bosman_plama
21.09.10, 10:53
Autor recenzji skupia się na poszukiwaniu w "Chochołach" odniesień społecznych, prób opisu współczesnej Polski i gubi przy tym inne ścieżki odczytania tej powieści. W takiej sytuacji opis składania życzeń przy okazji Wigilii wydawać się może przegadany... chociaż też nie. Toż właśnie w kontekst spoglądania na Polskę wpisuje się opis rytuałów świątecznych, którym jesteśmy wszyscy (prawie) podporządkowani, nawet jeśli już mało kto wie czemu służą. U Szostaka widoczny jest mistycyzm właściwie "świecki" (bo przecież nie do końca, rodzina posiada wszak swą mistyczną budowę), bo nijak ma się kolacja świąteczna do religii, wnosi natomiast wiele do mistyki rodziny, mistyki, której bohater powieści prawie nie rozumie. Dość to pasuje do opisu Polski, moim zdaniem. Choćby tej Polski, ganiającej za symbolami religijnymi, które wyrywa się z korzeni religii i przekuwa na symbole polityczne, choć pieśni i hasła wciąż jeszcze pobrzękują pusto: "Jezus", "Krzyż", "Maryja".
A przecież można by i inaczej. Można by powiedzieć, że to powieść o micie i jego braku. Albo że to powieść o Krakowie, który kryguje się przecież na miasto magiczne (nieprzypadkiem bohater wciąż zatacza krąg po plantach), choć można się zastanawiać ile w tej magiczności jedynie plakatu, zwłaszcza, że nie ma w nim choćby karnawału jak Wenecji i maski oraz związane z nimi rytuały zastępują w Krakowie rozbijane o płytę Rynku butelki. Bo można "Chochoły" czytać jeszcze i jako kpinę z Krakowa, właśnie z tymi przerastającymi miasto aspiracjami. Wtedy bunt Śródmieścia, owa jego secesja i izolacjonizm, to byłby śmiech z krakowskiego snobowania się na odrębność od całej reszty świata.
Ale można by przeczytać tę powieść jako historię ludzkiej samotności, ludzkiego zagubienia i próby ucieczki od powszedniej bylejakości w cieniu mitów, martyrologii i wspomnień.
I to wszystko, kurcze, tam jest. I pewnie mnóstwo innych rzeczy, których nie dostrzegam, bo czytałem zbyt szybko, zbyt poprzez własną biografię i własne obsesje.
Można by i wspomnieć, że są w "Chochołach" odniesienia do "Oberków do końca świata", poprzedniej powieści Szostaka. I pewnie wiele by jeszcze innych rzeczy można. Ale można też skupić się na jednym sposobie odczytania książki, sposobie, którego się w niej do końca nie odnajduje. I można westchnąć, że za gruba ta książka, bo autor pisze i pisze, a recenzent musi czytać i czytać.