Dodaj do ulubionych

Kraj pracy twórczej

15.12.09, 16:49
"Mogłem robić wszystko to, co lubię. (...) przełożyłem bardzo wiele wierszy
(...), z czego zresztą niewiele opublikowałem. Mogłem oglądać obrazy, które
kocham, (...)" i jeszcze dostawałem za to pieniądze.

Świetnie, też bym tak chciał - dostawać utrzymanie za robienie hobbistycznie
rzeczy, których i tak nie pokarze.
Niestety, ja jestem zwykły szary ludź, który jest rozliczany z tego co robi i
który musi tyrać na utrzymanie samego siebie. Ewentualnie na utrzymanie takich
hobbistów jak ten pan.
Obserwuj wątek
    • pamejudd Wspierac podatkami Maslowska?!? 15.12.09, 17:06
      Panstwo racza zartowac...
      • kylax1 A kogo? Dziwisza? 20.12.09, 01:37

    • zjemwaswszystkich Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 17:06
      1. Utrzymaniem takich hobbystów zajmują się fundacje i państwo niemieckie, od
      Ciebie nikt tego nie wymaga, bądź sobie dalej szary i zazdrosny.
      2. "Pokarze", a właściwie już Cię pokarał los brakiem znajomości ortografii.
      Dlatego właśnie nie Ty tam jesteś i nie Ty piszesz i tłumaczysz, ponieważ do
      tego potrzeba znać ortografię.
      3. Czekasz aż ktoś przyjdzie i Ci da pieniądze? O stypendium trzeba się aktywnie
      postarać, zabiegać, a nie czekać.
      • nikodem_73 Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 17:23
        @1 Tylko dlaczego mam wrażenie, że to przygrywka do stwierdzenia "dlaczego
        polski rząd nie zapewni bytu artystom"?

        @3 Dokładnie tak samo jak z żebraniem :>

        A tak ogólnie - chcą sobie Niemcy utrzymywać obcokrajowców? Ich pieniądze i ich
        sprawa. Nie budujmy jednak klimatu pod "dotacje dla głodujących artystów".

        No i polecam pewną piosnkę z repertuaru niedotowanego polskiego artysty pt. "Z
        archiwum polskiego jazzu".
        • zjemwaswszystkich Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 18:09
          Ad. 1 - nie przygrywka, ja tylko powołuję się na wiadomości z artykułu.
          Ad. 3 - w pewnym sensie tak, tylko bardziej kulturalnie :) Podania, maile,
          rozmowy, telefony, plany, projekty itd... a nie "nie mam na chleb", "mam chore
          dziecko", "brakuje mi do wina" itp.

          A tak ogólnie: ich sprawa, ale warto się zastanowić: dlaczego u nas jeszcze nie
          ma takiego nawyku wśród ludzi biznesu, firm, instytucji państwowych aby dotować
          działalność kulturalną? Skoro Niemcy to robią, to chyba nie jest to takie
          głupie? Jakiś cel w tym mają i korzyści po stronie dotowanych i dotujących są na
          pewno.

          • nikodem_73 Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 18:44
            @1 Powiadasz? Spójrz na post brundlefly.
            @3 No i właśnie. Żebrak to taki "affeee", a tu proszę stypendysta "och ach...
            cud, miód i orzeszki". Powtórzę się - nic mi do tego jak Niemcy wydają swoje
            pieniądze, ale nie róbmy z tego osiągnięcia. Albo zacznijmy jałmużnę wrzucaną do
            kapelusza ulicznego grajka nazywać stypendium.

            A nawyku u nas nie ma bo i skąd ma być? Znakomita większość obecnych ludzi
            biznesu to ludzie do bólu prości (bez pejoratywnego podtekstu). Ich nie bawią
            książki Masłowskiej, lub filmy Zanussiego. No sorry. Oni nie zapłacą aby "uznany
            artysta" mógł żyć z pracy twórczej. A nie zrobią tego, bo ich ta twórczość ani
            nie bawi, ani nie porusza, lecz zwyczajnie nudzi.

            Zapewne, za jakiś czas (kolejne 20, 30, 50 lat), znajdą się wśród bogatych
            ludzie, którzy będą chcieli sobie pozwolić na ekstrawagancję sponsorowania tzw.
            "kultury wyższej" (która tym różni się od popularnej, że jest permanentnie
            niedochodowa i kompletnie niezrozumiała dla znakomitej większości odbiorców).

            A problem z finansowaniem przez instytucje państwowe jest taki, że:
            1. Pieniądze dostają ci, którzy mają "lepsze dojścia", albo
            2. Pieniądze dostają ci, którzy bardziej dopasują się do gustu urzędnika

            Drugi przypadek oznacza, że to gust urzędnika decyduje o tym co zyska miano
            "kultury wyższej". I tym się to różni od działania ekscentrycznego milionera, że
            urzędnik wydaje cudze pieniądze.
          • nikodem_73 Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 18:48
            @1 Powiadasz? Spójrz na post brundlefly.
            @3 No i właśnie. Żebrak to taki "affeee", a tu proszę stypendysta "och ach...
            cud, miód i orzeszki". Powtórzę się - nic mi do tego jak Niemcy wydają swoje
            pieniądze, ale nie róbmy z tego osiągnięcia. Albo zacznijmy jałmużnę wrzucaną do
            kapelusza ulicznego grajka nazywać stypendium.

            A nawyku u nas nie ma bo i skąd ma być? Znakomita większość obecnych ludzi
            biznesu to ludzie do bólu prości (bez pejoratywnego podtekstu). Ich nie bawią
            książki Masłowskiej, lub filmy Zanussiego. No sorry. Oni nie zapłacą aby "uznany
            artysta" mógł żyć z pracy twórczej. A nie zrobią tego, bo ich ta twórczość ani
            nie bawi, ani nie porusza, lecz zwyczajnie nudzi.

            Zapewne, za jakiś czas (kolejne 20, 30, 50 lat), znajdą się wśród bogatych
            ludzie, którzy będą chcieli sobie pozwolić na ekstrawagancję sponsorowania tzw.
            "kultury wyższej" (która tym różni się od popularnej, że jest permanentnie
            niedochodowa i kompletnie niezrozumiała dla znakomitej większości odbiorców).

            A problem z finansowaniem przez instytucje państwowe jest taki, że:
            1. Pieniądze dostają ci, którzy mają "lepsze dojścia", albo
            2. Pieniądze dostają ci, którzy bardziej dopasują się do gustu urzędnika

            Drugi przypadek oznacza, że to gust urzędnika decyduje o tym co zyska miano
            "kultury wyższej". I tym się to różni od działania ekscentrycznego milionera, że
            urzędnik wydaje cudze pieniądze.
            • ten_kapuczino Popieram nikodema 15.12.09, 21:58
              Nic nie mam do dodania - chciałbym tylko podpisać się pod zdaniem
              Nikodema.
            • therion82 Re: Kraj pracy twórczej 16.12.09, 08:24
              No jak dla Ciebie Masłowska to literatura wysokich lotów to tylko pogratulować.
              Zostałem właśnie zwolennikiem dotowania pisarzy. Będziemy mieli nobla
              literackiego co rok :D:D
          • therion82 Re: Kraj pracy twórczej 16.12.09, 08:14
            A kto Ci broni dotować. Chcesz to dotuj. Ale nie zmuszaj państwa do tego aby
            dotować. Bo państwo wydaje pieniądze wszystkich a wielu z nich nie życzy sobie
            dotowania nierobów. (Dobry pisarz zarobi sam na siebie ze swoich ksiązek)
        • brundlefly Dlaczego? 15.12.09, 18:10
          > Nie budujmy jednak klimatu pod "dotacje dla głodujących artystów".

          Dlaczego? Co jak co, ale akurat polska sztuka to było coś, co zaistniało w
          latach 90-tych na arenie międzynarodowej i zostało docenione. Gospodarka w
          Polsce może i sto lat za murzynami, ale w kulturze, jeśli dać jej szansę, jest
          coś do powiedzenia i zaistnienia. Bez dotacji tego nie będzie. Prawicowi
          troglodyci, którzy uważają, że sztuka i kultura wysoka powinna być poddana
          prawom rynku tego nie zrozumieją, co nie przeszkadza im podnosić zgiełk, kiedy
          próbuje się choć trochę urynkowić kościół.

          Na razie w biednej Polsce pieniądze dla wybitnych artystów się nie znajdują,
          natomiast bez problemu znajdują się pieniądze na budowę świątyni opatrzności.
          • nikodem_73 Re: Dlaczego? 15.12.09, 18:47
            "Moje drogie dzieci może tego nie wiecie, że kiedyś nie było normalnie
            O tym jak możesz grać - decydował muzyk wykształcony profesjonalnie
            Czy słuchało cię dużo, czy mało osób - nie miało to znaczenia, o Jezu!
            Nieznane szerzej fakty z archiwum polskiego jazzu

            By zadowolić audytorium, to potrzebna jest wiedza nie byle jaka
            Kiedy Mozart napisał "Wesele Figara", a Mahler "Wygnanie Praptaka"
            Niejeden zgodziwszy się na poniżenie zrezygnować musiał z wakacji
            Komisja zadecyduje, kto dziś otrzyma weryfikacje, tak i

            Nasza komisja swinguje, w naszej komisji groźnych kotów wielu
            Nie znasz nut - to będziesz grać za pół darmo, mój przyjacielu
            Z archiwum polskiego jazzu - nieznane raczej fakty, zdarzenia
            Chronimy miejsca pracy - u nas nie ma podziemia

            Co najmniej piętnaście koncertów w miesiącu - niezależnie od frekwencji
            Potem wódka z działaczem kultury wiadomej prowieniencji
            A jeśli głupi nie jesteś i jeśli rozum masz w spadku
            To może się uda na pół roku wyjechać i grać na statku"
            • brundlefly Re: Dlaczego? 15.12.09, 19:21
              Może jakieś argumenty od siebie, kabarety zostawmy sobie na inną okazję.

              Nawiasem mówiąc, Kazik może sobie pozwolić na natrząsanie się z dotowania
              artystów, bo jako obwoźny śpiewak może dawać tysiąc pięćset koncertów rocznie i
              głównie na tym zarabia. Ja mówię o dotowaniu artystów kultury wysokiej -
              pisarzy, konceptualistów etc., a nie rockowych śpiewaków.

              Jeśli ktoś nie rozumie, że kultura wysoka nie może z samej swojej natury być
              urynkowiona i się "zwracać", to znaczy, że nie ma pojęcia, czym ona w ogóle jest
              i jakie jest jej znaczenie we współczesnym świecie. Ergo jest troglodytą.
              • luni8 Re: Dlaczego? 15.12.09, 20:01
                Ze sztuką wysoką jest problem taki że od g... ciężko ją odróżnić. Tylko czemu rzeczony stolec pod krową jest zwany g... a w galerii to już ma być sztuka?
                • zjemwaswszystkich Re: Dlaczego? 15.12.09, 23:27
                  Może mylisz szalety publiczne z galeriami... Najlepiej zapytaj kogoś o drogę, bo
                  widać się gubisz.
                  • luni8 Re: Dlaczego? 16.12.09, 00:15
                    Nic nie mylę, że przypomnę wielkiego artystę Raczkowskiego osławionego wsadzeniem kilkudziesięciu polskich flag w psie odchody.
              • nikodem_73 Re: Dlaczego? 16.12.09, 03:21
                Tylko jeden - dlaczego to urzędnik, za moje pieniądze, ma ustalać co jest
                "kulturą wysoką", a co nie. Sponsorowanie "kultury wysokiej" z publicznych
                pieniędzy musi prowadzić do "wypaczeń" - albo do korupcji, albo do
                kumoterstwa, albo do schlebiania gustom urzędników.

                A "artyści kultury wysokiej" to, moim zdaniem, grupa wzajemnej adoracji
                wznosząca chóralne ochy i achy nad własnym istnieniem i własnymi dokonaniami. I
                generalnie niewiele różnią się od górników, czy stoczniowców chcących "wykroić
                coś z tego sukna" dla siebie. I tylko dlatego, że nie mogą/nie chcą ruszyć z
                mutrami pod URM zawdzięczamy to, że owa "kultura wysoka" nie jest dotowana
                szerokim gestem.

                Nawet Mozart walił chałtury - ujmy mu to jakoś nie przyniosło.

                No ale co ja, prostaczek i troglodyta, mogę wiedzieć o "kulturze wysokiej".
                Prawda? Bo jak może mi się nie podobać proza Masłowskiej (no nie podoba mi się),
                albo filmy Żuławskiego ("Na srebrnym globie" to przykład jak nie należy robić
                filmu). Jak mogę nie zachwycać się głębią przekazu worka ze śmieciami w
                galerii... Kurcze - takie "głębokie przekazy" to mogę produkować seryjnie.
                Tylko... Nie jestem "uznanym artystą", zatem u mnie czarna płachta 3 na 4m z
                małą białą kropką na środku to zmarnowana przestrzeń i farba, a u artysty dzieło
                o nazwie "Nadzieja".

                A upaństwowiony mecenat sztuki w najlepszym przypadku oznacza, że jedni
                artyści będą mówić jakim innym artystom dać pieniądze. I jest to wersja wielce
                optymistyczna.
                • brundlefly Re: Dlaczego? 16.12.09, 22:06

                  > Tylko jeden - dlaczego to urzędnik, za moje pieniądze, ma ustalać co jest
                  > "kulturą wysoką", a co nie.

                  Po pierwsze to podatki, które odprowadzasz to nie są "twoje pieniądze". Ten
                  frazes "moich pieniędzy" jest po prostu nieśmiertelny w ustach prawicy. Podatki
                  to pieniądze, które MUSISZ odprowadzać do WSPÓLNEJ kasy i są one przeznaczane na
                  potrzeby nie twoje tylko całego społeczeństwa. Może ja jako ekolog zabronię
                  finansowania państwowych przedsiębiorstw węglowych albo jako pacyfista zabronię
                  finansowania z "moich podatków" armii? Albo dlaczego buduje się państwowe
                  stadiony, kiedy wiele osób nie interesuje się wcale sportem?
                  Decydenci w sektorze kultury to w idealnym modelu, do którego należy dążyć,
                  ludzie kompetentni, posiadający obycie, wiedzę i doświadczenie w materii, którą
                  się zajmują, mogą zaczerpnąć opinii wiarygodnej krytyki etc. Dlatego to oni
                  podejmują decyzję, kto dostanie dotacje, a nie Ty czy jakaś inna osoba z ulicy.
                  Kumoterstwo i korupcja istnieją w każdej dziedzinie, choć obiegowa opinia
                  znacznie wyjaskrawia to zjawisko, niemniej nie jest to żadną przesłanką dla
                  niepowoływania potrzebnych instytucji. Może w ogóle demontaż państwa, co? Wtedy
                  na pewno korupcja zniknie.
                  • nikodem_73 Re: Dlaczego? 17.12.09, 04:18
                    Brawo! Kto powiedział, że kopalnie należy dotować? Albo - dlaczego za moje (a i
                    Twoje) pieniądze buduje się stadiony do których później trzeba będzie dopłacać
                    na utrzymanie bo nie zarobią na siebie? To nie jest wojsko (czy policja, albo
                    sądy), którego brak oznacza dezintegrację państwa.

                    > ludzie kompetentni, posiadający obycie, wiedzę i doświadczenie w materii, którą
                    > się zajmują, mogą zaczerpnąć opinii wiarygodnej krytyki

                    A która krytyka jest wiarygodna? Kto decyduje o tym? Nie widzisz, że się kręcisz
                    w kółko?

                    Jeśli nie sprzedaż, to co jest wyznacznikiem poziomu sztuki? Gdzie
                    przebiega granica pomiędzy sztuką "popularną" a "wysoką"? KTO ma decydować co
                    jest przejawem "kultury wysokiej", a co nic nie wartym chłamem. Krytycy?
                    Świetnie. Czyli kto? Dziennikarze? "Ludzie obyci". Sam mogę ogłosić się
                    krytykiem sztuki i człowiekiem obytym, czy moje zdanie będzie brane pod uwagę?

                    Rozumiesz już w czym widzę problem?

                    > Kumoterstwo i korupcja istnieją w każdej dziedzinie, choć obiegowa opinia
                    > znacznie wyjaskrawia to zjawisko, niemniej nie jest to żadną przesłanką dla
                    > niepowoływania potrzebnych instytucji. Może w ogóle demontaż państwa, co? Wtedy
                    > na pewno korupcja zniknie.

                    Wg. Rothbarda - tak. Sam nie mam aż tak anarchistycznych poglądów i wystarczy mi
                    jedynie minimalizowanie ilości urzędników.

                    I na koniec - podatki, to pieniądze płatników. Jedynie są przekazane w
                    dyspozycję rządzącym. Bo rządzący za owe podatki mają zaspokajać potrzeby
                    płatników
                    .

                    Państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla państwa. Ludzie (szczególnie w
                    małych grupach) mają szansę dać sobie radę (lepiej lub gorzej) bez państwa .
                    Państwo bez ludzi nie ma racji bytu.
                    • brundlefly Re: Dlaczego? 17.12.09, 16:30
                      "A która krytyka jest wiarygodna? Kto decyduje o tym? Nie widzisz, że się kręcisz
                      w kółko?"

                      Hierarchie w obrębie społeczności intelektualistów tworzą się samoistnie. Tego
                      nie potwierdzają certyfikaty, doktoraty etc. Po prostu pewne osoby stają się
                      wpływowe, bo piszą, tworzą, mówią rzeczy mądre, nowe, mają świeże pomysły, idee,
                      dorobek etc. - które wyznaczają kierunek humanistyki we wszystkich jej
                      dziedzinach -
                      artystycznym, literackim, filozoficznym etc. W podobny sposób wyłaniają się
                      liderzy w polityce. Oczywiście, skrajnie cyniczne, ignoranckie i generalnie
                      niezainteresowane głębiej tematem kręgi wszystko wytłumaczą kumoterstwem i
                      protekcją, a takich jak ja wyzwą od naiwniaków. Ja nie twierdzę, że w ogóle tych
                      negatywnych zjawisk nie ma, ale wg moich obserwacji ich skala tego jest dużo
                      mniejsza niż ma to miejsce w rozgłaszanych na lewo i prawo opowieściach
                      frustratów, zazdrośników, odrzuconych lub chcących zbijać kapitał polityczny na
                      populistycznych projektach demontażu państwa.

                      "Jeśli nie sprzedaż, to co jest wyznacznikiem poziomu sztuki?"

                      To jest niewymierne, bo sztuka nie jest towarem i nie można jej poddać żadnym
                      stałym, twardym, wymiernym kryteriom jakościowym. Wiele zależy od okoliczności,
                      czasu, realiów historycznych. Sztuka nie jest rynkiem wymiany towarów tylko
                      miejscem debaty, swoistym środkiem społecznej komunikacji. Dlatego system
                      selekcji, dotacji i
                      promocji zawsze będzie niedoskonały, zabarwiony subiektywnie przez decydenta,
                      trzeba to przyjmować do wiadomości i pogodzić się z tym. Ale lepszy system
                      niedoskonały niż żaden.

                      "Wg. Rothbarda - tak. Sam nie mam aż tak anarchistycznych poglądów i wystarczy mi
                      jedynie minimalizowanie ilości urzędników."

                      Ludzie jakoś nie mogą się wyleczyć z tej utopii państwa minimum. Jej
                      niewydolność ujawniła się już w XIX wieku, a dzisiejsze czasy i poziom
                      technologii w ogóle czyni z niej pijany sen chorego idioty. Stwórz takie
                      państwo, a zobaczysz, jak bardzo wolny się poczujesz w warunkach, w których
                      praktycznie całe prawo będzie w rękach międzynarodowego kapitału, z działalności
                      kulturalnej ostanie się chyba tylko reklama, a ludzie będą niewolniczymi
                      wyrobnikami korporacji, królikami doświadczalnymi firm farmaceutycznych żyjących
                      w skażonym środowisku i skazanymi na nędzę - fizyczną i intelektualną. Bez
                      silnych instytucji demokratycznego państwa
                      realna demokracja jako taka nie jest w stanie istnieć, stacza się w tyranię
                      kapitału.

                      "I na koniec - podatki, to są pieniądze płatników. Jedynie są przekazane w
                      dyspozycję rządzącym. Bo rządzący za owe podatki mają zaspokajać potrzeby
                      płatników."

                      Nie zrozumiałeś mnie. Podatki są własnością kolektywną, a nie indywidualną i
                      mają zabezpieczać potrzeby kolektywne, a nie indywidualne. Dlatego nie są to
                      TWOJE pieniądze tylko pieniądze SPOŁECZEŃSTWA. Potrzeby kolektywne to także
                      potrzeby przyszłych pokoleń, ludzi biednych, wyrzuconych na margines, ludzi
                      mających totalnie inny styl życia i poglądy od Ciebie etc.
                      • nikodem_73 Re: Dlaczego? 18.12.09, 01:35
                        > Hierarchie w obrębie społeczności intelektualistów tworzą się samoistnie.

                        I to wystarczy. Czyli po prostu są to grona samozwańcze. I owe samozwańcze grona
                        chcą decydować o tym, komu należy przekazać pieniądze tych, którzy w ogóle (lub
                        w minimalnym stopniu) zagadnienie nie interesuje. Paradne.

                        Przecież oni są żywotnie zainteresowani tym aby przekazywać wskazanym
                        przez siebie ludziom większe dotacje. Oczywiście - wszystko może odbywać się w
                        nimbie wyższych celów. No bo w końcu kto zakwestionuje zdanie "autorytetu"?
                        Szczególnie jeśli od jego kaprysu zależy kolejna dotacja?

                        > To jest niewymierne, bo sztuka nie jest towarem i nie można jej poddać żadnym
                        > stałym, twardym, wymiernym kryteriom jakościowym.

                        BRAWO! Dokładnie! NIE MOŻNA JEJ PODDAĆ ŻADNYM KRYTERIOM JAKOŚCIOWYM. A to
                        oznacza ni mniej, ni więcej tylko tyle, że "to co sobie uznam to tak będzie". I
                        nie ma żadnego "ale".

                        > Dlatego system
                        > selekcji, dotacji i
                        > promocji zawsze będzie niedoskonały, zabarwiony subiektywnie przez decydenta,
                        > trzeba to przyjmować do wiadomości i pogodzić się z tym. Ale lepszy system
                        > niedoskonały niż żaden.

                        HA! HA! HA! No to wybacz, ale w takim razie odczep się od górników i działaczy
                        sportowych, że wyszarpują kasę dla siebie tak skutecznie, że na "kulturę wysoką"
                        już nie starcza. Po prostu przyjmij to do wiadomości pogódź się z tym. :D

                        > Ludzie jakoś nie mogą się wyleczyć z tej utopii państwa minimum. Jej
                        > niewydolność ujawniła się już w XIX wieku, a dzisiejsze czasy i poziom
                        > technologii w ogóle czyni z niej pijany sen chorego idioty.

                        A wiesz, że intelektułajniści nie wiedzą, że Rothbard urodził się w XX wieku a
                        zmarł na 6 lat przed XXI w? A niektóre głupki nawet nie wiedzą, że Rothbard nie
                        apelował o państwo minimum.

                        > Podatki są własnością kolektywną,

                        Pełna zgoda.

                        > a nie indywidualną i
                        > mają zabezpieczać potrzeby kolektywne, a nie indywidualne.

                        Pytanie tylko - czym jest kolektyw? Bo, może się zdziwisz, ale nie można go
                        zaobserwować jak się unosi nad krajem. Kolektyw to zbiór jednostek.

                        I bardzo chętnie poznam "potrzeby kolektywne". Czegóż to potrzebuje kolektyw to
                        podtrzymania swojej egzystencji. Bo to:

                        > Dlatego nie są to
                        > TWOJE pieniądze tylko pieniądze SPOŁECZEŃSTWA. Potrzeby kolektywne to także
                        > potrzeby przyszłych pokoleń, ludzi biednych, wyrzuconych na margines, ludzi
                        > mających totalnie inny styl życia i poglądy od Ciebie etc.

                        to jest jakiś pseudosocjalistyczny bełkot. Ale, w sumie generalnie pasuje do
                        "głębi" i "wrażliwości".

                        To może taki dostarczę taki mały zgrzyt z rzeczywistości do Twojego pięknego
                        świata, który uzasadni dlaczego uważam Twoją opinię za bzdurę:

                        Takie zwroty jak "społeczeństwo", czy "kolektyw" to puste slogany. Każdy z nich
                        ma swoją "grupę trzymającą władzę" i to ona podejmuje decyzje, nie
                        "społeczeństwo" i nie "kolektyw".

                        Pytał się może ktoś Ciebie jaką część swoich przychodów chcesz poświęcić na
                        poszczególne cele? Mnie nie. O ile dobrze pamiętam, to nie było żadnego
                        referendum w tej sprawie. A to oznacza, że zarówno wysokość podatków, jak i ich
                        celowość jest określana bez udziału najbardziej zainteresowanych. No taką mamy
                        właśnie republikę. Taką mamy demokrację. Możesz raz na 4 lata wybrać grupę,
                        która ustali ile Ci zabierze i co Ci da w zamian. Ani Ty, ani ja, ani
                        "kolektyw", ani nawet "społeczeństwo" nie ma nawet cienia szansy wypowiedzieć
                        się, czy uważa np. wysłanie wojsk do Afganistanu, lub dofinansowanie kolejnej
                        Świątyni Tego i Owego za celowe.

                        Obudź się.
                        • brundlefly Re: Dlaczego? 18.12.09, 04:05
                          No nie, muszą zostać spontanicznie uznane przez resztę świata kultury, tę, która
                          nie rządzi, a tylko partycypuje. To nie jest bynajmniej proste zaistnieć,
                          ogłosić się wielkim i zdobyć poklask. Nawet wielka napędzana kapitałem machina
                          polityczno-medialna nie wypromuje sztucznie na autorytet kogoś, kto autorytetem
                          nie jest i nie ma po temu warunków - chyba że na krótką metę. Te nie określone
                          formalnie prawem i przepisami spontaniczne mechanizmy, które zachodzą wewnątrz
                          takich środowisk działają naprawdę sprawnie, zdziwiłbyś się jak bardzo. W pewnym
                          sensie te elity są samozwańcze, można na to określenie przystać, tyle że, tak
                          jak mówiłem, to nie takie proste ogłosić się wszem i wobec wielkim i pociągnąć
                          za sobą ludzi, kiedy nie ma się nic do powiedzenia i zaoferowania. Nawet jak się
                          ma znajomości.I owszem, środowiska twórcze są zainteresowane tym, żeby dostać
                          swój kawałek tortu. Nie będzie np. dobrym pisarzem ktoś, kto jest zmuszony
                          zapieprzać na dwa etaty. Praca twórcza wymaga czasu, nakładów energii,
                          dokształcania się etc. I na pewno nie każdy kandydat na artystę, który złapie
                          dotację, będzie wybitnym
                          artystą, a może nawet większość nie będzie. Ale potem, gdy jednak jakiś artysta
                          osiagnie sukces, wszyscy nagle chcą grzać się w jego blasku i wynoszą go na
                          narodowe ołtarze. Poza samą wartością dzieł, ma to, jakby nie patrzeć, wpływ na
                          wizerunek kraju. Np. Bergman w znacznym stopniu wpłynął korzystnie na wizerunek
                          Szwecji, a jak pisałem, był od początku dotowany.


                          "HA! HA! HA! No to wybacz, ale w takim razie odczep się od górników i działaczy
                          sportowych, że wyszarpują kasę dla siebie tak skutecznie, że na "kulturę wysoką"
                          już nie starcza. Po prostu przyjmij to do wiadomości pogódź się z tym. :D"


                          Ale ja nic nie mam do górników i działaczy sportowych. Górnictwo należy
                          restrukturyzować ostrożnie i stopniowo, a sport, mimo że osobiście się nim nie
                          interesuję, jest czymś obiektywnie ważnym, biorąc pod uwagę choćby fakt ile
                          ludzi na świecie jest w to emocjonalnie zaangażowanych. A więc ma to również
                          istotne
                          znaczenie wizerunkowe i uważam, że Polska zasługuje na godną reprezentację na
                          tym polu i nie mam nic przeciw temu, aby z moich podatków usprawnić system
                          selekcji i szkolenia kandydatów.


                          "Pytanie tylko - czym jest kolektyw? Bo, może się zdziwisz, ale nie można go
                          zaobserwować jak się unosi nad krajem. Kolektyw to zbiór jednostek."

                          Ale kolektyw nie jest prostym zbiorem jednakowych jednostek. Dzieli się np. na
                          ludzi, którzy wytwarzają więcej niż konsumują i takich, którzy zmuszeni są z
                          różnych powodów więcej czerpać niż dawać. Obejmuje także pokolenia przyszłe,
                          które muszą mieć przygotowany grunt do życia. Dlatego <b> to że odprowadzasz
                          podatki nie
                          znaczy, że masz być bezpośrednim beneficjentem wszystkich przedsięwzięć, które
                          są z nich finansowane </b>.
                          Już jaśniej nie mogę. Z podatków utrzymywane są np. pomoc społeczna, szpitale
                          psychiatryczne, domy dziecka, przytułki dla samotnych starców, hospicja,
                          schroniska dla zwierząt itp. itd. Z tego tez prawdopodobnie bezpośrednio nie
                          korzystasz, a jednak kolektyw, którego jesteś częścią, tego potrzebuje.


                          "Pytał się może ktoś Ciebie jaką część swoich przychodów chcesz poświęcić na
                          poszczególne cele? Mnie nie. O ile dobrze pamiętam, to nie było żadnego
                          referendum w tej sprawie."

                          Wiesz jaki jest koszt przeprowadzenia referendum? Jakbyśmy mieli głosować w
                          każdej sprawie wydania złotówki, to szybko nie byłoby czego wydawać. Dlatego
                          robi to reprezentacja, którą wybierasz raz na ileś lat. Ten system ma swoje
                          oczywiste ograniczenia, ale w miarę krzepnięcia powoli jego standardy nabierają
                          optymalnych kształtów - vide Europa Zachodnia. Jeśli uważasz, że istnieje na
                          świecie lepszy system niż demokracja parlamentarna to wybacz, ale naprawdę nie
                          wiem, o czym my możemy rozmawiać, chyba o pogodzie.
                          • brundlefly ten post olej, pod spodem wersja poprawiona:) <bt> 18.12.09, 04:51
                        • brundlefly Re: Dlaczego? 18.12.09, 04:50
                          nikodem_73 napisał:

                          > > Hierarchie w obrębie społeczności intelektualistów tworzą się samoistnie.
                          >
                          > I to wystarczy. Czyli po prostu są to grona samozwańcze. I owe samozwańcze gron
                          > a
                          > chcą decydować o tym, komu należy przekazać pieniądze tych, którzy w ogóle (lub
                          > w minimalnym stopniu) zagadnienie nie interesuje. Paradne.

                          No nie, muszą zostać spontanicznie uznane przez resztę świata kultury, tę, która
                          nie rządzi, a tylko partycypuje. To nie jest bynajmniej proste zaistnieć,
                          ogłosić się wielkim i zdobyć poklask. Nawet wielka napędzana kapitałem machina
                          polityczno-medialna nie wypromuje sztucznie na autorytet kogoś, kto autorytetem
                          nie jest i nie ma po temu warunków - chyba że na krótką metę. Te nie określone
                          formalnie prawem i przepisami spontaniczne mechanizmy, które zachodzą wewnątrz
                          takich środowisk działają naprawdę sprawnie, zdziwiłbyś się jak bardzo. W pewnym
                          sensie te elity są samozwańcze, można na to określenie przystać, tyle że, tak
                          jak mówiłem, to nie takie proste ogłosić się wszem i wobec wielkim i pociągnąć
                          za sobą ludzi, kiedy nie ma się nic do powiedzenia i zaoferowania. Nawet jak się
                          ma znajomości.I owszem, środowiska twórcze są zainteresowane tym, żeby dostać
                          swój kawałek tortu. Nie będzie np. dobrym pisarzem ktoś, kto jest zmuszony
                          zapieprzać na dwa etaty. Praca twórcza wymaga czasu, nakładów energii,
                          dokształcania się etc. I na pewno nie każdy kandydat na artystę, który złapie
                          dotację, będzie wybitnym artystą, a może nawet większość nie będzie. Ale potem,
                          gdy jednak jakiś artysta osiagnie sukces, wszyscy nagle chcą grzać się w jego
                          blasku i wynoszą go na narodowe ołtarze. Poza samą wartością dzieł, ma to, jakby
                          nie patrzeć, wpływ na
                          wizerunek kraju. Np. Bergman w znacznym stopniu wpłynął korzystnie na wizerunek
                          Szwecji, a jak pisałem, był od początku dotowany.


                          "HA! HA! HA! No to wybacz, ale w takim razie odczep się od górników i działaczy
                          sportowych, że wyszarpują kasę dla siebie tak skutecznie, że na "kulturę wysoką"
                          już nie starcza. Po prostu przyjmij to do wiadomości pogódź się z tym. :D"


                          Ale ja nic nie mam do górników i działaczy sportowych. Górnictwo należy
                          restrukturyzować ostrożnie i stopniowo, a sport, mimo że osobiście się nim nie
                          interesuję, jest czymś obiektywnie ważnym, biorąc pod uwagę choćby fakt ile
                          ludzi na świecie jest w to emocjonalnie zaangażowanych. A więc ma to również
                          istotne znaczenie wizerunkowe i uważam, że Polska zasługuje na godną
                          reprezentację na tym polu i nie mam nic przeciw temu, aby z moich podatków
                          usprawnić system selekcji i szkolenia kandydatów.


                          "Pytanie tylko - czym jest kolektyw? Bo, może się zdziwisz, ale nie można go
                          zaobserwować jak się unosi nad krajem. Kolektyw to zbiór jednostek."

                          Ale kolektyw nie jest prostym zbiorem jednakowych jednostek. Dzieli się np. na
                          ludzi, którzy wytwarzają więcej niż konsumują i takich, którzy zmuszeni są z
                          różnych powodów więcej czerpać niż dawać. Obejmuje także pokolenia przyszłe,
                          które muszą mieć przygotowany grunt do życia. Dlatego to że odprowadzasz
                          podatki nie znaczy, że masz być bezpośrednim beneficjentem wszystkich
                          przedsięwzięć, które są z nich finansowane
                          .
                          Już jaśniej nie mogę. Z podatków utrzymywane są np. pomoc społeczna, szpitale
                          psychiatryczne, domy dziecka, przytułki dla samotnych starców, hospicja,
                          schroniska dla zwierząt itp. itd. Z tego tez prawdopodobnie bezpośrednio nie
                          korzystasz, a jednak kolektyw, którego jesteś częścią, tego potrzebuje.


                          "Pytał się może ktoś Ciebie jaką część swoich przychodów chcesz poświęcić na
                          poszczególne cele? Mnie nie. O ile dobrze pamiętam, to nie było żadnego
                          referendum w tej sprawie."

                          Wiesz jaki jest koszt przeprowadzenia referendum? Jakbyśmy mieli głosować w
                          każdej sprawie wydania złotówki, to szybko nie byłoby czego wydawać. Dlatego
                          robi to reprezentacja, którą wybierasz raz na ileś lat. Ten system ma swoje
                          oczywiste ograniczenia, ale w miarę krzepnięcia powoli jego standardy nabierają
                          optymalnych kształtów - vide Europa Zachodnia. Jeśli uważasz, że istnieje na
                          świecie lepszy system niż demokracja parlamentarna to wybacz, ale naprawdę nie
                          wiem, o czym my możemy rozmawiać, chyba o pogodzie.
                          • nikodem_73 Re: Dlaczego? 18.12.09, 11:22
                            > takich środowisk działają naprawdę sprawnie, zdziwiłbyś się jak bardzo. W pewny
                            > m
                            > sensie te elity są samozwańcze, można na to określenie przystać, tyle że, tak
                            > jak mówiłem, to nie takie proste ogłosić się wszem i wobec wielkim i pociągnąć
                            > za sobą ludzi, kiedy nie ma się nic do powiedzenia i zaoferowania.

                            Powiadasz? A wielki reżyser Zanussi? Wielki reżyser Wajda? Wielki reżyser Kutz?
                            Oni mają coś do zaoferowania? Pierwszy umiejętność zanudzenia najbardziej
                            frapującym tematem, drugi umiejętność odcinania kuponów od przebrzmiałej sławy i
                            epatowania tanim patriotyzmem, a trzeci... No kurcze jakoś nie wiem czym mógłby
                            pociągać Wielki Reżyser Kutz.

                            > Nie będzie np. dobrym pisarzem ktoś, kto jest zmuszony
                            > zapieprzać na dwa etaty.

                            Mhm. Orwell, Kafka, czy Joyce zdecydowanie nie byli dobrymi pisarzami.

                            > Praca twórcza wymaga czasu, nakładów energii,
                            > dokształcania się etc.

                            Przepraszam, ale oni nie piszą podręczników akademickich.

                            > I na pewno nie każdy kandydat na artystę, który złapie
                            > dotację, będzie wybitnym artystą, a może nawet większość nie będzie.

                            Nie będzie. Większość. I nie może, a na pewno.

                            > Ale potem,
                            > gdy jednak jakiś artysta osiagnie sukces, wszyscy nagle chcą grzać się w jego
                            > blasku i wynoszą go na narodowe ołtarze.

                            Ja nie będę chciał. Polecam kwantyfikatory.

                            > Ale ja nic nie mam do górników i działaczy sportowych.

                            No jak to? Przecież chcesz więcej pieniędzy na kulturę, a to oznacza mniej
                            pieniędzy dla górników i działaczy. :>

                            > nie mam nic przeciw temu, aby z moich podatków
                            > usprawnić system selekcji i szkolenia kandydatów.

                            Ale rzeczywistość ma. Jeśli masz X złotych, to nie możesz X/2 dać górnikom, X/2
                            działaczom i X/2 artystom! Rozumiem, że pieniądze to takie "afe" i generalnie
                            strasznie prostackie i przyziemne, tyle, że niestety właśnie o pieniądze się
                            rozchodzi.

                            > Ale kolektyw nie jest prostym zbiorem jednakowych jednostek.

                            Tego nigdzie nie napisałem. Jednostki nie są jednakowe. Każdy ma inne
                            potrzeby. I dlatego "uwspólnianie" potrzeb w postaci mistycznego "kolektywu"
                            mnie tak mierzi. Bo to jest właśnie sprowadzanie wszystkich do
                            jednej miary. Taka "magiczna intelektualna unifikacja" dzięki której to co
                            postanowi kierownictwo kolektywu w cudowny sposób staje się postanowieniem
                            wszystkich.

                            "'Program partii programem narodu'. A nie można by tak odwrotnie?"

                            > Już jaśniej nie mogę. Z podatków utrzymywane są np. pomoc społeczna, szpitale
                            > psychiatryczne, domy dziecka, przytułki dla samotnych starców, hospicja,
                            > schroniska dla zwierząt itp. itd. Z tego tez prawdopodobnie bezpośrednio nie
                            > korzystasz, a jednak kolektyw, którego jesteś częścią, tego potrzebuje.

                            Ależ oczywiście, że korzystam. Dzięki pomocy społecznej, domom dziecka i
                            starców, oraz schroniskom jestem zwolniony z altruizmu (patrz "efekt widza"),
                            dzięki szpitalom psychiatrycznym nie rażą mej wrażliwej duszy widoki wariatów na
                            ulicach.

                            Wszystkie wymienione przez Ciebie "niewidoczne dla jednostki cele kolektywu"
                            były wprowadzane właśnie jako remedium na widoczne problemy. Oczywiście
                            powyżej skupiłem się jedynie na "efektach ubocznych" tych "lekarstw". Sedno
                            jednakże jest takie, że "dzięki" owym "celom kolektywnym" uznano, że
                            wszyscy i w jednakowy sposób zachowują się, działają, a nawet
                            odbierają rzeczywistość. Ot taki mały paradoksik.

                            > Wiesz jaki jest koszt przeprowadzenia referendum? Jakbyśmy mieli głosować w
                            > każdej sprawie wydania złotówki, to szybko nie byłoby czego wydawać. Dlatego
                            > robi to reprezentacja, którą wybierasz raz na ileś lat. Ten system ma swoje
                            > oczywiste ograniczenia, ale w miarę krzepnięcia powoli jego standardy nabierają
                            > optymalnych kształtów - vide Europa Zachodnia. Jeśli uważasz, że istnieje na
                            > świecie lepszy system niż demokracja parlamentarna to wybacz, ale naprawdę nie
                            > wiem, o czym my możemy rozmawiać, chyba o pogodzie.

                            Problem w tym, że nigdy w Polsce nie przeprowadzono żadnego referendum
                            dotyczącego pieniędzy. I nie chodzi mi nawet o pytania o ustanowienie podatków
                            celowych (wyobraź sobie, że historia zna przypadki społeczeństw, gdzie władza
                            pytała się obywateli, czy zechcą zrzucić się po X pieniędzy na np. drogę), lecz
                            na najbardziej ogólne pytanie o rolę państwa.

                            Zaś twierdzenie, że brak pytania o ilość odbieranych pieniędzy jest podyktowana
                            chęcią oszczędności zakrawa po prostu o kpinę.

                            A system ten wcale nie dąży do "optymalnego kształtu" - to wbrew prawu
                            Parkinsona. Wiesz jak to będzie dalej wyglądało? Państwo, czy też raczej
                            rządzący, będzie troszczyć się o coraz większą ilość domen. Naturalnie żądając w
                            zamian coraz większych środków na ich realizację i rozbudowując aparat się tym
                            zajmujący.

                            Każda organizacja dąży do rozwoju i rozrostu. A uzasadnienie zawsze się
                            znajdzie. Aż do ostatecznego bankructwa.
                            • brundlefly Re: Dlaczego? 19.12.09, 16:24
                              > Powiadasz? A wielki reżyser Zanussi? Wielki reżyser Wajda? Wielki reżyser Kutz?

                              No niestety, Zanussi i Kutz to najwidoczniej artyści, na jakich zasługuje polski
                              naród;] Ale Wajdzie to już daj spokój, parę knotów zrobił, zwłaszcza po 89, ale
                              znacznie większość jego dorobku to rzeczy wartościowe i ważne dla kina polskiego
                              i nie tylko (rewelacyjny "Danton" np.). Ale ogółem patrząc, naprawdę nie ma co
                              narzekać na polską kinematografię okresu PRL-u. Wykorzystano wszystkie
                              możliwości aby wykorzystać tamten system i ominąć jego ograniczenia. A że
                              znalazło się iluś prestidigitatorów sztucznej głębi i taniego patosu jak ten
                              nieszczęsny Zanussi czy Kutz... To są zresztą nasze prywatne opinie na ich
                              temat. Bardzo wiele osób uważa ich za ważnych artystów i ma do tego prawo. No
                              niestety trochę jest też tak, że jaka dojrzałość narodu i jego inteligencji,
                              taka i jego sztuka. Nie jesteśmy przodującym narodem jeśli chodzi o mądrość i
                              dojrzałość mam wrażenie, a więc cieszmy się, że był chociaż Wajda, Kieślowski,
                              Has, Munk, wczesny Polański i paru jeszcze. Lepiej niech powstanie kilka dobrych
                              filmów i kilka złych, niż same złe, jak to ma miejsce obecnie z uwagi na
                              niedostatek systemu.


                              > Ale rzeczywistość ma. Jeśli masz X złotych, to nie możesz X/2 dać górnikom, X/2
                              > działaczom i X/2 artystom! Rozumiem, że pieniądze to takie "afe" i generalnie
                              > strasznie prostackie i przyziemne, tyle, że niestety właśnie o pieniądze się
                              > rozchodzi.

                              A skąd Ci się wzięło to X/2? Czynisz jakieś arbitralne założenia, a potem się
                              dziwisz - ale chyba samemu sobie. Trzeba dobrze podzielić to, co jest. Ja
                              uważam, że podział nie jest sprawiedliwy. Na kulturze chętnie się oszczędza, bo
                              waga jej funkcji w społeczeństwie to coś, co jest mało wymierne, raczej
                              długoplanowe i nie sprzyja krótkowzrocznemu politykierstwu. Lepiej zatkać gęby
                              klerowi.
                              Niemcy znajdują pieniądze aby finansować nie tylko niemiecką sztukę, ale i
                              polską. My zaś znajdujemy pieniądze na budowanie kościołów, przywileje podatkowe
                              dla kleru, finansowanie etatów dla armii katechetów aby indoktrynować dzieci
                              przez 2 godziny (sic!) religii w tygodniu, podczas gdy plastyka zniknęła w
                              gimnazjum i liceum w ogóle z programu. A w takich Niemczech Kościół jest
                              opodatkowany.

                              Taka "magiczna intelektualna unifikacja" dzięki której to co
                              > postanowi kierownictwo kolektywu w cudowny sposób staje się postanowieniem
                              > wszystkich.


                              Stary, to jest demokracja. Możesz sobie głosować na UPR czy inne partie
                              postulujące zamierzchłe, konserwatywno-liberalne farmazony. Zarówno w Polsce,
                              jaki i na Zachodzie to jest szczęśliwie egzotyka.
                              Jedyne, co można robić w demokracji to nadać jej kształt taki, aby uwzględniała
                              zróżnicowanie potrzeby maksymalnie wielu różnych grup społecznych, promowała
                              otwarcie na inność i tolerancję. Ale to nie ma nic wspólnego z podejściem, które
                              proponujesz.


                              > Problem w tym, że nigdy w Polsce nie przeprowadzono żadnego referendum
                              > dotyczącego pieniędzy. I nie chodzi mi nawet o pytania o ustanowienie podatków
                              > celowych (wyobraź sobie, że historia zna przypadki społeczeństw, gdzie władza
                              > pytała się obywateli, czy zechcą zrzucić się po X pieniędzy na np. drogę), lecz
                              > na najbardziej ogólne pytanie o rolę państwa.
                              >
                              > Zaś twierdzenie, że brak pytania o ilość odbieranych pieniędzy jest podyktowana
                              > chęcią oszczędności zakrawa po prostu o kpinę.



                              Chyba nie rejestrujesz - referendum jest za drogie, aby obywatele mogli
                              podejmować plebiscytowe decyzje odnośnie każdej pierdoły np. czy dofinansowywać
                              sztukę. Przeprowadzenie takiego referendum będzie
                              wielokrotnie droższe niż pieniądze potrzebne na tą całą sztukę. Decyduje o tym
                              partia, która została wybrana. Innej możliwości nie ma. Poza tym w ogóle
                              plebiscytowa forma demokracji jest dużo gorsza od demokracji opartej na
                              reprezentacji i charakteryzowała najczęściej rządy despotyczne - od Napoleona po
                              Hitlera. Masy dużo łatwiej zmanipulować niż ich reprezentancję polityczną.


                              > A system ten wcale nie dąży do "optymalnego kształtu" - to wbrew prawu
                              > Parkinsona. Wiesz jak to będzie dalej wyglądało? Państwo, czy też raczej
                              > rządzący, będzie troszczyć się o coraz większą ilość domen. Naturalnie żądając
                              > w
                              > zamian coraz większych środków na ich realizację i rozbudowując aparat się tym
                              > zajmujący.
                              >
                              > Każda organizacja dąży do rozwoju i rozrostu. A uzasadnienie zawsze się
                              > znajdzie. Aż do ostatecznego bankructwa.


                              Czym więc wytłumaczyć fakt, że dojrzałe i ustabilizowane demokracje działają
                              sprawniej i lepiej niż demokracje młode? Kasandryczne prognozy nie poparte
                              faktami i pachnące demagogią.

                            • brundlefly Re: Dlaczego? 19.12.09, 18:14
                              > Ależ oczywiście, że korzystam. Dzięki pomocy społecznej, domom dziecka i
                              > starców, oraz schroniskom jestem zwolniony z altruizmu (patrz "efekt widza"),
                              > dzięki szpitalom psychiatrycznym nie rażą mej wrażliwej duszy widoki wariatów n
                              > a
                              > ulicach.

                              Czy Ty czytasz, co ja piszę? Napisałem wyraźnie - nie korzystasz
                              bezpośrednio
                              . Jesteś pośrednim beneficjentem tych instytucji tak jak każdy
                              członek naszej społeczności. Jesteś też pośrednim beneficjentem wydatków
                              czynionych na kulturę i sztukę, nawet jeśli nigdy nie chadzasz do kina, galerii
                              i tym podobnych przybytków. Jesteś i nawet o tym nie wiesz.
                • brundlefly Re: Dlaczego? 16.12.09, 22:21

                  > Nawet Mozart walił chałtury - ujmy mu to jakoś nie przyniosło.
                  >
                  > No ale co ja, prostaczek i troglodyta, mogę wiedzieć o "kulturze wysokiej".
                  > Prawda? Bo jak może mi się nie podobać proza Masłowskiej (no nie podoba mi się)
                  > ,
                  > albo filmy Żuławskiego ("Na srebrnym globie" to przykład jak nie należy robić
                  > filmu). Jak mogę nie zachwycać się głębią przekazu worka ze śmieciami w
                  > galerii... Kurcze - takie "głębokie przekazy" to mogę produkować seryjnie.


                  Tak Ci się może wydawać, ale jesteś w błędzie, w dodatku masz archaiczne pojęcie
                  o sztuce. Ona nie jest po to, żeby Ci się podobać i żeby schlebiać mieszczańskim
                  guścikom, tylko po to żeby zapładniać intelektualnie, prowokować do przemyśleń,
                  do krytycznego osądu rzeczywistości ludzi, którzy są w stanie ją odebrać. Ta
                  grupa targetowa jest siłą rzeczy ograniczona, obejmuje głównie humanistyczną
                  inteligencję, co bardziej lotnych studentów. Pani z kiosku tego nie pojmie, tak
                  jak np. ja się nie będę podniecał zwycięstwem Legii nad Górnikiem, ale wszystko
                  ma w kulturze swoje miejsce i zdziwiłbyś się jak duże przełożenie na życie
                  społeczne, a nawet na słupki wzrostu gospodarczego, ma kultura.
                  • nikodem_73 Re: Dlaczego? 17.12.09, 04:30
                    Większe "zapłodnienie intelektualne" odczuwam przeglądając serwisy informacyjne
                    niż po wizycie w galerii. A pitolenie o wysublimowanych gustach zostaw dla
                    jakiejś przemiłej dzierlatki, która poleci na Twoją "głębię".

                    Przykro mi bardzo, ale współczesną sztukę uważam za (w znakomitej większości)
                    infantylną, a sam proces twórczy ograniczony do jednej myśli przedstawionej w
                    dowolnie szokujący sposób.

                    I pewnie dlatego tak podoba mi się Banksy - gość od graffiti wywindowany do
                    miana artysty, który sam z tego kpi. Gość przynajmniej ma dystans do tego co
                    robi (a robi naprawdę fajne, "intelektualnie zapładniające" obrazki) i nie wbija
                    się w pozę "inżyniera dusz".
                    • brundlefly Re: Dlaczego? 17.12.09, 16:51
                      > Większe "zapłodnienie intelektualne" odczuwam przeglądając serwisy informacyjne
                      > niż po wizycie w galerii.

                      No to już jest Twój problem, niewiele Ci na to poradzę. Podejrzewam, że nie
                      jesteś zbyt częstym gościem tych przybytków i w swojej wypowiedzi troszkę
                      przywołujesz frazes lansowany przez konserwatywno-populistyczne środowiska
                      opiniotwórcze chcące przedstawiać ludziom sztukę współczesną jako generalnie
                      niezrozumiałą, niepotrzebną i hohsztaplerską. Dzieje się tak dlatego, że te
                      środowiska de facto obawiają się ładunku krytycznego tej sztuki w stosunku do
                      uświęconej tradycji judeochrześcijańskiej i ogólnego
                      społeczno-polityczno-światopoglądowego status quo, którego są beneficjentami.


                      Sztuka współczesna, nie przeczę, bywa trudna. Jest to język wyspecjalizowany,
                      który trzeba nauczyć się rozumieć. Tak jak język współczesnej filozofii - jest
                      trudny dla kogoś przyzwyczajonego tylko do potocznego użycia języka. Ale ten
                      język jest trudny dlatego, że odnosi się do sfery zagadnień wymagających
                      znacznie wyższego stopnia precyzji. Gdyby wszystko dało się powiedzieć wprost,
                      sztuka nie miałaby sensu.
                      Nie każdy tego potrzebuje do życia, ale Polska jako zbiorowość zasługuje na
                      godną reprezentację na tym polu debaty kulturowej. Zauważ, że polska sztuka
                      współczesna, tak pomiatana w konserwatywno-katolickiej Polsce, za granicą
                      odnosiła w latach 90-tych znaczące sukcesy. Polskie kino też liczyło się
                      artystycznie w zasadzie tylko wtedy, kiedy nie musiało na siebie zarabiać. Za
                      granicą tak samo - np. przed każdym filmem Bergmana zobaczysz adnotację, że film
                      został wyprodukowany za pieniądze szwedzkiego ministerstwa kultury. To one
                      przejdą do historii kina, a nie komercyjny szajs, na którym jakiś producent
                      wypchał sobie bebol.
                      • nikodem_73 Re: Dlaczego? 18.12.09, 02:18
                        "Och! Ach! Jakiż to ja jestem wrażliwy i jaki to mam wysublimowany smak! Prole
                        tego nie rozumieją. Nie są w stanie tego zrozumieć". :>

                        Polskie kino nigdy nie należało do światowej czołówki. Nigdy. Ani w latach
                        90tych, ani wcześniej. A na pewno nie teraz. Te kilka perełek i tak tonęły i
                        toną w morzu szmiry, pretensjonalności i przeintelektualizowanej
                        tandety doprawionej pompatycznością ocierającą się o groteskę. No chyba,
                        że ktoś weźmie to wszystko za przejaw "kultury wyższej" co najwyżej wstydząc się
                        w duchu, że nie jest w tanie ogarnąć "dzieła".

                        To samo zresztą tyczy kina rozrywkowego (a nawet chyba bardziej), tyle, że w nim
                        nie ma już miejsca na przeintelektualizowanie natomiast szmira, pretensjonalność
                        i tandeta królują.

                        Wskaż mi polski film na miarę... choćby "fight club" (nie mierzmy zbyt wysoko) -
                        coś, co pod płaszczykiem sprytnej, gładkiej opowieści o kolesiach co to lubią
                        przy weekendzie pookładać się po twarzyczkach "sprzedaje" niemałą dawkę
                        refleksji nad współczesnym życiem; wyalienowaniem w społeczeństwie; szukaniem
                        surogatu wspólnoty, przyjaźni, miłości; brakiem zgody na zastaną rzeczywistość.
                        Nie jest to "kultura wysoka", raptem "lekuchno wyższa od zwykłej papki", a i tak
                        bije na głowę znakomitą większość (o ile nie wszystkie) polskich filmów. I to
                        zarówno zgrabnością narracji, jak i wielowarstwowością przesłania.

                        I naprawdę - nie wiem dlaczego przyjęła się maniera, że "prawdziwa sztuka"
                        musi być trudna w odbiorze. Bo chyba nie chodzi o to, że gdyby tak nie
                        było to prysłby cały urok "elitarności"?

                        Nie dałoby się powiedzieć "'Idioci' to taki poruszający film!" wzbudzając przy
                        tym cichy podziw prawdziwych idiotów, którzy nic z niego nie pojęli (poza tym,
                        że banda nagusów hasa po niedoświetlonych kadrach), lecz w życiu się do
                        tego nie przyznają.

                        Bo jak na razie to owa "elita" (i owi idioci, którzy chcą być uważani za elitę)
                        może masować nawzajem swoje poczucie własnej wartości rozpływając się nad
                        geniuszem von Triera. A jak ktoś powie, że mu się 'Idioci' nie podobają to mogą
                        go ofuknąć z wyżyn swojego rozdętego ego.
                        • brundlefly Re: Dlaczego? 18.12.09, 04:41
                          > Polskie kino nigdy nie należało do światowej czołówki. Nigdy. Ani w latach
                          > 90tych, ani wcześniej. A na pewno nie teraz. Te kilka perełek i tak tonęły i
                          > toną w morzu szmiry, pretensjonalności i przeintelektualizowanej
                          > tandety doprawionej pompatycznością ocierającą się o groteskę. No chyba,
                          > że ktoś weźmie to wszystko za przejaw "kultury wyższej" co najwyżej wstydząc si
                          > ę
                          > w duchu, że nie jest w tanie ogarnąć "dzieła".

                          Możesz nie lubić polskiego kina i dworować sobie z niego, wolno Ci, ale Polska
                          Szkoła Filmowa była zjawiskiem, które odniosło międzynarodowy sukces i weszło do
                          historii kina, nawet jeśli nie miało szerokiego oddziaływania na masy. I nikt po
                          89 roku nie powtórzył sukcesów artystycznych starego Wajdy, Munka czy Hasa.
                          "Kino moralnego niepokoju" można różnie oceniać, osobiście np. Zanussiego nie
                          trawię, jest po prostu megakiepski, ale już polskie filmy Kieślowskiego to coś,
                          czego po 89 roku też nikt nie powtórzył, a za granicą się zachłysnęli. Poczytaj
                          sobie recenzje "Dekalogu" na imdb.com choćby. Właśnie na skutek prób
                          urynkowienia kino po 89 roku stoczyło się na poziom jakiejś absurdalnej żenady.


                          > Wskaż mi polski film na miarę... choćby "fight club" (nie mierzmy zbyt wysoko)

                          "Fight club" jest ok, ale aż tak bym go nie opiewał. Na pewno powyżej
                          hollywoodzkiej średniej. Ale nie ma sensu porównywać wytworów machiny Hollywoodu
                          z rodzimą produkcją, są to tak diametralnie inne uwarunkowania. W Polsce nie ma
                          gigantycznych wytwórni mogących sobie pozwolić na ryzyko finansowe, dlatego
                          odważnych pomysłów jest mało, więcej bezpiecznych inwestycji w
                          komedioromantyczne gnioty. Na palcach jednej ręki mogę wymienić dobre lub nawet
                          choćby przyzwoite polskie filmy po 89 roku. Lepiej zapytać dlaczego nie ma w
                          Polsce kogoś, kto by nakręcił coś choćby zbliżonego poziomem do np. filmów
                          Michaela Haneke.


                          > I naprawdę - nie wiem dlaczego przyjęła się maniera, że "prawdziwa sztuka"
                          > musi być trudna w odbiorze. Bo chyba nie chodzi o to, że gdyby tak nie
                          > było to prysłby cały urok "elitarności"?

                          Widzisz, łatwe jest to, co wychodzi na przeciw naszym bezpośrednim
                          potrzebom(stworzonym przez system) i chce je zaspokoić w sposób, który nam jest
                          już znany(do którego przyzwyczaił nas system). Prowadzi to do poruszania się po
                          zamkniętym okręgu. Prawdziwa sztuka dąży do transgresji, wyjścia poza
                          uwarunkowania systemu w celu poszerzenia paradygmatu naszego rozumienia świata.
                          Dostarcza zatem informacji, na które nie jesteśmy przygotowani, rozczarowuje
                          nasze zaszczepione przez system potrzeby i prowokuje nas do myślenia i patrzenia
                          inaczej niż jesteśmy przyzwyczajeni. Dlatego jest często trudna, wymaga pewnego
                          nakładu wysiłku i dobrej woli, a także nieco pokory.
                          Oczywiście nie mówię, że w świecie sztuki nie ma hochsztaplerów czy zwykłych
                          snobów, ale nie dajmy się ponieść frazesom, przerysowanym stereotypom i tanim
                          generalizacjom.

                          A "Idioci" to jeden z najlepszych filmów europejskich nakręconych po wojnie i
                          tutaj bym nie dyskutował. Von Trier miał wiele wpadek, ale tutaj trafiło mu się
                          arcydzieło.
                          • nikodem_73 Re: Dlaczego? 18.12.09, 10:37
                            Wybacz, ale po pierwsze - jedyne usprawiedliwiasz miernotę, miałkość i
                            marność
                            polskiego kina. Po drugie - skąd, jakim cudem w owym
                            skomercjalizowanym na wskroś Hollywood biorą się chęci i pieniądze na "odważne
                            pomysły"? Po trzecie - nie - owa "trudna sztuka" to po prostu wyraz
                            nieumiejętności poruszania trudnych tematów w prosty sposób. To taka sama
                            maniera jak u kiepskiego wykładowcy, który nie umiejąc przedstawić
                            złożonego zagadnienia sięga po wyszukane słownictwo, wychodząc (ze słusznego
                            skądinąd) założenia, że żaden ze studentów nie poprosi o wyjaśnienie. A jeśli
                            nawet, to zawsze będzie mógł spojrzeć na niego z wyższością i powiedzieć "no
                            proszę pana, jeśli pan tego nie rozumie to nie mamy o czym rozmawiać".
                            • brundlefly Re: Dlaczego? 19.12.09, 17:59

                              > Wybacz, ale po pierwsze - jedyne usprawiedliwiasz miernotę, miałkość i
                              > marność
                              polskiego kina.

                              No dobra, ale miej na uwadze, że tak uogólniające stwierdzenie jest tylko i
                              wyłącznie Twoją prywatną opinią. Ja, jak już pisałem, nie zgadzam się z nią. Czy
                              rzeczywiście wystarczająco dobrze znasz polskie kino, żeby tak autorytatywnie i
                              generalizująco się wypowiadać?

                              Po drugie - skąd, jakim cudem w owym
                              > skomercjalizowanym na wskroś Hollywood biorą się chęci i pieniądze na "odważne
                              > pomysły"?

                              Nie żadnym cudem tylko tam są inne realia. Ogromny kraj i ogromny rynek, który
                              warunkuje inną politykę na tym polu, większe budżety etc. W Stanach również są
                              ludzie, którzy chcą oglądać rzeczy ambitniejsze, mimo iż jest to dość prymitywne
                              społeczeństwo. Więc siłą rzeczy nawet projekty bardziej niszowe mogą się
                              zwrócić, bo potencjalnych odbiorców jest proporcjonalnie więcej, a wytwórnie
                              skore są w to zainwestować także i dla polepszenia swojego wizerunku. Także w
                              tamtych warunkach ambitniejsze kino łatwiej urynkowić. W Polsce jest z tym
                              gorzej, to mały kraj, i jeśli proste rozrywkowe filmy dla gawiedzi ledwie się
                              zwracają, to co dopiero rzeczy ambitniejsze.

                              Po trzecie - nie - owa "trudna sztuka" to po prostu wyraz
                              > nieumiejętności poruszania trudnych tematów w prosty sposób.


                              Taka opinia tylko uzmysławia, że nie wiele masz ze sztuką do czynienia.
                              Posługujesz się bardzo obiegowymi laickimi sądami. Gdyby sztuka miała być
                              prostym i klarownym przekazem to by nie miała sensu, forma telegraficznego
                              komunikatu spokojnie by wystarczyła. Sztuka, szczególnie współczesna, raczej nie
                              ma mówić wprost i jednoznacznie, ma oscylować wokół jakichś zagadnień, zmuszając
                              też odbiorcę do aktywności, a nie tylko biernej recepcji. Twierdzenie, że sztuka
                              ma poruszać trudne tematy w prosty sposób jest bardzo naiwne. Jest wręcz
                              odwrotnie. Sztuka ma o (pozornie) prostych i oczywistych rzeczach mówić w sposób
                              uwydatniający ich wewnętrzne skomplikowanie.

          • luni8 Re: Dlaczego? 15.12.09, 19:58
            > Na razie w biednej Polsce pieniądze dla wybitnych artystów się nie znajdują,
            > natomiast bez problemu znajdują się pieniądze na budowę świątyni opatrzności.

            Z pieniędzmi na świątynie jest jak wiadomo problem.
            Katolicki ludek pokazał jak bardzo jest katolicki i biadolenia o fundusze ma tam gdzie mieć powinien. Niestety wybrani przez ten ludek ludzie działają z dość pokrętną logiką że skoro ludek nie dał to oznacza że ludek chce by dać z państwowego.

            > > Nie budujmy jednak klimatu pod "dotacje dla głodujących artystów".
            >
            > Dlaczego? Co jak co, ale akurat polska sztuka to było coś, co zaistniało w
            > latach 90-tych na arenie międzynarodowej i zostało docenione.

            A co do artystów to problem jest taki że państwo jako mecenat sztuki działa tylko po dojściach. A większość społeczeństwa nie odróżni sztuki od krowiego stolca ( czym też niekiedy ta sztuka jest - dosłownie i w przenośni ), więc czemu ma na to łożyć? A jak jakiś bogaty facio chce sobie podreperować ego bądź jakaś firma chce do materiałów reklamowych dorzucić "wspieranie sztuki" to prosze bardzo.
          • therion82 Re: Dlaczego? 16.12.09, 08:18
            Ilu masz obecnie tych biednych głodujących wybitnych. Sztuka do tej pory
            radziła sobie doskonale bez państwowych dotacji (jak ktoś chciał łożyć na nią
            łożył z własnej kieszeni) i włąśnie dzięki temu polska kultura to nie jest
            totalnie czysta karta.
            Dotacje państwowe spowodują wysyp "wyrobników" którzy za państwowe (czyli nasze)
            pieniądze będą realizować swoje hobby na mocy decyzji jakiegoś urzędnika, który
            arbitralnie będzie decydował co jest sztuką a co nie. Śmiech na sali.
            Z resztą jeżeli zależy Ci na kulturze i sztuce to wspieraj ją z własnej
            kieszeni, od mojej się odczep.
    • icek20 Kraj pracy twórczej 15.12.09, 19:05
      A nie laska zakasac rekawy i wziasc sie do pracy-jak zarobia mamone
      to se moga gryzmolic co chca-jak artysta jak sie ze swojej sztuki
      nie moze utrzymac-widocznie nikt nie chce jego sztuki i chce
      stypendium -jak sprzeda to co napisze to nie potrzebne mu
      stypendium.
      • afternoon_3 Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 20:52
        a nie łaska nauczyć się zasad pisowni? WZIĄĆ. Myślisz, że tworzenie literatury
        jest równorzędne z "gryzmoleniem"? Radzę się najpierw zastanowić i nie pisać o
        czymś, o czym nie ma się pojęcia - czyli o literaturze i jej tworzeniu.
        "Widocznie nikt nie chce jego sztuki" - w Twoim wypadku dodałbym jeszcze, że nie
        rozumie. Proszę, nie wypowiadaj się na temat, o którym nie masz pojęcia.
      • zjemwaswszystkich Re: Kraj pracy twórczej 15.12.09, 23:34
        Wyobraź sobie, że nie na wszystkich artystach poznano się od razu, wielu zostało
        docenionych po śmierci. Nie każdy był w stanie sprzedać własną sztukę za życia.
        Rozumiesz już? Pewnie nie. Więc Ty nigdy nie będziesz należał do ludzi biznesu
        dotujących sztukę, bo dla Ciebie sztuka ma się sama sprzedawać. Na szczęście są
        firmy i instytucje (choć nie w Polsce) rozumiejące potrzeby sztuki i dotujące ją.

        I dlatego Polska będzie krajem religijnych oszołomów, hydraulików i roboli
        tyrających na budowach w Niemczech, a inne kraje będą cieszyły się z dorobku
        kulturalnego. A jak ważna jest kultura dla kraju to nie zrozumiesz nigdy, dla
        Ciebie kultura mogłaby nie istnieć, ważne żeby mieć co do gara włożyć i nową
        plazmę sobie kupić, nie?
        • nikodem_73 Re: Kraj pracy twórczej 16.12.09, 03:28
          Interesująca teza. Możesz wskazać dotowanych przez państwo, amerykańskich
          artystów "kultury wysokiej", którzy stali się sławni? Może być pośmiertnie.

          A jakoś tak się składa, że to nas zalewa ichnia kultura. No może nie najwyższa,
          ale zawsze. No i taka ciekawostka - ilu obywateli USA jedzie do Francji, do
          Niemiec klepiąc paciorki, robiąc przy rurach i na budowach?

          A tak swoją drogą - ciekawa jest ta pogarda dla ludzi żyjących z pracy własnych rąk.
    • iluminacja256 Kraj pracy twórczej 15.12.09, 21:46
      No dobra w zasadzie nic dodać nic ująć. Sa miasta, które nie MAJA
      ZADNEJ nagrody literackiej z wkladem miasta, a to b. wazna rzecz -
      to tworzy klimat. A w ogole nie chce mi się juz o tym nawet pisac -
      mam wrazenie, że, zeby zajmowac sie literaturą na jakimkolwiek
      poziomie najpierw trzeba trafić 6. w Totka. Amen.
      • nikodem_73 Re: Kraj pracy twórczej 16.12.09, 03:32
        A pomyśl w ilu wioskach nie ma ani jednej nagrody literackiej z wkładem sołectwa.

        Iluż to moglibyśmy mieć noblistów literackich, gdyby wszyscy zaczęli pisać! O!

        No w końcu podobno wystarczy 10 tysięcy małp aby stworzyć wszystkie dzieła
        Shakespeare'a. Potrzeba tylko trochę czasu. :>
    • romantycznaluiza Kraj pracy twórczej 16.12.09, 00:41
      gratuluję wszystkim stypendystom...
      :)
    • 1harpun Kraj pracy twórczej 16.12.09, 07:22
      czy nie o to chodzi, że prawdziwy pisarz tworzy kiedy ma
      natchnienie? tu nie pomoże żadne stypendium, jeśli ono nie
      nadejdzie. natomiast jeśli pisarz jest związany kontraktem z jakimś
      wydawnictwem to znaczy, że musi wywiązać się z zadania, które
      wcześniej przedstawił w formie projektu i ma to zrobić w terminie.
    • therion82 Kraj pracy twórczej 16.12.09, 08:11
      Tylko tego nam potrzeba aby jeszcze pisarzy dotować.
      I tak obecnie wydaje się sporo gniotów, których nie da się czytać.
      Jak pojawią się stypendia od razu znajdą się dziesiątki "artystów" piszących o
      niczym za państwowe pieniądze.
      Dobry pisarz zarobić na siebie potrafi, złego i tak nikt nie będzie czytał
      więc stypednia to wyrzucanie naszych pieniędzy w błoto
    • cygan37 Kraj pracy twórczej 16.12.09, 22:12
      Umiera polska kultura, umiera muzyka, umarł polski film i malarstwo, umierają
      ludzie w kolejce w polskich przychodniach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka