Dodaj do ulubionych

Żal za jezuitą

16.12.05, 19:54
"szkoda, że pozostanie już na zawsze autorem tej książki"

A skąd ta pewność? Czyżby założenie, że teraz, kiedy nie jest duchownym, nic
wartosciowego nie wymyśli, nie zdziała, nie napisze? A jeśli napisze, to nie
znajdzie się dla książki wartościowy wydawca?
Owszem, Obirek stracił możliwość wypowiadania się jako duchowny, jako głos ze
środka kościoła. Niemniej- zyskał inną możliwość, inny głos.
Pożyjemy, zobaczymy.
Obserwuj wątek
    • silesius.monachijski Troche boli, ale przyjmuje decyzje Obirka 16.12.05, 20:03
      Wiem, ze nie jest w swoich ocenach do konca obiektywny (ale kto jest?); zal
      mi tylko jego odejscia; nieczetso spotyka sie ludzi, podobnych jak Staszek
      Obirek; oby tylko jego rozgoryczenie nie przemienilo sie w nienawisc do
      Kosciola, i do ludzie Kosciola; mam nadzieje, ze uda mu sie od tego uchronic;
      i mam nadzieje, ze jeszcze wiele ciekawych rzeczy bedzie mogl nam powiedzeic;
      pozdrawiam, i szczesc Boze na nowej drodze, Staszku
    • jabeta Wierzący i niewierzący 16.12.05, 20:26
      "podział wierzący - niewierzący przestał być dla mnie istotny"
      Tak, Obirek rozumiał rzecz fundamentalną dla rozumienia ludzkiej
      godności-fałszywość rangi tego podziału. Nie ma ludzi wierzących i niewierzących
      -są LUDZIE.
      Ale, jak widac, do takiego podejścia trzeba dorosnąć. I red. Nosowski i ks.
      Luter chyba do tego nie dorośli.
      • as200 Re: Wierzący i niewierzący 17.12.05, 04:38
        Tak - ludzie sa ludzmi, bo kazdy dostaje czlowieczenstwo.
        Ale to nie wszystko - pytanie co z tym czlowieczenstwem robi ?
        Jedni umieja kochac, inni nie.
        Jedni kochaja siebie, inni rowniez innych ludzi.
        A sa i tacy, ktorzy potrafia, albo chca potrafic, kocgac transcendentnego,
        osobowego Boga.
        Punkt wyjscia ten sam, ale dojscie moze byc rozne.....
        • jabeta Re: Wierzący i niewierzący 17.12.05, 12:30
          > A sa i tacy, ktorzy potrafia, albo chca potrafic, kocgac transcendentnego,
          > osobowego Boga. Punkt wyjscia ten sam, ale dojscie moze byc rozne...

          A wiadomo, które dojście lepsze?
          I czy bóg musi byc od razu osobowy? Transendencja to chyba znacznie więcej niż
          wizja osobowego boga?
      • miro17 Ch ęć dzielenia się wiarą to dobry test wiary 19.12.05, 00:35
        Zwyczajem panującym tu i ówdzie powinienem ograniczyć się do wykrzyknika
        "wymiekłem zupełnie" albo "znokautowałaś mnie" lub tp., pozostawiajac egzegetom
        analizę takiej wypowiedzi, ale za bardzo lubię Autorkę postu, więc spróbuję, jak
        zwykle trochę nudząc, powiedzieć po prostu, co mi się nie podoba.
        Wydaje mi się, że rozstawianie innnych po kątach za to, że nie dorośli do tego,
        co ja "już wiem" jest przywilejem nastolatków.

        Dla nas, niewierzących, rzeczywiście jest zupełnie nieważne, czy ktoś wierzy,
        czy nie - tym bardziej, że zarówno wierzyć jak i nie wierzyć można bardziej lub
        mniej mądrze. Inaczej dla mocno i głęboko wierzących chrześcijan (bo o nich
        mowa), którzy na podstawie własnych duchowych doświadczeń sądzą, że wiara w
        Jezusa Chrystusa i Jego Ojca jest wielką, dla nich może najwiekszą wartością i
        byłoby zupełnie nieludzkie nie chcieć podzielić się nią z innymi, rzecz jasna
        bez żadnego nacisku ani manipulacji. Jest to według mnie bardzo dobry test wiary.

        Dla mnie wiara chrześcijan jest raczej niezrozumiała, ale byłbym jeszcze
        głupszy, niż jestem obecnie, gdybym uważał się w tej mierze za nieomylnego;
        bywaja przecież ludzie o niebo madrzejsi, którzy wierzą. Na przykład autor
        książki "Język i metoda": wiele wskazuje na to, że głęboka znajomość trudnych
        zagadnień logiki nie przeszkadza mu identyfikować się nie tylko z chrześcijańską
        wiarą, ale i z misją Kościoła katolickiego.

        Zbierając to wszystko do kupy: nie chodzi o to, żeby dzielić ludzi na wierzących
        i niewierzących, ale uznać za zrozumiałe, że ludzie wierzący chcą, jak ksiądz
        Luter, bez żadnego nachalstwa dzielić się z innymi swoją wiarą. Kto tego nie
        chce, wykazuje w tym miejscu egoizm albo po prostu nie wierzy, tak jak ja nie
        wierzę. To ostatnie nikogo oczywiście nie umniejsza, ale też nie predystynuje
        szczególnie do pełnienia funkcji duchownego. Nosowski może więc żałować tego,
        że S.Obirek nie jest wierzącym chrześcijaninem, a nie tego, że rozsądnie uczynił
        odchodząc z zakonu.

        P.S. Piekny był ten hymn o perle. Pozdrawiam. M.
        • grek77 Re: (miro17) Ale przeciez prawda zniewala, tylko 19.12.05, 03:10
          "myslenie inaczej" swobodne i niczym nie skrepowane dowolne pozwala byc wolnym
          szczerym otwartym.
          Inteligencja inaczej, kompetencja i wiedza inaczej, katolik inaczej, czlowiek
          inaczej - to jest to. A prawda i milosc to fundamenty niewoli. To chyba jasne i
          proste i o czym tu dyskutowac. Wystarczy nauczyc sie na pamiec ksiazeczki ks.
          Obirka, ktora raczej powinna miec tytul "Z obierkow myslenia inaczej".

          -----------
          miro17 napisał:

          > Zwyczajem panującym tu i ówdzie powinienem ograniczyć się do wykrzyknika
          > "wymiekłem zupełnie" albo "znokautowałaś mnie" lub tp., pozostawiajac
          egzegetom
          > analizę takiej wypowiedzi, ale za bardzo lubię Autorkę postu, więc spróbuję,
          ja
          > k
          > zwykle trochę nudząc, powiedzieć po prostu, co mi się nie podoba.
          > Wydaje mi się, że rozstawianie innnych po kątach za to, że nie dorośli do
          tego,
          > co ja "już wiem" jest przywilejem nastolatków.
          >
          > Dla nas, niewierzących, rzeczywiście jest zupełnie nieważne, czy ktoś wierzy,
          > czy nie - tym bardziej, że zarówno wierzyć jak i nie wierzyć można bardziej
          lub
          > mniej mądrze. Inaczej dla mocno i głęboko wierzących chrześcijan (bo o nich
          > mowa), którzy na podstawie własnych duchowych doświadczeń sądzą, że wiara w
          > Jezusa Chrystusa i Jego Ojca jest wielką, dla nich może najwiekszą wartością i
          > byłoby zupełnie nieludzkie nie chcieć podzielić się nią z innymi, rzecz jasna
          > bez żadnego nacisku ani manipulacji. Jest to według mnie bardzo dobry test
          wiar
          > y.
          >
          > Dla mnie wiara chrześcijan jest raczej niezrozumiała, ale byłbym jeszcze
          > głupszy, niż jestem obecnie, gdybym uważał się w tej mierze za nieomylnego;
          > bywaja przecież ludzie o niebo madrzejsi, którzy wierzą. Na przykład autor
          > książki "Język i metoda": wiele wskazuje na to, że głęboka znajomość trudnych
          > zagadnień logiki nie przeszkadza mu identyfikować się nie tylko z
          chrześcijańsk
          > ą
          > wiarą, ale i z misją Kościoła katolickiego.
          >
          > Zbierając to wszystko do kupy: nie chodzi o to, żeby dzielić ludzi na
          wierzącyc
          > h
          > i niewierzących, ale uznać za zrozumiałe, że ludzie wierzący chcą, jak ksiądz
          > Luter, bez żadnego nachalstwa dzielić się z innymi swoją wiarą. Kto tego nie
          > chce, wykazuje w tym miejscu egoizm albo po prostu nie wierzy, tak jak ja nie
          > wierzę. To ostatnie nikogo oczywiście nie umniejsza, ale też nie predystynuje
          > szczególnie do pełnienia funkcji duchownego. Nosowski może więc żałować tego,
          > że S.Obirek nie jest wierzącym chrześcijaninem, a nie tego, że rozsądnie
          uczyni
          > ł
          > odchodząc z zakonu.
          >
          > P.S. Piekny był ten hymn o perle. Pozdrawiam. M.
        • jabeta Re: Ch ęć dzielenia się wiarą to dobry test wiary 19.12.05, 09:38
          Cześć Miro, miło Cię widzieć (czytać). Fajna ironia (lubię).
          Ad rem:
          1.Kto tu kogo ustawia po kątach? Bo mnie się zdaje, że jak narazie to tylko
          Nosowski Obirka. Reszta dyskutuje.
          2.Nie wszyscy ateiści to niewierzący.
          3.Nie uważam prozelityzmu za "bardzo dobry test wiary", można bowiem
          przedstawiać swoje racje nie oczekując, że inni koniecznie pójdą za mną,a tym
          jest prozelityzm. I tym bardziej nie oceniać innych wedle miary prozelitycznej:
          kto nie z nami ( czyli w tym wypadku z kościołem)-ten błądzi. A tak uczynił
          Nosowski.
          4. Nie wiem, dlaczego Nosowski miałby żałować tego, że Obirek nie jest wierzącym
          chrześcijaninem? Oczywiście wiem, że tak jest, że żałuje, i to jest właśnie
          kwestią. Dlaczego? Może powinien się cieszyć, że Obirek coś istotnego zrozumiał
          i zachował sie adekwatnie do tego zrozumienia. Innymi słowy- że wyruszył na
          szerokie wody. Czego wszystkim życzę.
          5. Cieszę się, że podobał ci się Hymn o Perle.
          Z hermesowym pozdrowieniem -beta.
          • miro17 Re na Re 22.12.05, 21:26
            W duchu przyjaźni, ale z pijackim uporem trochę się jeszcze posprzeczam.

            1. Upieram się, że oskarżenia innych uczestników debaty , że "nie dorośli" do
            czegoś tam nie jest kulturalnym sposobem debatowania (oceniasz w ten sposób
            osoby, a nie tylko poglądy; a jak by to zabrzmiało w bezpośredniej rozmowie przy
            stole?). Trąci też trochę megalomanią. Ale przecież nie będę Ci tego wytykał do
            końca życia, sam jestem tak samo grzeszny.
            Przypomnę tylko jedyny występujący w artykule Z.N. cytat z wypowiedzi księdza A.
            Lutra:
            "Owszem, jestem zaciekawiony niewierzącymi, nie usiłuję ich na siłę
            "duszpasteryzować" ani nawracać, nie zastawiam na nich pułapek duszpasterskich,
            ale jest we mnie jednak ciągłe pragnienie, żeby oni wrócili do Kościoła (bo
            najczęściej są to ludzie ochrzczeni i wychowani w Kościele, którzy od niego w
            pewnym momencie odeszli). Cieszyłbym się, gdyby odnaleźli swoje miejsce w Kościele."
            oraz jedyne zdanie Nosowskiego o Lutrze:
            "Luter nie tylko cieszyłby się z powrotu niewierzacych do Kościoła, ale gotów
            byłby ten proces wspierać, rzecz jasna, nigdy wbrew woli zainteresowanego".
            I w czym właściwie zawinił ten Luter? Nie odwołuję się do opinii innych
            czytelników, tylko do Twojej własnej, bo wierzę w Twój sprawiedliwy osąd i
            wrażliwość, o ile spokojnie to przeczytasz.
            O ważności podziału "wierzący-niewierzący" wspominał t y l k o sam Nosowski.
            Dla wierzącego ten podział teoretycznie powinien być ważny, skoro wiara jest dla
            niego najważniejsza , ale gdybym nawet był wierzący, miałbym wątpliwości co do
            praktycznej ważnosci takiego podziału, o tym potem. Trzeba jednak dodać, że
            Nosowski nigdzie nie sugerował, że niewierzący to znaczy gorszy, nawet sobie
            tego nie wyobrażam.

            2. Upieram się, że "chęć dzielenia się wiarą z innymi" jest dobrym testem dla
            wiary. Muszę powtórzyć to samo, co w poprzednim poście, tylko trochę innymi
            słowami. Jeśli ktoś, znajdując się razem z innymi w trudnej sytuacji (a taką
            mamy od zarania dziejów) usłyszy jakąś dobrą nowinę i nie chce podzielić się nią
            z innymi, to istnieją dwie możliwości:

            a) jest świnią - ten zarzut wobec St. Obirka odrzucam,

            b) nie wierzy w prawdziwość tej nowiny albo w to, że jest ona dobra - i to jest
            chyba to.
            Tylko po co wtedy ta sutanna, którą S.O. nosił jeszcze półtora roku na sobie,
            odkąd w kwietniu 2004 r. zadeklarował swój brak zainteresowania przekazywaniem
            Dobrej Nowiny?
            Proszę o cierpliwosć, na końcu będę łagodził zbyt napastliwe zarzuty.

            "Chęć dzielenia się wiarą z innymi" jest dobrym testem dla wiary, natomiast
            prozelityzm nie. Chęć to motywacja, a prozelityzm jest rodzajem d z i a ł a n
            i a, które może być umotywowane egoistycznie i podejmowane również przez ludzi
            małej lub wręcz pozornej wiary.
            W określeniu "chęć dzielenia się z innymi" zawarta jest chyba wyraźnie
            bezinteresowność i altruizm, ale jeśli nie, to można dopisać: "bezinteresowna i
            altruistyczna chęć...jes testem... etc.".

            3. Byłoby zrozumiałe, gdyby Nosowski i inni chrześcijanie żałowali, że S.O.
            stracił wiarę (i to nie od dzisiaj), skoro oni sami uważają ją za wielki i cenny
            dar. Powinni sie jednak również cieszyć, że sytuacja przestała być fałszywa i
            zamiast niezbyt wierzącego księdza mają wśród osób spoza Koscioła partnera
            wrażliwego na sacrum i duchowe życie człowieka.

            4.(varia).
            Nie odsądzam Obirka od czci dlatego, że późno zdecydował sie na rozstanie z
            Kosciołem, nasze duchowe rozterki chadzają różnymi drogami, cóż mogę wiedzieć o
            dylematach S.O.? . Dobrze, że to zrobił. Przypuszczam, że zarzuty Nosowskiego
            zamieszczone w recenzji są na ogół słuszne i nie widzę w nich szczególnej
            agresji - nie byłoby chyba dobrze, gdybyśmy autora książki traktowali jak idola,
            którego nie wolno krytykować. Tym bardziej, że on sam nie ma zahamowań wobec
            nikogo. Podejrzewam jednak Nosowskiego o to, że wymieniając w recenzji to, co
            się w książce i w postawie jej autora nie podoba, nie zauważył wielu rzeczy,
            które są dobre i cenne i w ten sposób, być może, zniekształcił obraz całości. A
            przecież decydująca dla wartosci każdego dzieła jest chyba wartosć całego
            przesłania, trafność myśli, a nie potknięcia, błędy i przypadki zagalopowania
            się. Napisałem "być może", bo książki nie czytałem, a przypuszczenie opieram
            na promocyjnym fragmencie drukowanym w "GW" i na opinni znanych mi osób. Sądząc
            z tego, Obirek wydaje mi się może nie odkrywczy, ale duchowo bardzo mi bliski
            (może również dlatego bliski? - doceń tę autoironię).
            Jeśli chodzi o szczegóły, to rozumiem pogląd Nosowskiego - chrześcijanina, że
            chrześcijaństwo to przede wszystkim międzyosobowa relacja z żywym Bogiem, który
            staje sie dla nas człowiekiem, umiera za nas... etc., a nie "system pogladów".
            Chrześcijanie tak wierzą od bardzo wielu wieków, ten model tak ma.
            Natomiast gdybym nawet był wierzącym chrześcijaninem, to kwestia ważności
            podziału "wierzący-niewierzący" nie byłaby dla mnie tak jednoznaczna, jak dla
            Nosowskiego. Musiałbym wtedy stwierdzić, że tylko jeden Bóg wie, kto tu jest
            naprawdę wierzący, kto bardziej, kto mniej. Ten, kto naprawdę jest, ma lepiej,
            bo ma skąd czerpać siłę i wiarę w sens swoich usiłowań. A niewierzącym pozostaje
            łut nadziei, że wprawdzie nie wiadomo dlaczego, ale nie jest wszystko jedno.

            Już chyba uśpiłem tymi wywodami Ciebie i jeszcze jakiegoś przypadkowego
            czytelnika. Dobranoc. Świątecznie pozdrawiam. Miro.
      • granatowoczarny Re: Wierzący i niewierzący 01.01.06, 17:18
        "Ale, jak widac, do takiego podejścia trzeba dorosnąć. I red. Nosowski i ks.
        Luter chyba do tego nie dorośli."

        O jedno "chyba" za duzo. :)
    • stagaz Pan Obirek... 16.12.05, 20:54
      ...bo tak chyba należy go nazywać, odszedł z KK z hukiem w dużej mierze
      wywołanym przez siebie. Można powiedzieć, że zadbał o promocję przed
      wkroczeniem na nową drogę życia. Nie dziwię się, że jest bohaterem "GW". Gdyby
      jeszcze związał się z mężczyzną, to ho,ho...
      • enkibilal Re: Pan Obirek... 16.12.05, 23:01
        ?
        ?!
        !!!
        ho,ho,ho, merry christmas; przyniosłem Ci rozumek, żebyś nie kompromitował się
        więcej publicznie!
    • ateista.blog.pl O szczęściu 17.12.05, 03:06
      Autor artykułu napisał:

      "Obirek ma pretensje do Benedykta XVI, że mówi, iż bycie chrześcijaninem daje
      szczęście".

      Nie wiem, czy bycie chrześcijaninem daje szczęście. Natomiast wiem na pewno, że
      chrześcijanie (jako wspólnota, bo oczywiście są wyjątki) potrafią zadbać, by
      wszyscy niechrześcijanie żyjący razem z nimi w społeczeństwie nie mieli zbyt
      łatwej drogi do szczęścia.
      Okazuje się bowiem, że wszelkie uczucia związane z religijnością, wierzeniami i
      kultem wymagają niezwykle szerokiej przestrzeni społecznej, aby mogły zostać
      wyrażone, a także należycie uszanowane – przestrzeni tak rozległej, że zawęża
      ona obszar swobody osób, które tych uczuć nie podzielają.
      Na co dzień przekonujemy się, nie tylko przy okazji marszów równości, że wciąż
      dochodzi do konfliktów przekonań religijnych z ideą pluralistycznego
      społeczeństwa - takiego społeczeństwa, które stara się zapewnić różnym grupom
      możliwości bezkonfliktowej realizacji różnych wartości.
      Dla autora artykułu chrześcijaństwo to przede wszystkim "spotkanie z żywym
      Bogiem". Jakże często odnoszę wrażenie, że spotykając się z "żywym Bogiem"
      chrześcijanie zapominają o żywych ludziach, którzy żyją obok nich, ale z bogami
      się nie spotykają. Jeśli wierzący myślą o tych osobach, to jako
      o "poszukujących i zagubionych, którym trzeba zanieść Dobrą Nowinę". Ale
      przecież ktoś "zagubiony" nie może partnerem.
      Nie sądzę, aby ten problem można było rozwiązać dopóty, dopóki religia chce
      odgrywać rolę społeczną, a nie pozostawać osobistą, prywatną drogą każdej
      wierzącej osoby. Droga ku tej prywatności wydaje się długa, ale przykład
      Stanisława Obirka jest jakimś ziarnem nadziei. Może to ziarno kiedyś wyda plon.

      ------
      Żyć prawdziwie
      • as200 Re: O szczęściu 17.12.05, 04:45
        Tak - zorganizowanym religiom mozna wiele zarzucic - historia jest pelna na to
        dowodow.
        Ale nie nalezy wylewac dziecka z kompiela nie widzac, ze ksztalt dobrej czesci
        dzisiejszego swiata zawdzieczamy wlasnie Chrzescijanstwu, ze bez Chrzescijanstwa
        nie byloby Europy, kultury europejskiej, demokracji itd. - wiecej argumentow w
        ksiazce Fareda Zakarii (Egipcjanina z Newsweeka) Future of Freedom.
        Historia dowodzi rowniez, ze pluralizm w dalekiej perspektywie, prowadzi do
        haosu i rozpadu
        • jabeta Re: O szczęściu 17.12.05, 12:35
          bez Chrzescijanstwa
          > nie byloby Europy, kultury europejskiej, demokracji itd

          Jasne, że skoro chrześcijaństwo zaistniało, to kształowało Europę. Można jednak
          różnie oceniać ów czynnik kształtujący, prawda? Bez chrześcijaństwa Europa
          byłaby inna. Może -lepsza?
      • r202 Re: O szczęściu 17.12.05, 07:33

        > Okazuje się bowiem, że wszelkie uczucia związane z religijnością, wierzeniami i
        > kultem wymagają niezwykle szerokiej przestrzeni społecznej, aby mogły zostać
        > wyrażone, a także należycie uszanowane ? przestrzeni tak rozległej, że za
        > węża ona obszar swobody osób, które tych uczuć nie podzielają.

        A jaka wspólnota nie zajmuje przestrzeni społecznej? Jaka nie zawęża obszaru swobody osób, które się
        z nią w sposób demonstracyjny nie identyfikują? Jaka w okresie setek lat trwania nie samooorganizuje
        się, nie tworzy struktur, hierarchii, wzorców zachowań? Znasz taką?
        • ateista.blog.pl Re: O szczęściu 18.12.05, 13:14
          r202 napisał:

          > A jaka wspólnota nie zajmuje przestrzeni społecznej? Jaka nie zawęża obszaru
          sw
          > obody osób, które się
          > z nią w sposób demonstracyjny nie identyfikują? Jaka w okresie setek lat
          trwani
          > a nie samooorganizuje
          > się, nie tworzy struktur, hierarchii, wzorców zachowań? Znasz taką?

          Oczywiście. Zdecydowana większość wspólnot nie ma tych negatywnych cech. Mają
          je tylko nieliczne, ale istotne wspólnoty, np. religijne, a także organizacje o
          charakterze totalitarnym, np. partie komunistyczne, faszystowskie.
          Samoorganizacja i tworzenie "struktur, hierarchii, wzorców zachowań" nie jest
          niczym złym, dopóki wspólnota nie próbuje narzucać swoich wzorców tym
          wszystkim, którzy do wspólnoty nie należą. A to narzucanie jest immanentną
          cechą zorganizowanej religii (podkreślam: zorganizowanej, bo religijność
          prywatna to zupełnie inny temat). Religijność zorganizowana ma charakter
          totalny i stara się objąć swymi wewnętrznymi wartościami i normami wszystkich
          ludzi, nie tylko członków wspólnoty religijnej. Przecież na co dzień słyszymy,
          że wartości chrześcijańskie (cokolwiek to oznacza) są uniwersalne i powinny
          obowiązywać powszechnie. W polskim prawie znajduje się przepis o poszanowaniu
          uczuć religijnych (a nie mamy wymogu poszanowania uczuć ateistycznych), który
          to przepis w praktyce jest wykorzystywany do ograniczenia swobody wypowiedzi
          dziennikarzy i twórców. A czy np. wspólnota filatelistów ma taki przywilej? Czy
          karane jest naruszanie uczuć filatelistycznych?
          A więc nie jest tak, że każda wspólnota musi generować konflikty społeczne.
          Natomiast taka konfliktogenność jest cechą wspólnot religijnych.

          Żyć prawdziwie
          • fxvi do >ateisty.bloga<: wyznawcy praw grawitacji i 18.12.05, 15:18
            faktu, ze ziemia nie jest plaska tez sa integrystami: zablokowali nabor
            lotnikow i jest dyskryminacja zakaz bycia pilotem dla ludzi wyznajacych plaska
            ziemie i nie bioracych na serio praw grawitacji. Jawne przesladowanie inaczej
            myslacych albo raczej "myslacych inaczej". Prawdziwa reliijnosc niczego nikomu
            nie wmusza, a w swoim spolecznym wymiarze broni pasazerow (wspolnego) samolotu
            przed lotnikami "myslacymi inaczej".
            • ateista.blog.pl Rozmawiajmy o faktach, nie o pobożnych życzeniach 18.12.05, 16:09
              Nie zamierzam wdawać się w akademickie spory, na czym polega "prawdziwa
              religijność". Piszę o rzeczywistej religijności w wymiarze społecznym (nie
              indywidualnym), natomiast czy jest ona "prawdziwa", czy "nieprawdziwa" - o to
              niech się spierają ludzi wierzący, bo to jest wewnętrzna sprawa ich wspólnoty.
              Mnie interesują fakty, praktyka społeczna, rola zorganizowanej religii w
              społeczeństwie. I ewentualną dyskusję mogę prowadzić tylko w sferze faktów.

              Uwierz w siebie
              • grek77 Re: Rozmawiajmy o faktach.... 19.12.05, 02:16
                ateista.blog.pl napisał:
                > Nie zamierzam wdawać się w akademickie spory, na czym polega "prawdziwa
                > religijność". Piszę o rzeczywistej religijności w wymiarze społecznym (nie
                > indywidualnym), natomiast czy jest ona "prawdziwa", czy "nieprawdziwa" - o to
                > niech się spierają ludzi wierzący, bo to jest wewnętrzna sprawa ich
                > wspólnoty.
                > Mnie interesują fakty, praktyka społeczna, rola zorganizowanej religii w
                > społeczeństwie. I ewentualną dyskusję mogę prowadzić tylko w sferze faktów.
                > Uwierz w siebie

                Sprawa, co jest faktem, praktyka spoleczna i rola zorganizowanej religii w
                spoleczenstwie sa przedmiotem tak samo akademickiej dyskusji, bo kazde ze slow-
                kluczy tej wyliczanki jest wieloznaczne. Ale oczywiscie dociekanie prawdy
                byloby zamachem na wolnosc, bo prawda zniewala, jak pisal fXVI, czyli ze kiedyy
                wiemy, ze sa i obowiazuja prawa grawitacji to juz stracilismy wolnosc
                wychodzenia na spacer przez okno z 10 pietra...
                • z2006 Re: Rozmawiajmy o faktach.... 25.12.05, 09:30
                  grek77 napisał:

                  > Ale oczywiscie dociekanie prawdy
                  > byloby zamachem na wolnosc, bo prawda zniewala, jak pisal fXVI, czyli ze kiedy
                  > wiemy, ze sa i obowiazuja prawa grawitacji to juz stracilismy wolnosc
                  > wychodzenia na spacer przez okno z 10 pietra...
                  Wtedy mamy wolność od wypadania przez okno. Prawda wyzwala.
      • toksol O szczęściu i rybach 01.01.06, 18:18
        Jeśli jakas grupa ludzi jest lokalnie liczna -(np. rybacy w wiosce rybackiej ))
        to siłą rzeczy odgrywa role społeczną i nic tu nie pomogą marzenia nierybaków
        aby tamci tylko prywatnie byli rybakami.
    • tad9 Re: Żal za jezuitą 17.12.05, 09:33
      jabeta napisała:


      > A skąd ta pewność? Czyżby założenie, że teraz, kiedy nie jest duchownym, nic
      > wartosciowego nie wymyśli, nie zdziała, nie napisze?

      Naprawdę nie rozumiesz? Obirek liczył się dla tych, którzy go lansowali właśnie
      jako "głos z głębi Kościoła". Teraz można go użyć jako "tego, który wystąpił",
      ale ile można jechać na czymś takim? Właśnie tyle mniej więcej ile pojedzie się
      na jego ostatniej książce.
      • jabeta Re: Żal za jezuitą 17.12.05, 12:41
        S. Obirek liczył się, sądze, przede wzystkim dla siebie, dla własnej uczciwości
        i wolności. Jak widać, potrafił mówić w sposób wolny i jako głos "ze środka"
        kościoła i potrafi tak samo mówić "spoza".

        Twoja teza jest typowym kijem o dwu końcach: Obirek mówił ze środka- źle, mówi
        spoza- jeszcze gorzej.
        Jego wypowiedzi będą zawsze niewygodne dla tych, których boli cudza wolność.
        • tad9 Re: Żal za jezuitą 17.12.05, 12:53
          jabeta napisała:

          > S. Obirek liczył się, sądze, przede wzystkim dla siebie, dla własnej
          >uczciwości i wolności.

          No nie wiem. Mówi się coś o jakichś romansach, i innych ciekawostkach, ale -
          mniejsza o to. Pytanie brzmi: co człowiek tak mocno ponoć ceniący uczciwość i
          wolność robił przez długie lata w tym paskudnym KK? Lub inaczej: na czym
          właściwie polega katolicyzm Obirka?

          >Jak widać, potrafił mówić w sposób wolny i jako głos "ze środka"
          > kościoła i potrafi tak samo mówić "spoza".

          Ale to już nie to samo, urok nie ten, konkurencja większa... Szkoda gadać.


          > Twoja teza jest typowym kijem o dwu końcach: Obirek mówił ze środka- źle, mówi
          > spoza- jeszcze gorzej.

          Nie stawiałem podobnej tezy. Stwierdziłem po prostu, że "pstępowy" jezuta
          czynny, jest dla wielu bardziej przydatny, niż "postępowy" ex jezuita.


          > Jego wypowiedzi będą zawsze niewygodne dla tych, których boli cudza wolność.

          Co masz na myśli pisząc o bólu powodowanym cudzą wolnością?

          • jabeta Re: Żal za jezuitą 19.12.05, 09:55
            Tadzie,
            Romanse nie mają nic tu do rzeczy (ponadto: byłeś materacem?). Plotki podobnież.

            Fakt, że ktoś osmielił się samodzielnie myśleć boli: i instytucję, która pragnie
            monopolu na myslenie i tych, którzy w tej cudzej samodzielność przeglądają się
            widząc własne tchórzowstwo ( bądź koniunkturalizm, bądź inercję umysłową). Wtedy
            próbują samodzielnie myślącemu dokopać (bo dla obu jest groźny).
            • jalfa Re: Żal za jezuitą 22.12.05, 00:49
              Nie jestem w stanie zrozumiec wypowiedzi bety. Przy calej dawnej sympatii dla
              b.Ojca O, dochodze do wniosku, iz zaszla tu targiczna pomylka. Czlowiek ten
              przez wiele lat byl prawdziwym bozyszczem dla wierzacych "inaczej" i dla
              niewierzacych, obecnie jawi sie jako zwykly "kuglarz" lub nawet oszust. Jezeli
              prawda jest co pisze Nosowski o romansie z zamężną kobietą i że to jest
              prawdziwy powód jego odejścia, byłoby lepiej żeby zamilczał... bywały przecież
              wypadki odejścia ze względu na kobietę, nawet ich większość, ale wszyscy
              zachowwywali milczenie. Więc jeśli jest tal jaki ma sens jego bajdurzenie o
              wolności słowa i walka z kościołem. Z walki tej wychodzi zwyciesko kościół a
              pan O. jawi się jako żałosny oszust i hipokryta.
              No coz dobiego kres epoka Obirka. Radzę wszystkim zapoznać się z wywiadem ks.
              Czajkowskiego w Polityce, prawdopodobnie człowieka kryształowo uczciwego.
              Wesołych ŚWIĄT.
              • renata993 Re: Żal za jezuitą 22.12.05, 09:56
                Właśnie przeczytałam artykuł Nosowskiego i jestem zdruzgotana. Nie mam cienia
                wątpliwości, że ojciec Obirek czyta wszystkie listy, a część może i pisze
                sam.Na Boga, co się stało z tym człowiekiem, który kiedyś był symbolem prawdy,
                wolności, odmienności a staje się wyrazem fałszu i zakłamania. Jaki diabeł w
                niego wstąpił? Nie chodzi tu wcale o kościół, lecz o normalną przyzwoitość.
                Najpierw obraża pamięć człowieka, który dla milionów jest świętością i to kiedy
                w okresie największej żałoby i nie jest to sprawa papież ale naigrywania sę z
                innych, a teraz burzy czyjeś szczęsie, rozbija małżeństwo, unieszczęśliwa,
                dzieci, udziela wywiadu, którego jedynym celem jest zarobienia kilku groszy, bo
                przecież nie ma tam NIC dla ludzi wiary, a dla agnostyków to zwykła bujda.
                Drogi Stanisławie opamiętaj się, szczególnie teraz w dnach adwentu, spójrz w
                lustrze w swoją twarz, a nie przeglądaj się w obliczach agnostyków i powiedz
                sam czy jesteś w zgodzie z własnym sumieniem?
                • jabeta Re: Żal za jezuitą 22.12.05, 12:22
                  Renato, czy trzeba od razu podejrzewać ludzi o preparowanie postów ( jeśli
                  dobrze zrozumiałam)? Czyżby jakies przeniesienie?
                  Dlaczegóż to nie wolno krytykować papieża?
                  Dlaczego podpierasz się plotką, którą roznoszą Nosowscy?
                  A gdyby nawet plotka ta okazała się prawdą to co? Czy to wyklucza krytyke
                  kościoła? Skąd pomysł takiej rozdzielności?
                  I ostatnie- czy Ty pozostajesz w zgodzie z własnym sumieniem?

                  • renata993 Re: Żal za jezuitą 22.12.05, 17:06
                    Miły Jabeto,wierny apologeto "obirkizmu".
                    Dzięki za post, z wielką checią opowiem na Twoje pytania.
                    Czytałem większość Twoich postów w komentarzu do recenzji Nosowskiego i
                    przyznaję, iż podejrzewałem że jesteś O., ale chyba nie jesteś nim. Masz tyle
                    wrodzonego taktu, więc przepraszam, zresztą nie jest to wcale ważne.Może go
                    rzeczywiścienie znasz lub nie, a każdy może się podpisać jak chcę.Gdybyś nim
                    jednak był też nie ma w tym nic złego.
                    Jest rzeczą jasną, że wolno krytykować papieża, chociaż księżom z takim stażem
                    jak O. raczej nie wypada. Źle zrozumiałeś moje intencje, nie chodziło mi o
                    krytykę nieżyjącego już papieża, ale o znieważenie milionów ludzi cierpiących
                    tak szczerze. Gdyby tylko O. wykazał więcej taktu, poczekał kilka tygodni,
                    miesięcy, ale dla niego rozgłos jest najważniejszy - szkoda.
                    3.Nosowski podaje to jako fakt, a nie jako plotkę. Czy myli się? Kolejny raz
                    mnie nie zrozumiałeś,nic nie wyklucza krytyki kościoła, ale nie powinien robić
                    to ksiądz, który swoim odejściem, zburzeniem innego związku, rozbiciem rodziny,
                    unieszczęśliwieniem dzieci... Po prostu nie wypada. Każdego roku z kościoła
                    odchodzi dziesiątki, a może i więcej księży (każdy ma do tego prawo) i jakoś
                    nie robi się rozgłosu. Mamy tu jednak przypadek z kimś, kto we wszystkich
                    możliwych mediach głosi, że za chwilę ogłosi przyczyny swojego odejścia, że
                    będzie to całkowita spowiedź...Pada więc pytanie o wiarygodność, moralność, o
                    prawdziwe pobudki. Osobiście jest mi przykro, że ks.O wybrał taką właśnie
                    formę, ale to jest jego decyzja.
                    I ostatnie pytanie. Jestem już dorosłą i bynajmniej wcale nie świętą
                    kobietą.Kiedyś miałam problemy z sumieniem, obecnie raczej nie, ale zrozum mnie
                    Jabeto - ja nigdy nie pretendowałam do roli SUMIENIA NARODU i jeśli dobrze
                    znasz publiczne wypowiedzi b.Ojca O.zapewne zgodzisz się ze mną, iż on raczej
                    tak.
                    Mam nadzieję, że odpowiedziałam na Twoje pytania.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie, życząc Wesołych ŚWIĄT.
                    RENATA
              • jabeta Re: Żal za jezuitą 22.12.05, 12:18
                Jalfo, czego nie rozumiesz w mojej wypowiedzi? Tego, że każdy członek
                społeczności ( nawet ksiądz) może przejrzeć na oczy? I że, gdy przejrzy,
                stosownie się do tego faktu zachowa? Skoro S.Obirek nie podaje jako powodu
                odejścia miłości do kobiety, to widocznie odchodzi z innego ( innych) powodów.
                Dlaczegóż też miałby, w razie odejścia z powodu miłosci, milczeć? Nie rozumiem.
                Też cenię wysoko ks. Czajkowskiego. Nie rozumiem jednak, czemu przeciwstawiasz
                go S. Obirkowi.
                • jalfa Re: Żal za jezuitą 23.12.05, 00:37
                  Ktoś, kto był w kościele przez tyle lat musiał się z tą instytucją
                  identyfikować. Jest śmieszne, by nie powiedzieć żałosne, że nagle po 30 latach
                  w klasztorze w wieku lat 50 nagle otwierają się oczy.Nie jestem wielkim
                  specjalistą od Kościoła,ale czy w ciągu tych minionych 30 lat coś się tam
                  zmieniło, tylko proszę nie mówić mi o Zachodzie, spędziłem tam prawie 10 lat...
                  Czyż jest rzeczą piękniejszą odejść z kościoła dla miłości, a jeśli S.O nie
                  odszedł dla kobiety - to naprawde żałuje i dodam, iż nie wiem dlaczego
                  odszedł.Podejrzewam, że dla niego "wolność słowa" to możliwość wypowiadania się
                  publicznie, a któż zechce rozmawiać z b.księdzem, kiedy minie już pierwsza fala
                  sensacji.
                  Ks. Czajkowski ma już swoje lata i dla mnie jest człowiekiem niemalże świętym
                  (akurat znam go), podobnie jak kiedyś Ojciec Musiał, więc jakże porównywać go
                  tu do S.Obirka, lwa salonów, idola prasy, bywalca znakomitych lokali i ambasad,
                  niby to intelektualistę, a w gruncie rzeczy człowieka próżnego. Rozumiesz więc
                  chyba, że między nim a S.Obirkiem nie moze być nic wspólnego, bo nawet krytyka
                  kościóła, głoszona przez ks. Czajkowskiego jest bólem, a nie głośną agresją jak
                  u Obirka. Porównanie narzuca się samo, bowiem mówimy o dwóch znanych krytykach
                  kościoła.
                  • toni25 Re: Żal za jezuitą 23.12.05, 14:30
                    Znowu posłużę się moim imiennikiem i niezwykłym jezuitą,
                    Tonym de Mello.
                    "Pamiętam spotkanie z pewnym 87-letnim jezuitą z Hiszpanii.
                    Był moim profesorem i rektorem w Indiach 30 czy 40 lat wcześniej.
                    Powiedział: Powinienem cię usłyszeć 60 lat temu.Coś ci powiem.
                    Przez całe życie myliłem się.
                    Boże,usłyszeć coś podobnego!To jakby ujrzeć jeden z cudów świata.
                    Panie i panowie,to jest wiara!Otwartość na prawdę,bez względu na
                    konsekwencje,bez względu na to,dokąd ona prowadzi,i nawet jeśli
                    wiadomo,dokąd cię zaprowadzi.To jest wiara!Nie tyle zbiór
                    przekonań,co zawierzenie."

                    Jak widzisz,to co dla jednego bardzo żałosne(otwarcie oczu w wieku 87 lat),
                    dla drugiego jest cudem.Ten sam fakt,a jakie skrajne znaczenia mogą mu nadać
                    różni ludzie.
                    • jalfa Re: Żal za jezuitą 23.12.05, 21:34
                      Bravo Toni i dzięki za naświetlenie całej sprawy. Jakież to piękne i
                      wzuszające - mamy CUD, a może i zalążek nowej religii. Aleluja i wszystko takie
                      jasne. Przecież każdy z nas przechodził coś podobnego przynajmniej raz w życiu,
                      kiedy "oczy ukochanej osoby, wiersze Herberta" (wybacz niedokladny cytat) i
                      fakt, że w grudniu mamy nagle maj(przynajmniej w sercu)jest tego znakiem. Jedni
                      przechodzą to mają 17 lat inni 87, a są też tacy co 50. Są wyjątkowi
                      szczęśliwcy, co przeżywają to wielokrotnie i tego wlaśnie życzę S.Obirkowi.
                      • toni25 Re: Żal za jezuitą 24.12.05, 13:23
                        Pocieszyłeś mnie tym "sercowym majem w grudniu" po osiemdziesiątce.
                        A już zwątpiłem i myślałem,że wszystko poza mną.
                        A poza tym Jalfa - wesołych Świąt.
                      • andzia.to Re: Żal za jezuitą 24.12.05, 15:29
                        Jalfa, nie szkoda Ci tak przyduszać? Wyjdź na powietrze, odetchnij ze trzy razy.
                        Grudzień, nie grudzień, oddychać można swobodnie.
                • jalfa Re: Żal za jezuitą 27.12.05, 20:05
                  Jabeto - naiwny filozofie. A więc wszystko się wydało i stało się aż tak proste
                  i codzienne. I gdzież tu miejsce na teologię. i filozofię. Pozostał zwykły
                  fałsz i banał. Wejdź proszę na strony Zycia Warszawy, przeczytaj wywiad z
                  b.ojcem S.O, a potem powiedz nam wszystkim, czy Nosowski nie miał racji? Bo
                  właśnie b.ksiądz odchodzi ze wstydem w cień. A więc, czyż nie należy go
                  przeciwstawiać ks.Czajkowskiemu? Znajdź sobie nowego idola, prawdomównego i z
                  klasą, co nie zwariuje na widok jakiejś laski.Pozdrawiam
                • toni25 Re: Żal za jezuitą 29.12.05, 23:22
                  Jabeto,czy otrząsnęłaś się już z szoku po ostatnich nowinach?
                  Bo ja jeszcze jestem trochę osłabiony.W jakim takim pionie trzyma mnie
                  ciepła,bożonarodzeniowa atmosfera na forum,ta wzajemna życzliwość i
                  zrozumienie,które od Świąt tu panują.
                  Tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś na ucho:Ma chłop jaja!
                  Chyba nikogo nie urażę tym cicho wyszeptanym,małym akcentem wielkanocnym w
                  okresie intensywnego kolędowania.Podrawiam.T.
                  • 1benzen toni 25 napisal: 30.12.05, 02:32
                    toni25 napisał:

                    > Jabeto (..)tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś na ucho: Ma
                    > chłop jaja!

                    Wylącznie.
                    • 1benzen a wiec: ani 'chlop z jajami', ani 'facet z jajem' 01.01.06, 03:17
                      > >toni25 napisał:

                      > >Jabeto (..)tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś na ucho: Ma
                      > >chłop jaja!

                      > Wylącznie.

                      a wiec: ani 'chlop z jajami', ani 'facet z jajem' ale 'satyr z jajecznica':
                      jajecznica w glowie jako synonim wolnosci. OK.
                      • 1benzen ale 'satyr z jajecznica' 01.01.06, 03:19
                        1benzen napisala:

                        > > >toni25 napisał:
                        > > >Jabeto (..)tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś na ucho
                        > > >Ma
                        > > >chłop jaja!

                        > > Wylącznie.

                        > a wiec: ani 'chlop z jajami', ani 'facet z jajem' ale 'satyr z jajecznica':
                        > jajecznica w glowie jako synonim wolnosci. OK.
                        • 1benzen czyli jajecznica w glowie jako synonim wolnosci... 01.01.06, 03:21
                          1benzen napisała:

                          > > > >toni25 napisał:
                          > > > >Jabeto (..)tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś
                          > > > >na ucho
                          > > > >Ma
                          > > > >chłop jaja!

                          > > > Wylącznie.

                          > > a wiec: ani 'chlop z jajami', ani 'facet z jajem' ale 'satyr
                          > > z jajecznica:
                          > > jajecznica w glowie jako synonim wolnosci. OK.
                  • jabeta Re: Żal za jezuitą 30.12.05, 20:20
                    Tony drogi, tak mnie ta cudowna atmosfera owiała, że aż zamilkłam w oczekiwaniu
                    na koniec "świętowania". Nie chciałam jej psuć ( tej atmosfery) mą marną i
                    całkiem nieświąteczną osobą.
                    Co do Obiektu- pewno że ma (one jaja). Kocha. Już wygrał. Ciekawam, dlaczego-
                    wedle kilku osób na tym forum-jest to dowodem na nikczemność oraz brak poglądów
                    i ogólnie poziomu.
                    Jakbyśmy stanowili( na tym forum) dwa światy.
                    Również pozdrawiam. B.
                    • jalfa Re: Żal za jezuitą 31.12.05, 01:02
                      Jabeto. Dobrze,że jesteś, bo obawiałem się, że może Cię urazili, a tyle dajesz
                      do tego forum...
                      To dobrze, że Obiekt kocha, ale nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież wszyscy
                      kochają. Nikczemni też. Wydaje mi się, że i on kochał również, kościół, a inne
                      osoby zapewne też.Ale problem z Obirkiem jest zupełnie inny, bo jeśli
                      rzeczywiście, jak ktoś piszę, odbił kobietę jakiemuś tam facetowi i że jeszcze
                      są dzieci, to w gruncie rzeczy jest to sprawa między nim a tym facetem i jeśli
                      faktycznie jest on z Mossadu, no to kto wie... Ale takich historii mamy na
                      pęczki. Natomiast sprawą zupełnie inną jest fakt, że Obirek wydaje książkę
                      pisze niby to szczerze o powodach swojego odejścia, o walce o wolność i nagle
                      okazuje się, że to wszystko bujda i fałsz. Tu sprawa została upubliczniona,
                      zresztą przez samego Obirka, więc jeśli nie jest to dowód na hipokryzję, fałsz
                      i nikczemność, więc co jest?
                      Szczęśliwego Roku
                      Ja
                      • vitalis3 jalfa i toni25 napisal: ale jajo, bowiem co do il- 31.12.05, 03:17
                        jalfa napisał:
                        > ..Ale takich historii mamy na
                        > pęczki. Natomiast sprawą zupełnie inną jest fakt, że Obirek wydaje książkę
                        > pisze niby to szczerze o powodach swojego odejścia, o walce o wolność i nagle
                        > okazuje się, że to wszystko bujda i fałsz. Tu sprawa została upubliczniona,
                        > zresztą przez samego Obirka, więc jeśli nie jest to dowód na hipokryzję,
                        > fałsz i nikczemność, więc co jest?

                        toni25 napisał:

                        > >Jabeto (..)tak a propos postawowego Obiektu to powiem ci coś na ucho: Ma
                        > >chłop jaja!

                        > Wylącznie.

                        Co do ilosci to Obiekt od 4 lat ma jedno silikonowe. Wiec prawda, ze chlop
                        (kmiotek raczej, czy jak sie to kiedys mowilo cham) i ze wylacznie, ale only
                        jedno. Ciekawe tez, czy ta donna cudzolozna nie jest jakims przerobionym
                        facetem, bo juz jedna taka jakis konkurs wygrala. W Mediolanie cuda robia z
                        silikonu.
                        • fxvi "Silikonowy Joe"??! "Dziennikarze" se jaja z nie- 31.12.05, 03:50
                          go robia i w tym sensie etykietki pasuja do zawartosci.
                    • toni25 Re: Żal za jezuitą 01.01.06, 16:11
                      Spoza świąt,czyli stamtąd,skąd się biorą święta i dlatego nie są potrzebne?
                      Zwyczajne,nieświąteczne życie,to jest ten początek?
      • jabeta Re: Żal za jezuitą 19.12.05, 09:44
        Rozumim,rozumim,
        aż za dobrze rozumim (że Ty nie rozumisz).
        Ale co robić.
        Pozdrawiam.
    • brat_barnaba Żal za przyzwoitością 17.12.05, 09:43
      Zbigniew Nosowski napisał:
      "W książce Obirek wyznaje, że uznaje chrześcijaństwo za "dość spójny system
      przekonań, który pozwala mi sensownie przeżywać swoje życie". Dla mnie systemem
      przekonań chrześcijaństwo jest w sensie wtórnym. Przede wszystkim jest to
      spotkanie z żywym Bogiem, który wychodzi człowiekowi na spotkanie - tak blisko,
      że staje się człowiekiem, że za nas umiera, że otwiera nam perspektywę
      wieczności."

      Jakże łatwo przychodzi wam, katolikom mieszanie fikcji z rzeczywistością.
      Definicja chrześcijaństwa Obirka operuje konkretem i odnosi się do
      rzeczywistych, istniejących realnie desygnatów. Pańska definicja, Panie
      Nosowski, jest kolejnym zaklęciem, figurą retoryczną, nie mającą nic wspólnego
      ze "stanem faktycznym". Nie wystarczy, niestety, powiedzieć "żywy Bóg" aby
      fikcja ożyła i stała się obiektywną rzeczywistością.
      Zatem to Pan, a nie Obirek, mąci ludziom w głowach mieszająć fikcję z
      rzeczywistością, co jest jeszcze bardziej denerwujące niż "jawnie
      niesprawiedliwe opinie" Obirka.
      • jabeta Re: Żal za przyzwoitością 17.12.05, 12:44
        Podpisuję się pod Twoją wypowiedzią, Bracie Barnabo.
        • piotr7777 Re: Obirek nie jest katolikiem 17.12.05, 15:29
          ...co najwyżej chrześcijaninem nie związanym z żadnym wyznaniem, raczej
          wybierającym wygodne mu elementy.
          Zresztą jego chrześcijaństwo też jest dosć płytkie.
          W każdym razie tak wynika z artykułu życzliwego mu przecież red. Nosowskiego.
          • tad9 Re: Obirek nie jest katolikiem 18.12.05, 09:57
            piotr7777 napisał:

            > ...co najwyżej chrześcijaninem nie związanym z żadnym wyznaniem, raczej
            > wybierającym wygodne mu elementy.


            I to jest właśnie najciekwasze. Wydaje się, że w zespole poglądów Obirka
            chrześcijaństwo jest właściwie czymś zbędnym, a katolicyzm, to już wręcz coś,
            co przeszkadza.
            • brat_barnaba Re: Obirek nie jest katolikiem 19.12.05, 20:11
              I tak jest w rzeczywistości!
      • anta2005 Re: Żal za przyzwoitością 18.12.05, 14:01
        Niestety,większość katolików może publicznie mącić w głowach bez zastanowienia i bez zająknienia,byle to brzmiało mocno teologicznie."Spotkanie z żywym Bogiem" - kto ośmieli się zarzucić szkodliwość tak pobożnej kwestii? Myślę,że tylko naiwne dziecko (te od szat cesarza,które nie bardzo wie,co robi).Też dostrzegam przytomność myślenia Brata B.
    • donq Re: Żal za jezuitą 17.12.05, 22:01
      Nauczylem sie nowego okreslenia: "niechujny jesli chodzi o fakty". Dobre,
      obiecuje ze bede uzywal!

      DonQ
      • grek77 p. Nosowski bardzo lagodnie opisl papuge, ktora 18.12.05, 03:04
        powtarza powycierane przez brukowe media na Zchodzie kwestie niby istotne dla
        Kosciola; poziom intelektualny, moralny i zwyczajnie ludzki ekshibicji Obirka
        jest zenujacy a nazywanie go intelektualsta i znawca czegokolwiek poza wlasnymi
        zyczeniowymi myslami pasuje akurat do Szostkiewicza & Comp, ktorzy raczej sa
        intelektualnie goli, szczegolnie w sprawach religijnych i byle kure nazywaja
        orlem. Media ich naglasniaja a oni prezentuja lansuja swoje nadmuchane
        plastilowe niedzwiedzie. Dobrze ze Obirek sie stlenil i niech se bzdurzy do
        woli byle nikt nie myslal, ze glosi ewangelie czy troszcy o Kosciol. Prawda w
        pisaniu Obirka jest jak prawda w slynnych audycjach "radia Erewan": ze niby w
        Moskwie rozdaja samochody za darmo, a okazuje sie, ze nie w Moskwie a w
        Leningradzie, nie samochody a rowery, nie rozdaja a kradna. Facet nie zahaczyl
        nawet troche mysla o elementarne rozumienie i teologii i religii i dialogu i
        elementarnej ucziwosci intelektualnej. Co spisane jest czarno na bialym w jego
        tandetnej ksiazczynie. W sam raz dla srodowiska Polityki i niestety coraz
        bardziej TP. Pan Nosowski jest bardzo uprzejmy wobec tych bzdetow, co
        (uprzejmosc) mu sie chwali. Natomiast podlewanie Narcyza jest raczej malo
        konstruktywne. Nazywanie tupetu szczeroscia a bezkrytycznosci otwartoscia jest
        zrozumialale na poziomie Szostkiewicza i Spolki i tylko tam. No ale trudno
        Turnauowi odmowic komentarza, bo jeszcze by poprosil o niego Szostkiewicza...
        • andzia.to Re: p. Nosowski bardzo lagodnie opisl papuge, kto 18.12.05, 08:56
          Trochę Greków w życiu poznałam i byli bardzo inni niż grek77. Byli ciekawi ludzi
          i świata, pytali nie zaczynając od tego, że coś jest akurat dla "Szostkiewicza &
          Comp" i że inni są "intelektualnie goli", a kiedy tak pytali, mówili rzeczy,
          które do dzisiaj mnie nie opuszczają. Jeden z nich powiedział na przykład:
          "którzy czuwają, mają jeden i wspólny świat, a kiedy ktoś zasypia, zwraca się ku
          własnemu" i na innym miejscu: "nie mnie, ale tego, co pierwsze przemawia,
          słuchając, dobrze jest wyznać, że wszystkie [rzeczy] są jednym.". Nazywał się
          Herakleitos i zostało po nim tylko kilkadziesiąt zdań. Ale jakich!
          To mówię nie tylko do greka77, ale też do wielu wielu innych, a zwłaszcza do
          autora tego artykułu. Do siebie też to mówię.
          • anta2005 Re: p. Nosowski bardzo lagodnie opisl papuge, kto 18.12.05, 14:19
            Są Grecy i grecy.Każdemu może się przydarzyć być trochę Grekiem i trochę grekiem.Trzeba to mówić do siebie stale i stale,i to jest ciężka robota.Dobrze,że przypominasz.Ale czy grecy to robią? Czy słuchają swojego przodka Herakleitosa?Czy też tylko mielą o Szostkiewiczu? Chyba,niestety,całkiem zgreczeli.
            • toni25 Re: p. Nosowski bardzo lagodnie opisl papuge, kto 19.12.05, 17:04
              Czyli zgredzieli po grecku.W ten sposób powstały zgreki.
              Kościół (chrześcijaństwo) formuje całe zastępy zgreków.Obca jest
              im "grecka dusza dostojna".Obca jest im grecka tragedia.
              Oni już zostali zbawieni w Kościele,choć są martwi.Tych,którzy
              to widzą i pytają,jak ktoś martwy może być zarazem zbawiony,odsądzają
              od rozumu,uczciwości i wiary.Zbawieni i martwi,spróbuj w to
              nie wierzyć,Greku,tylko spróbuj.
              • fxvi do >toni25<: nie udawaj greka, plizzzzzzzzzzz 20.12.05, 02:29
                toni25 napisał:
                > Czyli zgredzieli po grecku. W ten sposób powstały zgreki.
                > Kościół (chrześcijaństwo) formuje całe zastępy zgreków. Obca jest
                > im "grecka dusza dostojna". Obca jest im grecka tragedia.
                > Oni już zostali zbawieni w Kościele, choć są martwi. Tych, którzy
                > to widzą i pytają, jak ktoś martwy może być zarazem zbawiony, odsądzają
                > od rozumu, uczciwości i wiary. Zbawieni i martwi, spróbuj w to
                > nie wierzyć, Greku, tylko spróbuj.

                Jakbym apokryf Nietzschego lamany apokryfem Stachury i zawiniety w jakis
                apokryf internetowy przypisany de Mello czytala, Dostojna Grecka Duszo.
                Rozumiem, ze nie odrozniasz falszywych prorokow od prawdziwych ani grekow i
                Grekow od zgredow ale sam sobie jestes winien i dobrze Ci tak.
                Pozdrowienia dla Greka77.
                • toni25 Re: SORRRRRY......do fxvi 22.12.05, 09:50
                  Sorrrrry,że musisz się męczyć w towarzystwie fałszywych proroków,grafomanów i
                  narcyzów,tak ci współczuję!!!Ale nie masz wyjścia,mus to mus.
                  Chyba,że poszukasz sobie jakiegoś lepszego towarzystwa.Nami się nie
                  krępuj,jakoś to przeżyjemy.
        • brat_barnaba Re: p. Nosowski bardzo lagodnie opisl papuge, kto 19.12.05, 20:30
          grek77 napisał:
          > Facet nie zahaczyl
          > nawet troche mysla o elementarne rozumienie i teologii i religii

          TEOLOGIA - nauka o istocie domniemanej czyli MNIEMANOLOGIA.
          • fxvi do >brat_barnaba< 20.12.05, 02:18
            brat_barnaba napisał:
            > TEOLOGIA - nauka o istocie domniemanej czyli MNIEMANOLOGIA.

            Mniemasz?
    • anta2005 Re: Żal za jezuitą 18.12.05, 14:38
      Myślenie przysługuje wszystkim stanom.Jest pochodną wrodzonej inteligencji, wiedzy nabytej i innych subtelnych zmiennych.Dla tych co myślą "zakonem", opuszczenie go może oznaczać pustkę w głowie.Ale to nie jest problem Obirka.
      • fxvi do >anta2005<: Jest myslenie i jest "myslenie ina- 18.12.05, 15:26
        czej>; rozumiem ze o grawitacji woli >anita2005< "myslec inaczej" byle
        samodzielnie. Radze wiec wyjsc z 10 pietra przez okno eksperymentujac, czy
        zawsze obowiazuja prawa grawitacji. Przeciez myslenie "zakonem praw" jest
        niewola. Radze sprawdzic, czy po porzuceniu "zakonu praw grawitacji" bedzie
        jeszcze glowa na chocby pustke w niej. Zdrowia zycze.
        ----------------------
        anta2005 napisała:
        > Myślenie przysługuje wszystkim stanom.Jest pochodną wrodzonej inteligencji,
        > wiedzy nabytej i innych subtelnych zmiennych. Dla tych co myślą "zakonem",
        > opuszcze nie go może oznaczać pustkę w głowie.Ale to nie jest problem Obirka.
        • andzia.to Re: do >anta2005<: Jest myslenie i jest " 18.12.05, 16:07
          Drogi fxvi, czyżbyś właśnie przeprowadził na sobie taki eksperyment? Bo
          wyglądasz na mocno wstrząśniętego.
        • anta2005 Re: do >anta2005<: Jest myslenie i jest " 18.12.05, 16:17
          O grawitacji myślę podobnie,a samodzielnym myśleniu inaczej.Jeśli wykażesz zwiazek między prawem grawitacji a funcjonowaniem ludzkiego intelektu,to pewnie zasłużysz na Nobla.Aha,przestrzegam też zasad ruchu drogowego.
          • grek77 Re: anta2005 19.12.05, 02:31
            anta2005 napisała:
            > O grawitacji myślę podobnie, a samodzielnym myśleniu inaczej.Jeśli wykażesz
            > zwiazek między prawem grawitacji a funcjonowaniem ludzkiego intelektu, to
            > pewnie zasłużysz na Nobla. Aha, przestrzegam też zasad ruchu drogowego.

            Nie wiem, co mysli na ten temayt fXVI, ale juz Nobel odkryl, ze gdy zastapic
            liczenie sie z prawami rzadzacymi chemia dynamitu, czyli gdy sobie o ich
            obowiazywaniu "myslec inaczej" choc samodzielnie, to nie ma czym myslec, bo
            mozg na scianie... Zasady ruchu drogowego sa konwencjonalne, ale nie liczenie
            sie z konwencja czesto konczy sie tez mozgiem na drzewie; czesto, bo jak to z
            konwencja, sztywne (literalne) trzymanie sie zasad w sytuacjach wyjatkowych
            moze byc wbrew duchowi tych zasad (usprawnienie ruchu,
            bezpieczenstwo). "Myslanie inaczej" czyli jak rozumiem glupota to walsnie albo
            literalne (bezduszne) lub swawolne czy nonszalanckie (zyczeniowe) myslenie tzn.
            nie liczace sie ani z litera ani z duchem zasad rzadzacych roznymi sferami
            swiata (tez teologiczna).
            • anta2005 Re: anta2005 19.12.05, 07:00
              A czy zgodzisz się,że duchową sferą świata rządzi
              zasada uważnego słuchania innych?
    • ksiaze.ciemnogrodu to jest raczej żal za utraconym agentem w łonie KK 19.12.05, 13:36
      żal masonów oczywiście
    • anta2005 Re: Żal za jezuitą 19.12.05, 22:00
      "Kto się podejmuje głosić współczesnemu człowiekowi teologię,
      będącą dla niego czymś zupełnie obcym,,ten - o ile te sprawy
      bierze na serio - nie tylko dozna trudności w jej tłumaczeniu,
      ale także doświadczy i pozna niebezpieczeństwo grożące jego
      własnej wierze,dręczącą moc niewiary w głębi własnej wiary.
      I tak,kto dziś chce uczciwie sobie i innym zdać sprawę z wiary
      chrześcijańskiej,będzie musiał uznać,że nie jest bynajmniej
      kimś w przebraniu i że musiałby tylko zmienić strój,by móc
      nauczać.Będzie musiał raczej zrozumieć,że jego sytuacja wcale
      tak bardzo się nie różni od innych,jak mu się to z początku
      mogło wydawać.Zrozumie,że w obu grupach są obecne jednakie moce,
      chociaż oczywiście działają w różny sposób."J.Ratzinger
    • jalfa Re: Żal za jezuitą 20.12.05, 00:29
      No bo coz jeszcze moze napisac pan Obirek, skoro wyszedł już z klasztoru?
      Kupiłem jego książkę, przeczytałem - stek banalnych bzdur i kto jesze może
      wydać mu coś równie żałosnego, a jak się ma już 50 lat to nie można zapewne
      liczyć na wybuch nowego geniuszu. Szkoda, bo jako zakonnik był nawet
      sympatyczny i cóż więc nam pozostało - zachwycać się ojcem Ziembą? Górą?
      Augustynem?
      • fxvi do >jalfa<: A moze by tak Panem Jezusem wreszcie a 20.12.05, 02:17
        nie co pomniejszymi "prorokami" robionymi na bostwa przez media i swoje
        narcystyczne skazy charakteru? Twoj zwykly wikary, on ma w rekach i w sercu
        Pana Jezusa i o to tylko chodzi, bys odwrocil wzrok od cudow, ktore moglby
        zrobic ow wikary a nie robi, albo robi a moglby nie robic - i zwrocil swoje
        oczka na samego Pana Jezusa. Nie wierz jakiemus Obirkowi, ze Pan Jezus byl
        tylko jednym z przebudzonych czy oswieconych: On jest Bogiem i z Nim sie
        przyjaznij. Co do bostw, to juz sama wole zrobic sie "na bostwo", by czasem
        poczarowac "conieco i kogobytam". A ten nieszczesny Obirek to ani de Mello nie
        umie czytac ani Martiniego i podejrzewam, ze i ich i Ksiege czyta jako te
        swiadki Jehowy: ad libitum. Moze kiedy osiadzie, jak to balony, na naszej ziemi
        i jakas mysl godna tej nazwy zaswita mu w glowce. Takie rzeczy sie zdarzaja. A
        teraz niech sie jeszcze troszke pobawi. Nas juz dawno znudzil. Gratuluje
        jezuitom, ze pozbyli sie psuja.




        jalfa napisał:
        > No bo coz jeszcze moze napisac pan Obirek, skoro wyszedł już z klasztoru?
        > Kupiłem jego książkę, przeczytałem - stek banalnych bzdur i kto jesze może
        > wydać mu coś równie żałosnego, a jak się ma już 50 lat to nie można zapewne
        > liczyć na wybuch nowego geniuszu. Szkoda, bo jako zakonnik był nawet
        > sympatyczny i cóż więc nam pozostało - zachwycać się ojcem Ziembą? Górą?
        > Augustynem?
    • toni25 Do wierzących w grawitację zakonną 22.12.05, 09:03
      Wyjście z pola grawitacji zakonnej czy innego pobożnego zgromadzenia
      nie jest katostrofą.Nie oznacza skoku z tarasu widokowego Pałacu Kultury,
      choć,jak widać,w niektórych wzbudza podobne uczucia.To tylko przejście
      w pole prawdziwej,rzeczywistej,indywidualnej grawitacji.Tutaj każdy
      jest sobą i może mówić tylko we własnym imieniu.
      Jak w historyjce z de Mello,w której mała dziewczynka pyta chłopczyka:
      Czy jesteś prezbiterianinem? Na co on odpowiada: Nie jestem.My należymy
      do innego diabelstwa!
      Pal licho wszystkie diabelstwa!
      Stanisław Obirek sam zrezygnował z ważnej etykietki jezuity.Więc próby obrażenia go słowem "pan" mają duże szanse szczerze go ubawić.Podejrzewam,
      że jeżeli kiedykolwiek przeczyta te komentarze,uśmieje się do łez.
      Czego mu na te Święta życzę.
      • hermes2005 Re: Do wierzących w grawitację zakonną 22.12.05, 11:48
        Toni25,
        Problem w tym ze smiertelni bez przywiazania do konkretnego "diabelstwa" zyc
        nie moga... Coz zrobisz, ze wybieraja zycie w jaskini cieni? Nie masz ani mocy,
        ani prawa, ani nawet sily zartu, aby humorem przekonac ich, ze "diablestwo"
        zniewala. Nie, nie jestem pesymista o naturze ludzkiej, nie jestem tez
        jansenista.
        Korzystam z okazji aby Ciebie i podobnie myslacych pozdrowic.
        Hermes, starszy niz 2005 lat istnienia w ludzkiej wyobrazni.
        • jabeta Re: Do wierzących w grawitację zakonną 22.12.05, 12:24
          I ja pozdrawiam.
          b.
          • andzia.to Re: Do wierzących w grawitację zakonną 23.12.05, 13:37
            I ja. Z powagą przystojną w bliskości Hermesa.
      • piotr7777 Re: Do wierzących w grawitację zakonną 23.12.05, 15:59
        > Stanisław Obirek sam zrezygnował z ważnej etykietki jezuity.Więc próby
        obrażeni
        > a go słowem "pan" mają duże szanse szczerze go ubawić.Podejrzewam,
        > że jeżeli kiedykolwiek przeczyta te komentarze,uśmieje się do łez.
        Nie przyszło mi do głowy, że grzecznościowa formuła "pan" może kogokolwiek
        obrazić. I nybi jak się zwracać do "eksów"?
        • tad9 miłośnicy "prawdy i wolności" :-))))) 25.12.05, 09:58
          Moi drodzy, mniej hipokryzji! Owszem, hipokryzja jest nam wszystkim potrzebna,
          ale - bez przesady. Was wcale nie porywa to, że Obirek miłuje "prawdę i
          wolność". Lubicie go, mo mówi akurat to, co chcielibyście usłyszeć. Gdy ten czy
          ów biskup gani ojca Rydzyka za to, że śmiało głosi on swoją prawdę - piejecie z
          zachwytu. Czy nie pragnęlibyście, by episkopar ukrucił wolność Radia Maryja?
          Pewnie, że pragnęlibyście. Przy okazji - dajcie mi jedną oryginalną, niebanalną
          myśl Obirka. Chętnie zobaczyłbym coś podobnego.
          • 1benzen Re: miłośnicy "prawdy i wolności" :-))))) 26.12.05, 01:47
            tad9 napisał:
            > ...Przy okazji - dajcie mi jedną oryginalną,
            > niebanalną
            > myśl Obirka. Chętnie zobaczyłbym coś podobnego.

            No, moze ze Pan Jezus, a raczej Jezus byl TEZ przebudzony, jak Budda jakis albo
            i co.

            + wszystkie bardzo oryginalne interpretacje de Mello (nikt z czytajacych de
            Mello by na takie nie wpadl) oraz Biblii i zycia Kosciola. Same perly
            oryginalnosci przeciez!!!! Nobel.

            • 1benzen Bzik schodzi z afisza, zobacz sam 26.12.05, 01:53

              serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34171,3076865.html

              • 28ewa28 a oto dzielo intelektualoidalne ks. obirka: 28.12.05, 17:52


                zw.eo.pl/apps/tekst.jsp?place=zw_list_articles&news_id=77282
                Jan Paweł II nas przytłacza

                Prof. Stanisław Obirek: Fakt, że nie kochałem papieża, nie oznacza, że jestem
                złym katolikiem

                Stanisław Obirek, kontrowersyjny katolicki teolog, który porzucił sutannę,
                odpowiada na pytania Marcina Szymaniaka

                Znalazł się Pan w sporze z Kościołem po swojej wypowiedzi, w której...
                Nie wiem, czy jestem w sporze z Kościołem! Zrezygnowałem po prostu z
                przynależności zakonnej i tyle. Ja się nie spieram. Mówię po prostu: to już nie
                jest moja pieśń.

                Jak by nie było, został Pan przez wielu katolików odsądzony od czci i wiary po
                wypowiedzi zawierającej krytyczne akcenty wobec Jana Pawła II. Co uznaje Pan
                teraz, z perspektywy prawie roku od śmierci papieża-Polaka, za główny błąd jego
                pontyfikatu?

                Uważam ten pontyfikat za bardzo ważny fragment historii Polski, który mnie już
                jednak nie interesuje. Refleksja, którą proponował Jan Paweł II, była
                umiejscowiona w sporze ideologicznym z totalitaryzmem. Była interesująca, ale
                nie do końca się z nią zgadzałem. Weźmy na przykład ostatnią książkę Jana Pawła
                II „Pamięć i tożsamość”. To książka biało- -czarna, powielająca stereotypy. Nie
                uwzględnia tego, że nie wszyscy, którzy tworzyli komunizm, to są ciemne typy.
                Był przecież czas, kiedy komuniści też cierpieli, też siedzieli w więzieniach,
                a wiązali się z komunizmem ze względów ideowych. Wydaje mi się więc, że te
                uogólnienia są szkodliwe. Ta książka została poddana daleko idącym obróbkom,
                odżegnał się od niej Krzysztof Michalski i ksiądz Tischner na pewno też by się
                od niej odżegnał(rozmowy z filozofami Michalskim i Tischnerem były dla papieża
                inspiracją do napisania książki – red.). Świadczy to, że ostatnie lata tego
                pontyfikatu były dokładną próbą zlikwidowania wszelkich trudnych kwestii, które
                są w chrześcijaństwie. Nie tylko Żydzi tworzyli przecież komunizm; większość to
                byli chrześcijanie. Już nie mówię o faszyzmie, bo w tym przypadku trudno byłoby
                przecież obciążać Żydów!... Może zresztą niektórzy żałują, że nie da się
                zrzucić winy na Żydów, bo wtedy byłoby im łatwiej? W każdym razie mnie irytuje
                takie stawianie sprawy, że jeżeli ja nie kocham Jana Pawła II, to nie jestem
                dobrym katolikiem. I dlatego trochę gniewnie odpowiadam na to pytanie.

                Przewiduje Pan, że niewygodne, trudne kwestie dotyczące Kościoła będą w Polsce
                nadal tematami tabu?

                Uważam, że Jan Paweł II narzucił pewną interpretację przeszłości, która się
                będzie za nami ciągnęła jeszcze długo. Każda próba dyskusji o tej przeszłości
                będzie więc trudna. Dlatego podoba mi się tekst Adama Michnika „Wściekłość i
                wstyd”; podoba mi się to, że Adam Michnik tylko raz Jana Pawła II zacytował. Bo
                w Polsce Jan Paweł II staje się powoli wykładnią wszystkiego. Do czego jeszcze
                będzie nam potrzebny jego autorytet? – nawet nie chcę już sobie wyobrażać... To
                jest ten typ obecności, który przytłacza. Zamazuje wieloznaczność przeszłości,
                udzielając jednoznacznych odpowiedzi. Te odpowiedzi sprawiają, że najbliższa
                przeszłość – nie tylko ostatnie 25 lat od stanu wojennego, ale czas II wojny,
                okresu przed- i powojennego – zostały poddane takim zabiegom, które nie
                pozwalają np. na dookreślenie winy chrześcijan czy Kościoła. Dlaczego? Bo nie
                wypada. Bo jeżeli biskup czy ksiądz jest za coś krytykowany, oznacza to, że się
                atakuje Kościół.

                Przez zwolenników o. Rydzyka Pańskie stanowisko jest odczytywane właśnie jako
                taki atak. Boi się Pan wzrostu politycznych wpływów Radia Maryja?

                Absolutnie nie. Już pięć lat temu powiedziałem, że jest to fenomen
                przemijający. Po prostu oferta do adresata, który się kurczy.

                Jaki ma Pan plan na przyszłość? Profesor Obirek zamierza pozostać w sferze
                teologii niezrozumiałej dla przeciętnego katolika czy też – wzorem popularnych
                teologów niemieckich – wydawać niewygodne dla hierarchii, popularne książki w
                wielotysięcznych nakładach?

                Mam bardzo ograniczone ambicje popularyzatorskie. Staram się po prostu zarabiać
                na życie i tyle. Mam zresztą poczucie, że to, co myślę, nie jest popularne.
                Nawet moja mama jest już od lat tym zniecierpliwiona. Pyta: „I po co ty tyle
                gadasz?!” Ale cóż, tak ze mną jest już od dzieciństwa i ciężko będzie to
                naprawić. Pytanie tylko, czy to, co mówię, będzie kogoś interesowało. Paru
                kolegów mam, rozmawiamy sobie i to jest interesujące. A czy zainteresuje kogoś
                więcej, to zobaczymy.

                Czyli nie zamierza Pan upraszczać języka, żeby dotrzeć do mas?

                Nie. Kariera Dana Browna (autor popularnego, antykościelnego „Kodu Leonarda da
                Vinci” – red.) jest dla mnie przykładem, że idiotyzmy można dobrze sprzedać.
                Ale... po co je pisać?

                Gdy zrobiło się głośno o Pana konflikcie z hierarchią, ujawniono, że będąc
                księdzem ma Pan romans. Czy związanie się z kobietą miało również wpływ na
                porzucenie sutanny?

                Pewnie, że miało. Pan mówi: „romans”. A to jest tak, że bliska osoba, którą
                kocham, utwierdza mnie w moich wyborach. Dzięki niej nie muszę się tylko obijać
                o kanty, ale mogę żyć w sposób pełny, harmonijny, zgodny z moimi uczuciami.

                Czy fakt, że nie wytrwał Pan w celibacie, wpłynął na Pana opinię o tej
                instytucji?

                Nie, bo ja zawsze miałem sceptyczny stosunek do celibatu, zwłaszcza księży
                diecezjalnych. Moje osobiste doświadczenia niczego więc nie zmieniły.

                To po co w ogóle został Pan księdzem? Skoro był Pan sceptyczny wobec celibatu,
                to mógł przecież przewidzieć, że w którymś momencie sutanna przegra konkurencję
                z kobietą...

                Z sutanną to jest tak jak w małżeństwie. Ludzie się żenią w przekonaniu, że to
                ta jedyna albo ten jedyny, ale potem zmieniają zdanie. Tak samo w moim
                przypadku. Było bardzo fajnie, kiedy się decydowałem na wstąpienie do zakonu...
                I jest też fajnie, gdy odszedłem!

                2005-12-27


                • piotr7777 Re: a oto dzielo intelektualoidalne ks. obirka: 28.12.05, 23:33
                  Jak na uczonego o uznanym dorobku (Czego nie kwestionują) dość prostacki sposób
                  formułowania myśli.
                • auganof Re: a oto dzielo intelektualoidalne ks. obirka: 29.12.05, 01:36
                  28ewa28 napisała:
                  > a oto intelektualne dzielo ks. obirka:
                  zw.eo.pl/apps/tekst.jsp?place=zw_list_articles&news_id=77282
                  > Jan Paweł II nas przytłacza ....
                  > Prof. Stanisław Obirek: Fakt, że nie kochałem papieża, nie oznacza, że jestem
                  > złym katolikiem

                  W konentarzu w Zyciu Warszawy ktos pisze:"ks. dr habilitowany Stanislaw Obirek
                  nie jest "profesorkiem mniemanologii stosowanej". Moze odniesiesz sie do
                  powyzszej pracy: "Jezuici w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1564-
                  1668"?"

                  Otoz raczej jest tylko wylacznie "profesorkiem mniemanologii stosowanej", bo
                  zadnym profesorem nie jest. Tez poziom jego ekspresji medialnych swiadczy o
                  tym. Czy wiesz moze kto jest autorem przywolanej przez ciebie "pracy"? Jest tez
                  przede wszystkim ksiedzem (suspendowanym, ekskomunikowanym przez cudzolostwo i
                  herezje) i zakonnikiem (bo jak znam prawo a duzo slyszalam ostatnio o tym, nie
                  zwolnil go Papiez z zakonu wiec dalej jest zbieglym, zyjacym w ciezkich
                  przestepstwach moralnych czy nawet w grzechach zakonnikiem). Moze wrocic do
                  zakonu, o ile wiem, jako syn marnotrawny, gdzie pewnie hojni i madrzy jezuici
                  przyjma go, jak ojciec marnotrawnego syna, nakarmia, odzieja i poddadza
                  leczeniu i moze bedzie zbawiony. Wroci zapewne, gdy przekona sie, ze jest
                  kolejna zabawka w rekach tej "mosadówy" zerujacej na jego przeszlosci.. i
                  narcyzmie.

                  • 1benzen Re: a oto dzielo intelektualOIDAlne ks. obirka: 29.12.05, 02:30
                    auganof napisała:
                    > W komentarzu w Zyciu Warszawy ktos pisze: "ks. dr habilitowany Stanislaw
                    > Obirek
                    > nie jest "profesorkiem mniemanologii stosowanej". Moze odniesiesz sie do
                    > powyzszej pracy: "Jezuici w Rzeczypospolitej Obojga Narodów w latach 1564-
                    > 1668"?"
                    > Otoz raczej jest tylko wylacznie "profesorkiem mniemanologii stosowanej", bo
                    > zadnym profesorem nie jest. Tez poziom jego ekspresji medialnych swiadczy o
                    > tym. Czy wiesz moze kto jest autorem przywolanej przez ciebie "pracy"? Jest
                    > tez
                    > przede wszystkim ksiedzem (suspendowanym, ekskomunikowanym przez cudzolostwo
                    > i herezje) i zakonnikiem (bo jak znam prawo a duzo slyszalam ostatnio o
                    > tym, nie
                    > zwolnil go Papiez z zakonu wiec dalej jest zbieglym, zyjacym w ciezkich
                    > przestepstwach moralnych czy nawet w grzechach zakonnikiem). Moze wrocic do
                    > zakonu, o ile wiem, jako syn marnotrawny, gdzie pewnie hojni i madrzy jezuici
                    > przyjma go, jak ojciec marnotrawnego syna, nakarmia, odzieja i poddadza
                    > leczeniu i moze bedzie zbawiony. Wroci zapewne, gdy przekona sie, ze jest
                    > kolejna zabawka w rekach tej "mosadówy" zerujacej na jego przeszlosci.. i
                    > narcyzmie.

                    Sugerujesz, ze to zerujaca na jakims szantazu i chorobie (narcyzm kliniczny)
                    akcja dywersyjna wobec Kosciola? Pewnie przez ten odlam ortodoksow z USA,
                    ktorzy daja nam tak popalic w Izraelu (czego sama doswiadczylam) i tu w USA, bo
                    chca nawet ewangelie uznac za teksty antysemickie. Oni robia wode z mozgu
                    wszystkim a sprawie walki z antysemityzmem i sprawie syjonizmu okropnie
                    szkodza. Ale moze to nie zadna afera ale belkot narcystycznego kmiotka
                    medialnie eksploatowany w sezonie ogorkowym? O tym by swiadczyly nastepujace
                    obirkowe - jak to nazwalas -"ekspresje" (tez trafne
                    ewy28: "intelektualOIDAne") - w kazdym razie za sprawa promocji bzdury przez TP
                    dyskusja eklezjologiczna (tez dialogu z judaizmem i syjonizmem) w polskich
                    mediach siegnela bardzo grzaskiego dna (bardziej blotnego niz dno pieczary), od
                    ktorego trudno sie chyba bedzie odbic:

                    --------------------------------------------------------------------------------

                    Zycie Warszawy: zw.eo.pl/apps/tekst.jsp?place=zw_list_articles&news_id=77282

                    Jan Paweł II nas przytłacza

                    Pytajacy: Gdy zrobiło się głośno o Pana konflikcie z hierarchią, ujawniono, że
                    będąc księdzem ma Pan romans. Czy związanie się z kobietą miało również wpływ
                    na porzucenie sutanny?

                    ks. Obirek: Pewnie, że miało. Pan mówi: „romans”. A to jest tak, że bliska
                    osoba, którą kocham, utwierdza mnie w moich wyborach. Dzięki niej nie muszę się
                    tylko obijać o kanty, ale mogę żyć w sposób pełny, harmonijny, zgodny z moimi
                    uczuciami.

                    Pytajacy: Czy fakt, że nie wytrwał Pan w celibacie, wpłynął na Pana opinię o
                    tej instytucji?

                    ks. Obirek: Nie, bo ja zawsze miałem sceptyczny stosunek do celibatu,
                    zwłaszcza księży diecezjalnych. Moje osobiste doświadczenia niczego więc nie
                    zmieniły.

                    Pytajacy: To po co w ogóle został Pan księdzem? Skoro był Pan sceptyczny wobec
                    celibatu, to mógł przecież przewidzieć, że w którymś momencie sutanna przegra
                    konkurencję z kobietą...

                    ks. Obirek: Z sutanną to jest tak jak w małżeństwie. Ludzie się żenią w
                    przekonaniu, że to ta jedyna albo ten jedyny, ale potem zmieniają zdanie. Tak
                    samo w moim przypadku. Było bardzo fajnie, kiedy się decydowałem na wstąpienie
                    do zakonu... I jest też fajnie, gdy odszedłem!
                    -------------------------------------------------------------------------------

                  • fxvi "auganof" napisala: 29.12.05, 03:53
                    auganof napisała:
                    > [ten Obirek] moze wrocic do
                    > zakonu, o ile wiem, jako syn marnotrawny, gdzie pewnie hojni i madrzy jezuici
                    > przyjma go, jak ojciec marnotrawnego syna, nakarmia, odzieja i poddadza
                    > leczeniu i moze bedzie zbawiony. Wroci zapewne, gdy przekona sie, ze jest
                    > kolejna zabawka w rekach tej "mosadówy" zerujacej na jego przeszlosci.. i
                    > narcyzmie.

                    No tak, ludzie sie nawracaja. A jak slyszalam jezuici mieliby chyba sile poddac
                    go skutecznemu leczeniu. Ale chyba musi se najpierw rozbic d.. o beton, zeby
                    zaczal myslec bez okularow narcystycznych, jak to okresla abp Zycinski. Z tego
                    co pisze w tym Zyciu Warszawy poki co jest mu fajnie. Ale czy musi
                    kompromitowac zwykly LUDZKI intelekt i traktowac czytelnikow
                    jak przyglupow? Nie wystarczy mu jeden Szostkiewicz i ci "dziennikarze"
                    z ksiazeczki-wywiadu "Wyznania Narcyza" czy jak tam sie to to nazywa?
          • 1benzen Bzik schodzi z afisza 26.12.05, 01:49

            szukaj.gazeta.pl/szukaj/1816462,51922.html?slowo=%
            20obirek&VE_szukaj=+obirek&sort=data_od%20desc

    • toni25 Re: Żal za jezuitą 29.12.05, 22:27
      No,proszę,dawno tutaj nie zaglądałem,a tu taka miła świąteczna atmosfera!
      Czy to głosy katolików brzmią tak łagodnie i życzliwie?
      Czy to Bożonarodzeniowa radość,która wypełnia serca wierzących w tym czasie,tak
      przemawia?
      Bo przynajmniej chociaż przez te parę dni w roku oczekiwałoby się,że ludzie
      przemówią do siebie ludzkim głosem.W te dni daję sobie szczególne prawo do
      bycia naiwnym dziecięciem i czekuję ludzkich głosów.Także tu na forum.
    • renata993 Re: Żal za jezuitą 30.12.05, 11:02
      Wróciłam ze śwątecznego urlpopu (ach, polska wieś, gdzie jeszcze nie ma
      internetu)- przejrzałam, zajrzałam i zorientowałam się, że dyskusja o księdzu
      O -naszym HEROSTRATOSEM trwa w najlepsze, głownie za jego sprawą tj. wywauadu w
      ŻYCIU.Zastanawiam się dlaczego mnie to aż tak denerwuję - chyba dlatego, że
      nienawidzę faszu, kłamstwa, publicznej nieuczciwości, hipokryzji, bezczelnośći
      i chamstwa. Wiem, iż są to poważne zarzuty, a njgorsze to, że są dostrzegane
      nawet gołym okiem. Zazdroszcze Obirkowi dobrego samopoczucia - "było fajnie,
      jest fajnie i będzie fajnie" - oto credo naszych nowych, cynicznych Obirków,
      których ostatnio coraz więcej.
      • toni25 Re: Żal za jezuitą 30.12.05, 19:04
        A złość piękności szkodzi,piękna Renato.
        • renata993 Re: Żal za jezuitą 01.01.06, 13:11
          Toni, a skąd wiesz, ze jestem piękna, skoro mnie jeszcze nie widziałeś? Ty
          jesteś natomiast b.miły, nie to co ten ponurak i asceta Jabeta,który nie
          świetuje, pewnie nie pije, najpierw mnie prowokuje, a potem się obraża. Ja nie
          sądzę, żeby Obirek był nikczemnikiem i dobrze że kocha, bo w tym zwariowanym
          świecie tylko miłość ma sens,nie ulega natomiat najmniejszej wątpliwości, że
          jest zakłamanym hipokrytą, a publicznie oszukiwać po prostu nie wypada.
    • toni25 Re: Żal za jezuitą 30.12.05, 19:26
      Całą noc padał śnieg cichy, cichy, cichuteńki.
      Przyszedł świt, a tu świat cały biały, bielusieńki,
      jakby kto świata skroń gładził chłodem białej ręki
      i powiedział szeptem doń: Nic się nie bój mój maleńki,

      niech cię głowa już nie boli, niech cię smutna myśl nie trapi,
      bo od dziś, bo od dziś - pokój ludziom dobrej woli.
      Otwórz oczy, znów się zbudź z mroków czarnej melancholii
      i ptaszęcym głosem nuć - pokój ludziom dobrej woli.

      W słońcu - patrz - skrzy się śnieg, szron na drzewach jak koronki.
      Spoza gór, spoza rzek, spoza łąki i rozłąki,
      spoza leśnych srebrnych cisz, jakby dzwony skądś dzwoniły
      i mówiły światu: "Słysz! Nic się nie bój świecie miły.

      Niech cię głowa już nie boli, wszystkim żalom połóż kres,
      dosyć trosk i dosyć łez - pokój ludziom dobrej woli...
      Nową drogę zacznij stąd, już za tobą dni niedoli
      Dzisiaj dzień Wesołych Świąt - pokój ludziom dobrej woli.

      Tak po cichu i powoli
      białym śniegiem nuci mu...
      choćby dziś, w tym jednym dniu
      Pokój ludziom dobrej woli...

      Wierszem Hemara podrawiam Stanisława Obirka i wszystkich ludzi dobrej
      woli,którzy dziś brną przez zasypany śniegiem świat w stronę Nowego Roku.
      • jabeta Re: Żal za jezuitą 30.12.05, 20:28
        Tak właśnie, Toni, świat bez lęku.
        I chociaż lubię czarną melancholię, chociaż jestem spoza świąt-dziękuję Ci za
        ten wiersz. B.
    • granatowoczarny Mial facet kregoslup pomimo prania mozgu. 01.01.06, 17:13
      "szkoda, że pozostanie już na zawsze autorem tej książki"

      Uwielbiam wszelkie pustoslowie. :)

      On pozostanie takze na zawsze Obirek. Czy tez szkoda?
      • toni25 Re: Mial facet kregoslup pomimo prania mozgu. 01.01.06, 22:32
        To najważniejsze i najlepsze ze wszystkiego,
        żeby Obirek był Obirkiem,toni - tonim,a granatowoczarny -
        granatowoczarnym.Kto tego nie pojmuje,żyje fikcją.Mało
        istotne zakonną czy świecką i przez kogo popieraną.
        Ma powody,żeby się wściekać na tych,którzy ficję
        odrzucają.
        • grek77 fajnie bedzie, gdy Obirek porzuci kochanke jak su- 02.01.06, 02:54
          tanne? Czy taka samo bedzie fajnie, gdy kochanka Ksiedza wyrzuci albo gdy
          Ksiadz ja wyrzyci jak sutanne? Czy z sutanna, zona , kochanka jest jak ze
          szmata: wyrzuca sie ja zachwycony zapachem nowej? Smutna jestem po przeczytaniu
          tych wyznan. Smutne i przede wszystkim falszywe jest pojecie wolnosci w ktorym
          brak elementarnego szacunku dla konkretnych osob, a wolnoscia nazywa sie
          nonszalancje, pogarde, nieodpowiedzialnosc za ludzi i slowa. Smutne i faszywe
          jest nazywanie prawdziwa miloscia wlasnej wygody i amoku "zakochania sie" bez
          elementarnej milosci. Cala ta sprawa powinna sie chyba nazywac nie tylko
          nie "przed Bogiem" czy, jak proponuje p. Nosowski, "przed ludzmi" ale
          raczej "satyra Satyra" - jak juz ktos to nawet nazwal. Po prostu jest fajnie.
          Fajnie. Fajnie Fajnie. Fajnie. Fajnie i raz jeszcze bardzo fajnie jest.
          ks. Obirek (patrz: 28ewa28) napisal:
          "Z sutanną to jest tak jak w małżeństwie. Ludzie się żenią w przekonaniu, że
          to
          ta jedyna albo ten jedyny, ale potem zmieniają zdanie. Tak samo w moim
          przypadku. Było bardzo fajnie, kiedy się decydowałem na wstąpienie do zakonu...
          I jest też fajnie, gdy odszedłem!"

    • fxvi zobacz tez GW DF: 02.01.06, 15:16

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=521&w=34273979&wv.x=2&a=34285317
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka