ciepla
                i zrozumienia, bo go poprostu nie maja dla Ciebie.........taka walka
                z wiatrakami, jedynym chyba wyjsciem z tej sytuacji jest zyc swoim
                zyciem, i udowodnienie przedewszystkim sobie ze mozna zyc inaczej
                niz oni.......boli zawsze ale z czasem przychodzi zapomnienie,
                wychowaj swoje dzieci inaczej i to bedzie Twoj sukces, Twoja wygrana
                nad rodzicami i bratem.....

                Pozdrawiam goraco:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka