Dodaj do ulubionych

moje dzieciństwo - co zrobić?

17.03.09, 08:58
Nigdy nie byłam lubianym dzieckiem. Nie byłam też nielubiana tylko raczej
niezauważana. Całe życie mi tego brakowało. Dobrze pamiętam jak bardzo
przeżywałam, jak bardzo byłam samotna.
Moja starsza córeczka ma już 4 lata. Niedługo pójdzie do przedszkola. Tak się
niestety ułożyło że ani w rodzinie ani wśród naszych znajomych nie ma żadnego
rówieśnika. Chodzimy na place zabaw ale jakoś żadnej znajomości nie
zawarłyśmy. Z resztą najczęściej na place zabaw chodził mąż. Nasza mała jest
bardzo ekspresywnym, żywiołowym dzieckiem, nie nadążałam za nią a tak bywało
że z reguły byłam w ciąży :)Co tu dużo mówić... boję się że ona też nie będzie
lubiana, nie będzie szczęśliwa. Spędza mi to sen z powiek. Próbuję się
powstrzymać od tych myśli, bo wiem że przerzucam na nią doświadczenia z mojego
dzieciństwa. I jeszcze w końcu sama ją zepchnę w takie klimaty. Jak sobie z
tym poradzić? Jak rozmawiać z dzieckiem które płacze i mówi że ta czy tamta
dziewczynka nie chciała się z nią bawić? Albo że ktoś ją przezwał? Jak
reagować w takich sytuacjach? Proszę o pomoc
Obserwuj wątek
    • mammunita Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 17.03.09, 10:54
      gdzie mieszkasz? chetnie zaprosilabym Cie z coreczka na wspolne zabawy, ja mam synka i corke;) moze jakbys zobaczyla ze mala swietnie sie bawi z innymi dziecmi rozchwialoby to Twoje watpliwosci. A nie pomyslalas o rodzenstwie dla malej? Takie dzieci o wiele lepiej sie rozwijaja, miedzy moimi maluchami jest 2 lata roznicy i ciesze sie ze maja siebie nawzajem do zabaw itd., glowa do gory:)
      • ven.to Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 17.03.09, 14:34
        mała jest najstarsza z trójki rodzeństwa. ja sama też pochodzę z rodziny
        wielodzietnej. Twój pomysł jest bardzo fajny. Mieszkamy w Skarżysku :)
        • mammunita Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 17.03.09, 22:10
          oj to troche daleko... a myslisz ze Twoje obawy co do tego ze bedzie nielubiana maja jakies realne podstawy? a jakie sa relacje jej z rodzenstwem? jezeli dobre to nie ma co sie martwic, ale jesli np rzuca w nich klockami, gryzie, pluje itp to moze byc nielubiana, ale chyba tak nie jest? Poza tym nie spotkalam sie z tym ze ktos nie chce sie bawic, ja jak jestem gdzies z corka (znajoma, plac zabaw) to dzieci same podchodza pytaja jak masz na imie itp... nie zastanawialam sie nad taka opcja...
    • ven.to p.Agnieszko - proszę o pomoc 17.03.09, 22:10
      Zależy mi bardzo na uzyskaniu porady jak rozmawiać z dzieckiem które przeżywa
      porażki w środowisku innych dzieci? Co jako matka mogę zrobić żeby moje dziecko
      było lubiane? Jak mogę pomóc dziecku?
      • nowy99 Re: p.Agnieszko - proszę o pomoc 20.03.09, 10:52
        Najlepiej zaszczepić w dziecku niezabieganie o bycie lubianym - to
        działa najlepiej, bo wóczas dziecko jest sobą, potrafi zawalczyć o
        swoje prawa, pozycję w grupie. A tylko takich (niestety) się ceni.
        Na zasadzie: na tyle, ile sami się cenimy i szanujemy, na tyle cenią
        nas inni.

        Nie zabiegaj by Twoje dziecko było lubiane. Tzn. możesz zadbać
        jedynie o wyplenienie jakichś obrzydłych, nietolerowanych cech typu:
        bicie, obgadywanie, agresja.
        Możesz uczyć kompromisu, ustępowania (ale tylko czasami!). Poza tym
        dobrze by było, aby miała rodzeństwo - zawsze będzie miała w życiu
        kogoś bliskiego i przede wszystkim życzliwego. Warto by poszła do
        przedszkola, między ludzi;)

        I nigdy nie rozmawiaj przy małej na tematy, że nie masz znajomych,
        koleżanki, nie macie przyjaciół itp itd. Bo wielu ludzi, wiele par
        ich nie ma. Często z wyboru. Ja np. zostawiłam przyjaciółki w
        mieście mojej młodości, czasów nauki, mój mąż też. Teraz jesteśmy
        daleko i powoli pojawiają się znajomi, ale to już nie są znajomości
        szczere, beztroskie. Ludzie się chyba porównują, rywalizują,
        spotykają na konsumpcji alkoholu (mnie to nie rusza), nie prowadzą
        interesujących rozmów, są szablonowi... mam duże wymagania co do
        towarzystwa i stąd mam mało znajomych, z którymi chcę się spotykać.
        Wystarczają mi przelotne i pobieżne rozmowy w pracy.
        To, że nie miałaś koleżanek wcale nie świadczy źle o Tobie, nie
        jesteś w niczym gorsza.
        Nie ma co ludziom nadskakiwać, ponieważ to wygląda podejrzanie.
        Ludzie sami przyjdą. A Ty, Wy zdecydujecie czy Wam pasują...
        • marianka_marianka do nowy99 20.03.09, 16:02
          Mądrze piszesz:)
          nowy99 napisał:
          "Nie zabiegaj by Twoje dziecko było lubiane".
          Też się zastanawiam jak to robić?

          Tzn. możesz zadbać jedynie o wyplenienie jakichś obrzydłych, nietolerowanych cech typu: bicie, obgadywanie, agresja.

          Nienawidzę obgadywania! A trafiłam w pracy do zespołu, gdzie wszyscy obgadywali tego za kim się jeszcze drzwi nie zamknęły. Chyba nikt nie wyplenił tych cech w dzieciństwie i jeszcze kilku innych. Męczyła mnie bardzo ta sytuacja, unikałam okazji do obgadywania i w rezultacie zostałam opisana przez szefową (ocena roczna pracownika)jako osoba o zaburzonych cechach społecznych! A ja po prostu nienawidzę obgadywania...
          Smuciło mnie też to,że bardzo młode osoby przyjęte do pracy szybko "łapały" klimat i po krótkim czasie wpasowały się w tendencje panujące w Zakładzie.
          Cieszę się, że na razie nie muszę tam wracać i po cichu sobie marzę, żeby tam nigdy już nie wrócić.
          nowy99 napisał:
          Ja np. zostawiłam przyjaciółki w mieście mojej młodości, czasów nauki, mój mąż też. Teraz jesteśmy daleko i powoli pojawiają się znajomi, ale to już nie są znajomości szczere, beztroskie. Ludzie się chyba porównują, rywalizują, spotykają na konsumpcji alkoholu (mnie to nie rusza), nie prowadzą interesujących rozmów, są szablonowi... mam duże wymagania co do towarzystwa i stąd mam mało znajomych, z którymi chcę się spotykać.

          Jakbym czytała o sobie:)
          Ja zawsze sobie powtarzam tak:
          Mój czas jest cenny, nie wiem ile mi jeszcze go zostało. Nie będę go marnować na towarzystwo ludzi obłudnych, źle mi życzących, obgadujących itp.
          A niektórym to bardzo ciężko pojąć, dziwią się że rezygnuję z zaproszeń.

          A do Autorki:
          Nie tylko dzieciom jest ciężko w grupie, dorosłym również tylko nauczyli się maskować uczucia. Myślę, że każda mama ma obawy typu czy reszta dzieci je zaakceptuje i dobrze jest wiekszosci swioch obaw nie uzewnętrzniac przy dziecku. Tak sobie myślę, że starasz sie przekazać swojemu dziecku to co najlepsze, ale ono ma przecież swój indywidualny sposób bycia, charakter. I może i tak postąpi w danej sytuacji zgodnie ze swoim przekonaniem.
          Pozdrawiam!
    • miacasa Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 20.03.09, 11:06
      Zapisz mała do przedszkola i obserwuj jak sobie radzi w grupie. Cztery lata to
      właściwie dopiero początek życia społecznego, nie zamartwiaj się na zapas. Moja
      sześciolatka wykazuje zaburzenia zachowania, niestety przez grupę postrzegana
      jest jako dziwaczka i większość dzieci dość okrutnie się z nią obchodzi
      (repertuar wrednych zachowań dzieci mają bardzo bogaty). To co możemy zrobić to
      wspierać rozwój dziecka, trenować umiejętności społeczne, tłumaczyć i
      podbudowywać samoocenę. Tzw. koleżanki można trochę przekupić poświęcając im
      podczas odwiedzin u dziecka trochę więcej uwagi i urozmaicając im zabawy
      (dyskretne podsuwanie pomysłów i delikatna interwencja w obliczu narastającego
      kryzysu). Wielkim oparciem dla mojej córki jest jej młodsza siostra, która jest
      nieocenionym towarzyszem zabaw.
      • ven.to Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 20.03.09, 15:10
        Moja córeczka jest najstarszym dzieckiem, ma jeszcze dwójkę rodzeństwa. Do
        przedszkola pójdzie mam nadzieję od września ( w tym roku nam się nie udało).
        Obecnie mamy znajomych, przyjaciół z którymi bardzo się lubimy, moje dzieci to
        widzą lubią wujków i ciocie. W moim domu rodzinnym tak było - mama i rodzeństwo
        - dusze towarzystwa, zawsze na czele, niesamowicie atrakcyjni itp. Zawsze się
        tam czułam gorsza i z resztą czuję się tak do tej pory. Wdałam się w ojca :)-
        osobę dość trudną w kontakcie, na którym zawsze można polegać, super przyjaciel
        - ale bez mamy, bez jej znajomych on sam nie miałby ich wcale.
        Moje obawy dotyczą powtórzenia mojej sytuacji z dzieciństwa. Ja się czuję gorsza
        bo nie byłam lubiana w dzieciństwie. Uważam że jest coś takiego, jakieś cechy
        osobowe które sprawiają że się jest lubianym albo nie. I to widać, moim zdaniem
        już u dzieci przedszkolnych. Myślę że to jest też coś co się wynosi z domu.
        Staram się dbać o to aby moje dzieci miały wysoką samoocenę. Potrzeba mi
        wskazówek jak to robić. Piszesz "naucz dziecko aby nie zabiegało o bycie
        lubianym" - bardzo bym chciała ale nie wiem jak. Jeżeli mam to wmontowane gdzieś
        w sobie, to przerzucę na dziecko. Jak rozmawiać? Jeżeli mała na placu zabaw
        podchodzi do mnie ze smutną miną i mówi "one nie chciały się ze mną bawić" robię
        minę do złej gry i mówię "no co ty, nie chcą? to nic, pobaw się z kimś innym" "a
        ja chcę z nimi" "nie przejmuj się, chodź, wymyślimy sobie jakąś super zabawę". A
        w duszy chce mi się płakać. Bo to ja sprzedałam jej kawałek siebie. Nielubiany,
        beznadziejny rodzic - jakie może być biedne dziecko? Jaką ma szansę? A jest
        takim fajnym dzieckiem. Wiem, muszę zaufać że jest fajna i że tak ją będą
        widziały inne dzieci. Ja tak uważam, na prawdę. Ale jednak gdzieś mnie kuje
        niepokój "a co z cholernym dziedziczeniem?". Chciałabym być inna, staram się,
        wiem że wszystko zależy ode mnie. Że jak ja będę miała niską samoocenę to od
        kogo ma się nauczyć dobrej, wysokiej. Tylko że ten problem nie dotyczy o tyle
        mnie samej teraz, co tego dziecka we mnie, mnie kilkanaście lat temu. To jest
        jego lęk. Tamtej dziewczynki, która zagryzała zęby i przepłakiwała noce po cichu
        w poduszkę. Mi nikt wtedy nie pomógł i ja nie potrafię pomóc bo nie wiem jak. Jak?
        • rapunzel1 Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 21.03.09, 22:00
          Hej, bycie lubianą ma dla ciebie o wiele za duże znaczenie. To było widać już po pierwszym poście. Może jakaś psychoterapia na twoje problemy z dzieciństwa? Bo to nie jest skutek wrodzonych cech osobowości lecz niskiej samooceny a tą się da poprawić
          Nie trzeba być duszą towarzystwa aby być lubianą. Można być nieśmiałą i lubianą (jak ja). Natomiast rozpaczliwe zabieganie o sympatię otoczenia to prosta droga do nieszczęśliwego życia.


          > ..Jeżeli mała na placu zabaw
          > podchodzi do mnie ze smutną miną i mówi "one nie chciały się ze mną bawić" robię
          > minę do złej gry i mówię "no co ty, nie chcą? to nic, pobaw się z kimś innym" "a ja chcę z nimi" "nie przejmuj się, chodź, wymyślimy sobie jakąś super zabawę".

          Reagujesz chęcią zduszenia smutku córki w zarodku, a ona ma prawo czuć się smutna, tak samo jak inne dziecko ma prawo nie chcieć wspólnej zabawy.
          O uznaniu dla uczuć dziecka i mądrym chwaleniu piszą Faber i Mazlish w "Jak mówić żeby dzieci słuchały. Jak słuchać żeby dzieci mówiły".

          • abasia471 Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 22.03.09, 02:17
            Moim zdaniem to trochę za bardzo przypisujesz swoje uczucia córce.
            Ona być może wcale nie cierpi tak jak ty kiedyś. Po prostu jest jej
            smutno, bo nie dostaje tego czego w danym momencie chce,
            towarzystwa tej konkretnej koleżanki. Twoje dziecko musi się
            nauczyć, że nie każdy będzie ją akceptował, ale to nie zmienia
            faktu, że jest wystarczająco dobra taka jaka jest. Można oczywiście
            dziecku pomagać w rozwijaniu społecznch umiejętności, uczyć bycia
            miłym dla innych dzieci, ale nie można uzależniać dziecka od opinii
            innych. Ja byłam dzieckiem bardzo samotnym wewnętrznie, trochę
            dziwnym i wycofanym, ale mimo to byłam bardzo lubiana. Teraz też
            widzę, że ludzie mnie lubią, chociaż nie zawsze się ze mną
            zgadzają. Wydaje mi się, że ludzie lubią przeważnie tych, którzy
            sami lubią ludzi. W jakiś sposób wyczuwają akceptację i lgną do
            tych, którzy żywią pozytywne uczucia. Ucz córkę otwartości na
            innych, tolerancji, życzliwości a reszta się ułoży.
            • ven.to Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 22.03.09, 09:20
              Dzięki dziewczyny za wasze wypowiedzi. Dzięki za pomoc.
              Ja sobie zdaję sprawę że to są moje uczucia nie jej. Właśnie o to mi chodzi. Jak
              to powstrzymać? Może rzeczywiście jakaś terapia.
              Mój problem polega na tym że mam wątpliwość czy potrafię dać dziecku dobre
              poczucie własnej wartości? Nie wiem jak. Wszyscy rodzice powtarzają style swoich
              rodziców. Mój styl wymiesza się ze stylem męża i mogę mieć nadzieje że nie
              sprzedam mojej córce tego co mi sprzedano. Nie mam złudzeń że oprócz jakiś
              wrodzonych cech temperamentu, to środowisko rodzinne wpływa na osobowość i
              rozwój kontaktów społecznych. Jasne że wszystkiego można się później nauczyć.
              Ale ja nie chcę żeby moje dziecko musiało na własną rękę naprawiać to co ja zepsuję.
              "Wydaje mi się, że ludzie lubią przeważnie tych, którzy
              > sami lubią ludzi. W jakiś sposób wyczuwają akceptację i lgną do
              > tych, którzy żywią pozytywne uczucia. Ucz córkę otwartości na
              > innych, tolerancji, życzliwości a reszta się ułoży". - czy to nie jest właśnie
              błędne koło wszystkich nielubianych? Zazwyczaj są bardzo otwarci, tolerują
              wszystko, są baaardzo życzliwi właśnie po to by pokazać jak bardzo lubią innych
              żeby być lubiani. To dla mnie nie ma sensu.
              Myślę że ludzie lubią ludzi którzy lubią sami siebie. I o to mi chodzi. Jak
              sprawić żeby córka sama siebie lubiła?
              Wspomnianą książkę czytałam. Nie znalazłam w niej nic dla siebie.
              No to jak rozmawiacie z dziećmi które doznają takich koleżeńskich porażek?
              Poradźcie jak rolnikowi na roli :)
              • rapunzel1 Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 22.03.09, 12:41
                Dla ciebie jest ten rozdział z Faber i Mazlish o pochwałach :) Powinnaś poćwiczyć chwalenie samej siebie. Kilka razy dziennie pochwal swoje bieżące osiągnięcia konkretnie i szczegółowo, bo ogólnikowe "jesteś fajna" nie jest przekonujące.
                Nigdy nie mów o sobie "beznadziejna". Jeśli coś ci nie wyjdzie skrytykuj konkretnie swoje postępowanie, zapamiętaj wnioski na wypadek podobnego przypadku w przyszłości i przestań rozpamiętywać tą sprawę.
                Poczytaj też sobie o swoim wewnętrznym krytyku:
                www.pozaschematy.pl/2008/06/26/poznaj-swojego-wewnetrznego-krytyka/

                Dziecko w razie porażki przytul, wyraź zrozumienie stosowne do stopnia rozczarowania córki, ale nie rozdmuchuj sprawy. Powtarzaj starą prawdy "jescze się taki nie narodził co by wszystkim dogodził" i "bowiem cały w tym ambaras aby dwoje chciało naraz"
                Nie interweniuj z własnej inicjatywy i bierz poprawkę na własną nadwrażliwość w tym temacie.
              • abasia471 Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 22.03.09, 13:48
                ven.to napisała:

                > właśnie błędne koło wszystkich nielubianych? Zazwyczaj są bardzo
                >otwarci, tolerują wszystko, są baaardzo życzliwi właśnie po to by
                pokazać jak bardzo lubią innych> żeby być lubiani. To dla mnie nie
                ma sensu.

                Nie wiem jakich nielubianych Ty znasz, ale z moich obserwacji
                wynika, że tolerancyjnch i życzliwych jednak się lubi. Przestaje
                się ich lubić, gdy zauważa się, że ich tolerancja i życzliwość jest
                środkiem do osiągana celów i niczym więcej. Ludzie potrafią
                odczytywać intuicyjnie niewerbalne sygnały, więc nawet jeżeli
                zapewniamy o życzliwości a jednocześnie widać po nas, że nie
                jesteśmy do końca szczerzy, to jesteśmy odrzucani. Zwróć uwagę, jak
                często ci nielubiani mówią: ja tak się staram być w porządku a
                ludzie to........ i tu następuje wyliczanka, jacy ci ludzie
                paskudni. Czy to nie ma w sobie jakiejś negatywnej oceny, poczucia,
                że ten oceniający jest bardziej ok, niż ci ludzie?

                > Myślę że ludzie lubią ludzi którzy lubią sami siebie.

                Tak. To twierdzenie jest prawdziwe. Jeżeli lubimy siebie, to ludzi
                oceniamy podobnie i zakładamy, że oni też nas lubią. Mamy
                świadomość swoich wad, więc tolerujemy też wady innych. Gdy
                koleżanka warknie, bo jest choleryczką, to nie zachwieje to naszym
                poczuciem własnej wartości. Wiemy, że zareagowała tak a nie
                inaczej, bo taka już jest. Nie będziemy pielęgnowały żalu i
                oceniały, jak ona mogła tak do mnie powiedzieć. Sytuacja przeciwna
                jest taka, gdy nie bardzo lubimy siebie i źle się oceniamy. Mamy
                wtedy większą skłonność do krytycznego oceniania innych. Możemy
                udawać, że tak nie jest, kamuflować swoje nastawienie, ale ono i
                tak wychodzi i inni je odbierają.

                > sprawić żeby córka sama siebie lubiła?

                Zacząć od siebie i siebie polubić, żeby nie sprzedawać córce
                niewerbalnych sygnałów, że z nią albo z Tobą jest coś nie tak.
                Uczyć córkę otwartości na ludzi i zgody na siebie. Wpoić córce, że
                bycie dobrym radosnym człowiekiem jest dobrem a dzielenie się tym
                dobrem nie powinno być uzależnione od tego co dostajemy w zamian.
                Dobro zawsze wraca, nie zawsze od tego, który doznał dobra od nas,
                ale wróci na pewno. Człowiek istota społeczna, więc mówienie, że
                nieważne jak inni nas oceniają jest tylko częściowo prawdziwe. Tak
                naprawdę najlepiej poznajemy siebie w oczach innych ludzi. Nie
                znaczy to jednak, że mamy patrzeć na siebie wyłącznie oczami
                innych. I tu kłania się zasada złotego środka.
              • agnieszka_iwaszkiewicz Re: moje dzieciństwo - co zrobić? 28.03.09, 07:49
                Rzecz podstawowa, zbyt wcześnie oczekuje Pani od córeczki zrównoważonych,
                dobrych, wyłącznie przyjaznych, bezkonfliktowych kontaktów z ludźmi. Dzieci 4 -
                letnie jeszcze nie są do tego zdolne, to dopiero początek socjalizacji. One
                zaczynają się dopiero takich kontaktów uczyć a czas trwania tej nauki do ok. 5,6
                następnych lat. Zachowania 4,5 latków w grupie czy w parach nie są
                odwzorowaniami zachowań dorosłych czy już starszych dzieci. Ich kontakty, nawet
                te grupowe są skierowane na osiąganie własnych celów a nie celów grupy czy
                drugiego dziecka. Stąd przezwiska, bójki o wiaderko czy porzucanie zabawy i
                kolegi bez większego zmartwienia i przechodzenie do zabawy z innym dzieckiem.
                Warto też pamiętać, że córka ze względu na wiek, jeszcze nie jest zdolna do
                własnych wyborów towarzyskich, jej kontakty są ograniczone do miejsc, gdzie
                przyprowadzą ją dorośli, a place zabaw rzadko są miejscem zawierania dobrych
                znajomości. To tylko chwilowy, krótki kontakt, ze góry założona przypadkowością
                i brakiem powtarzalności.
                Dlatego diagnoza zachowań córki jako samotniczych czy nieumiejętnych lub
                niepokój , że może stać się kozłem ofiarnym wśród dzieci, moim zdaniem są
                przedwczesne. W tym sensie być może przenosi Pani swoje doświadczenia i swój
                niepokój na zachowania córki.
                Dlatego nie trzeba uczyć córki szczególnych zachowań czy sposobów kontaktu z
                dziećmi. Raczej tłumaczyć jej zachowania innych i jej własne. Zastanawiać się
                razem co ona może przeżywać w danej chwili i to naprawdę nie muszą być uczucia
                związane z drugą osobą.
                Proszę też pamiętać, że córka ma rodzeństwo. Takie dzieci wiele potrzeb
                społecznych załatwiają w domu. Lepiej lub gorzej, ale jednak.
                Nie wiem jak jest Pani doświadczenie, ale może Pani samotność czy bycie
                niezauważoną niekoniecznie musiało wynikać z nieumiejętności towarzyskich czy
                socjalnych.
                Na razie proszę być spokojną, nic złego się nie dzieje. Problem byłby wtedy,
                gdyby Pani tak opisała 12 - letnie dziecko. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka