co myslec o moim mezu..?

13.06.09, 17:39
2 lata zwiazku - udanego
pozniej zareczyny
potem ciaza i slub ..
dzis 9 miesiecy po slubie i czuje sie wrakiem psychicznym..
czemu moj maz:
-bedac w ciazy zabronil korzystac mi z pieniedzy wspolnych ze slubu?
-dlaczego uwaza ,ze obowiazkiem moich rodzicow jest utrzymywac mnie poki
studiow nie skoncze?
-dlaczego pracuje i trzyma kase dla siebie?
-nie mowi o swoich zarobkach i chomikuje kase
-po porodzie nie chcial jechac do mnie do domu na tydzien (mieszkamy w akademiku)
-byl pijany jak rodzilam corke
-krzyczal i zabranial malej podawac butelke z mlekiem modyfikowanym
-gdy wyladowalam 2 tygodnie po porodzie w szpitalu obwinial mnie,ze nie
zalatwilam miejsca dla corki w pokoju
-uderzyl mnie kiedy chcialam podac butelke z mlekiem
- mowi,ze jestem wyrodna matka
-chce bysmy sie odizolowali od wszytskich
-nienawidzi mojej rodziny i znajomych
-mowi ,zebym w koncu sie zamknela gdy prosilam go zeby wysiadl szybciej z auta
-mowi,ze zachowuje sie jak krowa bo tylko ja decyduje co podac naszej corce do
jedzenia
-chce sie kochac tylko i wylacznie bez zabezpieczenia
-mowi ,ze jego matka ma prawo myslec o mnie,ze nie kocham naszej coreczki,bo
powiedzailam jej zeby sie nie wtracala
-mowi,ze nie wie po co ze mna jest i nie wie czy jeszcze cos do mnie czuje
-boje sie powiedziec mu ,ze cos sama kupilam(bez jego zgody) ,boje sie kupic
rzecz ktora jest o 1zl drozsza niz w innym sklepie,boje sie mu powiedziec,ze
chce jechac do domu uczyc sie..
-nie chce zeby ktos inny oprocz mnie i jego zajmowal sie nasza corka
-nie zgadza sie by moja siostra byla matka chrzestna, nie przyjmuje do
wiadomosci,ze jego siostra nie moze byc matka chrzestna ale i tak do tego dazy
i jest w stanie czekac na chrzest 2lata (do czasu az siostra nie przyleci do
polski)
uff...jest jeszczem nostwo innych rzeczy przykrych..>:( co mam o nim myslec?
czy moja myslo ewentualnym rozwodzi epowinna kielkowac?;(
    • triss_merigold6 Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 18:23
      Połowa zachowań wystarczyłaby, żeby od pana uciekać z krzykiem.
    • pudelek09 Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 19:25
      Kochana!Uciekaj jak najdalej od niego.Moze rodzice pomoga ci w
      opiece nad dzieckiem,zebys mogla ukonczyc studia?Nie jestes wyrodna
      matka dbajac o dziecko!Nie daj sobie tego wmowic!to raczej on ma
      zadatki na wyrodnego ojca fundujac wlasnej corce takie zycie!Nie
      mozesz dac sie odizolowac od swiata,tylko dlatego ze on tak chce,bo
      zwariujesz!Moze on do tego dazy,zeby bezkarnie nadal sie nad Toba
      znecac?Bo moglabys wkoncu pow cos rodzicom,kolezankom i moglby miec
      problem,a jak nie masz mozliwosci spotkan,to nikt nie wie,a on robi
      swoje!UCIEKAJ!stosunki bez zabezpieczania?czekasz az narobi Ci
      dzieciakow?Teraz masz szanse ulozyc sobie zycie-z
      1dzieckiem,skonczysz studia,mala do przedszkola,Ty do pracy>Moze
      poznasz kogos wartosciowego kto pokocha Ciebie i Twoja coreczke.NIE
      ZNISZCZ zycia swojemu dziecku!Zebys zastanawiala sie nad kupnem
      cukierka dziecku,bo co jemu powiesz-ze 1zl wiecej wydalas?
    • deodyma Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 21:30
      o jezu...
      co Ty z nim jeszcze robisz???
    • marianka_marianka Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 21:34
      shklarnia napisała:
      "2 lata zwiazku - udanego"
      Przez dwa lata nie zauważyłaś nic niepokojącego? Nie wierzę...

      Zanim od niego odejdziesz (to wydaje się być łatwe, po prostu nie wpuścisz go do akademika) radziłabym wybrać się do lekarza po tabletki antykoncepcyjne.
    • 18_lipcowa1 Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 23:05

      > czy moja myslo ewentualnym rozwodzi epowinna kielkowac?;(



      Nie kielkowac. Ona sie powinna realizowac w postaci zlozonego pozwu.
    • an122 Re: co myslec o moim mezu..? 13.06.09, 23:45
      O rany..... to jakiś psychol!
    • sheer.chance Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 01:26
      Co myslec???

      Jak w starym dowcipie. Tu nie ma co myslec! Tu trzeba spie...ac!
    • kaz-oo Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 08:21
      Jeśli to wszystko prawda to żyjesz z psychopatą.
      Nie zadawaj sobie już żadnych pytań tylko uciekaj od niego - jak najszybciej i
      jak najdalej!
    • annb Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 09:21
      pomysl o zlozeniu pozwu rozwodowego
      nawet placic nie musisz, tylko popros o zwolnienie z kosztow ze
      wzgledu na brak dochodow.
      i to szybko zanim ci zrobi kolejne dziecko
      • prosta-kobieta56 Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 09:40
        Dziwne?potrzebujesz jeszcze porady?czy wyobrazasz sobie zyc z tym czlowiekiem nadal?
        • shklarnia Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 10:58
          bo to jest inaczej jak takie rzeczy dzieja sie z dnia na dzien..dopiero po
          jakims czasie zaczelam sobie zdawac sprawde,ze cos jest nie tak,a jak
          przeczytalam co napisalam to sama sobie poradzilabym rozwod.. nie umiem sobie z
          tym poradzic..najgorsze,ze zachowuje sie jak te wszytskie zastraszane kobiety-
          tlumacze sobie jego absurdalne zachowania i mam cicha nadzieje,ze sie zmieni.. z
          drugiej strony watpie w to.. brakuje mi odwagi...chyba boje sie tez tego,ze
          koscielnego rozwodu nie dostane,bo nie mam dowodow...ktos wie czego potrzebuje w
          takiej sytuacji??jakie papiery?
          • annb Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 11:09
            wiesz co
            koscielny "rozwod" *to jest ostatnia rzecz na jakiej teraz powinno
            Ci zalezec
            Nie wymyslaj pretekstow aby nie zlozyc wniosku, i nie graj w gre-tak-
            ale.


            *nie ma czegos takiego, jest uznanie małżeństwa za "nieważnie zawarte


            • genoweffea Re: co myslec o moim mezu..? 26.06.09, 01:48
              MOŻNA UZYSKAĆ UNIWEAŻNIENIE MAŁŻEŃSTWA KOŚCIELNEGO, JEŚLI UDOWODNISZ, ŻE TWÓJ
              MĄŻ W CHWILI ŚLUBU BYŁ NIEZDOLNY DO PODJĘCIA PODSTAWOWYCH OBOWIĄZKÓW
              MAŁŻEŃSKICH(a fakt, że chce żeby rodzice odpowiadali za Ciebie finansowo, oraz
              zrzuca ciężar opieki nad dzieckiem na pewno do tej kategorii należy. Powodzenia:)
              • shklarnia Re: co myslec o moim mezu..? 26.06.09, 17:27
                genoweffea

                dziękuję Ci.. zapaliło się światełko w tunelu :( teraz wiem, że mogę coś takiego
                uzyskać jeśli się zdecyduję,bo nie ukrywam, że zależałoby mi na tym.
    • krzysztof-lis Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 11:45
      Z tej listy zarzutów pod adresem męża kilka może mieć nawet rozsądne uzasadnienie.

      > -bedac w ciazy zabronil korzystac mi z pieniedzy wspolnych ze
      > slubu?

      Bo uważa, że nie powinnaś SAMA wydawać Waszych wspólnych pieniędzy?

      > -dlaczego pracuje i trzyma kase dla siebie?
      > -nie mowi o swoich zarobkach i chomikuje kase

      Może nie potrafisz gospodarować pieniędzmi?

      > -mowi,ze zachowuje sie jak krowa bo tylko ja decyduje co podac
      > naszej corce do jedzenia

      Bo uważa, że jako ojciec ma prawo do decydowania o dziecku?
    • deodyma Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 11:47
      nadal nie wiesz???
      na forum Bezpieczenstwo Kobiet wypowiedzial sie ekspert w Twoim
      watku, dotyczacym meza i nadal nie wiesz???
    • efi-efi Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 17:34
      Nie wierzę, że facet w ciągu trzech lat się diametralnie zmienił. Zawsze był
      pewnie taki sam.

      Szczerze mówiąc jeżeli jesteś wrakiem psychicznym bo Twój mąż chce żebyś
      dzieciakowi cyca dawała, a nie mleko w proszku to lecz siebie nie jego.
      Zachowujesz się jak histeryczka.
      Chętnie posłuchałabym Twojego męża . Dlaczego np.powiedział Ci żebyś w końcu się
      zamknęła? Powiedz co się wydarzyło ZANIM gostek się tak do Ciebie odezwał.

      Większość chłopów "oblewa" przyjście na świat potomka.

      Puknij się w głowę z tym rozwodem.
      Co myślałaś, że małżeństwo i macierzyństwo to zabawa w dom?
      • sanciasancia Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 12:56
        > Szczerze mówiąc jeżeli jesteś wrakiem psychicznym bo Twój mąż chce żebyś
        > dzieciakowi cyca dawała, a nie mleko w proszku to lecz siebie nie jego.
        A uwzględniłaś sytuację, że pokarmu w piersi nie ma, a dziecko wyje z głodu?
        Uważasz, że powinno być głodne?
        To może przemyśl leczenie i dla siebie.
      • deodyma Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 00:18

        efi-efi napisała:

        > Szczerze mówiąc jeżeli jesteś wrakiem psychicznym bo Twój mąż chce
        żebyś
        > dzieciakowi cyca dawała, a nie mleko w proszku to lecz siebie nie
        jego.
        > Zachowujesz się jak histeryczka.


        jaka mundra sie odezwala.
        co tak za jej mezusiem obstajesz?
        podobaja Ci sie tacy, jak on?
        to moze go sobie wez i sobie z nim zyj, madralo?

        > Chętnie posłuchałabym Twojego męża . Dlaczego np.powiedział Ci
        żebyś w końcu si
        > ę
        > zamknęła?
        Większość chłopów "oblewa" przyjście na świat potomka.
        >
        > Puknij się w głowę z tym rozwodem.


        cos mi sie wydaje, ze przemawiaja przez Ciebie Twoje wlasne
        doswiadczenia zyciowe, co?
        dla Ciebie to nic dziwnego, ze maz zone w ten sposob tak traktuje,
        nie?
        Twoj chlop tez Toba tak pomiata?
        jesli tak, nie dziwie sie Tobie wcale:)
        jak chcesz, siedz sobie w tym szambie, ale czemu aytorka watku ma
        siedziec z psycholem?
        dlatego, bo Ty siedzisz?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 21:08
      Lista wad męża i jego okropnych zachowań jest tak długa i soczysta, ze można by
      nim obdarzyć ze 3 mężczyzn. Skoro tak wyrazistych cech nie zobaczyła Pani przed
      ślubem, a właściwie przed decyzją o dziecku, to zaczynam mieć wątpliwości, co do
      ich realnego występowania u jednej osoby. Może warto zastanowić się , co się
      stało, że teraz Pan zaczęła to dostrzegać, choć większość zachowań męża jest
      bardzo wyrazista i wygląda na utrwalone: skąpstwo, izolacja od ludzi, niechęć do
      Pani rodziny i znajomych, niechęć do bezpiecznego seksu.
      Może problem jest w Pani obecnej interpretacji tych cech, a nie w nagłym ich
      wystąpieniu.
      Duża pula opisana przez Panią to zarzuty do Pani macierzyństwa. Może warto,
      zamiast się obrażać i czuć niesprawiedliwie urażoną, porozmawiać o tym. Może
      mąż coś dostrzega czego Pani nie widzi w swym podejściu do pielęgnacji dziecka.
      Nie zawsze jest tak, że każda uwaga mężczyzny - ojca jest sztyletem wbitym w
      macierzyństwo. Może któraś warta jest rozwagi, zastanowienia się, przemyślenie
      , a nie traktowania natychmiast przeciwko sobie. Nie każda też dyskredytuje Pani
      męża. Może faktycznie woli abyście sami opiekowali się dzieckiem, może chce aby
      było karmione piersią. To są tematy do rozmowy, a nie do rozwodu. Dlatego zanim
      Pani podejmie o tym decyzję, warto też zastanowić się nad sobą. W końcu to dla
      Pani także nowe role, nowe zadania, nowe wyzwania.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • shklarnia Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 22:01
        skąpstwo - zawsze wiedzialam,ze jest czlowiekiem oszczednym, ale przerazilo
        mnie,gdy zabral kase z wesela na swoje konto i powiedzial,ze nie bede z nich
        korzystac sama - rozumiem, ze sa to nasze wspolne pieniadze,ale nie zgazdam sie,
        zeby ON mi je przydzielal..do dzis nie mam do nich dostepu.a gdy potrzebowalam
        na jedzenie...nie chcial mi daci wygarnal,ze jego rodzice musza mnei
        utrzymywac(nigdy nie wzielam zlamanego grosza od nich)
        izolacja- byl niewyrazistym typem samotnika , raz w tygodniu jezdzil do rodziny
        i czesto spotykal sie ze znajomymi..l
        niechec- przestal akceptowac moja rodzine po slubie.jest opryskliwy i
        arogancki.moich znajomych zawsze krytykowal,bo on wybiera tzw."idealnych" ludzi
        seks- po zareczynach zmienil zdanie dopiero
        chce,zeby bylo karmione piersia- ja tez chce...ale nie zawsze tak sie uklada,ze
        TYLKO mozna karmic piersia,,przezylam pieklo i jeszcze brakowalo mi upokorzen z
        jego strony.poza tym uwazam,ze NIE JEST TO POWOD DO BICIA mnie,ja karmie piersia
        do dzis ,bo tak chce,ale tez dlatego,ze si ego boje..
        nigdy mu nie zarzucilam,ze jest wyrodnym ojcem..
        nie potrafie zrozumiec dlaczego wszytsko co mowi jego mama o mnie jest ok..a sa
        to naprawde okropne rzeczy
        zgodze sie,ze rozmawiamy o macierzynstwie i maz mowi mi,ze jestem bykiem do
        niego nastawiona, ale jak mam nie byc nastawiona, gdy nie moge sama zadecydowac
        o tym jak prowadze (karmie) dziecko tylko moja tesciowa powinna to robic,bo ona
        wie lepiej? (i to mowi mi moj maz)
        sluchalabym meza i byla do niego nastawiona pozytywnie,gdybym slyszala jego
        zdanie a nie tesciowej..
        rozmawiamy,ale opadaja mi rece gdy zawsze odpowiada pytaniem na
        pytanie,przechwytuje wszytskie moje
        negatywne zachowania..brakuje KONSTRUKTYWNEJ rozmowy,wiec czasem mi sie juz nie
        chce..
        to nie jest tak,ze nie czuje sie winna tej sytuacji..ale chciala bym uzyskac
        choc odrobine wsparcia, a jesli nie potrafi mnie wspierac ze wzgledu nainne
        zdanie w kazdej sytuacji,to niech okarze mi chociaz troche szacunku:(
        • shklarnia Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 23:11
          WOLI bysmy sami byli z dzieckiem.. jestesmy studentami..czasem na prawde jest mi
          ciezko pogodzic nauke(teraz mam sesje) z dzieckiem,prasowaniem,gotowaniem..on
          mowi,ze sie zajmie..ale 2 godziny dziennie na spacerze to na prawde za malo na
          takich studiach, tym bardziej,ze on tez ma sesje i siedzi przy komputerze o 4/5
          wiecej czasu odemnie..i jak tu nie prosic o pomoc babcie? co ma tu jego wolenie?
          w ogole nie widzi,ze potrzebuje pomocy,wazna jest jego sesja a "ty siedz babo z
          dzieckiem i nie skoncz studiow,bo po co"
          • marianka_marianka a propos ortografii 14.06.09, 23:59
            shklarnia napisała:
            "WOLI bysmy sami byli z dzieckiem.. jestesmy studentami."

            Czy dzisiejsi studenci nie znają ortogafii, interpunkcji, składni (dowolne wstawić)? Pytanie retoryczne, nie musisz odpowiadać.
            • shklarnia Re: a propos ortografii 15.06.09, 00:39
              kwestia starania się i wolnego czasu :) bo jak chcę, to potrafię. bardziej razi
              mnie ogłoszenie : "Przyjmę fryzjerke do pracy "
              dobrej nocy :)
      • mgla_jedwabna Re: co myslec o moim mezu..? 14.06.09, 23:27
        Facet stosuje przemoc fizyczną, werbalną i ekonomiczną a pani ekspert doradza rozmawiać. Toż to śmiechu warte. Ze sprawcą przemocy fizycznej/werbalnej jest jedna rozmowa - czy zechce udać się na terapie dla sprawców. Jak nie - to jest powód, żeby związek zakończyć w trybie natychmiastowym i nigdy więcej nie podejmować żadnych rozmów. Dla własnego bezpieczeństwa.

        Skąpstwo to jest jak ktoś marudzi, że taniej jest kupować w Biedronce niż w delikatesach albo woli wypic piwo w domu zamiat w knajpie. Jak facet przelał wspólne, prezentowe pieniądze na własne konto a zona nie ma do nich dostępu, to jest przemoc ekonomiczna.
      • ihana Re: co myslec o moim mezu..? 08.07.09, 20:24
        Pani ekspert - swoje osobiste poglądy proszę zachować dla siebie.

        Dziewczyna wyraźnie jest ofiarą przemocy, a Pani karze rozmawiac i
        jeszcze broni sadysty.

        A czy pani wie, ze bokserzy nie zmieniaja się? Przecież chyba Pani
        prowadzi terapie?

        Ja tez jestem psychologiem, ale tak cudacznej "rady" wstydziłabym
        się dać, bo krzywdzi ofiarę jeszcze bardziej, a do tego cofa przed
        podjęciem dobrej decyzji - odejścia.
        ta dziewczyna ma szansę ułożyć sobie jeszcze życie.

        Przy okazji - niestety często przedślubne okulary sa mocno różowe, a
        z drugiej strony po ślubie mężczyzna zmienia się o 180 stopni, bo
        już żonę zdobył, uzależnił, ubezwłasnowolnił i w końcu może mieć
        niewolnicę ze swoich wcześniejszych fantazji.
    • wielbicielnaruto jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 14.06.09, 21:52
      1. On się nie zmieni
      2. Skoro nie wie po co jest z Tobą, to po co uprawiać zabawę w
      małżeństwo.
      3.Przepraszam za głupie pytanie ale co będzie dla Ciebie bodźcem do
      odejścia bo z repertuaru przemocowców nie obił ci jeszcze facjaty
      ani nie przypalał żelazkiem, ale resztę już uczynił.
      4. Bez ślubu kościelnego można sobie życie ułożyć.
      5. Po kiego diabła być z takim łosiem?
      • shklarnia Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 14.06.09, 22:03
        bodzcem decydujacym bedzie,jesli znowpodniesie na mnie reke.. bo niestety po
        tamtym wydarzeniu zdaje sie jakby uwazal,ze nie zrobil nic zlego(ironizuje swoje
        zachowanie)
        • marzeka1 Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 14.06.09, 22:27
          Jakim bodźcem? Puknij się w głowę, chcesz czekać, aż dupek znowu ci wleje?
          Kurczę, niektóre kobiety niczego się nie nauczą.
        • efi-efi Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 15.06.09, 09:29
          -Jesteś pewna , że Cię pobiŁ?

          - Kobieto, dziecko wszystko zmienia. Świat staje na głowie. I największą głupotą
          jaką można zrobić to rozwodzić się wtedy, wyrządzając krzywdę dzieciakowi.

          -Piszesz, że mąż odbywa seks bez zabezpieczenia. To jest zarzut jaki jest podły.
          A TY co? Nie słyszałaś o tabletkach? A może ten chłop powiedział Ci po prostu
          "nie lubię w gumce'?

          - Odezwał się do Ciebie żebyś się w końcu zamknęła bo pewnie nadawałaś całą
          drogę jak on prowadził samochód.

          - jaki jest powód, że nie akceptuje Twojej rodziny? Może jakiś jest?
          Na pewno Ci to wyjaśnił.

          Nam przytaczasz sytuacje wyrwane z kontekstu.

          Jeżeli mówi do Ciebie , żeś jest bykiem nastawiona do niego to być może tak jest.

          W Waszej sytuacji potrzebny jest DIALOG nie rozwód.

          Co do skąpstwa Twojego męża, mam pyatnie
          Skąd brałaś pieniądze na życie przed ślubem, będąc studentką?
          Rodzice Ci dawali? Może jego uwaga na ten temat wynika z tego, że macie tej kasy
          mało i uważa, że nic się nie stanie jak Twoi rodzice dalej będą dorzucać trochę
          kasy skoro nie pracujesz,a doszło Wam dziecko?

          Facet chodził dwa lata z Tobą. Zrobił dzieciaka to się ożenił. Studiuje,
          pracuje, zajmuje się chociaż trochę dzieckiem. Poczytał coś wcześniej o
          dzieciach bo wie, że najważniejszy jest pokarm matki. Nie chce żeby ktokolwiek
          inny zajmował się dzieckiem. Bo co? Jak to umotywował? Nic nie piszesz na ten temat.



          • shklarnia Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 15.06.09, 15:13
            -Jesteś pewna , że Cię pobiŁ? - a co.. Ty jestes bardziej pewna niz ja?a moze
            mamn wg Ciebie zaburzenia w rozumieniu wyraznych sytuacji?
            -Piszesz, że mąż odbywa seks bez zabezpieczenia. To jest zarzut jaki jest podły
            ( to nie jest zarzut ...podaje jego zachowania..nie mowiac co jest zle a co dobre)
            -ja NIE MOGE zazywac tabletek
            -Odezwał się do Ciebie żebyś się w końcu zamknęła bo pewnie nadawałaś całą drogę
            jak on prowadził samochód-(znowu wiesz lepiej?) tak sie sklada,ze wracalismy z
            wesela i ladnie go poprosilam,bo dziecko gotowe bylo w nosidelku na dworze(a
            bylo potwornie zimno),a musialam zamknac auto ,bo on nie byl w stanie..
            a probowalas prowadzic dialog gdy wciaz odpowiada Ci ktos pytaniem na pytanie??
            wczesniej kase bralam z pracy i utrzymuje sie w glownej mierze sama-do tej
            pory..oczywiscie,ze rodzice mi pomagaja (nawet chca za duzo dac) ja uwazam,ze
            jestem odpowiedzialna za swoja rodzine i nie chce juz byc na utrzymaniu
            rodzicow,wtedy akurat moi rodzice byli tez splukani po weselu..
            nie chce by ktos sie wtracal ( i dobrze) ale ja CZASEM potrzebuje pomocy innych
            ,kiedy on nie moze sie zajac mala lub nie chce..
            z drugiej strony bez sensu jest to co piszesz,bo wydaje Ci sie,ze wiesz lepiej
            odemnie np,ze to on prowadzil wtedy auto:/ powodzenia w pochopnym ocenianiu ludzi.
            a z tym karmieniem piersia- jestes typowym przykladem niezrozumienia kobiet
            karmiacych butelka - stad Twoje nastawienie w calosci na ANTy do mnie...tak wiec
            nie mam o czym z Toba gadac
            • marianka_marianka Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 15.06.09, 17:36
              Nie oburzaj się tak Kobieto, myślę że efi próbuje dostrzec drugą stronę medalu. Zdajesz sobie chyba sprawę, że opowieść jednej strony zawsze jest nieobiektywna, co nie znaczy że nie może być prawdziwa. Z tą różnicą, że jedną kwestię można opisać na kilka sposobów.
              Nie musisz się przed nikim i z niczego tłumaczyć. Chcesz karmić piersią - karm, nie chcesz - nie karm. Twoja sprawa. Osobiście jestem zwolenniczką karmienia piersią (na chwilę obecną karmię drugiego synka) i długo mogłabym o tym pisać, ale nie to forum.
              Piszesz, że nie możesz łykać tabletek, wybierz się więc do ginekologa - zapewniam Cię że są jeszcze inne metody zapobiegania ciąży o których mąż nie musi wiedzieć.
              • shklarnia Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 15.06.09, 20:36
                co do antykoncepcji to niestety nie moge zazywac nic ,co zawiera hormony.
                wlasnie najgorsze jest to,ze on mowi wciaz tylko o mojej winie...ja mysle,ze to
                lezy po srodku..zdaje sobie sprawe ze swoich bledow i potrafie przyjac
                krytyke-nie zawsze sie do niej stosujac..
                chcialam tylko wiedziec czy te zachowania nie przekraczaja pewnej granicy..czy
                to juz nie jest przegiecie..czy tlumaczyc jego zlosliwosc i brak panowania nad
                podstawowymi emocjami?? czy to normalne,ze facet od poczatku chroni swojej
                prywatnosci i nie szanuje innego zdania...
                • ihana Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 08.07.09, 20:30
                  Nie tłumacz sie.
                  Rób to, co dobre dla Ciebie i dziecka.
                  Od męża odejdź jak najszybciej.
                  on się nie zmieni - uwierz.
                  Mam znajomą osobę (bezpośredni, wielokrotny kontakt i wielokrotne
                  widzenie go w "akcji"), która siedziała z mężem (bardzo podobne
                  zachowania do twojego, a przed ślubem nosił ja na rękach -
                  dosłownie) 17 lat. Zrobił jej dziecko i wtedy juz chciała odejść...
                  nie zrobiła tego, uwierzyła w poprawę. Po 2 latach pojawiło sie
                  następne. Ona zawsze musiała sama siebie utrzymywać, dzieci (nawet
                  jedzenie dla dzieci!), zajmowac się domem, a on ciułał gdzieś swoją
                  kasę, nie pomagał, miał pretensje, a do tego ją kilka razy pobił.
                  Ona mimo namawiania ze wszystkich stron, złozyła pozew dopiero
                  niedawno. Zmarnowała kawał życia. Sobie i dzieciom. Teraz jest
                  szczęsliwa! Ma kogoś innego, dobrego, mądrego, empatycznego. To nie
                  jeden przypadek... znam więcej.
                  Nie czekaj, aż Cię zakatuje. On to zrobi, ale pózniej, jak jeszcze
                  bardziej uzależnisz się od niego.
                  Przejdziesz piekło w czasie rozwodu, ale później będzie już tylko
                  lepiej.
          • deodyma Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 16.06.09, 00:25

            efi-efi napisała:

            > -Jesteś pewna , że Cię pobiŁ?
            >
            > - Kobieto, dziecko wszystko zmienia. Świat staje na głowie. I
            największą głupot
            > ą
            > jaką można zrobić to rozwodzić się wtedy, wyrządzając krzywdę
            dzieciakowi.


            kobieto, z fglowka u ciebie wszystko w porzadku???
            bo ja mam wrazenie, ze z toba cos mocno nie teges...
            walnij sie w lepetyne kilka razy o sciane z rozpedu.
            moze zmadrzejesz, w co zreszta bardzo watpie.
          • jagoda.kamczacka Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 19.06.09, 11:13
            > W Waszej sytuacji potrzebny jest DIALOG nie rozwód.
            >

            Do dialogu - z definicji - to rozmowa dwóch osób. Sama z sobą może prowadzić
            jedynie monolog. Ze relacji autorki wątku wynika, że pan nie znosi sprzeciwu i
            dyskutować nie zamierza. Pani "nastawiona bykiem" też szczególnie do rozmowy się
            nie garnie. Tu trzeba dwojga ludzi, wykazujących chociaż odrobinę dobrej woli i
            chęci naprawienia tych stosunków, w przeciwnym razie dialog nie ma sensu.
            Chociaż, zakładając, iż autorka nie fantazjuje, to uderzenie jej (raz czy więcej
            razy - nieważne) w moich oczach pana dyskwalifikują zupełnie.
        • deodyma Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 16.06.09, 00:23
          wiesz co?
          Ty i tak z nim bedziesz siedziec wiec nie rozumiem, po jaka cholere
          zalozylas watek tutaj i na forum Bezpieczenstwo kobiet???
          po co, jesli nie masz zamiaru niczego w swopim zyciu zmieniac?
          polamie Ci rece, nogi, powybija zeby a Ty i tak bedziesz z nim
          siedziec.
          i tak do momentu, az Cie po prostu zatlucze.
        • ihana Re: jeśli masz rodziców to uciekaj do nich 08.07.09, 20:19
          Kochana - uciekaj!!! proszę.
          Naprawdę przykro mi czytać o tym, co przezywasz.

          On sie nie zmieni. Będzie chwile lepiej, żeby uśpić Twoją czujność i
          zmanipulowac Ciebie, a później jeszcze bardziej przywiązać - np
          dzieckiem.
          Jak myslisz - dlaczego nie chce sie zabiezpieczac? Dlaczego nie
          chce, zeby Twoja mama zajela sie dzieckiem? Dlaczego zabrania Ci
          kontaktow z ludzmi?
          Odpowiedz:
          Chce zebys miala jeszcze jedno dziecko z nim i nie miala praktycznie
          mozliwosci odejscia (z 2 dzieci jest trudniej).
          Chce, żebys nie skonczyla studiow - zebys siedziala w domu, gotowala
          mu, zeby mogl Toba poniewierac.
          Chce pozbawiac Ciebie wsparcia spolecznego, abys w chwili krzywdy
          nie mogla nikogo poprosic o pomoc, ale zebys trwala przy nim - przy
          kacie i opiekunie jednoczesnie.

          Uciekaj!!
          Ja tez jestem samotna matka, jest dobrze. Mam wolnosc. Mama mi
          pomaga. Studia skonczylam. Jestem szczesliwa.

          Nie rob sobie krzywdy. Nie badz masochistka.

          Popros o pomoc mamę.
    • kicia031 Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 11:13
      Jesli facet cie uderzyl, to na co jeszcze czekasz? Nie mowiac o tym,
      ze nie wykazuje oznak skruchy?

      Jestem zaprzysiagla zwolenniczka karmienia piersia, ale uwazacie, ze
      maz powinien zmuszac do tego zone biciem? Ludzie, zlitujcie sie!

      Wysluchaj zdania rozsadnych osob wypowiadajacych sie w tym watku i
      spadaj, byle szybko.
    • nikia00 Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 14:07
      Dziewczyno Ty sie zastanow, co bedzie jak dziecko podrosinie - bedzie je tez
      bil???????

      zrob to lepiej dla dobra swojego dziecka i uciekaj!
      • sheer.chance Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 19:07
        Niekoniecznie zaraz bil.
        Chetnie posluze scenariuszem. Nie wiem jakiej plci jest dziecko, ale jak to
        dziewczynka, to jest duza szansa, ze, w miare jak bedzie rosla, tatus przeniesie
        na nia swoje agresywne zachowania. W koncu to druga baba, a jak wiadomo, baby
        sie traktuje przez noge. Jezeli to chlopiec, to tatus moze poczuje bratnia dusze
        i od malego bedzie wpajal synkowi, jak sie postepuje z kobietami. Na przykladzie
        mamusi.
        Zeby nie bylo. Scenariusz znam z autopsji (przynajmniej czesc o dziewczynce...)

        Swoja droga, zawsze mnie rozczula wiara niektorych we wszechmoc rozmowy z
        partnerem. Bije? Pomiata? Poniza? Porozmawiaj z nim! Tak
        jakby nie bylo ludzi z ktorymi sie NIE DA porozmawiac. Bo nie sluchaja, bo
        wysmiewaja problemy, bo odwracaja kota ogonem, bo zbywaja, bo (jak w tym
        przypadku) odpowiadaja pytaniem na pytanie. Do rozmowy potrzeba dwoch chetnych
        osob. Maz nie jest zainteresowany rozmowa=> ma uczucia zony w... nosie=> nie ma
        zamiaru zmienic zachowania=> zona powinna zabrac dziecko i zwiewac, poki ma
        jeszcze gdzie. Pan maz zreszta, izolujac ja od rodziny i znajomych bardzo
        pracuje na to, zeby niedlugo nie miala do kogo zwrocic sie o pomoc.
        • anitawalc Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 21:54
          Psychoterapeuta albo psychiatra. Dla Ciebie , bo on nie pojdzie.
          Wypracowanie strategii wykluczajacych jego wyskoki i prowadzace do
          konstruktywnego dialogu, moze leki na depresje poporodowa, albo
          odstawienie od piersi, karmienie piesia powoduje u kobiet zmiany
          hormonalne obnizajace nastroj. Pomoc eksperta polecam goraco, mi
          pomoglo w podobnych problemach..
          • efi-efi Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 22:18
            >>stad Twoje nastawienie w calosci na ANTy do mnie...tak wiec
            nie mam o czym z Toba gadac>>

            - gdybym była nastawiona anty do Ciebie, nie napisałabym ani literki, tak jak to
            robię czytając niektóre durne topiki

            - masz ochotę się rozwieść, zrób to! Bravo. Tak najprościej, na chwilę. Potem
            zafunduj własnemu dziecku wujka, potem natępnego i następnego. I nie zapomnij
            wrócić na to foru i popłakać jak to były alimentów nie chce płacić, a kolejny
            wujek nie ma ochoty zajmować się cudzym bachorem.

            Żeby było jasne, jestem przeciwniczką bicia.

            Moje dociekliwe pytania są li tylko po to , żebyś spojrzała na własną sytuację z
            innej strony, cudzymi oczami.

            Nie bęę przepraszać , że nie kieruje mną owczy pęd i nie udzielam Ci porady jak
            większośćpt, tak, tak rozwiedź się. Twój mąż to niezły kutas.
            Uważam, że rozwód jest ostatnią rzeczą jaką należy zrobić jak się posiada dziecko.
            I dobra matka i dobry ojciec bardziej dbają o szczęście dziecka niż włąsne.
            Jeżeli nie zrozumiałaś, że pisząc to co napisałam moim zamysłem jest ocalenie
            Twojej RODZINY to trudno.

            • kicia031 Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 22:32
              Zaiste RODZINA, w ktorej maz bije zone jest najwyzszym dobrem, ktore trzeba
              ocalic za wszelka cene.
              • shklarnia Re: co myslec o moim mezu..? 15.06.09, 23:52
                no jasne, ze nie pojdzie ze mna - juz mu to proponowalam kilka razy..
                potrafie spojrzec na siebie krytycznie - codziennie wysluchuje kim jestem w jego
                oczach..zawsze mialam niskie poczucie wartosci..wiec teraz jest jeszcze gorzej..
                slucham go...mimo ze czasem nie mam juz sily
                efi - sama widzisz, ze jestem bykiem nastawiona - taki juz moj charakter :/
                staram sie tego wyzbyc..i udawalo mi sie to stosowac do czasu ,az spostrzeglam
                ,ze to nie maz mowi do mnie tylko jego mama..jest manipulowany..
                czasem mysle,ze faktycznie go to przeroslo..czasem mysle,ze musimy sie dotrzec i
                ze za wczesnie na takie powazne decyzje...nie moge pogodzic sie jednak z tym,ze
                mnie nie szanuje,ze potrafil mnie uderzyc (dla mnie to patologia).. jest w nim
                tyle sprzecznosci ..
                kicia - nie chce "rodziny" za wszelka cene, ale on jest taki zmanipulowany i na
                swoj sposob glupi w nowych sytuacjach,ze nie wiem czy nie warto pokazac mu zycia
                z mojej perspektywy..powaznie.. strasznie ryczec mi sie chce, ze stac go na
                takie kroki..
                moze postawie mu ultimatum-albo idziemy na terapie i cos robimy z tym albo
                koniec.. po co sie meczyc i zyc w niepewnosci myslac o o tym zeby mnie nie uderzyl..
            • deodyma Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 00:29

              efi-efi napisała:


              > - masz ochotę się rozwieść, zrób to! Bravo. Tak najprościej, na
              chwilę. Potem
              > zafunduj własnemu dziecku wujka, potem natępnego i następnego.

              no niech babka siedzi z chlopem, ktory ja tlucze, pomiata nia na
              kazdym kroku i poniza.
              a to wszystko ma znosic dla dobra dziecka, ktore bedzie na to
              patrzylo.
              wez ty juz nic nie pisz kobieto.
    • sop.hie Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 05:34
      Ojej, po pierwsze jestem zaszokowana poziomem tego co pisza tu
      niektorzy ludzie! Co za koszmar, agresja i jakas kompletna
      niezyczliwosc, az trudno to czytac. Po drugie, jestem zaskoczona
      ogolna i nic nie wnoszaca odpowiedzia pani ekspert. Mysle, ze juz
      nie raz zastanawialas sie czy maz nie ma czasem racji, ale tak, czy
      siak, wychodzi Ci na to, ze jego zachowanie jest niedopuszczalne.
      Oczywiscie, ze na Twoim miejscu bym myslala o rozwodzie, ale przede
      wszystkim szukala pomocy dla siebie u rodziny i u profesjonalnego
      terapeuty. Na pewno wynioslabym sie z dzieckiem, sprobowala sie
      "uporzadkowac" ze soba i z sytuacja, z psychologiem (ale w realu) i
      z dystansu podjela decyzje o rozwodzie. NA PEWNO nie szukalabym
      pomocy na forum internetowym!!! Tu okropne glupoty pisze Ci czesc
      ludzi.
      • efi-efi Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 10:02
        sop.hie napisała:

        > Ojej, po pierwsze jestem zaszokowana poziomem tego co pisza tu
        > niektorzy ludzie! .

        !!! Tu okropne glupoty pisze Ci czesc
        > ludzi.


        - oczywiście Ty masz monopol na mądrości, cała reszta świata to półgłówki
    • paulinad78 Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 11:01
      Dziewczyno, uciekaj od niego i to jak najszybciej
    • efi-efi Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 11:36
      Do coniektórych myślącychinaczej:

      Autorka nigdzie nie napisała , że mąż ją bije (kicia031)
      ani , że tłucze (deomyna).
      Napisała "mąż mnie uderzył".

      Potraficie dostrzec różnicę? Czy mam się rozpisać i wytłumaczyć ?

      Dla pań , które niedokładnie przeczytały moje wypowiedzi powtórzę:
      jestem przeciwniczką bicia.

      Uważam np.że się nie powinno bić dzieci. Ale jeżeli zdarzy się, że matka da
      klapsa dziecku to nie uważam, że się powinno jej automartycznie zabrać dzieciaka
      i przekreślić całą jej miłość i troskę bo uderzyła.Abstrahuję od motywów.

      • nemeth Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 12:46
        I myślisz, że załatwia to sprawę? Co za różnica czy uderzył ją raz, dwa czy trzy.
        Ważne jest, że ją uderzył i nic tego nie tłumaczy.
        Jeżeli mój mąż uderzyłby mnie chociaż raz to byłby dla mnie główny powód do rozwodu.
        Tutaj dochodzą jeszcze inne czynniki.
        Uciekaj dziewczyno bo związałaś się z psychopatą.


        • krzysztof-lis Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 23:48
          > Jeżeli mój mąż uderzyłby mnie chociaż raz to byłby dla mnie główny
          > powód do rozwodu.

          Czy jeśli mnie uderzy żona, będzie to wystarczający powód, by się rozwieść?
          • kicia031 Re: co myslec o moim mezu..? 17.06.09, 08:22
            Jesli wspolmalzonek cie uderzy to jest to wystarczajacy powod, by sie rozwiesc.
            Zadowolony?
            • krzysztof-lis Re: co myslec o moim mezu..? 18.06.09, 18:37
              > Jesli wspolmalzonek cie uderzy to jest to wystarczajacy powod, by
              > sie rozwiesc.
              > Zadowolony?

              Tak
      • cichajakomysz Re: co myslec o moim mezu..? 16.06.09, 13:05
        efi-efi mam jedno tylko pytanie, bo za skarby wszelakie nie potrafie
        pojąć Twojego rozumowania...
        Porownujesz danie przez matkę klapsa ( bo uznała, że jej dziecko z
        jakiś powodów się źle zachowuje) do uderzenia przez męża. Zakładam,
        że do tego momentu się nie pogubiłam. Rozumując dalej - jeżeli mąż
        uzna (z sobie tylko znanych powodów), że żona w jego odczuciu źle
        postepuje, to ma prawo dać ją uderzyć, przepraszam jesteś przecież
        przeciwniczką bicia więc chyba powinnam urzyć w tej sytuacji
        słowo "klaps".
        I tu pojawia się właśnie moje pytanie:
        Czy uważasz, że mąż ma prawo, przyzwolenie, żeby UDERZYĆ/DAĆ KLAPSA
        żonie ( nie mam na myśli bicia ani tłuczenia)?
        • ten_jeden_raz uderzył- musisz odejść 16.06.09, 13:34
          tak naprawdę nie ma innego wyjścia. Chyba że jesteśmasochistką.
          Nie miej do siebie pretensji, że wcześniej nie widziałaś jaki jest .
          Jak człowiek bardzo kocha to nie widzi wad. On jest zły.
          Szkoda czasu dla niego.
          :-(
      • annb jak nie napisala jak napisala 16.06.09, 13:39

        wklejam

        [quote]
        zeby bylo karmione piersia- ja tez chce...ale nie zawsze tak sie
        uklada,ze
        TYLKO mozna karmic piersia,,przezylam pieklo i jeszcze brakowalo mi
        upokorzen z
        jego strony.poza tym uwazam,ze NIE JEST TO POWOD DO BICIA mnie
        ,ja karmie piersia
        do dzis ,bo tak chce,ale tez dlatego,ze si ego boje..
        [/quote]
        podkreslenia moje jakbys miala problem ze znalezieniem

        wiecej tutaj
        forum.gazeta.pl/forum/w,898,96585084,96624886,Re_co_myslec_o_moim_mezu_.html
        • efi-efi Re: jak nie napisala jak napisala 16.06.09, 15:46
          >>I tu pojawia się właśnie moje pytanie:
          Czy uważasz, że mąż ma prawo, przyzwolenie, żeby UDERZYĆ/DAĆ KLAPSA
          żonie ( nie mam na myśli bicia ani tłuczenia)?>>

          - uważam, że nie ma prawa!

          Staram się od początku ustalić "stan faktyczny".
          Czasami osoby pod wpływem silnych emocji mocno przerysowują pewne sytuacje.
          Gdyby autorka wątku poszła na policję zgłosić pobicie musiałaby odpowiedzieć na
          szereg pytań .
          -Gdzie panią uderzył mąż (mam na myśli część ciała , a nie pomieszczenie)
          -czym, konkretnie, otwartą ręką, pięścią, przedmiotem
          -klepnął, ścisnął, popchnął czy uderzył?
          -jak mocno?
          Co poprzedziło agresję czynną?
          Co pani powiedziała mężowi?

          Każda sytuacja jest inna i każdą trzeba rozpatrywać indywidualnie.
          Tak jak zdrada zdradzie jest nierówna.

          Są faceci, dla których zwinąć rękę w pięść i uderzyć kobietę w twarz jest bułką
          z masłem. Wydaje mi się , że nie o takim przypadku tu mówimy.

          Dla coniektórych nie do pojęcia jest, że namawiam dziewczynę do dialogu z mężem,
          dla nie do pojęcia jest, że można ot tak komuś poradzić - rozwiedź się.
          Jeżeli macie trochę wyobraźni i empatii to wczujcie się w życie tych dwojga.

          Jest młody student i studentka, połączyło ich coś pięknego, chodzą dwa lata ze
          sobą, zakładam, że przeżyli razem masę pięknych chwil, studiują, kochają się ,
          mieszkają w akademiku. Dziewczyna jest w ciąży, biorą ślub. On pracuje,
          studiuje. Ona studiuje i opiekuje się dzieckiem.
          Sytuację mają raczej ogólnie stresującą, mało pieniędzy, sesja,brak normalnych
          warunków lokalowych. I dziecko, absorbujące na maxa, plus dwoje młodziutkich
          ludzi, którzy nie mieli pojęcia, że dzieciak przestawi ich cały świat.
          Jest to nie lada wyzwanie dla małżeństwa.

          I jeżeli pojawiają się konflikty to trzeba stanąć na głowie żeby je rozwiązać ,
          samemu bądź z pomocą fachowca.

          A rozwieść to się zawsze człowiek może.
          • efi-efi Re: jak nie napisala jak napisala 16.06.09, 16:15
            deodyma napisała

            >>kobieto, z fglowka u ciebie wszystko w porzadku???
            bo ja mam wrazenie, ze z toba cos mocno nie teges...
            walnij sie w lepetyne kilka razy o sciane z rozpedu.
            moze zmadrzejesz, w co zreszta bardzo watpie.<<

            - nie zaniżaj poziomu dyskusji
            - nie musisz się ze mną zgadzać
            - i bądź konsekwentna: jeżeli lansujesz się tuaj na osobę nie trawiącą przemocy
            - nie proponuj mi żeby się walnęła głową o ścianę .

            I jeszcze jedno PANI MIŁOŚNICZKO ROZWODÓW - niech Twoją głowę zaprząta autorka
            wątku i jej dawaj "dobre" rady, a z mojego powodu nie zakładaj off topicu.
            • phantomka Re: jak nie napisala jak napisala 16.06.09, 23:38
              Najbardziej przerazila mnie wypowiedz pani ekspert. Czy my czytamy
              rozne historie? Ja czytam taka, w ktorej jest przemoc psychiczna,
              fizyczna i ekonomiczna. A pani mowi, ze ta kobieta ma spojrzec wglab
              siebie? To chyba zart, chociaz podobne rady dosc czesto slysza
              kobiety-ofiary przemocy domowej i niestety czesto te sugestie sa dla
              nich gwozdziem do trumny ich psychiki. Warto wiec w takich
              delikatnych tematach troszczyc sie o odpowiedni dobor slow, bo
              wyszlo to dosc niefortunnie.
              • m.nikla Re: jak nie napisala jak napisala 17.06.09, 11:32
                Brak mi słow -jak czytam porady wasze... radzicie dziewczynie ,zeby została z
                dupkeim który ewidentnie dopiero rozwija skrzydła- w temacie przemocy..z tym
                uderzeniem- na razie uderzył raz , za chwile uderzy znów tylko mocniej....
                Reszta opisywanych sytuacji to ewideentna przemoc psychiczna i ekonomiczna, chce
                sprawic ,by ona poczuła sie gorsza, odseparowac ja od rodziny i innych bliskich
                osób-wtedy bedzie mogł juz na calego pokazac na co go stac:/ zastraszona
                zmanipulowana osoba łatwo rzadzic... Rodzina to tez matka i dziecko- ważnaijsze
                chyba ,zeby była szczesliwa a nie skład osobowy...

                Uciekaj dziewczyno- wiem co mówię...
                • sarunia21 Dziewczyno uciekaj puki za pozno nie jest! 17.06.09, 12:04
                  Niestety dla niektórych facetów ślub i dziecko to taka
                  gwarancja "własności żony". Skoro on nie szanuje matki swojego
                  dziecka, nie dba o to byś skończyła studia, hmm może specjalnie żby
                  ci jeszcze wygraniać że jestes głupsza niż on no to sorry pakuj się
                  i mu podziękuj! Ja nie rozumiem jak może zabrać wspólne pieniądze co
                  innego jakbyście uzgodnili że mają być na coś przeznaczone i leżą na
                  koncie - ale wspólnym. Wiem jak ciązko jest karmić piersią sama
                  początkowo miałam z tym problem a jak dochodzi do tego stres no to
                  cud że jeszcze to mleko jest...
                  Nie zastanawiaj się długo bo szkoda czasu, nerwów itp. Jeśli masz
                  możliwosc mieszkania u rodziców to będzie to najlepsze miejsce puki
                  nie skończysz nauki. Co do teściowej - niestety ten gatunek
                  przeważnie tak ma wtąracać się we wszytsko i we wszytskich... - a
                  jak synuś jeszcze spódnicy maminej nie puścił no to już wogole
                  koszmar! Poczytaj różne posty na forum, większośc dziewczyn mająca
                  problemy podobne jak Ty mimo starań, prób naprawienia, wyjasnienia
                  czegoś, rzadko uzyskuje dobry rezultat. Jesteś młoda i nie ma co
                  sobie niszczyć życia przy idiocie bo tacy się już nie zmieniają a
                  szkoda maleństwa!
                  pozdrawiam
          • sanciasancia Re: jak nie napisala jak napisala 17.06.09, 13:16
            > Staram się od początku ustalić "stan faktyczny".
            I robisz to w sposób, który przywodzi na myśl adwokata oskarżonego o gwałt,
            który w chamski i prostacki sposób dopytuje się ofiary, czy miała krótką
            spódniczkę i czy miała orgazm.
            > Sytuację mają raczej ogólnie stresującą, mało pieniędzy, sesja,brak normalnych
            > warunków lokalowych. I dziecko, absorbujące na maxa, plus dwoje młodziutkich
            > ludzi, którzy nie mieli pojęcia, że dzieciak przestawi ich cały świat.
            > Jest to nie lada wyzwanie dla małżeństwa.
            I według Ciebie usprawiedliwia to przemoc fizyczną (nawet okazjonalną),
            psychiczną i ekonomiczną? Jeżeli na tym etapie spraw opisywanych przez autorkę,
            ktoś powinien z kimś rozmawiać, to jest jej mąż z psychoterapeutą i/lub
            dzielnicowym.>
            > A rozwieść to się zawsze człowiek może.
            Tak. I w przypadku związków z przemocowcem jest to zwykle najlepsze wyjście. Dla
            dziecka też - chyba, że uważasz, że przekazywanie mu takich wzorców zachowań
            jest dla niego najlepsze. W takim wypadku nie mamy o czym rozmawiać.
            • efi-efi Re: jak nie napisala jak napisala 17.06.09, 15:50
              >>Najbardziej przerazila mnie wypowiedz pani ekspert. Czy my czytamy
              rozne historie? Ja czytam taka, w ktorej jest przemoc psychiczna,
              fizyczna i ekonomiczna.>>

              - i dlatego to jest EKSPERT, a nie Ty
              czytacie tę samą historię, jedna osoba ze zrozumieniem, chłodnym okiem i z
              wiedzą na ten temat, a druga kierując się emocjami, wyłączając jakąkolwiek
              analizę tego tekstu
              • m.nikla Re: jak nie napisala jak napisala 17.06.09, 15:59
                Przerazające jest to - wystrczy mieć właśnie minimum wiedzy na temat przemocy w
                rodzinie- zeby nie pisać takich bzdur i nie utrudniać ratowania siebie i
                dziecka- z tej patologicznej sytuacji....

                Przykroi mi bardzo to pisać,ale np ja po przeczytaniu odpowiedzi Pani ekspert na
                temat -mam wątpliwości co do konsekwencji ;(
    • mala-beti Przemoc..boli 17.06.09, 21:22
      Ja niestety też uważam , że powinnaś szybko to zakończyć..
      Mój tata bił moją mamę.. pamietam to do dziś, jak codzień bałam
      się , nasłuchiwałam podczas kłótni czy ją uderzy..
      Im byłam starsza tym większa wrogość we mnie rosła do niego i było
      mi tak żal mamy..
      póżniej i mnie pobił dotkliwie kiedy chciałam ją obronić..
      takzdarzyło się dwa razy rok po roku.
      Jak mnie uderzył w nos to mi krew tryskała tak, że myślałam, że mi
      nos złamał,bo powietrza nie mogłam złapać, ale nie złamał.. to był
      najgorszy dzień w moim życiu,siostrę na schody rzucił jak biegła
      wołać pomocy..
      A po tym wszystkim kazał się przeprosić..

      U rodziców zaczęło się od jednego razu, przeprosiny były, obietnice.
      Mama nie odeszła od niego, bo może się zmieni, bo szkoda dziecka,
      później dzieci (mam 2 siostry, nadal mieszkają z rodzicami)
      a powody do bicia były coraz bardziej prozaiczne..
      Pamiętam raz, jak na nią krzyczał, że na górze nie może czegoś
      znaleźć bo zrobiła bałagan i rzucił się na nią z rękami, a ona
      błagała przez łzy -"posprzątam, ale proszę nie bij mnie, proszę.."
      Boże aż mi serce pęka jak to sobie przypomnę... bóle serca do tej
      pory mam , kołatania jak się czymś zdenerwuję.

      I nie odeszła od niego, a ja tak o tym marzyłam o spokoju, o ciszy..

      Relacje mają beznadziejne, przemocy fizycznej nie ma teraz(choć rok
      temu ją pobił , dzień przed moim porodem), ale psychiczna i
      materialna do tej pory.
      Boże jak jej współczuje i siostrom.

      Ponoć kiedyś była wesoła, pełna życia i ufności do ludzi.
    • kati1973 Re: co myslec o moim mezu..? 18.06.09, 10:18
      Tak sie zastanawialam czy się odezwać, czytajac te goraca dyskusje.

      Postanowilam jednak, ze napisze jak to bylo z perspektywy osoby,
      ktora, przezyla, cos podobnego.
      Nasz zwiazek przed malzenstwem trwal piec lat. Juz wtedy widzialam,
      ze moj maz jest agresywny i zaborczy. Nawet pare razy probowalam sie
      rozstac, ale wracalam, pod wplywem jego prosb, czy dlatego, ze
      kochalam. W koncu wyszlam za maz(pelna watpliwosci). Agresja nie
      minela, ale probowalam z nia jakos walczyc. Czyli jak mnie pobil
      wezwalam policje i trafil na izbe wytrzezwien (gdzie go strasznie
      potraktowali, jako tego co bije zone;)), do tego powiadomili
      pracodawce i musial sie przyznac czemu nie bylo go w pracy. To byla
      najbardziej sluszna decyzja jaka podjelam. Nigdy wiecej mnie tak
      mocno nie pobil. Naleze do osob bardzo silnych i na pewno zrobilabym
      karczemna awanture, gdyby przelal, wspolna kase na swoje konto, ale
      i ja poddawalam sie przemocy ekonomicznej, balam sie kupowac
      ubrania, podobnie jak autorka (co nie znaczy, ze nie robilam tego).
      Pojawila sie corka, a ja odkrylam Internet i zatesknilam za
      normalnoscia. Zapetlilam w jakas znajomsc z gg, ktora przysporzyla
      mi wiele bolu, "szarpalam" sie z mezem. W koncu wyprowadzilam z
      domu. Moj maz spowodowal zerwanie znajomosci, zaczal walczyc o mnie,
      zrozumial co moze stracic, chodzilismy na terapie, w miedzy czasie
      mialam depresje po znajomosci z gg, a on przy mnie trwal. Staral
      sie pracowac nad zachowaniami agresywnymi, a i ja sie zaczelam
      zmienic, bo niestety bez wad nie bylam. Uczylismy sie kompromisu,
      ustalalismy zasady. Po dwoch latach depresji, cos znowu poczulam do
      meza. Zdecydowalismy sie na corke, ja w koncu zrozumialam, ze
      rodzina i on sa dla mnie najwazniejsze. Wiecej slucham, rozmawiałam,
      nie interesowalam sie juz alternatywami. Przezylam ponad piec lat
      piekla w malzenstwie, w przemocy ekonomicznej, fizycznej,
      psychicznej. Dzis jestem spelniona i szczesliwa. Wiem jak sie czulam
      przez te lata i ciesze sie, ze mam dobre malzenstwo i rodzine (od
      trzech lat). Maz moze dojrzal, moze zrozumial i nie ma juz prawie
      zachowan agresywnych. (pisze prawie, bo nikt mi nie da pewnosci, czy
      sie nie pojawia, na dzien dzisiejszy jest ok). Moje dzieci widza
      kochajacych rodzicow i nawet nauczycielka mi na wywiadowce
      powiedziala, ze to niesamowite z jakim szacunkiem sie wypowiadaja o
      rodzicach i rodzinie). Bywaja problemu jak w kazdym malzenstwie, ale
      jest ok, glownie dlatego chyba, ze chce z nim byc. Przedtem nie
      czulam sie z nim szczesliwa, bo agresja, bo moze bym znalazla kogos
      lepszego, bo zawsze bylo jakies ale. Zwiazek szczesliwy, to zwiazek
      bez alternatyw.
      Czy bylo warto? Wiem jak bylo mi ciezko i nie bede odpowiadac na to
      pytanie. Moge jedno napisac, mam dzieci i ja czulam obowiazek walki
      o to. Mi sie udalo, wiem, ze nie kazdemu moze. Wiem jakie bylo
      piekło i dobrze sie stalo, ze mi sie udalo. Gdybym miala przez to
      przejsc, przeszlabym jeszcze raz, bo mialam dziecko, a teraz dzieci.
      Jesli zagrazaloby to bezpieczenstwu mojemu i dzieci, ucieklabym.
      Post nie jest namowa do zadnych decyzji, bo przy takich problemach,
      trzeba samemu je podjac. Kazda bedzie sluszna, jesli bedzie zgodna z
      wlasnym sumieniem. I droga walki, byc moze skazana na niepowodzenie
      i droga odejscia. To pierwsze moze sie udac, jak nie bedziesz
      szukala alternatyw, potegowac winy partnera, pytala sie siebie
      rowniez o swoje bledy i oczywiscie partner bedzie chcial zmiany i
      bedzie widzial swoje bledy. Dlaczego pisze potegowac winy partnera,
      ktos sie zaraz oburzy, przeciez ma racje. Pewnie, ze ma, ale trzeba
      przyjac stan rzeczy do wiadomosci, pogodzic sie z tym jak jest. To
      nie oznacza, zgadzac sie na takie zachowania. Odwrotnie wlasnie,
      zupelnie nie zgadzac, postawic granice, wlaczyc o kompromism. Tylko
      w swojej psychice uswiadomic sobie problem i zdac sobie pytanie,
      jest tak jak jest, odchodzę, albo walczę, bo chce z nim byc. NIe
      szukam alternatyw, bo sie nie uda. U mnie moj maz zobaczyl swoj
      problem, dopiero jak ja chcialam odejsc i mogl mnie stracic. Trwalo
      to piec lat, piec lat piekla, jestes na to gotowa? Czesto tak jest,
      ze niestety rozmowa nic nie daje, musi dosjc do tragedii, zeby
      cokolwiek zrozumiec. Daltego napisalam, jak bolesna jest ta droga.
      Ja na dzis, moge napisac, jestem przygotowana i zakceptowalam, ze
      moj maz jest agresywny. Nie zgadzam sie na agresje, na przemoc
      ekonomiczna i psychiczna, ale wiem, ze on ma z tym problem i jestem
      gotowa na dalsza walke. Czy to jest prosta droga, zyc w takiej
      niepewnosci? Co osiagnelam? Ja prowadze finanse, on mimo, ze chcial
      nie umial. Zrozumialam jednak, ze jako rozpieszczona jedynaczka, za
      duzo kupowalam, staram sie nad tym pracowac. O to byly rowniez
      awantury, ja uwazalam, ze jest skapy i zaborczy, tym czasem, ja
      rzeczywiscie bylam rozrzutna (stad napisalam o wadach). Walczylam o
      wysjcia na imprezy, bo chcialam niezaleznosci, w koncu ulegl
      pozwalal. Na dzien dzisiejszy, najlepsze spedzenie czasu, to nie
      kolezenaki, impreza, tylko maz i dzicie, moze sie zestarzalam ;).
      Oboje nie podejmujemy drazliwego tematu rodziny mojej i jego.
      Przyjelismy, ze najwazniejsza jest zgoda miedzy nami, nie mama, nie
      tesciowa, tylko my. Duzo, jest takich rzeczy, na ktore
      pracowalismy...

      Zaznacze jeszcze jedna wazna rzecz, najczesniej agresji i przemocy,
      nie da sie wyleczyc, jest niebezpieczna dla zdrowa i zycia czlonkow
      rodziny. Czy Twoj maz jest na tyle agresywny, nie wiem. Wiem, ze
      moze byc bardziej (postaw granice). Dlatego ta decyzja jest tak
      trudna i indywidualna.

      pozdrawiam mam nadzieje, ze cokolwiek pomoglam :)
      Kasia



      • m.nikla Re: co myslec o moim mezu..? 18.06.09, 18:34
        Kati wybacz ,ze tak persolnalnie...ale ciężko mi było dopatrzeć się
        w całej Twojej historii "kompromisu" jaki osiagnęłaś w związku z
        męzem- chyba jedyne to ,że Cie przestał bić...
        Jesli chodzi o pieniadze-to stwierdziłas sama ,ze wydajesz za dużo...
        Jesli chodzi o kontakty z ludzmi- stwierdziłas ,że wolisz czas
        spedzic z mezem i dziecmi...
        A jesli chodzi o rodzine-to lepiej nie poruszac nawet tematu...
        Poza tym ,zyjesz w niepokoju mimo wszytsko w niepokoju czy agresja
        sie kiedys nie powtorzy...

        Nie chce Cie atakować, po prostu bardzo mnie to zaciekawiło...

        Mało kobiet decyduje sie na takie herioczne poswięcenie jak Ty,
        wiekszośc woli -nie woli ułozyc sobie zycie od nowa w spokoju ...
        • kati1973 Re: co myslec o moim mezu..? 18.06.09, 21:53
          Coz, ja rowniez bylam egoistka, wymagalam na przyklad od meza, zeby
          akceptowal imprezy bez jego obecnosci, bo moze tam kogos poznam
          lepszego. Klikalam na gg z innym, gdy maz prosil mnie na koloanach
          zebysmy zaczeli od nowa. Moj maz zgadzal sie na to wszytsko, (zeby
          mnie odzyskac, nie stracic), choc na poczatku malzenstwa izolowal
          mnie, jak zwykle to byla w przemocy. Moze to w koncu byl moj bunt?
          Teraz tez nie mialby nic przeciwko, tylko ja znalazlam przyjemnosc w
          przebywaniu z rodzina.
          Jaki kompromism osiagnelam, to bardzo trudno napisac w pieciu
          zdaniach. MOze fragmentaryczne sprobuje. Kupuje bez obaw, nawet juz
          nie pamietam jak to kiedys bylo. Maz nie wtraca sie w moje zakupy i
          macha reka, jak kupie cos bez sensu. Ale staram sie tego nie robić,
          nauczylam sie oszczednosci. Kupowanie ciuchow jak tylko weszlam to
          marketu, nie bylo zbyt rozsadne:). Dzielimy obowiazki na pol,
          wlasciwie nie ma klotni o to. Przedtem kazdy z nas robil za duzo;).
          Klotnia byla o to, jak wracal do domu i bylo nie posprzatane. I
          niestety musze przyznac, ze nie mialam czasu, bo bylam w
          Internecie:), wiadomos z kim;). Teraz sprzatam, ale jak on ma na
          popludniu wymagam od niego tego samego. Ja gotuje on pierze i tak
          dalej. Przy czym podzial sam nastapil. Nauczylam sie przepraszac,
          przedtem tego nie umialam, to znaczy nie umialam przyznac sie do
          bledu. Poza tym jest bardzo wazna rzecz. Moj maz nie bil, raz to
          zrobil (co wyslalam go na wytrzezwialke). Nie bylam nigdy pobita,
          tak zeby zagrazaloby to mojemu bezpieczenstwu. Moim zdaniem, oboje
          nie bylismy dojrzali i nie umielismy rozmawiac, kazde z nas
          reagowalo agresywnie, ja slowami, a jako, mysle bardziej umialam
          manipulowac, jego brak argumentow obracal sie w agresje. Chyba on
          bardziej sie nauczyl rozmawiac, niz ja, bo na dzien dzisiejszy to on
          wycisza mnie i zwraca uwage, ze moze dzieci uslysza. Jesli chodzi o
          rodzine, to niestety mamy odmienne zdanie, ale istnieja rozne
          zdania, nie musimy byc jednomyslni. Nie rozmawiamy, bo dyskusja
          konczy sie klotnia. Po co to nam? Kazde z nas szanuje druga strone w
          rodzinie, odwiedzamy sie.
          Jestem zdania, ze gdy w rodzinie zdarzy sie agresja, to nie zawsze
          mozna nazwac to przemoca, czasami to jest wlasnie niedojrzalosc i
          nie umiejetnosc rozmawiania.

          NIe uwazam, ze to bylo heroiczne z mojej strony, mysle, ze nie
          umialam odejsc - to po pierwsze, zdruzgotana bylam po nieudanej
          znajomosci na gg, a w mezu znalazlam przyjaciela, to po drugie. Po
          trzecie mialam dziecko, chcialam zeby mialo pelna rodzine.
          Byc moze na poczatku wygladalo to na poswiecenie, bo mialam i
          dokladnie tak samo pisalam o moim mezu, jak autorka watku :). Mialam
          o nim bardzo zle zdanie, delikatnie mowiac. A zostajac, nauczylam
          sie, ze nie jestem bez winy i co znaczy slowo kompromis. Byl przy
          mnie w trudnych chwilach, wiedzial czemu mam depresje, ze powodem
          byl inny. NIe odwrocil sie ode mnie, tylko trzymal mnie za reke.
          Zdawal sobie sprawe, ze cala sytuacja wynikla miedzy innymi z
          powodu jego zachowan i ze byly zle. Jesli chodzi o dzisiaj, chyba
          sobie zdaje sprawe, ze kazdy wiek ma swoje prawa i nawet jesli
          autorka watku zostanie, to zeby dojrzec do takich decyzji i jej maz,
          zeby dojrzec do zmian, byc moze musza przejsc rownie bolesna droge,
          poprzez szarpanine, rozstanie, zdrade emocjonalna, jak my. I nie
          koniecznie musi byc hapy and. Pisze zeby pokazac, ze sie zdarza.
          Jesli chodzi o niepewnosc co do powrotu agresji, to wiesz jaki to
          jest strach i jak trudno sie o nim zapomina. Nie mam zalu do meza,
          nie robie wyrzutow do przeszlosci, wybaczylam, z kazdym uplywajacym
          rokiem jest go coraz mniej. Poczucie niepewnosci czy cos sie nie
          zdarzy, zastepowane jest poczuciem spelnienia. NIe tylko to jest
          zasluga malzenstwa, ale spelnienia macierzynskiego, zawodowego.
          Kazdy kto mnie znal, zauwaza, znacza moja przemiane. Podobno bylam
          okropna;) Zreszta chyba na forum widac rowniez, jak sie poczyta,
          moje pierwsze prowowkujace watki na forum spolecznestwo :). Nie mam
          dzis takich potrzeb, jedyne co we mnie pozostalo, to bezinteresowna
          chec pomagania ludziom z problemami podobnymi do mnie, dzielenia sie
          moim doswiadczeniem. Moze nawet nie pomagania, bo to chyba nie
          mozlwie, ale jak zwal tak zwal ;).
          Poza tym nie chodzi w tym wszystkim o kompromism. Bo pewnie ja
          wiecej sie domem zajmuje i moglabym dalej drzec koty, czasem sie o
          to wkurzam nawet. Chodzi o to, zeby sie dogadac. Sa szczesliwe
          malzenstwa gdzie nie ma kompromisu. Wazne, ze im jest dobrze :)

          A co do Twjego ostatniego zdania, ze wiekszosc woli ulozyc na nowo
          zycie, to niestety uwazam, ze wiekszosc tkwi w nieudanych zwiazkach.
          Nie umie odejsc, nie umie naprawic, nie chce naprawic, partner nie
          chce naprawiac itd. Cale zycie jest przegrane, zylam tak kilka lat i
          wiem, co to znaczy.
          Ja znalazlam recepte, ale czy mozna ja przekopiowac?
    • e.cartman Re: co myslec o moim mezu..? 03.07.09, 11:16
      powiem tak; na pewno jest taki moment dnia lub nocy, kiedy jego w domu nie ma a
      ty z córeczką jesteście same. wykorzystaj to! spakuj najpotrzebniejsze rzeczy i
      uciekaj. nawet jeśli go kochasz a on ciebie, to uciekaj. dla dobra dziecka. dziś
      trzepnął ciebie, jutro może uderzyć córeczkę.
      • efi-efi Re: co myslec o moim mezu..? 05.07.09, 12:28
        Powtórzę jeszcze raz, że bzurą jest, że :
        jak ktoś uderzył raz to znaczy, że zrobi to ponownie, albo zacznie znęcać się
        fizycznie nad rodziną
        jak ktoś upił się to znaczy, że jest alkoholikiem i będzie chlał codziennie
        jak ktoś sięgnął po marihuanę to jest ćpunem
        jak ktoś pali papierosy to niegdy ich nie rzuci
        itp, itd
Inne wątki na temat:
Pełna wersja