wjohnyw
28.04.05, 13:46
Witam. JAK KTOŚ CHCE SKORZYSTAĆ Z USŁUG NIELEGALNEGO POŚREDNIKA I WAHA SIĘ
CZY TO ZROBIĆ, NIECH PRZECZYTA MOJĄ HISTORIĘ I NAPRAWDĘ SIĘ ZASTANOWI.
Wróciłem dwa dni temu nabity w butelkę. Zawierzyłem nielegalnemu
pośrednikowi. W kraju wszystko było w miarę ok. Spotkałem się z gościem.
Byłem u niego w domu. Spisałem jego dowód. Sprawdziłem u znajomego
policjanta - okazało się, że nie jest notowany. Zapłaciłem 1300 zł.
czekaliśmy (4 osoby, a każde z nas zero angielskiego). Jedynym mankamentem
było tylko przesuwanie kilkakrotne terminu wyjazdu -tłumaczył się tym, że po
co jechać skoro nie ma pracy. Zarzekał się ,że jedzie z nami na miejsce. W
końcu nadszedł piątek - telefon jedziemy jutro, ale on nie może, bo ma coś
pilnego. Dostaliśmy londyński numer kobiety która miała nas odebrać z
Victorii. Dzwoniłem i umówiłem się z nią. W sobotę wsiedliśmy do autokaru i w
niedzielę Londyn. Przyszło po nas małżeństwo. Ona przedstawiła się jako
NATALIA, a on jako jej mąż Anglik. Gadanie - sprawiali wrażenie sympatycznych
i wiarygodnych, jednak rozmowa była tylko po to, aby uśpić naszą czujność.
Nawet nie wiem kiedy wyciągnęli od nas po 200 Funtów za załatwienie i po 30
na bilet do Southampton( później okazało się ,ze bilet kosztuje 13 Funtów, a
reszta przepadła). Okazało się, że ma nas odebrać w Southampton jeszcze inny
pośrednik. Zaryzykowaliśmy i w drogę. Na miejscu przyjechał po nas bus i na
dzień dobry po 30 Funtów na mieszkanie. Nie zgodziliśmy się. Telefony.
Okazało się, że każdy z pośredników mówi co innego. W końcu zamotali się sami
i nie wzięli od nas kasy za mieszkanie, a zawieźli nas na nie. I to chyba nas
uratowało, bo gdybyśmy zapłacili, to zostalibyśmy bez kasy na powrót do
Polski. Przyjeżdżamy na mieszkanie a tu szok. Dom wygląda jak melina, na wpół
nagie pijane kobiety i pijani faceci. W całym domu chyba z 15 osób,
wszystko „na kupie”, a miały być 3 osobowe pokoje. Nie chcieliśmy zapłacić, a
oni do nas "kasa albo wyp...". Z jednym z trzeźwych i normalnie wyglądającym
człowiekiem rozmawiałem i powiedział, że im chodzi tylko o to, aby zostawić
nas bez kasy, a wówczas byśmy pracowali za 2, 3 Funty na godz., a napewno
bylibyśmy bez wyjścia i musielibyśmy zostać(on tak siedzi od pół roku i
pracuje po 2 dni w tyg. Po to aby opłacić to „mieszkanie”. Odwrót. Gość
odwiózł nas na stację, kupił od nas trochę żarcia, co wystarczyło nam na
powrót do Londynu. Telefony dzwonią i przyjeżdżają po kolei pośrednicy, z
przeprosinami i naleganiem o pozostanie, że praca będzie za 2, 3 dni. Teraz
nasz ruch. Dzwonimy do znajomego i śpimy u niego, a pośrednikom mówimy, że
zostajemy parę dni u znajomych. To ich uspokoiło. Gdy dzwonią za 2 dni
jesteśmy już szczęśliwi w Polsce. Wtedy pogróżki, aby nie grozić temu
pośrednikowi w Polsce. On sam bojąc się oddaje część kasy. I tak kończy się
nasza przygoda z pracą w Anglii.
To moja historia w bardzo małym skrócie. Jedynymi zaletami naszej
wycieczki było to, że zobaczyliśmy Londyn i wiele nauczyliśmy się. Dalej
spróbuję wyjechać, ale podszlifuję angielski i nie zaufam żadnemu Polakowi.
Mamy naprawdę szczęście, że wróciliśmy cało i że nie musieliśmy żebrać w
Ambasadzie o kasę na powrót. Straciliśmy po ok. 3 tys. zł., ale dzięki naszej
rozwadze i ogromnemu szczęściu, godnie i co ważne cali wróciliśmy do domu.
Powtarzam, że to tylko mały skrót naszej wyprawy, a jak ktoś ma jakieś
pytania, to bardzo chętnie służę pomocą. Będę się cieszył, że uratuję chociaż
jedną osobę. Dodam, że pośrednikiem w płd.-wsch Polsce jest Jaromir
Boratyn zamieszczający ogłoszenia w prasie. Jak ktoś już zetknął się z nim i
chce coś wiedzieć więcej proszę o kontakt.