kosiorex
24.02.11, 22:19
Ktoś niedawno zmyślnie napisał, że nie ma co się podniecać Opener’em, chłonąć tych bredni o zwycięstwach w konkursie na „najlepszy europejski festiwal”, bo to tylko ładny, ale regionalny pop-rockowy spęd. Racja. Traci smak, jak piwo heinekena.. Spełnili moje starcze marzenia zapraszając Sonic Youth, ale z roku na rok jest co raz gorzej. Hip hop? Byle nie dalej od komercji a la JayZ. Niby nie ma co się łudzić, wiem, że Outkast już nie koncertuje, ale... Main stage? Fisherspoonery-Bloc Parties-Interpole-Wombaty jakieś – gwiazdy jednego-dwóch sezonów i chwilowej polskiej promocji w Trójce radiowej. Kto spamięta te efemerydy? Soul: Erykah Badu. Świetna i wyjątkowa, ale obecnie nadaje się bardziej na „Dziś wydarzenie w Sali Kongresowej...” Ambitny world pop - M.I.A., fajnie, tylko czemu na main stage? Basement Jaxxy i Chemical Brothers grający z puszki? Wiem, że średnia wieku to pewnie z 17 lat, ale na boga! Ramoty sezonowe : COLD PLAY – WYDARZENIE! Ciepłe kluchy sprzed 7 lat, od których bardziej nudna jest tylko Norah Jones. Pulp – no rzeczywiście objawienie lat dziewięćdziesiątych J Dalej bijmy pianę i zaprośmy Dog Eat Dog oraz Alice Coopera (jeśli jeszcze żyje) i ogłośmy się wyjątkowymi w Europie, może nawet i na Świecie. Mogwai - post rock, wypalony gatunek z początków XXI wieku i niemieckiej popularności. To nie krautrock lat 70-tych... Ech jestem dziadem i narzekam. Szwedzi z The Knife w namiocie i Pink Floyd na mainstage’u i będzie dobrze J A tak, to wieszczę, że przyjdzie rok, gdy zobaczymy Limahla, Alanis Morisette i Bryana Adamsa („w tym roku publiczność ma wyjątkową w skali europejskiej szansę obcowania z największymi gwiazdami muzyki rockowej”...