Dodaj do ulubionych

1 listopada...

24.10.08, 23:29
Już za tydzień...Wszyscy chyba czujemy przygnębienie i smutek z powodu tego dnia.Dla większości z Nas to będzie naprawdę PIERWSZY i na pewno, nie ostatni..Ale te następne będą już na pewno inne..Jak zachować się obok tych w sumie obcych osób,które pojawią się obok nas przy grobie naszych najbliższych?Ja najchętniej była bym sobą,ot tak,po prostu jak zawsze..Ale już teraz, jak ktoś ze mną o spotkaniu u Sebastiana rozmawia mówi:.."tylko nie płacz.."Widać minę mam nie za ciekawą...Co zrobić żeby go przetrwać?I jak to zrobić?To pytanie do wszystkich z "dłuższym"stażem..Może odpuścić?I zostać w domu? Boję się tego dnia,jak diabli..A jakie wy macie plany?
Obserwuj wątek
    • nuxxx Re: 1 listopada... 25.10.08, 09:22
      Hej Elizko, też się boję i nie mam pojęcia jak się zachowa mój organizm stojąc
      przy grobie przez całą msze, boję się że wpadnę w jakiegoś doła na maksa i będę
      wyła w głos.... ja mam jeszcze małą, która bardzo, ale to bardzo nie chce
      chodzić na cmentarz :(
      • ewu.sia Re: 1 listopada... 25.10.08, 10:42
        Myślałam właśnie,żeby się odezwać w tym temacie.Ja przeżywam dzień 1 listopada
        już 14 lat.Co roku jest to dla mnie przeżycie,mimo upływu lat.Zawsze mówię,że
        chciałabym to przespać,ale trzeba stanąć na wysokości zadania.Moja rada-trzeba
        się uśmiechać do ludzi,którzy przyjdą do grobu na pewno przy nich nie
        płakać.Może wcześniej jakaś tabletka na uspokojenie.Nie stać tam długo,przyjść
        też jeszcze raz wieczorem.Do grobu mojego męża przychodzi bardzo dużo
        znajomych,był bardzo lubiany.Jest to miłe że spotykam tam tych znajomych,ale i
        przykre,że Oni są a Jego nie ma.Kupcie mężom piękne kwiaty,zróbcie to dla
        Nich.Ale niestety jest to także dla ludzi,bo tak jak u mnie zawsze słyszę głosy
        czy były ładne czy nie i gdzie były robione.W tym dniu trzeba być bardzo twardą
        osobą i tego Wam życzę
    • violag Re: 1 listopada... 25.10.08, 14:20
      chociaż to nie łatwe - to może jednak warto nie zamartwiać się na
      zapas - przecież jutra może nie być - co WAS do cholery w kółko
      obchodzi co o Was pomyślą!!! Każdy z nas doświadczył już DUŻo
      więcej...
      • corka.bossa Re: 1 listopada... 25.10.08, 15:27
        Wcale nie obchodzi mnie co o mnie pomyślą!Boję się raczej tego że ten dzień zamieni się w "totalny pokaz rozpaczy"ze strony jego rodziny,i że wygarnę im wszystkim co myślę :)Już mam zaproszenie na niedzielny(jutro)obiadek,do jego babci..bo te biedne dzieciaczki chce zobaczyć..Choć nigdy się nie interesowała,a Filipka to nawet nie widziała-bo zawsze wymyślała jakieś wymówki:(
        • adria78 Re: 1 listopada... 25.10.08, 17:44
          Dla mnie ostatnie dni są koszmarne,dopadła mnie tak silna
          tęsknota,że nie moge sie pozbierac i myśle,że to własnie ten 1
          listopad ma na to duży wpływ.Cały czas myśle co było rok temu,co
          mówił,jak sie śmiał,tak jakby to było wczoraj,a teraz jego nie ma-8
          listopada minie 8 miesięcy,a ja przeżywam to na nowo.Chyba teraz tak
          silnie dociera co sie stało jak nigdy wczesniej.
          Ja będe na cmentarzu,ale sama jak nikogo nie będzie,bo nikogo nie
          chce widziec,chcę być tylko z nim,inaczej nie dam rady:((
          • corka.bossa Re: 1 listopada... 25.10.08, 21:15
            Tak jest i u mnie :( i to na pewno przez 1 listopad,pierwszy AŻ TAK osobny,w
            sumie to prawie razem(w tym wypadku prawie robi ogromną różnicę)Też myślę jak to
            było rok było rok temu-akurat Sebastian miał popsuty telefon-zero
            kontaktu!Czasem wracał tramwajem o jednej godzinie,czasem tym pózniej.To była
            akurat godzina spaceru psa-więc często czekałam na niego na przystanku.I dziś
            wieczorem przypadkiem byłam na tym przystanku,dopiero jak odjechał"któryś z
            kolei"tramwaj dotarło do mnie że ja stoję i czekam aż On z niego wysiądzie...I
            ta myśl w głowie: "kobieto!!po jaką cholerę Ty tu stoisz?Przecież On nie
            żyje!Nie żyje i nigdy już nie wysiądzie do Ciebie z tramwaju!" I zrobiło mi się
            tak smutno..:(( A tyle jeszcze mam przed sobą :(
      • nuxxx Re: 1 listopada... 25.10.08, 18:01
        forum jest po to by móc uzewnętrznić swoje myśli i nie bać się komentarzy... nie
        chodzi o to co o nas pomyślą, ale co powiedzą i jak nas to bardzo dotknie...
        mało jest osób akurat w moim otoczeniu, którzy traktują mnie normalnie i czuję
        się w ich towarzystwie ok, ale pozostali nie potrafią rozmawiać i powiedzieć
        czegoś normalnego... tylko same teksty, np. ja bym sobie nie dała rady, ja się
        nie widzę w takiej sytuacji, ja bym nie mogła, a ty dajesz radę - to brzmi tak
        jakbym była za silna na to wszystko, jakby mnie to nie obchodziło, że mąż mój
        zginął - tak to właśnie brzmi - bo co? bo żyję dalej i nie popełniłam
        samobójstwa - nie wiem o co Ci chodzi violag - sorry ale nie wiem
        dzięki właśnie takim wątkom i podobnym nie boję się tego że moja psychika się
        pozmieniała, że całkowicie inaczej patrzę na świat, że któraś/ któryś napisał że
        coś tak czuje i ja mogłam się utożsamić z tym lub innym zachowaniem i nie czułam
        się dziwnie w tym wszystkim i stwierdzałam sama że mój organizm i psychika
        prawidłowo reaguje na różne sytuacje.
        -
        • violag Re: 1 listopada... 25.10.08, 18:50
          bardzo rzadko zagladam na forum - bo często tu czytałam - gdyby nie
          dziecko..., dzieki dziecku żyję - my nie mieliśmy dzieci - i też
          często czytając takie wątki czułam się winna, że żyję! ale to
          wszystko to tylko moje wyobrażenie, moje myśli!!! bo nikt z WAS
          bezpośrednio pod moim i innych bezdzietnych nie kierował tych
          wypowiedzi - więc słowa Tamtych ludzi mają podobny oddźwiek, coś się
          mówi, w przeświadczeniu że dobrze, a jednak nie, bo człowiek ma
          tendencję do dorabiania sobie różnych teorii...
          Nikomu i niczego nie zabraniam pisać tu na forum, chciałam tylko
          powiedzieć, że nie ma sensu się nakrecać na zapas,
          bo każdego dzień (bez NICH) jest trudny: rocznice, ważne dni,
          świeta, imieniny, urodziny itd.
          to co Oni powiedzą - niech mówią - w absurdalnych chwilach
          odpowiadam na takie - ja bym nie dała rady - obyś nie musiała/ale
          tylko śmierć jest pewna w życiu
          • kasik2222 Re: 1 listopada... 25.10.08, 21:50
            dla mnie też PIERWSZY raz...też jestem przygnębiona, dziś mija 11
            miesięcy jak GO nie ma, i jestem tym ogromnie zdziwiona, jak to już?
            czy dopiero? nie czuję tego czsu. Fakt że pierwszych miesięcy prawie
            nie pamiętam, tylko jakąś pustkę i ból nie do opisania. A za miesiąc
            rocznica. Jak to możliwe? Jak to się stało? nie pogodzę się z tym
            nigdy. Na początku tej trudnej drogi myślałam, że po roku to będzie
            w miarę dobrze, nie miałam pojęcia poprostu jak przechodzi się taką
            traumę, że to będzie we mnie zawsze, że boleć będzie mimo upływu
            czasu, choć rok to może nie długo. Dni takie puste bez Niego... i
            życie puste...
          • idealnie_zagubiona Re: 1 listopada... 25.10.08, 21:54
            nie wypowiadalam sie jeszcze na forum...zawsze brakowalo mi odwagi ale odkad je
            znalazlam sprawdzam nawet kilka razy dziennie w nadzieji ze znow ktos napisal
            cos co jest odzwierciedleniem mych mysli..
            1 listopad bedzie pierwszym... od 6 tygodni kazdy dzien jest dla mnie 'pierwszy'
            i tez wciaz slysze ze ktos mnie podziwia ze tak swietnie sobie radze itp a ja
            codziennie rano zamist makijazu zakladam maske obojetnosci i z przyklejonym
            usmiechem na twarzy (gdzie teraz jestem nikt nie wie co sie stalo...) ale znow
            coraz trudniej mi to przychodzi..
            nie wiem czy jechac na cmentarz, nie wiem czy starczy mi sil i odwagi, nie wiem
            czy chce... byloby tak jak bym w to wierzyla a ja wciaz mam nadzieje ze obudze
            sie z tego koszmaru!!!
    • zielononiebieskoszarooka Re: 1 listopada... 25.10.08, 22:30
      To będzie moja 9 rocznica...
      Pierwsze lata były ciężkie..
      Małe dzieci, złamane serce, żal, tęsknota...
      Chciałam się chować, nie chciałam spotkać nikogo na cmentarzu, zwłaszcza
      teściowej, która winiła mnie za chorobę męża.. (bo ja go źle karmiłam..:-( )
      Chodziłam więc na cmentarz wcześnie rano, późno wieczorem... aby nie spotkać
      ludzi.. a jeśli już.. płakałam.. bo nie umiałam się opanować..
      Łzy ciekły same.. i nie pomagały żadne tabletki...
      Nie można wstydzić się takich emocji..
      Bądźcie dzielne / dzielni...
      • corka.bossa Re: 1 listopada... 25.10.08, 23:14
        Mnie i tak winią za wszystko...Wcześniej za to że mało co tam bywał(13 lat w
        domu dziecka),bo niby ja zabraniam! Teraz za to że nie żyje(bo nie
        pilnowałam)itd,itp...Przyznaję charakterek mam paskudny :)ale nie chodzi mi o
        nich-potrzebuję pomocy dla Siebie...I już wiem że będę tam sobą...żałuję tylko
        że wieżę że jest jakiś inny świat,gdyby nie to zostałabym w domu.A tak jak
        zostać?Przecież On czeka..Jeszce jedno czy zapalacie świeczki, w miejscach gdzie
        zginęły wasze połówki?Rozumiem że trudno robić to np. w szpitalu.Ale miejsca
        wypadków itp..?Bo ja ciągle widzę go w oknach tego mieszkania...ile razy tam
        jestem...Trudno mi o tym pisać..naprawdę...
      • kasik2222 Re: 1 listopada... 27.10.08, 08:49
        zielnoniebioeskoszarooka, nie przejmuś się komentarzami teściowej,
        choroba nie wybiera, złe karmienie? to jakaś paranoja i zwalanie
        winy na niewinnego, mój mąż też zmarł na zapalenie trzustki, i nie
        uważam że to ja go żlę karmiłam. Przyczyny moga być różne.
    • jucha32 Re: 1 listopada... 25.10.08, 23:56
      Ja najchętniej zamknęłabym się w domu i nigdzie nie wychodziła. Może zrobię tak
      jak robiliśmy co roku. Pojadę z rodzicami do grobów rodziny.
      U męża będę przed 1 listopada, bo trzeba posprzątać, zanieść świeże kwiaty, a po
      W.Ś. uprzątnąć wypalone znicze. Jakoś nie widzę nikogo kto by sie garnął do tych
      czynności, oprócz moich rodziców. Ale oni zostaną z dziećmi. Mąż ma żyjących
      rodziców i pięcioro rodzeństwa.
      Dlaczego ja żyję? Mam kompletnego doła. Pieprzę cały ten świat, moje życie.
      Muszę zacząć dźwigać ciężkie rzeczy to szybciej mi szlak trafi tę pieprzoną
      protezę aorty i wreszcie umrę. Jak się cholera rozdwoić, aby moi rodzice byli
      zadowoleni i teściowie. Jestem między młotem, a kowadłem. Szkoda, że nie mogę
      oprzeć głowy na kowadle, żeby młot mi ją odrąbał.
      • kasik-1974 Re: 1 listopada... 26.10.08, 10:56
        Nie odzywałam się parę dni bo coś się dzieje z moim serduchem. To przez te Wś.
        Za mocna przeżywka. Tak jak dotąd spałąm jak suseł to teraz zaczęły się mocne
        problemy.Wydeje mi sie, ze to wszystko teraz wychodzi ze mnie..Po niecałych 3
        miesiacach...
        Teraz dopiero czuję to wszystko.Wcześniej organizm wytwozył jakąś swoistą
        barierę, która nie pozwalała mnie zabić cierpieniu... A teraz sie zaczyna.
        Pewnej nocy byłam naprawdę przerazona. Zaraz myśli - przeciez mogę dostać
        zawału, nie mogę sobie już z tym poradzić. I co będzie z moimi dziećmi jeśli tak
        się stanie...
        I potem ta siła,żeby sie nie poddać, być twardą, zeby jakos przez to wszystko
        przejść bez ujmy na moim i tak wątłym zdrowiu.. Tylko co z tego że psychika chce
        się nie poddawać ale ciało już nawala.
        Dziewczyny, pokażmy, że jesteśmy choć troche silne!
        • malgosiamarcin Re: 1 listopada... 27.10.08, 07:55
          ide nei wiem czy z dziecmi(zalezy od pogody),zawsze bylismy razem
          wszedzie, wiec bede stala kolo NIEGO,zeby nei czul ze unikam kogos,
          czegos, chce zeby czul moja obecnosc,chociaz wiem,ze cmenatrz to nie
          jest jedyne miejsce gdzie mzoemy siebie poczuc. Postawilam pomnik i
          teraz dbam tak jak dbalam wtedy..kiedy bylo cudownie...szczesliwie,
          wstawalam szykowalam namjedzenie, szykowalam GO w trase, prasowalam,
          nawet czasami sie sprzeczalam tego wszystkiego mi brakuje i ide zeby
          moc MU to powiedziec, jesli ktos przyjdzie w odwiedzinach do NIEGO
          ok, ja bede dla niego jak znajda sie lzy nie bede udawac,ze jestesm
          silna,bo kazda lza oznacza,ze bardzo GO kocham i tesknie! Dzien
          koszmarny jak kazdy, bo BEZ NIEGO,bez MOJEGO SERDUSZKA!!!!
    • karnivora Re: 1 listopada... 27.10.08, 09:11
      Dla mnie 1 listopada to jest codziennie od 22.06.07.
      od półtora roku, niezmiennie. Właśnie przy grobie
      Męża czuję się się rewelacyjnie "dopasowana".
      Jakby "na bieżąco"
      Dla odmiany w to święto (tak jak w zeszłym roku)
      pójdę na cmentarz w nocy ....
    • samotny1978 Re: 1 listopada... 27.10.08, 09:21
      Wiem ,że ich już i tak tam nie ma chodzimy do nich w imię pamieci ja
      jestem codziennie wieczorem bo akurat mam blisko i weszlo to w moj
      plan dnia po prostu moze przyzwyczailem się. Też mam jakis strach
      przed 1.11 ,ale z drugiej strony trzeba stanac z tym wyzwaniem
      prosto w oczy nie patrzec na ludzi myslec ze jest sie samym wylaczyc
      sie, a jezeli macie jakies problemy rodzinne nie wyjasnione sprawy
      to po prostu milczec podobno nieraz milczenie złotem jest...
      • dakota28 Re: 1 listopada... 27.10.08, 10:40
        ja boje sie tego dnia, ale w sumie czym on bedzie sie roznil od
        pozostałych dni kiedy jestem na cmentarzu? niczym:( Jade na cmentarz
        z synkiem i zamierzam tam byc 2 razy tego dnia i mam nadzieje ze
        spotkam kogos z rodziny mojego meza, bo raczej nikt tam nie chodzi
        wiec mam nadzieje ze przyjda chociaz 1 listopada. moze bede mogla z
        nimi porozmawiac moze zobacza synka mojego meza i cos ich ruszy ze
        kawalek Zbyszka zyje i potrzebuje ich jako rodziny ojca. pokladam
        wielkie nadzieje w tym dniu, bo wiem ze zycia nie zwroce nikomu
    • mariola008 Re: 1 listopada... 27.10.08, 17:13
      Może nie uda mi się być przy Twoim grobie ale wiesz,że moje serce jest przy
      Tobie cały czas. Ze łzami czekam aż los pozwoli nam kiedyś się spotkać lub
      litościwa nicość zamknie ogrom bólu.
      • aniawdowa Re: 1 listopada... 28.10.08, 20:01
        Pamietam z tamtego roku czy dwa lata wstecz ze najgorsze było to, kiedy do grobu
        podchodzili jego/nasi znajomi przychodzili zapalic znicze. To wywoływało u mnie
        chyba najwieksze łzy wiem ze dla tych osób pozostanie On tez zawsze w pamieci,
        wiem ze oni tez bardzo przezyli to ze zginął. I chyba tez własnie tego boje sie
        w tym roku tego ze nie bede sama nad jego grobem ze przewinie sie tam wiele osób
        którym on był bliski. W tamtym roku pojechalismy na cmentarz wieczorem cały grób
        był zastawiony zniczami w koło tez stały znicze mój synek patrzył i stwierdził
        "mamo zobacz wszyscy Tatusia kochają bo tyle ma zniczy"
        • zagubiona1988 Re: 1 listopada... 28.10.08, 20:47
          Czytam wasze wpisy i widzę, że nie jestem sama... Strasznie się boję
          1 listopada... Minęło prawie 6 miesięcy a ja nadal czuję się jakby
          to było wczoraj. I nie mam pojęcia jak przeżyć ten dzień.
          Najchętniej przelezałabym go w łóżku i pojechała na cmentarz dopiero
          wieczorem... I chyba tak zrobię...
          Wiecie co w tym wszystkim jest najgorsze? Że co roku chodziliśmy
          razem wieczorem na cmentarz i mówiliśmy, że będziemy robić tak
          zawsze... Dlatego ten wieczór też będzie Nasz... Tylko tylko, że w
          tym roku sama będe musiała spacerować po cmentarzu i nie mam pojęcia
          jak to przeżyje ;(( Tak się boję...
    • 0czarna74 Re: 1 listopada... 28.10.08, 20:53
      Pierwsze święto zmarłych było niespełna dwa miesiące po Jego śmierci,nic z tego dnia nie pamiętam, wiem zaniosłam bukiet czerwonych róż, była msza co więcej nie wiem...
      W ubiegłym roku ten dzień był już bardziej "świadomy",dlatego nie dałam rady już nie pojechałam na jego grób.Byłam dzień wcześniej ale i tak miałam grono gapiów(mąż jest pochowany w małej miejscowości wszyscy wszystko wiedzą). W tym roku też jadę dzień wcześniej,1 listopada mam nocną zmianę nie chcę się widzieć z Jego rodziną. Nie mam z nimi żadnego kontaktu, oni są w porządku ja jestem ta niedobra-niech tak zostanie i tak wszystko osądzi Pan Bóg jeżeli zechce ze mną rozmawiać.
      Kocham bardzo mojego męża ale też czuję złość,że mnie zostawił-siebie też nie na widzę,że nie potrafię wybaczyć ale ja po prostu tego nie rozumiem.Poza tym każdy kto podchodzi postawić znicz musi zadawać to pytanie "jak sobie radzisz?"Boże, ludzie co mam wam odpowiadać- prawdy chyba nie chcielibyście poznać...
      Wszystkim forumowiczom życzę w tym szczególnym dniu dużo siły,siły przede wszystkim...
      • malgosiamarcin Re: 1 listopada... 29.10.08, 10:45
        strasznie szarpia mna rozne emocje.... chcialabym pewne rzeczy
        informacje wyrzucic z siebie,ale boje sie, potepienia boje
        wszystkiego!.... takze zadaje sobie pytanie dlaczego mnei zostawil,
        a wiem ze kochak nad zycie....czym jest moje zycie bez niego.???
        • mariola008 Re: 1 listopada... 29.10.08, 11:44
          Mnie też zaczynają rozrywać emocje , tak jakby coś we mnie pękło.
          Dlaczego, dlaczego tak musi być. Jeżeli musimy umierać dlaczego to jest takie
          straszne dla tych co zostają. Przecież życie ponoć jest darem więc dlaczego jest
          okupione takim cierpieniem. Ta niewiedza co dalej dzieje się z moim ukochanym
          jest dla mnie koszmarem. Nie wiem już co myśleć. Może nauka odkryje kiedyś, co
          tak naprawdę dzieje się po...
          Jakoś łatwiej mi uwierzyć w siłę natury a nie w osobowego Boga sprawcę
          wszystkiego. Bo w jakim celu męczy tak swoje dzieci ?????
          • arla777 Re: 1 listopada... 29.10.08, 12:04
            Mam tak samo jak Wy, łapie powoli okropne doły :(:(
            Pogoda też niestety okropna, pada a z oczu to samo.
            Bardzo mocno Was pozdrawiam i przytulam.
            Trzymajcie się.
            • beciabeciabecia1973 Re: 1 listopada... 29.10.08, 17:18
              napiszę WAM dziewczyny jak to było u mnie 6 lat temu i jak to
              wygląda teraz.mój Jaruś zginął 30 października,więc dzień przed
              Wszystkimi Świętymi...ponieważ to był wypadek przy pracy,więc sprawę
              badała prokuratura sądowa,więc ciało było w prosektorium.czy możecie
              sobie wyobrazić jak to jest wiedzieć,że ukochana osoba już nie
              żyje,a nie ma gdzie dla niej znicza zapalić????koszmar.byłam
              wszędzie-na miejscu gdzie zginął,nad pustym,wykopanym dołem,nawet
              przy prosektorium.to było straszne,bo w żadnym z tych miejsc nie
              mogłam zapalić znicza.ale mogłam wyć z rozpaczy bólu i nie wiele
              obchodzili mnie obcy.dlaczego mamy nie płakać,skoro czujemy taki
              ból,czemu to dusić w sobie???niech się dziwią ci,którzy nie stracili
              nikogo bliskiego.teraz też płaczę wtedy kiedy mam taką potrzebę.

              czytałam tu o żalu do zmarłego,że zostawił,opuścił...ja już mam ten
              etap za sobą.kiedy chodziłam na terapię,pani psycholog mówiła mi,że
              przyjdzie taki czas,że będą mną szarpały różne emocje,że to wszystko
              jest jak najbardziej naturalne.wtedy dziwiło mnie to,co mówiła,ale
              mówiła prawdę.popadałam ze skrajności w skrajność.bywało tak,że nie
              mogłam pójść do domu ze cmentarza,że wracałam tam po kilka razy,bo
              chciałam zabić tą cholerną pustkę w sobie.ale było też tak,że z żalu
              do Jarusia,że nas zostawił,że się poddał nie walczył nie chodziłam
              na cmentarz po kilka dni.wiem to głupie gniewć się na zmarłego,ale
              ja tak miałam.
              trzymajcie się wszystkie okaleczone serca.


              jutro 6 rocznica śmierci JARUSIA-znowu jest mi tak bardzo ŹLE!!!
              • smutnykluseczek Re: 1 listopada... 29.10.08, 19:02
                Ja też sie boje...boje sie jechac do rodziców do miejsca gdzie bylismy raze, na cemtarz, koleżanka z pokoju juz nie moze doczekac sie powrotu do domu/ bo tam czeka na nia jej chłopak a 1 listopada to tylko okazja zeby wyrwac sie na pare dni do domu do niego z uczelni słucham jej i mam ochote wyć ja nie chche wracac nie chche echac bo ta Go nie ma a powinien być, te wszystkie grobu znicze wience to przytłacza...zastanawiam sie czy wogole jechac czy mam siły....

                ______Panu Bogu poza kotami nic się do końca nie udało..._____
                • corka.bossa Re: 1 listopada... 29.10.08, 22:00
                  Doła mam takiego że Wielki kanion może się schować!Zmuszam się dosłownie do
                  wszystkiego,poryczałam się na środku ulicy bo przechodził obok jakiś wysoki
                  facet,w roboczych ciuchach :( Jutro mam zaplanowane "generalne porządki" będzie
                  szansa na "oswojenie" tłumu w około,teraz na cmentarzu dużo ludzi..Pewnie 1
                  listopada będzie gorzej ...
    • karnivora Re: 1 listopada... 30.10.08, 01:56
      Ja to mam LUX – umieranie mojego Ukochanego „z definicji”
      trwało pół roku; „Dokonać się” mogło każdego dnia w ciągu tych 6
      miesięcy zanim się dokonało.
      Ale grant - bo nie ma teraz że się „coś boję czegoś”.......
      1.XI – od czasu utraty , data jak każda inna, tylko NIEPORĘCZNA ,
      bo tłumnie kolonizująca cmentarze” .

      DO WSZYSTKICH KOCHAJĄCYCH I CIERPIĄCYCH W SERCU!!!!!!!!!!!!!
      Spoko !!!! 2, 3 .XI i dalej - będzie może ‘mniej
      zadusznie’..............,
      ale też, na bank - w Chrystusie........ bo z serca.......jak
      trafiło..... łaską MIŁOŚCI.....
      • kasik2222 Re: 1 listopada... 30.10.08, 08:34
        w sumie to nie powinnam się bać tego dnia...weekend jak każdy inny
        od prawie roku. Sobota i niedziela cmentarz - jedyny kierunek
        spacerów z córeczką, bo skoro i tak idziemy na spacer, to czemu nie
        włąsnie tam? Teraz wszystkie bramy na bródnowskim pootwierane, więc
        po pracy idę codzienne, na chwilkę, siadam i płaczę. Już prawie rok
        kochanie jak cię nie ma. Wybacz że nie umiałam ci pomóc, wybacz...
        a dwa lata temu rodziłam naszą córeczkę, pamiętasz jaki byłeś
        szczęsliwy? Boże czy dalej coś jest? czy dane nam będzie się
        spotkać? już nie mogę...klawiatura mokra...
    • aneta39.misia Re: 1 listopada... 30.10.08, 09:41
      Smutek coraz większy w sercu.Święto Zmarłych....święto naszych
      mężów,ukochanych.Wciąż dziwnie to dla mnie brzmi i obco.Dzień
      kolejny bez Niego,ale rozdygotanie w środku bardzo nasilone.Do tego
      niebo czarne i rozpłakało się od rana.Patrzę na Jego zdjęcie i
      powtarzam jedno z jego ulubionych odpowiedzi,gdy ktoś dzwoniac do
      Niego pytał;co słychać Darus?-jest dobrze,przyjeżdzaj na
      pogrzeb...Jego poczucie humoru bywało szatańskie.
      • jucha32 Re: 1 listopada... 30.10.08, 14:13
        Ja już nie płaczę.Żadnych uczuć, bywam zimna jak głaz. Niby się śmieję, żartuję,
        a potem przypominam sobie, że trzeba wyprostować usta, bo twarz mi zdrętwiała.
        Pójdę na ten cholerny cmentarz, stanę, zapale świeczkę. Nienawidzę cmentarza. Te
        groby są kolorowe jak w odpust. Jeszcze 3 tygodnie temu świeczki świeciły się
        sporadycznie. Teraz ludzie strasznie przypomnieli sobie, że mają rodzinę na
        cmentarzu.
        Ale co się dziwić. Mój teść w niedzielę zaraz po Mszy prysnął na ryby.
        Super są te słowa: "Bogu udały się koty, reszta nie za bardzo..." Zgadzam się z
        nimi.
        • corka.bossa Re: 1 listopada... 30.10.08, 14:25
          A u mnie pada to płakać można-wynalazca wodoodpornego tuszu powinien dostać nagrodę.Na moje szczęście właśnie się rozchorowałam.Albo grypa żołądkowa,albo mój mózg broni mnie w ten sposób..:)
    • gosiula74 Re: 1 listopada... 30.10.08, 14:37
      właśnie postawiłam nagrobek mężowi.Oczywiście będzie nowy temat do dyskusji
      .Ale akurat ja mam to gdzieś .
      Przynajmniej firma kamieniarska postarała się i zrobili tak jak chciałam .
      Dla mnie 1-wszy listopada nie bedzie dniem innym niż te ostatnie 4 m-ce. I tak
      jestem codziennie na cmentarzu ,jeśli nie z dziećmi ,to sama .Tyle tylko ,ze
      teraz będzie cała rodzina męża w komplecie ,ale to mi nie przeszkadza ,bo z nimi
      spotykam się często.
      Bedzie tez rodzina męża brata( pochowani są obok siebie) i tu juz nie będzie
      miło. Bo ja postawiłam nagrobek ,oni nie ,i tak dalej i tak dalej.
      Zdecydowanie bardziej niż 1-wszy listopada przeraża mnie wizja |Bożego narodzenia.
      • malgosiamarcin Re: 1 listopada... 30.10.08, 14:59
        gosiula74 ja takze bardzo BOJE sie Bozego.....sobota jak kazdy
        dzien, podobny, smutny, pelen lez,zalu.... a to ze bedzie wiecej
        swieczek to dobrze,nie kazdy ma potzrebe latania na cmentarz dzien w
        dzien, badz nie ma warunkow czy tez sa inne czynniki,nie nam ich
        oceniac...
    • kasik2222 Re: 1 listopada... 30.10.08, 15:45
      i tu się z Wami zgadam, Boże nar. będzie zdecydowanie gorsze.
      Pamiętam moje sprzed dwóch lat, byłam z małą w szpitalu bo miała
      zap. oskrzeli , Darek dojeżdżał, i wtedy mówiłam, że to najgorsze
      święta w moim życiu. Nie wiedziałam że następne będą gorsze, bo
      miesiąc po Jego śmierci. Nie kupiłam choinki, nie przystroiłam domu,
      nic kompletnie nie ugotowałam, żeby tylko nie pamiętać że są święta.
      Tylko do rodziców musiałam pójść, bo nie darowaliby mi. Od początku
      grudnia ludzie biegają roześmiani po sklepach, wszędzie
      przystrojenie świąteczne, choinki itd. WYŁAM Z BÓLU. Teraz też nic
      nie zrobię, szkoda mi tylko małej, jeszcze nie miała normalnych
      świąt a będą to już trzecie w jej życiu.
      • kasik-1974 Re: 1 listopada... 30.10.08, 17:02
        Ja dziś prosto po pracy zajechałam na cmentarz.Chciałam sama pobyć i
        popłakać...Posprzątać na grobie, bo jeszcze nie ma pomnika.
        Pierwszy raz mi się udało zajechać jeszcze za dnia.
        I nie wytrzymałam.
        Oczywiście ludzi jak na odpuscie (jak to któraś z Was powiedziała).A ze to
        wiocha to wszyscy mnie znają.Zaraz obserwacja z nad pomników, szepty.
        Posiedziałam 3 minuty i zmyłam się.Nie potrafiłam zachować się normalnie.Łzy mi
        leciały i chciałam to ukryć...

        A i listopada to bynajmniej u nas będzie wielki pokaz mody zimowej.Dewotki
        powyciągają swoje futra i płaszcze, pozakładają białe kozaczki, pomniki zestroją
        podobnie do siebie i przyjdą obgadać to że na innych grobach jest tak a nie
        inaczej.Nie ma tu nic z zamyślenia, wspomnień, modlitwy.A myslą przewodnią
        będzie modny kolor zniczy obowiązujacy w tym sezonie.
        Upiorna błazenada.

        Nie chce tam być tego dnia...
        Potem rodzina męża zajedzie na gorący obiadek i będzie bardzo wesoło.

        Dla mnie tragedia
        • idealnie_zagubiona Re: 1 listopada... 30.10.08, 17:44
          dziwnie sie czuje...boje sie jechac na cmentarz choc sama nie wiem czego tak
          naprawde sie boje, nie bylam od pogrzebu czyli od 6 tygodni..
          zachowuje się dziwnie, tu na studiach, w akademiku nikt nie wie i chyba temu
          jest mi łatwiej, nie ma tych litościwych spojrzeń, pytania "jak się trzymasz" i
          obchodzenia się jak z jajkiem ale z drugiej strony serce mi pęka! chodzę,
          funkcjonuje w miarę normalnie (jak to mówią-podziwiam cie ze tak dajesz sobie
          rade..), zapełniam dzień co do sekundy, w dzień uczelnia wieczorem praca, wracam
          w nocy to udaje mi się zasnąć tylko dlatego ze organizm wycieńczony, w innym
          wypadku zero spania
          a chciałabym czasem pokrzyczeć, zalać się łzami i powiedzieć wszystkim by
          zostawili mnie w spokoju albo porostu się wygadać..tylko komu??
          pojadę jutro, pójdę wieczorem na cmentarz... ale ja w to nie wierze! nie wierze
          ze me Słonko lezy pod tym piachem...nie tak miało być..

          ..i taka pustka w sercu
      • magdatysz świeta 01.11.08, 11:56
        Posłuchaj - może to zabrzmi okrutnie z mojej strony ale cóż...
        PORA POMYSLEĆ O CÓRCE!
        Skoro to bedą już 3 swięta małej to sądze ze mam ona do tego pełne
        prawo zeby być szcześliwym dzieckiem - żeby mieć w domu choinkę,
        prezenty pod nią, radość z kupoiwania drzewka i jego strojenia,
        radość ze świąt.
        Dziecko majace 3 lata już to wszystko rozumie i przeżywa oraz czeka
        na te święta. Czeka na radosć z nich płynącą i na możliwośc pełnego
        w nich uczestniczenia. Porobienia z mamą ozdób, "pomocy" przy
        pieczeniu swiatecznych ciastek.
        Nie chcesz nic robic bo to ciebie boli ale czy zastanowiłaś się jak
        brak tego wszystkiego może boleć twoje dziecko?
        W wieku 3 lat zaczyna się już pewne rzeczy pamietać. Wiem to zarówno
        po sobie (najdalsze wspomnienia mam z wieku 2 lat) oraz po moim
        dziecku. Pytanie co chcesz zeby Twoje dziecko zapamiętało?? Ból i
        łzy? A moze raczej jakieś miłe wspomnienia?? Pamietaj to jej bagaż
        doświadczeń a to czy bedzie szczęśliwym dzieckiem zależy od ciebie.
        Dzieci są bardzo czułe na nasze uczucia i jeśli ty nie bedziesz
        starała się być szczęsliwa to ona tez nie bedzie.
        Zabawki, ubrania i inne materialne rzeczy nie wystarczą. Liczą sie
        uczucia i atmosfera domu w którym dziecko wyrasta. A świeta mozesz
        wykorzystać właśnie do tego żeby dziecko tą radosną domową atmosferę
        właśnie poczuło. Gdy zobaczysz jej uśmiech to moze wkońcu sama
        zaczniesz się uśmiechać. I wcale nie będzie źle.
        W tym wszyskim przychodzi taki czas że wkońcu musimy się przełamać,
        zacząć normalnie żyć, a nie odnosić wszystko do tego co było. Bo to
        ślepa uliczka z której nie ma wyjścia.
        • kasik2222 Re: świeta 05.11.08, 15:32
          Magda wypada mi tylko Ci podziękować! masz rację, nie mogę w ten
          sposób, mój ból nie może zawładnąć również moją córeczką. Nie moge
          jej pozbawić tej normalności, tych świąt. Sama się dziwię jak mogłam
          być tak samolubna. Dziękuję. Kasia
    • malgosiamarcin Re: 1 listopada... 31.10.08, 09:45
      dzis od rana rozwolnienie, denerwuje sie, boje. dzisiaj przyjezdzaja
      JEGO rodzice,bedzie mi ciezko,jednoczesnie sie ciesze,ze oni
      beda...ale gdzie jest ON? BOZE,dlaczego tak mnie doswiadczyles? A
      mielismy byc juz do konca naszych dni, razem sie zestarzec. tym
      czasem wybralam kamien dla NIEGO,kupuje znicze i juz NIGDY mnie nie
      przytuli, NIGDY nie zobaczy swoich pociech, nie ucaluje ich a one
      nie poznaja prawdizwego znaczenia slowa
      TATA! .... !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!To tak bardzo
      boli...
    • gosiula74 Re: 1 listopada... 31.10.08, 14:06
      Właśnie wróciłam z cmentarza. wczoraj był wazon z kwiatami ,a dziś już nie ma.
      Normalnie niewiele brakowało żebym się rozryczała z żalu i bezsilności.
      • corka.bossa Re: 1 listopada... 31.10.08, 22:46
        Byłam rano,a potem jeszcze raz,po prostu umówiłam się z Sebastiana siostrą.Czekał na nas ich ojciec..Gdzieś po drodze..bo sam nie mógł trafić,nic dziwnego skoro był pierwszy raz..Zbulwersowany: "wtedy było pusto,a teraz tyle grobów,dlatego nie mogłem poznać!!! A potem śpiewka jakie to ładne kwiaty kupił,nikt nie zapalił takich zniczy jak on..itp O dzieci nawet nie zapytał. Szczęście że jutro ma go nie być :)
        • trelka10 Re: 1 listopada... 01.11.08, 06:48
          a ja własnie idę teraz, za chwilę, jeszcze nikogo nie będzie wiec nie będe
          musiałą niczego udawać ani patrzeć na innych, tak jest lepiej. Cóz Małą ciagle
          bunt i nie chce pójść a ja nie mam zamiaru jej zmuszać. Byłam wczoraj tez rano
          posprzątałam i... nie tak cholera miało to wszystko wyglądać.
          • aniawdowa Re: 1 listopada... 01.11.08, 11:17
            Byłam rano na cmentarzu i cholera niech juz ten dzień sie skonczy. Jestem silna moje zycie wyglada juz teraz prawie ze normalnie choć tak naprawde człowiek ucieka do róznych zajęć zeby jak najmniej myśleć i w sumie sie to udaje. Ale takie dni jak ten odbierają siłe. Dziś podeszli do grobu znajomi tesciów i choć intensywnie starałam sie zająć kwiatkami to nie udało mi sie nie słuchać ich rozmowy z tesciami. Ze taka tragedia taki młody człowiek i te biedne dzeci, wymiękłam łzy cisneły mi sie oczu - myslałam ze minie kolejny rok i bedzie łatwiej w ten dzień a tu masakra, najchętniej zaszyłabym sie w domu i nie pojechała na msze ale musze i dzieci chcą. Tak strasznie sie boje...
            Zycze Wam na dzis duzo siły.
    • anaveronika Re: 1 listopada... 04.11.08, 15:42
      pojechałam z mama rano, zawiezc kwiaty i znicze. potem wrociłysmy na sniadanie do domu i znowu poszłysmy. mama chciała wysłuchac mszy na srodku cmentarza. tam gdzie jest pochowany Konrad juz jej nie słychac. Wiec ona została na tej mszy a ja wrociłam do Konrada, Siedziałam i płakałam. Pare razy tylko usłyszałam "jaki ładny biały nagrobek" A ja tak siedziałam i zastanawiałam sie czy umiescic moje panienskie nazwisko jak umre i czy dziecko umrze. I co tam napisac...
      Potem przyszła mama i tez troche popłakała. I zrobiło mi sie jeszcze smutniej bo pomyslałam, ze skoro tak płacze po smierci zięcia to jak przezyje moja smierc. Przyszłysmy na cmentarz jeszce wieczorem. w miedzyczasie chyba byli tesciowie, bo kto inny mogłby tyle zniczy zapalic. Niewiele osob znało tu Konrada, za krotko mieszkalismy razem...
      W Dzien Zaduszny byłam sama. Przyszedł jakis chłopak z dziewczyna zapalic znicz. Zapytałam "kim pan jest? kolegą z pracy. a pani jest żoną?" Nawet nie spytalam jak ma na imie, to i tak bez znaczenia, nie znałam osobiscie nikogo ze znajomych Konrada. I przypomniałam sobie co robilismy 2 lata temu, tuz po slubie. Tez bylismy na tym cmentarzu, u moich dziadkow, a potem pojechalismy do tesciow na obiad i z nimi na groby rodziny tesciowej. A teraz była taka piękna pogoda, tylko okolicznosci nie były piekne...
    • gosiula74 Re: 1 listopada... 05.11.08, 14:14
      Już po 1-wszym ,a dla mnie chyba jeszcze gorzej niż właśnie tego dnia.
      W gazecie dziś zobaczyłam zdjecia dotyczące Bożego Narodzenia, szczęśliwe
      rodziny( pełne rodziny.
      A ja nawet boję się pomyśleć co to będzie ,jak to wytrzymać .
      Byłam rano na cmentarzu .Mój mąż na zdjęciu ,na pomniku, uśmiechnięty ,tak jak
      zawsze był ( zdjęcie z naszych"ślubnych" ) ,a ja -łzy i rozpacz.
      Staram się wierzyć ,ze jest gdzież ,gdzie jest mu dobrze ,nie lepiej niż tu ,ale
      może i nie gorzej.
      I mam nadzieje ,ze nie tęskni tak jak ja.
      Jak długo to jeszcze będzie tak bolec i kiedy ja w końcu uwierzę ,ze on juz nie
      wróci.
      • malgosiamarcin Re: 1 listopada... 05.11.08, 14:42
        gosiula.... czuje dokladnie to samo co TY! tak bardzo sie boje tych
        swiat, takze widze te pelne rodziny, slysze jak w pracy koeldzy
        dzwonia do zon, a potem na koncu kocham cie...ja nie moge do NIEGO
        zadzwonic..nie poczuje jego zapachu nic nic nie wroci, no jedynie
        bol rozpacz pustka jak wierny przyjaciel.....a ja tak bardzo
        tesknie....swieta? jakie one beda? beznadziejne..boje sie ich..i juz
        placze....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka