Dodaj do ulubionych

Już nie lubimy na żywo

13.04.12, 09:41
Z pewnością red. Żakowski potrafi rozwiązać ten problem - należy mianowicie podnieść podatki bo podatki są fajne, i jak bilety z podatkiem będą droższe, to wtedy będą tańsze i problem sam się rozwiąże. Kto nie pojmuje tych głębokich w swej istocie twierdzeń jest zacofanym, nietolerancyjnym prymitywem i socjopatą izolującym się od demokracji, postępu i dobrobytu.
Obserwuj wątek
    • mariatg8 Sie qśwa nauczyli , że każde beztalencie , 13.04.12, 09:53
      pijaczek przy mikrofonie czy laska - gwiazda ze Szczyny Dolnej musi zarabiać , najlepiej miliony . A przy nich jacyś impresariowie , orgazminatorzy , technicy itd ... W tych pustych głowach tkwi przekonanie , że głupi Polak wszystko kupi . Ale to się właśnie kończy .
      • big.ot ale dylemat 13.04.12, 14:45
        Ależ dylemat - zapłacić ~40 zł za bilet i pójść zobaczyć na żywo usłyszaną w internecie kapelę, czy zapłacić tyle samo za płytę i nie widzieć ich na żywo, za to dać wyżyć pośrednikom ?

        Nasz rząd walczy dzielnie z piractwem, a sam czerpie zyski (legalne tylko dlatego, że matoły z wiejskiej tak mówią) z nie swojej pracy twórczej, praktycznie z zerowym wkładem własnym.

        Tfu ...
      • h2s Re: Sie qśwa nauczyli , że każde beztalencie , 13.04.12, 15:46
        @ mariatg8
        Pi###isz jak potłuczony. Pominąwszy obrzydliwą i niestrawną (w twoim poczuciu zapewne bardzo zabawną) manierę pisarską (za tą Szczynę Dolną to mam nadzieję, że na prowincji w ryło przy jakiejś okazji zaliczysz) to merytorycznie wypowiedź jest na poziomie tępego gimnazjalisty. Pytanie: czego słucha Polak? Rzuć kilka przykładów z ostatnich kilku lat wykonawców, których "słuchał", czyli kupował ich płyty... Od razu zaznaczam, że jeśli lista ma się ograniczyć do dody i wyrobów dodopodobnych to... rzeczywiście masz rację pisząc, że "głupi Polak wszystko kupi".
      • bronimir Re: Sie qśwa nauczyli , że każde beztalencie , 13.04.12, 16:00
        Tu jest pies pogrzebany.
        Na koncerty miernot nikt nie przychodzi. Bardzo trudno jest zorganizować koncert z playbacku i z publicznością. Miernoty mają możliwość zaistnienia przez wykorzystywanie techniki. Pamiętam przed laty w Sopocie występ uznanej "gwiazdy" gdy w czasie występu wyłączono prąd.
        Komentarz był taki "artystka nadęła się i z estrady popłynęło żałosne pitulenie".
        Istnieje cały przemysł muzyczny który chce zarabiać i to o ich interes chodzi, artyście wystarczyły by koncerty, tylko kto by zapłacił tabunom prezesów i redaktorów? Za grafikę na płycie miliony, za każdy duperel dwa. Ktoś musi zapłacić.
        • 9ir5 Re: Sie qśwa nauczyli , że każde beztalencie , 13.04.12, 20:14
          Pamietam, ze festival w Sopocie, a raczej jego oganizatorzy swego czasu kazali artystom grac z playbacku, pamietam, ze Kazik z oscentacyjnie zamknietymi ustami udawal ze spiewa w ramach protestu, to chyba Sopot byl.
          Niezgodze sie z teza o miernotach. Moim zdaniem kunszt wykonania nie jest wyznacznikiem czy cos jest dobre czy nie, i ludzi eczesto przecietni w rzemiosle muzycznym robia bardzo dobre rzeczy i zarazem wartosciowe, poza tym prosze zobaczyc ze sporo ludzi ktorzy istnieja na scenie dzis, wschodza na chwile sa po szkolach muzycznych (przynajmniej liceum) jakis kursach emisji glosu itp lub z dosyc naturalnym talentem, i nie potrzebuja techniki i komputerow, zadnch korekt, to sie wykozystuje akurat w innych celach ale niewazne. Przecietnosc widac w caloksztalcie tego co prezentuja w formie pracy i wykonania, tu widze przecietnosc, a czesto ludzie z przecietnymi mozliwosciami robia swietne rzeczy.

          Nie zawsze jest tak, że gosc z twarza idioty jest glupkiem, i nie kazdy muzyk niesprawiajacy dobrego wrazenia jest niemajaca nic do powiedzenia miernota. To po prostu wymaga czesto czasu, znalezienie drogi wypowiedzi i dostosowanie do tego umiejetnosci, i to nie te czasy, gdy na poczatku lat 90 na scene wskakiwaly osoby niemajace nic wspolnego z muzyka, mialy naklady nieosiagalne dzis nawet przez gwiazdy i schodzily zariobione. Dzis wysylajac do wytworni nawet sprawiajacej wrazenie niezaleznej musisz wyslac artystyczne zdjecie facjaty, bo jak nie wygladasz wiarygodnie to odpadasz.

          MAmy nie jeden wyznacznik talentu w muzyce. Talent instrumentalny, wokalny, posiadanie glosu, kreatywnosc tworcza, zmysl aranzacyjny (w sensie trafnego wybierania srodkow wyrazu), nos producencki, w sensie miksu, ogolnego wygladu kompozycji, nawet przerw miedzy nimi na plycie, umiejetnosc poruszania sie po scenie, cos co ludzie nazywaja charyzma itp.

          Sek w tym ze jezeli komus czegos z tego brakuje, to nie znaczy ze jest zdyskwalifikowany na starcie, musi znalesc swoja droge, uwypuklic swoje mocne strony, to da to czego dzis brakuje w muzyce nas otaczajacej, CZYNNIKA LUDZKIEGO, INDYWIDUALNOSCI, lacznie ze wszystkimi przywarami, niedocianieciami itp daje osobowosc artystyczna.

    • robmat666 Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 10:12
      Na początku artykułu informacja o podwyżce VAT na bilety, a potem szukanie przyczyn nie wiadomo gdzie. Żenada.
      • koloratura1 Re: Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 10:30
        robmat666 napisał(a):

        > Na początku artykułu informacja o podwyżce VAT na bilety, a potem szukanie przy
        > czyn nie wiadomo gdzie. Żenada.

        Oczywiście, gdyby nie ta podwyżka VAT, to publika na koncerty pchałaby się drzwiami i oknami.
        ;)
        • easy.przemo Re: Już nie lubimy na żywo 15.04.12, 15:43
          No właśnie. A poza tym nie wiem czego artyści oczekują w kraju w którym większość społeczeństwa klepie biedę? W Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji i innych bardziej cywilizowanych krajach przeciętny zjadacz chleba ma w miarę niezłe zarobki na to aby móc pozwolić sobie na rozrywkę.
          I jeszcze warto zwrócić uwagę, na to że u nas nawet najwięksi artyści celują swoim repertuarem w rodzimych odbiorców, a tych którzy (pomijając emigrantów) potrafią swoim repertuarem zainteresować kogoś za granicą można chyba policzyć na palcach jednej ręki.
    • mapokl Idiotyczne stwierdzenia 13.04.12, 10:15
      Czyli cały ten wywód, że niby internet szkodzi i tak dalej opiera się na tym, że 3 szerzej nie znane zespoły grające myzykę alternatywną nie zarabiają dużo na koncertach, tak?

      Tylko skąd ta pewność, że bez internetu i jak to określił redaktor "mnogości utworów" zarabiali by więcej?
      Po pierwsze jeżeli grasz muzykę alternatywną to nie dziw się, że słucha cię tylko jakaś niewielka liczba osób. Filmy artystyczne które wygrywają międzynarodowe konkursy też nie zarabiają wiele i nie dlatego, że ktoś je piraci, ale dla tego, że niewielki procent ludzi jest nimi zainteresowany.
      Po drugie jak zauważono w artykule w Polsce mamy prawdziwy wysyp 'nowych' Zespołów. Wielu ludzi pogubiło się które w tej liczbie, a rynek tylu zespołów nie potrzebuje. Mamy ich jakoś dodatkowo utyskiwać. Jeżeli skupiamy się na aspekcie finansowych grania muzyki, to łatwo stwierdzić, że podobnie jak mamy nadmiar pedagogów po Wyższej Szkole Srania w Banię tak mamy nadmiar zespołów. Giną przez to niektóre perałki, ale nie ukrywajmy, że wiele to też średnio rozgarnięci weselni grajcy z ambicjami. Należy się przekwalifikować :D

      Po trzecie to tak jakbym słyszał, że kasety magnetofonowe nie chcą im się sprzedawać. Jasne, że dla producentów czy zespołów najlepiej by nic się w zachowaniu, przyzwyczajeniu i oczekiwaniach klientów nie zmieniło przez ostatnie 50 lat, ale tak nie jest. Słyszę jakieś totalnie bezsensowne żądanie, by to klienci i cały rynek koncertów/muzyki dostosował się do potrzeb i oczekiwań artystów, a nie odwrotnie. A klub zatrudnia nieznane zespoły po cenie DJ-a. Przecież często DJ przyciągnie więcej klientów niż 'alternatywny' zespół.

      Czy 50 lat temu zespoły 'alternatywne' miały lepiej? Oczywiście wydaje nam się, że tak bo pamiętamy tylko te które odniosły sukces, ale każdy sukces okupiony był i wtedy kilkoma/kilkudziesięcioma porażkami innych.
      Opieracie cały artykuł na dwóch czy trzech przypadkach, a do tego za niespełnione marzenia grajków którzy chcieli zostać nowymi Beatlesami i zarabiać miliony obarczacie wszystko w około, złych słuchaczy, niewdzięczny świat etc. Dziecinada...
      • abaddonchan Re: Idiotyczne stwierdzenia 13.04.12, 11:18
        Popieram. Gdyby nie internet to zapewne i Pan redaktor by nigdy o tych zespołach nie usłyszał.

        "Z drugiej - w internecie jest mnóstwo muzyki i przeciętnemu słuchaczowi ciężko jest wyłowić coś naprawdę interesującego." Kim według Pana redaktora jest przeciętny słuchacz? i skąd wniosek, że ciężko jest wyłowić mu coś, co akurat tego słuchacza interesuje? Od tego właśnie są społeczności internetowe i wiele stron specjalizujących się w konkretnych gatunkach muzyki. Jeżeli ktoś naprawdę chce to wyłowi to co go interesuje.

        Cały artykuł wygląda jakby został wymyślony i napisany, a dopiero potem zostało przeprowadzone "badanie" w postaci znalezienia 3 kapel pasujących do treści.
      • mol_chemiczny Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 11:24
        > Po pierwsze jeżeli grasz muzykę alternatywną to nie dziw się, że słucha cię tyl
        > ko jakaś niewielka liczba osób. Filmy artystyczne które wygrywają międzynarodow
        > e konkursy też nie zarabiają wiele i nie dlatego, że ktoś je piraci, ale dla te
        > go, że niewielki procent ludzi jest nimi zainteresowany.

        Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są piracone na potęgę, w każdym razie liczba pobrań często wielokrotnie przekracza liczbę sprzedanych biletów. Choćby taki "Koń turyński"... Weszłam właśnie do Zatoki Piratów: aż setka seeds (pełnych kopii)!
        • martin.slenderlink Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 13:39
          Ludzie mają tezę w głowie, że Sankowski bredzi i koniec, muszą to przelać na papier. A Sankowski nie jest całkowicie bez racji. Tu nie chodzi o to, że przesiew był, jest i będzie, a Beatlesi nieliczni. Tu chodzi o to, że już w ogóle może nie być Beatelsów niedługo (co najwyżej majty Dody zostaną na rynku), a w studiu spędzać będą czas hobbyści, jeśli coś się nie zmieni w trendzie na rynku.

          Co do "alternatywy": Mimo tego, że kiedyś alternatywnych kapel słuchała garstka, to jednak tej garstce coś sprzedawali na nośnikach. Teraz takie kapele nie mają racji bytu nie tylko dlatego, że są alternatywne i mają z definicji ograniczoną publikę. Po prostu nie opłaca im się czegokolwiek wydawać, bo mało kto kupuje, a koncerty w ułamku takich wydatków nie pokryją. W ogóle, jak to ktoś podsumował, dwudziestowieczny cykl wydawniczy się skończył. Muzyka w coraz większym stopniu jest tworzona hobbystycznie. Inna sprawa, że jej tworzenie jest tańsze i może być często częstsze i bardziej efemeryczne.
          • jestem_z_kobry Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 23:56
            Za komuny artyści tworzyli za państwowe stawki, które dawały przeciętne (czy niewiele ponadprzeciętne) pensje nawet dla największych gwiazd. Zobacz ile kultowych zespołów wtedy tworzyło, ile wtedy powstało przebojów, utworów które cała Polska nuci do dzisiaj... A teraz? Teraz tak zwana czołówka rynku zarabia miliony, ale nagrać dobrej, wpadającej w ucho piosenki nie potrafią. Żadnej tragedii dla kultury masowej nie będzie, jeżeli Internet uszczknie trochę z tych milionów. Wręcz przeciwnie - trochę chudszy portfel artysty ma dobry wpływ na poziom sztuki.
        • ysll Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 14:55
          Tak, tak, a jak by nie mogli pobrać na pewno poszliby do kina.

          Ci, ktorych stać, mają pieniądze i czas idą kina. Ci ktorych nie stać i mają pieniądze kupują. Ci którzy nie mają pieniędzy ściągają. Ale jakby odciąć im internet, a jeszcze lepiej, wpakować za kratki to też ani by kupili, ani poszli na to do kina.

          Piractwo nijak nie jest powiązane z grzeszną naturą czlowieka, adamem, ewą i jablkiem etc., tylko z sytuacją ekonomiczną . Nprawdę myślisz, że jakby chiny podpisałyby ACTA to chińczycy kupowalib filmu 50 euro sztuka? Wiesz jaka tam jest mediana zarobków?

          Tak samo jest z grami. Zarabia się nie na samym sofcie ile na jego możliwościach dodatkowych. Wiadomo, że starcraft dwójka jest dobry. Ściągnąć może i go można, zagrać w singla moze i też. Ale kupuje się go dla grania po sieci na battlenecie. I tyle.

          Gracz ściaga grę coby sprawdzić, jak działa, czy jest zabugowana, czy dziala płynnie mu na sprzęcie etc. Moim zdaniem raban robią tylko ci co chcą wcisnąć gó... konsumentowi. Bo zauważ, że za soft nie da się odzyskać pieniędzy jeśli jest tak zabugowany, że grać się nie da, czy nie dziala z konkretnym sprzętem choć powinien. Przykład: Kingdoms of Alamur: reconing. Gościom, którzy to kupili i mają "black screen issue" producent kasy nie zwróci. Doradza co najwyżej różne nie dzialające w większości rozwiązania.

          Tak więc: zwolennicy uregulowania netu chcą tylko się okopać i łudzą się, że brak możliwości ściągania spowoduje falę kasy. Gówno prawda. Ci ktorzy nie mają nie kupią. Nie zwrócą się nawet do publicznych stacji po to żeby tam wysłuchiwać 33 reklam na godzinę. Po prostu powstanie coś innego.
          • sverir Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 15:01
            Jednym z punktów odniesienia artykułu było stanowisko "obrońców wolności internetu", jakoby piracenie przekładało się na popularność artystów, w tym muzyków i różnorakich grajków. Artykuł pokazuje, że o taką zależność w Polsce trudno. Zarówno w liczbie widzów na koncertach, jak i liczbie sprzedawanych płyt. Co ma do tego kasa?

            • ysll Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 15:21
              Moją tezą jest, że zakaz ściąganie nie wpłynie na wzrost dochodu wydawnictwa, czy wytwórni. A odnosiłem si do postu przedmowczyni.

              Co zaś do zależności: piracenie <-> kupowanie spiraconego.

              Jeśli kogoś stać i uważa to za dobre - kupi. Choćby w imię popierania autora. Ale jest jeden warunek. Kupujacego musi na to być stać i musi produkt uznać za dobry, lub uwierzyć na slowo bazując na wyrobionym swoim zdaniu o twórcy.

              W wolsce problemy są dwa.
              1wszy (wielki). Ludzi nie stać. Przeciętny konsument muzyki jest młody i zarabia gó...anie. Jeśli mieszka z rodzicami plyty ściąga, jeździ na koncerty. Jeśli nie mieszka - stać go tylko na opłatę za pokój/mieszkanie i żarcie. Takie nie kupi ani plyty w sklepie circa 80-100 zł. Ani w internecie. mp3 jedna plyta to i tak równowartość żarcia na jeden dzień.

              niemożliwisz mu ściąganie: w pierwszym wypadku nie pojedzie na koncert bo nie zna zespołu. W drugim ani pojedzie, ani kupi. Uniemożliwienie mu piracenia niczego nie zmieni.

              2gi (mniejszy). Za granie faktycznie biorą się nie doróbki. W polsce folku jest od groma, ale dobrze grają może 3 zespoły. Żyiołaka, czy grupę św Mikolaja jeszcze ktoś kupi ze wzgledu na poziom wykonania, ale całą resztę, gdzie tam panie!

              Ogólnie zależność istnieje choć jest niewielka i raczej widoczna na rynku gier.
              Możliwość spiracenia zwiększa sprzedaż. Kupię grę o ktorej wiem, że dziala z moim sprzętem jest dobra i oferuje przywoitą ilość godzin rozrywki, a szczególnie grę z innymi po neci. Nie kupię takiej, ktora kosztuje od groma, ale nie mogę wypróbować czy chociaż poprawnie dziala. Przecież mi nikt kasy za bubla nie zwróci.

              • 9ir5 Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 15:33
                Nie wiem, ja plyte za takie sumy jakie podajesz kupowalem 12 lat temu ostatnio, dzis wydajesz 25 do 30 zl jak nie m przeceny, chyba ze swiatowa gwiazda, wtedy 40 zl kosztuje, jak kupujesz daleko za granica to pamietaj ze przesylka troche kosztuje i nikogo nie stac na to by dolkadac do sprzedanego nosnika.

                Zgadzam sie ze zakaz piracenia niczego nei zmieni, bo jest cos takiego jak dozwolony uzytek, ktory pozwala sluchac muzykinie kupujac jej, i sciganie ludzi i nazywanie ich zlodziejami powoduje ze sa spychani na jakis moralny margines i nieslusznie, on ma jak bedzi emial kase wesprzec swoich bohaterow, bo jak zrozumie ze zarabianie pieniedzy jest ciezka praca, to moze doceni dzialalnosc atrystyczna.

                Problem polega na tym ze nie o wytwornie chodzi, ludzie ktorzy pracuja, autorzy, muzycy itd, ci ktrzy pracuja muzycznie, nie wizerunkowo, traca grunt pod nogami, a nowi nie maja szans zaistniec, nie mozliwosci, ale szans pracy w tym do czego sa predystynowani. Tak uwazam, selekcja selekcja, jest jakis plot, i od wytworni dzis badziej zalezy to, czy ktos wejdzie do branzy niz kiedys a mialo byc odwrotnie!!!!!!!!
                • sverir Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 17:21
                  > Zgadzam sie ze zakaz piracenia niczego nei zmieni, bo jest cos takiego jak dozw
                  > olony uzytek, ktory pozwala sluchac muzykinie kupujac jej,

                  Nazywanie tzw. piratów złodziejami jest przesadą, ale pamiętajmy też, że dozwolony użytek dotyczy wyłącznie najbliższego kręgu rodziny lub znajomych. Umożliwianie pobierania muzyki nieograniczonej liczbie osób jest przekroczeniem ustawowych możliwości.
                  • 9ir5 Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 21:09
                    No nie tylko ustawowych, poza tym utawa to jest jeszcze kwestia interpretacji przez organ odpowiedni, wykonujacy czynnosci. Ja w tym nie widze problemu, w dozwolonym uzytku, czyli uzywania kopii oryginalu, sam jakbym byl artysta mysle ze nie widzialbym nic przeciw temu, dlatego ze kazdy powinien miec moim zdaniem dostep do kultury i rozrywki, szczegolnie ze nie zawsze sie ma na to pieniadze, zreszta to czesto pomaga w trudnej sytuacji rodzinnej dziecku jednak wyjsc na ludzi, to jest zawsze alternatywa wobec szlajania sie bez pomyslu np. To jest element rozwoju jak czytanie ksiazki ipt... No ale to co napisales o publikoaniu w sieci czy sprzedawaniu pod lada to chyba wiadomo, ale odsuwajac prawo na bok nie mysle by to bylo az tak szkodliwe, bo dobrze zanim sie kupi plyte wiedziec co na niej jest, choc czesto sie kupowalo praktycznie nieznajac zawartosci i bylo dobrze... Ale wiesz, sek w tym ze wlasnie tu sie glosy pojawiaja dosc radykalne, ze nie placic, niech publikuja za darmo, niech zasluza, ja rozumiem roznice osobowosci, ze kogos tresowano ze jak cos zrobisz to dostaniesz cukierka ale watrto uczyc szcunku dla pracy innych, nie tyczy sie to artystow ale ogolnie, bo to jest efekt ogolnej tendencji, nie tylko tej branzy, jednak o tym jest artukol
              • sverir Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 15:45
                > Moją tezą jest, że zakaz ściąganie nie wpłynie na wzrost dochodu wydawnictwa, czy
                > wytwórni.

                Moja teza jest wręcz odwrotna. Opiera się na prostym założeniu: spadek liczby osób, które przestaną kupować gry w momencie wprowadzenia takiego zakazu będzie niższy niż wzrost liczby osób, które te gry dopiero wtedy kupią. Nie zapominajmy, że wśród piratów są także ci, którzy ściągają, bo mogą.

                > Jeśli nie mieszka - stać go tylko na opłatę za pokój/mieszkanie i żarcie. Takie nie kupi ani
                > plyty w sklepie circa 80-100 zł. Ani w internecie. mp3 jedna plyta to i tak równowartość
                > żarcia na jeden dzień.

                Taki faktycznie ubogi, to nie. Ale nie rób z obywateli polskich biedaków, a już na pewno nie generalizuj w przypadku studentów-graczy czy słuchaczy muzyki. Koszt płyty to 40 PLN (tak, za tyle też da się kupić), czyli 5 piw w pubie (w warunkach wrocławskich). Jedno, może dwa wyjścia. Piracenie w takim przypadku to nie przymus ekonomiczny, tylko priorytet. Ktoś woli wydać na piwa niż na płytę.





                • mapokl Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 13.04.12, 18:08
                  sverir napisał:

                  > > Moją tezą jest, że zakaz ściąganie nie wpłynie na wzrost dochodu wydawnic
                  > twa, czy
                  > > wytwórni.

                  >
                  > Moja teza jest wręcz odwrotna. Opiera się na prostym założeniu: spadek liczby o
                  > sób, które przestaną kupować gry w momencie wprowadzenia takiego zakazu będzie
                  > niższy niż wzrost liczby osób, które te gry dopiero wtedy kupią. Nie zapominajm
                  > y, że wśród piratów są także ci, którzy ściągają, bo mogą.

                  Teza o braku wzrostu dochodów jest potwierdzona w faktach. Np. we Francji użycie P2P (i wg organizacji praw autorskich - piractwa) spadło o 80% w efekcie wprowadzonych przez lobbing przepisów. Dochody przemysłu muzycznego ze sprzedaży płyt nadal spadają i nawet nie spowolniły. Dochody branży internetowej rosną, ale co ciekawe w mniejszym tempie niż w krajach gdzie takich przepisów nie ma. Podobnie jest w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo same koszty walki z piractwem czyli koszty lobbingu, spraw sądowych, straszenia ludzi i monitorowania sieci są wyższe niż teoretycznie koszty piractwa(a te są zawyżone bo zakładają, że każdy pirat kupiłby oryginał).

                  Generalnie walka z piractwem po pierwsze nie powoduje wzrostu zysków a jej koszt jest wyższy niż te wyimaginowane straty wytwórni. Tego dowodzi obserwacja postawie ostatnich kilku(-nastu) lat 'walki'.

                  Natomiast twoja teza opiera się na wyjęciu założenia, za przeproszeniem, z dupy i na zasadzie ja myślę, że. Jeżeli założenie jest błędne, a jest, to i teza jest niestety błędna.
                  Też mam tezę. Opiera się na prostym założeniu:
                  że jak wszyscy naraz założą ciemne okulary to słońce będzie słabiej świecić. Co? Że, obserwacja w rzeczywistości tego nie pokazuje? I co z tego, ja tezę mam.. i jak założę, że to słońce się przyciemnia to jest prawdziwa...


                  > szt płyty to 40 PLN (tak, za tyle też da się kupić), czyli 5 piw w pubie (w war
                  > unkach wrocławskich). Jedno, może dwa wyjścia. Piracenie w takim przypadku to n
                  > ie przymus ekonomiczny, tylko priorytet. Ktoś woli wydać na piwa niż na płytę.

                  Skoro preferuje piwo od płyty, to przecież nawet jak nie spiraci to i tak nie kupi płyty(woli piwo) Jak to ma się do twojej 'tezy'?
                  • jendrek121 Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 14.04.12, 00:03
                    zgoda, też czytałem o tym co się stało we Francji
                    1. Ale dlaczego nikt już nie wspomina o tym, że media publiczne powinny promować mniej znanych artystów? He? Bo już wszyscy stracili na to nadzieję. RMF puści co chcą ludzie ale 3-ka powinna puścić co wybiorą redaktorzy.
                    2. Jeśli jest coraz więcej zespołów to nie ma zmiłuj - jesli chce sie to wszystko kupic a kasy jest do wydania ile było - cena musi spaść
                    3. Ile jest płyt gdzie warto kupić dla więcej niż 1-3 utworów? Dlaczego mam płacić 40 zl jeśli reszta to zapychadła?
                    4. No więc tylko rozpowszechnienie kupowania pojedynczych utworów po niskich cenach może ratować artystów
                    5. A tak w ogóle - po co nam kupa grajków? Ja wolę, żeby w kraju było dużo ludzi wykonujących że tak powiem konkretną pracę. Ci celebryci, szokujący prowokatorzy, performansi przejedli mi się. 90% jest stukniętych ale przekonanych o własnej wielkości, pouczających jak mamy żyć, wypominający nasze wady itd. W kółko muszą być w szkle, zarabiać krocie na reklamach, być wielbionymi itd. Baaardzo niewielu zasługuje na szacunek. Niech klepią biedę
                    • sverir Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 14.04.12, 13:21
                      > 3. Ile jest płyt gdzie warto kupić dla więcej niż 1-3 utworów? Dlaczego mam płacić 40 zl jeśli
                      > reszta to zapychadła?

                      To pytanie do wydawców i twórców, dlaczego nie nadążają za zmianami i nie stawiają na rozwój sprzedaży konkretnych utworów właśnie przez internet. Branża komputerowa jest trochę bardziej elastyczna i cała masa oprogramowania (takze gier) jest dostępna właśnie przez sieć, bez sprzedawania drogich płyt (w których największe koszty, poza samą licencją, stanowią wydatki na drukowane instrukcje).
                  • sverir Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 14.04.12, 13:19
                    Zacznę od końca.

                    > Skoro preferuje piwo od płyty, to przecież nawet jak nie spiraci to i tak ni
                    > e kupi płyty(woli piwo) Jak to ma się do twojej 'tezy'?


                    Nie wiem czy nie kupi płyty, jak nie będzie mógł ściągnąć. W tej chwili na pewno może sobie pozwolić na wybór piwa, ponieważ w razie konieczności lub ochoty muzykę, grę, film czy książkę ściągnie sobie całkowicie bezpłatnie (lub też z niewielką opłatą za rejestrację na jakiejś platformie). Wielu z tych "ekonomicznych złodziei" nie przedłoży piwa nad rzeczy, których za darmo nie dostanie. Nie spotkałeś się z przypadkiem, że ktoś rezygnuje z imprezy, bo zbiera na twardy dysk?

                    > Dochody przemysłu muzycznego ze sprzedaży płyt nadal spadają i nawet nie spowolniły.
                    > Dochody branży internetowej rosną(...)

                    Wprawdzie nie wspominałem nigdzie o wzroście dochodów ze sprzedaży płyt, więc nijak Twoja informacja nie zaprzecza mojej tezie, ale ok, moja wina - brak precyzji. Ujmę to inaczej - ściganie "piractwa" wpłynie na rentowność przedsięwzięć związanych ze sprzedażą utworów (filmów, książek, muzyki, gier, oprogramowania). Wszystko jedno czy będzie dotyczyć to Sony, czy jakiejś internetowej platformy udostępniającej pliki na żądanie (za opłatą). Że tak przypomnę, co przeciwnicy ACTA mówili i pisali zimą tego roku - w skali światowej dochody producentów i wydawców rosną, nie spadają.

                    > Dodatkowo same koszty walki z piractwem czyli koszty lobbingu, spraw sądowych,
                    > straszenia ludzi i monitorowania sieci są wyższe niż teoretycznie koszty piractwa(a te są
                    > zawyżone bo zakładają, że każdy pirat kupiłby oryginał).

                    Po raz kolejny - nikt nie zakłada, że każdy pirat kupiłby oryginał. Liczony jest zarobek, gdyby oryginał kupił. Chcesz prostego porównania? Ukradnij komuś zdezelowany samochód. Ma on swoją wartość, prawda? A przecież nie jest ona obliczana przy założeniu, że gdyby złodziej nie ukradł, to na pewno by ten samochód kupił. Drobna różnica, ale jednak jest.

                    • mapokl Re: Nieprawda, nawet najtrudniejsze filmy są... 14.04.12, 18:21
                      sverir napisał:


                      >
                      > > Dochody przemysłu muzycznego ze sprzedaży płyt nadal spadają i nawet nie
                      > spowolniły.
                      > > Dochody branży internetowej rosną(...)
                      >
                      > Ujmę to inaczej - ściganie "piractwa" wpłynie na rentowność przedsięwzięć
                      > związanych ze sprzedażą utworów (filmów, książek, muzyki, gier, oprogramowania)

                      Ujmę to inaczej - ściganie "piractwa" nie wpłynie na rentowność przedsięwzięć związanych ze sprzedażą własności intelektualnej. Niska efektywność tych działań, olbrzymie koszty "walki", zabezpieczenia utrudniające korzystanie z utworów przez legalnych użytkowników(DRM, Star-force etc) które i tak nie działają. Olbrzymie koszty tych zabezpieczeń. A wszystko to przy małym odsetku osób które zaczną kupować więcej płyt. Bo większość piratów kupuje oryginały i część piraci. Większość ściąga grę ale kupuje inną. Ściągam utwór jednego zespołu bo w tym miesiącu kupiłem singla drugiego. Załóżmy, ze ktoś kupuje 2 płyty i ściąga 30-40 płyt miesięcznie. Nawet jeżeli założymy, że każdy człowiek się "nawróci" to i tak nie będzie kupował płyt za 1500-2000zł co miesiąc. I najprawdopodobniej będzie kupował nadal 2 płyty.

                      > (...)
                      > Po raz kolejny - nikt nie zakłada, że każdy pirat kupiłby oryginał. Liczony jes
                      > t zarobek, gdyby oryginał kupił.

                      I tu problem taki, że wszystkie oficjalne dane na temat strat wytwórni są właśnie liczone liczba pobrań(często tylko teoretyczna, badający nie zlicza wszystkich pobrań a tylko jaką grupę i na jej podstawie liczy pobrania globalne) razy cena utworu.

                      Chcesz prostego porównania? Ukradnij komuś zde
                      > zelowany samochód. Ma on swoją wartość, prawda? A przecież nie jest ona oblicza
                      > na przy założeniu, że gdyby złodziej nie ukradł, to na pewno by ten samochód ku
                      > pił. Drobna różnica, ale jednak jest.
                      >

                      Jak ja ci ukradnę zdezelowany samochód to po pierwsze ty go mieć nie będziesz, a ja będę miał. Gdy ja spiracę twój utwór/program to ty będziesz miał program i ja... O kradzieży muzyki (i innej własności intelektualnej) możemy mówić jedynie w przypadku gdy zabieram ci produkt i sprzedaję innym jako stworzony przeze mnie, roszcząc sobie do niego prawa materialne i niematerialne. Piractwo to nie kradzież. To tak jakbyś stwierdził, że przechodzenie na czerwonym świetle to jest właściwie morderstwo...
      • gnom_opluwacz Dobrze powiedziane. 13.04.12, 15:29
        Nie wiedzieć czemu, krąży jakieś przekonanie, ze Artysta ma zarabiać Godziwie. A niby czemu?
    • araya Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 10:20
      A może podaż przewyższyła już dawno popyt? Ostatnimi laty namnożyło się zespołów w Polsce i za granicą.
    • kotek.filemon Re: Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 10:39
      Bardzo długi wywód o tym, że polityka podatkowa kamaryli "3x15" jest oczywiście słuszna bez względu na okoliczności. Niecierpliwie czekam na kolejną obniżkę VAT do 24%, gdy ordynarne zajumanie Funduszu Rezerwy Demograficznej przestanie wystarczać czarodziejowi Vincentu na dalsze finansowanie kreatywnej księgowości.
    • marek1846 Myślę, że nie jest tak żle. 13.04.12, 10:42
      W kraju ludzi o drewnianych uszach, grać co tydzień w klubie to już sukces. Przecież te zespoły grają z potrzeby grania, bo w tym widzą sens swego życia. Tak jak wielu amatorów wydaje ciężko zarobione pieniądze na instrumenty po to by grać w domu, grać dla samej przyjemności grania.
      Gdyby chodziło im o prawdziwą kasę, to wiedzą dokładnie co trzeba grać, żeby dostać się do tv. W dodatku potrafią grać. Inną sprawą jest zabetonowanie sceny, przez takie gwiazdy jak wspomniany tfurca Muniek.
    • old_lodzer musi mieć wypasioną chatę i furę za ... 13.04.12, 10:43
      czy każdy prowincjonalny " artysta" lub przechodzony chałturnik musi mieć wypasioną chatę i furę za kilkaset tysięcy ? Państwo rozpuściło ich systemem podatkowym a im ciągle mało .... Jakoś na koncerty prawdziwych gwiazd drogie bilety się rozchodzą i ludzie po kilkaset km sa gotowi przejechać ...
      • cehaem Re: musi mieć wypasioną chatę i furę za ... 13.04.12, 11:12
        Jestes najwyrazniej kolejnym niedorozwojem, ktory Bajm, Malenczuka i Mozila, ktorzy na pieniadzach spia, bo non stop wtykaja gebe do kamery, myla ze scena muzyczna. W Polsce nie oplaca sie wydawac plyt, nawet wlasnym sumptem czy poprzez wytwornie niezalezna. Zwykle szczytem szczescia jest, gdy zwracaja sie koszty produkcji. Przy takim stanie rzeczy jedynym zrodlem dochodow jest granie koncertow, ale poniewaz gaze sa takie, jakie sa, wiekszosc muzykow utrzymuje sie w zasadzie z jakis prac dorywczych, a w wieku 35 lat rzuca muzyke, bo ma dosc zycia w nedzy. W takich warunkach utalentowanie kapele nigdy nie maja szans na rozwiniecie skrzydel. A widz wtedy moze pochodzic sobie na machajaca tylkiem Dode na Dniach Kapusty w Pcimiu.
        • araya Re: musi mieć wypasioną chatę i furę za ... 13.04.12, 11:52
          W Polsce nie opłaca się kupować płyt. Płyty wyceniane w PL najtaniej na ok. 80 złotych w amazonie UK kosztują 9-12 GBP i to z darmowa przesyłką do Polski od 25 GBP
    • greges58 Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 11:07
      Wywód i odkrycia Pana Autora są całkowicie bezsensowne !!!
      Publiczność jest przyzwyczajona " do Koncertów za Darmochę " !
      Sylwestry na rynkach, różne lata z radiem, wojewódzkie dożynki.
      Eventy w Galeriach i parkingach centrów handlowych.

      Kupilibyście - za swoje - bilet na Dodę ???
      Wiec co tu dopiero mówić o jakieś tam Avangardzie...

      Hier ist der Hund begraben ;)

      Proste ?
      Pozdrawiam ^^
    • 9ir5 temat sliski 13.04.12, 11:10
      Te komentarze sa zalosne, jesli państwo czegoś zazdroszcza artystom to nie ma czego, zapewniam.

      Sa już od dawna glosy by udostepnać muzyke za darmo i zarabiac na koncertach. Problem w tym, ze tak mozna powiedzieć grajkowi ulicznemu, który własnie i wylacznie zarabia z gry na żywo co mu przechodzień podaruje.

      Jesli ktos mowi o zarabianych milionach to ja odpieram, ze tak, ale wlasnie w tej muzyce ktora sie tak lubi i tak krytykuje, i jej wykonawcow. Ale przeciez chcecie jej sluchac.

      W tym momecie pozostaje pytanie z czego ma sie utrzymac autor muzyki (tak jak autor ksiazki itp) jesli muzyka przestaje byc sprzedawana? Bo sama sprzedaz plyty przy ustawomym uprawnieniom jesli nie sa zbyte na rzecz wydawcy musi wynoscic poziom blisko 20 tys egzemplarzy rocznie by sredniomiesieczny zarobek plasowal sie w okolicach dobijajacych do krajowej minimalnej pensji!!! Jesli jest sie tez wykonawca, trzeba pamietac, iz nagranie mzyki na poziomie na którym sie nie zostanie rozjechanym za jej jakosc trzeba wydac ponad 50 tys zlotych, i trzeba za to zaplacic samemu... Trudno jest zbic koszty w tym, chyba ze sie zrobi plyte ktora uznaja za amaorska robote. To sie nie zwraca.

      Dlatego patrzycie na swiat muzyczny przez pryzmat przemyslu tego najtandetniejszego, gdzie pieniadze przeplywaja przez dzialalnosc najczesciej okolomuzyczna niz muzyczna i male pojecie macie.

      Wykrusza sie oto jezeli maja sie utrzymywac z grania jedno z osatnich zrodel dochodow, z zaiksu, bo zaiks zbiera pieniadze od podmiotow ktore wykozystuja czyjas mzyke to wlasnej dzialalnosci gospodarczej, czytaj radio, wykonywanie na zywo prze innych itp. Bo zaczeto omijac zaiks podobno juz radia procz tych najwiekszych nie placa. A najwieksze jakwiemy sluchajac ich, puszczaja muzyke tych artystow za ktorych muzyke tu placic nie chcecie jak czytam, gwiezdek zarabiajacych miliony czy oduzonych artystow na scenie sie zataczajacych...

      Patrzycie przez pyzmat showbiznesu, a to jest tylko margines dzialalnosci artystycznej!!! Tylko margines!!! Tak jak lakier na samochodzie.

      Problem w tym, ze tam na dole ludziom mozliosci utrzymania sie kurcza!!! Nie maja szans na dotarcie (mimo internetu) do odbiorcy, gdy wydaja muzyke nie maja szans dotarcia z nia do odbiorcy. Ta teza jest moim zdaniem prawidlowa, w natloku muzyki szczegolnie wpychanej dosc mocno ludziom przestajemy szukac i wychwytywac to co dobre, bo nie jest tak ze dzis niczego na poziomie sie nie robi, ze ludzie sie zmienili i nie ma kto sluchac rzeczy na poziomie, rozrywki na pozimie.

      Dzis mozemy zabrac mozliwosc utrzymania autorom uwalniajac muzyke za darmo, ale pamietajcie ze jutro juz nie bedziemy chodzic na koncerty i gwiazdami muzyki beda tylko celebryci, a pojutrze muzyke wszyscy beda robic na komputerach i muzycy nie beda potrzebni. Takie myslenie nie prowadzi do niczego, dlaczego?

      Dlatego ze wszystko co najlepsze w muzyce, wszystko co w muzyce powstaje dzieki glowom ludzi utalentowanych, tak wykozystujacym technike i wynalazki, ale wszystko powstaje dzieki temu co ludzie maja w glowach, dzieki ich talentowi, kreatynosci i umiejetnosciom instrumentalnym, tworczym.
      Zeby oni mogli to robic, muzyke, plyty, grac na zywo musza miec doplyw gotowki, bo jesli idziesz na etat i 10 godzin Cie w domu nie ma, i masz jeszcze rodzine to pracy tworczej juz nie ma, kiedy? W czasie snu?!
      A to kogo wspierasz w jego artystycznej drodze to zalezy od CIEBIE, wiec nie gadajcie bzdur, im mniej placimy na muzyke artustow tym wieksze badziewie ta branza bedzie namwciskac!!! Bo my placac za muzyke konretnych ludzi sami okreslamy co jest dobre, czego chcemy, a nie ze ktos to robi za nas (swiat showbiznesu) i zarabia na tym jeszcze krocie.
      Plyta kosztuje 25 - 30 zlotych, ile kosztuje koncert, wyjscie do kina? a Plyta zostaje, mozna miec kolekcje, sam jestem dumny z malej swojej kolekcji, i wierze ze bede miec pokazna. Nie stac bylo czlwoeika na plyty,to sie wykupowalo koncowki produkcji kaset w czasach iedy sie wycofywano.

      Ktrytyowac bardzo latwo, zrob cos jeden z drugim by bylo lepiej!
      • greges58 Re: temat sliski 13.04.12, 11:45
        Napisz to samo, raz jeszcze, bez błędów !
        Zmień styl i składnię.
        Popracuj nad ortografią ;)
        Zanim wyślesz - sprawdź podgląd.
        Edytuj tekst !
        Mimo najszczerszych, chęci Twego " Bełkotu " doczytać nie można ...

        Nie tylko treść. Forma też się liczy !

        Pozdrowionka w Piątek trzynastego ^^
        • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 11:55
          Nie widze powodu poprawiania sie. Jak widzisz, to nie ma zadnego znaczenia dzis. To tez jest tylko jak lakier na karoserii. W samochodzie wazne jest to by spelnial swoje funkcje, a nie by ladnie wygladal.
          • norbertrabarbar Re: temat sliski 13.04.12, 15:38
            Język jest jak wizytówka człowieka, a twoja wizytówka zniechęca.

            Jeden akapit i basta bo widać twoje myśli są niepozbierane i chaotyczne. Szkoda czasu, który można poświęcić na czytanie kogoś mądrego.

            Porównanie języka do lakieru samochodowego sprowadza dyskusję do poziomu "bylejakości". Możesz mówić byle jak i możesz żyć byle jak, ale wiedz, że z bylejakości jeszcze nic dobrego ani mądrego się nie narodziło.
            • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 15:49
              Milosz napisał Pana Tadeusza podobno nie potrafiac poprawie orograficznie napisac prostych wyrazow, albo mi w szkole ciemnote wciskali... Chaos moja osobowoscia, ale skoro nie potrafisz zyc w chaosie to jak dzis sobie radzisz, w tych chaotycznych czasach gdzie porzadek jest tak stabilny jak stol z oderwana noga?!
              • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 15:50
                Mickiewicz kurcze nie milosz, pfuu
                • jendrek121 Re: temat sliski 16.04.12, 23:14
                  Z Mickiewiczem wystarczy sprawdzic rękopis. Jeśli chodzi o plyty - kupiłem Zakopower choć mogłem go ściągnąć za darmo. Może jestem frajer ale też stać mnie na rzadkie kupowanie płyt. A kiedyś nie było. Problem jest taki, że wiele osób - głównie młodych ma skromniutkie budżety a jednocześnie MUSI mieć muzykę. Słuchają dużo ale szybko się nudzą. To jest nie do pogodzenia z komercyjnym podejściem. Gimnazjum-liceum-studia wtedy ma się największe potrzeby i najmniejsze możliwości. Potem jest odwrotnie bo (przynajmniej wg. mnie) dojrzały rozsądny człowiek nie robi takiego fetyszu z muzyki. Tak to jest i lekarstwo na to znaleźć trudno
      • grenlandzki-opos Re: temat sliski 13.04.12, 12:15
        Mimo tego całego stękania, nadal istnieją pewne zespoły które się utrzymują. Ludzie kupują ich płyty, chodzą na koncerty. Innych nie kupują i Ci mają o to żal. Taki biznes. Jesteś lubiany masz kasę, jesteś nielubiany, nie masz kasy. Padnie kolejny zespół? Trudno. Można się przekwalifikować, albo grać dla przyjemności.
        • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 12:58
          Zgadzam sie z Toba. Ale nie o to chodzi. Artyści, którzy osiagną pewna pozycje zawsze sobie poradza, tak czy inaczej zarobia, zreszta maja ludzi od tego, ktorzy im robia pieniadze (ale pamietaj ze lepiej dla wszystkich by robili pieniadze z tworczosci niz wizerunku) i zawsze bedą stekać, że ktoś im kranie muzyke.

          Dzis wiem, ze procz kilku zagranicznych gwiadz naklady sprzedawanej muzyki w polsce jesli nie robi sie jej praktycznie polamatorsko nie pokrywaja kosztow jej wytworzenia, na to sie zarabia koncertami lub pracujac dorywczo badz poza branza, tak, na nagranie plyty. Mozemy taka muzyke zrobic oczywiscie poldarmo, ale to strzal w stope, jesli nie w glowe, i nie mowie tu o ludziach chcacych robic kariere lub kase, ale po prostu pracowac.

          Moj protest wynika z tego, że to co widzimy w mediach, tonie jest prawda o polskiej scenie muzycznej, gwiazdy puszczane w radiu i lansowane w tv wcale nie osiagaja najlepszej sprzedazy muzyki w polsce. Te glosy o latwym zarobku itp nie maja pokrycia w rzeczywistosci, gdyz to bardzo dluga nauka, ciezka praca, niepewny zarobek jesli jest na niego w ogole szansa. Problem w tym, ze takimi haslami nadal betonujemy ta scene, wlasnie w ierunku gwiazdeczek itp.

          Wiadomo, ze kazdy chce zarobic, jak najwiecej i jak najszybciej, tak dziala ten biznes. Jednak pamietajcie, ze sami odwracajac sie od swiata rorywkowego pozbawiamy sie wplywu na nasz poziom zycia w czasie przeznczonym na rozrywke, odpoczynek czy kulture.

          Tak, kto jest lubiany zostaje,kto nie jest odpada, brutalna rzeczywistosc selekcji, jednak ona jest coraz slabiej legitymowana, gdyz tonie jest selekcja lubienia, lecz doplywu gotowki do ludzi dla ktorych to jest praca i wykozystywanie swoich predyspozycji i umiejetnosci.

          Talent do robienia muzyki, czy nawet sama chec robienia muzyki, a nawet potrzeba robienia muzyki co tez jest zjawiskiem czestymwsrod artystow, potrzeba wypowiedzi jest darem ktory sie posiadlo genetycznie wraz z przyjsciem na swiat, jak bieganie Justyny Kowalczyk itp Mylenie tego z wkreceniem w tryby medialne mnie ruszylo i zgadzam sie w duzym stopniu z tezami tego tekstu opublikowanego przez dziennikarza.

          Zauwazmy, ze zawsze byla ta selekcja, kiesys na scenie, w klubach, pelno zespolow, ktore istnialy rok, miesic itp, mldzi ludzie grali, potem musieli isc do pracy, dzis jest tak samo, tyle ze kazdy moze przedstawic sie calemu swiatu a nie tylko we wlasnym miescie, wiec wydaje sie nam ze jest ich wiecej. Tonei bierze sie z nikad, oni zarabija na te instrumenty, komputery, badz ich rodzice, to wymaga czasu by sie nauczyc. Jesli cos sie komus spodoba to warto to kupic, a nie stekac na tandete, miliony na kontach gwiazd, czy ich problemy alkoholowe.

          W normalnej drodze to jest praca od zera, od pucybuta, margines ludzi dostaje cos takiego jak pojawienie sie z nikad, natretny lans, i szansa zarobku na wlasnym nazwisku i twarzy a nie pracy od podstaw. To nie zlezy od nich, od tych ludzi, to wybor specow od zarabiania pieniedzy w showbiznesie.

          Wczoraj w tv byl film "łzy słonca" o ile pamietam, na koncu przytoczony byl cytat jesli pamietam "wystarczy by dobrzy ludzie nic nie robili, a zlo zwyciezy". Mysle, ze wystarczy by ludzie lubiacy muzyke nie wspierali tego co lubia, nie tylko finansowo, a moze nawet nie finansowo, by eter i internet zdominowala muzyka na ktora dopiero mogli by sie zalic i na zarobki jej wykonawcow. Zreszta nie musi to byc wsparcie finansoe ale tez by mowili o tym, dawali w necie wpisy, jakies linki i anonimowo pomagali w promocji swoich ulubionych artystow, ale nie w sensie ze sa dobrzy czy na poziomie, ale cos wiecej, o ich muzyce, grze, tekstach, cos konkretnego nie ogolniki i awantury i obrazanie wykonawcow i sluchaczy innych gatunkow.

          Dzialalnosc tworcza nie podlega przekwalifikowaniu. Jest sie artysta albo nie, niezaleznie czy sie z tego utrzymujesz czy pracujesz jako kasjer w supermarkecie i nic nie robisz po pracy. Dzialnosc artystyczna w uproszczeniu to dzis po prostu praca w showbiznesie, nie ma nic wspolnego z byciem artysta, lecz na typowej pracy biznesowej. Ale tu nie ma po co sie przekwalifikowywac, bo pieniazki zawsze jakos doplyna, chyba ze wydawcy takie osoby skresla i spadasz na dno.
          W przypadku tej bardziej artystycznej czesci(nie mylic z tworzeniem sztuki i innych rzecy trudnych do przyjecia) zauwazcie, ze mino powstawania niezaleznych wytorcni (dzialajacych rownie brutalnie zauwazylem jak te duze, ale zwykle male obsluguja wlasne projekty ich zalozycieli) otwarcia ludzi na internet, swiat muzyki sie betonuje dosc radykalnie i nastawia na coraz szybsze i latwiejsze zarabianie pieniedzy, i wcale nie jest latwiej sie przebic, nie do kariery i pieniedzy, ale do sluchacza.

          Jednak to caly czas od nas zalezy, tylko od nas kto bedzie mogl zyc z tego robic potrafi czy chce, a nie wydawcy, media i inni, a jednak odajemy inicjatywe.
          • grenlandzki-opos Re: temat sliski 13.04.12, 13:31
            Przepraszam, że nie ustosunkuję się do wszystkiego, ale nie mam siły;)

            Mogę mówić tylko z perspektywy konsumendy. Kompletnie nie wiem co się dzieje teraz na tzw. mainstreamowej scenie, nie oglądam TV, nie słucham radia. Internet sprawił, że nie muszę. Mogę sam kształtować swój zbiór muzyki, bez oglądania się na akcje promocyjne. To jest właśnie piękne, że kupuję płytę gościa z RPA, który ma 120 lubiących na facebook (przykład zbudowany w oparciu). Jest świeży, nowatorski, wnosi coś dla mnie atrakcyjnego, kupuję. Mam pecha, sprzedał kilka płyt, wycofuje się z wydawania. Trudno, dla mnie walorem jest to, że rynek jest dynamiczny, ciągle dzieje się coś nowego, powstają nowe kapele, padają, niektóre idą w kierunku kotletów, ok. To się cały czas dzieje i zmienia, a wyniku tego mam w każdej chwili coś co mnie zaskoczy. Dla tych artystów to pewnie jest kiepska sytuacja, bo 9 na 10 skończy na myspace i nie zarobi pewnie żadnej kasy. Trudno, takie życie. Jeden się wybije, ale rynek go zeżre, a jego sztuka straci dla mnie wartość. 1 z 10 takich przeżyje i dalej będzie tworzył wartościowe dla mnie kawałki. Moją kasę dostanie.
            To o co mi chodzi to bezustanny survival. Nie mam złudzeń, że nagle milion osób polubi tę samą kapelę co ja. W sumie to nie zależy mi na tym aby artysta odniósł sukces, ja chcę produktu. Tak samo jak egoistycznie fruwa mi, czy gość który szyje mi buty zrobi na tym świetny interes czy nawet, że wystarczy mi do pierwszego.
            Pewnie fajnie jest się utrzymywać z grania, ale jeśli się nie da to pozostaje przekwalifikowanie. W kontekście znalezienia sobie innego źródła zysku, bo tworzyć można nadal.
            • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 14:05
              A watro mieć calosciowy widok na ta branze.
              To nie jest dzisiejsza specyfika dynamizmu na scenie czy wsrod tworcow, tak samo bylo w latach szesdziesiatych, jednak nie docierali do calego swiata lecz do spolecznosci lokalnej. Teoretycznie majac internet mogliby miec wieksze audytorium niz 100 lubie to na fejsie skoro maja dostep do calego swiata a nie jak kiedys do 50 gosci w klubie podczas wystepu, ktorzy sa zadowoleni, ale nie maja, mimo ogromnych mozliwosci zmiana nie nastapila.
              Wkurzylem sie, czytajac te komentarze, w zadnym stopniu merytoryczne, tylko wywalajace wlasne neiszczescie i chcec wylewnia pomyj nie widzac ze to od tych ludzi zalezy rzeczywistosc.

              Tak naprawde ten teks napisany przez dzinnikarza ma drugie dno. Nie spadajacych wplywow gwiazd czy wytworni, ale spadajacej jakosci naszego zycia kulturalnego i rozrywkowego przez nastewienie nawet artystow juz ktory mogliby cos z siebie dac, jednak nie moga ryzykowac utray plynnosci finansowej.

              Z jednej strony uczyc mlodych ludzi straszac sankcjami lawirowac po intenrcie w sposobach uzywania muzyki w piracki sposob a nie do dozwolonego uzytku, do czego kazdy ma prawo i jesli uwaza ze artysta spelnil zadanie moze go wesprzec finansowo zakupem muzyki i podbiciem statystyk sprzedazy jesli ma pieniadze by to zrobic, a z drugiej strony to prawda, lansowac ludzi na darmowych imprezech na okroglo i czy jesli chodzi o wiekie gwiadzy umieszczac z punktu widzenia konsumenta muzyke za darmoi ciagnac pieniadze z pobocznych wplywow jest moim zdaniem w pierwszym wypadku odtracaniem ludzi od rozrywki, w drugim wykaszaniu konkurencji, wykasznia metada brutalna, finansowa.

              Dodajac do tego sposoby realizacji muzyki ktore dzis obowiazuja i nazywaja sie nowoczesne czy tez na swiatowym poziomie, glownie techniki obrobki audio i aranzacyjne, ktore nie maja wiele wspolnego z tworzeniem, lecz produkcja muzyki o okreslonych parametrch i charakterystyce jak w fabryce. Tyczy sie taj jak aranzacji, ktora nie jest srodkiem wyrazu lecz ja sie tworzy na zasadzie, tu dodamy to tu tamto i bedzie sie pieknie prezentowac, oraz np kompresji dynamiki, co poprawia slyszalnosc ale po 5 minutach przeszkadza zbyt iritujaca monotonia dzwieku, co odpycha od sluchania dluzszych form jak plyta muzyczna na rzecz krotkich pioseneczek gwiazd.
              No protestujecie przeciw czemus co sami wspieracie! To tak do ogolu bardziej, ale tez do autora tekstu.
            • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 14:47
              Mam jeszcze taka refleksje w zwiazku z internetem i mozliwosciami, o których piszesz, ze masz otwarte szukania muzyki. Biznes sie bardzo szybko do tego przystosowal, tak szybko ze to rudno zauwazyc, a oni to zrobili dawno. To odpowiednie robienie muzyki by zwrocila uwage sluchacza. Tu jest pole do popisu dla masteringowcow i producentow, by w duzej grupie muzyki ktora jest wszedzie, gdzie ludzie wlaczaja na 10 sekund czy pol minuty i jada dalej, by zatrzymac czlowieka. Dzis to dziala tak, w momecie unifikacji produkcji muzyki, ze te techniki nie wyrozniaja takich produkcji, lecz wypychaja te, zrobione bez tych sztuczek, dzis pokolenie sluchajace muzyki uwaza ze muzyka zrbiona w nardziej naturalny sposob jest zlej jakosci, a za wzor jakosci przedsawia nagranie bardzo glosno brzmiace. To nie jest takie proste, ta selekcja, to jest walka i my jej nie selekcjonujemy, choc mozemy. Malo kto sie skupi dzis na muzyce w internecie, ale to nie znaczy ze nie ma potrzeb sluchania czegos innego niz dostaje do ucha, nawet szukajac. Trzeba pamietac, nawet jesli si emysli ze jest sie niezalezym sluchaczem, to nie jest czysta gra i kazdego da sie wkrecic w to czego niekoniecznie potrzebuje.
              Ale tu sie poawil bardzo dobry komentarz, i sie przylaczam, zaczyna sie cos dziwnego dziac jesli chodzi o pojawianie sie nowych ludzi na scenie, szanse sa mniejsze (mimo duzej ilosci jak tu sie pisze, czesto chwilowych prob zarobienia na kims tak naprawde, wizerunku, jednej plycie) na rzeczywista dzialalnosci, nawet gwiazdorska. A teoretycznie szanse sa wieksze, dostep do sluchacza, pamietajmy o jednym. Internet to jest medium , jak radio i telewizja, naprawde, ba, czasem mam wrazenie ze to poczucie ze ma sie wolny wybor w necie i wolnosc jest bardziej zludna niz fatamorgana na pustyni, tu to dopiero jest walka, pozycjonowanie w wyszukiwarkach (do bardziej ambitnych rzeczy musisz sie przekopac albo w ogole gdzies daleko sa), walka o reklamy w serwisach co powoduje ze tektry w wydaniach elektronicznych gazet czy na witrynach sa durniejsze niz w papierwoch gazetach, tytuly nie maja wiele wspolnego z tekstem by tylko wyswietlic reklame, jest nieograniczona reklama linkami i zawalony smieciami tandety i amatorki intelektualnej.
              Czy to jest ta wolnosc i wybor? W internecie im cos glupsze i zaklamane, im ma mniejsza wartosc tym wiekszy wplyw.
              Co w tym wszystkim mozna znalesc?
              Facebook tak, jesli to by byla awangarda, tak samo jak YT, wiecej wejsc maja filmiki jak ktos sie przeworcil niz rzeczywista tworczosc, przez to trudno sie przebic, po raz drugi powtarzam, nie do kariery czy do kasy, ale do odbiorcy w ogole.
              • grenlandzki-opos Re: temat sliski 13.04.12, 15:10
                Loudness war mnie nie dotyczy, wychowałem się na analogach, lubię realizacje gdzie "czuć powietrze" między mikrofonem a wokalistą. Masz natomiast rację, że do ogółu zdecydowanie lepiej przemawiają skompresowane kawałki. To wynika po części ze sposobu słuchania muzyki, głośne środki komunikacji, samochód, kiepskie komputerowe pierdziawki z tzw. "subwooferem".

                To jest przypadłość każdego masowego medium, że eksponowane jest to co kontrowersyjne, a często prymitywne. Już Lem mówił w wojnie megabitowej, że zaleje nas potok taniości, szumu informacyjnego. Jak odcedzić to co wartościowe? Jak dla mnie tutaj swoją rolę mają do odegrania sieci społecznościowe. Grupa osób polecających sobie nawzajem ciekawe linki, które niosą wartościowe dla nich treści. Wstępnie odsiane z szumu.
                • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 15:24
                  Tak, ale to tez juz jest spalone, pojawiaja sie w TV rekalmy za reklama, od niedawna, "dolacz do nas na fecebooku". To juz nie ma zadnej wartosci. Portale spolecznosciowe, witryny, serwisy itp maja zarabiac, ludzi promujacy sie chca zarabiac, jesli chcesz pracowac nie przebijesz sie, nie do kasy czy ariery, ale do mozliwosci zaistnienia. Dzs sie mowi, ze zeby osiagnac sukces, trzeba byc w czyms wybitnym. Nieprawda, sukces osiagaja przecietniacy, wybitni czasem sa w stanie znalesc swoje miejsce w swiecie, ale duzym kosztem, przedewszystkim kosztemjakosci swojego zycia.

                  Nie ma czegos takiego jak wojna glosnsci, jest unifikacja produkcji muzycznych, dzialajaca na progu mozliwosci coraz nowszych urzadzen obrobki audio.

                  I wlasnie piszac o tym internecie dales mi ta mysl, ze wlasnie w inretnecie trudniej wylapac cos lepszego, bo sie na tym trudniej zatrzymac, latwo wcisnac inny link niz dosluchac do konca, chcesz zostawic przy sobie sluchacza, musisz zrobic jak inni, a to juz odbiera alternatywe prezentowania muzyki, internet dal mozliwosci a potem je zabral.

                  I caly czas sie przewija ten sam temat, na czym i jak zarabiac w muzyce? Ciagle sie pojawiaja zlote srodki, granie na zywca, net, reklamy inne... Ktos napisal, wole ogladac na zywo niz placic za plyte posrednikom. A co Ty myslisz?! Ze co? Wykonawca jak wychodzi na scene to kase chowa do kieszeni? Czy przypadniem przez wytwornie to nie przechodzi madralo? Bo mi sie wydaje ze przez wytwornie z ktora jest zwiazany kontraktem na dzialanosc!

                  Wszedzie musza zarabiac, autorzy (maja pomysly czesto nei potrafia wykonac), wykonawcy (potrafia grac, ale czeto nie maja muzycznych pomyslow), inzynieria, wydawcy, organizatorzy koncertow, sale koncertowe.

                  Kazde ogniwo musi byc silne, jesli ktos nie moze ze swojej dzialki wyzyc zaczynaja sie konwulsje, co z tego ze rynek dziala i ma wieklie przeplywy pieniedzy skoro snierdzi jakby gnilo.
          • ohir Re: temat sliski 13.04.12, 16:21
            @9ir5
            Odpowiedź krótka: Czytelnik, słuchacz, widz NIE ma zamiaru płacić komuś za to, że ten ktoś czuje się WIELKIM ARTYSTĄ.

            Taka jest, szanowny Artysto 9ir5, wymowa przedłożonego wcześniej "zażalenia" (zażaleń). W skrócie:

            "Jestem młodym obiecującym ARTYSTĄ, założyłem wspaniały ZESPÓŁ, gramy GENIALNĄ niekomercyjną Muzykę. Potrzebujemy ustawy i traktatów które zmuszą ludzi do kupowania wytworów naszego GENIUSZU."

            Tylko, szanowny 9ir5, słuchacze nie bardzo chcą być zmuszani. A naprawdę wielcy artyści grający dobrą muzykę zarobią niemityczne miliony wystawiając swoje pliki za "co łaska". I to jest przyszłość.

            Pozostali, ci dopiero próbujący, mają się utrzymywać z kelnerowania, układania bruku, prania, malowania ścian itp. Dopóty, dopóki ich geniusz nie sprawi, że słuchacze wyciągną miedziaki i "rzucą im do kapelusza". Tak jak to było, i tak powinno być.

            • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 20:49
              Absurd, kto mowi o mniemaniu swojej wartosci artystycznej? Widze wyrazny problem odbierania prawa do zawodowego/artystycznego spelniania sie do czego potrzebna jest mozliwosc utrzymania sie, bo to dosc dlugi i zmudny i pracochlonny proces nauki nie na wieczorki przy gitarce... a poniewaz rynek zmienia sie w taki sposob, że barykaduje sie od wewnatrz, a aktywnosc konsumencka spada, przenoszac sie coraz bardziej na masowke...
              O jakich ustawach piszesz? Nie wkrecaj w to polityki... To sprawa spoleczna, prawo jedynie zabezpiecza pewne zalozenia prawidlowego funkcjonowania, jak okreslanie kto jest kim i jak moze tym zarzadzac, co moze i jak z tym zrobic.

              A w kwestii placenia za tworczosc to wyraznie tu napisalem, i co o tym uwazam, uwazam to jako wsparcie dzialalnosci lubianego artysty, czego wyraznie niektorzy z jakis powodow zazdroszcza im, a nie wiem czemu, i nie wiem czego. Nikt nikomu nie kaze placic za kozystanie z tworczosci, nie spotkalem sie z tym, to dobry zwyczaj jednak.

              Co do przyszlosci, ja mysle, ze mniejsza ilosc funduszy idacych w tworczosc to nizsza jej jakosc.

              I wyraznie chce to zaznaczyc, to nie jest problem artystow ale nasz, kozystajacych z tego, bo od czasow gdy malowalismy na scianach jaskin, a szczegolnie dzis zycie kulturalne i rozrywkowe jest elementem naszego czlowieczenstwa, czlwoeik tego potrzebuje czy chce zy nie. I dzis sie dowiaduje, ze jest nic nie watre. Swiat jest oparty na egzystencji materialnej i moze jakosc zycia jest gdzies tam niezauwazalna.

              Swego czasu dosc gleboko staralem sie zbadac sprawe ile i jak mozna zarobic w tym biznesie i na jakich zasadach on dzilaa. To dosc dzwna branza, dzialajaca na prymitywnych zasadach kto silniejszy. Jak widzialem artystow na oczy (nie mowie o celebrytach itp co sa wysoko) nie widzialem postawy roszczeniowej jeszcze, wiec nie wypisuj tekstow sugerujacych narcyzm osob najczesniej o dosc krytycznym jak zauwazylem stosunku do siebie.

              Nikt niczego nie musi nikomu udowadniac, artysta odpowiada przed wlasnym sumieniem (nie mylic z celebrytami i biznesmenami), po prostu robi swoje, ale jak widze jak z drugiej strony od osob o dosc prostym mysleniu, silowym leca gromy w strone tych osob szlag mnie trafia, mam do nich spora sympatie. Bede zawsze popieral tworcza inicjatywe, to pozyteczne dzialania z roznych wzgledow, przede wszystkim humanistycznych, a stawial sie dyskredytwaniu tych osob i odmawianiu im jakby legitymacji istnienia. Nie chcesz placic nie plac, Twoj wybor konsumencki, ale ktos Ci zycie kulturalne organizuje, dzieki temu czego nie sluchasz i tak jest w Twoim otoczeniu wiecej ludzi na poziomie niz kiedy by tego nie bylo.
              • mapokl Re: temat sliski 13.04.12, 22:00
                Ja widzę , wyraźny problem w umiejętności treściwego formowania krótkich odpowiedzi i wydzielenia z potoku myśli najważniejszych informacji. To prowadzi do tego, że każda pisana odpowiedź ma strukturę sporego wypracowania.

                Dodatkowo autor posiada mylne wrażenie, że dłuższy teks automatycznie jest bardziej wiarygodny i naukowy od krótkiego. W ten nieudolny sposób próbuje też podnieść ważność stosowanych 'argumentów', które opierają się jedynie na niczym nie popartych opiniach autora a długa formuła ma spowodować, że nabiorą pozory wiarygodności same z siebie.

                Powodem dla którego autorowi to nie wychodzi, jest niska czytelność tekstu. Autor kreuje się na osobę dojrzałą, kulturalną i poważną, ale nie potrafi używać w piśmie polskich liter tworzonych przy pomocy znaków diakrytycznych(np. ś, ć, ż itd). Oczywiście autor z pewnością akurat ma:
                1) Uszkodzoną klawiaturę i wyrwany klawisz "alt"
                2) Posiada angielski system operacyjny i nie wie, że nie ma to nic wspólnego z włączonym układem klawiatury.
                3) Uważa, że dzięki niestosowaniu "alt" pisze szybciej, co jest przydatne przy wylewnych komentarzach, nie zdając sobie sprawy, że czasu nie zaoszczędzi dużo a jego utwór ciężko przeczytać...
                4) Jakiś inny BWP* do nieużywania polskich liter przez tego odbiorcę wyższej sztuki muzycznej.

                *BWP - Bardzo Ważny Powód
                • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 22:53
                  Bardzo dziekuje za trafna recenzje, ale nie wiem znow skad pomysl, ze uwazam sie za kogos lepszego, to opinia a nie fakt, rozumiem, że postawiona przez pryzmat wlasnej osobowisci mojego recenzenta. Nie slucham klasyki ani nie kozystam regularnie z kultury wyzszej, raczej z bardziej lawiejszej do przyswojenia tresci, od czasu do czasu cos glebszego... Roniez nie jestem osoba w ponadprzecietna inteligencja i bez wyzszego wyksztalcenia. Ale to juz nie swiadczy o mnie ale o moim recenzencie skad te przypuszczenia.
                  Scharakteryzuje sie jako osoba prosta, ale dziekuje za komplement, dotyczacy opisu moich wypowiedzi, bo sadzilem ze nikt nich nie czyta w calosci bo wiem jaka skladnie i forme przedstawiam a tu o pozytywnych przeciez walorach...
                  Natomiast nauczylem sie ze lepiej robic co sie uwaza za sluszne niz jak trzeba.

                  Porsze pamietac ze poslugiwanie sie sztućcami nie robi z czlowieka osoby kulturalnej lecz potrafiaca sie poslugiwac sztućcami. Ani wiecej ani mniej. Musisz sie postaac badziej, przekonaj mnie ze praca tworcza jest nic nie warta... Nie musze lubic, bede ich bronic, nie wszystkich, tych dla ktorych muzyka jest podmiotem a nie schodami do skarbca.
      • mapokl Re: temat sliski 13.04.12, 15:24
        9ir5 napisał(a):

        > Te komentarze sa zalosne, jesli państwo czegoś zazdroszcza artystom to nie ma c
        > zego, zapewniam.

        Nikt im nie zazdrości bo nie ma czego. Oni nie mają milionów, nie są tak lubiani przez większość, nie są w stanie zdobyć nowych fanów, a mają pretensje do całego świata, że grając to co ONI chcą, niewielu chce ich słuchać i nie zarabiają tych milionów. Złoszczą się na ludzi bo ludzię chcą słuchać to co sami lubią a nie to co ONI chcą grać. To nie zazdrość. To ludzie którzy uważali, że jak wezmą jakąś gitarę lub inny instrument, nauczą się jako tako grać to już będzie sława, kasa i dziewczynki :D
        >
        > Sa już od dawna glosy by udostepnać muzyke za darmo i zarabiac na koncertach. P
        > roblem w tym, ze tak mozna powiedzieć grajkowi ulicznemu, który własnie i wylac
        > znie zarabia z gry na żywo co mu przechodzień podaruje.

        Ciekawi mnie jak ten grajek uliczny dokonuje tego co jest niemożliwe dla tych 'alternatywnych' zespołów...

        >
        > Jesli ktos mowi o zarabianych milionach to ja odpieram, ze tak, ale wlasnie w t
        > ej muzyce ktora sie tak lubi i tak krytykuje, i jej wykonawcow. Ale przeciez ch
        > cecie jej sluchac.

        Nikt tak nie mówił, że te zespoły zarabiają miliony. Niechęć wynika z tego, że mają pretensje do wszystkich w koło, że rzeczywistość kopnęła ich w żyć i rozwiała dziecinne marzenia o łatwych milionach, hawajskich piaskach i gorących fankach.

        >
        > W tym momecie pozostaje pytanie z czego ma sie utrzymac autor muzyki (tak jak a
        > utor ksiazki itp) jesli muzyka przestaje byc sprzedawana?

        A kto mówi o przestaniu sprzedawania. Chodzi o zastąpienie starego i niepasującego modelu sprzedaży do nowych realiów. Są 3 warunki: muzyka musi być dostarczona w sposób łatwo dostępny, po uczciwej cenie i w wygodnej dla użytkownika formie. Sukces sklepów takich jak iTunes czy, już nie przy muzyce, Steam czy Netflix tego dowodzi. Ludzie są gotowi płacić. Ale lepiej podwyższyć ceny płyt jeszcze o 50 zł i narzekać, że nikt ich nie kupuje.

        Bo sama sprzedaz plyt
        > y przy ustawomym uprawnieniom jesli nie sa zbyte na rzecz wydawcy musi wynoscic
        > poziom blisko 20 tys egzemplarzy rocznie by sredniomiesieczny zarobek plasowal
        > sie w okolicach dobijajacych do krajowej minimalnej pensji!!!

        Heh, olbrzymie te koszty tłoczenia płyty. Skoro bez wydawcy jak mówisz to nie ma kosztów pośredników bo to oni zgarniają najwięcej, kolejne tyle to marża sklepu. Pensja minimalna wynosi 18000zł. To znaczy, że na jednej sprzedaży Twórca musi zarobić 90gr. I chcesz mi wmówić, ze niby całe reszta to koszty tłoczenia? W przypadku zespołów alternatywnych i o mniejszej liczbie fanów, nie lepiej byłoby sprzedawać muzykę tworząc nawet za pomocą bezpłatnych narzędzi mini sklep internetowy? Sprzedajesz jeden utwór za 0,8-1 zł, w ciągu roku stworzysz mniej więcej 3-4 utwory więc dochód masz. Żeby sprzedawać same płyty jako nie potrzebujesz wydawcy. Możesz samemu stworzyć płytę z nagranych kawałków i pójść do tłoczni. Zazwyczaj da się tłoczyć już od nakładu 300-500 sztuk. Koszt wytłoczenia płyty przy nakładzie 1000 to jakieś 1zł. Dochodzą jeszcze koszty nagrania więc płytę możesz sprzedawać za jakieś 10-15 zł.

        Fani mniej popularnych gatunków i tak nie kupują płyt w dużych sieciach. Pierwsze to sprzedasz wysyłkowa z własnego mini-sklepu. A co szkodzi by samemu pójść do okolicznych sklepów z muzyką i zagadać ze sprzedawcą? Nawet jeżeli się nie zgodzi kupić, to można wynegocjować by sprzedawał na zasad kantoru. Możesz też negocjować z wydawcą. Jesteś w lepszej pozycji, bo już nie jest on twoim jedynym dystybutorem i nie może ci narzucać gigantycznej marży. No i jeszcze przecież masz jakieś pieniądze z koncertów... Wtedy przy sprzedaży 20000 płyt będziesz zarabiał więcej niż minimalną


        Jesli jest sie t
        > ez wykonawca, trzeba pamietac, iz nagranie mzyki na poziomie na którym sie nie
        > zostanie rozjechanym za jej jakosc trzeba wydac ponad 50 tys zlotych, i trzeba
        > za to zaplacic samemu... Trudno jest zbic koszty w tym, chyba ze sie zrobi plyt
        > e ktora uznaja za amaorska robote. To sie nie zwraca.
        Ohoho, a co w te 50 tys złotych wchodzi? Za komputerowe poprawienie kiepskiego głosu i słabej gry na gitarze?


        > (...) Wykrusza sie oto jezeli maja sie utrzymywac z grania jedno z osatnich zrodel do
        > chodow, z zaiksu, bo zaiks zbiera pieniadze od podmiotow ktore wykozystuja czyj
        > as mzyke to wlasnej dzialalnosci gospodarczej, czytaj radio, wykonywanie na zyw
        > o prze innych itp.

        Sranie w banie. Wystarczy poczytać, że jeżeli ty chcesz zapłacić za wykorzystanie muzyki konkretnego wykonawcy, to zaiks i tak nie zaznacza i nie jest wstanie nawet zagwarantować, że przynajmniej ułamek twojej opłaty trafi do wykonawcy którego utwór wykorzystujesz.

        > Bo zaczeto omijac zaiks podobno juz radia procz tych najwiek
        > szych nie placa.

        Jak zbój z królewskim glejtem zaczyna zbierać characze i kazać płacić dwa razy za to samo to nie dziwota, że ludzie rozbojom poddać się nie chcą i opłat unikają. Przykład radio płaci za puszczenie utworu A o godzinie 12. Fryzjer jeżeli włączy radio to też musi zapłacić za to samo upublicznianie tego samego utworu o tej samej godzinie przez to samo radio. Zaiks aktualnie planował, że oprócz radia i fryzjera płacić (po raz trzeci) powinien klient który radia słucha. Efekt tego taki, że fryzjer i sklep radia nie puszcza, radio ma mniej słuchaczy więc i mniejsze dochody(np. z reklam) i mniej samo płaci za licencję. Czyli artyści zarabiają mniej.

        A najwieksze jakwiemy sluchajac ich, puszczaja muzyke tych art
        > ystow za ktorych muzyke tu placic nie chcecie jak czytam, gwiezdek zarabiajacyc
        > h miliony czy oduzonych artystow na scenie sie zataczajacych...

        Ktoś za ich muzykę chce płacić bo by nie mieli milionów. Dla mnie właście to ci alternatywni prawdziwi artyści zieją zazdrością do tych grajkow okołomuzycznych.


        > Zeby oni mogli to robic, muzyke, plyty, grac na zywo musza miec doplyw gotowki,
        > bo jesli idziesz na etat i 10 godzin Cie w domu nie ma, i masz jeszcze rodzine
        > to pracy tworczej juz nie ma, kiedy? W czasie snu?!

        Doba ma 24h. Nie mów, że 14 poświęcasz na sen. Masz 6h wolne jeszcze. Etat 5 dni w tygodniu,wtorek i czwartek + sobota na 'pracę twórczą'(daje 6+6+16=28h w tygodniu!!!) a poniedziałek, środa, piątek i niedziela dla rodziny(6+6+6+16=34h). Przecież tydzień ma aż 168 godzin, z czego tylko 40 no powiedzmy 48 poświęcasz na pracę. A na sen nie więcej niż 56h) Da radę, a przecież z tej działalności twórczej też coś jest. Bo nikt nie mówi, że mają tworzyć za darmo...

        > Ktrytyowac bardzo latwo, zrob cos jeden z drugim by bylo lepiej
        No cóż. To im jest źle, nie mi. Zamiast narzekać na zło tego świata niech wezmą się do pracy.
        • mapokl Re: temat sliski 13.04.12, 18:29
          mapokl napisał:

          > (...)Nawet jeżeli się nie z
          > godzi kupić, to można wynegocjować by sprzedawał na zasad kantoru. (...)

          chodziło mi o "...na zasadach komisu"
        • 9ir5 Re: temat sliski 13.04.12, 21:57
          > [b]Nikt im nie zazdrości bo nie ma czego. Oni nie mają milionów, nie są tak lub
          > iani przez większość, nie są w stanie zdobyć nowych fanów, a mają pretensje do
          > całego świata, że grając to co ONI chcą, niewielu chce ich słuchać i nie zarabi
          > ają tych milionów

          Mysle ze patrzysz na nie ten swiat, na artystyczna smetanke, an celebrytow, opere mydlana ktora sie rozgrya w mediach. Blad, mowimy o pracujacych ludziach i zarabiajacych na muzyce, nie celebrytow czy gwiazd showbiznesu, ale ludzi pracujacych. Takie marzenia maja gwiazdy, takje przedtawiaja media, takich marzen nie maja artysci i muzycy, ktorzy maja inne cele niz bycie kochanym przez swiat.

          > klepu. Pensja minimalna wynosi 18000zł.

          Nie, byla 1300 z groszami brutto teraz chyba 1500 brutto.

          > To znaczy, że na jednej sprzedaży Twórc
          > a musi zarobić 90gr. I chcesz mi wmówić, ze niby całe reszta to koszty tłoczeni
          > a?

          Koszt wytworzenia plyty to prawdopodobnie koszt kilku zlotych. Dlatego mnie nerw ponosci, sprawa jest prosta jak grasz jazz z marszu, nagrasz plyte w jeden, dwa dni, zaplacisz kilkaset zlotych do 2 tysiecy + za inzynierow i studio masteringowe. Wyobraz sobie siedzenie w studio i robienie plyty naprawde, kilka tygodni, kolega mowil ze placil 700 zl za dzien, tylko 8 godzin pracy realizowania dzwieku, w ekspersowym tempie zrobisz plyte, ale potem recenzje bedziesz mial slabe, wlasnie o rzepoleniu itp o amatorstwie itd Musisz miec tez odrestaurowane insrumentarium i sprzet wlasny najlepiej, jak nie masz muzyka w skladzie to musisz wynajac i liczyc ze sie przygotowal do sesji. Natomiast z tego co sie orietuje wydawcy oplacaja wytworzenie nosnika, chyba ze robisz to na wlasna reke, ale pamietaj ze prowadzenie dzialalnosci znow kosztuje, i ktos moze sprzedawac tak muze, ale to szara strefa, to przestepstwo.

          Jesli kupujesz oprogramowanie to sa tysiace zlotych, dobre dzwieki nastepne setki dolarow i euro, ale ktore nie sa slabe ale dobre, tak jak narzedzia do obrobki audio, a ina koniec nie moesz liczyc na sprzedaz.

          Nie myl produkcji nosnika z realizacja muzyki, jesli beda sprzedawac muze w formie plikow tylko nadal ja musisz zrealizowac, odpada koszt nagrania nosnika, trzeba kupic tylko program do robienia mp3 np, rozumiem ze wyjasnilem, choc musialbym zasiegnac jezyka bo nie wiem dokladnie jakie stawki obowiazyja srednie, oczywiscie w zaleznosci od kasy ewentoalnego muzyka do wynajecia, klasy studia i osob w nim pracujacych, jak potrzebujesz producenta to i producenta ktory uporzadkuje tworczosc w zwarta forme przekzu. Rozumiesz? Zasiegalem jezykaa u wykonawcy nie u wlasciciela studia i twierdzi ze koszt bardzo wplywa na jakosc nagranej muzyki, trzeba sie sprezac by za ta kase ktora sie ma jak najwiecej zrobic, by starczylo na reszte prac inzynierskich.
          A co do tam jeszcze ile z plyty autor ma autor kasy, to ustawa zdaje sie mowi o 5% ceny sprzedazy plyty chyba netto jesli autor ma 100% udzial w plycie, jesli sa inni to te 5% sie dzieli, to mozna pliczyc, zreszta nie do konca sie orietuje, bo podobno mozna nic nie dosac jesli wydawca przejmnie to, to kwestia umow, bo mozna miec iecej niz te 5%.

          > Sranie w banie. Wystarczy poczytać, że jeżeli ty chcesz zapłacić za wykorzys
          > tanie muzyki konkretnego wykonawcy, to zaiks i tak nie zaznacza i nie jest wsta
          > nie nawet zagwarantować, że przynajmniej ułamek twojej opłaty trafi do wykonawc
          > y którego utwór wykorzystujesz.


          Ma ustawowy obowiazek, ale czyatlem ze zaiks moze ta kwote przekazac wydawcy, jezleli w umowie jest zrzeczenie sie praw do artystycznych wykonan utorow, czy tez innych praw. Podobno byly przypadki ze artysci popularni w mediach, majacy ok 100tys nakladu sprzedawanego i ciag\le koncertujac, dostawali jakby ryczaltowa pensje a reszte braly firmy.
          Co do absurdow zaiksowskich nie bede dyskutowac bo to prawda i tez uwazam ze to szkodnictwo ale dla autorow to kwestia ziemniakow w garnku, niestety, tu chodzi o spore wartosci materialne, nikt nie chce wypuscic nieczego z rak, ale widze wyraznie, artysta autor niemajacy smykalki do biznesu nie ma racji bytu, z naczy nie poradzi sobie.

          Nie wiem, znajomy artysta malaz i pisarz poswiece caly dzien na projekty, to jest po prostu artysta, nie tatus ktory przyjdzie po pracy do domu i coreczce zaspiewa do snu na gitarce, to jest etat kumasz? Ludzie dlugo dochodza do tego by byc dobrym i malo kto narzeka, raczej maja ambicje i nie rezygnuja, nie wiem skad ten ton, chyba widzimy rozne swiaty. Nie wiem komu jest zle, jest sytuacja, ktora jest okraszona dyskusja, wazna nie dla nich ale dla wszystkich ludzi (bo wbrew Twojej opinii to nie tylko kwestia dostepnosci i formy kupna towaru a przede wszystkim sprawa jakosci zycia). Ostsatnio sie dowiedzialem ze laureaci kultury, mlodzi laureaci w konkursie tvp kultura, muzyka klasyczna i instrumenty klasycze itp powinni sie umiec sprzedac, to im sie wpaja, dla mnie to upadek na dno...

          Wiec myslcie ludzie o czym piszecie i do czego zmierzacie, jak was nie obchodzi dziedzina rozrywki/kultury to choc nie odbierajcie ludziom godnosci takjak dla was sami sobie celebryci odbieraja. Nie mylcie celebrytow a tworcami, artystami, muzykami!!!!
          • mapokl Re: temat sliski 13.04.12, 22:34
            Doklej sobie z powrotem "alt-a" do klawiatury i włącz sprawdzanie pisowni w przeglądarce. To nie boli...
            > > klepu. Pensja minimalna wynosi 18000zł.
            >
            > Nie, byla 1300 z groszami brutto teraz chyba 1500 brutto.

            Czyli 1500x12 = 18000 zł rocznie. Skoro mówisz o sprzedaży rocznej płyt to porównuje to z pensją w skali roku nie miesiąca.


            > Koszt wytworzenia plyty to prawdopodobnie koszt kilku zlotych. Dlatego mnie ner
            > w ponosci, sprawa jest prosta jak grasz jazz z marszu, nagrasz plyte w jeden, d
            > wa dni, zaplacisz kilkaset zlotych do 2 tysiecy + za inzynierow i studio master
            > ingowe. Wyobraz sobie siedzenie w studio i robienie plyty naprawde, kilka tygod
            > ni, kolega mowil ze placil 700 zl za dzien, tylko 8 godzin pracy realizowania d
            > zwieku, w ekspersowym tempie zrobisz plyte, ale potem recenzje bedziesz mial sl
            > abe, wlasnie o rzepoleniu itp o amatorstwie itd

            Sam mówiłeś, że kiedyś przed internetem to zespół po koncercie płyty sprzedawał ludzie je kupowali i dobrze oceniali, a o studiach masteringowych i inżyniera dźwięku nikt nie słyszał. Dało radę?

            Jeżeli dobrze grasz to nie musisz tego komputerowo poprawiać. Jasne studio musisz wynająć bo w garażu wyjdzie słabo, ale to o inżynierach to trochę na wyrost. Zresztą niech ci będzie. Nakład 20000płyt - Koszt tłoczenia 0,5 zł( 1 zł to jest przy 1000 sztukach). Koszty nagrania(studio+inżynierzy) niech będzie 10tys zł, wychodzi 0,5 zł na płytę. Do tego koszt pensji artysty artysty(dajmy, że minimalną czyli 18000zł rocznie) wychodzi 0,9zł na płytę razy 4 = 3,6zł.
            Łączny koszt wytworzenia nagrania przez czteroosobowy zespół płyty w nakładzie 20tys płyt wynosi 4,6 zł za płytę. Sprzedając płytę po 10 zł mamy: koszt wytworzenia: 4,6 zł VAT: 2,3zł Zostaje jeszcze 3,1 zł. Dajmy 1,6zł dla sklepu i 1,5zł dla zespołu.
            Czyli jeszcze 30000zł rocznie ponad tą pensję minimalną. Do podziału na 4 osoby daje 625 zł.
            Łączny więc dochód wynosi 2165zł pod warunkiem, że wydajemy jedną płytę na rok po cenie 10zł za płytę. Więcej zarobimy gdy w części pominiemy marże sklepu sprzedając część płyt przez internet i w czasie koncertów. Duet zarobi oczywiście 4330zł miesięcznie


            >
            > Jesli kupujesz oprogramowanie to sa tysiace zlotych, dobre dzwieki nastepne set
            > ki dolarow i euro, ale ktore nie sa slabe ale dobre, tak jak narzedzia do obrob
            > ki audio, a ina koniec nie moesz liczyc na sprzedaz.

            Najpierw to trzeba nauczyć się dobrze grać i śpiewać. Beatlesi sprzedawali płyty w latach gdy o dzisiejszej obróbce komputerowej nikt nie myślał.

            >
            > odpada koszt nagrania nosnika, tr
            > zeba kupic tylko program do robienia mp3

            Albo użyć jakiegoś programu open-source?

            > A co do tam jeszcze ile z plyty autor ma autor kasy, to ustawa zdaje sie mowi o
            > 5% ceny sprzedazy plyty chyba netto jesli autor ma 100% udzial w plycie, jesli
            > sa inni to te 5% sie dzieli, to mozna pliczyc, zreszta nie do konca sie orietu
            > je, bo podobno mozna nic nie dosac jesli wydawca przejmnie to, to kwestia umow,
            > bo mozna miec iecej niz te 5%.

            Można mieć 100% sprzedaży netto maksymalnie. Nie wiem o jakieś ustawie mówisz? Żadna ustawa nie nakazuje twórcom korzystać z pośrednictwa innych wydawców przy sprzedaży własnej płyty...

            • bartek.staszkiewicz Re: temat sliski 14.04.12, 03:04
              Może kilka konkretów, bez rojenia - sklep nie zarabia 1,6 zł od każdej sprzedanej płyty. Powiedzmy, że płyta kosztuje w empiku 35 zł - 10 zł z tego to koszt dystrybucji, 10 zł (!) to marża empiku. 15 zł idzie do wytwórni. Przeciętny kontrakt dziś daje wykonawcy 10% zysku od sprzedanej płyty, czyli 1,50 zł. Jeśli w zespole jest 6 osób, jak w moim, zarabiamy po 25 gr od sprzedanej płyty.

              Ktoś, kto nie otarł się o negocjacje z Empikiem, może majaczyć o wystawianiu płyty w komis w najbliższym sklepie. Ale sklepy z płytami umarły, jest MediaMarkt i Empik, gdzie nie dogadasz się ze sprzedawcą, bo on g***o ma do powiedzenia. negocjujesz z siecią, a w Empiku płacisz dodatkowo za wystawienie na półce "nowości", recenzję w "Tomie Kultury", banerek, cokolwiek. Dajesz płytę na określony czas, np miesiąc. Dajesz kilkutygodniową wyłączność na sprzedaż. Jeśli cały nakład nie zejdzie, każdy jeden Empik w Polsce odsyła Ci każdą niesprzedaną płytę kurierem na Twój koszt. Za sprzedane klientom płyty rozlicza się z wydawcą pod groźbą procesu, z wielomiesięcznym opóźnieniem. I jeszcze zagapi się z wystawieniem płyt na półki w dniu premiery...

              Pewnie, najlepiej byłoby ominąć ten cyrk. Ale ile znacie osób, które kupiły polską płytę w sieci? Bo ja ani jednej.
    • pisdode koniec łatwego zarobku 13.04.12, 11:10
      To bedzie koniec łatwego zarobku. Trzeba bedzie sie naharować na chlebuś z masełkiem na koncertach na zywo dla publiczności, która zechce przyjść.
    • bumcykcykhopsiup Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 11:12
      moze dotarloby do tych glow okolomuzycznych, ze ich brzdakanie jest "srednie" i cholernie odtworcze. naprawde na placach jednej reki mozna policzyc zespoly na ktore warto wydac mamone: kapela ze wsi warszawa, fisz, skalpel, stanko, moze jeszcze mozdzer.
      rock w polsce lezy i kwiczy. na ten przyklad lotwa czy moldawia potrafila wyprodukowac ogolnoswiatowy przeboj, a polskie rokowe lub popowe zespoly? zna je ktokolwiek poza polakami?
      N I E !
    • 9ir5 no i dalej to samo 13.04.12, 11:29
      W czesie gdy pisalem komentarz kolejne madre wpisy. Komu zazdrosciszpiszac o latwym zarobku? Tworcom, artystom, muzykom ktorzy charowali cale zycie by uzbierac na wymarzony maly domek?! Czy patrzysz na wytwory medialne? Bo jesli tak postrzegasz rzeczywistosc w branzy to na jakim swiecie Ty zyjesz?!
      Poza tym mozna grac srednio, do wartwosci muzyki licza sie rozne skladowe. Idea, przeslanie, kunsz kompozytorski, instrumentarium, kunszt wykonania. Srednie brzdakanie, nawet slabe nie umniejsza wartosci muzyki jesli inne stoja na wysokim poziomie, zreszta brak popisow wirtuozerskich nie jest powodem braku takich mzlowosci, lecz po prosu muzyka ktora sie gra.
      Jesli mowimy o alternatywie, nie mylmy tego z awangarda, no to jakis absurd.
      Nie tylko rock lezy, w polsce zmarl jazz, muzyka wiecznie zywa sie wydawalo.
      • greges58 Re: no i dalej to samo 13.04.12, 11:50
        Zespoły uważające się za " Rockowe " zostały zamordowane przez Juwenalia !
        I całą otoczkę towarzyszącą klubom studenckim i ich tzw. kulturze ;)
        Horrrorr ...
      • swillo Re: no i dalej to samo 13.04.12, 13:13
        No, jazz nie była nigdy muzyką wiecznie żywą, skoro powstała 120 lat temu.. A co do śmierci rocka, czy jazzu - chyba te wiadomości są nieco przesadzone.
        • 9ir5 Re: no i dalej to samo 13.04.12, 13:34
          Też tak myślę, bo jazz nadalbedzie życ, ale trzeba pamietać o tym, że oni musza mieć doplyw pieniedzy, to nie jest tak pieknie, ze mozna sobie pozwolic po pracy na gre wieczorem na wysokim poziomie czy wydawac plyty dokladajac do tego, bo skad brac pieniadze na codzienne zycie. Ale on zaczyna zyc w strefie niemalze amatorskiej grany przez profesjonalistow, możdzer czy ktos tamjeszcze to za malo, zreszta mozdzer jest po studiach, jazz zyje w sprzecznosci do zasad muzyki klasycznej w duzej mierze i jest improwizacja, przynajmniej w teorii, a na studiach muzycznych ludzi sie chyba formuje w sposob ktory uniemozliwia zagrania jazzu, tego trzeba wtedy sie na nowo uczyc, "szkolne" zagrywki to nie jazz, jazzowe interpreacje przebojow czy swiatecznych koled to nie jazz.
          Rock wroci, kiedy dla ludzi muzyka znow stanie sie wazna, lub znajda inny gatunek w ktorym znajda ujscie frustracjom.
          Bo jesli wybucha kryzys gospodarczy a plyte o tym robi... Bruce Springsteen to jest niewiarygodne.
    • m.godwin Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 11:41
      Bo już кurwa za dużo tej kultury w morde kopane.
    • 9ir5 Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 16:03
      Jedno jest pewne, nawet wsrod spolecznosci zainteresowanej tematem i hejterskich czy jakis tam chwytow trudno wydobyc jakies konstruktywne glosy, to wszystko opiera sie na negacji, pomniejszaniu wartosci, szukaniu zlotych srodkow, czy utozsamianiu sie z jakims pogladem jak w polityce, bez wiekszych refleksji, albo picowaniu.

      Ale to prawda, redaktor Sankowski nie od dzis sie poci w roznych tematach, rzadko ktos jest w stanie w jaki kolwiek sposob odpowiedziec, a dostep dzieki internetowi do dyskusji jest przeciez wolny, otarty...

      Czemu artysta magodziwie zaraiac? Co to znaczy godziwie? 1,5 tys zl? To juz jest bardzo godziwie, a male szanse. A dlaczego bronic komus zaribiac? Skoro pracuje na to...

      A wracajac do moich problemow z wypowiedzia, w moim belkocie i ciaglych pomylkach, wpadkach jak z Mickiewiczem sa przynajmniej jakies watki, z ktorymi mozna dyskutowac, a przeciez o to chodzi by dyskutowac i wiedziec co sie dzieje i jak to dziala, po co? By być swiadomym, a nie manipulowanym i powarzac po innych, ale cos w nosic.
    • lilu7 Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 16:34
      duży wpływ na zastój ma z pewnością kondycja finansowa samorządów w Polsce. Zostały one zobowiązane przez rząd do ograniczania deficytu w budżetach i niezaciągania kolejnych kredytów, dlatego w pierwszym rzędzie samorządy zaczęły oszczędzać na imprezach plenerowych, które do tej pory organizowały.
    • jamesbond28 Muzyka końca lata 13.04.12, 16:39
      Muzyka końca lata to nie muzyka, to porażka jakaś
    • jamesbond28 P.s. 13.04.12, 16:46
      Na koncert dobrej muzyki dobrego zespołu/dobrego wokalisty jestem w stanie dojechać 300km i zapłacić 150/200zł za bilet. Pan Maciej Maleńczuk (np.) do takowych się nie zalicza.
      P.s. 2 trzeba się ratować występami w kiepskim serialu
      • marek1846 Re: P.s. 13.04.12, 17:11
        Wbrew pozorom Maleńczuk jest bardzo dobrym przykładem współczesnej sceny muzycznej. Zagra tango, to znaczy skomponuje to co skomponowano przed nim już 10 tys.razy, skomponuje wszystko co zechce ale tylko co już przed nim skomponowano i już sprawdziło się wszędzie. Oczywiście nie jest wyjątkiem. Konia z rzędem temu który powie co jest nasze, polskie. Wystarczą dwa, trzy dżwięki i wiadomo, że to jest hiszpańskie, francuskie, niemieckie, węgierskie. Żeby było wiadome, że to jest polskie, trzeba napisać dużymi literami.
    • aekielski Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 21:08
      Co kto woli, mówił pies liżąc swoje jajka. Zawsze ktoś jest winny. Nie da się już winy zgonić na komunę, więc następnym chłopcem do bicia okazali się internauci. Jak ktoś pływać nie umie, to zawsze może powiedzieć, że woda za rzadka. Kiepskiej baletnicy, ten cholerny rąbek spódnicy...
      • 9ir5 Re: Już nie lubimy na żywo 13.04.12, 22:15
        A ja mysle ze nikt nie jest winny, zadna grupa itp. Jest po prostu duzo zlej woli, niezrozumienia i checi patrzenia jak ldziom si enie udaje czy sie mecza. Nikt rozsadny mysle internautow nie bedzie oskarzal, bo to nie jest jakas oderwana grupa spoleczna, to po prostu osoby majace dostep do internetu i z niego kozysajace.

        Tu pada jako reakcja na tekst redaktora jak zawsze w internecie sporo slow nic nieznaczacych merytorycznie ale mocno bijacych w ludzi, ktorzych praca towarzyszy nam na kazdym kroku zycia mysle, patrze na to inaczej gdy zaczalem sie interesowac ba=rdziej tym srodowiskiem, ale kiedys mialem nawet podobne zdanie gdy nie stac mnie bylo na kupno muzyki a w mediach tandeta.

        Jednak moim zdaniem albo sa winni wszyscy albo nikt, nie internauci, pamietaj ze to byly z tym ACTA biznesowe przepychanki, nic osobistego pewnie, cynizm swiata sie objawil po raz kolejny, wiec nie sadze by do tego przywiazywac jakas wage. Problem jest inny, skutki tego,za to nie braznza placi,nie showbiznes, nie zaiks czy inni czy internauci, ale ludzie pracujacy artystycznie, to zaobserwowalem...
    • 9ir5 Ostatnie wypracowanie 13.04.12, 23:38
      Poniewaz musze wracac do swoich zajec, a ten tekst wybil mnie z rytmu i zaleglosci sie narobily chcialem odpisac na kilka uwag pod moim adresem.

      Jako sluchacz muzyki, sluchajacy muzyki od dziecka w kazdej wolnej chwili jestem bardzo zainteresowany tym, by miec jak najwiekszy dostep do najlepszych produkcji, w moim guscie, , ale zdaje sobie dzis sprawe z tego, ze na skruty sie w tej branzy nie osiagnie sukcesu, przez sukces rozumiem dobrze wykonana prace tworcza i wykonawcza i wiem ze tak po pracy, malymi nakladami finansowymi to sie nie da (nie ze wzgledu na jakas mniejsza wartosc takiej tworczosci, lecz wymogi rynkowe), to sie nazywa robota bokami, ludzie mowia ze tak mozna dorabiac na zlecenie, bez wkladu osobistego, ale z pewnoscia nie prowadzic wlasnej szerokorozumianej kariery, chyba ze o taka zadba wytwornia, na to potrzeba caly dzien i weekend tez.


      Na opinie sugerujace ze pisze bzdury, a dokladniej ze daje opinie a nie fakty moge ylko odpowiedziec, ze pisalem o rzeczach o ktorych wyczytalem, majac za soba przetytanych kilka propozycji kontraktow jakie ludzie dostawali od wydawcow muzyki i ksiazek, tym co mowili muzyk czy ofert z studi nagraniowych i innego typu, z pamieci co jet zawarte w ustawie o prawach autorskich czy dzialaniu zaiksu choc moja pamiec jest tu juz bardzo zawodna, o tym co wiem o realizacji muzyki i o kosztach jakie wiem ze trzeba poniesc ale to kwestia indywidualna jakich beda wysokosci i czego sie oczekuje jako efekt, o tym co wiem o celach artystow itd

      Natomiast moje opinie, ktore przedstawiaja moj swiatopoglad, na temat roli rozrywki i kultury w zyciu czlowieka indywidualnie i ogolnie biora sie z przekonania o pozytywnych skutkach kozystania z rozrywki i dobr kultury, jako rozwoju czlowieka, spredzania czasu itd Moje opinie na temat jak powinno byc w przyszlosci sa subiektywne i moze malopostepowe, ale bronie np plyty muzycznej jako wartosci pdobnej do ksiazki, przeciwstawiajac 3 minutowy np mp3 nagrany bez albumu przyrownujac go do np wpisu na blogu.

      Osoby, ktore tu sie troche nasmiewaja z moich problemow z wyrazaniem mysli, odpowiadajac mi w sposob jak najbardziej prawidlowy i z klasa powinny to wiedziec, jak to jest wazne w naszym zyciu (skoro nawet ja to wiem, a jak juz wiadomo ineligentna arystokracja nie jestem) i skoro sa tak wyksztalcone to w ich zyciu pewnie tez kultura odgrywala wazna role i wiedza ze ma ona wartosc, czy jest wysoka, czy sluzy do uczestnictwa w koncercie dla rozluznienia po tygodniu pracy.

      Ja wlasnie staralem sie uruchomic wiedze jaka mam, a interesowanalem sie tym, i muzyka jest mi bliska, zalezy mi zeby bylo jak najwiecej muzyki ktora mi sie podoba i przedwstawic swoje XIX-wieczne poglady, oraz niechec do zmian na sile.

      Nie widze tez nic kontrowersyjnego np w przypuszczeniach ze skoro sprzedaz muzyki za darmo, teraz mniej grania na zywo, to i moze odstawiamy instrumenty i instrumentalistow ba bocznice. Tworczosc to czlowiek, on jest najwazniejszy, nikt go nie zastapi w tym.

      Mysle ze rozumienie tego nie wymaga niczego ponad posiadanie prostego chlopskiego rozumu.
    • anna-76 Już nie lubimy na żywo 14.04.12, 08:38
      a wszystko zaczeło się od łatwych pieniażków...
      oto bowiem artyści (mówimy wyłącznie o muzykach?) chętnie grywali na różnych imprezach sponsorowanych przez np. browary i ich gaże szły w setki tysięcy, potem każdy debilny burmistrz zapyziałego miasteczka musiał sobie ściągnąć na dni gminy lub miasta jakas gwiazdę i z nia zrobic sobie zdjęcie, a wszystko za pieniądze podatników. Gazę na takie imprezy tez szły w dzisiątki tysięcy złotych, czesto "działkę" od tej gaży dostawał np. dyrektor domu kultury, to (samo było z kabaretami) i biznes się kręcił. Teraz brak pieniażków z budżetów więc "artyści" przypomnieli sobie,że są biletowane imprezy. Tylko,że teraz to widzowie maja ich w d..ie. Oto kabaretony maja na okragło w kilku stacjach telewizyjnych. Muzyke za free w Internecie, a firmy zaczeły bardziej stwaiac na imprezy autentycznie integrujące pracowników. Po prostu staje sie noramlnie. Trzeba wrócić do korzeni. W Polsce mamy wielu ciekawych artystów,których taka sytuacja dobijała latami,teraz może cos się zmieni i bedzie normalna praca,normalna płaca, a nie przepasc finansowa w której tzw."gwiazd" bierze z budżetu imprezy 50tys.,naglosnienioweic i scena 30 tys. działkę w wysokości 2-3 tys. dostaje decydent na miejscu, a na resztę nie starcza kasy. Do tego dorzucają piwo,żeby motłoch się uchlał to będzie zadowolony. To jest cała prawda o naszym show biznesie. No chyba,że artyste polubia takie stacje jak TVN czy Polsat wtedy masz raj, bo im wisi czy ktos oglada te tandetę kabaretowa czy nie...ogólnie polska kultura masowa zeszła na psy i obscenę.
    • wisarionowicz Już nie lubimy na żywo 15.04.12, 11:04
      Polak to taka gadzina, ktora z anic nie zaplaci za skur syna! Chodze sluzbowo od prawie 30 lat na wiekszosc koncertow przeroznych gwiazd i gwiazdeczek, w tym kraju. Klientela koncertowa jest niezmienna w kazdej klasie od lat. Na najwieksze g... zawsze przychodza tlumy. Placa jak za zboze, choc na drugi dzien nie ma na wino lub na chleb. Tak bylo w czasach boys i girl bandow, pozniej grupy wypomandowanych glupkow z fali disco polo, cycate [sztuczne] blachary scenowe, panowie na S, czy grupa Ich T... Tlumy siusiumajtek i ich mam z tlustymi brzuchami na wierzchu, plakatami w dloni i karteczka do autografu. Intelektualna klasa srednia pojdzie na Stanke, Garbarka, biznesowa klasa srednia [jesli ja mamy] pojdzie na podpitego frontmena, bo "spiewa niezle kawalki", myslec nie trzeba, a frontman cos tam majaczy. Najwyzsza polka chodzi praktycznie tylko na koncerty do filharmonii, do teatru. Rzadko pojawiaja sie na koncertach, bo tak naprawde nie ma na kogo pojsc w tym kraju. Poza tym, wiekszosc tych, ktorzy nawet chodzili na koncerty, to w pelni zasluzeni w generowaniu ruchu sieciowego piraci. Kiedys artysta sprzedawal sporo plyt przed lub po koncercie. Dzis praktycznie nikt ich nie wystawia, bo i tak kupcow nie ma.
      Co do mlodziezy estradowej... Raz: sa w zdecydowanej wiekszosci beznadziejni! Nie maja tekstow, frontmenow, a muzycy... Spiewaja chu... wie o czym, bo nawet ci najbardziej napici ze starszego pokolenia, belkocza zrozumiale. Natomiast mlodziez belkocze niezrozumiale podczas rozmowy, a meczac kota, w ogole jest niezrozumiala.
      I jeszcze co do plyt. Wiekszosc ludzi nie ma czym odtworzyc plyt. Chcac miec dobra jakosc dzwieku, nalezy wydac sprzet przynajmniej 10 tys. Zestaw NAD'a, ARCAM'a, czy Rotel'a plus kolumny. Niestety, ludzie sluchaja muzyki na zestawach kina domowego - to i tak dobrze, lub mlode pokolenie na odtwarzaczach MP3, a to juz kleska na wyjsciu.
      Natomiast koncerty zabije nie VAT, bo to bzdura kompelta, acz chamskie POsuniecie rzadu, lecz przesycenie rynku, bo ile moze wchlonac koncertow sredniej wielkosci miasto. Liczba chodzacych na koncerty od zawsze jest podobna. Wielbiciel blachary nie pojdzie na Garbarka, za ktorego bilet trzeba bylo zaplacic w Poznaniu kilkaset zlotych. Kosciol, w ktorym odbyl sie koncert, byl wypelniony po brzegi. Gdyby jednak Garbarek przyjezdzal, chocby raz na pol roku, to za trzecim razem moglby nawet odwolac koncert, jak teraz zdarza sie Rodowicz, gwiezdzie, ktora do tej pory sprzedawala wszystko. Nadmiar podobno szkodzi nawet swinia!
      Pokolenie internetu praktycznie w ogole nie chodzi na koncerty. Przynajmniej ja ich nie widuje. Oni i tak wszystko sciagna z sieci. Dawanie czegokolwiek za darmo zawsze ma krotkie nogi. Dostajesz cos za darmo, to nie szanujesz tego, poniewaz nie zdobyles tego wlasnym wysilkiem, a ten juz potrafimy cenic. Mniej wiecej tak to wyglada w duzym uproszczeniu, gdyz szedlem na skroty, poniewaz problem jest zlozony na tyle, ze nikt nie znalazl, jak do tej pory, sposobu na jego rozwiazanie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka