kon_boxer
19.03.06, 04:46
Jarosław Kaczyński potwierdził to co tydzień temu on (czy premier Marcinkiewicz - nie pamiętam) anonsował z anteny Radia Maryja: WYBORY. Za to zresztą Jarosława Kaczyńskiego lubię - nie jest dyktatorem, jest fantastą, porzucającym stare trudne w realizacji pomysły na rzecz nowych, "lepszych". Polska ma jednak - co tu kryć - pewien ból głowy.
Czeka nas bowiem dokończenie wyborów roku 1989 - nie tak masowo do nich wtedy poszliśmy, nie tak chętnie głosowaliśmy przweciw "ustrojowi", potem dopiero narodowa wyobraźnia kazała się w 4 czerwca 1989 dopatrywac jednomyślności i niczego więcej. Czekaja nas wybory nader podobne - a i z pobliskiego Mińska pada na Polskę cień nostalgii za minionym.
PiS oferuje Polsce PRL-bis, dla przekory nazwany IV Rzeczpospolitą. Z jedną tylko różnicą: nie mając za sobą "ruskich czołgów", stara się mieć za plecami zamiast nich zniewalający autorytet Kościoła. Finanse, gospodarka, prawo, Konstytucja? Ma być jak w PRL-u (niekoniecznie jak za Gierka - póki co pachnie Gomułką a wciąż trwa ślizg wstecz) - ale miejsce Lenina ma zastąpić Jezus Chrystus.
Istotnie, PRL nie był najgorszym ustrojem dla ludzi prostych i biernych. Niewiele mieli - ale nie żyli w ciągłym lęku: przed brakiem bądź utratą pracy, przed długami, przed eksmisją, przed tym, że ZUS zbankrutuje i emerytury nie będzie. Nie żyłoby się im źle - gdyby tylko mieli pełną wolność głoszenia swej przeciętności jako wartości najwyższej - gdyby mieli wolność publicznego wyznawania kultu który i tak wyznawali we wszelkich jego przejawach, łącznie z ksenofobią, nietolerancją i pogardą.
Nie zrozumieją już, jak wiele im propagowaniem bierności PRL odebrał - ani jakie ma to dziś skutki; a przecież owa biernośc nie z PRL-em się narodziła, jest ona spuścizną długiej naszej niewoli, przegrywanymi powstaniemi jeno przerywanej. A skoro nie zrozumieją - bedą za tym, aby to co jest dziś - trwało.
Wiadomo mniej więcej, jak sobie PiS wyobraża kampanię wyborczą - bo i wyboru wielkiego nie ma. Bedzie - z grubsza rzecz biorąc - to co było, plus (tak, Jarosław Kaczyński ogłosił rzecz ważną) - "przed wizytą Benedykta XVI"; tuż przed. Liczy Jarosław Kaczyński na związane z tym narodowe uniesienie: czy jednak nie za bardzo? To juz nie "nasz Karolek", to papież zdecydowanie bardziej intelektualny i raczej niechętny wejściu w buty poprzednika; jest zresztą jeszcze sprawa Radia Maryja. Prymasa Glempa w tej sprawie zneutralizowała kasa na dzieło jego życia, Świątynię Opatrzności (może zresztą o to tylko chodziło od początku) - ale problem i tak istnieje. Czy będzie się mógł o. Rydzyk intensywnie politycznie udzielać w okresie tuż przez wizytą papieską - i jak to bedzie wyglądało? Obawiam się - że kiepsko.
Jeśli nastąpi podział Polski katolickiej na Polskę oficjalnie katolicką i toruńskokatolicką - PiS przegra, wystąpi z pozycji schizmatyków a schizma jeszcze nie dojrzała; jeśli zaś nie nastąpi?
Przeciwników partii miłościwie nam dziś panującej czeka cięższa przeprawa - może klęska. Ale tylko może - dzisiejsze sondaże są sondażami sprzed kampanii wyborczej, ta w społeczeństwach niestabilnych i o niskiej świadomości politycznej może zmienić wiele. Jest też jeszcze czas na targi między resztą partii politycznych - na zbudowanie wspólnego frontu pod hasłem "never more".
Swoją drogą - Orkla jeszcze, o ile wiem, nie powołała następcy Gaudena, "Rzeczpospolita" nie jest jeszze w rękach PiS-u. Czy Norwegowie zaryzykują w niepewnej sytuacji politycznej daleko idące zbliżenie "Rzeczpospolitej" do Radia Maryja - czy ten, przeznaczony ponoć na sprzedaż tytuł nie straci przez to znacznie na wartości?
Trzebaby znać ceny na rynku tzw. "brukowców" - póki co, "Rzeczpospolita" jest notowana na nieco innym parkiecie.