Dodaj do ulubionych

jestem kłebkiem nerwów

09.09.07, 13:33
Witam! Odważyłam się opisac mój problem co nie przyszło mi łatwo. Własciwie zawsze byłam nerwusem, ale stałam się jeszcze większym jak urodziłam córkę. Jeszcze jak mieszkałam z rodzicami to było w miarę, mama mi pomagała przy dziecku i nie mieszkał z nami mąż. Musieliśmy wtedy sprzedać małą garsonierę i zanim kupiliśmy cos większego przez 3mies. mieszkałam u moich rodziców a mąż osobno.
Potem wprowadzilismy się do mieszkania i zaczęły się nerwy. Ogólnie zrobiłam się nerwowa przez ciągły lęk o małą. do tego cały czas miałam wrażenie, ze mąż za mało mi pomaga, własciwie ja byłam zawsze od wstawania w nocy, od panowanie nad wszystkim. Rozmawialiśmy na ten temat milion razy, ale skutek była krótkoterminowy, działało to na chwilkę a potem znów to samo. ON śpi w nocy to nie słyszy jak mała płacze, ja ZAWSZE musze słyszeć. Teraz dziecko ma już ponad 2 lata, znalazłam dobrą pracę, mała poszłą do żłobka. Po tyg. chora. Nocki mam nieprzespane, dodatkowo zrobiął się niespokojna, gada w nocy, chlipie, co chwilkę ganiam do niej, uspakajac ją, a mąż sie nie ruszy, bo nie słyszy.
Poza tym zupełnie nie moge się z mężem ogadać, tłumazcyłąm mu też już tyle razy żeby nie dawał małej cukierów przed obiadem, a on dalej to samo. Nie ma mnie napycha ją cukeirkami, ja potem stoję przy garach, robie jej obiadek a ona nie chce jeść, bo zapchana cukierkami. W kółko te same kłotnie i problemy. Przerabiam je wiecznie z mężem a do neigo jak grochem o ścianę. Jest coraz gorzej. Już momentami nie chce mi się z nim gadać, kochać. Jestem coraz bardziej nerwowa, czuję się jakbym byłą w jakimś błednym kole. Momentami nie chce mi się NIC, miałabym ochote położyć się i leżeć. Gdyby nie córka, którą tak kocham, to pewnie bym się już rozstała z mężęm. Jestem w sumie sama sobie winna, bo już wcześniej przed ślubem mogłam zakończyć ten związek, ale nie mogłam się zdecydować. Żal mi dziecka, chcę żeby miało pełną rodzinę, ale nie wiem czy jest jeszcze szansa żebym mogła dogadać się z własnym mężem.
Obserwuj wątek
    • twoj_aniol_stroz Re: jestem kłebkiem nerwów 09.09.07, 21:26
      No to może od początku. Na samym końcu napisałaś, że tak nie do
      końca byłaś pewna, że chcesz wyjść za mąż za swojego obecnego męża.
      To jak to jest? Kochasz go, czy może raczej przyzwycziłaś się do
      jego istnienia? A on? To jest o tyle istotne, że kochając się
      jesteśmy w stanie wiele dla siebie wzajemnie zrobić.
      Co do dziecka to ono jest teraz w takim dość trudnym wieku, jest na
      nie do wszystkiego (słynne nie dwulatka), ponadto poszła do żłobka i
      to powoduje dodatkowy stres. Ty jesteś zdenerwowana, bo miałaś
      nadzieję na spokój (dziecko do żłobka, Ty do pracy - chwilowa
      zmmiana problemów), a tu bach! choroba i z powrotem ciągły stres
      przy dziecku. Pamiętam, że to co mnie najbardziej męczyło jako młodą
      mamę to taka ciągła gotowość, bo przecież od matki oczekuje się, że
      będzie na każde zawołanie dziecka. Pocieszające jest, że to już
      końcówka. Niestety tak jesteśmy zaprogramowane, że słyszymy płacz
      dziecka, facet pada i zasypia głębokim snem, bo przecież Ty
      wstaniesz jak coś będzie nie tak. To jest normalne w wielu domach.
      Ja poradziłam sobie w ten sposób, że wyjechałam na 4 dni na targi i
      mąż po prostu musiał w nocy bardziej się pilnować. Oj jak on
      biadolił, że jest niewyspany :)) Ale faktem jest, że stał się także
      bardziej wyczulony na płacz dzieci.
      Co do zasad wychowawczych to proponuję mężowi pooglądanie
      superniani. Ona wlaśnie uczy rodziców konsekwencji w wychowaniu
      dzieci. Jeśłi nie poskutkuje, to możesz poprosić którąś z koleżanek,
      żeby przy mężu opowiedziała mrożącą krew w żyłach historię dziecka,
      które musiało nacierpieć się u dentysty, bo na okrągło jadło
      słodycze, a przy okazji wpadło w anemię i mieli z nim sporo
      kłopotów, bo zaczęło chorować :)). A tak przy okazji to warto w domu
      nie mieć po prostu słodyczy. Możesz kupić paczkę ciastek i schować
      przed mężem, żeby było dla gości, którzy wpadli bez zapowiedzi, ale
      tak na widoku nie ma żadnych słodyczy, nie i koniec. W sumie zasada
      nie dawania dziecku nic do jedzenia pomiędzy śniadaniem a wczesnym
      obiadem daje doskonałe efekty, bo nie musisz stawać na uszach, żeby
      młody człowiek coś zjadł. Dziecko jest głodne i konsumuje bez
      dyskusji wszystko co wyląduje na talerzu.
      A teraz na koniec powrót do tego co napisałam na początku. Stare
      powiedzeniemówi; w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chiało na raz.
      Jak myśłisz dlaczego on nie chce? Pytałaś go kiedykolwiek dlaczego
      małej daje te słodycze? Sama piszesz, że jesteś nerwowa, ale jak
      kłócicie się to jakich argumentów używasz? Pamiętaj, że nie powinnaś
      oceniać go jako człowieka, ale jego zachowanie: "bo Ty nigdy", "bo
      Ty zawsze", czy raczej "złości mnie Twój brak zainteresowania małą".
      Jeśłi to pierwsze to postaraj się go nie oceniać, mów jakie
      zachowanie konretnie Cię denerwuje i nie uogólniaj. A przede
      wszystkim staraj się rozmawiać spokojnie, rzeczowo. Jeśłi niemożliwe
      jest spokojne pogadanie, to weź sobie najpierw jakąś tabletkę
      ziołową uspokajającą i wtedy dopiero zaczynaj rozmowę. Piszę to z
      wlasnego doświadczenia. Mój mąż nie jest łatwym człowiekiem i ja
      także miałam wrażenie, że jestem z nim tylko dla dziecka. Po 7
      latach małżenstwa powoli zaczęło się zmieniać i teraz jest już
      bardzo dobrze. Wierzę, że u Ciebie też wszystko się ułoży i powoli
      się dogadacie. Ważne, żebyście obydwoje chcieli.
    • aania79 Re: jestem kłebkiem nerwów 09.09.07, 21:27

      bardzo ci wspolczuje i wierzę, ze jestes ogromnie zmeczona, a to
      wywołuje cały stres. są mezczyzni, ktorzy uwazaja, ze wychowanie
      dziecak jest w rekach matki (nocne wstawanie itp.)Sprobuj
      porozmawiac z mezem, ze jestes bardzo zmeczona, ze to wpedza cie w
      depresje, w brak ochoty na zycie, szczescie sex.Pojscie do pracy
      poglebilo twoje zmeczenie, a tym samaym twoją "depresję".Piszesz ,
      ze moglas sie rozstac przed slubem- czy to znaczy ze nigdy nie
      cenilas, nie kochalas meza?Jesli tak, to problem jest wiekszy.Jesli
      jednak kochalas i szanowalas meza przed slubem, a on szanowal z
      mezem, sprobuj z nim POWAZNIE POROZMAWAIAC.Powiedz, ze masz
      wszystkiego dosyc, ze myslisz o rozstaniu itd.Powiedz wszystko , co
      czujesz.Jesli mezowi zalezy, powinien zaczac to wszystko zmieniac i
      sprobowac ci pomoc...
      U mnie zadzialalo z wstawaniem nocnym zasada wstawania co drugi
      dzien, raz ty, raz maz, to sprawiedliwe....
      • aania79 Re: jestem kłebkiem nerwów 09.09.07, 21:29
        W jednym zdaniu się zaplątałam.Chcialam napisać, że mam nadzieję, że
        mąż szanował Cię przed ślubem (twoją pracę w domu, twoje zmęczenie
        itd.)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka