ala698
09.09.07, 13:33
Witam! Odważyłam się opisac mój problem co nie przyszło mi łatwo. Własciwie zawsze byłam nerwusem, ale stałam się jeszcze większym jak urodziłam córkę. Jeszcze jak mieszkałam z rodzicami to było w miarę, mama mi pomagała przy dziecku i nie mieszkał z nami mąż. Musieliśmy wtedy sprzedać małą garsonierę i zanim kupiliśmy cos większego przez 3mies. mieszkałam u moich rodziców a mąż osobno.
Potem wprowadzilismy się do mieszkania i zaczęły się nerwy. Ogólnie zrobiłam się nerwowa przez ciągły lęk o małą. do tego cały czas miałam wrażenie, ze mąż za mało mi pomaga, własciwie ja byłam zawsze od wstawania w nocy, od panowanie nad wszystkim. Rozmawialiśmy na ten temat milion razy, ale skutek była krótkoterminowy, działało to na chwilkę a potem znów to samo. ON śpi w nocy to nie słyszy jak mała płacze, ja ZAWSZE musze słyszeć. Teraz dziecko ma już ponad 2 lata, znalazłam dobrą pracę, mała poszłą do żłobka. Po tyg. chora. Nocki mam nieprzespane, dodatkowo zrobiął się niespokojna, gada w nocy, chlipie, co chwilkę ganiam do niej, uspakajac ją, a mąż sie nie ruszy, bo nie słyszy.
Poza tym zupełnie nie moge się z mężem ogadać, tłumazcyłąm mu też już tyle razy żeby nie dawał małej cukierów przed obiadem, a on dalej to samo. Nie ma mnie napycha ją cukeirkami, ja potem stoję przy garach, robie jej obiadek a ona nie chce jeść, bo zapchana cukierkami. W kółko te same kłotnie i problemy. Przerabiam je wiecznie z mężem a do neigo jak grochem o ścianę. Jest coraz gorzej. Już momentami nie chce mi się z nim gadać, kochać. Jestem coraz bardziej nerwowa, czuję się jakbym byłą w jakimś błednym kole. Momentami nie chce mi się NIC, miałabym ochote położyć się i leżeć. Gdyby nie córka, którą tak kocham, to pewnie bym się już rozstała z mężęm. Jestem w sumie sama sobie winna, bo już wcześniej przed ślubem mogłam zakończyć ten związek, ale nie mogłam się zdecydować. Żal mi dziecka, chcę żeby miało pełną rodzinę, ale nie wiem czy jest jeszcze szansa żebym mogła dogadać się z własnym mężem.