literka15
19.11.08, 14:50
Jestem wściekła na męża. Dziś mam wywiadówkę u syna w zerówce.
Poprosiłam męża żeby poszedł, bo raz że brzydka dziś pogoda, a ja
musze po pracy szybko na busa i do szkoły. Potem prędko do domu
obiad, zabawa, położyć dzieci do spania, ogarnąć dom i coś jeszcze
na jutro przygotować. Wszystko byłoby ok gdybym była zmotoryzowana
ale nie jestem i to największy problem. A on teraz dzwoni i mówi, że
może mnie zawieźć z pracy do domu i potem na wywiadówkę,a z powrotem
to sobie radź sama. A on pojedzie jak co tydzień pograć z chłopakami
w piłkę. Dzieci jak zwykle zostałyby ze mną ale że mamcia musi na
wywiadówkę to zostana z babcią. A na obiad o godzinie 21 jak wróci
to kupi pizzę. Ok ale obiad to mam prawie że przygotowany bo
zrobiłam rano jak on spał w międzyczasie jak sie przygotowywałam do
pracy. Czasem zastanawiam się po co on mi w ogóle ptrzebny. Bo pomoc
z niego żadna a tylko nerwy mi psuje. Trochę mi lepiej, ale jak bym
mogła to potrząsnełabym nim mocno.