Dodaj do ulubionych

Proces za odmowę aborcji

16.05.06, 07:09
Pacjenci sa dla lekarzy (nie tylko dla lekarzy) smieciem. Nigdzie w Polsce
czlowiek nie jest tak lekcewazony (moze za wyjatkiem tzw. aparatu
sprawiedliwosci i kleru) jak w sluzbie zdrowia.
Obserwuj wątek
    • galba Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:24
      alex-alexander napisał:

      > Pacjenci sa dla lekarzy (nie tylko dla lekarzy) smieciem. Nigdzie w Polsce
      > czlowiek nie jest tak lekcewazony (moze za wyjatkiem tzw. aparatu
      > sprawiedliwosci i kleru) jak w sluzbie zdrowia.

      Kto ci powiedział, że lekarz ma zupełnie lekceważyć najważniejszą potrzebę
      dziecka jaką jest życie?
      • winka53 Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:27
        <Niestety...lekarz dmucha wspolnie z ksiedzem i politykiem w trabe....
        dlatgo jest jak jest...i tak nadal bedzie ...
        a wtedy mozliwosc prywatnie robienia aborcji..za wiadomo jakie pieniadze ...
        I O TO TU CHODZI......pozdrawiam piekny kraj...
        • elephant_tusk Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:35
          Widać mierzysz ludzi swoją miarą.

          Są jednak tacy, dla których ideały są ważne. I zawsze znajdą się tacy, którzy
          mają grubszą skórę albo tacy, którzy wykonają aborcję w dobrej wierze, sądząc,
          że usprawiedliwia ich dobro kobiety. Dlaczego zmuszać do przerwania ciąży
          lekarzy, dla których jest to morderstwo? I jeszcze twierdzić, że odmowa jest
          niemoralna? Straty moralne...Hm...
          • thebigzumzum Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:51
            Idealy? No pewnie. Faszysci, nazisci, speudokibice... oni tez maja swoje idealy i jeszcze bardziej sa im wierni niz tamten lekarz.
          • ciociolina Płód nie jest człowiekiem 16.05.06, 11:55
            Lekarz, w ramach swojej "służby", podobnie jak żołnierz, nie ma prawa wybierać
            sobie czynności, które chce wykonywać i tych, których nie chce. Jeśli prawo
            nakłada na niego taki obowiązek, to ma go wykonać. Swoje rozterki ideowe może
            rozstrzygać poza służbą, w tym przypadku np. w kościele.
            Płód nie jest człowiekiem, tylko płodem, podobnie jak korzeń nie jest drzewem.
            Człowiek to istota zdolna do życia bez pępowiny, oddychająca powietrzem
            atmosferycznym itd. Proszę nie wprowadzać zamętu pojęciowego w celu forsowania
            swoich przekonań religijnych.
          • gucio27 Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 19:20
            > Są jednak tacy, dla których ideały są ważne. I zawsze znajdą się tacy, którzy
            > mają grubszą skórę albo tacy, którzy wykonają aborcję w dobrej wierze, sądząc,
            > że usprawiedliwia ich dobro kobiety. Dlaczego zmuszać do przerwania ciąży
            > lekarzy, dla których jest to morderstwo? I jeszcze twierdzić, że odmowa jest
            > niemoralna? Straty moralne...Hm..

            A zapytam się tak - ile kosztują te "ideały"? Ile jest warte dla lekarzy życie
            ludzkie? Wiesz, nie byłoby w tym nic złośliwego, gdyby nie to, że na oddziałach
            ginekologicznych ordynatorzy specjalnie wzywają przed porodem przyszłych ojców
            na rozmowę w cztery oczy delikatnie sugerując drobną wpłatę na "prywatny
            fundusz", co ma pozwolić na "łatwiejszy poród", a dla tych, którzy jednak nie
            chcą dać w łapę są bezlitośni. Ich żony rodzą po 20 - 30 godzin, nie żadnych
            "cesarek", nawet jeśli dziecko traci puls, a na dodatek fałszują dokumentację
            lekarską usuwając z niej niewygodne dla siebie fakty! Nie wierzysz? Przykład mam
            pod nosem - w Pszczynie.
      • konfabulator Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:27
        >
        > Kto ci powiedział, że lekarz ma zupełnie lekceważyć najważniejszą potrzebę
        > dziecka jaką jest życie?
        >

        A co z potrzebą matki? Dlaczego lekarz ma lekceważyć jej potrzebę jaką jest
        spokojne życie?
        • elephant_tusk Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:31
          konfabulator napisał:

          > >
          > Kto ci powiedział, że lekarz ma zupełnie lekceważyć najważniejszą potrzebę
          > > dziecka jaką jest życie?
          >
          > A co z potrzebą matki? Dlaczego lekarz ma lekceważyć jej potrzebę jaką jest
          > spokojne życie?

          Bo to są zupełnie niesymetryczne dobra: życie w ogóle i "spokojne życie".



          • ciociolina Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 11:56
            A gdzie w naturze można spotkać "symetrię"? Czy stosunek lew - antylopa jest
            symetryczny?
            • elephant_tusk Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 14:14
              W naturze symetria jest bardzo częsta, np. w kryształach albo wśród organizmów
              żywych.

              Ale nie o to tutaj przecież chodzi. Chodzi o to, że nie powinno się
              przeciwstawiać życia jednego człowieka wygodzie drugiego. Widziałam Twoją
              definicję człowieka parę postów wyżej. Ale to jest definicja dość arbitralna.
              Ja jej przeciwstawię definicję, według której człowiekiem jest istota
              posiadająca własny indywidualny zestaw ludzkich kwasów nukleinowych. Wydaje mi
              się ona mniej arbitralna i bardziej ostra. Twoja za to jest wygodna dla osób,
              ktore kierują się w życiu przede wszystkim egoizmem. I to jest przyczyna, dla
              której wielu ludzi ją przyjmuje. Z wygody.

              Dyskusja na ten temat toczy się od dziesięcioleci i raczej trudno liczyć na to,
              że ktoś kogoś tutaj przekona.

              Ale chciałabym zwrócić uwagę na to, że dyskusja tutaj toczy się nie tylko na
              temat tego, czy aborcja jest zabójstwem czy tylko drobnym zabiegiem, do którego
              kobieta ma prawo. Chodzi też o to, czy można kogoś zmuszać do
              zabójstwa/morderstwa korzystając z przymusu prawnego. Oczywiście, ważne jest
              to, czy obiektywnie jest to zabójstwo, ale jeszcze ważniejsze jest, czy lekarz
              subiektywnie uważa aborcję za morderstwo. Jeżeli tak uważa, to dla niego TO
              JEST MORDERSTWO.

              I jeszcze dyskusja toczy się na temat, czy kobieta, której ten lekarz odmówił
              wykonania aborcji (z jej punktu widzenia - drobnego zabiegu, ale z jego punktu
              widzenia - morderstwa na bezbronnej istocie) i której ten "zabieg" wykonał inny
              lekarz, który nie miał takich obiekcji, ma prawo skarżyć tego pierwszego
              lekarza O STRATY MORALNE wycenione na 300 tys. zł.

              Dla mnie jest to wywrócenie moralności na lewą stronę. To jest jakaś
              makabryczna ANTYMORALNOSC.
              • wdakra Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 15:13
                elephant_tusk napisała:


                >
                > Ale nie o to tutaj przecież chodzi. Chodzi o to, że nie powinno się
                > przeciwstawiać życia jednego człowieka wygodzie drugiego.

                Człowieczeństwo płodu jest sprawą sporną, więc traktowanie aborcji jako
                przeciwstawiania życia jednego człowieka wygodzie drugiego jest nieuprawnione.

                >Widziałam Twoją
                > definicję człowieka parę postów wyżej. Ale to jest definicja dość arbitralna.
                > Ja jej przeciwstawię definicję, według której człowiekiem jest istota
                > posiadająca własny indywidualny zestaw ludzkich kwasów nukleinowych. Wydaje mi
                > się ona mniej arbitralna i bardziej ostra.

                Z całą pewnością jest bardziej skrajna i arbitralna. Możesz sobie uważać, że
                jajko, to kura, ale nie każ innym jeść z niego rosołu, ani nie wciskaj, jako
                kurczaka z rożna.

                > Twoja za to jest wygodna dla osób,
                > ktore kierują się w życiu przede wszystkim egoizmem. I to jest przyczyna, dla
                > której wielu ludzi ją przyjmuje. Z wygody.

                A czym Ty się kierujesz? Nadymasz się "szlachetnością" na cudzy rachunek
                bezinteresownie, czy też dla podbudowania poczucia własnej wartości, a więc z
                czystego egoizmu?
                >
                >
                >
                > Ale chciałabym zwrócić uwagę na to, że dyskusja tutaj toczy się nie tylko na
                > temat tego, czy aborcja jest zabójstwem czy tylko drobnym zabiegiem, do którego
                >
                > kobieta ma prawo. Chodzi też o to, czy można kogoś zmuszać do
                > zabójstwa/morderstwa korzystając z przymusu prawnego. Oczywiście, ważne jest
                > to, czy obiektywnie jest to zabójstwo, ale jeszcze ważniejsze jest, czy lekarz
                > subiektywnie uważa aborcję za morderstwo.


                I tu nie ma zgody. To, że pan X. wykorzystuje seksualnie swoją córkę, bo uważa,
                że ma do tego prawo nie zwalnia go z odpowiedzialności. Podobnie, jeśli grupa
                dewotek uważa za słuszne i sprawiedliwe zamordować kobietę, która zdecydowała
                się na aborcję, to nie zwalnia jej członkiń od odpowiedzialności za morderstwo.

                > Jeżeli tak uważa, to dla niego TO
                > JEST MORDERSTWO.
                Jeśli nie akceptuje wykonywania jakichś zabiegów medycznych, do których pacjenci
                mają prawo, to niech nie podejmuje pracy w państwowym szpitalu. Może sobie
                popracować w jakimś szpitalu wyznaniowym, gdzie z definicji nie przeprowadza się
                zabiegów sprzecznych z jego przekonaniami.
                >
                > I jeszcze dyskusja toczy się na temat, czy kobieta, której ten lekarz odmówił
                > wykonania aborcji (z jej punktu widzenia - drobnego zabiegu, ale z jego punktu
                > widzenia - morderstwa na bezbronnej istocie) i której ten "zabieg" wykonał inny
                >
                > lekarz, który nie miał takich obiekcji, ma prawo skarżyć tego pierwszego
                > lekarza O STRATY MORALNE wycenione na 300 tys. zł.
                >
                > Dla mnie jest to wywrócenie moralności na lewą stronę. To jest jakaś
                > makabryczna ANTYMORALNOSC.

                A dla mnie makabryczną antymoralnością jest nierespektowanie czyichś praw, w tym
                praw kobiet, a w szczególności prawa do życia i ochrony zdrowia, przedkładanie
                dobra płodu nad dobro kobiety ciężarnej. Podejmuj sobie decyzje, których
                wszystkie konsekwencje jesteś gotów ponieść, a nie na cudze konto.
                A co do lekarza - miał prawo nie wykonywać aborcji osobiście powołując się na
                klauzulę sumienia, ale miał obowiązek sam znaleźć innego lekarza, który by jej
                dokonał. A już w żadnym razie nie miał prawa grać na zwłokę, żądając jakichś
                dodatkowych dokumentów. Choćby z tego powodu, że im bardziej zaawansowana ciąża,
                tym większe zagrożenie dla zdrowia kobiety, nie mówiąc o tym, że płód bardziej
                rozwinięty, a tym samym bliższy człowieczeństwa.
                • elephant_tusk Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 16:11
                  wdakra napisała:

                  > Człowieczeństwo płodu jest sprawą sporną, więc traktowanie aborcji jako
                  > przeciwstawiania życia jednego człowieka wygodzie drugiego jest
                  nieuprawnione.

                  Aż głupio mi stawiać nienowy argument: skoro człowieczeństwo płodu jest sprawą
                  sporną, to może lepiej, na wszelki wypadek potraktujmy go jako człowieka.


                  > Z całą pewnością jest bardziej skrajna i arbitralna. Możesz sobie uważać, że
                  > jajko, to kura, ale nie każ innym jeść z niego rosołu, ani nie wciskaj, jako
                  > kurczaka z rożna.

                  Jest bardziej obiektywna, bo wyraźniej chwyta moment początkowy.


                  > A czym Ty się kierujesz? Nadymasz się "szlachetnością" na cudzy rachunek
                  > bezinteresownie, czy też dla podbudowania poczucia własnej wartości, a więc z
                  > czystego egoizmu?
                  > >
                  Niczym się nie nadymam. Piszę, jak uważam, że jest słuszne.


                  > I tu nie ma zgody. To, że pan X. wykorzystuje seksualnie swoją córkę, bo
                  uważa,
                  > że ma do tego prawo nie zwalnia go z odpowiedzialności. Podobnie, jeśli grupa
                  > dewotek uważa za słuszne i sprawiedliwe zamordować kobietę, która zdecydowała
                  > się na aborcję, to nie zwalnia jej członkiń od odpowiedzialności za
                  morderstwo.
                  >

                  Strasznie demagogiczne argumenty. Spieramy się, zdaje się, czy istnieje
                  moralność obiektywna. Moim zdaniem istnieje. Aborcja jest z nią niezgodna,
                  chyba że wymusza ją dobro wyższego rzędu. Takim dobrem nie jest czyjaś wygoda.
                  Przywoływanie argumentu, że nie wolno działać wbrew czyjemuś subiektywnemu
                  poczuciu słuszności, było wyprawą na Wasze podwórko (abstrahując od tego, że w
                  dalszym ciągu uważam ten argument za słuszny). Teraz wracamy do początku.
                  Oczywiście, wykorzystywanie seksualne córki jest złem obiektywnie. Nie można go
                  porównywać do odmowy wykonania obiektywnie nagannego czynu. Zresztą trzeba być
                  strasznym nihilistą, żeby uważać, że wykorzystanie seksualne córki czy
                  kogokolwiek wbrew jego woli jest moralnie pozytywne lub neutralne. Czyli -
                  trudno mi sobie wyobrazić człowieka, który nie ma świadomości, że dokonuje
                  czynu podłego. Nie wyobrażam też sobie "grupy dewotek", które uważają za
                  słuszne zamordować kobietę. Taki argument to nadużycie.

                  >Jeśli nie akceptuje wykonywania jakichś zabiegów medycznych, do których
                  >pacjenci mają prawo, to niech nie podejmuje pracy w państwowym szpitalu. Może
                  > sobie popracować w jakimś szpitalu wyznaniowym, gdzie z definicji nie
                  > przeprowadza się zabiegów sprzecznych z jego przekonaniami.

                  Byłby to Berufsverbot ze względów moralnych. Gdyby w szpitalach pracowali sami
                  lekarze, którzy nie kierują się przesłankami moralnymi, strach byłoby się
                  leczyć. Wolę się leczyć u lekarza, dla którego moralność jest ważna. Mam wtedy
                  nieco większe poczucie bezpieczeństwa.

                  > A dla mnie makabryczną antymoralnością jest nierespektowanie czyichś praw, w
                  > tym
                  > praw kobiet, a w szczególności prawa do życia i ochrony zdrowia, przedkładanie
                  > dobra płodu nad dobro kobiety ciężarnej.

                  Życie i wygoda to nie są dobra równoprawne. Zgodziłam się z tym, że decyzja
                  jest trudna i choć nie pochwalam decyzji pani Kleczkowskiej, to ją rozumiem.
                  Ale żądanie odszkodowania ZA STRATY MORALNE uważam za skrajną bezczelność.


                  > A co do lekarza - miał prawo nie wykonywać aborcji osobiście powołując się na
                  > klauzulę sumienia, ale miał obowiązek sam znaleźć innego lekarza, który by jej
                  > dokonał. A już w żadnym razie nie miał prawa grać na zwłokę, żądając jakichś
                  > dodatkowych dokumentów. Choćby z tego powodu, że im bardziej zaawansowana
                  ciąża
                  > ,
                  > tym większe zagrożenie dla zdrowia kobiety, nie mówiąc o tym, że płód bardziej
                  > rozwinięty, a tym samym bliższy człowieczeństwa.

                  A może tak się składało, że nie zatrudniał nikogo, kto był moralny inaczej? W
                  końcu pani Kleczkowska dotarła do takiego i "krzywda się jej nie stała".

                  A jeżeli chodzi o narażanie na utratę zdrowia i życia, podobno statystyki
                  wykazują, że poród jest mniej niebezpieczny niż aborcja. Więc może lepiej zabić
                  dziecko parę dni po urodzeniu niż parędziesiąt przed? Tak robili starożytni
                  Grecy z niechcianymi dziećmi. Dla mnie oba czyny są równie naganne.
                  • wdakra Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 20:32
                    elephant_tusk napisała:

                    > wdakra napisała:
                    >
                    > > Człowieczeństwo płodu jest sprawą sporną, więc traktowanie aborcji jako
                    > > przeciwstawiania życia jednego człowieka wygodzie drugiego jest
                    > nieuprawnione.
                    >
                    > Aż głupio mi stawiać nienowy argument: skoro człowieczeństwo płodu jest sprawą
                    > sporną, to może lepiej, na wszelki wypadek potraktujmy go jako człowieka.

                    Mamy więc poświęcać dobro osoby, która niewątpliwie jest człowiekiem dla
                    przedłużenia trwania płodu, co do którego człowieczeństwa są wątpliwości? Może
                    byłoby bardziej na miejscu powsztrzymać się od nazywania morderstwem przerwania
                    rozwoju płodu? Czemu nie tłumaczysz wątpliwości na korzyść kobiet decydujących
                    się na aborcję?
                    >
                    > > Z całą pewnością jest bardziej skrajna i arbitralna. Możesz sobie uważać,
                    > że
                    > > jajko, to kura, ale nie każ innym jeść z niego rosołu, ani nie wciskaj, j
                    > ako
                    > > kurczaka z rożna.
                    >
                    > Jest bardziej obiektywna, bo wyraźniej chwyta moment początkowy.

                    Niew ma w niej nic obiektywnego. Jest absolutnie subiektywna i charakterystyczna
                    wyłącznie dla środowisk zindoktrynowanych przez niektóre wyznania, w tym
                    panoszące się u nas rzymskokatolickie. Zwracam Ci uwagę, że nie wszystkie
                    wyznania chrześcijańskie zgadzają się ze stanowiskiem KRK. I nie uważam za
                    słuszne wymuszać na kimś podejmowania heroicznych wysiłków w imię przekonań,
                    których nie podziela.
                    >
                    >
                    > > A czym Ty się kierujesz? Nadymasz się "szlachetnością" na cudzy rachunek
                    > > bezinteresownie, czy też dla podbudowania poczucia własnej wartości, a wi
                    > ęc z
                    > > czystego egoizmu?
                    > > >
                    > Niczym się nie nadymam. Piszę, jak uważam, że jest słuszne.


                    Ktoś Ci przeszkadza postępować zgodnie z tym przekonaniem, tak jak Ty usiłujesz
                    przeszkadzać innym w kierowaniu się własnym?
                    >
                    >
                    > > I tu nie ma zgody. To, że pan X. wykorzystuje seksualnie swoją córkę, bo
                    > uważa,
                    > > że ma do tego prawo nie zwalnia go z odpowiedzialności. Podobnie, jeśli g
                    > rupa
                    > > dewotek uważa za słuszne i sprawiedliwe zamordować kobietę, która zdecydo
                    > wała
                    > > się na aborcję, to nie zwalnia jej członkiń od odpowiedzialności za
                    > morderstwo.
                    > >
                    >
                    > Strasznie demagogiczne argumenty.

                    Nie bardziej, niż Twoje

                    > Spieramy się, zdaje się, czy istnieje
                    > moralność obiektywna. Moim zdaniem istnieje. Aborcja jest z nią niezgodna,
                    > chyba że wymusza ją dobro wyższego rzędu.


                    A Ty jesteś ekspertem od tego, co jest tym dobrem?


                    > Takim dobrem nie jest czyjaś wygoda.

                    Urodzenie i wychowanie dziecka niepełnosprawnego jest samym dobrem, wg Ciebie,
                    co najwyżej raczysz uznać, że jest niezbyt wygodne? Doświadczyłaś tego
                    szczęścia, że się tak arbitralnie na ten temat wypowiadasz?


                    > Przywoływanie argumentu, że nie wolno działać wbrew czyjemuś subiektywnemu
                    > poczuciu słuszności, było wyprawą na Wasze podwórko (abstrahując od tego, że w
                    > dalszym ciągu uważam ten argument za słuszny).

                    Ja jestem jedną, pojedyncza osobą i nie wymagam mówienia mi per "Wy"

                    > Teraz wracamy do początku.
                    > Oczywiście, wykorzystywanie seksualne córki jest złem obiektywnie. Nie można go
                    >
                    > porównywać do odmowy wykonania obiektywnie nagannego czynu. Zresztą trzeba być
                    > strasznym nihilistą, żeby uważać, że wykorzystanie seksualne córki czy
                    > kogokolwiek wbrew jego woli jest moralnie pozytywne lub neutralne. Czyli -
                    > trudno mi sobie wyobrazić człowieka, który nie ma świadomości, że dokonuje
                    > czynu podłego.

                    To sobie o takim poczytaj:

                    <a
                    href="serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,3021550.html"target="_blank">"http://serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,3021550.html"</a>

                    Nie wyobrażam też sobie "grupy dewotek", które uważają za
                    > słuszne zamordować kobietę. Taki argument to nadużycie.

                    Masz kiepską wyobraźnię i może dlatego jeśteś antyaborcjonistką. Nie uważam,
                    żeby odwołanie się do sytuacji, z którą osobiście się zetknęłam było
                    jakimkolwiek naduzyciem. Mogę jedynie dodać, że chodziło o kobietę, która
                    zdecydowała się na aborcję w obliczu zagrożenia jej życia i w sytuacji, kiedy
                    płód nie miał szans osiągnąć przed jej śmiercią takiego stopnia rozwoju, żeby
                    dało się go uratować. Masz w takich zdarzeniach swój osobisty udział przez
                    nazywanie aborcji mordowaniem swoich dzieci. Masz na sumieniu śmierć kobiet w
                    podobvnej sytuacji, czy to z rąk "arcymoralnych" lekarzy, czy też z rąk osób,
                    którym zrobiono wodę z mózgu antyaborcyjną propagandą.
                    >

                    > Byłby to Berufsverbot ze względów moralnych. Gdyby w szpitalach pracowali sami
                    > lekarze, którzy nie kierują się przesłankami moralnymi, strach byłoby się
                    > leczyć. Wolę się leczyć u lekarza, dla którego moralność jest ważna. Mam wtedy
                    > nieco większe poczucie bezpieczeństwa.

                    Ja też. Tylko lekarzy - zagorzałych antyaborcjonistów uważam za morderców
                    kobiet, posłusznych nakazom religijnym, wbrew dobru pacjentów, którzy zwracają
                    się do nich po pomoc.
                    >
                    > przedkła
                    > danie
                    > > dobra płodu nad dobro kobiety ciężarnej.
                    >
                    > Życie i wygoda to nie są dobra równoprawne. Zgodziłam się z tym, że decyzja
                    > jest trudna i choć nie pochwalam decyzji pani Kleczkowskiej, to ją rozumiem.

                    Jakoś tego nie widać. Raczej okresliłabym to okazywaniem pobłażliwej
                    wyrozumiałości z pozycji osoby wyższej moralnie, a nie zrozumieniem.

                    > Ale żądanie odszkodowania ZA STRATY MORALNE uważam za skrajną bezczelność.
                    >
                    >
                    A czemuż to? Ta kobieta miała prawo do aborcji nawet w myśl obowiązującej,
                    niezwykle restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej. Utrudnianie jej realizacji tego
                    prawa jest przestępstwem i tylko wskutek wpływów KRK postępowania przeciwko
                    takim łajdakom, jak ten lekarz są umarzane.

                    > > A co do lekarza - miał prawo nie wykonywać aborcji osobiście powołując si
                    > ę na
                    > > klauzulę sumienia, ale miał obowiązek sam znaleźć innego lekarza, który b
                    > y jej
                    > > dokonał. A już w żadnym razie nie miał prawa grać na zwłokę, żądając jaki
                    > chś
                    > > dodatkowych dokumentów. Choćby z tego powodu, że im bardziej zaawansowana
                    >
                    > ciąża
                    > > ,
                    > > tym większe zagrożenie dla zdrowia kobiety, nie mówiąc o tym, że płód bar
                    > dziej
                    > > rozwinięty, a tym samym bliższy człowieczeństwa.
                    >
                    > A może tak się składało, że nie zatrudniał nikogo, kto był moralny inaczej? W
                    > końcu pani Kleczkowska dotarła do takiego i "krzywda się jej nie stała".


                    Rzecz w tym, że to ordynator miał obowiązek zapewnić jej realizację prawa do
                    zabiegu, a jak sam nie raczy i nie zatrudnia żadnego lekarza, który by to
                    zrobił, to niech zapłaci za swoją szlachetność i najmie (za własne pieniądze)
                    takiego, który by ten obowiązek za niego wykonał.
                    >
                    > A jeżeli chodzi o narażanie na utratę zdrowia i życia, podobno statystyki
                    > wykazują, że poród jest mniej niebezpieczny niż aborcja.


                    Nie słyszałam w swoim otoczeniu o jakimkolwiek przypadku śmierci wskutek aborcji
                    . Jesli się zdarza, to raczej w przypadku wykonywania jej pokątnie w
                    nieodpowiednich warunkach czy niefachowo. Natomiast znam blisko jedną osobę,
                    której aborcja uratowała życie, parę takich, które zmarły wskutek niedokonania
                    aborcji ratującej życie i takich, które umarły przy porodzie. Więc nie bardzo
                    wierzę statystykom, o których mówisz.

                    > Więc może lepiej zabić
                    >
                    > dziecko parę dni po urodzeniu niż parędziesiąt przed? Tak robili starożytni
                    > Grecy z niechcianymi dziećmi. Dla mnie oba czyny są równie naganne.

                    Nie tylk
              • ciociolina Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 20:45
                elephant_tusk napisała:
                > W naturze symetria jest bardzo częsta, np. w kryształach albo wśród
                organizmów żywych.

                Typowa pokrętność w dyskusji. Czy mowa była o symetrii w fizycznej budowie
                związków chemicznych czy o "symetrii" dóbr i wartości?

                > Widziałam Twoją
                > definicję człowieka parę postów wyżej. Ale to jest definicja dość arbitralna.
                > Ja jej przeciwstawię definicję, według której człowiekiem jest istota
                > posiadająca własny indywidualny zestaw ludzkich kwasów nukleinowych. Wydaje
                mi się ona mniej arbitralna i bardziej ostra.

                Masz rację, że ... Ci się wydaje. Indywidualny zestaw ludzkich kwasów
                nukleinowych może mieć dowolna laboratoryjna próbka, a także nowotwór.

                > Twoja za to jest wygodna dla osób,
                > ktore kierują się w życiu przede wszystkim egoizmem. I to jest przyczyna, dla
                > której wielu ludzi ją przyjmuje. Z wygody.

                Niestety, wprowadzasz do dyskusji argumenty emocjonalne zamiast racjonalnych.
                Podana przez mnie definicja jasno i prosto formułuje warunki istnienia odrębnej
                istoty ludzkiej, niezależnie od tego czy jest to komuś wygodne czy nie.

                > Chodzi też o to, czy można kogoś zmuszać do
                > zabójstwa/morderstwa korzystając z przymusu prawnego. Oczywiście, ważne jest
                > to, czy obiektywnie jest to zabójstwo, ale jeszcze ważniejsze jest, czy
                lekarz
                > subiektywnie uważa aborcję za morderstwo. Jeżeli tak uważa, to dla niego TO
                > JEST MORDERSTWO.

                Nie można dyskutowac z kimś, kto notorycznie używa argumentów retorycznych,
                zamiast racjonalnych. Istnieją jasne kryteria prawne zabójstwa (morderstwa),
                niezależne od tego, "co kto sobie uważa".
                Czy - podobnie jak Goebels - uważasz, że jeśli w każdej wypowiedzi powtórzysz
                po kilka razy, iż aborcja jest mordesrstwem, to w końcu stanie się to prawdą?
          • bloody_rabbit Kto rzuca kamieniem w tę kobietę 16.05.06, 14:20
            niech sam zaopiekuje się dzieckiem z zespołem Downa.

            A co do lekarzy: żeby zostać ginekologiem, musiał nauczyć się jak wykonywać
            aborcję na studiach. Jakoś mu wtedy nie przeszkadzało, a przecież niemoralne
            byłoby się uczyć, jak wykonywać morderstwo?
        • szalaty Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:47
          Wątpię w to spokojne życie matki, po takim przeżyciu. W podświadomości zawsze
          będzie miała poczucie winy.
          • blondgirl Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:54
            Tu chodzi o co innego. Lekarz złamał prawo poprzez zaniechanie obowiązku, który
            w tym przypadku nałożyło na niego obowiązujące prawo, uchwalone w formie ustawy
            przez konstytucyjny organ jakim jest parlament. Jego zaniechanie naruszyło
            interws prawny tej kobiety. W związku z powyższym ma ons pełną legitymację do
            tego, aby domagać się zadośćuczynienia na drodze sądowej.
          • ciociolina Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 11:58
            Proszę nie "wekslować" tematu i nie zajmować się matką, bo to nie ona jest tu
            inkryminowana. Oskarżonym jest lekarz i na jego zachowaniu prosze się
            koncentrować.
          • wdakra Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 15:25
            szalaty napisała:

            > Wątpię w to spokojne życie matki, po takim przeżyciu. W podświadomości zawsze
            > będzie miała poczucie winy.

            W każdym razie "obrońcy życia poczętego" będą się bardzo starać, żeby miała.
            Zważywszy jednak na jej determinację jest nadzieja, że nie da sobie wmówić winy.
      • cinek08 Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:32
        Prawo mówi wyraźnie jeśli płód jest ciężko uszkodzony. Jak dlamnie mongolizm
        jest ciężkim uszkodzeniem płodu. Dziecko takie jest niezdolne do normalnego
        funkcjonowania w społeczeństwie (popatrz tylko na giertycha albo
        wierzejskiego). Nie przecze może żyć i radzić sobie ale nigdy nie będzie zdolne
        do normalnego życia. Można tu dywagować że to dziecko mogłoby zostać jakimś
        genialnym artystą. Ale to są tylko domysły bo równie dobrze można twierdzić że
        zostanie mordercą. Tak czy inaczej prawo jest prawem i należy go przestrzegać.
        A wtym przypadku decyzja matki miała oparcie w ustawie.
        • ciociolina Problem prawny czy ideowe deliberacje? 16.05.06, 12:02
          I to jest jedyne racjonalne podejście. Obrońcy lekarza uciekają się, niestety,
          do dywagacji moralnych, religijnych itp., nie mających bezpośrednio nic
          wspólnego ze sprawą. SPRAWA JEST NATURY PRAWNEJ, proszę państwa, obrońców
          zygoty, a nie ideologiczną deliberacją.
          • blondgirl Re: Problem prawny czy ideowe deliberacje? 16.05.06, 12:13
            W takim razie to po co to prawo?
            W pełni się z tobą zgadzam.
            Lekarz pomimo ustawowych przesłanek nie wykonał ciążącego na nim obowiązku,
            który wynikał właśnie ustawy. Powoływanie się na sumienie tego lekarza jest
            przesadą. Jeszcze raz powtórzę szpital jest państwowy i choćby dlatego nie ma w
            nim miejsca na takie zachowanie. Natomiast jeśli się p. Dr nie podoba to albo
            niech zmieni specjalizację albo niech zmieni szpital na prywatny gabinet.
            Jeśli chodzi o przykład żołnierza, to ten owzem może odmówić wykonania rozkazu,
            ale tylko wtedy, gdy jest on niezgodny z prawem o czym musi powiadomić swojego
            przełożonego.
      • 4bani Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:41
        Ojciec Rydzyk,który na szczescie mnie nie spłodził:).A mimo to tytułuje sie go
        ojcem.Załosnys człowieku.
      • bloody_rabbit Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:46
        Matka się nie liczy?
      • finkregh Re: Płód też jest człowiekiem/pacjentem 16.05.06, 07:52
        galba napisał:
        > Kto ci powiedział, że lekarz ma zupełnie lekceważyć najważniejszą potrzebę
        > dziecka jaką jest życie?

        Jak to kto? Prawo! (w tym konkretnym przypadku oczywiscie)
      • bloody_rabbit Morderca też jest człowiekiem 16.05.06, 14:23
        a wielu katolików jest za karą śmierci.
        • blondgirl Re: Kto rzuca kamieniem w tę kobietę 16.05.06, 14:30
          Współczuję tej kobiecie. Najpierw musiała podjąć pewnie jedną z
          najtrudniejszych decyzji w jej życiu, a potem jeszcze prosić się
          jakiegoś "buraka" o to, co jej się zgodnie z prawem należało.

          Aborcja to zło - nie ma co ukrywać, ale różne są jej powody... Samymi zakazami
          niczego jeszcze nie osiągnięto. Nie jest tajemnicą poliszynela, że aborcje
          nadal się wykonuje. Mniej, więcej? Nie wiadomo, bo wszystko odbywa się w
          zaciszu właśnie lekarzy pełnych moralności.
          Dlatego, aby zapobiec nadużyciom aborcję należałoby zalegalizować. Wtedy
          naprawdę zobaczylibyśmy też ilu tych naszych "katolików" żyje zgodnie z nauką
          Kościoła i JP II. W całej tej dyskusji zapomina się, że tu chodzi o walkę O
          PRAWO, a nie o przymus dokonywania aborcji. Każdy ma własne sumienie...
    • elephant_tusk Straty moralne? 16.05.06, 07:26
      Straty moralne! To ci moralność! O tempora, o mores!

      Staram się zrozumieć tę kobietę. Urodzić dziecko z zespołem Downa to byłoby
      bohaterstwo. Podjęła decyzję, która dla normalnej kobiety jest decyzją bardzo
      trudną i chyba jednak wstydliwą. Bądź co bądź zabija własne dziecko. Ale robić
      z tego cnotę i oskarżać lekarza, że nie chciał popełnić morderstwa? Bo zapewne
      tak w swoim sumieniu kwalifikowaqł ten czyn. Tym bardziej, że w końcu znalazła
      życzliwego" lekarza, który uwolnił ją od kłopotu.
      • szalaty Re: Straty moralne? 16.05.06, 07:42
        Popieram w całej rozciągłości opinię elephant_tusk. Bardzo trafnie ujęła w
        słowach istotę problemu tej kobiety. Przewrotność do kwadratu. Zagłusza wyrzuty
        sumienia kreowaniem się na uciśnioną niewinność. I każe sobie jeszcze za to
        płacić!
        • thebigzumzum Re: Straty moralne? 16.05.06, 07:46
          Prawo to prawo. Kobieta miala prawo do usuniecia tej ciazy.

          Mam nadzieje ze ktoremus z was lekarz odmowi pomocy. Zobaczymy jak wtedy zareagujecie.
          • djago Re: Straty moralne? 16.05.06, 08:08
            Kobieta sobie znalazła źródło ekstra dochodu. Zabiła dziecko a lekarz ma jej
            jeszcze zapłacić, że nie chciał ręki do morderstwa przyłożyć. Jeżeli ta Pani tak
            bardzo nie chciała mieć dziecka z zespołem Downa, to przecież mogła je zostawić
            w szpitalu. Co to biedne dziecko zawiniło? Że jest chore? To prawdopodobnie wina
            stylu życia matki. Za co tu się domagać odszkodowania? Jakie straty moralne?
            Kobieto zastanów się nad swoim życiem!! O ile mi wiadomo lekarz może odmówić
            aborcji jeżeli jest to niezgodne z jego sumieniem. A przynajmniej powinno tak
            być w cywilizowanym kraju.
            • ciociolina Lekarz i sumienie 16.05.06, 09:28
              djago napisał:

              > Kobieta sobie znalazła źródło ekstra dochodu. Zabiła dziecko a lekarz ma jej
              > jeszcze zapłacić, że nie chciał ręki do morderstwa przyłożyć. Jeżeli ta Pani
              ta
              > k
              > bardzo nie chciała mieć dziecka z zespołem Downa, to przecież mogła je
              zostawić
              > w szpitalu. Co to biedne dziecko zawiniło? Że jest chore? To prawdopodobnie
              wina
              > stylu życia matki. Za co tu się domagać odszkodowania? Jakie straty moralne?
              > Kobieto zastanów się nad swoim życiem!! O ile mi wiadomo lekarz może odmówić
              > aborcji jeżeli jest to niezgodne z jego sumieniem. A przynajmniej powinno tak
              > być w cywilizowanym kraju.

              W zasadzie komuś, kto twierdzi, że zespół Downa jest wynikiem "stylu życia
              matki" nie warto odpoiwadać, ale pomyśl tylko (jeśli w ogóle potrafisz) co
              będzie kiedy inny lekarz (np. świadek Jehowy) odmówi pacjentowi transfuzji
              krwi, bo będzie to niezgodne z jego sumieniem.
        • ironlord Re: Straty moralne? 16.05.06, 07:55
          a ja widze to inaczej, facet złamał prawo i musi za to odpowiedzieć z całą
          surowością.
          Nie można decydować za kogoś co jest dla niego dobre. Człowiek ma prawo do
          samostanowienia o sobie. Pan doktor stanął na drodze tego prawa i w tym sensie
          kobieta mogła poczuć się moralnie dotknięta, co nie ma absolutnie związku z
          moralnością czynu abrocji.
          To że Pan doktor miał jakieś moralne obiekcje to jego problem, niech zmieni
          zawód jak mu nie odpowiada. Dalej, nie uważam usunięcia komórki jajowej za
          zabijanie dziecka, bo taka komórka ani nie oddycha, ani nie ma rączek, nóżek i
          wszystkiego tego co ma normalny człowiek, jedynym jej zadaniem jest podział.
          W takim razie dlaczego nie ma szumu wokół zabijania wirusów i bakterii,
          przecież ich zadania są wręcz identyczne. Temat ten jest sztucznie
          wyolbrzymiony przez przez katolików i jest to zbliżone do oburzania się na film
          nakręcony na podstawie powieści Dana Browna "Kod da Vinci". Film jest
          ekranizacją jakieś hipotezy, czy nawet fikcji literackiej, ale całe rzesze niby
          to obrażonych katolików już protestuje. Jak obrażonych, skoro nawet większość
          go nie widziała. To jest kłamstwo, a katolikowi to nie przystoi.
          • thebigzumzum Re: Straty moralne? 16.05.06, 08:14
            Dodam ze z pewnego punktu widzenia osobie ktora jeszcze nie ma swiadomosci istnienia jest bez roznicy czy zyje czy nie. Czlowiek dopiero po pewnym czasie zaczyna zdawac sobie swiadomosc ze 'jest'. To troche tak jak wylaczyc komputer. On niby tez zyje wlasnym zyciem ale jemu (jeszcze przed baaaaardzo dlugo) bedzie bez roznicy czy go ktos wylacza czy nie.

            To tylko punkt widzenia.
          • elephant_tusk Re: Straty moralne? 16.05.06, 08:15
            To znaczy, że prawo jest złe i trzeba je zmienić. Prawo nie może zmuszać
            człowieka do postępowania wbrew sumieniu, zwłaszczaa w takim zakresie. Bo dla
            tego lekarza byłoby to morderstwem.

            Piszesz: "Nie można decydować za kogoś co jest dla niego dobre." A czy można
            decydować za kogoś, że ma popełnić czyn w jego oczach straszny?

            Płód, u którego wykrywa się zespół Downa, już dawno przestał być komórką
            jajową, ma rączki i nóżki i system nerwowy. Należy ponadto do gatunku Homo
            sapiens. Stawianie ochrony ludzkiego życia nienarodzonego na równi z życiem
            mikroorganizmów chorobotwórczych to nie tylko demagogia, to ... (z grzeczności
            nie dokończę).

            "Kod da Vinci" to osobna kwestia i nie o niej tu dyskutujemy.
        • qpalzm Re: Straty moralne? 16.05.06, 09:20
          No, niestety, jest w Polsce pewna liczba ludzi, którzy myślą tak, jak Ty i
          przedmówca. Ale żeby od razu robić z tego zasadę?
      • blondgirl Re: Straty moralne? 16.05.06, 07:44
        Przecież szpitale są państwowe. A państwo póki co jest światopoglądowo
        neutralne. W związku z powyższym szanowny Pan Doktor niech swoje poglądy
        zostawi w domu albo w prywatnym gabinecie, a w publicznym szpitalu niech
        stosuje się do obowiązującego prawa.

        Prawda jest tylko taka, że lekarze mają pełne gęby frazesów o moralności,
        prawie do życia itp. tylko w państwowych gabinetach, a w prywatnych? Zrobią
        wszystko co się chce - kwestia pieniędzy.

        Mam nadzieję, że "prawomyślny" p. Doktor zostanie przykładnie ukarany!!!!!
      • brat_barnaba Misjonarz 16.05.06, 09:16
        elephant_tusk napisała:
        "Bądź co bądź zabija własne dziecko. Ale robić z tego cnotę i oskarżać lekarza,
        że nie chciał popełnić morderstwa?"

        Pleć może swoje ideologiczne bzdury gdzie indziej i nie prowokuj awantury.
        Przerywanie ciąży jest w Polsce dostatecznie restrykcyjne aby tacy, jak Ty,
        nawiedzeni obrońcy zygoty, mieli powody do satysfakcji i dumy ze
        swojego "dzieła".
        Ta kobieta miała po prostu prawo do aboprcji, takie jak Ty do przejścia przez
        ulicę przy zielonym świetle. Lekarz (obojętne czy nawiedzony czy przestraszony
        waszym terrorem) zabiegu odmówił, więc złamał prawo i powinien za to
        odpowiedzieć jak za każde inne przestępstwo.
        I po co tu kombinować? Chyba tylko po to aby dalej nachalnie wciskać swoje
        ideologiczne przesądy innym.
        • elephant_tusk Re: Misjonarz 16.05.06, 11:52
          Wybacz, ale porównanie przerwania ciąży do przejścia przez ulicę na zielonym
          świetle to jest dopiero ideologizacja!

          Nawet wielu zwolenników przerywania ciąży uważa je za zło. Przejście przez
          ulicę... Smutne.

          W końcu znalazła lekarza, który uwolnił ją od kłopotu. Ale musi dowalić temu,
          który nie chciał. 300 tys. zł. Za straty moralne. Moralność nieideologiczna?
          Moralność w ogóle?
          • brat_barnaba Re: Misjonarz 16.05.06, 12:13
            Znów ucieksz w "boczną uliczkę" czepiając się porównania. Z prawnego punktu
            widzenia oba uprawnienia sa jednakowe, czy Cię to razi czy nie. Chodzi o samo
            posiadanie prawa, a nie o to, jaka jest jego treść. Wydawałoby się, że człowiek
            inteligentny powinien to rozumieć... Chyba że celowo wprowadza zamęt w dyskusji.

            Nikt nie neguje tego, że przerwanie ciąży jest przykre, smutne; niech nawet
            będzie, że jest złem, choć "zło" to znów określenie z aresenału religijnych
            środków wyrazu. Mówiąc językiem niezaangażowanym emocjonalnie jest to zabieg
            drastyczny, obciążający, rodzący niekiedy poważne konsekwencje psychiczne dla
            matki. To wszyscy wiedzą. I co z tego wynika? Że należy za wszelką cenę
            powoływać na świat istoty ułomne, skazane na całe życie z jeszcze
            poważniejszymi obciążeniami? Że trzeba unieszczęsliwić zarazem i rodziców tej
            istoty, upokorzyć kobietę przymusem rodzenia?
            Stuknijże się w makówkę, panie ideologu!
            • elephant_tusk Re: Misjonarz 16.05.06, 14:38
              Z prawnego punktu widzenia obtydwa czyny nie są jednakowe, choćby z tej racji,
              że zagrożone są różnymi konsekwencjami karnymi.

              Nie neguję, że decyzja o urodzeniu lub nie dziecka z zespołem Downa jest
              decyzją trudną. Pani Kleczkowska ją podjęła. Dla mnie decyzja ta jest naganna,
              ale do tego momentu ją rozumiem. Znalazła w końcu lekarza, który ją uwolnił od
              kłopotu. To, co wzbudza mój gorący sprzeciw, to skarżenie lekarza o STRATY
              MORALME. Czyli - to ona sprowadza dyskusję na tory moralności, nie jej
              oponenci.

              Co jest moralne? Jeżeli lekarz, który składał przysięgę Hipokratesa, uważa, że
              aborcja jest morderstwem, żadne prawo nie powinno go do tego zmuszać. To jest
              głęboko niemoralne. A domaganie się od niego odszkodowania za STRATY MORALNE to
              już jest szczyt cynizmu i bezczelności.

              Wreszcie to z siebie wyrzuciłam.

              Nawiasem mówiąc, ZŁO to nie tylko kategoria religijna. To także kategoria
              moralna. Nawet komuniści uważali, że istnieje moralność socjalistyczna. Co
              prawda mówiło się, że róznica między moralnością i moralnością socjalistyczną
              jest taka, jak między krzesłem, a krzesłem elektrycznym, niemniej nie
              odżegnywali się od akceptacji istnienia moralności.

              Teraz widać postęp poszedł jeszcze dalej i stał się jeszcze bardziej postępowy.
              • brat_barnaba Re: Misjonarz 16.05.06, 21:25
                elephant_tusk napisała:
                > Z prawnego punktu widzenia obtydwa czyny nie są jednakowe, choćby z tej
                racji,
                > że zagrożone są różnymi konsekwencjami karnymi.

                Miałem nadzieję, że rozumiesz, co czytasz, ale pewnie niesłusznie. Nie
                porównywałem żadnych czynów i zagrożeń karnych, a mówiłem o uprawnieniu.
                Jego "siła" jest w obu przypadkach identyczna, bo oba uprawnienia wynikają z
                aktów prawnych tej samej rangi czyli z ustaw.

                > Nie neguję, że decyzja o urodzeniu lub nie dziecka z zespołem Downa jest
                > decyzją trudną. Pani Kleczkowska ją podjęła. Dla mnie decyzja ta jest
                naganna,
                > ale do tego momentu ją rozumiem. Znalazła w końcu lekarza, który ją uwolnił
                od
                > kłopotu. To, co wzbudza mój gorący sprzeciw, to skarżenie lekarza o STRATY
                > MORALME. Czyli - to ona sprowadza dyskusję na tory moralności, nie jej
                > oponenci.

                Czy uważasz tę decyzję za naganną czy nie - nie ma żadnego znaczenia dla
                sprawy, więc daruj sobie tego rodzaju "argumenty". Zainteresowana podjęła
                decyzję zgodną z prawem. Lekarz prawo złamał, przy okazji narażając
                zainteresowaną na stress, cierpienia psychiczne i fizyczne. Powinien więc
                odpowiadać zarówno karnie jak i cywilnie.
                To są bezsporne fakty. Reszta to deliberacje i - niestety - dywagacje.

                > Co jest moralne? Jeżeli lekarz, który składał przysięgę Hipokratesa, uważa,
                że aborcja jest morderstwem, żadne prawo nie powinno go do tego zmuszać. To
                jest głęboko niemoralne. A domaganie się od niego odszkodowania za STRATY
                MORALNE to już jest szczyt cynizmu i bezczelności.

                Przysięga Hipokratesa zobowiązuje lekarza do ratowania życia człowieka, a nie
                zygoty. Nie jest istotne co sobie uważa lekarz, bo każdy może uważać sobie co
                innego, a obowiązki lekarza wobec pacjenta muszą być (i są) jasne.
                Jest bardzo prawdopodobnym, że zainteresowana wskutek postawy lekarza
                cierpiała psychicznie i z tego zapewne tytułu wynika jej cywilne powództwo. W
                przypadku każdego powództwa o zadośćuczynienie za szkody moralne istnieją różne
                oceny, interpretacje i wątpliwości. I dlatego właśnie rozstrzyga je sąd, a
                nie ... taryfikator, jak w przypadku przejechania czerwonego światła.

                > Wreszcie to z siebie wyrzuciłam.

                Wiele z siebie wyrzucasz. Spróbuj mniej, może poprawi się jakość.

                > Nawiasem mówiąc, ZŁO to nie tylko kategoria religijna. To także kategoria
                > moralna. Nawet komuniści uważali, że istnieje moralność socjalistyczna.

                Chodziło mi o terminologię. Rzeczownik "zło" jest charakterystyczny dla języka
                ewangelicznego (np. zło dobrem zwyciężaj). W języku literackim i potocznym
                używa się określeń bardziej konkretnych, odnoszących się wprost do określonych
                zjawisk i zdarzeń.
                I dlaczego "nawet komuniści"? Widać dla Ciebie komunista to z definicji
                człowiek zły, niemoralny, podły... Z takimi przekonaniami bardziej pasujesz do
                wygłaszania "złotych myśli" w Radiu Maryja niż na forum GW.
                • elephant_tusk Przysięga Hipokratesa 17.05.06, 08:09
                  Jestem już zmęczona tą jałową dyskusją. I tak każdy pozostanie przy swoim. Ale
                  ta sprawa wydaje mi się szczególnie ważna, gdyż jest szczególnie zakłamywana.

                  brat_barnaba napisał m.in.

                  "Przysięga Hipokratesa zobowiązuje lekarza do ratowania życia człowieka, a nie
                  zygoty."

                  Proszę więc przeczytać oryginalną przysięgę Hipokratesa:

                  Przysięga Hipokratesa

                  Przysięgam na Apollona lekarza, na Asklepiosa, Hygieje, i Panaceje oraz na
                  wszystkich bogów i boginie, biorąc ich na świadków, że wedle mej możności i
                  rozeznania będę dochowywał tej przysięgi i tych zobowiązań.
                  Mistrza mego w tej sztuce będę szanował na równi z rodzicami, będę się dzielił
                  z nim mieniem i na żądanie zaspokajał jego potrzeby: synów jego będę uważał za
                  swoich braci i będę uczył ich swej sztuki, gdyby zapragnęli się w niej
                  kształcić, bez wynagrodzenia i żadnego zobowiązania z ich strony; prawideł,
                  wykładów i całej pozostałej nauki będę udzielał swym synom, synom swego mistrza
                  oraz uczniom, wpisanym i związanym prawem lekarskim, poza tym nikomu innemu.
                  Będę stosował zabiegi lecznicze wedle mych możności i rozeznania ku pożytkowi
                  chorych, broniąc ich od uszczerbku i krzywdy.

                  Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę
                  jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka poronnego. W
                  czystości i niewinności zachowam życie swoje i sztukę swoją.

                  Nie będę operował chorych na kamicę, pozostawiając to ludziom zawodowo
                  stosującym ten zabieg.

                  Do jakiegokolwiek wejdę domu, wejdę doń dla pożytku chorych, nie po to, żeby
                  świadomie wyrządzać krzywdę lub szkodzić w inny sposób, wolny od pożądań
                  zmysłowych tak wobec niewiast jak i mężczyzn, wobec wolnych i niewolników.

                  Cokolwiek bym podczas leczenia, czy poza nim, z życia ludzkiego ujrzał, czy
                  usłyszał, czego nie należy na zewnątrz rozgłaszać, będę milczał, zachowując to
                  w tajemnicy.

                  Jeżeli dochowam tej przysięgi, i nie złamię jej, obym osiągnął pomyślność w
                  życiu i pełnieniu tej sztuki, ciesząc się uznaniem ludzi po wszystkie czasy;
                  jeżeli ją przekroczę i złamię, niech mnie los przeciwny dotknie.

                  Tekst udostępniony dzięki uprzejmości Naczelnej Izby Lekarskiej
                  (www.bibl.amwaw.edu.pl/hipokrates.htm)


                  "...nie dam nigdy niewieście środka poronnego. "

                  • blondgirl Re: Przysięga Hipokratesa 17.05.06, 08:24
                    Jak pokazuje życie ta przysięga to tylko taka tradycja. Wszystko jest kwestią
                    pieniędzy...

                    Poza tym deklarowanie pewnych poglądów na "sucho", to jedno, a podejmowanie
                    decyzji w konkretnych sytuacjach, to drugie. Znam wielu zagorzałych - do czasu -
                    moralistów. Jak przyszło co do czego, to pochowali swoje skrajne poglądy do
                    piwnicy, a po wszystkim całowali lekarza po rękach.

                    I jeszcze raz powtórzę - nikt ci nie nakazuje dokonywać aborcji, ale innym
                    pozwól samodzielnie podjąć taką decyzję.
      • athaualpa Re: Straty moralne? 16.05.06, 11:30
        elephant_tusk napisała:

        > Straty moralne! To ci moralność! O tempora, o mores!
        >
        > Staram się zrozumieć tę kobietę. Urodzić dziecko z zespołem Downa to byłoby
        > bohaterstwo. Podjęła decyzję, która dla normalnej kobiety jest decyzją bardzo
        > trudną i chyba jednak wstydliwą. Bądź co bądź zabija własne dziecko. Ale
        robić

        Ciekawam, kto tej kobiecie finansowałby wszelkie zabiegi rehabilitacyjne,
        aby 'roślinkę' przekształcic chociaz w ssaka.
        Łatwo dąć w trąby miłości bliźniego, ale trudniej wychowywać niepełnosprawne
        dziecko.
        Może zwolennicy narodzin 'każdego życia' stworzą fundusz finansujący
        wychpowanie takich dzieci, a najlepiej ośrodek wychowawczy, gdzie
        wyspecjalizowane służby będą zajmować się takimi dziećmi.
        Za własne pieniądze !!!!!!!!!!!
        > z tego cnotę i oskarżać lekarza, że nie chciał popełnić morderstwa? Bo
        zapewne
        > tak w swoim sumieniu kwalifikowaqł ten czyn. Tym bardziej, że w końcu
        znalazła
        > życzliwego" lekarza, który uwolnił ją od kłopotu.
      • bloody_rabbit Re: Straty moralne? 16.05.06, 14:18
        Bardzo możliwe, że ten pierwszy lekarz za "opory sumienia" chciał dodatkowej
        zapłaty.
        • elephant_tusk Re: Straty moralne? 16.05.06, 14:40
          Nie sądź ludzi według siebie.
          • brat_barnaba Re: Straty moralne? 16.05.06, 21:30
            Zarzut demagogiczny i obraźliwy.
            Przedmówca nikogo nie "sądził", tylko wyraził przypuszczenie. Wyraził je w
            oparciu o powszechnie znaną obyczajowość lekarzy i była to wystarczająca
            podstawa.
    • wojtek2000 Re: i dobrze zrobiła - zamkanąć tych lapówkowiczów 16.05.06, 07:39
      Pewnie by nie było problemu gdyby zrobiła oko do Pana doktora i umówiła się
      prywatnie za $$$$
    • mrlusiek ideologizacja osiągneła szczyty 16.05.06, 07:42
      pomieszanie powinności, odpowiedzialności, prymitywizm, klerykalizm, to
      zwyczajny mobing wobec społeczeństwa,
      • mg2005 Re: ideologizacja osiągneła szczyty 16.05.06, 08:17
        Mówisz o sobie?...
        • mg2005 Re: ideologizacja osiągneła szczyty 16.05.06, 08:25
          Trzeba mieć bardzo zideologizowany umysł,żeby nie zobaczyć człowieka w
          4-miesięcznym płodzie...
      • brat_barnaba Re: ideologizacja osiągneła szczyty 16.05.06, 12:25
        Poruszyłeś ciekawy temat. Tak, to jest niewątpliwy mobbing, który powinien być
        z urzędu ścigany. Podobnie jak molestowanie religijne, z którym mamy do
        czynienia niemal na każdym kroku. Tak, jak niektórym uwłacza bowiem nakłanianie
        ich do czynności seksualnych, tak mnie i wielu innym uwłacza nachalne
        powoływanie się na elementy światopoglądu idealistycznego, w tym wiarę i zasady
        religijne. W naszym biednym (umysłowo) kraju fikcja, abstrakcja staje się
        powoli normą. Nawet w telewizji mówią już, bez jakiegokolwiek dystansu,
        że "dziś mamy Wielkanoc", tak jakby dotyczyło to wszystkich obywateli, a nie
        tylko miłośników duchów, cudów i innych fantazji.
    • wojtek2000 Re: o lekarzach może niech wszystkich zbada US 16.05.06, 07:44
      Słabo mi jak widzę tych naszych doktorków pie...cych o pensjach 1400 i
      chowających się za naprawdę biednymi pielęgniarkami ,
      podejeżdząjących za chwilę mercedesami do swoich prywatnych klinik za kilka mln
      PLN , niczego im nie zazdroszczę niech zarabiają i 100 razy więcej tylko niech
      nie dorabiają się na cierpieniu ludzi i płacą za to podatki a nie kasa w
      kopertach
      • s-y-l-l-a Re: o lekarzach może niech wszystkich zbada US 16.05.06, 08:02
        Żeby krytykować matkę należy być w TAKIEJ sytuacji!!!! "Gdybanie" tu nic nie
        da!! Jak ja zaszłam w ciążę z pierwszym, wyczekanym dzidziusiem też myślałam,
        że nigdy, wogóle.... itp. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że moja córka jest
        bardzo chora..... nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie to są dylamaty, noce
        nieprzespane i myśli "co zrobić, zeby było dobrze?"..... Nikomu tego nie
        życzę!!!!
        Nie krytykujcie matki, nie macie takiego prawa!!!! Strasznym przeżyciem jest
        usłyszeć od lekarza, że dzidziuś jest chory; później podjęcie trudnej /czasami
        może i najtrudniejszej w życiu/ decyzji; i lekarze..... wszechobecni
        łapówkarze /nie wszyscy oczywiście/!! Myślicie, że On odmówił z moralnych
        pobudek?! Szczerze wątpię!! To było Jego zas****m obowiązkiem!! Po co ma robić
        zabieg w ramach marnej /bądź nie/ pensyjki, jak może to zrobić w prywatnym
        gabinecie....
        Przykre to, ale najczęściej tak jest!!

        Pozdrawiam uczciwych lekarzy, znam kilku :-)
        • elephant_tusk Re: o lekarzach może niech wszystkich zbada US 16.05.06, 08:23
          Dyskusja dotyczy nie tylko dopuszczalności aborcji. Zgadzam się, że w tym
          przypadku decyzja urodzenia byłaby bohaterstwem i o tym już pisałam. Ale chodzi
          też o to, czy moralne jest domaganie się wysokiego odszkodowania "za straty
          moralne" od lekarza, który nie chciał popełnić czynu, który w jego oczach byłby
          czynem strasznym. Tym bardziej, że znalazła innego "życzliwego".

          Skąd ta pewność, że lekarz odmówił z niskich pobudek?
          • 1410_tenrok Re: o lekarzach może niech wszystkich zbada US 16.05.06, 21:44
            A skad ta pewnosc, ze odmowil z wysokich? Moralisto.
            Ksieza, zakonnice - nie maja prawa mowic o aborcji i wtracac sie do teego. Dla
            nich ten temat - to tak samo, jako analizy o mozliwosci zycia na marsie.
          • brat_barnaba Re: o lekarzach może niech wszystkich zbada US 16.05.06, 23:40
            > Skąd ta pewność, że lekarz odmówił z niskich pobudek?

            - pyta podchwytliwie i z przekąsem elephant_tusk

            Jednak trzy wiersze wyżej, taże (tenże) elephant_tusk nie ma najmniejszych
            watpliwości, że "lekarz ... nie chciał popełnić czynu, który w jego oczach byłby
            czynem strasznym"

            Tak więc elephant_tusk okazuje się być filozofem, który "wie, a nawet nie wie".
            Jasność częściowo pomroczna czy jak?
      • mg2005 To był 4-miesięczny płód... 16.05.06, 08:15
        Do którego miesiąca można zabijać chore płody?...
        Mózg zaczyna funkcjonować w 3.miesiącu...
        Czy ludzie z 'zespołem Downa ' są niepełnowartościowi, skoro jest to powód do
        zabicia?
    • baj900 Re: Proces za odmowę aborcji 16.05.06, 08:05
      A jaką szkodę poniosła ta pani ,ze ordynatora oskarżyła.Nie należy jej sie
      żadne odszkodowanie bo i jaką skodę ,wyrządził jej szpital.Ona zabiła własne
      dziecko i ono kiedyś świadczyć bedzie przeciwko niej.Trzeba było urodzić i
      oddac je jeżeli był to jakiś problem dla tej Damy.Szkoda,ze jej matka ją nie
      aborcjponowała bo dzisiaj nie miałby lekarz problemy przez nia.
    • traditio1 Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:13
      Ona nie poszła dokonać aborcji, tylko zabić upośledzone dziecko. Nazywajmy
      rzeczy po imieniu.
      • blondgirl Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:18
        Dopóki płód nie jest w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki, do
        tego czasu nie jest to człowiek. Koniec i kropka!

        I dordzy moraliści pozwólcie, że swoje poglądy odpowiem bezpośrednio przed
        Bogiem. Bo On po to dał mi wolną wolę i rozum, abym mogła z nich korzystać.
        Dlatego też nie życzę sobie, żeby ktoś narzucał mi swoje poglądy!!!!

        I jeszcze raz powtórzę nasze państwo - Polska - jest światopoglądowo neutralne
        i lekarz jako jego funkcjonariusz też.
        • elephant_tusk Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:27
          Jeżeli sama nie życzysz sobie, żeby ktoś Ci narzucał poglądy, dlaczego chcesz
          lekarzom narzucić pogląd sprzeczny z ich sumieniem? I to w sprawie tak
          istotnej?
          • blondgirl Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:39
            Skoro mu się nie podoba to:
            1. niech założy własną prywatną praktykę, w której będzie leczył tylko wg
            wskazań swojego "sumienia"
            2. niech zmieni specjalizację na inną.
            • elephant_tusk Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 11:40
              Ja jednak bym wolała pójść do lekarza, który kieruje się zasadami moralnymi.
              Daje to lepszą gwarancję, że zajmie się mną właściwie.
              • maria_luiza Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 14:38
                ..pod warunkiem, że jego zasady nie będą w sprzeczności z Twoimi..
              • wiaka Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 23:45
                elephant_tusk napisała:
                > Ja jednak bym wolała pójść do lekarza, który kieruje się zasadami moralnymi.
                > Daje to lepszą gwarancję, że zajmie się mną właściwie.

                Wszystkiego najlepszego i powodzenia w leczeniu nadżerki za pomocą zasad
                moralnych. Ja jednak wybieram lekarza, który kieruje się obiektywną wiedzą
                medyczną.
        • traditio1 Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:29
          Swiatopogladowo neutralne? A coż to znaczy? czy jeżeli mam pogląd, że kradzież
          jest czymś dobrym, to państwo nie ma prawa karać mnie za zgodne z moim
          światopoglądem zachowania? W imię swej neutralności? Koniec i kropka to trochę
          za mało, jak na uzasadnienie tezy o człowieczeństwie. Dość arbitralne kryterium
          człowieczeństwa: zdolność do samodzielnego życia.
          • blondgirl Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:37
            Tak samo jak twierdzenie, iż już komórka jajowa połączona z plemnikiem to
            człowiek.
            • traditio1 Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:44
              Jest to istnienie człowieka, wówczas się właśnie zaczyna, potem następuje
              rozwój bytu, który od poczatku jest tożsamy z sobą, nie powstaje byt nowy w
              żadnym etapie, tylko dochodzą nowe cechy tego samego btu, który istnieje w
              chwili wspomnianego połączenia. Zatem nie jest to i koniec i ropka, tylko
              argumenty.
              • blondgirl Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:51
                Możesz pisać co chcesz. Przekonywać mnie tak samo jak i ja ciebie. Ty będziesz
                obstawać przy swoim, a ja przy swoim.

                Nadal mnie nie przekonuje, że komórka jest człowiekiem. Z niej dopiero
                powstanie człowiek.

                • traditio1 Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 09:18
                  W którym momencie powstaje człowiek? I dlaczego akurat w tym? To nie akt
                  istnienia decyduje o tożsamości bytu, tylko takie czy inne cechy?
                  • brat_barnaba Morderstwo plemnika? 18.05.06, 10:39
                    A co to takiego ten "akt istnienia"? Przecież to tylko symbol, zaklęcie
                    podobvne do "niech się stanie ciemność".
                    Owszem, dla obrońców symboli "akt" ma kolosalne znaczenie, dla innych ma
                    znaczenie fakt, a nie "akt". Faktyczny człowiek zaś to odrębna istota, zdolna
                    do samodzielnego życia (bez pępowiny), odrębnie oddychająca, żywiąca się itd.
                    Gdyby trzymać się symboloicznego "aktu", można by przeniosić jego początek
                    niemal w nieskończoność wstecz, poczynając już od zamysłu osobników żeńskiego i
                    męskiego, poprzez akt płciowy itd. Ale to wszystko to deliberacje o diabłach na
                    łebku od szpilki. Czy o to ci chodzi ?
                    • turawski A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 18.05.06, 14:19
                      brat_barnaba napisał:

                      > A co to takiego ten "akt istnienia"? Przecież to tylko symbol, zaklęcie
                      > podobvne do "niech się stanie ciemność".
                      > Owszem, dla obrońców symboli "akt" ma kolosalne znaczenie, dla innych ma
                      > znaczenie fakt, a nie "akt". Faktyczny człowiek zaś to odrębna istota, zdolna
                      > do samodzielnego życia (bez pępowiny), odrębnie oddychająca, żywiąca się itd.
                      > Gdyby trzymać się symboloicznego "aktu", można by przeniosić jego początek
                      > niemal w nieskończoność wstecz, poczynając już od zamysłu osobników żeńskiego
                      > i męskiego, poprzez akt płciowy itd. Ale to wszystko to deliberacje o
                      > diabłach na łebku od szpilki. Czy o to ci chodzi ?

                      A co powiesz na akt płciowy, czy to fakt, czy tylko symbol
                      lub zaklęcie? Albo- z innej beczki - akt notarialny. Czy "akt" jest
                      antytezą "faktu"?

                      Jeśli człowiek - jak twierdzisz - to odrębna istota zdolna do samodzielnego
                      życia, to co powiesz o kimś (czyś?) kto zapadł w śpiączkę?

                      A tak bardziej poważnie i metafizycznie, czyli o diabełkach na łebku szpilki:

                      Na "akt istnienia" nie zwracano w filozofii uwagi. Tomasz z Akwinu pozostaje
                      tym jedynym w dziejach myśli filozofem, który zwrócił uwagę, że rzeczywistość
                      jest dzięki istnieniu. Tradycja poznania filozoficznego nie poszła bowiem w tym
                      kierunku. Było to bardzo trudne. Dlaczego? Dlatego, że trudno było przekazać w
                      poznaniu fakt-akt istnienia. Fakt istnienia mogę
                      zaanonsować: "zobacz", "dotknij", "powąchaj", "posmakuj", ale czym jest
                      istnienie - tego nie przekazuję w pojęciu. Pojęcia mają podwójną swoją
                      przedmiotowość: obiektywną - dotyczą rzeczy poza mną istniejącej i subiektywną -
                      dotyczą mojego sposobu poznawania.

                      Tomasz zwrócił uwagę na to, że rzecz-byt istnieje, i na to, że tym, co stanowi
                      o rzeczywistości świata i poszczególnych rzeczy jest konkretne istnienie. Każda
                      rzecz jest rzeczywista, bo istnieje. Najpierw musi zaistnieć człowiek jako
                      pierwsza komórka i dopiero potem się organizuje cała jego struktura. Jednak sam
                      fakt istnienia jest niepojęciowalny - nie da się ująć w pojęciu - lecz jest
                      doświadczalny, poznawalny.Pojęcie urabiamy nie o istnieniu, lecz o treści np. o
                      koniu istniejącym, o istniejącym psie, o istniejącym człowieku, istniejącej
                      Ksantypie, o istniejącym Platonie, ale nie o istnieniu jako takim.

                      A jednak istnienie jest tym czynnikiem, który "tworzy" rzeczywistość,
                      konstytuuje rzeczywistość. Tomasz zrozumiał, że to jest rzeczywiste, co
                      istnieje i istnieje w sobie jako substancja, byt w sobie.Istnieje jako zwierzę,
                      jako człowiek, jako Jan, jako Maria, jako drzewo.

                      A więc cała rzeczywistość jest następstwem aktu istnienia, uhierarchizowanych
                      konkretnych istnień.


                      zaczerpniete z wywiadu z prof. Mieczysławem A. Krąpcem
                      www.kul.lublin.pl/efk/wywiady/znaki.html
                      • brat_barnaba Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 18.05.06, 21:55
                        turawski napisał:
                        > Jeśli człowiek - jak twierdzisz - to odrębna istota zdolna do samodzielnego
                        > życia, to co powiesz o kimś (czyś?) kto zapadł w śpiączkę?

                        Że nadal istnieje samodzielnie, to znaczy nie jest częścią innego żywego
                        organizmu. "Osobiście" zaopatruje się w tlen (choć - być może jest -
                        technicznie wspomagany) poprzez własne płuca, "osobiście" przetwarza składniki
                        pokarmowe i wydala, czego nie robi żaden embrion ani płód.
                        Powiem też szczerze, że akurat po "turawskim" nie spodziewałem się tak
                        miałko "podchwytliwego" argumentu.

                        Wywody księdza Krąpca na temat tego, co sobie uświadomił Tomasz z Akwinu,
                        niczego w kwestii zróżnicowania płodu i człowieka nie zmieniają. To - jak
                        słusznie zauważasz w tytule - metafizyka, a ta nie ma w przedmiotowej kwestii
                        zbyt wiele do zdziałania.
                        • turawski Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 08:43
                          Hm... Pytałeś co to takiego "akt istnienia"...

                          A ja zapytam, co znaczy użyte przez Ciebie pojęcie "faktyczny człowiek"?

                          Czy rzeczywiście odcięta (lub nie) pępowina stanowi kryterium człowieczeństwa?
                          Dlaczego wg Ciebie podtrzymywanie życia płodu przez organizm matki (a więc w
                          sposób naturalny) wyklucza mozliwosć uznania owego płodu za człowieka,
                          natomiast podtrzymywanie przy życiu osoby bedącej w stanie śpiączki za pomocą
                          sztucznych instrumentów (respiratory, maski tlenowe, cewniki, kroplówki, rurki
                          tracheostomijne etc.) nie pozbawia jej tego statusu?

                          Nie byłem jeszcze w stanie śpiączki, ale byłem zygotą, embrionem, płodem,
                          niewiele pamietam ale...

                          Tydzień Trzynasty
                          Nerki podejmują pracę: zaczynam opróżniać pęcherz. Składniki moczu są wydalane
                          poprzez łożysko do krwi mamusi a potem filtrowane przez jej nerki. Zaczynam
                          otwierać usta i połykam wody płodowe, dzięki temu ćwiczę nerki i cały układ
                          trawienny.

                          Tydzień Dziewiętnasty
                          Teraz moje płuca są już niemal wykształcone, ale nie umieją jeszcze oddychać.
                          Od tej chwili aż do dnia porodu będe się wprawiać w tej umiejętności. Będe
                          wdychać i wydychać wody płodowe, by wzmocnić mięśnie klatki piersiowej.
                          Doskonałym ćwiczeniem dla przepony, czyli mięśnia oddzielającego jamę piersiową
                          od brzusznej, była czkawka (którą mamusia odczuwała jako serię maleńkich
                          wstrząsów).

                          Pod koniec 21. tygodnia moje jelita są na tyle rozwinięte, że mogę już
                          przetwarzać połykany płyn owodniowy. Pod koniec ciąży pochłaniać będę
                          codziennie trzy szklanki płynu (750ml).

                          Tydzień Dwudziesty Szósty
                          Barierą stanowiącą o możliwości mojego przeżycia jest rozwój płuc. Choć
                          ukształtowały się już w 19. tygodniu ciąży, dopiero teraz zaczynają wytwarzać
                          surfaktant substancję, która wyścieła pęcherzyki płucne od środka i zapobiega
                          ich sklejaniu się (dzięki niej pęcherzyki nawet nie wypełnione powietrzem nie
                          zapadając się jak sflaczałe baloniki)

                          Tydzień Trzydziesty Drugi
                          Moje płuca potrafią się rozprężać i maja wystarczającą powierzchnię, by
                          umożliwić przechodzenie tlenu do krwi po narodzinach. Nie ma jeszcze krążenia
                          płucnego (choć wszystkie naczynia krwionośne czekają w gotowości), włączy się
                          dopiero po porodzie.

                          Tydzień Trzydziesty Siódmy
                          Mam już około 47cm wzrostu (35cm zwinięty w kłębek). Ważę prawie 3 kg.
                          Nadnercza zaczynają wytwarzać kortyzon hormon, który ma wpływ na pracę płuc.
                          Teraz są one już w pełni przygotowane do oddychania....


                          ... niedługo zostanę "faktycznym człowiekiem"....
                          • wdakra Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 12:41
                            turawski napisał:

                            > Dlaczego wg Ciebie podtrzymywanie życia płodu przez organizm matki (a więc w
                            > sposób naturalny) wyklucza mozliwosć uznania owego płodu za człowieka,
                            > natomiast podtrzymywanie przy życiu osoby bedącej w stanie śpiączki za pomocą
                            > sztucznych instrumentów (respiratory, maski tlenowe, cewniki, kroplówki, rurki
                            > tracheostomijne etc.) nie pozbawia jej tego statusu?

                            Pozwolisz, że ja odpowiem?

                            Jest tu zasadnicza różnica. Prawie do szóstego miesiąca ciąży, w razie śmierci
                            matki, płodu nie da się utrzymać przy życiu przy pomocy żadnych urządzeń,
                            natomiast w przypadku awarii instrumentu można go zastąpić innym. Kobieta jest
                            człowiekiem, a nie urządzeniem przeznaczonym do rozwoju embrionu i
                            instrumentalne jej traktowanie, charakterystyczne dla antyaborcjonistów, jest
                            nie do przyjęcia.
                            • turawski Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 16:03
                              wdakra napisała:

                              > (...)Prawie do szóstego miesiąca ciąży, w razie śmierci
                              > matki, płodu nie da się utrzymać przy życiu przy pomocy żadnych urządzeń,
                              > natomiast w przypadku awarii instrumentu można go zastąpić innym. Kobieta jest
                              > człowiekiem, a nie urządzeniem przeznaczonym do rozwoju embrionu i
                              > instrumentalne jej traktowanie, charakterystyczne dla antyaborcjonistów, jest
                              > nie do przyjęcia.

                              A gdzie ja kwestionuje człowieczeństwo kobiety, gdzie traktuje kobietę
                              instrumentalnie? Traktuje kobiete "jako URZĄDZENIE przeznaczone do rozwoju
                              embrionu"? A może jeszcze jako "pojemnik na sperme", co ?
                              A co z wczesniakami, które też nie są zdolne do samodzielnego życia, czy to
                              też jeszcze nie ludzie? Ależ tak - odpowiesz zapewne - to juz człowiek, bo
                              można go utrzymać przy życiu w inkubatorze (który jak się zepsuje, zastąpi się
                              innym).

                              Czyli "coś" co do życia potrzebuje funkconujacego żywego organizmu (matki,
                              czytaj: kobiety) nie jest jeszcze człowiekiem, natomiast uzależniony od
                              medycznej aparatury ossesek - już tak? Czy to nie swoisty prymat materii
                              nieożywionej nad ożywioną? Czyż to dopiero nie jest deprecjacja roli kobiety?


                              Czy aborcja nie jest czasem instrumentalnym traktowaniem płodu jako zbędnej
                              części kobiety? ("Mój brzuch nalezy do mnie")

                              W starożytnej Grecji dziecko ponoc było włączane do społeczności dopiero po 28
                              dniach od narodzin - przed upłynięciem tego okresu można było je porzucić
                              gdzieś w górach. W Japonii bardzo długo zabijanie dzieci uchodziło za rzecz
                              całkiem normalną, jeśli ich narodziny następowały zbyt szybko po sobie...

                              Może powróćmy do tych tradycji?
                              • wdakra Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 19:45
                                turawski napisał:

                                > A gdzie ja kwestionuje człowieczeństwo kobiety, gdzie traktuje kobietę
                                > instrumentalnie? Traktuje kobiete "jako URZĄDZENIE przeznaczone do rozwoju
                                > embrionu"? A może jeszcze jako "pojemnik na sperme", co ?

                                Odmawianie kobiecie prawa do decydowania o własnym życiu w okresie ciąży jest
                                kwestionowaniem jej człowieczeństwa. Sw. Augustyn przynajmniej nie udawał, że
                                myśli inaczej, tylko wprost sprzeciw wobec aborcji uzasadniał tym, że kobiety
                                nie posiadają pełni człowieczeństwa, a płód może być rodzaju męskiego, więc
                                należy go chronić bardziej, niż matkę. A jesli chodzi o termin "pojemnika na
                                spermę" to pytaj o jego rodowód piewców świętości obowiązków małżeńskich.

                                > A co z wczesniakami, które też nie są zdolne do samodzielnego życia, czy to
                                > też jeszcze nie ludzie? Ależ tak - odpowiesz zapewne - to juz człowiek, bo
                                > można go utrzymać przy życiu w inkubatorze (który jak się zepsuje, zastąpi się
                                > innym).

                                Istotne jest to, że mogą przeżyć poza organizmem matki. To odpowiada zdolności
                                do osobnego istnienia, a więc bycia odrębnym organizmem.

                                > Czy to nie swoisty prymat materii
                                > nieożywionej nad ożywioną? Czyż to dopiero nie jest deprecjacja roli kobiety?

                                Nie. Deprecjacją roli i pozycji kobiety w społeczeństwie jest głoszenie prymatu
                                dobra płodu nad dobrem matki, co czynią antyaborcjoniści.

                                > Czy aborcja nie jest czasem instrumentalnym traktowaniem płodu jako zbędnej
                                > części kobiety? ("Mój brzuch nalezy do mnie")

                                Jest traktowaniem płodu, jako płodu, a więc czegoś, z czego może rozwinąć się
                                człowiek, jeśli w porę nie dokona się aborcji. Dlatego jestem za jak
                                najwcześniejszą aborcją, np. za podawanie kobietom zgwałconym środków
                                wczesnoporonnych. A u nas jest to karalne z inicjatywy "obrńców życia poczętego"
                                i wbrew opinii większości społeczeństwa.

                                > W starożytnej Grecji dziecko ponoc było włączane do społeczności dopiero po 28
                                > dniach od narodzin - przed upłynięciem tego okresu można było je porzucić
                                > gdzieś w górach. W Japonii bardzo długo zabijanie dzieci uchodziło za rzecz
                                > całkiem normalną, jeśli ich narodziny następowały zbyt szybko po sobie...
                                >
                                > Może powróćmy do tych tradycji?

                                To tylko powierdza fakt, że moment uczłowieczenia jest sprawą umowną i
                                narzucanie wszystkim postępowania w myśl skrajnych poglądów (uczłowieczenie
                                zapłodnionej komórki jajowej) jest nadużyciem.
                                A tak przy okazji - czy w tych społecznościach występował syndrom poaborcyjny?
                                Śmiem w to wątpić.
                                • turawski Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 21:45
                                  Ja nie odmawiam kobiecie prawa do decydowania o własnym życiu. Ani w okresie
                                  ciązy, ani w żadnym innym. Skąd ten pomysł? Ja tylko się zastanawiam, czy
                                  kobieta w ciąży (w kontekscie tego, o czym rozmawiamy) decyduje
                                  w_y_ł_ą_c_z_n_i_e o swoim życiu?

                                  Trochę uciekasz od tematu. (Zdolność do samodzielnego życia jako kryterium
                                  człowieczeństwa. Czym różni się dziecko przedwczeńsnie urodzone, od dziecka (czy
                                  płodu jak wolisz) pozostającego w łonie matki? Odciętą pępowiną?

                                  Czy dziecko jest częścią organizmu matki?
                                  Czy płód mógłby stać się człowiekiem, gdyby nim nie był od początku?

                                  A co z płodem donoszonym, ale martwo urodzonym. Czy to płód, dziecko, człowiek?
                                  Załóżmy (nieco makabrycznie, za co z góry przepraszam) że Twojej mamie zdarzyło
                                  się wydać na świat takie właśnie dziecko, zostało pochowane na cmentarzu; czy
                                  odwiedzając jego grób powiedziałabyś: tu leży płód, czy może moja siostra(brat)?

                                  Św. Augustyn... Cóż, przez wieki to była niekwestionowana ortodoksja, ale już
                                  dawno szyderstwa humanistów nadgryzły jej popularność.

                                  Kryterium zdolności do życia, moim zdaniem nie jest wystarczające. Przeżywalność
                                  zmienia się w zależności od stanu technik medycznych. Może w przyszłości uda się
                                  skonstruować sztuczne łożysko gdzie (w wypadkach nadzwyczajnych tj. chorób czy
                                  wypadków) dziecko mogłoby się rozwijać aż do uzyskania zdolności do samodzielnej
                                  egzystencji w środowisku zewnętrznym.

                                  Pojęcie "syndrom poaborcyjny" jest czasem nadużywane przez przeciwników aborcji.
                                  Pewnie są przypadki gdy kobiecie niejako "wmawiania się", że przecież po aborcji
                                  muszą nastapić powikłania psychiczne i psychosomatyczne. Ale wiele z nich na
                                  pewno realnie tego typu dolegliwości odczuwa.

                                  Nie wiem czy w kulturze starozytnej Grecji wystepował "syndrom poaborcyjny", ale
                                  chyba nie chcesz powiedzieć, że odpowiada Ci obowiązująca tam i wtedy umowność
                                  dotyczaca "momentu uczłowieczenia"...

                                  Chociaż... w trosce o dobre samopoczucie kobiety (czytaj: brak syndromu
                                  poaborcyjnego)... kto wie...

                                  PS O rodowód terminu "pojemnik (naczynie) na spermę" nie muszę pytać "piewców
                                  świętości obowiązków małżeńskich", o ile wiem jego autorem był "przedziwny,
                                  zabawny, trochę bandyta, trochę wariat, duży alkoholik, ale niesłychanie zdolny
                                  chłopak" - Ireneusz Iredyński.
                                  • wdakra Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 20.05.06, 06:01
                                    turawski napisał:

                                    > Ja nie odmawiam kobiecie prawa do decydowania o własnym życiu. Ani w okresie
                                    > ciązy, ani w żadnym innym. Skąd ten pomysł? Ja tylko się zastanawiam, czy
                                    > kobieta w ciąży (w kontekscie tego, o czym rozmawiamy) decyduje
                                    > w_y_ł_ą_c_z_n_i_e o swoim życiu?

                                    I odpowiadasz na to pytanie negatywnie, choć przesłanki do takiej odpowiedzi są,
                                    delikatnioe mówiąc, problematyczne. Identyfikujesz się z embrionem i dokonujesz
                                    manipulacji mówiąc o jego rozwoju w pierwszej osobie, co zapewne ma sprawiać
                                    wrażenie, że ma on świadomość swego istnienia i uczucia, co ma się nijak do
                                    rzeczywistości.

                                    > Trochę uciekasz od tematu. (Zdolność do samodzielnego życia jako kryterium
                                    > człowieczeństwa. Czym różni się dziecko przedwczeńsnie urodzone, od dziecka (cz
                                    > y
                                    > płodu jak wolisz) pozostającego w łonie matki? Odciętą pępowiną?

                                    Nie uciekam. I powtórzę, choć już to tłumaczyłam. Nie jest istotne, czy płód
                                    znajduje się w łonie matki, czy poza nim, tylko czy jest ZDOLNE do życia poza
                                    jej łonem. I nie chodzi o kryterium człowieczeństwa, tylko odrębności dwóch
                                    bytów. Dopóki ten moment nie nastąpi decydowania o losie płodu nie da się
                                    oddzielić od decydowania o istotnych aspektach życia kobiety. Dlatego odmawianie
                                    jej prawa do aborcji jest jej ubezwłasnowolnieniem. Dla zagorzałych
                                    antyaborcjonistów na czas ciąży ludzkie prawa kobiety ulegają zawieszeniu.

                                    > A co z płodem donoszonym, ale martwo urodzonym. Czy to płód, dziecko, człowiek?

                                    To zwłoki dziecka. Jeśli było donoszone, to osiągnęło taki stopień rozwoju, że
                                    było zdolne do życia poza łonem matki. Przynajmniej ja tak uważam.

                                    > Św. Augustyn... Cóż, przez wieki to była niekwestionowana ortodoksja, ale już
                                    > dawno szyderstwa humanistów nadgryzły jej popularność.

                                    Niestety, jedynie nadgryzły.Św. Tomasz też przyłożył do tego ręki uznając
                                    kobietę za defekt natury i ten stosunek do kobiet ciągle pokutuje wśród
                                    katolików (i nie tylko), W moim odczuciu, to właśnie jest przyczyną stanowiska
                                    antyfeministycznego KRK w sprawie aborcji (i nie tylko).

                                    > Kryterium zdolności do życia, moim zdaniem nie jest wystarczające. Przeżywalnoś
                                    > ć
                                    > zmienia się w zależności od stanu technik medycznych. Może w przyszłości uda si
                                    > ę
                                    > skonstruować sztuczne łożysko gdzie (w wypadkach nadzwyczajnych tj. chorób czy
                                    > wypadków) dziecko mogłoby się rozwijać aż do uzyskania zdolności do samodzielne
                                    > j
                                    > egzystencji w środowisku zewnętrznym.

                                    Oczywiście. I nie widzę przeszkód, żeby wtedy uszczęśliwić "obrońców życia"
                                    umieszczając wszystkie usunięte płody w takich urządzeniach, oczywiście na
                                    koszt tychże "obrońców".

                                    > Nie wiem czy w kulturze starozytnej Grecji wystepował "syndrom poaborcyjny", al
                                    > e
                                    > chyba nie chcesz powiedzieć, że odpowiada Ci obowiązująca tam i wtedy umowność
                                    > dotyczaca "momentu uczłowieczenia"...

                                    Jeszcze bardziej mi nie odpowiada przypisywanie człowieczeństwa zapłodnionemu
                                    jajeczku, bo zagraża życiu i zdrowiu kobiet. Mam w najbliższej rodzinie młode
                                    kobiety i nie chciałabym, żeby jakiś nawiedzony antyaborcjonista złożył ich
                                    życie na ołtarzu "świętości życia nienarodzonego".
                                    • turawski Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 20.05.06, 10:14
                                      Jakież są owe problematyczne przesłanki do uznania, że kobieta będąc w ciązy
                                      decyduje nie tylko o własnym ż_y_c_i_u ? Podkreślam to słowo, nie
                                      rozstrzygając jakie to życie (człowiek/płód/coś innego).

                                      Nie, nie identyfikuje się z embrionem, nie wierzę, abyś nie zrozumiała nieco
                                      żartobliwej konwencji jaką przyjąłem przy opisie rozwoju życia płodowego (To Ty
                                      manipulujesz i upraszczasz: płód i embrion to nie to samo)

                                      Widzisz, ja po prostu przyjmuje, że każda faza mojego rozwoju była ludzka, stąd
                                      tak a nie inaczej to opisałem. Ani nie zamierzam nikogo przekonywać do takiej
                                      wizji, ani tym bardziej narzucać jej.

                                      Ja w ogóle nie wypowiadałem sie o prawie kobiety do aborcji, uwarunkowaniach
                                      jakie temu prawu towarzyszą. Ty natomiast zaszufladkowałaś mnie i przypisałaś
                                      etykiete "antyaborcjonisty" Kto wiec manipuluje?

                                      To jest problem stary jak świat i pewnie nigdy nie zostanie jednoznacznie
                                      rozstrzygniety w sposób satysfakcjonujacy wszystkich: od kiedy zaczyna sie
                                      człowiek?

                                      Odpowiedź na to pytanie implikuje następne: jak chronić prawa kobiet i dziecka
                                      nienarodzonego (płodu) ? Jak nie przeciwstawiać ich sobie? Jedno jest pewne:
                                      płód,dziecko na to pytanie odpowiedziec nie może. Tym wieksza odpowiedzialnośc
                                      kobiety (że o mężczyźnie przez skromność nie wspomne :-)

                                      pozdr
                                      t
                                      • wdakra Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 20.05.06, 12:09
                                        turawski napisał:

                                        > Jakież są owe problematyczne przesłanki do uznania, że kobieta będąc w ciązy
                                        > decyduje nie tylko o własnym ż_y_c_i_u ? Podkreślam to słowo, nie
                                        > rozstrzygając jakie to życie (człowiek/płód/coś innego).

                                        A jakie miałoby to znaczenie, gdyby nie chodziło o życie człowieka? Gdyby
                                        chodziło o życie w ogóle, to można by równie dobrze dyskutować, czy ktoś biorąc
                                        antybiotyki nie pozbawia życia milionów żywych organizmów.
                                        >
                                        > Nie, nie identyfikuje się z embrionem, nie wierzę, abyś nie zrozumiała nieco
                                        > żartobliwej konwencji jaką przyjąłem przy opisie rozwoju życia płodowego (To Ty
                                        >
                                        > manipulujesz i upraszczasz: płód i embrion to nie to samo)

                                        Nie jest to to samo i właśnie dlatego użyłam pojęcia "embrion", bo Twoja
                                        żartobliwa opowieść zaczyna się w fazie rozwoju wcześniejszej, niż płód. I
                                        doskonale rozumiem, że taki zartobliwy ton może być skuteczniejszy w
                                        propagowaniu określonych poglądów, niż poważny, dobrze uargumentowany wywód, bo
                                        odwołuje się do emocji, nie do rozumu.

                                        >
                                        >
                                        > tak a nie inaczej to opisałem. Ani nie zamierzam nikogo przekonywać do takiej
                                        > wizji, ani tym bardziej narzucać jej.

                                        Po cóż więc zadajesz sobie trud roztaczania tej wizji na forum?
                                        >
                                        > Ja w ogóle nie wypowiadałem sie o prawie kobiety do aborcji, uwarunkowaniach
                                        > jakie temu prawu towarzyszą. Ty natomiast zaszufladkowałaś mnie i przypisałaś
                                        > etykiete "antyaborcjonisty" Kto wiec manipuluje?

                                        Ty. Nie musisz wypowiadać się bezpośrednio o prawie kobiety do aborcji. Twoje
                                        stanowisko wydaje się oczywiste. Nikt, kto uznaje to prawo, nie będzie serwował
                                        na forum pamiętnika embrionu.
                                        >
                                        > To jest problem stary jak świat i pewnie nigdy nie zostanie jednoznacznie
                                        > rozstrzygniety w sposób satysfakcjonujacy wszystkich: od kiedy zaczyna sie
                                        > człowiek?

                                        Tu się zgadzamy. :)))
                                        I właśnie w tym rzecz, żeby każdemu pozwolić w tej sprawie podejmować decyzje
                                        zgodne z jego poglądem, a nie decydować za niego.
                                        >
                                        > Odpowiedź na to pytanie implikuje następne: jak chronić prawa kobiet i dziecka
                                        > nienarodzonego (płodu) ? Jak nie przeciwstawiać ich sobie?

                                        Na razie w Polsce obowiązuje prawo, które dobro embrionu stawia wyżej, niż dobro
                                        kobiety. I to budzi mój sprzeciw. I skoro zarzucasz mi mieszanie pojęć, to sam
                                        wyrażaj się ściśle. Spór nie dotyczy nie tylko płodu, ale embrionu.

                                        Jedno jest pewne:
                                        > płód,dziecko na to pytanie odpowiedziec nie może. Tym wieksza odpowiedzialnośc
                                        > kobiety (że o mężczyźnie przez skromność nie wspomne :-)

                                        Najbardziej nieodpowiedzialni są samozwańczy adwokaci embrionów.
                                        >
                                        pozdrawiam
                                        • turawski Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 20.05.06, 12:28
                                          OK.
                                          Nie będę już więcej "manipulował", "propagował okreslonych
                                          poglądów", "roztaczał wizji", "odwoływał sie do emocji" bo jeszcze trochę a
                                          usłyszę, ze nie tylko jestem "samozwańczym adwokatem embrionów" ale i może
                                          jeszcze coś milszego...

                                          A nie chciałbym reagować zbyt emocjonalnie (czytaj:bezrozumnie?)

                                          pozostaje z szacunkiem
                                          t
                                          • wdakra Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 20.05.06, 17:05
                                            Dzięki za rozmowę. Nie było moją intencją urazić Cię. I możesz mi wierzyć, że
                                            epitety, jakimi są obdarzani zwolennicy dopuszczalności aborcji i kobiety
                                            decydujące się na nią są daleko bardziej niemiłe. Nietrudno to zresztą
                                            sprawdzić. :)))

                                            Jestem jak najdalsza od utożsamiania emocjonalności z bezrozumnością. Odczuwanie
                                            emocji uważam za jak najbardziej ludzkie. Bez nich bylibyśmy tylko maszynami.
                                            Zawsze jednak warto przyjrzeć się, czy są rzeczywiście adekwatne do sytuacji, a
                                            nie sztucznie wywołane sugestywnie podanymi wizjami znieksztacającymi
                                            rzeczywistość. I przyznaję, że reaguję emocjonalnie na antyaborcyjną propagandę,
                                            odbierając ją, jako przejaw antyfeminizmu zagrażający życiu i zdrowiu osób mojej
                                            płci.

                                            Pozostaję z szacunkiem i podziwem dla pięknej formy Twoich wypowiedzi.



                          • brat_barnaba Re: A może trochę metafizyki bracie_barnabo ? 19.05.06, 14:24
                            turawski napisał:
                            > ... niedługo zostanę "faktycznym człowiekiem"....

                            Słusznie. Epatowanie rzewnymi, wzruszającymi opisami nic tu nie zmienia.
        • mg2005 Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 08:42
          blondgirl napisała:

          > Dopóki płód nie jest w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki, do
          > tego czasu nie jest to człowiek.

          Dlaczego to ma być kryterium człowieczeństwa?
          Poza tym ten pogląd jest logicznym absurdem, bo to kryterium zależy od poziomu
          technicznego. Np 50 lat temu 25-tygodniowy płód nie był człowiekiem, a dzisiaj
          jest??

          > Koniec i kropka!

          Zamknięcie na argumenty?...

          >
          > I dordzy moraliści pozwólcie, że swoje poglądy odpowiem bezpośrednio przed
          > Bogiem. Bo On po to dał mi wolną wolę i rozum, abym mogła z nich korzystać.
          > Dlatego też nie życzę sobie, żeby ktoś narzucał mi swoje poglądy!!!!

          Myślę,że pod tym mógłby się podpisać każdy nazista...


          >
          > I jeszcze raz powtórzę nasze państwo - Polska - jest światopoglądowo
          neutralne

          Państwo neutralne światopoglądowo to logiczny absurd.
          Jak wtedy udowodnić słuszność 'praw człowieka'?
          • brat_barnaba Prawa człowieka 18.05.06, 10:44
            Państwo neutralne światopoglądowo, to państwo areligijne, nie posługujące sie w
            żadnej kwestii i przypadku terminologią i argumentami z żadego "katechizmu" -
            Biblii, Koranu, Talmudu itp. Co to ma wspólnego z prawami człowieka, które sa
            konwencją międzynarodową przyjętą przez społeczność światową?
        • lucjan.drobosz Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 08:56
          blondgirl napisała:

          > Dopóki płód nie jest w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki, do
          > tego czasu nie jest to człowiek. Koniec i kropka!
          >
          > I dordzy moraliści pozwólcie, że swoje poglądy odpowiem bezpośrednio przed
          > Bogiem. Bo On po to dał mi wolną wolę i rozum, abym mogła z nich korzystać.
          > Dlatego też nie życzę sobie, żeby ktoś narzucał mi swoje poglądy!!!!

          Napisałem już w głównym wątku o 8.20:
          >>Przed piecioma laty adoptowalismy dziecko z Zespolem Downa zostawione po
          urodzeniu w szpitalu. Jest wspanialym czlowiekiem. To tez bysmy adoptowali...
          O los naszej corki zadbali lekarze i biologiczna matka. Nie byla dla
          nich "smieciem".<<

          Droga "blondigirl" gdyby sie zdarzyło, że nie bedziesz chciała swego dziecka,
          bo ma na przykład o jeden chromosom więcej (Zespół Downa) lub nie taki kolor
          oczu - daj mi znać. Jest miejsce dla każdego dziecka.
          • wdakra Re: Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 10:42
            lucjan.drobosz napisał:

            > Droga "blondigirl" gdyby sie zdarzyło, że nie bedziesz chciała swego dziecka,
            > bo ma na przykład o jeden chromosom więcej (Zespół Downa) lub nie taki kolor
            > oczu - daj mi znać. Jest miejsce dla każdego dziecka.

            To zajmij się tymi, które juz się urodziły.
            • lucjan.drobosz Re: Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 12:08
              wdakra napisała:
              >
              > To zajmij się tymi, które juz się urodziły.

              A o czym pisze? Prosze staranniej czytac posty na ktore sie odpowiada.
              Zaś, jesli to propozycja wspolpracy, to serdecznie zapraszam.
              • wdakra Re: Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 14:16
                lucjan.drobosz napisał:

                > wdakra napisała:
                > >
                > > To zajmij się tymi, które juz się urodziły.
                >
                > A o czym pisze? Prosze staranniej czytac posty na ktore sie odpowiada.
                > Zaś, jesli to propozycja wspolpracy, to serdecznie zapraszam.


                Czytam starannie i ze zrozumieniem. Adoptowałeś 1 (słownie: jedno)dziecko z
                zespołem Downa i deklarujesz, że masz miejsce dla każdego niechcianego dziecka.
                A ja Cię uprzejmie informuję, że takich niechcianych dzieci w Polce nie brakuje
                i proponuję, zebyś się nimi zajął, zamiast zachęcać do powoływania do życia
                następnych. Teraz rozumiesz?
                • lucjan.drobosz Re: Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 16:47
                  wdakra napisała:

                  > Czytam starannie i ze zrozumieniem. Adoptowałeś 1 (słownie: jedno)dziecko z
                  > zespołem Downa i deklarujesz, że masz miejsce dla każdego niechcianego
                  dziecka.
                  > A ja Cię uprzejmie informuję, że takich niechcianych dzieci w Polce nie
                  brakuje
                  > i proponuję, zebyś się nimi zajął, zamiast zachęcać do powoływania do życia
                  > następnych. Teraz rozumiesz?

                  Szanowna Pani,
                  Nadal zachecam do starannosci w lekturze i mniejszej nerwowosci w dyskusji.
                  Wnioskowanie z lektury mojego postu, ze zachecam do powolywania do zycia
                  kogokolwiek, jest zbyt daleko idace. Przeciwnie, zachecam do zajmowania sie
                  tymi, ktorzy juz do zycia zostali powolani (prosze przesledzic tekst). Sam
                  staram sie to robic. Pani zacheta jest spozniona, aczkolwiek sluszna. Tak,
                  wiekszosc mojego zycia poswiecilem opiece nad niechcianymi dziecmi. Szczerze
                  pochwalam Pani zarliwosc w trosce o nie. Licze, ze uda sie Pani w zyciu
                  zrealizowac to, czym Pani tak sie przejela. Te dzieci daja wiecej niz
                  otrzymuja. Wierze, ze bedzie mogla Pani tego doswiadczyc.
                  Serdecznie pozdrawiam
                  • wdakra Re: Adoptowalem dziecko z Zespołem Downa 16.05.06, 21:04
                    lucjan.drobosz napisał:

                    > wdakra napisała:
                    >

                    > Szanowna Pani,
                    > Nadal zachecam do starannosci w lekturze i mniejszej nerwowosci w dyskusji.
                    > Wnioskowanie z lektury mojego postu, ze zachecam do powolywania do zycia
                    > kogokolwiek, jest zbyt daleko idace. Przeciwnie, zachecam do zajmowania sie
                    > tymi, ktorzy juz do zycia zostali powolani (prosze przesledzic tekst).

                    Szanowny Panie!
                    Prześledziłam. I zachęca Pan do rodzenia dzieci niechcianych, deklarując, że dla
                    każdego z nich ma Pan miejsce. Jako dziecko niechciane mam większe prawo do
                    wypowiadania się w tej sprawie, niż te wszystkie świętoszki, rozczulające się
                    nad płodem. To, że jakiś promil owych dzieci trafi do ludzi, którzy je obdarzą
                    miłością i troską nie usprawiedliwia wymuszania ich przychodzenia na świat.

                    > Sam
                    > staram sie to robic. Pani zacheta jest spozniona, aczkolwiek sluszna. Tak,
                    > wiekszosc mojego zycia poswiecilem opiece nad niechcianymi dziecmi.

                    I chwała Panu za to, ale to jest kropla w morzu potrzeb i nie jest Pan w stanie
                    zaopiekować się wszystkimi już urodzonymi niechcianymi dziećmi, więc lepiej,
                    żeby się następne nie rodziły i nie poniewierały.

                    > Szczerze
                    > pochwalam Pani zarliwosc w trosce o nie. Licze, ze uda sie Pani w zyciu
                    > zrealizowac to, czym Pani tak sie przejela.

                    Miałam szczęście i moje dzieci są zdrowe, chciane i kochane. Ale mam sporo
                    kontaktów z niepełnosprawnymi i ich rodzicami, więc nie są mi obce problemy, z
                    jakimi to się wiąże. Uważam, że nikt nie ma prawa zmuszać nikogo do podejmowania
                    takich obowiązków. Wielokrotnie miałam też do czynienia z dziećmi niechcianymi i
                    wiem co nieco o cenie, jaką za to płacą.

                    > Te dzieci daja wiecej niz
                    > otrzymuja. Wierze, ze bedzie mogla Pani tego doswiadczyc.

                    Wszystkie dzieci dają więcej, niż otrzymują. Te zdrowe też.

                    Pozdrawiam.
        • lulek.lulek Re: Nie aborcja, a morderstwo 20.05.06, 12:51
          Każdy człowiek ma prawo do swoich pogladów. Jeśli lekarz uważa że jest to
          sprzeczne z jego sumieniem to ma prawo odmówić wykonania aborcji. Dlaczego
          zatem chcesz go zmuszać do czynności która jest dla niego hańbą?
        • lulek.lulek Re: Nie aborcja, a morderstwo 20.05.06, 12:52
          blondgirl napisała:

          > Dopóki płód nie jest w stanie samodzielnie przeżyć poza organizmem matki, do
          > tego czasu nie jest to człowiek. Koniec i kropka!

          Słaby argument. Płód może opuścić organizm matki już w 6 miesiącu. Zatem czy to
          dla ciebie już człowiek?

          • brat_barnaba Re: Nie aborcja, a morderstwo 21.05.06, 03:54
            lulek.lulek napisał:

            > Słaby argument. Płód może opuścić organizm matki już w 6 miesiącu. Zatem czy
            to dla ciebie już człowiek?

            Jeśli opuści i przeżyje, to stanie się człowiekiem.
            • turawski Re: Nie aborcja, a morderstwo 22.05.06, 15:08
              brat_barnaba na postawione pytanie lulka.lulka:

              >Płód może opuścić organizm matki już w 6 miesiącu. Zatem czy
              >to dla ciebie już człowiek?

              odpowiedział:
              > Jeśli opuści i przeżyje, to stanie się człowiekiem.

              Ach to tak: jesli opuści i przeżyje to uznamy go (to) za człowieka... Ciekawa
              konstrukacja. A ile musi przeżyć, aby uznać go człowiekiem? A jeżeli nie
              przeżyje to co? I jak nazwać przejście od życia do śmierci? Wszak słowo umierać
              byłoby tu pewnie naduzyciem w stosunku do "nieludzkiej istoty"? Umierają raczej
              ludzie, inne żywe organizmy więdną, giną, zdychają...

              Zatem wg brata_barnaby o tym, czy ktoś/coś jest osobą, czy tez nie decyduje
              działanie (fakt "przeżycia") będące czymś wtórnym w stosunku do urodzenia...

              W tym kontekście myślę (żartobliwie), że może za kryterium przynależności do
              gatunku "homo sapiens" przyjać zdolność do myślenia. Bez tej umiejętności
              mamy jedynie do czynienia z homo erectus.... ;-)
      • bloody_rabbit Re: Nie aborcja, a morderstwo 16.05.06, 14:22
        No, a gdyby je urodziła, to widzę kolejkę chętnych do adopcji dziecka "z
        Downem". Od Szczecina do Zakopanego by się ciągnęła. I pewnie państwo by jej
        pomogło je chować, gdyby go nie oddała po urodzeniu. Na pewno.
    • lucjan.drobosz Re: Proces za odmowę aborcji 16.05.06, 08:20
      Przed piecioma laty adoptowalismy dziecko z Zespolem Downa zostawione po
      urodzeniu w szpitalu. Jest wspanialym czlowiekiem. To tez bysmy adoptowali...
      O los naszej corki zadbali lekarze i biologiczna matka. Nie byla dla
      nich "smieciem".
      • mg2005 300.000 zł. za 'straty moralne' ?... 16.05.06, 10:10
        Nieźle...-tylko ile jest warta moralność kobiety, która zabija swoje dziecko?...
        • wdakra Re: 300.000 zł. za 'straty moralne' ?... 16.05.06, 10:52
          mg2005 napisał:

          > Nieźle...-tylko ile jest warta moralność kobiety, która zabija swoje dziecko?..

          Uważaj, żeby Cebie nie zaskarżono o odszkodowanie za straty moralne spowodowane
          bezpodstawnymi oskarżeniami o zabijanie swoich dzieci i lepiej licz się ze
          słowami. Ta kobieta miała prawo do aborcji, która nie jest tym samym, co zabicie
          dziecka i utrudnianie jej skorzystania z tego prawa było bezprawne i jest dla
          mnie oczywiste, że nalezy się jej odszkodowanie.
          I pozwolę sobie zapytać ile warta jest moralność tych, którzy wypisują takie
          brednie, jak Ty?
    • rorbeck Re: Proces za odmowę aborcji 16.05.06, 18:02
      300000 powinien zabulić także lekarz który odmówił aborcji
    • lisica666 Resorbcja zarodków 17.05.06, 12:54
      To potrafią zwierzęta, a najlepiej wiedzą o tym hodowcy świń i koni. W
      przypadku np. braku lub niedostatecznej ilości pokarmu, lub stresu zarodki
      zostają wchłonięte.
      LUDZIE ZATRACILI W TRAKCIE EWOLUCJI TĄ UMIEJĘTNOŚĆ, dlatego tak ważna jest
      edukacja seksualna i dostęp do antykoncepcji! Aborcja to dla normalnej kobiety
      HORROR I OSTATECZNOŚĆ! Trauma zostaje na długie lata. Ale są sytuacje, kiedy
      aborcja jest wskazana. Czy bowiem można skazywać dziecko na oczekiwanie na
      nieuchronną śmierć w cierpieniach, albo życie w cierpieniu wśród szyderstwa
      innych. Cierpi dziecko i cierpią rodzice, którzy NIE MOGĄ POMÓC! A ile jest
      apeli choćby w tv o pomocnp. dla dzieci z mukowiscydozą, przeszczepy...I co? A
      ilu apeli nie ma?
      Ile dzieci ginie w męczarniach?

      Aborcja jest ZŁEM, ale czasami zło jest KONIECZNE!

      A co do lekarzy to nie mam złudzeń! To przekupna banda, która cesarkę zrobi za
      kasę, a bez kasy ...to się nazywa uszkodzenia okołoporodowe.
      A SKROBANKI ROBIĄ NA OKRĄGŁO, TYLE, ŻE ZA KASĘ! I NIE PATRZĄ NA WIEK DZIECKA
      (PŁODU) PO TO IM BYŁA USTAWA ANTYABORCYJNA.Robią to i piszą poronienie w toku...
      A w szpitalu mają sumienie, bo tam za skrobankę nikt nie zapłaci, więc bez
      złudzeń.
    • nauma Re: Proces za odmowę aborcji 19.05.06, 09:24
      Wszystkim, którzy: a) dają lekarzowi prawo segregowania swych obowiązków wg
      przekonań, wywołując sprzeczność z prawem i wiedzą medyczną; b) uważają embrion
      za 100% człowieka; c) uważającym, że każdą ciążę należy donosić, nawet, gdy
      istnieje pewność, że dziecko urodzi się bardzo ciężko chore, powiem:
      najpierw łóżcie na takie dzieci, pomagajcie w ich wychowywaniu i opiece nad
      nimi, a dopiero później się wypowiadajcie...
      • ave_duce Re: Marzyciel-utopista... 20.05.06, 06:19
        nauma napisał:

        > Wszystkim, którzy: a) dają lekarzowi prawo segregowania swych obowiązków wg
        > przekonań, wywołując sprzeczność z prawem i wiedzą medyczną; b) uważają embrion
        >
        > za 100% człowieka; c) uważającym, że każdą ciążę należy donosić, nawet, gdy
        > istnieje pewność, że dziecko urodzi się bardzo ciężko chore, powiem:
        > najpierw łóżcie na takie dzieci, pomagajcie w ich wychowywaniu i opiece nad
        > nimi, a dopiero później się wypowiadajcie...

        Podpisuję się pod Twoim postem...

        ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka