k1234561
24.07.09, 19:50
Muszę się gdzieś wygadać bo jestem strasznie wściekła,zła i
rozżalona.Otóż mój mąż oraz jego 2 bracia są właścicielami 3
mieszkań nad morzem.Jako,że prowadzą razem interesy,więc wszystko
jest wspólne.2 mieszkania,mniejsze tzw.kawalerki zostały
przeznaczone na wynajem w okresie letnim,ale nie tylko.Natomiast
trzecie mieszkanie większe,miało być do dyspozycji rodziny.Ja do tej
pory nie korzystałam z tych mieszkań ani zimą ani w okresie letnim.W
tym roku jednak postanowiłam skorzystać.Ponieważ bratowa mojego męża
zajmuje się wynajmem tych mieszkań-kawalerek,prowadzi grafiki itd.w
związku z tym poprosiłam ją już w maju o zarezerwowanie jednego
terminu w lipcu i jednego terminu w sierpniu (podałam jej dokładnie
daty kiedy chcę przyjechać i do którego mieszkania).Chciałam
skorzystać z tych mieszkań mniejszych,ponieważ gdybym z córką
pojechała do tego niewynajmowanego mieszkania większego na pewno
dołączyłaby do mnie teściowa lub któreś z dzieci braci mojego męża,a
tego nie chcę.
W lipcu pojechałam wszystko było ok.Teraz w sierpniu mam wyjeżdżać,a
tu patrzę na grafik wynajmu a mieszkanie w którym miałam spędzić
tydzień sierpnia jest już komuś wynajęte.No szlag mnie trafił na
miejscu.Do bratowej męża nie mogę się dziś dodzwonić,mąż wraca
bardzo późno i po prostu chodzę wściekła po domu,jak lew po klatce.
Na pewno szwagierka znalazła kogoś w "moim" terminie na
wynajem,kogoś kto zapłacił i wynajęła to mieszkanie.Wiadomo,że ja
nie płacę za wynajem,ona pieniądze z tego wynajmu też musi grzecznie
oddać do wspólnej kasy.No szok normalnie.Znając życie z
rozbrajającym uśmiechem,powie,że coś jej się pomyliło i wynajęła.Na
otarcie łez mogę przecież jechać z teściową i jej (szwagierki)
dziećmi do tego większego mieszkania.A ja nie chcę z nikim dzielić
mieszkania.Specjalnie już z dużym wyprzedzeniem podałam termin kiedy
chcę przyjechać i być w tym mieszkaniu w któym chcę być,a nie męczyć
się na wyjeździe w towarzystwie teściowej.Jak ja mam się teraz
zachować?Wygarnąć jej wszystko co mi leży na wątrobie czy
przemilczeć i nie jechać wcale.