Dodaj do ulubionych

Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ...

    • inkwizytorstarszy Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 01:17
      Do "Bernadeta Odrzywolska, nauczyciel języka polskiego"
      Czy pani płacze nad papierem,czyli nośnikiem treści...?
      A nad glinianymi tabliczkami?- Jest pani tragicznie "muzealna" !
      Kogo dziś stać na dobrą czyli bogatą bibliotekę w domu ? O wiele
      mądrzej jest obecnie kupić dobry (powyżej 24")monitor + szybki Internet!
      Lepiej pani zrobi ucząc młodzież potrzeby przeglądania zasobów internetu
      gdzie znajdą więcej pozycji dzieł z każdej dziedziny.
      -Czasy papierowych nośników się kończą,bo obraz w "3D" jest o niebo
      lepszy i szybszy w dostępie.... Pozdrawiam.
      • psychosasza Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 01:50
        "Czasy papierowych nośników się kończą,bo obraz w "3D" jest o niebo
        lepszy i szybszy w dostępie...."

        :D
      • tanczacy.z.myslami E-booki w 3D ? :) 17.09.10, 11:02
        inkwizytorstarszy napisał:

        > Lepiej pani zrobi ucząc młodzież potrzeby przeglądania zasobów internetu
        > gdzie znajdą więcej pozycji dzieł z każdej dziedziny.

        Zakładając, że znajdą tam e-booki - czy będą potrafili przeczytać je ze zrozumieniem?

        > Czasy papierowych nośników się kończą,bo obraz w "3D" jest o niebo
        > lepszy i szybszy w dostępie

        Wielu osobom nadal wygodniej czytać z papierowej książki niż z książki wyświetlanej na ekranie.
    • profesor_filutek Niedemokratyczne refleksje ogolne ... 19.07.10, 01:48
      Widac ze pisza tu glownie ludzie dojrzali bo malolaty o tej porze
      spia albo maja inne ciekawe zajecia :-)

      Problem jest glebszy i frustrujacy: to demokracja
      Aby kierowac autem trzeba zdac egzamin na prawo jazdy.
      Aby glosowac nie tzeby nic wiedziec ani umiec - trzeba miec 18 lat
      Aby zostac wybranym tez nie trzeba nic zdawac - tzeba miec ew. 21 lat
      Taka demokracja jest moze sprawiedliwa ale nie jest optymalna.
      Umozliwia ona rzady wiekszosci - ale :
      Wedlug tzw. zasady Pareto 20% ludzi dysponuje 80% wiedzy.
      A takze inne 20 % dysponuje 80% majatku.
      Wniosek: pelna demokracja zawsze doprowadzi do rzadow miernot tzn
      tych ktorzy niczym nie dysponuja - ani wiedza ani majatkiem.
      Dlatego wlasnie tak wygladaja finanse panstw i edukacja: one sa
      robione przez miernoty i dla bedakow.
      Niestety aby to zmienic trzeba by by drastycznie zmienic definicje
      demokracji.
      Na to nikt sie dzis nie odwazy - ale pewnego dnia skonczy sie
      zywnosc i nie bedzie wyboru.
      Dziekuje za uwage i dobranoc Panstwu



      • makova_panenka Re: Niedemokratyczne refleksje ogolne ... 19.07.10, 02:03
        W historii już przerabialiśmy etap gdy 20% miało 80% wiedzy, gdy 20% miało 80%.
        Skończyło się to marnie gdyż owe 20% wykorzystywało 80% do swoich celów mając te
        80% za nic, często nie dając mu żyć. Dziś mimo rządów 80% owe 20% żyje całkiem
        nieźle.
        Rządy miernot mi nie przeszkadzają. Tylko one są gwarancją, że nikt o 6:00 nie
        załomocze mi do drzwi oraz tego, że nie postanowi sprawdzić czy nadaję się na
        opał, albo do zdobienia drzew.
        • eruve.elen Re: Niedemokratyczne refleksje ogolne ... 19.07.10, 20:17
          Są gwarancją, póki całe życie godzisz się kłaść uszy po sobie i maszerować w takt jakiejś tam miernej melodyjki. Tak jak to zawsze było, na mniejszą bądź większą skalę.
          Twój poprzednik natomiast zadał odnośnie tego ważne pytanie, na które dziś chyba nikomu nie chce się szukać odpowiedzi :).

          A na etapie 20%/80%, choć może mniej drastycznym, jesteśmy zawsze., Wake up ;).
    • hankrearden Nienawidziłem lekcji polskiego 19.07.10, 01:50
      Nienawidziłem lekcji polskiego i pisanie durnych wypracowanek o
      przemianach Gustawa w Konrada, albo deliberowanie o tym co poeta
      chciał przez coś tam powiedzieć to była straszna strata czasu.

      Mam nadzieję, że dzieciaki zdające maturę w dzisiejszych czasach
      doceniają co zastało im zaoszczędzone.

      A, do wiadomości Pani Profesor: książki czytuję, historię znam dość
      dobrze.
    • arbdahrba Może najpierw zdefiniujmy kilka pojęć. 19.07.10, 01:53
      Co to jest ta "dobra literatura"?
      Czy to XIX kanon literacki którego znajomość była konieczna aby móc wziąć
      udział w "inteligentnej" rozmowie, w tzw. wyższych sferach?
      Co koniec końców umożliwiało odniesienie sukcesu towarzyskiego i zawodowego.
      Ale czasy się zmieniły. Już nie trzeba na biznesowych spotkaniach ględzić np.
      o nominowanych do literackiego Nobla czy innej Nike.

      Co to jest inteligencki dom?
      Czy aby standardowy inteligencki dom to nie przypadkiem dom charakterystyczny
      dla pewnych grup zawodowych w okolicach wieku XIX?
      Było minęło. Dawniej biblioteka była koniecznością aby mieć dostęp do zasobów,
      dziś wystarczy szybkie łącze.
      W dzisiejszych czasach biblioteka to szpan i snobizm. (uroczy)

      A co do domów w których książki nie uświadczysz...
      Znam takie.
      Rodzice, robotnicy i chłopi, maja ambicje aby dzieci pracowały jako lekarze,
      prawnicy.
      Ale nie łączą tego z żadnym etosem. To tylko ordynarny skok na łatwą, w ich
      mniemaniu, kasę.

      • makova_panenka Re: Może najpierw zdefiniujmy kilka pojęć. 19.07.10, 02:05
        Facet o ksywie piotr228 zdaje się najlepiej podsumował motywację edukacyjne i
        stosunek młodzieży do przedmiotów których się ich naucza.
        • draziw Re: Może najpierw zdefiniujmy kilka pojęć. 19.07.10, 02:34
          Bo lepiej być oczytaną bidą niż bogatym durniem.
          Tylko weź pod uwagę, że o ile z tego drugiego stanu można awansować w
          górę to z tego pierwszego już nie za specjalnie. Bo po osiągnięciu
          odpowiedniego stanu wiedzy specjalistycznej, (co przełoży się na
          finanse) nagle zapragnie się osiągać inne cele, jak np. poszerzanie
          horyzontów. A jakie perspektywy ma ktoś po filologii, historii?
          Dzisiaj znikome, by nie powiedzieć żadne.
          Tylko o tym się nie mówi, bo jest "etos" intelektualisty, jako
          jednostki wybitnej - co jednak jest wybitnego w posiadaniu papieru
          uczelni wyższej razem z połową młodego pokolenia, to nie wiem i chyba
          mało kto w ogóle się nad tym zastanowił.
          • eruve.elen Re: Może najpierw zdefiniujmy kilka pojęć. 19.07.10, 20:21
            Mylisz intelektualistę z kimś, kto ma stempelek fabryki magistrów. Co de facto oznacza, że pojęcia intelektualisty w ogóle nie rozumiesz.


            Bo po osiągnięciu odpowiedniego stanu wiedzy specjalistycznej, (co przełoży się na finanse) nagle zapragnie się osiągać inne cele, jak np. poszerzanie horyzontów.


            Racjonalnie mi proszę udziel odpowiedzi - jaką motywację do 'poszerzania horyzontów' w sensowne (inteligenckie) rejony miałby mieć ktoś już od przedszkola - załóżmy - nastawiony na specjalizację i zysk? Ktoś, kto jest 'spełniony' wedle tej przyszłościowej edukacyjnej definicji, którą chciałbyś zastosować?
    • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 01:57
      rs_gazeta_forum napisał:
      > Zasmucę autorkę i siebie jednocześnie - ta grupa nie będzie nawet w części tak
      > szeroka, jak mogłaby być.

      Ja zasmuce Was oboje jeszcze bardziej: ta grupa bedzie tak mala, ze znajdzie sie
      w granicach bledu statystycznego.
      U zrodel lezec beda dwie realne przyczyny. Pierwsza jest postep
      technologiczno-naukowy ostatnich 40 lat (a takze i przyszly). Mozna, oczywiscie,
      czynic porownania z okresem miedzywojennym (wypadajace na niekorzysc
      terazniejszosci), ale nie mozna zapominac, ze przed wojna zawod informatyka
      zwyczajnie nie istnial. Nie bylo wiec, z definicji, ludzi, ktorzy koncentruja
      sie na zagadnieniach czysto technicznych zwiazanych z informatyka. Dlaczego
      koncentruja sie TYLKO na tym, zaniedbujac literature, malarstwo, czy historie?
      Zaryzykowalbym twierdzenie, ze dlatego, iz informatyka jest dla nich wiecej, niz
      zawodem - jest ich pasja.
      Podobnie zreszta, jak nauki biologiczne i biomechaniczne (genetyka, przeszczepy
      organow, biomechaniczne konczyny - by wymienic chocby kilka) - te z kolei beda
      pasja genetkow, biologow i biomechanikow. Wiekszosc tych dziedzin jest tak
      rozlegla i na tyle kompleksowa, ze komus, kto je studiuje z upodobaniem,
      zwyczajnie nie starcza czasu na czytanie o doktorze Judymie czy Anielce.
      Postep technologiczny "odsysa" jakas liczbe mlodych ludzi od "tradycyjnego"
      nurtu edukacji. Dobrze to czy zle, nie wiem - ale czy na pewno chcemy
      zrezygnowac z rozwoju technologii?

      Druga przyczyna jest skostnialy i calkowicie nie do przyjecia system nauczania.
      Objetosc tzw. "wiedzy ogolnej" stala sie dzis na tyle wielka, ze malo kto jest w
      stanie ogarnac jej calosc. Wspolczesna szkola chce zatem "zrobic, ile sie da" i
      probuje wtloczyc ogrom materialu do glow. To przerost, ktory w dodatku budzi cos
      w rodzaju buntu, szczegolnie, ze wokol widac ludzi wymienianych na pierwszych
      stronach gazet i ktorzy sa geniuszami w swojej dziedzinie, jednoczesnie nie
      wiedzac "kto to byl ten facet, ktorego rysuja na pieniadzach".
      Nie twierdze, ze mam gotowa recepte na wszystko, ale jesli juz mialbym
      zatrudniac jakichs fachowcow, to wole tego, ktory "wie wszystko o czyms", a nie
      tego, ktory "wie cos o wszystkim" - bo ten ostatni, tak naprawde, nie wie nic.
      • makova_panenka Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 02:10
        "Sukcesy" tzw. "informatyków" wynikają z wyjątkowej i tylko im dostępnej
        specyfiki przygotowania do wykonywania pracy. Zakładając ostrożnie i dość
        asekurancko, że młody człowiek dostaje pierwszy komputer na komunię (czyli w
        wieku 9 lat) do czasu gdy skończy studia (24 lata) przez 15 lat ma nieskrępowane
        możliwości edukacyjne połączone z praktyką. Podobny bonus nie dotyczy znakomitej
        większości specjalizacji tak technicznych jak i humanistycznych.
        • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 20.07.10, 05:22
          makova_panenka napisała:

          > "Sukcesy" tzw. "informatyków" wynikają z wyjątkowej i tylko im dostępnej
          > specyfiki przygotowania do wykonywania pracy.

          To prawda, ktora potwierdza moja teorie. Oczywiscie, przy zalozeniu, ze mowimy o
          informatykach z prawdziwego zdarzenia, dla ktorych komputeryzacja jest pasja
          zycia, a nie o "informatykach", ktorych zdolnosci sprowadzaja sie do sciagania
          spiratyzowanych programow z sieci.
          Ale poza informatykami jest jeszcze caly szereg ogromnie rozbudowanych dziedzin
          nauki i technologii, ktore wymagaja nie tylko wyspecjalizowanej glebokiej
          wiedzy, ale i szczegolnego zainteresowania i pasji poznawczej. Czy autor
          genetycznej mapy czlowieka jest "wszechstronnie wyksztalconym" inteligentem? Z
          pewnoscia jest inteligentem, bo ma wiedze, umiejetnosci i wyksztalcenie, ale czy
          na pewno znajdziesz akurat w nim najlepszegp partnera do rozmowy o sztuce
          renesansu albo literaturze egzystencjalizmu? Czy ludzie, ktorzy umozliwili lot i
          ladowanie na Ksiezycu z cala pewnoscia zywo i doglebnie interesowali sie
          literatura psychologiczna? Czy doktor Barnard (pierwszy na swiecie przeszczep
          serca, 40 lat temu w RPA) rzeczywiscie dokladnie znal historie wlasnego kraju i
          bywal co sobota w operze?

          Do czego zmierzam? Do tego, ze zasob wiedzy, ktora kazdy z nich i im podobnych
          musial posiasc (nie tylko przeczytac, ale i przeanalizowac i zrozumiec) z
          koniecznosci pozostawial im bardzo niewiele czasu na inne zajecia - celowo nie
          uzywam slowa "zainteresowania", bo zainteresowaniem byla dziedzina zawodowa.
          Wlasnie dlatego tak daleko w niej doszli.

          Geometryczny postep nauki - nie tylko technologii, bo takze i medycyny i
          biomedycyny - w jakis sposob "odciaga" pewna liczbe mlodych, zdolnych i
          niezmiernie inteligentnych ludzi z szeregow "ogolnie wyksztalconych"
          inteligentow. Ci zainteresowani jakas szczegolna kariera, z racji swoich
          zainteresowan i talentow, koncentruja sie na zglebianiu wiedzy i tajnikow
          sztuki, ktora ich pociaga. Nie starcza im czasu i nie znajduja niczego
          interesujacego w jakichs ubocznych zajeciach. Jak juz napisalem, powstaje
          pytanie, czy to zle, czy dobrze? Osobiscie uwazam, ze dobrze - ale opinii jest
          tyle, ilu rozmowcow. Niemniej, pozostaje niezaprzeczalny fakt, ze w okresie
          miedzywojnia bylo daleko mniej dziedzin naukowo-technicznych, ktore mialy szanse
          na przyciaganie wybitnych umyslow. Te wybitne umysly cos musialy robic - ludzie
          o pasji poznawczej rzadko kiedy siedzieli biernie czekajac na wiedze podana im
          na tacy, raczej sami szukali informacji, publikacji, zrodel poznawczych. W tym
          procesie nabywali tez "wiedzy ubocznej" - poznawali niejako mimochodem to, co
          interesowalo ich mniej, by tak powiedziec - i stad wrazenie bardziej
          wszechstronnego wyksztalcenia.
      • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 20:27
        Nie twierdze, ze mam gotowa recepte na wszystko, ale jesli juz mialbym
        zatrudniac jakichs fachowcow, to wole tego, ktory "wie wszystko o czyms", a nie
        tego, ktory "wie cos o wszystkim" - bo ten ostatni, tak naprawde, nie wie nic.


        Zdajesz się zapominać, że edukacja szkolna (zwłaszcza na niższych szczeblach) ma
        za zadanie nie tylko przygotować - przepraszam za niemiłe określenie - ludzki
        'wsad' dla przemysłu, ale też pomóc rozwinąć w ludziach ludzi.

        Większość oponentów autorki listu przyjmuje chyba, że przeczytanie "Janka
        Muzykanta" w IV klasie wyczerpuje tę kwestię.
        • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 20.07.10, 05:43
          eruve.elen napisała:
          > Zdajesz się zapominać, że edukacja szkolna (zwłaszcza na niższych szczeblach) m
          > a
          > za zadanie nie tylko przygotować - przepraszam za niemiłe określenie - ludzki
          > 'wsad' dla przemysłu, ale też pomóc rozwinąć w ludziach ludzi.

          Nie, nie zapominam - ale wiem takze, ze szkola, ktora z definicji jest "dla
          wszystkich", musi dostosowywac swoj material i strukture do - teraz chyba moja
          kolej na "niemile" slowo - przecietnosci. Ma to o tyle sens, ze przecietnych, z
          definicji, jest najwiecej, wiec dostosowujac system do ich mozliwosci i wymagan
          rokuje najwieksze nadzieje na duza liczbe absolwentow. Jesli opracujesz program
          nauczania ukierunkowany na geniuszy, to bedzie bardzo wielu tych, ktorzy nigdy
          nie ukonczyli zadnej szkoly. Jesli program nauczania bedzie dostosowany do
          poziomu idiotow, to wprawdzie szkole ukoncza prawie wszyscy, ale samo posiadanie
          swiadectwa nie bedzie oznaczalo nic. By uprzedzic mozliwe posty, ktorych autorzy
          stwierdza, ze wlasnie ku temu ostaniemu zmierza, spiesze uspokoic, ze moze
          sytuacja nie jest az tak zla: w koncu, codziennie produkujemy samochody, zapalki
          i roboty kuchenne, codziennie leczymy chorych, codziennie budujemy domy i mosty
          (z ktorych nie wszystkie sie zawalaja), a takze codziennie wydajemy drukiem
          literature i krecimy filmy. No tak, moze ten ostatni przyklad nie jest
          najbardziej trafny...
          Ale ja mialem na mysli umysly wybitne, a gleboko zainteresowane jakas szczegolna
          dziedzina, z pominieciem wielu innych. Tak sie czasami - czesciej, niz nam sie
          wydaje - zdarza, ze uwalamy na maturze z historii chlopaka, ktory wprawdzie nie
          wie, co to bylo Ksiestwo Warszawskie, ale biologii moglby uczyc asystentow w
          Akademii Medycznej. Nic, tylko pogratulowac: wlasnie pozbylismy sie przyszlego
          genialnego kardiochirurga, ktory za 20 lat uratowalby zycie setkom ludzi.
          Stawiam teze, ze geniuszom naukowym powinien przyslugiwac jakis "ulgowy status",
          z braku lepszego okreslenia, polegajacy na tym, zeby odpuscic im nabywanie
          wiedzy odleglej od pola ich zainteresowan, szczegolnie, jesli nabycie tej wiedzy
          napotyka jakis wewnetrzny opor, albo ta wiedza zwyczajnie "nie wchodzi do
          glowy". Ogranym juz do cna przykladem moze byc tu nauczanie calek kogos, kto
          tego zwyczajnie nie ogarnia, bo jego pasja i wogole calym zyciem sa badania
          archeologiczne.
          • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 20.07.10, 09:15
            Niestety 'jakieś' minimum wiedzy ogólnej każdy - nawet najgenialniejszy, 'wąski' specjalista - posiadać musi. I nie mówię tu o sprawach na tyle hm, zaawansowanych, jak całki.

            Być może dziś minimum to jest źle zdefiniowane. Jeszcze prawdopodobniejsze, że przy dowolnej jego definicji - choćby idiotycznie zaniżonej - dla większości narodu istnienie takiego minimum pozostanie niezrozumiałe, po części z powodu nieudolności systemu szkolnictwa w przekazywaniu informacji o jakimkolwiek sensie rozwoju ogólnego.

            Z niezrozumiałych (a może zrozumiałych, ale godnych oprotestowania) powodów dziś większe społeczne poważanie zaczyna mieć osoba mająca wielkie pojęcie o drobnym wycinku biologii molekularnej (i zerowe o wszystkim innym, bo go to inne zwyczajnie nie interesuje), niż ktoś, kto znając się na tym, na czym znać się powinien, rozumie jeszcze przebieg procesów społecznych, odróżnia akcje od obligacji, nokturn od ballady i potrafi dostrzec wady konsumpcjonizmu.

            Nie przeczę konieczności uwzględnienia przeciętności - ale dostosowując wszystko do przeciętności na tej zasadzie, że jest ona taka, jaka jest, a więc również nietykalna, i każda sugestia podciągnięcia 'przeciętniaka' wyżej godzi w jego godność, sami kopiemy pod własnym społeczeństwem dołek.

            Staniemy się armią świetnie wykwalifikowanych w nowych technologiach roboli, zajmujących się wyłącznie techniczną obsługą ludzkości.

            A to, przepraszam, to jakaś kpina jest z całej dotychczasowej historii :). I nie zmienia tego fakt, że 'taki jest światowy trend'.
            • belferxxx A możesz zdefiniować i uzasadnić to minimum???;-) 20.07.10, 09:45
              >Niestety 'jakieś' minimum wiedzy ogólnej każdy - nawet
              najgenialniejszy, 'wąski specjalista - posiadać musi.<
              • eruve.elen Re: A możesz zdefiniować i uzasadnić to minimum?? 20.07.10, 10:23
                Uzasadnienie konieczności istnienia masz w moim poście.

                A zdefiniować - o dziwo - mogę! Jak dostanę łączną pensję w wysokości pensji
                osób odpowiedzialnych w naszej oświacie za podstawy programowe oraz tyle czasu,
                ile oni mieli. + 2 lata na zdobycie minimum odpowiednich kwalifikacji.
                • belferxxx Uzasadnić można nawet szkodliwość grawitacji!!!;-) 20.07.10, 10:38
                  Tyle,że ona od tego nie zniknie;-)
                  Moim zdaniem dzisiejsza objętość wiedzy naukowej oraz wszelakiej
                  innej w połączeniu z absurdalną masowością kształcenia aż do
                  magistra czy licencjata czyni możliwość efektywnego zdefiniowania,
                  uzasadnienia i zrealizowania takiego minimum niewykonalnym. To
                  tylko takim polonistkom o zawężonych horyzontach jak autorka tego
                  tekstu wydaje się to minimum oczywistym.Trzeba trafu zgodnym z ich
                  zawodem, podejrzewam ,że i interesem;-) Różnych zawodów i branż jest
                  jednak sporo;-)
                  • eruve.elen Re: Uzasadnić można nawet szkodliwość grawitacji! 20.07.10, 13:17
                    "W piekarni mają tak wiele rodzajów pączków, że nie da się wybrać jednego!" - na
                    takiej zasadzie rozumiem Twoją argumentację.

                    Być może nie da się podjąć jedynej obiektywnie słusznej decyzji w kwestii
                    minimum. Ale co z tego? Jakąś podjąć trzeba.


                    I - na moje oko - najlepiej by było, gdyby nie była to decyzja skutkująca tym,
                    że Adasie będą umieli tylko stukać młotkiem, a Marysie tylko trzymać gwoździk ;).
                    • belferxxx Każdy lubi i potrzebuje innych pączków!;-) 20.07.10, 13:31
                      Nawet szeroki rozwój nie musi oznaczać jednakowy!!!
                      • eruve.elen Re: Każdy lubi i potrzebuje innych pączków!;-) 20.07.10, 15:06
                        Marzyciel ;).

                        Rozwój jest kwestią indywidualną jednostki i obawiam się, że 'jednakowość' w
                        ogóle nie jest tu kwestią do rozważenia.

                        A jednakowość kształcenia... Ze względów finansowych, ze względu na formułę
                        (obecność kadry w ogóle, na przykład), na nie tyle masowość co ogólnodostępność,
                        wreszcie ze względu na istnienie kultury, z której wyrastamy - jakiejś tam
                        unifikacji zakresu kształcenia nie da się całkowicie uniknąć. Ba, byłoby
                        to wręcz niepożądane.
                    • viking2 Re: Uzasadnić można nawet szkodliwość grawitacji! 21.07.10, 02:33
                      eruve.elen napisała:

                      > "W piekarni mają tak wiele rodzajów pączków, że nie da się wybrać jednego!"

                      Zaraz, czegos tu nie rozumiem (brak wszechstronnosci sie klania?:-)).
                      Oczywiscie, ze nie da sie wybrac jednego - bo to zaprzeczy Twojej tezie.
                      Piekarnia - to otaczajacy nas caloksztalt sztuki, nauki i technologii. Jeden
                      paczek - to wlasnie wybor tego genialnego fizyka, ktory nie wie, ze istnieje cos
                      takiego, jak opera. Wszystkie paczki - to, teoretycznie rzecz biorac -
                      wyksztalcenie ogolne. Iluzoryczne, bo, jak sama piszesz i masz racje - nie dasz
                      rady zjesc wszystkich.
                      • eruve.elen Re: Uzasadnić można nawet szkodliwość grawitacji! 21.07.10, 12:38
                        Nie nie.
                        W odniesieniu do argumentacji @belfra, 'wybór jednego pączka' oznaczał wybór
                        jakiegoś (z definicji nie całościowego) minimum zdobywanej przez młodzież wiedzy
                        - w opozycji do jego twierdzenia, że ogrom wiedzy, która jest dostępna
                        ludzkości, uniemożliwia wybranie czegokolwiek :).


                        Jeśli natomiast zinterpretujesz piekarnię jako ogół zdobyczy
                        kulturalno-naukowych, trzeba mądrze wybrać tyle pączków, ile się zmieści w
                        żołądku, nie ograniczając się jednak tylko do owocowych (przedmioty użyteczne
                        przemysłowi i obsłudze ludzkości) czy tylko do tych z budyniem (kultura/sztuka,
                        etc).

                        Mix smaków - to jest konieczne. A z tego się coraz częściej rezygnuje, stawiając
                        jedynie na dżemik ;).
                        • belferxxx Zachęcać czy zmuszć,tresować czy dać wybór!!! 22.07.10, 06:17
                          W tle twoich wypowiedzi jest założenie że jest wspólne(!)takie
                          minimum, do którego wyuczenia się trzeba przymusić(właśnie tak!)
                          wszystkich.Czy naprawdę sądzisz, że człowiek zmuszony do wykucia
                          wiedzy o kilkunastu pozycjach mniej lub bardziej literackich czy
                          tysięcy niezbyt istotnych informacji(jak ta o Edelmanie!) nie będzie
                          na podobne rzeczy reagował czym innym niż obrzydzeniem.
                          Ja chcę, żeby po prosu zachęcić go do czytania książek (w dorosłym
                          życiu) jakichkolwiek książek, interesowania czymś, itd.Twoje
                          podejście temu nie służy!!!Nie służy też myśleniu o "wyższych
                          wartościach" tresura w klepaniu o nich banałów!!!
                          • eruve.elen Re: Zachęcać czy zmuszć,tresować czy dać wybór!!! 22.07.10, 08:26
                            Wiesz, z historycznego punktu widzenia minimum wiedzy o II WŚ jest konieczne.
                            Nie, przepraszam, z moralno-przyszłościowego punktu widzenia.

                            Po prostu nie zgadzam się na definicję człowieka jako małpy, której lekcje i
                            baty, które zebrały wcześniejsze pokolenia, nijak nie dotyczą.
                            I nie twierdzę, że ludzie to mają sobie do łbów 'wklepać'. Mają to wiedzieć,
                            choćby im to zainstalowano na podskórnych czipach. O, taki ze mnie radykał ;).


                            W kwestii rzekomego 'przymuszania' możemy sobie pogadać o zasadności
                            przymuszania do poznawania tabliczki mnożenia na przykład. Po prostu naciągasz
                            terminologię do swoich - niekiedy w moim odczuciu słusznych, niekiedy nie -
                            przekonań :).

                            A posiadanie wiedzy o tej przykładowej II WŚ nijak nie implikuje jakiegoś
                            'klepania banałów'. Po pierwsze dlatego, że mnie chodzi o wyeliminowanie
                            'klepania' a wtłoczenie pojęcia o tych kwestiach, a po drugie dlatego, że jeśli
                            dla Ciebie Edelman i to, co on reprezentuje to banał, to masz szczere wyrazy
                            mojego współczucia.
                            Co sądzisz w takim razie o wprost dennej banalności życia 90% obecnych
                            Europejczyków w porównaniu z nim?
                            • belferxxx Zasługa Edelmana-przeżył i tyle! 22.07.10, 09:48
                              >Po pierwsze dlatego, że mnie chodzi o wyeliminowanie
                              'klepania' a wtłoczenie pojęcia o tych kwestiach, a po drugie
                              dlatego, że jeśli dla Ciebie Edelman i to, co on reprezentuje to
                              banał, to masz szczere wyrazy mojego współczucia.<
                              Był przedstawicielem narodu skazanego na śmierć i przeżył.Niektórzy
                              mówią,że przeżył bo odważniejsi od niego wyginęli.W gettcie były
                              przynajmniej 2 organizacje bojowe. Potem jego losy ułożyły się
                              różnie. Ja akurat pamiętam jak w mediach piał z zachwytu komentując
                              barbarzyńskie bombardowania Jugosławii przez NATO. Jak się okazuje
                              bombardowania były w obronie rozsadnika prymitywnych
                              morderców,mafiozów i alfonsów, bo tym się okazali Albańczycy z
                              Kosowa, szczególnie ich terrorystyczna organizacja UCK.
                              Takich jak on były miliony-jedni przeżyli inni - nie.Ten sobie
                              jeszcze zapewnił reklamę!!!
                              • eruve.elen Re: Zasługa Edelmana-przeżył i tyle! 22.07.10, 10:50
                                Czy ja mówiłam, żeby wielbić Edelmana, czy może, żeby mieć na tyle wiedzy, by
                                się orientować, kto w czasie II WŚ nosił swastykę na ramieniu i jakie wnioski z
                                tej wojny dobrze byłoby wyciągnąć?
                                • belferxxx Po co komu wykuta wiedza o Edelmanie??? 22.07.10, 12:11
                                  Takich jak on w historii są miliony - życia nie starczy żeby się
                                  nauczyć ich identyfikować.A ty chcesz żeby każdy wiedział, kim on
                                  był!!!Od takich informcji są właśnie bazy danych. Na dodatek nie
                                  wiemy, poza jego własnymi opowieściami, o wielu istotnych momentach
                                  w jego życiu.Bo świadkowiee zginęli w roku 1943...;-)
                                  Dobrze jest coś wiedzieć o II ojnie światowej, ale pytanie
                                  co.Następne pytanie-czy wykuta wiedza o bitwach etc.i ich datach na
                                  pewno coś zmienia w rozumieniu świata 99% uczniów.Kolejne pytanie-
                                  co z tego co wiesz o II wojnie światowej jest prawdą, a co
                                  propagandą rozpowszechnianą przez strony z różnych powodów???
                                  • eruve.elen Re: Po co komu wykuta wiedza o Edelmanie??? 22.07.10, 12:26
                                    Akademickie dyskusje o prawdzie, nieprawdzie, propagandzie. Tak, należy zarzucić naukę w ogóle, ponieważ trudno odcedzić obiektywizm zdarzeń.

                                    Nie wiem jak przebiegała Twoja konkretnie edukacja, ale jeśli nauczanie czegokolwiek poza typowym przygotowaniem do pracy uważasz za 'wkuwanie o bitwach', to szczere współczucia - przestaję się dziwić Twojemu podejściu do edukacji ogólnej.


                                    I na sam koniec - recenzowanie, kalkulowanie odwagi i rzucanie sugestii nt. życia kogoś, kto nie tylko przeżył (i nie tylko przetrwał) II WŚ, ale członka ŻOBu, uczestnika dwóch powstań, recenzowanie uskuteczniane przez kogoś spokojnie grzejącego tyłek w fotelichu przed kompem, po 70 latach od tamtych wydarzeń... Uważam za głęboko niestosowne.

                                    Jesteś dla mnie przykładem dokładnie tego braku rozumienia, który specjalizacja i odrzucenie edukacji ogólnej jeszcze wzmocni.
                                    A nie jestem masochistką - nie znajduję żadnej przyjemności w oglądaniu czegoś takiego.
                                    • belferxxx Tak to wygląda w realiach polskiej szkoły i n-li!! 22.07.10, 12:37
                                      >Nie wiem jak przebiegała Twoja konkretnie edukacja, ale jeśli
                                      nauczanie czegokolwiek poza typowym przygotowaniem do pracy uważasz
                                      za 'wkuwanie o bitwach', to szczere współczucia - przestaję się
                                      dziwić Twojemu podejściu do edukacji ogólnej.<
                                      Tak tzw. edukacja ogólna wygląda u minimum 90% nauczyieli, a do pray
                                      też nie przygotowują - nie mają kiedy;-)



                                      • eruve.elen Re: Tak to wygląda w realiach polskiej szkoły i n 22.07.10, 13:04
                                        Chyba u 90% Twoich nauczycieli (ogół i procenty to kwestia Twojego niepopartego
                                        dowodem osądu).
                                        A remedium na to jest nie zmiana podejścia/kształcenia/płacy nauczycieli, tylko
                                        wywalenie podstawy programowej niepowiązanej z przyszłym 'byznesem'. Oj, tak.

                                        No i, rzecz jasna, nauczyciel NIGDY nie przeprowadzi przygotowania do pracy
                                        sensu stricto. Albo ulegasz nowomodnej i bałamutnej gadce na ten temat, albo
                                        chcesz wszystkie szkoły zamienić w zawodówki.
                                        • belferxxx Mało wiesz a się wypowiadasz autorytatywnie!!! 22.07.10, 19:17
                                          >No i, rzecz jasna, nauczyciel NIGDY nie przeprowadzi przygotowania
                                          do pracy sensu stricto. Albo ulegasz nowomodnej i bałamutnej gadce
                                          na ten temat, albo chcesz wszystkie szkoły zamienić w zawodówki.<
                                          Jesli ktoś chce być przyrodnikiem, inżynierem czy ekonomistą, a
                                          nawet socjologiem czy psychologiem społecznym to musi już w liceum
                                          baaaardzo dobrze poznać matematykę. Kandydat na inzyniera musi też
                                          poznać dobrze fizykę, informatykę a czesto i chemię.Itp.
                                          itd.Tymczasem twoje bredzący tak jak ty utrzymują w Polsce
                                          edukacyjny skansen w imię utopii ogólnego wykształcenia
                                          uniemożliwiają im przygotowanie do studiów w wybranym kierunku na
                                          odpowiednim poziomie a więc i do pracy.
                                          • eruve.elen Re: Mało wiesz a się wypowiadasz autorytatywnie!! 22.07.10, 20:00
                                            Wyjaśnij, proszę, ten porażający związek między tym, co ja piszę, a
                                            rzekomą niemożnością przygotowania się do studiów przez jakiegoś 'inżyniera'.

                                            Bo coś mi się wydaje, że ta Twoja 'wkuwająca' edukacja była właśnie na tyle
                                            pozbawiona cech edukacji ogólnej, że o logikę nie udało Ci się zahaczyć ;). I
                                            stąd ten zaciekły atak.
                                            • belferxxx Ten zwi ązek nazywa się czas!!! 22.07.10, 20:43
                                              Przez brednie o potrzebie "ogólnego wykształcenia" polski uczeń ma
                                              np.w liceum ponad 15 przedmiotów.Dzięki temu na te życiowo dla niego
                                              ważne - po góra 3 godziny tygodniowo(matmy nieco więcej).Dzięki
                                              czemu uczy się ich powierzchownie i, często, pamięciowo Jego
                                              rówieśnik w Europie Zachodniej czy USA wybiera(!!!) 3-6 przedmiotów
                                              i ma ich tygodniowo po 5--10 godzin. Dzięki temu może się z nimi
                                              dość dogłębnie i z pełnym zrozumieniem zapoznać.
                                              • eruve.elen Re: Ten zwi ązek nazywa się czas!!! 22.07.10, 21:53
                                                Nie 'życiowo', o nie, nie. 'Zawodowo'.

                                                Chyba się nie przebijemy przez różnicę w ocenie tego, co jest dla człowieka
                                                (człowieka, nie 'robola') w życiu istotne.


                                                Natomiast trzeźwo rzecz biorąc, dopóki edukacja nie zostanie w 100% oddzielona
                                                od kształtowania postaw i zdobywania wiedzy o świecie (a więc podejrzewam, ze
                                                nigdy), kształcenie ogólne do któregoś tam etapu będzie nie tylko elementem, ale
                                                rzekłabym nawet, że podstawą kształcenia w ogóle.

                                                Jak to mówią, wyżej kupra nie podskoczysz ;).

                                                Nie chce mi się specjalnie zgłębiać wymogów programowych i przedmiotowych
                                                obowiązujących w amerykańskich szkołach, więc pewnie byłby to EOT z mojej strony :).

                                                Pozdrawiam.
            • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 21.07.10, 02:28
              eruve.elen napisała:

              > Niestety 'jakieś' minimum wiedzy ogólnej każdy - nawet najgenialniejszy, 'wąski
              > ' specjalista - posiadać musi.

              A dlaczego? Wiem, ze to troche przewrotne pytanie, ale w dyskusji czesto grywam
              role "adwokata diabla". Na powaznie zas, jestem zdania, ze od jakiegos,
              dluzszego juz czasu, sami zapedzilismy sie w kozi rog szermujac pojeciami
              "wiedzy ogolnej" i "wszechstronnego wyksztalcenia". Obydwa pojecia staja sie
              coraz bardziej iluzoryczne, wlasnie na skutek gwaltownego rozwoju i postepu
              naukowego. Zauwaz, ze nie mam tu na mysli wylacznie nauk scislych, ale takze i
              humanistyczne. Paradoks zaczyna polegac na tym, ze coraz czesciej wystepuje
              nierozerwalne uzaleznienie miedzy dziedzinami nauki, ktore kiedys - niech juz
              bedzie, ze w 20-leciu miedzywojennym - nie istnialo. Uzyjmy tu ponownie
              przykladu tej nieszczesnej archeologii. Mam nadzieje, ze nikt nie zacznie
              wmawiac mi, ze jest ona nauka techniczna. Jednoczesnie zas, wspolczesny
              archeolog korzysta z urzadzen, ktorych istnienie zawdzieczamy "waskim
              specjalistom" - chromatograf gazowy, rezonans magnetyczny, probki DNA, by
              wymienic chocby kilka. Archeolog, zainteresowany swoja dziedzina na tyle, ze
              staje sie w niej jednym z autorytetow, zwyczajnie nie bedzie mial czasu na
              czytanie renesansowych ballad i analizowanie problemow socjologicznych. A jesli
              bedzie mial na to czas, to znaczy, ze zabraknie mu go na zdobycie prawdziwej
              wiedzy archeologicznej i na zawsze pozostanie wyksztalconym dyletantem, ale nie
              autorytetem.

              Zgadzam sie z teza, ze to oslawione "minimum wiedzy ogolnej" jest zle
              zdefiniowane. Pokusilbym sie o stwierdzenie, ze nie jest wogole zdefiniowane.
              Natomiast nie zgadzam sie z tym, ze powody spolecznej estymy, ktora cieszy sie
              genialny biolog molekularny nieposiadajacy wiedzy ogolnej, sa godne
              oprotestowania. Kiedy w koncu zostanie wynalezione skuteczne lekarstwo na raka,
              ludzkosc bedzie zawdzieczala je tym wlasnie "niewyksztalconym ogolnie" umyslom,
              dla ktorych tylko biologia i genetyka istnieja i nie maja juz zadnych tajemnic.
              Wklad pieknoduchow, ktorzy jak z rekawa potrafia sypac tytulami sztuk operowych,
              nazwiskami tenorow i sopranow, albo w nieskonczonosc rozwazac wyzszosc
              egzystencjalizmu nad konsumeryzmem, bedzie w tym osiagnieciu znikomy, jesli nie
              zaden. I zaden z pacjentow wyleczonych z raka, gotowy kleknac na srodku ulicy
              przed genetykiem, nie poswieci tym intelektualistom nawet minuty.

              Na marginesie: z tego co piszesz - "potrafi dostrzec wady konsumpcjonizmu" -
              moznaby wywnioskowac, ze tych akurat jest przewaga. Z tym stwierdzeniem rowniez
              sie nie zgadzam. Nie znaczy to, ze konsumpcjonizm ma tylko zalety - bo ma
              rowniez i wady, ale tych jest niewiele i nieznaczace w porownaniu z zaletami.
              Przy okazji: akcje sa szczegolnym rodzajem obligacji. Obligacja jest kazde
              zobowiazanie kontraktowe pomiedzy wlascicielem kapitalu a jego uzytkownikiem.
              Wiecej, nie tylko akcje, ale rowniez i opcje na akcje tez sa obligacjami. Tylko
              ostatnio przyjelo sie - i to wina nierzetelnych dziennikarzy, wlasnie
              wszechstronnie wyksztalconych dyletantow - uzywanie slowa "obligacje" na
              okreslenie instrumentow zadluzenia. Zeby nie bylo niejasnosci: te instrumenty
              rowniez sa obligacjami, ale nie one wylacznie. W istocie wiec, nie mozna
              rozpatrywac roznic pomiedzy akcjami i obligacjami, bo akcje to jeden z rodzajow
              obligacji. Troche tak, jakby rozpatrywac roznice miedzy litera "b", a alfabetem
              - "b" jest tylka jedna z liter alfabetu.

              Jesli zas chodzi o uwzglednianie przecietnosci - to ja akurat nie jest jej
              goracym oredownikiem - a napisalem o tym, bo uwazam, ze kladac nacisk na
              "normalnych", usztywniamy strukture tak bardzo, ze uniemozliwiamy progres
              "nienormalnym" - tym, ktorzy sa ponad norme - najczesciej ze szkoda dla samych
              siebie.
              • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 21.07.10, 13:09
                W skrócie...
                Ja nie mam odpowiedzi na pytanie, jak zdefiniować zakres wykształcenia ogólnego.
                Ale wyobrażenie tego, co się stanie z ludźmi tak jako społeczeństwem, jak i
                jednostkami, jeśli systemowo porzuci się podstawy edukacji humanistycznej /
                kulturalnej / w jakimś stopniu opartej o wiedzę ogólną, stawia mi włosy dęba na
                głowie.

                Uproszczony przykład: jeśli przyszły, genialny fizyk wypisze na maturze, że
                Marek Edelman był esesmanem (a kto wie, co jeszcze może nawypisywać), jeśli jego
                myślenie nie zostanie odpowiednio 'naprostowane' świadomością historyczną i to
                nie tylko europejską...
                To jaką będzie miał podstawę 'humanistyczną', jaką świadomość, żeby za 20 lat z
                rzeszą sobie podobnych nie stworzyć jakiejś 'bomby atomowej do kwadratu' i nie
                przyczynić się do nieszczęścia o wiele większego niż obie wojny światowe i
                połowa dyktatur razem wziętych?

                Nie będzie miał, żadnej. Garstka humanistów prowadząca 'profesjonalne' dysputy
                na uniwersytecie nijak go nie powstrzyma.
                No i 'genialny fizyk' to jest opis technicznej właściwości. Przemysłowej. A jaki
                jest opis człowieka?


                Zresztą nie tylko wartości humanistycznych to dotyczy - co komu z genialnego
                fizyka, który nie mając bladego pojęcia o chemii, zatruje się 'na amen' jakimś
                kretyńskim środkiem do przetykania rur w toalecie?


                Wszystko to, co piszesz o wielkim znaczeniu 'niedoedukowanych' humanistycznie
                lekarzy na ratowanie życia ludzi, to jest oczywiście niesłychanie ważne. Jednak
                (zdaję sobie sprawę, jak to brzmi 'w palcach' osoby na nic nie umierającej,
                ale...) jest to techniczna obsługa ludzkości, to powinien być tylko jeden z
                odłamów edukacyjnych.
                Gdzie się podzieją ideały człowieczeństwa, jeśli zajmować się nimi będą jedynie
                nieliczni, 'niedoedukowani medycznie' humaniści; jeśli te ideały nigdy
                większości ludzi nawet nie musną?


                Za daleko idziemy w tym kierunku. Sami sobie 'specjalizacją' (w dowolną stronę)
                zakładamy klapki na oczy, jak kto głupi...

                nie mozna rozpatrywac roznic pomiedzy akcjami i obligacjami, bo akcje to
                jeden z rodzajow obligacji.

                No, sam widzisz :). Też jestem ofiarą systemowego niedouczenia. Oraz
                indywidualnego lenistwa, trzeba dodać ;)


                Nie znaczy to, ze konsumpcjonizm ma tylko zalety - bo ma
                rowniez i wady, ale tych jest niewiele i nieznaczace w porownaniu z zaletami.

                Powiedz proszę, że żartujesz. Bardzo proszę :).
                Jeśli nie żartujesz, to zasadniczo dyskutujemy na dwóch różnych płaszczyznach i
                porozumienie w kwestii rozumienia wad/zalet czy istotności edukacji wymagać
                będzie takich wygibasów intelektualnych, że prędzej dojdziemy do przekłamań, niż
                do jakiegoś konsensusu...
                • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 05:09
                  eruve.elen napisała:
                  > Ale wyobrażenie tego, co się stanie z ludźmi tak jako społeczeństwem, jak i
                  > jednostkami, jeśli systemowo porzuci się podstawy edukacji humanistycznej /
                  > kulturalnej / w jakimś stopniu opartej o wiedzę ogólną, stawia mi włosy dęba na
                  > głowie.

                  Ale kto twierdzi, ze sie je porzuci? Przeciez ja nie promuje modelu
                  edukacyjnego, w ktorym wiedza humanistyczna i ogolna mialaby byc zakazana.
                  Miedzy przyszlymi absolwentami nadal bedzie jakis procent (przypuszczam, ze
                  liczbowo zblizony do tego, ktory istnieje dzisiaj i ktory istnial 100 lat temu)
                  tych, ktorych zainteresowania pobiegna w kierunku malarstwa, rzezby, opery,
                  literatury, muzyki, zagadnien socjologicznych, historii swiata i spoleczenstw,
                  dobroczynnosci i rozwazan na forum...:-).
                  Na przestrzeni naszych dziejow - calej ludzkosci - od zawsze bylo tak, ze
                  skladamy sie z ogromnej rzeszy przecietnych (przepraszam za "niemile" slowo, nie
                  mam zamiaru nadawac mu pejoratywnego wydzwieku), jakiegos niewielkiego marginesu
                  przestepcow (bo w koncu mordercow czy gwalcicieli nie spotyka sie na kazdym rogu
                  ulicy) i podobnie niewielkiego marginesu wynalazcow-geniuszy naukowych. Ani
                  jednych, ani drugich nie zacznie nagle byc znaczaco wiecej, ani znaczaco mniej.
                  Ale zmierzam w kierunku stwierdzenia, ze - kierujac sie przestarzalymi
                  kryteriami - przyznajemy zbyt wielkie znaczenie temu, co okreslamy pojeciem
                  "wiedzy ogolnej". Na marginesie: nie powinna ona rowniez byc utozsamiana z
                  kultura, bo tej nalezy uczyc sie w domu, mimo, ze w ostatnich latach obserwujemy
                  spadek jej poziomu, szczegolnie publicznie, a po wtore - kultura nie polega na
                  zdolnosci do rozwazania przewagi Wenus z Milo nad Myslicielem, tylko na
                  umiejetnosci znalezienia sie miedzy ludzmi.
                  Wracajac jednak do wiedzy ogolnej, w rzeczywistosci rzecz wyglada tak, ze nasza
                  "rzesza przecietniakow" to tez nie sami idioci, tylko miliony zwyklych ludzi,
                  ktorzy zdobywaja edukacje, nabywaja wiedzy i umiejetnosci, a jednoczesnie maja
                  rozne zainteresowania i daja temu upust, kazdy na swoj wlasny sposob (jeden
                  chadza do galerii sztuki, drugi do opery, inny czyta o historii - i tak dalej).
                  Ta "rzesza przecietnych" wyprodukuje miliony zwyklych, przecietnych architektow,
                  lekarzy, bibliotekarek, nauczycieli, konstruktorow, czy informatykow. Zaden z
                  nich nie jest az tak zainteresowany swoja dziedzina, ani nie posiada tak
                  wysokich uzdolnien, by stac sie genialnym wynalazca, by zostac uznany za
                  wybitnego w swoim polu. Raczej "rzemieslnik" swojego zawodu, niz "tworca". Tych
                  ostatnich bedzie nadal tak niewielu, jak dzis. Ja wcale nie twierdze, ze to zle
                  - bo codziennie wznosimy normalne, przecietne budynki, a nie od razu wieze
                  "Burgh Dubai" i codziennie leczymy wrosniety paznokiec albo pekniete zebro, a
                  nie od razu przeszczepiamy serca. I ci wszyscy normalni, przecietni specjalisci
                  w swoich dziedzinach popychaja caly swiat do przodu tym, co codziennie robia.
                  Raz na jakis dlugi czas pojawi sie Alexander Fleming, ktory zrewolucjonizuje
                  metody leczenia zakazen i pozwoli normalnym, przecietnym lekarzom przejsc na
                  troche wyzszy, lepszy poziom leczenia chorych. Raz na jakis czas pojawi sie
                  profesor Pniewski albo Daniel Libeskind, ktory stworzy niepowtarzalne dzielo
                  architektury, podziwiane pozniej przez pokolenia. Raz na jakis czas pojawi sie
                  genialny kompozytor czy rezyser filmowy, ktory stanie sie niedoscignionym
                  standardem dla innych. I nie czepiajmy sie Flemingow czy Libeskindow tego swiata
                  o przyslowiowa doglebna wiedze o epoce renesansu.
                  By odpowiedziec na Twoj przyklad, sam zadam pytanie: a po co mamy genialnego
                  fizyka pytac na maturze, kto to byl Marek Edelman? Dlaczego mielibysmy wymagac
                  od niego "rozdrabniania" jego zdolnosci kojarzenia, myslenia i zapamietywania,
                  rozmieniania jego intelektu na drobne? Jego nie interesuje ani sam fakt, ze
                  istnial czlowiek nazwiskiem Marek Edelman, ani tez kto to byl. Nam - wszystkim,
                  ktorzy odniosa bardziej lub mniej wymierna korzysc z przyszlych genialnych
                  odkryc, przez tegoz fizyka poczynionych - zupelnie tez nie zalezy na tym, by ten
                  fizyk wiedzial cokolwiek o Marku Edelmanie. Nie tego od niego oczekujemy, nie na
                  to mamy nadzieje. Mamy nadzieje na to, ze wynajdzie sposob na "zimna fuzje" i na
                  zawsze zapewni nam stosunkowo niedrogie, a niewyczerpane zrodlo czystej i
                  odnawialnej energii elektrycznej.
                  Pytasz, jaki bedzie "opis" tego czlowieka. Nie wiem, ale zadaj sobie pytanie,
                  czy musze znac jego opis? Czy Ty tez musisz? Po co, w jakim celu? Jego i tak nie
                  da sie zaszufladkowac, bo dla niego nie ma szuflady, nie ma kategorii: on jest
                  jeden na miliard.

                  P.S. Chyba mnie zaraz serwer wykopie, wiec wysle - za chwile dalszy ciag programu:-)
                  • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 22:33
                    O, nie zauważyłam podwójności posta :).

                    W odpowiedzi:
                    Ja nie muszę 'znać' opisu tego człowieka. Ja chcę po prostu mieć pewność, że
                    nadal będzie myślącą istotą ludzką, potrafiącą czerpać z dziejowego dorobku
                    ludzkości, nie tylko dotyczącego jego zawodowej dziedziny.
                    Że nie będzie jedynie produktem gospodarczym, od młodości przygotowywanym do
                    spełnienia jednej tylko roli i nie mającym żadnych szerszych perspektyw.


                    Już tu pisałam komuś - wiedza ogólna ma, nade wszystko, rozwijać człowieka
                    uniwersalnie. Co z tego, że na przestrzeni paru stuleci urodzi nam się trzech
                    Chopinów, skoro ogół zwolniony z jakiejkolwiek edukacji muzycznej nie pojmie
                    nijak ich znaczenia, machnie na nich ręką i wróci swojej do Lady Gagi?
                    Dojdziemy do momentu, w którym niezrozumienie geniuszu będzie implikowało jego
                    zbędność - a niezrozumienie to będzie jeszcze powszechniejsze, niż bywa teraz.

                    Inny przykład, który mnie ostatnio zajmuje - na Śląsku stoi unikalny na skalę
                    światową budynek będący przedstawicielem niezbyt rozpowszechnionego nurtu w
                    architekturze, brutalizmu. Budynków tego typu nie ma za wiele ani w Polsce, ani
                    w świecie.
                    Jako, że budynek jest dworcem kolejowym i nikt nie pofatygował się go
                    wyremontować w całej jego historii (40 lat), jest obecnie obleśnie brudny,
                    śmierdzący i absurdalnie zaniedbany.

                    I ten brud jest dla 90% zainteresowanych sprawą jedynym kryterium oceny.
                    Nikt w tym kraju nikogo praktycznie nie edukuje w kwestii estetyki i
                    architektury, więc dla ludzi nie ma znaczenia, że coś jest unikalnym przykładem
                    zapomnianego i intrygującego nurtu, przykładem wartym zachowania - mało kto to
                    rozumie.
                    Dla większości jest brzydki BO nie jest szklano-metalowy lub nie ma ornamentów
                    sprzed paru wieków (do takiej, uproszczonej definicji estetyki zostali
                    mimochodem przyzwyczajeni).
                    Brak edukacji w tym względzie kończy obecnie sprawę w ten sposób, że ów budynek
                    w ciągu paru miesięcy zostanie najpewniej zburzony.


                    Podsumowując - jeśli jakieś 'idee', bądź wartości i definicje nie zostaną
                    wpojone/uzmysłowione ogółowi zawczasu, nie będą miały dla tych ludzi żadnego
                    znaczenia, o wpływie nie wspominając.

                    Fizycy będą sobie wyrabiać spaczone pojęcie o estetyce na podstawie bannerów
                    reklamowych i będą nakręcać społeczną spiralę bezguścia; socjologowie za
                    kilkadziesiąt lat dadzą sobie ponownie wmówić, że ziemia jest płaska i
                    australijskie jabłka po upuszczeniu odlatują w kosmos :).

                    Dodatkowo brak zapotrzebowania, w przy dzisiejszym ustroju
                    polityczno-gospodarczym, pociągnie za sobą zwyczajny brak 'produkcji' - tzn. gdy
                    już tylko garstka będzie w stanie pojąć, dlaczego utwory Mahlera nie są
                    dźwiękowymi monstrami, edukacja w tym kierunku ulegnie stopniowemu zanikowi.
                    W pesymistycznym wariancie to, co wartościowe, ale 'nieproduktywne' zaniknie na
                    dobre i zostaniemy społeczeństwem samonapędzających się konsumentów bez celu,
                    stylu i bez większego sensu.

                • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 05:33
                  eruve.elen napisała:
                  > [i]Nie znaczy to, ze konsumpcjonizm ma tylko zalety - bo ma
                  > rowniez i wady, ale tych jest niewiele i nieznaczace w porownaniu z zaletami. [
                  > /i]
                  > Powiedz proszę, że żartujesz. Bardzo proszę :).
                  > Jeśli nie żartujesz, to zasadniczo dyskutujemy na dwóch różnych płaszczyznach

                  Otoz wlasnie nie. Spojrz na zaleznosc, jaka istnieje. Caly postep, jakiego
                  dokonalismy, cala droga, ktora przeszlismy od galezi drzewa czy jaskini do lotu
                  w kosmos, byla - z definicji - wytyczana przez innowatorow, wynalazcow,
                  promotorow postepu.
                  Stare przekadlo glosi, ze potrzeba jest matka wynalazkow - jesli tak, to
                  konsumpcjonizm jest ich ojcem. Spojrz na to w ten sposob: wynalazek czegos
                  powstaje tylko wtedy, kiedy jest ktos, kto chce to cos miec. Zgoda, mozna
                  polemizowac na temat wszystkiego, co ludzkosc wynalazla przypadkiem i mogla byla
                  zastosowac na przestrzeni wiekow, ale dla jakichs przyczyn rozne te mozliwosci
                  przepadly. Uscislijmy wiec: mam na mysli wynalazki, by tak je nazwac,
                  "skuteczne", czyli takie, ktore zostaja rozpowszechnione i znaczaco wplywaja na
                  nasz postep. Jesli zas jest ogromna rzesza ludzi, ktorzy chca ten wynalazek
                  posiasc, to natychmiast z krzakow po drugiej stronie polany zaczyna wychylac sie
                  zebata paszcza zlego wilka konsumpcjonizmu. Narosl wokol niego potezny ladunek
                  demagogii i wykrzywionych pojec, niektorych bardziej, niektorych mniej
                  upolitycznionych. Niewiele uwagi poswieca sie zas sprzezeniu zwrotnemu:
                  konsumpcjonizm jest jedynym "paliwem" wolnego rynku, a tysiace klientow
                  kupujacych wszystko umozliwia producentom "wszystkiego" zarabianie pieniedzy. Ci
                  z producentow, ktorzy rozumieja potrzebe innowacji, zgadzaja sie poswiecic czesc
                  swojego zarobku na R & D, na poszukiwania, badania, analizy, prace naukowa -
                  owszem, wszystko w celu dokonania nowego, kolejnego wynalazku, z nadzieja, ze
                  ten takze beda mogli korzystnie sprzedac. Ale teraz odwroc sytuacje: wyobraz
                  sobie, ze wszyscy jestesmy az tak uduchowieni i "swiadomi", ze calkiem
                  odrzucilismy konsumpcjonizm, a nawet wprowadzilismy prawa, ktore go zabraniaja.
                  Jak myslisz, kiedy dokonane zostanie nastepne znaczace odkrycie naukowe? Za 100
                  lat, za 200? Zupelnym przypadkiem, oczywiscie, bo nikt nie prowadzi zadnych prac
                  badawczych - producentow podstawowych artykulow (bo tylko tacy utrzymali sie na
                  rynku) nie stac na taki luksus.
                  Teraz wyobraz sobie, ze stalismy sie tacy swiatli i szlachetni 300 lat temu:
                  Twoja sasiadka wlasnie umarla na zwykla grype, bo Fleming nigdy nie odkryl
                  penicyliny. Wprawdzie probowal, ale nie bylo go stac na kontynuowanie badan i
                  umarl we wczesnej starosci, zgorzknialy i zawiedziony...
                  Oczywiscie, ze celowo przejaskrawiam i przedstawiam Ci przyklad z pogranicza
                  absurdu, ale tak ten mechanizm w rzeczywistosci dziala.
                  Przy okazji: mam nadzieje, ze cieszysz sie swoim nowym iPhonem? On tez powstal
                  dzieki konsumpcjonizmowi. Bede tu uczciwy: nie twierdze, ze tylko dzieki
                  konsumpcjonizmowi. Zaledwie w 90 procentach...
                  • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 08:54
                    No ale co Ty mi tu...?
                    Ja Ci cały czas tłumaczę, że postęp technologiczny nie jest jedynym kryterium
                    sensowności istnienia gatunku ludzkiego, a Ty dalej swoje :).

                    Zastanów się - co to za cel, 'wygoda'? Żebyśmy się mogli docelowo za 200-300 lat
                    pławić nieruchomo w okablowanych basenach z płynem konserwującym ciało tak, by
                    przeżyć te 150 lat per jednostka, myślami sterując maszynami wykonującymi
                    wszystkie dotychczasowe ludzkie zadania, nie kiwając palcem i myśląc o tym, jak
                    by tu jeszcze zmniejszyć tarcie basenowej cieczy o skórę, by w ogóle się jej nie
                    czuło? Przy jednoczesnej atrofii tych rejonów mózgu, które nie są związane z
                    wykonywaniem zadań narzuconych przez przemysł lub związanych z używaniem
                    iPhone'a do oglądania seriali?


                    Ale teraz odwroc sytuacje: wyobraz sobie, ze wszyscy jestesmy az tak
                    uduchowieni i "swiadomi", ze calkiem odrzucilismy konsumpcjonizm, a nawet
                    wprowadzilismy prawa, ktore go zabraniaja.
                    Jak myslisz, kiedy dokonane zostanie nastepne znaczace odkrycie naukowe?


                    Z jakiegoś dziwnego powodu zakładasz, że utopijne 'uduchowienie' i takaż sama
                    'świadomość' spowodują, że ludzkość zgłupieje i nie będzie już rozumiała
                    konieczności wynalezienia skutecznego remedium na raka. Że na człowieka trzeba
                    mieć bata w postaci konsumenckiej żądzy, żeby w ogóle ruszył palcem.
                    A ja mówię o duchowym rozwoju, który konieczność dziecinnego 'ja chcieć
                    iPhone'a, dlatego ja pracować rzetelnie' wyeliminuje.

                    No i nie zapędzałabym się na Twoim miejscu w takie uwielbienie rozszalałego
                    konsumpcjonizmu - to jest tylko kolejna bańka, która kiedyś pęknie z hukiem :).


                    A iPhone to nie jest CEL. On - no fajnie, że jest, choć nie padnę z rozpaczy,
                    jak go nie będzie - powinien być narzędziem, tak jak przemysł, technologie i
                    reszta powinny być tylko NARZĘDZIEM ułatwiającym/umożliwiającym rozwój w innych
                    kierunkach.
                    A one stają się celem.

                    A za parę lat... 'Ja zrobić ładny młotek. Młotek tak ładnie stukać, ale ja
                    chcieć zrobić jeszcze 100 ładniejszych młotków. Ja co prawda nie pamiętać, po
                    cholerę mi tyle młotków, ale ja je robić do usranej śmierci, może kiedyś znaleźć
                    jakiś gwoździk?'

                    • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 23.07.10, 02:53
                      eruve.elen napisała:
                      > Ja Ci cały czas tłumaczę, że postęp technologiczny nie jest jedynym kryterium
                      > sensowności istnienia gatunku ludzkiego, a Ty dalej swoje :).

                      No, to prawda, ze ja dalej swoje, ale moze wynika to z pragmatyzmu. Postep
                      technologiczny nie jest (przynajmniej nie powinien byc) celem samym w sobie, ale
                      bez niego staniemy w miejscu. A kto stoi w miejscu, ten sie cofa. Przyklady
                      moglbym mnozyc: bez sprawnej sieci drog i mozliwosci transportacji, wiekszosc -
                      nawet tych zainteresowanych i uduchowionych - w zyciu nie doswiadczylaby
                      obejrzenia na wlasne oczy sztuki operowej. Nie dojechaliby do miejsca, gdzie
                      jest opera. Jej zreszta tez by nie bylo, bo kto i w jaki sposob wznioslby sam
                      budynek, nie mowiac juz nawet o produkcji instrumentow muzycznych?
                      Inaczej mowiac, postep technologiczny nie jest jedynym kryterium, ale jest
                      jednak tym decydujacym. Nawet i dzisiaj, bez liku w swiecie miejsc, gdzie postep
                      nie dotarl - albo dotarl, ale okropnie zmeczony dluga droga - i ludzie, ktorzy
                      tam sa, pozbawieni zostali mozliwosci wlasnego rozwoju mentalnego i
                      kulturalnego. Poza tym, brak "utechnologicznienia" (wiem, brzydkie slowo, a
                      raczej dziwolag jezykowy) czesto przeklada sie na twarda walke o byt, o
                      zaspokojenie podstawowych potrzeb, na prace w warunkach niemalze niewolniczych.
                      Kto z tych ludzi ma jeszcze czas, chec i ochote na dawaniu upustu swoim
                      zainteresowaniom duchowym, najbardziej nawet szlachetnym?

                      Pytasz, jakim celem samym w sobie jest "wygoda", ale podajesz przyklady nieco
                      skrajne. Wygoda, to takze i to, ze mozesz wziac codziennie prysznic, bo
                      zwyczajnie odkrecisz kran w lazience. Nie musisz isc z wiadrem do rzeki, poltora
                      kilometra w jedna strone (i pod gorke w obydwie:-)). Wygoda, to rowniez i to, ze
                      nie musisz wybierac sie z lukiem i toporem do lasu - wystarczy wejsc do
                      supermarketu, a jesli jestes ich przeciwnikiem, to do zwyczajnego rzeznika.
                      Wyobraz sobie tez, ze gdyby nie wygoda posiadania kompa i internetu, to -
                      egoistycznie rzecz ujmujac - bylbym pozbawiony przyjemnosci naszej dyskusji, bo
                      przypuszczalnie nie starczyloby nam obojgu czasu i energii na pisanie listow i
                      wysylanie ich golebiem pocztowym. Chociaz, moze zaleta byloby to, ze na dluzej
                      by starczylo...:-)
                      Ale, wracajac do dominujacej pozycji, ktora zajmuje postep technologiczny w
                      kryteriach naszego istnienia, mam wrazenie, ze mnie przeceniasz: ja - mimo
                      wszystkich zlosliwych plotek na ten temat - nie stworzylem tego swiata takim,
                      jaki jest. Ja w nim tylko zyje i obserwuje otoczenie, probujac jednoczesnie
                      zachowac jakies minimum zdrowego rozsadku i wyciagac logiczne wnioski. Jednym z
                      nich jest to, ze nie ma co klocic sie z rzeczywistoscia, bo ona zawsze wygrywa.

                      > Z jakiegoś dziwnego powodu zakładasz, że utopijne 'uduchowienie' i takaż sama
                      > 'świadomość' spowodują, że ludzkość zgłupieje i nie będzie już rozumiała
                      > konieczności wynalezienia skutecznego remedium na raka.

                      Nie, to nie to: bedzie to doskonale rozumiala, tylko nie bedzie jej stac na
                      finansowanie prac badawczych. Tak juz jest urzadzona ekonomia swiata, ze
                      motorem, napedzajacym dzialania tworcze, jest chec zysku. Ten zas jest mozliwy
                      tylko wtedy, kiedy sa nabywcy. A w jaki sposob pozyskiwac ich coraz wiecej? No
                      widzisz, zly wilk juz szczerzy zeby...
                      Widzisz, ja nie propaguje konsumpcjonizmu - ja propaguje zaprzegniecie go do
                      czegos, co w koncu moze okazac sie pozyteczne. Uzywajac brutalnego przykladu,
                      mierzwa z obory tez nie jest najpiekniejsza rzecza pod sloncem (i tez nie
                      pachnie najladniej), ale to wlasnie mierzwy, a nie Chanela Nr. 5, uzywa rolnik
                      do nawozenia pol uprawnych.
                      "Zaprzeganie konsumpcjonizmu do pracy" ma ogromnie wiele wspolnego z
                      geometrycznym wzrostem ludnosci swiata, a takze z tym, ze coraz trudniej nam
                      godzic sie z mysla, ze sa takie regiony, w ktorych ludzie regularnie umieraja z
                      glodu, braku lekarstw, czy infrastruktury. I coraz trudniej jest ignorowac
                      informacje na ten temat - na marginesie, dostarczana nam rowniez dzieki
                      postepowi technologicznemu.

                      To, ze banka konsumpcjonizmu peknie z hukiem - nie po raz pierwszy, bo wszystkie
                      poprzednie pekania tez wynikaly z checi posiadania, osiagniecia i zarobienia -
                      jest nieuchronne. Tam, gdzie zaprzegamy do pracy zyski, tam zawsze bedzie
                      miejsce na chciwosc, ale to znow zjawisko, ktore istnialo zawsze: cos za cos.
                      Nie ma takiej rzeczy w naturze, takiego zjawiska, ktore mialoby tylko cechy
                      dobroczynne, zbawienne. Nawet powietrze - ono, przy calej swej przydatnosci -
                      powoduje tez psucie sie produktow zywnosciowych i dlatego wymyslono pakowanie
                      prozniowe.
                      Niemniej, wlasnie przy tym nieszczesnym iPhonie, jestes - moim zdaniem, jesli
                      wolno tak powiedziec - na wlasciwym tropie. Piszesz: to tylko narzedzie.
                      Slusznie. Ale kto powiedzial, ze narzedzie musi byc male? Potraktuj caly,
                      kompleksowo ujety konsumpcjonizm, jak kolejne narzedzie. Z pewnoscia
                      skomplikowane w obsludze i niebezpieczne dla nieudolnych uzytkownikow - ale to
                      samo mozna powiedziec i o tosterze, samochodzie, albo mlotku.

                      Przy okazji: Patrz, jak pieknie "odbieglo sie nam" od zagadnienia wyksztalcenia
                      ogolnego i wiedzy ogolnej. Zaraz do niego wroce, tylko nie chce tworzyc postu,
                      ktorego polowa przepadnie, bo bedzie za dlugi.
                    • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 23.07.10, 04:29
                      eruve.elen napisała:
                      > Ja nie muszę 'znać' opisu tego człowieka. Ja chcę po prostu mieć pewność, że
                      > nadal będzie myślącą istotą ludzką, potrafiącą czerpać z dziejowego dorobku
                      > ludzkości, nie tylko dotyczącego jego zawodowej dziedziny.
                      > Że nie będzie jedynie produktem gospodarczym, od młodości przygotowywanym do
                      > spełnienia jednej tylko roli i nie mającym żadnych szerszych perspektyw.

                      Spojrzmy jednak prawdzie w oczy: najwieksi mysliciele, ci prawdziwi geniusze,
                      pochlonieci swoja jedyna dziedzina, poza ktora nie istnieje dla nich reszta
                      swiata, nie sa "od mlodosci przygotowywanym produktem gospodarczym". Nimi nie da
                      sie kierowac i przygotowywac ich do czegokolwiek: w swoim wybranym polu, ktore
                      dla jakiegos nieznanego nam sprzezenia w ich mozgach, jest im znane lepiej niz
                      komukowiek innemu, to oni sa autorytetami. W tym zakresie kierowac nimi moga
                      tylko im podobni, nieliczni zapalency. Ci "inzynierowie dusz", zainteresowani
                      kierowaniem innymi, maja zbyt mala wiedze w temacie, by geniusz wogole sluchal
                      tego, co mowia.
                      Truizmem jest tez i inne stwierdzenie: ze wielkie, wynalazcze umysly rzadko
                      kiedy czerpia z calego dorobku ludzkosci. Czesciej sa to brodaci i rozczochrani
                      faceci, zaszyci gdzies w podziemiach, w laboratorium, ktore zwyklych zjadaczy
                      chleba napelnia mieszanina strachu i podziwu. Najzwyczajniej w swiecie nie ma
                      takiego sposobu, by zainteresowac ich "wiedza ogolna" i wszystko, co mozesz
                      zrobic, to zmusic ich do poznania jakichs osiagniec kultury i sztuki. Oczywiscie
                      nie uczynia tego, co najwyzej beda udawac, ze je poznali. Udawanie przyjdzie im
                      latwo, bo przewaznie sa obdarzeni wysoka inteligencja, ale czy to jest cel, do
                      ktorego mamy zmierzac?
                      Istnieje tez jeszcze inny aspekt:
                      Swiat, zakres wiedzy i informacji nie stoi w miejscu. Ten sam poziom nabytej
                      wiedzy, ktory 100 lat temu czynil ze zwyklych inteligentow ludzi swiatlych,
                      dzisiaj bedzie wyznacznikiem ignorancji i ograniczenia, napietnowany jako
                      zawezony horyzont myslowy, brak wyksztalcenia ogolnego i obsoletyzm. Dlatego
                      nazywam pojecie wiedzy ogolnej iluzja. Obszar, ktory ona ogarnia wzrosl tak
                      bardzo, ze ci, ktorzy aspiruja do posiadania wiedzy ogolnej tocza nierowna
                      walke, skazana na niepowodzenie: zasob dostepnej informacji rosnie szybciej, niz
                      mozemy go wchlaniac, przyswajac. Ta roznica miedzy przyrostem wiedzy, a naszymi
                      zdolnosciami intelektualnymi, bedzie sie tylko powiekszac. Oczywiscie
                      zakladajac, ze uda nam sie skutecznie powstrzymac potencjalnego szalenca, ktory
                      pragnie nacisnac przyslowiowy "czerwony guzik" i ponownie wyslac swiat - to, co
                      z niego zostanie - w epoke kamienia lupanego, ale to juz upelnie inny temat.
                      A to sprawia, ze jedyna rzecza, ktora ma i bedzie miec znaczenie, to z a i n t e
                      r e s o w a n i a ogolne, chec dowiedzenia sie, pasja poznawcza. I wsrod rzeszy
                      "normalnych" ludzi, zawsze znajda sie ci, ktorych zainteresowania popychaja ich
                      do zdobywania ogolnej informacji - ale regulowane programem szkolnym
                      "wtlaczanie" odgornie zadysponowanej wiedzy ogolnej do glowy jest juz dzisiaj
                      skazane na kleske.
                • belferxxx Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 06:08
                  >Uproszczony przykład: jeśli przyszły, genialny fizyk wypisze na
                  maturze, że Marek Edelman był esesmanem (a kto wie, co jeszcze może
                  nawypisywać), jeśli jego myślenie nie zostanie
                  odpowiednio 'naprostowane' świadomością historyczną i to nie tylko
                  europejską...<
                  Marek Edelman był bohaterem(i to nie wiaomo czy nie "nadmchanym
                  autoreklamą) niewielkiego epizodu wielkiego wydarzenia jakim była II
                  wojna światowa.Nie sądzę, by poza Polską znaczący procent ludzi
                  wiedział o nim cokolwiek. Takich ludzi są w całej histori setki
                  tysięcy jeśli nie miliony. Genialny fizyk, jeśli mu nie każą w
                  nienormalnych dziś(brak dostępu do informacji) warunkach maturalnych
                  odpowiadać na pytania o nim po prostu sięgnie do wyszukiwarki czy
                  encyklopedii i tyle. Życia ludzkiego nie starczy by się takich
                  dupereli(zwanych przez ciebie wiedzą ogólną) na pamięć uzyć!!!

                  • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 22.07.10, 08:35
                    Na świecie znaczący procent ludzi nie wie, czym było Auschwitz.
                    Na świecie, w tym jego wycinku, w którym cztery litery będzie płaszczył genialny
                    fizyk, może akurat zabraknąć prądu i wtedy o te cztery litery będzie sobie mógł
                    obić swoją wyszukiwarkę.
                    Będzie w interesującej go kwestii urągająco ciemny, jak motłoch średniowiecza.
                    No ale co tam, poczeka aż mu zapasowy generator podłączą.


                    Poza tym, Tobie się wydaje w sposób zabawnie nowoczesny, że 'wiedza' to jest
                    tylko ta rzecz, którą można zgromadzić na jakimś nośniku np. komputerowym.
                    Otóż wyobraź sobie, że wiedza, oprócz istnienia, ma jeszcze taką zasadniczą
                    funkcję, że kształtuje ludzkie postawy i ludzką świadomość.

                    Jeśli ktoś się o tą wiedzę nie otrze, nie przemyśli i nie ustosunkuje się do
                    niej... Będzie wiedział tylko, że 'w razie czego, to ja sobie wszystko mogę
                    znaleźć w wyszukiwarce', wpływ tej wiedzy na jego moralność, świadomość i licho
                    wie co jeszcze będzie ŻADEN.

                    Za 200 lat może nie skumać na przykład, dlaczego ma Twoich potomków nie zamykać
                    w hipernowoczesnej, zamkniętej od wewnątrz fabryce jako robotników zerowego
                    szczebla, potrzebnych ludzkości w dążeniu do 'nowoczesności'.
    • tadeusz.4 Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:22
      Wypisy z odpowiedzi egzaminacyjnych na studiach filologicznych
      zeszłorocznych maturzystów (tj. abiturientów AD 2009):

      - "Nora" Ibsena powstała w renesansie;
      - postmodernizm to epoka między romantyzmem a modernizmem;
      - dramat elżbietański istniał w XVIII w.;
      - "Hamlet" jest komedią;
      - jednym z przedstawicieli literatury starożytnego Rzymu był Homer;
      - "Proces" Kafki jako gatunek literacki jest dramatem, bo opowiada o
      dramatycznych losach bohatera;
      - "Don Kichot" jako gatunek jest dramatem;
      - akcja "Don Kichota" toczy się w Anglii;
      - Joseph Conrad pochodził z krajów południowych;
      - "Dzika kaczka" jako gatunek to liryka;
      - "Dzika kaczka" została napisana w XVII w.;
      - Marcel Proust to najwybitniejszy pisarz XVII w., zdobywca Nobla;
      - Dante był przyjacielem Wergiliusza.
      Nadmieniam przy tym, że ponad połowa tych tytułów/autorów powinna
      być znana abiturientom ze szkoły średniej. Co więcej - wszystkie
      inne dzieła/autorów poznawali przez rok zajęć na uczelni, ale nie
      przyswoili sobie nawet 1% tej wiedzy (Proust jako twórca barokowy,
      który dostał Nobla w XVII w. itd.). Nie kojarzą epok, dat, faktów,
      stylów, nurtów - niczego. Równie dobrze mogliby swoją edukację
      polonistyczną zakończyć na 5 klasie podstawówki - wiedzieliby tyle
      samo, co w wieku 20 lat po maturze i roku studiów filologicznych.
      Pokolenie nieprzyswajających?
      • makova_panenka Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:32
        Zajrzyj do wypowiedzi piotra228. On ci wytłumaczy do czego jest potrzebna wiedza
        której brak u młodych tak ci doskwiera.
        • tadeusz.4 Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:39
          Kolejna ofiara braku umiejętności czytania ze zrozumieniem... Mnie
          NIE DOSKWIERA BRAK WIEDZY u młodych ludzi, tylko ich BRAK ZDOLNOŚCI
          PRZYSWAJANIA treści wykładanych w szkole/na uczelni. Jeśli ktoś
          idzie na studia filologiczne, nie mając pojęcia o literaturze, a w
          dodatku na tych studiach nie przyswaja nadal żadnej wiedzy, to jego
          nauka jest czasem straconym... Lepiej już jechać na zmywak do
          Irlandii... Nie wspomnę tu także o kolejnym skandalu - polska szkoła
          wypuszcza maturzystów, którzy w niektórych dziedzinach nie mają
          wiedzy nawet z poziomu gimnazju. Mnie nie doskwiera więc brak wiedzy
          u młodzieży, która nie chce się uczyć, tylko doskwiera mi obłuda
          oświatowa, nakazująca udawać, że wierzymy, iż ci młodzi ludzie
          przyswoili sobie nazwisko JEDNEGO pisarza, które spotkali w szkole
          pomiędzy 13 a 19 rokiem życia i przeczytali w tym czasie choćby
          tylko JEDNĄ lekturę w całości...
        • prezi777 Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:40
          Zauważ, że tu chodziło o studentów filozofii. Trudno mi przyjąć, że studenci
          filozofii uważają
          historię za coś zbędnego.
          • tadeusz.4 Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:44
            prezi777 napisał:

            > Zauważ, że tu chodziło o studentów filozofii. Trudno mi przyjąć,
            że studenci
            > filozofii uważają
            > historię za coś zbędnego.

            Jeśli chodzi o mnie, to pisałem o studentach filoLoG
            ii
            , a nie filoZoFii.
      • hankrearden Tak tak tak!!! 19.07.10, 02:35
        tadeusz.4 napisał:

        > Równie dobrze mogliby swoją edukację
        > polonistyczną zakończyć na 5 klasie podstawówki

        Szkoda, że taka opcja nie była mi dana.
        Tyle nerwów bym zaoszczędził.
      • polar_bear Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 02:39
        COŚ jest fundamentalnie nie tak. Gdy studenci chemii wykazują się żenującą
        niewiedzą z chemii (o fizyce czy matmie lepiej zapomnieć)
        jako powód podaje się konieczność (polityka etatowa uczelni wyższych)
        przyjmowania na studia, a potem de facto przepychania wszystkich, choć
        nielicznych chętnych. Zazdrościmy wtedy humanistom, którzy, jak nam się wydaje,
        mają lepiej: o jeden indeks walczy kilku chętnych. Można wybierać....
        Okazuje się jednak, że nie ma z czego. Coś jest nie tak.
        • czywolno Re: Donosy rzeczywistości 19.07.10, 03:34
          Ci, ktorzy - jak autorka artykulu - budza sie co pewien czas, na
          przyklad przy okazji matury, z nieprzyjemnym przeswiadczenim, ze
          edukacja w Polsce stacza sie po rowni pochylej, a wyniki nauczania sa
          coraz bardziej mizerne - maja chyba na co dzien stycznosc z
          uczniami, z ich wypowiedziami i wypracowaniami pisemnymi i nie
          powinno to byc dla nich kompletnym, przezywanym raz na rok
          zaskoczeniem czy odkryciem!
          Zreszta to oni sami sa z tytulu wykonywanego zawodu zobowiazani
          codziennie stymulowac ciekawosc i zainteresowania uczniow i popychac
          ich ku wiedzy przez podsuwanie odpowiednich lektur, filmow, wydarzen
          artystycznych godnych obejrzenia czy wysluchania! No i codziennie
          prezentowac tym uczniom swoja nieustannie zywa i rozwijajaca sie
          osobowosc, o ile ja maja!!!
          Inna sprawa, ze to dom rodzinny powinien spelnic te wszystkie
          funkcje i osiagnac te cele, przynajmniej w jakiejs zalazkowej formie
          i na podstawowym poziomie, i powinien to uczynic wtedy, gdy jeszcze
          dziala prawo pierwszych polaczen, czyli w wieku od 0 do 5-8 lat!
          Jednak domy, w ktorych na scianie wisiala jedna polka o dlugosci 45
          cm, na ktorej staly dwa stare tomy "Kalendarza robotniczego", czasem
          "Pan Tadeusz", "Pismo Swiete", ksiazka kucharska, trzy numery
          "Przyjaciolki" z przepisem na syrop zywokostowy i radami, jak
          hodowac pelargonie, i jeden zeszloroczny numer "Magazynu Polskiego" z
          do polowy rozwiazana krzyzowka (mowie tu o latach szescdziesiatych,
          gdy dostep do edukacji i kultury byl darmowy lub bardzo tani), a
          polka ta wisiala najczesciej w kuchni lub przedpokoju i przy okazji
          kladlo sie tam klucze i stala puszka na drobne - takie domy nie
          byly w stanie z przyczyn oczywistych zapewnic dzieciom rownego
          startu, a rodzicom nawet nie przychodzilo do glowy, ze oto aktywnie
          (nieaktywnie!) uczestnicza w katastrofie psychologicznej i edukacyjnej!
          Takie "domy" - scisle rzecz ujmujac - nie byly w stanie zapewnic
          dzieciom zadnego startu! A jesli dziecko z takiego domu uzyskalo
          jakims bocznym kanalem lacznosc z cywilizacja i "wyszlo na ludzi"
          czy wrecz przebilo sie do "gornych 10 tysiecy" - to bylo to cos
          na pograniczu cudu!!!
      • czywolno Donos w imieniu rzeczywistości...... 20.07.10, 05:04
        Wystarczy zmierzyc dzisiejszy poziom umyslowy mlodych autorow wypowiedzi
        na tym forum i przyjrzec sie uzywanemu przez nich jezykowi i nie
        trzeba wielkiej spostrzegawczosci ani przenikliwosci, zeby stwierdzic, ze wiekszosc z nich czyta mniej niz jedna ksiazke na rok, ze wiekszosc z nich to ci, co pozostawiaja smiecie na ulicy, a w publicznej ubikacji nie spuszczaja po sobie wody, bo to "nie ich byznes"!!!
        Ich pogardliwe wypowiedzi o jezyku polskim, o literaturze jako takiej, o historii, o kulturze w ogole i o "byciu humanista" w szczegolnosci, co ich zdaniem nie przystoi we wspolczesnym swiecie - tylko dowodza, ze pojecie o cywilizacji, jej zrodlach i kierunkach jej rozwoju maja mniej wiecej takie jak przecietna ameba dezynteryjna! Nie zdaja sobie sprawy, ze wielki wynalazca i prekursor licznych oryginalnych rozwiazan technicznych, ktore uzyskaly swe rozwiniecia i skonczony ksztalt w wiekach XVIII, XIX i XX, a mianowicie Leonardo, byl wlasnie wybitnym HUMANISTA, bo byl w stanie ogarnac wszystko to, co rodzaj ludzki mial w jego czasach do zaproponowania, nie zatracil niczego, co tenze rodzaj ludzki odziedziczyl po odleglych pokoleniach, i byl w stanie dokonac takich syntez, ktore utorowaly droge swiatlym umyslom przyszlosci!
        Ale dysponujac mozgami na miare malpy stukajacej w klawiature - dzisiejsi absolwenci szkol rozmaitych szczebli nawet nie zdaja sobie sprawy, do czego w ogole moze sluzyc mozg, nie wiedza nawet, ze pojemnosc pamieci ludzkiej, biorac pod uwage skonczona dlugosc ludzkiego zycia, jest praktycznie nieograniczona, ze kazda zdobyta informacja moze i powinna zostac zachowana i czekac na chwile, kiedy okaze sie przydatna i posluzy do zbudowania nowego skojarzenia lub oryginalnej tezy czy syntezy!
        Nie wiedza w ogole, co kryje sie pod pojeciem "inteligencji", bo nie chca sobie uswiadomic, ze mozg czlowieka inteligentnego ma byc nieustannie przygotowany na wszelkie mozliwe kombinacje zdarzen, a wiec, ze wiedza o jak najwiekszej ilosci juz znanych zdarzen z przeszlosci jest niezbednym punktem wyjscia do sprostania wydarzeniom przyszlym!!!
        Ale madrzyc sie z pozycji swej "wszechwiedzy" potrafia wszyscy rowno!
        Nikt im widocznie nigdy nie powiedzial ze ludzie nalezacy do
        poprzednich pokolen tez kiedys mieli lat 10, 14, 19, 27, 41, 53, 68
        itd. i ze wszystko to, co ci mlodzi (osiagajac te kolejne szczeble)
        dopiero z wielka duma "odkrywaja" i chelpliwie oglaszaja calemu
        swiatu, a co ich tak utwierdza w przekonaniu o tejze "wszechwiedzy" -
        najczesciej juz od czasow Sokratesa stalo sie udzialem wszystkich w
        danym momencie starszych niz oni, ze ci starsi znaja to wszystko z
        pierwszej reki na pamiec i na wylot i gdyby chcieli i mieli takie
        zapedy - to mogliby tych mlodych zjesc w kaszy podczas kazdej
        dyskusji na dowolny temat!!!
        Mysle, ze dawka wiedzy o takim stanie spraw swiata tego podana mlodym od czasu do czasu w charakterze szczepionki, poparta rzetelnym wysilkiem intelektualnym i przytomnoscia umyslu nauczyciela, uchronilaby tych mlodych przed megalomania i totalnym olewaniem wszystkiego, nauczylaby ich jesli nie
        pokory i umiaru - to przynajmniej szacunku dla siebie i innych oraz
        umiejetnosci postrzegania spraw swiata tego we wlasciwych proporcjach!!!
        Bo - jak wiadomo - ludzkiej glupocie nie sa winne kolejne rezymy czy systemy, gazety, telewizja czy premierzy! Ludzka glupota jest oryginalnym, indywidualnym i zbiorowym dorobkiem ludzi samych!
        To, ze Polacy spontanicznie i indywidualnie pluja na samych siebie i na bliznich, wszedzie wesza podstep, nie ufaja nikomu, nie ufaja wlasnym zmyslom i zdrowemu rozsadkowi, jest powodem tego, ze strzelaja sami sobie w noge przy kazdej okazji!
        Juz nie wspomne o tym, by probowali zauwazyc koniecznosc czy chocby mozliwosc zyskania szerszej perspektywy, a wraz z ta perspektywa zyskania zdolnosci do analizy tego, co sie naprawde w Polsce i z nimi samymi dzieje, co ich otacza i w czym uczestnicza, z pominieciem i zdecydowanym odrzuceniem plew, belkotu i ogolnego niechlujstwa umyslowego oraz braku wszelkiej dyscypliny na co dzien!
        O tym, że Krzysztof Kolumb był Polakiem, dowiedziały się ostatnio dzieci z pewnej szkoły. Ktoś nagrał w czasie lekcji to w najwyższym stopniu odkrywcze i dumne wyznanie nauczycielki. A jeden z inżynierów komentujących zawalenie się hali targowej w Katowicach stwierdził mimochodem, że ten, kto ową halę skonstruował, uczył się zapewne w takiej szkole, w której nauczyciel wpajał mu przekonanie, że Kolumb był Polakiem i prawdopodobnie nie za bardzo zdawal sobie sprawe z roznicy miedzy Kolumbem a Culombem oraz miedzy platanem a palantem, poniewaz sam byl wlasnie tym ostatnim!!!

        A - jak czytam na tym forum - wiekszosc wypowiadajacych sie mlodych gniewnych, zarozumialych i znudzonych jednoczesnie - zdecydowanie podnosi krzyk za celowoscia scislej specjalizacji przy calkowitej pogardzie dla wiedzy tak zwanej ogolnej!!!
        Zycze im powodzenia w zyciu! Zwlaszcza pozagrobowym, kiedy "polegna" pod gruzami jakiejs wzniesionej przez siebie budowli! Zwlaszcza jesli ta budowla to bedzie przyszlosc Polski!!!
        A liczace ponad 450 lat haslo Frycza Modrzewskiego o "mlodziezy chowaniu" powinni sobie zawczasu kazac wykuc na nagrobkach!
    • maxur Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 03:03
      Jak dla mnie to poprostu nie porozumienie, to ze ta Pani ma bzika, swira na
      punktcie polonistyki nie oznacza ze reszta swiata tez powinna miec, wkoncu
      egzamin maturalny sklada sie glownie z myslenia logicznego a nie wykutego na
      pamiec zpisu i tresci lektur!
      • eruve.elen Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 20:31
        O, 'target' nowomaturalny nas zaszczycił swoim głosem ;).
    • bezzebnypirat Problemy sa inne, nikt nie jest bez winy 19.07.10, 03:26
      Pisalem 'nowa mature'. W mojej rodzinie kazdy z dziadkow mial wyzsze
      wyksztalcenie, jedna babcia. Moj brat idealnie pasuje jako definicja etosu
      inteligenckiego. Ja chce miec na scianie duzy telewizor zamiast regalow z
      ksiazkami. Bo mam ich wiele na komputerze, moge je czytac z tego telewizora.
      Fakt, nie jest to literatura piekna, 98% z nich to ksiazki z dziedziny moich
      studiow czy tez samorozwoju. Historie uwielbialem, mialem swietna nauczycielke
      (bedaca w konflikcie z dyrektorka liceum - co oczywiste, wszak byla zbyt otwarta
      co rodzilo konflikt). Przedmiot ten uwielbialem z wczesniejszymi nauczycielkami
      rowniez (choc fakt, ze mialem do nich szczescie) bo uwazam, ze znajac
      przeszlosc, poznajemy przyszlosc. Ludzie niewiele sie zmieniaja, zmieniaja sie
      za to okolicznosci. Ale polska szkola zdaje sie tego nie zauwazac. I obraza sie
      na okolicznosci, na otaczajaca rzeczywistosc, ze ta smie kwestionowac zasady.
      Nie dziwcie sie, ze coraz wiecej dzieciakow nie widzi sensu w wielu
      przedmiotach, skoro czuja sie na lekcjach jak w PRLowskim muzeum, a wokol pelno
      tabliczek 'nie dotykac eksponatow' - niczym 'nie deptac trawnikow'. Noszenie
      tony ksiazek, literatura, ktorej odniesienia do wspolczesnosci nie potrafia
      uzmyslowic nauczyciele, kompletny brak uzycia nowoczesnych metod nauczania.
      Problemem jest jak zawsze brak pieniedzy, ale i w duzej mierze mentalnosc
      nauczycieli, ktorzy jak smierci boja sie zmian, czekajac na swojej cieplej
      posadce upragnionej emerytury. E-mail? Coz to za szatanskie zapozyczenie!
      Eksperymenty na lekcjach fizyki czy chemii? Jeden na semestr. Przyklady mozna
      mnozyc...

      Studiujac spostrzeglem, ze moje pismo staje sie coraz mniej czytelne...
      dlaczego? Bo przez rok zapisalem odrecznie moze ze 4 strony A4 (podsumowujac
      wszystkie 'szybkie' notatki i inne tego typu sprawy). Oto znak naszych czasow.

      No i wreszcie sedno sprawy: licea konczy coraz wiecej ludzi, studiuje coraz
      wiecej ludzi. Obnizenie poziomu to cena, jaka za to placimy. Z punktu widzenia
      walczacych o przetrwanie 'etosu inteligenckiego' jest to rzeczywiscie tragiczne.
      Ale z mojego punktu widzenia... etos ten jest atrakcyjny niczym zawal serca, zas
      gospodarce potrzeba wiecej miesa. Miesa, ktore ma konkurowac nie z Chinczykami w
      predkosci pracy przy tasmie, tylko w IT, finansach i innych pracach umyslowych.
      Jasne, ze powinno sie zmienic system, tak zeby nie trzeba bylo konczyc studiow
      inzynierskich aby pracowac w serwisie komputerowym. W UK jest to jak najbardziej
      mozliwe, ale tutaj wlasnie wychodzi nasze zamilowanie do 'etosu
      inteligenckiego'. W koncu ktos po studiach, inteligent z teczka, bedzie lepszym
      pracownikiem serwisu niz czlowiek po technikum, gdzie tylko sie pije i bije.
      Wiec coraz wiecej owiec konczy liceum, pozniej studia BO MUSI. Bo musi, zeby
      miec choc cien szansy na mieszkanie w kredycie i skode fabie na parkingu.

      Plomienne wolania tej nauczycielki, bo biedna kompletnie nie radzi sobie z
      rozpoznaniem istoty problemu, przyczyny i skutkow. Jej wnioski nie moga byc sluszne.
      • polar_bear Re: Problemy sa inne, nikt nie jest bez winy 19.07.10, 04:54
        Od razu przejdę do sedna:
        Problem polskiej szkoły to nie tylko nudni nauczyciele polskiego czy historii.
        Nawet nie obecność katechetek (choć ich miejsce przy parafii, ale to inny wątek).
        To słaby poziom wiedzy ogólnej z WSZYSTKICH dziedzin. Poziom matmy jest tak
        tragiczny, że trzeba robić ekstra korki na praktycznie wszystkich wydziałach
        szkół technicznych i kierunkach ścisłych uniwerków.
        Wiele opinii na tym forum sprowadza się do tego, że nieważne wykształcenie
        ogólne (po ogólniaku!), bo ważne specjalistyczne: finanse, IT, nowe technologie.
        Wybaczcie, ale nie kupuję tych haseł.
        Nowe technologie? w PL??? Są jakieś?
        Ale nie ma się co dziwić polski inżynier owszem papier ma, ale z wykształceniem
        już gorzej.
        Po prostu nie wierzę w brak korelacji pomiędzy poziomem szkoły, a wzrostem
        gospodarczym. Wyobrażenia, że Chiny to szybko uwijający się robol przy taśmie, a
        młodzi Polacy po 'porządnej' maturze i dyplomie to elita wykształconych elit
        jest po prostu śmieszne.
        20 lat temu Korea produkowała tanie plastykowe gadżety, i proste, toporne auta.
        Dzisiaj?
        Japonia przeszła tą samą drogę jakie 40 lat temu, dziś idą nią Chiny. A nasza
        młodzież: szkoła nudna, wystarczy szybkie łącze. A chińskie znaczy tandetne.
        Wieje zgrozą.
        • kamyk_wj Re: Problemy sa inne, nikt nie jest bez winy 19.07.10, 11:27
          >Po prostu nie wierzę w brak korelacji pomiędzy
          poziomem >szkoły a wzrostem gospodarczym
          Chwilę musiałem się skupić, zanim znalazłem podwójne
          przeczenie:-)
          Ja też jestem przekonany o związku dobrobytu z poziomem
          wykształcenia, i nie chodzi tu o liczbę dyplomów,
          rozdanych z łaski na uciechę albo za pieniądze.
          Autorka pisze prawdę o wiedzy humanistycznej, warto
          dodać, że dla większości maturzystów 1/2+1/3=2/5,
          podobnie rzecz się ma z fizyką. Dawno zrzygnowano z
          nauki muzyki (choćby podstawowego solfeżu).
          Zatem, maturzysta a i potem magister czy inżynier nie
          rozumie świata wokół siebie i w sobie. Staje się
          doskonałym przedmiotem manipulacji mediów i, jak dobrze
          idzie, odtwórcą powierzonych czynności.
          Jasne, nie każdy. Tyle, że takich akurat przybywa,
          proces trwa.
          Dobrobyt można zbudować wyłącznie na pracy twórczej. A
          do tego trzeba wiedzy, pozwalającej zrozumieć procesy,
          ludzi, świat. Bezstresowe rozdawnictwo matur i dyplomów
          dobije się bardzo negatywnie na przyszłości Polski.
          Jednak horyzont czasowy działań politycznych nie sięga
          na pokolenie w przód. Póki nie nastąpi głęboka
          katastrofa, nikt się tym nie zajmie. Co gorsza, kiedy
          nastąpi, mało kto zrozumie jej przyczynę.
          Ludzie czasem bajają, że Niemcy (Żydzi, Ruskie, Unia...
          do wyboru) chcą Polaków zamienić w parobków. Drodzy
          narzekacze, to nie oni. To my sami zamieniamy się w
          parobków, z lenistwa umysłowego.
          Jak mówiła poetka "Nie będzie Niemiec pluł nam w
          twarz..." Sami sobie zrobimy to lepiej.
    • sulpiryd Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 03:37
      Moim zdaniem w liceum zbyt duży nacisk kładzie się na literaturę
      polską, co odbywa się kosztem światowej. Większość mojego rocznika
      (matura 2000) mieszka za granicą i ciężko nam porozmawiać o literaturze
      z rówieśnikami pochodzącymi z innych krajów. Może część mniej ciekawych
      lektur (Chłopi?) udałoby się zamienić na ciekawszy pozycje... Tym
      sposobem uczniowie mieliby szersze horyzonty, a szkoła nie
      zniechęcałaby do czytania.
    • roqit Kanon lektur to dno 19.07.10, 04:06
      Jaką to wiedzę o świecie wyniesiemy z lektur takich jak "Chłopi" czy "Kordian"
      ? Ciekawsze i bardziej "życiowe" lektury (Zbrodnia i kara, Zdążyć przed Panem
      Bogiem) zostają pominięte przez nauczycieli lub zostawione na sam koniec i
      przerobione w ekspresowym tempie.

      Jak nauczyciel może oczekiwać od ucznia, nieprzyzwyczajonego do czytania,
      katowanego zresztą już w gimnazjum chłamem takim jak Syzyfowe prace,
      znajomości takiego kanonu lektur?

      (Zdawałem maturę z historii, matematyki i WOS, rocznie czytam 100-150 książek,
      ale przez całe liceum nie przeczytałem w całości ani jednej lektury.)
      • prezi777 Re: Kanon lektur to dno 19.07.10, 10:16
        Ale na tym właśnie polega problem. Żeby się przyzwyczaić trzeba czytać.
    • maxmex Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 04:27
      To jest piękny temat dla mnie ,odpowiedz jest prosta oni tego nie chcą ,ja chłonąłem wiedzę z historii i polskiego .Miałem dobrą nauczycielkę tylko chyba ją dobrze wspominałem , mało było osób które się udzielały ,15 lat minęło i wiem że żaden z mojego rocznika mnie nie przegada .Mam duży zasób wiedzy, i to ona mi mówi żebym się nie odzywał. Jestem nie dzisiejszy, ludzie wezmą cie za wariata jak zaczniesz gadać o Sokratesie albo Jezusie .A jak wyjawisz że wo gule zmieniłeś religie , to od razu widzisz dziwne spostrzeżenie.Dlatego myślę że to się nie zmieni, nie wychodź ze słowem między świnie.
      • viking2 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 20.07.10, 05:55
        maxmex napisał:

        > To jest piękny temat dla mnie ,odpowiedz jest prosta oni tego nie chcą ,ja chło
        > nąłem wiedzę z historii i polskiego

        Nie chce Cie, Maxmex, martwic, ale w Twoim poscie naliczylem 11 bledow
        interpukcyjnych, 2 ortograficzne i 1 logiczny. Nie sugeruje, oczywiscie, bys
        zrewidowal swoje wspomnienia o nauczycielce polskiego, ale na Twoim miejscu
        czulbym sie w jakis sposob oszukany...
    • jacek_dp Winę ponoszą nauczyciele 19.07.10, 06:22
      Łatwo jest obwiniać dzieci o to że nie chce im się czytać lektur. O to że nie
      chcą się uczyć historii. Lecz prawda jest taka, że to nauczyciele są
      niedzisiejsi, nie dzieci. To nauczyciele są bezbarwni i nijacy, nie potrafią
      pokazać dzieciom, że wiedza może być ciekawa, interesująca. Że są lektury
      lepsze niż programy oferowane w TV, ciekawsze niż gry na ich konsolach.

      Zamiast ubolewać nad stanem dzieci ubolewajmy nas bezmyślnością ludzi
      odpowiedzialnych za nauczanie w Polsce, ludzi którzy dobierają lektury
      kompletnie oderwane od współczesności, od problemów jakimi żyje młodzież.
      Naprawdę sądzicie, że to co podobało się ministrowi Giertychowi zainteresuje
      nastolatka?

      Ile programów nauczania języka Polskiego i historii ma dziś formę atrakcyjnych
      prezentacji audio-wizualnych? Ile epok i ważnych wydarzeń historycznych ma
      formę gier komputerowych? Czym chcecie zainteresować nastolatki? Pożółkłymi
      woluminami? One żyją w świecie zaawansowanej elektroniki. Chcecie by
      przeczytali książkę? Nagrajcie ją i wyślijcie im na komórki. Zróbcie gry z
      trybem wieloosobowym, które pozwolą im "przeżyć" wydarzenia o których się
      uczą. To zapamiętają. Zróbcie programy historyczne w stylu "sensacji 20
      wieku", to obejrzą bez obrzydzenia.

      Kiedy czytam takie biadania nad stanem młodzieży przychodzi mi na myśl
      sentencja z filmu "J.I.Jane" - "Nie ma złych żołnierzy, są tylko źli
      oficerowie". Nie ma złych uczniów, to tylko nauczyciele olewają swoje
      obowiązki, nie dorośli do swojej funkcji. Chcecie zmiany? To dostosujcie się
      do świata nastolatków. To jedyna droga prowadząca do ich umysłów.
      • self-mademan Re: Winę ponoszą nauczyciele 19.07.10, 06:32
        heheh,dostosować się do świata nastolatków:)
        Może do świata przedszkolaków??
        • self-mademan Re: Winę ponoszą nauczyciele 19.07.10, 06:37
          Czytam posty i naprawdę jestem przerażony wypowiedziami!!
          Mało kto zrozumiał o cochodzi autorce!!
          Przeciez nie chodzi o to co czytamy,chodzi o to abyśmy w ogóle
          jakąkolwiek literature czytali!!
          może to byc i o cybernetyce,aby zrozumiale!!
          Pamiętam młodego swierzo upieczonego absolwenta bankowości czy
          czegos tam,jak chwalił się ze w zyciu nie przeczytał zadnej
          książki,a PL ma gdzieś,pójdzie do pracy tam gdzie dostanie więcej.
          Żołnierze tez pójda walczyc gdzie dostana większy żołd.
          • jacek_dp A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących lektur? 19.07.10, 07:39
            To przejrzyj. I zobacz ile jest współczesnych. Zobacz ile wydano na nośnikach
            elektronicznych.
            Nie czytają książek bo nie ma na to mody. Chodzą do kina, na koncerty, słuchają
            muzyki. Świat się zmienił.
            Do młodych ludzi trzeba umieć dotrzeć a wszyscy mają to gdzieś. Więc rezultaty
            są adekwatne do wkładu pracy Ministerstwa Oświaty i nauczycieli.
            • aramba Re: A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących le 19.07.10, 09:55
              No to jednak nie są winni nauczyciele (poza tym, że są, ale nie ze
              wspomnianych przez Ciebie powodów), tylko lista lektur ustalana
              odgórnie przez ministerstwo. Acha, no to cieszy mnie, że jesteś w
              stanie, z postu na post, zmodyfikować swoją opinię, a nawet zmienić
              zdanie :).
              • jacek_dp Re: A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących le 19.07.10, 10:13
                W jakiej kwestii zmieniłem zdanie?
                • aramba Re: A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących le 19.07.10, 10:38
                  Że to nie nauczyciele tylko błędnie zestawiona lista lektur jest
                  przyczyną braku zainteresowania uczniów czytaniem książek. Słuchaj,
                  ja wiem, że my tu na forum to tak jednym zdaniem próbujemy świat
                  opisać, ale warto wobectego podejmować takie próby opisu, które
                  można potem tak, również jednym zdaniem, podsumować. Tylko pytam.
                  • jacek_dp Re: A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących le 19.07.10, 11:09
                    Zła lista lektur to jedno, nauczyciele którzy nie potrafią przekonać uczniów że
                    lekcje mogą być ciekawe, że są książki które się "pożera" a nie czyta, to
                    prawdziwe nieszczęście.
            • prezi777 Re: A przeglądałeś kiedyś listę obowiązujących le 19.07.10, 13:09
              Ale potem w pracy trzeba przeczytać i zrozumieć dokumentację.
          • aaannemarie Re: Winę ponoszą nauczyciele 19.07.10, 16:06
            Niestety, tez mam wrażenie, że nie zrozumiano intencji autorki.
      • aaannemarie Re: Winę ponoszą nauczyciele 19.07.10, 16:04
        No, nie jestem pewna, czy chciałabym, aby mój syn czytał ksiązkę w
        telefonie, zwłaszcza, że już ma pierwsze okulary. Nauczyliśmy go w
        domu miłości do papierowej książki (pachnącej jeszcze drukiem), masa
        jego kolegów i koleżanek też czyta chętnie (17 - 18 lat). Natomiast,
        jak to juz ktoś napisal przede mną, lista lektur nie jest dobra,
        ciągle pomniki męczeństwa w literaturze, brakuje literatury
        europejskiej, amerykańskiej
    • xxxxxx666 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 06:26
      Odpowiedź na Pani pytanie jest zaskakująco prosta. Problem wynika z faktu, że
      wykształcenie średnie stało się w ostatnim dziesięcioleciu wykształceniem dla
      każdego. Aby osiągnąć ten stan zostały po prostu obniżone wymagania, bo przecież
      średni poziom wykształcenia ludzi niewiele się zmienił. Możliwości intelektualne
      społeczeństwa nie zmieniają się aż tak szybko, zatem umożliwienie wszystkim
      zdobycia wykształcenia średniego musiało odbyć się poprzez zmniejszenie wymagań.
      • lawyer_pl Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 10:47
        Dokładnie. Dadam tylko, że owe obniżenie poprzeczki intelektualnej
        dla kandydatów do szkół średnich, było efejtem polityki społczenej
        państwa, która zakładała spadek zatrudnienia w przemysle oraz w
        innych branżach pracy fizycznej oraz wzrost zatrudnienia w usługach.
        Dlatego też odgórnie podjęto decyzję o "zamordowaniu" zawodówek i
        wpuszczeniu ludzi w ślepą, jak się okazało uliczkę, czyli szkoła
        średnia + plus studia. Jak się okazalo zapotrzebowania na
        pracowników fizycznych nie spadło, wręcz odwrotnie, za to na tasmowo
        produkowanych magistrów zapotrzebowania brak.
    • schuja Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 07:23
      Dla wszystkich nauczycieli ja mam jedną refleksję po(przed)maturalną... Żeby pisać maturę to trzeba być do niej dopuszczonym, czyli między innymi uzyskać na koniec każdej klasy ocenę przynajmniej dopuszczającą z historii i języka polskiego.

      Bardzo dobrze, że matura nie wymaga znajomości lektur, bo mogłaby wymagać jedynie pobieżnej znajomości, a wtedy jedynie wystarczyłoby przeczytać bryki. Na rozliczanie z przeczytanych lektur jest czas w szkole.

      Nie ma takiej pojedynczej lektury, która byłaby komuś niezbędna w życiu, więc zamykanie komuś drogi na studia, bo akurat na maturze mu się trafiła lektura, którą gorzej pamięta byłoby czystej wody kretyństwem.

    • krylos.com Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 07:28
      Abstrahując od rzeszy jęczących tu gimnazjalistów-licealistów, którzy wylewają
      swoje żale odnośnie szkoły (no nie lubią Polacy do roboty chodzić, co zrobić).
      Na zawsze zapamiętam cytat ze śp. Jacka Kuronia, który na pytanie o 3 miejsca,
      do których nie chciałby wrócić, odpowiedział: więzienie, wojsko, szkoła. A
      jakby miał wybierać, to ew. mógłby do wojska i więzienia, ale do szkoły to już
      na pewno nie. To nic, że to była szkoła komunistyczna - dzisiejsza się od niej
      tak bardzo nie różni, albo jest wręcz gorzej - negatywna selekcja wśród
      kandydatów na nauczycieli; feminizacja, układziki i zawiść w pokoju
      nauczycielskim, gonienie z materiałem, wleczące się wieki średnie i potem po
      łebkach kluczowa współczesność, no i wreszcie brak ekonomii - to ostatnie
      zresztą zakrawa na skandal, zresztą jest b. dobry post o tym nieco wyżej.
    • joanekjoanek Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 08:56
      no i do kogo ta pretensja?
      do młodzieży?

      a zaprząc do roboty mózgi tęgie a elastyczne, i niech zmieniają programy nauczania i programy kształcenia nauczycieli tak, by je harmonizować ze zmieniającym się światem, by nauczyć się kształcić dzieciaki w epoce konsumpcjonizmu i medialnej papki - bo przecież da się, i przecież na pewno są ludzie, którzy wiedzą, jak.

      a nie stołki urzędnicze poobsadzać miernotami z partyjnego nadania, udającymi, że świat się nie zmienia, do tego opracować egzamin a-be-ce dla półdebili, i ręce potem załamywać. No wieeelkie zdziwienie, naprawdę.
    • vierablu Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 09:27
      "Czy wśród lekarzy, prawników, inżynierów będą prawdziwi inteligenci,
      humaniści, ludzie mający szeroką wiedzę ogólną? Czy tylko wąsko
      wyspecjalizowani w swoich dziedzinach pracownicy, pozbawieni etosu
      (etos inteligencki - co to w ogóle jest?), nastawieni wyłącznie na
      zarabianie pieniędzy i przyjemne życie sybaryci?"

      Powiem brutalnie i przewortnie: mnie nie interesuje, czy moj lekarz
      wie, co sie wydarzylo w 1945, gdzie jest Polska i kto to jest
      Szkspir. Gdybym odwiedzila mojego lekarza i na polkach zobaczyla
      wylacznie fachowa luterature bardzo by mnie to ucieszylo, bo
      oznaczaloby to, ze moj lekarz kazda wolna chwile poswieca na
      poszerzanie swojej wiedzy, a nie na czytanie poezji.

      Gdy przejezdzam przez most, pdobnie mysle o inzynierach.

      Nie podoba mi sie zacytowany powyzej lekcewazacy ton w stosunku do
      ludzi scisle wyspecjalizowanych w swoich dziedzinach.
      Nasza wiedza poszerza sie w sposob gwaltowny. Ludzie o szerokiej
      wiedzy z roznych dziedzin sa i beda rzadkoscia.
      • aramba Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 09:45
        Tak, tylko, że ten lekarz bez tak zwanej wiedzy ogólnohumanistycznej
        i przez tę wiedzę jakoś ukształtowanej wrażliwości będzie Cię leczył
        (chociaż Bóg razy wiedzieć jak będzie Cię traktował) tylko tak
        długo, jak długo będzie się mu to opłacało. Niestety, nie chodzi tu
        tylko o pieniądze. Na przykład może uznać, że "babranie się" z
        trudnym przypadkiem (może przecież się okazać, że Twój przypadek
        jest trudny) jest nieracjonalne z punktu widzenia jego interesów.
        Zabraknie kultury i wrażliwości kształtowanej przez tak pogardzane
        przez ciebie książki. Nie będę pisał przydługiego artykułu, ale,
        niestety, a może stety, istnieje wcale nie aż tak luźny związek
        pomiędzy poziomem wiedzy humanistycznej inżynierów budujących most,
        po którym jeździsz, a jego jakością i w efekcie Twoim
        bezpieczeństwem.
        • jacek_dp Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 10:13
          Dowiedź proszę że istnieje związek między wykształceniem humanistycznym a
          wrażliwością społeczną.
          • aramba Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 10:39
            Jak wrócę ze spaceru... :) Muszę dbać o kondycję.
      • tadeusz.4 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 14:15
        > Powiem brutalnie i przewortnie: mnie nie interesuje, czy moj
        lekarz
        > wie, co sie wydarzylo w 1945, gdzie jest Polska i kto to jest
        > Szkspir. Gdybym odwiedzila mojego lekarza i na polkach zobaczyla
        > wylacznie fachowa luterature bardzo by mnie to ucieszylo, bo
        > oznaczaloby to, ze moj lekarz kazda wolna chwile poswieca na
        > poszerzanie swojej wiedzy, a nie na czytanie poezji.
        >
        > Gdy przejezdzam przez most, pdobnie mysle o inzynierach.

        > Nie podoba mi sie zacytowany powyzej lekcewazacy ton w stosunku do
        > ludzi scisle wyspecjalizowanych w swoich dziedzinach.
        > Nasza wiedza poszerza sie w sposob gwaltowny. Ludzie o szerokiej
        > wiedzy z roznych dziedzin sa i beda rzadkoscia.

        Nic nie rozumiesz, kochaneczko... Chodzi nie o to, że w akademiach
        medycznych (uniwersytetach medycznych) nie wykładają poezji - o to
        nikt normalny nie może mieć pretensji. Lekarz ma znać swój fach i
        czytać książki medyczne. Ale:
        - w szkole podstawowej - obowiązuje kształcenie ogólne;
        - w gimnazjum - obowiązuje kształcenie ogólne;
        - w liceum (ogólnokształcącym, nawet w profilowanych klasach:
        matematyczno-fizycznej czy biologiczno-chemicznej, w humanistycznej,
        medialnej, prawniczej) - obowiązuje kształcenie ogólne.
        I skandalem jest nie to, że prawnicy nie malują olejnych płócien w
        godzinach pracy, inżynierowie nie dyrygują Bachem na budowie, a
        informatycy nie dokonują analiz wierszy w Wordzie - skandalem jest
        to, że od 3-4 klasy podstawówki wszyscy uprawiają fikcję. Młodzież
        nie uczy się niczego, nie przyswaja, otrzymuje promocje do kolejnych
        klas, w końcu maturę i trafia na studia. Ja nie wiem, czy leczący
        mnie lekarz wie, kto to jest Szekspir, ale jeśli jako uczeń w
        gimnazjum nigdy sobie nie zadał trudu, aby to przyswoić
        (przynajmniej do matury - a potem zdać, zapić, zapomnieć), to jaką
        mogę mieć gwarancję, że na IV roku medycyny przyswoił sobie wiedzę,
        że mojej nogi nie wolno amputować, tylko trzeba podać antybiotyk, bo
        nastąpiła prosta infekcja, a nie gangrena? Dopóki obowiązuje w
        szkołach model kształcenia ogólnego, dopóty niemoralne i na dłuższą
        metę wyjątkowo szkodliwe (z różnych przyczyn) jest udawanie, że
        wszystko jest w porządku, gdy w rzeczywistości NIC nie funkcjonuje
        tak, jak powinno. Bo nawet studenci kierunków humanistycznych plotą
        nieprawdopodobne bzdury po ukończeniu polskiej szkoły średniej ("w
        filozofii greckiej wyróżniamy szkołę japońską" zamiast
        jońską, "Biblia zaczyna się od słów "Na początku było
        Słowo"", "liryka jako rodzaj literacki jest gatunkiem") - czyli w
        szkołach wcale nie ma za dużo humanistyki, tylko młodzież jest
        kompletnie impregnowana na wiedzę z powodu niskich (a właściwie -
        żadnych) wymagań.
        Osobom o twoich poglądach mogę poradzić jedno - jeśli uważasz, że
        wiedza o tym, co się zdarzyło w 1945, jest inżynierowi kompletnie do
        niczego niepotrzebna, to opracuj taki model szkolnictwa, w którym
        już od szkoły podstawowej będziemy kształcić TYLKO I WYŁĄCZNIE W
        SPOSÓB PROFILOWANY. Będą więc podstawówki, gimnazja i licea dla
        lekarzy (odrodzi się średnie szkolnictwo medyczne - cóż za
        korzyść!), podstawówki dla informatyków, gimnazja dla inżynierów
        itd. W ten sposób nasz lekarz nigdy w życiu nie odniesie tej traumy,
        jaką byłoby dla niego zetknięcie się z tekstem Szekspira, a
        inżyniera nigdy nie będą prześladować wspomnienia koszmaru uczenia
        się, gdzie leży Polska - bo nigdy w życiu, aż do emerytury i
        śmierci, nie zetknie się z geografią, polonistyką, historią itd.
        Zapewniam - masz szansę na Nobla, bo nikt czegoś podobnego jeszcze
        na świecie nie przygotował.
        A mówiąc poważnie - ja sam mógłbym się zgodzić na profilowane
        szkolnictwo średnie, tj. licea. Były nawet takie projekty podczas
        ostatniej reformy oświatowej, aby gimnazjum było ogólnokształcące,
        czteroletnie, a liceum dwuletnie - i tylko z przedmiotami
        zawodowymi, przygotowującymi do studiów.
        • xxxxxx666 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 15:13
          > Nic nie rozumiesz, kochaneczko... Chodzi nie o to, że w akademiach
          > medycznych (uniwersytetach medycznych) nie wykładają poezji - o to
          > nikt normalny nie może mieć pretensji. Lekarz ma znać swój fach i
          > czytać książki medyczne. Ale:
          > - w szkole podstawowej - obowiązuje kształcenie ogólne;
          > - w gimnazjum - obowiązuje kształcenie ogólne;
          > - w liceum (ogólnokształcącym, nawet w profilowanych klasach:
          > matematyczno-fizycznej czy biologiczno-chemicznej, w humanistycznej,
          > medialnej, prawniczej) - obowiązuje kształcenie ogólne.

          Przykro mi bardzo, ale to Ty nie rozumiesz...

          Przyczyna leży w założeniach kształcenia. Jest to wprost efekt założenia, że
          prawie wszyscy mają mieć maturę. Efekt ten osiągnięto poprzez obniżenie poziomu.
          Obecne wymagania są odbiciem średnich możliwości intelektualnych społeczeństwa.
          Nie ma w tym nic dziwnego.

          To co obecnie obserwujesz jest dokładnie kształceniem ogólnym dla wszystkich.
          Czyli chcąc ludziom zrobić dobrze dając wykształcenie w istocie strzelono sobie
          w stopę.
          • jacek_dp Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 15:27
            Dodajmy do tego fakt, że nauka potrafi obecnie opisać miliardy lat historii
            ziemi i występujących na niej gatunków (w tym ludzi, w tym Polaków), matematyka,
            fizyka i chemia są również bardzo rozległymi dziedzinami wiedzy wchodzącymi na
            jakimś poziomie do ogólnego wykształcenia. Sama tylko historia najnowsza to
            gigantyczna ilość informacji. Nie wiem czy potraficie powiedzieć ile do tej pory
            wydano różnych tytułów literatury? Nawet gdyby założyć że 99,9% tego nie jest
            warte czytania to to co pozostanie i tak przekracza możliwości czytelnicze
            całego życia pojedynczego człowieka.

            Jak chcecie choćby część tego wpompować w głowy normalnych dzieciaków? Jak z
            tego oceanu wiedzy wybrać owe minimum którego można wymagać od wykształconego
            człowieka?
          • tadeusz.4 Re: Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego 19.07.10, 16:11
            > Przykro mi bardzo, ale to Ty nie rozumiesz...
            >

            Nie sądzę. Patrz niżej.

            > Przyczyna leży w założeniach kształcenia. Jest to wprost efekt
            założenia, że
            > prawie wszyscy mają mieć maturę. Efekt ten osiągnięto poprzez
            obniżenie poziomu
            > .


            Obniżenie poziomu?! Jeżeli maturzysta twierdzi, że rok 1815 to XVIII
            wiek albo że Łotwa jest stolicą Litwy, a student filologii obcej
            opowiada, że Joseph Conrad pochodził z Afryki, to jakie to obniżenie
            poziomu?! To likwidacja jakiegokolwiek poziomu i zatrzymanie ucznia
            w rozwoju w wieku lat 8.

            > Obecne wymagania są odbiciem średnich możliwości intelektualnych
            społeczeństwa.
            > Nie ma w tym nic dziwnego.

            Jakie wymagania?! Patrz wyżej.

            >
            > To co obecnie obserwujesz jest dokładnie kształceniem ogólnym dla
            wszystkich.
            > Czyli chcąc ludziom zrobić dobrze dając wykształcenie w istocie
            strzelono sobie
            > w stopę.

            Ale tak jest na całym świecie! Nigdzie nie ma kształcenia
            specjalistycznego po zakończeniu nauczania początkowego - chcesz
            powiedzieć, że wszystkie szkoły na całym świecie tylko udają, że
            uczą? Bo bardziej prawdopodobne jest to, że tak dzieje się w tylko w
            pewnym kraju nad Wisłą.
    • lawyer_pl Efekty powszechnej oświaty 19.07.10, 10:40
      Niestety, ale powszechność, czyt. "masowość" oświaty, powoduje
      upadek poziomu kształcenia. Współczesna, powszechna oświata musi
      dostować się do poziomu masy, a masa zawsze wszystko równa w dół.
      Wielu uczniów, którzy obecnie trafiają do LO i zdają matury, dawniej
      miałoby problemy z ukończeniem zawodówki, co dobitnie pokazuje
      poziom współczesnej oświaty. Niestety w czasach powszechnej i
      PRZYMUSOWEJ oświaty nikomu, nawet największemu leniowi, nie można
      odmówić "szansy edukacyjnej" i takie są tego efekty.
    • lmblmb Typowe brednie polonistki. 19.07.10, 10:49
      rs_gazeta_forum napisał:

      > Pocieszę autorkę - będą zarówno młodzi ludzie, których zapewne nie zawaha się
      > Pani określić mianem "prawdziwych humanistów", jak i w ich domach będą czytane
      > książki, o których Pani wspomina.
      > Zasmucę autorkę i siebie jednocześnie - ta grupa nie będzie nawet w części tak
      > szeroka, jak mogłaby być.


      Nie będzie - i całe szczęście. Nadmiar humanistów jest polskim problemem od lat,
      tak samo jak dążenie do "być", zamiast do "mieć". Pani polonistka swoją mądrość
      weźmie do grobu, a po przedsiębiorcy czy inżynierze zostaje jeszcze "coś". I nie
      ma znaczenia, że ci ludzie nie wiedzą kim był Edelman[n], bo to wiedza
      *przeciętnemu* człowiekowi zbędna.

      Mnie cieszy, że studenci teraz bardziej rozumieją świat.
    • ubiquitousghost88 Warto było poczekać 20 lat, żeby pokazać światu... 19.07.10, 11:14
      ...jakich matołów chcieli z Polaków zrobić Regan, JP2, Kohl, Gorby & Co.
      No i udało się im nad wyraz...
      Pogratulować!
      Santi Subito!
    • belferxxx RP ma wyższe procenty maturzystów niż docelowe UE! 19.07.10, 12:47
      Docelowo(!) w bogatej UE w szkołach maturalnych ma być 80% rocznika!
      W Polsce już(!) jest około 90%. No i taki jest skutek tych
      statystycznych zwyięstw;-)
      Podobnie jest ze wskaźnikami liczby studiujących!!!
      • ubiquitousghost88 Twierdzisz, że we Francji głupek uczy głupka? 19.07.10, 17:50
        belferxxx napisał:

        > Docelowo(!) w bogatej UE w szkołach maturalnych ma być 80% rocznika!
        > W Polsce już(!) jest około 90%. No i taki jest skutek tych
        > statystycznych zwyięstw;-)
        > Podobnie jest ze wskaźnikami liczby studiujących!!!
    • aussie1inc Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 19:24
      Pani nauczycielka powinna zaczac rozliczanie od siebie i srodowiska
      nnauczycielskiego. Do dzis pamietam te tabuny cwiercinteligentnych
      nauczycieli, powtarzajacych jak papugi rozne formulki. Zamiast
      wyjasniac procesy historyczne wymagali wykucia jakis kretynskich dat
      i stwierdzen typu "przelewali krew za wolnosc".
      Lekcje jezyka polskiego byly jeszcze gorsze bo wiekszosc nauczycieli
      nie rozumiala tych lektur, ktore uczniowie czytali.
      Durni nauczyciele, beznadziejne podreczniki - efekt kazdy widzi.
      Oczywiscie sa porzadniejsi nauczyciele, ale jest ich tak malo, ze
      sytuacji to nie zmienia.
    • kadykianus Potrzeba głębokiej reformy nauczania 19.07.10, 20:10
      Polonistka powinna sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dobrze uczy literatury. Uważam, że na lekcjach języka polskiego powinno się poruszać ważne zagadnienia życiowe, filozoficzne, uniwersalne i rozpatrywać to na przykładzie wielkich dzieł literackich. Porównywać je, omawiać w kontekście historycznym. Pokazać, na przykładzie literatury, jak ludzie w takich a takich czasach podchodzili do tematu wolności, albo dobra/zła, patriotyzmu, miłości itp. Czy tak się to robi na polskim?
    • kamilaberry Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 22:12
      Pracowałam przez rok w prywatnym liceum profilowanym. Jestem
      anglistką ale ukończyłam pedagogikę społeczną oprócz anglistyki.
      Pamiętam moich nauczycieli z podstawówki-po SN.Mówili o nas,że
      jesteśmy ostatnim rocznikiem a za nami przepaść. Nie rozumiałam
      wtedy.Czemu my-urodzeni w 1979-jesteśmy tak wychwalani.Przecież nie
      leży to w naturze nauczycieli. Byłam po drugie stronie biurka-4 lata
      jako lektor w szkołach językowych i tylko rok w LO.Wiecej w LO nie
      wytrzymałam.Trauma. Zasada 'równaj w dół', nie wymagaj,tylko minimum,
      nie oblewaj-kazdy uczeń to przecież czesne!Smutno się robiło bo te
      dzieci znudzone jak mopsy czekały na wymagania!
      Mieszkam w USA teraz-ich model szkoły jest banalmie prosty. Tylko
      praktyczna wiedza-dzieci tu są słabo zorientowan w świecie-konsumpcja
      rządzi! Nie uczą się języków, Rosną jako ignoranci wobec wszystkiego
      co nie-amerykańskie.Dążymy do tego samego! (za ort i styl
      przepraszam-dziecko u piersi)
    • witold11954 Pomaturalne refleksje nauczycielki polskiego - ... 19.07.10, 23:26
      jacy bedziemy w przyszlosci jacy jestesmy teraz Ja zdawalem mature
      40 lat temu w czasach glebokiego komunizmu ale nieprzeszkadzalo to
      wniczym byly lektury omawiane na lekcji ,nie wszystkie do strawienia
      ale trzeba to trzeba a potem Pani od Polskiego sprawdzila wszystkich
      ze znajomosci tekstu czytalo sie ksiazki nietylko te obowiazkowe ale
      zawsze bylo cos na topie cos nowego do przeczytania nieczytanie nie
      nobilitowalo . Z napisaniem na 6 stron pracy maturalnej niebylo
      klopotu za trzy bledy ortograficzne praca byla dyskredytowana Mysle
      ze mlodziez jest taka sama szkola jest inna nauczyciele inni ,W
      Chicago jest coroczna parada 3majowa zrobiono sade z jakiej to
      okazji pan ktory ja prowadzil zrezygnowal po przepytaniu40 osob
      dlaczego ta parada sie odbywa nikt nieodpowiedzial najczesciej
      odpowiadano ze to na czesc walesy ktory obalil komunizm albo ze to
      pierwszy wkend wiosny itp >tez sa tu polskie szkoly polscy
      nauczyciele ,Kto Kollataj Potockiitd nikt nieslyszal
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka