Dodaj do ulubionych

wierzcholek gory lodowej

22.04.09, 21:51
to nie jest wielki problem, ale baaaardzo mnie wkurza i musze sie
wyzalic (i strasznie sie rozpisalam - sory). zepsul sie nam
komputer - lekko liczac dobry miesiac temu. mamy laptopa, ale coz z
tego skoro od zawsze laptop byl u rodzicow meza (nie pytajcie
dlaczego). jesli byl mezowi potrzebny np wyjezdzal sluzbowo to go
przywozil a potem z powrotem zawozil. zaraz potym jak sie zepsul maz
jechal do swoich rodzicow wiec poprosilam go zeby przywiozl -
zgodzil sie. po weekendzie wrocil bez laptopa,dlaczego: zapomnial i
tyle wyjasnienia. wkurzylam sie, ale potem pomyslalam OK zdarza sie
(tzn bardzo chcialam w to wierzyc), zaproponowalam ze sama pojade,
zeby tylko zadzwonil do rodzicow i ich uprzedzil (pociagiem jakies 2
godziny w jedna strone). i tu opor - przywiez nie przywiezie, ale
zebym ja pojechala to tez nie. teraz na pytanie o laptopa stwierdza:
jaki laptop? o czym ty mowisz? my mamy jakiegos laptopa?

a co z kompem: słyszalam bez przerwy zepsulas (bo padl kiedy ja go
uzywalam), kiedy naprawisz itp. w koncu przed swietami powiedzialam
ze zabieram komputer do naprawy. na co moj maz: przeciez zanioslem
juz dysk do naprawy! :-o moje zdziwienie bo nic mi o tym nie mowil
natomiast ciagle slyszalam kiedy naprawie bo zepzsulam. jak pytam
sie gdzie zaniosl to slysze daleko, do serwisu.... a ostatnio maz
pyta sie kiedy kupie dysk bo zepsulam.

dawno juz kupilabym ten cholerny komputer gdybym miala srodki. nie
musialabym sie prosic. studiuje podyplomowe - bazy danych nic nie
moge zrobic w zwiazku ze studiami, chcialam sie uczyc angielskiego
zakupilam program - co z tego jak nie mam gdzie uruchomic (chcialam
uczyc sie prywatnie, ale nie stac mnie wiec znalazlam takie
rozwiazanie - maz sie uczy). jak powiedzialam mu o angielskim to
zaproponowal, ze moze mi uzyc sluzbowego laptopa np. dwa razy w
tygodniu po godzinie - nooo podziekowalam dosc niegrzecnie. pracuje
na pol etatu, zero wlasnych oszczednosci, oplaty za studia
pochlaniaja mi wiekszosc pensji reszta na zakupy do domu + na
siebie. dla kontrastu maz ma super pensje, na jego koncie
kilkadziesiat tysiecy oszczednosci. nie mamy rozdzielnosci, ale nie
mam w tej kwesti nic do powiedzenia tak bylo od zawsze. dopoki
pracowalam na cely etat, radzilam sobie bylam niezalezna. pokrywalam
polowe wydatkow na dom. zajmowanie sie domem tez nalezalo w calosci
do mnie.

nie bede ukrywac ze w naszym zwiazku jest bardzo zle, myslimy o
rozstaniu, ale wkurza mnie ze w takiej drobnej kwesti moj maz rzuca
takie klody. wiem ze robi to bo to mi bardziej na tym zalezy i dla
mnie jest to bardziej dokuczliwe. a ja sie wnerwiam, ze nie stac
mnie zeby to rozwiazac. fakt ze odkad pracuje na pol etatu, to on
oplaca wszystkie rachunki i robi wiekszosc zakupow, ale to ja
zajmuje sie domem, sprzatam, gotuje - zreszta tak bylo zawsze. jest
tak zle ze nie pojedziemy w tym roku razem na wczasy z dzieckiem -
co oznacza ze maz pojedzie z corka bo ma na to srodki, a ja nie. i
tyle.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: wierzcholek gory lodowej 22.04.09, 22:07
      Układ, także finansowy, w waszym związku jest dziwaczny, jakbyście w ogóle nie
      byli małżeństwem. Poza tym widać, że nie dogadaliście się i nie dogadujecie w
      sprawach finansowych. Dla mnie sytuacja, kiedy ty musisz sobie sporo odmawiać,
      nie masz nawet kompa własnego, a mąż ma przy tym tak duże oszczędności, jest
      sytuacją nienormalną.
      Poza tym z opisu robisz w związku za kuchtę, nieopłacaną i nieszanowaną na
      dodatek. Naprawdę dziwaczny związek.
      • krzysztof-lis Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 08:30
        > Układ, także finansowy, w waszym związku jest dziwaczny, jakbyście
        > w ogóle nie byli małżeństwem.

        Nie mogę się z tym zgodzić. Aby móc wyciągnąć takie wnioski, trzeba było jeszcze
        dowiedzieć się na przykład:
        * czyj był pomysł żeby wątkotwórczyni zrezygnowała z połowy etatu i poszła na
        studia,
        * na co przeznaczone są oszczędności jej męża,
        * ile wydaje wątkotwórczyni "na siebie" i co to tak naprawdę oznacza.

        Poza tym wątkotwórczyni stwierdza:
        > nie mamy rozdzielnosci, ale nie mam w tej kwesti nic do
        > powiedzenia tak bylo od zawsze.

        I naprawdę nie wiem dlaczego marudzi, skoro tak było od zawsze i sama świadomie
        się na to zdecydowała.

        > Dla mnie sytuacja, kiedy ty musisz sobie sporo odmawiać, nie masz
        > nawet kompa własnego, a mąż ma przy tym tak duże oszczędności, jest
        > sytuacją nienormalną.

        No dobrze, ale dlaczego wątkotwórczyni sama nie ma oszczędności? Może dlatego,
        że nie potrafi oszczędzać a wszystkie pieniądze ma w zwyczaju przepuszczać na
        przyjemności (cokolwiek znaczy to "na siebie")?

        Naprawdę myślę, że kupienie sobie własnego komputera na raty nie jest czymś
        bardzo trudnym.
        • serendepity Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 11:18
          > No dobrze, ale dlaczego wątkotwórczyni sama nie ma oszczędności? Może dlatego,
          > że nie potrafi oszczędzać a wszystkie pieniądze ma w zwyczaju przepuszczać na
          > przyjemności (cokolwiek znaczy to "na siebie")?
          >
          > Naprawdę myślę, że kupienie sobie własnego komputera na raty nie jest czymś
          > bardzo trudnym.

          Pewnie nie ma oszczednosci, bo jak napisala maja dziecko, pracuje na pol etatu i
          placi za studia. Zakladam, ze studia robi po to, zeby zaowocowalo to wyzszymi
          kwalifikacjami i wyzsza pensja w przyszlosci. Mowiac krotko rozwija sie.

          A jakby pracowala na caly etat, ale ciagle zarabiala mniej, bo ma taki zawod, to
          tez mialaby prosic sie dobrze zarabiajacego meza o wszystko czy nie jechac na
          wczasy rodzinne, bo nie stac ja na to, zeby zaplacic za siebie?

          Z tego co widze to wynika wyraznie, ze maz wrecz utrudnia jej zycie, zamiast ja
          wesprzec finansowo i psychicznie kiedy studiuje i zdobywa nowe wyksztalcenie.
          Przeciez jej wyzsze kwalifikacje wplyna na lepsza przyszlosc dla calej rodziny.
          Rownie dobrze moglaby nie miec meza, przynajmniej nikt nie utrudnialby jej
          zycia. Zabralaby np komputer do naprawy sama i nie czekala na jego laske.

          • krzysztof-lis Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 13:50
            > Pewnie nie ma oszczednosci, bo jak napisala maja dziecko, pracuje
            > na pol etatu i placi za studia.

            Napisała również, że kiedyś pracowała na pełny etat i nie studiowała, więc
            spodziewam się, że wtedy udało się jej coś odłożyć.

            Przynajmniej powinno jej się udać.

            > A jakby pracowala na caly etat, ale ciagle zarabiala mniej, bo ma
            > taki zawod, to tez mialaby prosic sie dobrze zarabiajacego meza o
            > wszystko czy nie jechac na wczasy rodzinne, bo nie stac ja na to,
            > zeby zaplacic za siebie?

            Możemy sobie tak gdybać do woli. Skoro gdybamy, to odpowiem tak: gdybym ja
            musiał finansować żonie wakacje, bo ona nie ma w zwyczaju zbierać pieniędzy
            tylko wszystko przepuszcza "na siebie", to czułbym się, delikatnie mówiąc,
            wykorzystywany.

            > Z tego co widze to wynika wyraznie, ze maz wrecz utrudnia jej
            > zycie, zamiast ja wesprzec finansowo i psychicznie kiedy studiuje
            > i zdobywa nowe wyksztalcenie.

            Przecież ją wspiera. Przecież przejął na siebie większość ciężaru utrzymania domu.

            > Przeciez jej wyzsze kwalifikacje wplyna na lepsza przyszlosc dla
            > calej rodziny.

            Tego nie wiemy. Bo równie dobrze może być tak, że ona będzie zarabiać więcej i
            jeszcze więcej wydawać. A poziom życia rodziny się nie zmieni.

            > Rownie dobrze moglaby nie miec meza, przynajmniej nikt nie
            > utrudnialby jej zycia. Zabralaby np komputer do naprawy sama i nie
            > czekala na jego laske.

            Ale kto wątkotwórczyni bronił zawieźć komputer do naprawy od razu gdy się zepsuł?

            Póki co nie widziałem tam żadnych przeszkód, by ona to zrobiła.
            > zycia. Zabralaby np komputer do naprawy sama i nie czekala na jego laske.
    • marianka_marianka Re: wierzcholek gory lodowej 22.04.09, 22:22
      kat-le napisała:
      "jest tak zle ze nie pojedziemy w tym roku razem na wczasy z dzieckiem - co oznacza ze maz pojedzie z corka bo ma na to srodki, a ja nie. i tyle."

      Powiedziałabym nawet, że w Twoim małżeństwie jest tragicznie. Aż mnie dreszcze przeszły - brrr.
      Ja z racji zajmowania się dziećmi też jestem "chwilowo" finansowo uzależniona od męża. Byłoby mi co najmniej przykro usłyszeć jakąkolwiek wzmiankę na temat tego, że nie należy mi się.... (dowolne wpisać) bo teoretycznie nie zarabiam.
      Twój mąż ceni ludzi odpowiednio do wysokości zarobków, więc w jego oczach blado wypadasz...
      Nie dziwię Ci się, że fatalnie oceniach swoje małżeństwo i myślisz o rozstaniu.
    • filaretka Re: wierzcholek gory lodowej 22.04.09, 23:15
      mam wrażenie że finansowe problemy to faktycznie wierzchołek. Aż strach pomyśleć
      co jest górą...

      podobnie jak przedmówczyni, miałam gęsią skórkę jak to czytałam.

      > jest tak zle ze nie pojedziemy w tym roku razem na wczasy z dzieckiem -
      > co oznacza ze maz pojedzie z corka bo ma na to środki, a ja nie.

      Przerażające :(

      Aż dziw ze córeczka jedzie, w koncu nie zarabia...

      Czy ty na prawde przed ślubem nie wiedziałaś, że tak będzie? Wyjście do kina,
      knajpki etc? Nie zauwazylaś jak traktuje cie mąż? Jakie ma podejście do kwestii
      pieniędzy?

      Jestem zdecydowaną zwolenniczką wspólnoty w tej kwesti - wspólnego konta z
      którego pokrywa się wszystko jak leci - zakupy, oplaty plus odłozenie czegoś na
      oszczędności - oraz zostawienia częsci na przegrzmocenie na pierdoły - ciuszki,
      kino etc. w razie czego po równo - np. 300zł dla każdego małzonka na pierdoły -
      piwo, ciuch, fryzjer, zakłady bukmacherskie - jak kto chce, jego sprawa. Nie
      wiem czy u was sie to przyjmie - ale inaczej nie wróze wam nic dobrego...
      • krzysztof-lis Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 08:33
        > Jestem zdecydowaną zwolenniczką wspólnoty w tej kwesti - wspólnego
        > konta z którego pokrywa się wszystko jak leci - zakupy, oplaty
        > plus odłozenie czegoś na oszczędności - oraz zostawienia częsci na
        > przegrzmocenie na pierdoły - ciuszki, kino etc. w razie czego po
        > równo - np. 300zł dla każdego małzonka na pierdoły - piwo, ciuch,
        > fryzjer, zakłady bukmacherskie - jak kto chce, jego sprawa.

        Pomysł mi się podoba, ale nie do końca.

        Rzeczywiście wspólne konto i wspólne oszczędności powinny być zasilane
        pieniędzmi wspólnie, w mojej opinii
    • arieta Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 00:36
      Jak to czytam, to nie moge sie zorientowac, jaka jest motywacja twojego meza. I w sumie jaka twoja. Bo moje odczucie jest takie, ze juz bym sie dawno zbuntowala, bo to jest niesprawiedliwe.
      Jednym z plusow malzenstwa jest bezpieczenstwo finansowe. Jesli ja nie pracuje to pracuje maz, jak nie maz to ja i wszystko sie jakos kreci. A oszczednosci sa wspolne i martwi o przyszlosc sie tez wspolnie, czyli jednak przez to mniej.
      To po co ci malzenstwo przez ktore jeszcze bardziej niz jakbys byla samotna musisz sie stresowac?
      Bedac sama, musialabys sama sie utrzymac, ale opieka nad dzieckiem (czyli np czas ktory ktos musi spedzic poza praca, by opiekowac sie corka) bylby dzielony na dwa ( o ile bys o to zawalczyla), tak samo obowiazki domowe - sprzatalabys tylko za soba itp.
      Nie namawiam cie na rozwod, ale mowie, ze w twoim zwiazku nie widze plusow jakie sie zazwyczaj ma z malzenstwa, a widze mnostwo minusow. Bo o wsparciu emocjonalnym nie wspomniasz wprost, ale wnioskuje, ze nikle.
      Nie wiem czy to chodzi o dume, ktora powoduje, ze nie chcesz zawalczyc o zmiane, czy moze chcez walczyc, ale nie widzisz metod?
      Dlaczego pracujesz na pol etatu?
      Dlaczego mimo swojego zalu do meza godzisz sie na wykonywanie prac domowych w calosci?
      Praca na pelen etat i zmiana w kwestii obowiazkow domowych, to cos czego zmiana zalezy od ciebie.

      Moje pierwsze skojarzenie bylo, ze to gra o wladze, ale potem pomyslalam, ze jednak jestes w jakims tam zakresie samodzielna i to utrzymujesz. Potem mi przyszla do glowy zlosliwosc. Ale dlaczego?
      Nie rozumiem tego.
    • lost_blueberry Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 12:36
      jesli -jak napisalas- nie macie rozdzielnosci finansowej, to wg polskiego prawa nie twoj maz ma kilkadzesiat tysiecy oszczednosci tylko WY macie.i w kwestii wakacji z dzieckiem nie mialabym skrupulow na twoim miejscu zeby mu o tym przypomniec.jesli on dalej uwaza ze jak zarobil to jest jego, a w waszym zwiazku jest tak zle jak piszesz moze powinnas rozwazyc rozwod?wtedy dostalabys polowe wszystkich waszych pieniedzy i rzeczy.
      ehh jak przeczytalam o tych wakacjach to strasznie smutno mi sie zrobilo,zal dziecka
      • krzysztof-lis Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 13:51
        > ehh jak przeczytalam o tych wakacjach to strasznie smutno mi sie
        > zrobilo,zal dziecka

        A mnie się śmiać chce, gdy czytam, że mężczyzna nie może trzymać na swoim koncie
        własnych oszczędności, ale kobieta może bez problemu nie mieć żadnych
        oszczędności i wszystkie pieniądze przepuszczać.

        • miacasa Re: wierzcholek gory lodowej 23.04.09, 14:09
          > A mnie się śmiać chce, gdy czytam, że mężczyzna nie może trzymać na swoim konci
          > e
          > własnych oszczędności, ale kobieta może bez problemu nie mieć żadnych
          > oszczędności i wszystkie pieniądze przepuszczać.

          jak widać ludzie mają różne poczucie humoru


          Do Autorki: Twój mąż stosuje wobec Ciebie przemoc ekonomiczną/finansową a Ty
          gładko wchodzisz w rolę ofiary. Jesteście małżeństwem, macie względem siebie
          prawa i obowiązki. Może się mylę ale czy Twój mąż nie jest przypadkiem przeciwny
          Twoim studiom podyplomowym? Może obawia się, że się uniezależnisz ekonomicznie
          od niego? Ewidentnie upokarza Cię posługując się środkami materialnymi. Chyba
          jakoś umawialiście się odnośnie wspólnego życia, planowaliście opiekę nad
          dzieckiem, Twoją rezygnację z części etatu a co za tym idzie zmniejszenie
          dochodów ale też większą ilość czasu jaki możesz ofiarować dziecku i waszemu
          domowi. Postaraj się ucinać te mężowskie manipulacje i spokojnie nazywać je po
          imieniu, weź też odpowiedzialność za swoje potrzeby. Skoro potrzebny Ci
          komputer, pojedź po laptopa i już. Gorzej chyba z tymi wczasami, bo w podobnych
          okolicznościach prędzej bym się rybką udławiła niż przełknęła takie kwiatki.
    • weronika.3 Re: wierzcholek gory lodowej 24.04.09, 14:05
      To nie jest mały problem. On jest duży, leży u podstaw waszego funkcjonowania
      jako rodziny.Słusznie, że Cię wkurza. To co opisałaś wskazuje, moim zdaniem, że
      mąż traktuje Cię instrumentalnie, nie liczy się z Tobą i nie szanuje. Próbuje na
      Ciebie wywierać presję, manipulować Tobą. To nie jest zdrowe.
      • weronika.3 Re: wierzcholek gory lodowej 24.04.09, 14:06
        Określenie "mąż" powinnam zastąpić określeniem "partner". Przepraszam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka